Styczeń jak zawsze przyszedł hucznie, głośny od fajerwerków, śmiechu, głośnych odliczeń, życzeń.... Wpadł przez otwarte okna niczym zimny powiew.
Jednak gdy nastał poranek Nowego Roku, gdy sylwestrowy gwar wreszcie opadł, Pan Styczeń powoli milknie, spowalnia, odnajduje swój prawdziwy, trochę zamyślony rytm. Dla Małej Dziewczynki to zawsze czas pełen wspomnień. Jak bowiem wiadomo, był to miesiąc jej Dziadków. Oboje w tym miesiącu świętowali swoje urodziny, imieniny. No i jeszcze ten Dzień Babci i Dziadka...
Wspomnienia
Uszyj dla niech płócienne pokrowce.
Odsłoń okna i otwórz powietrze.
Bądź dla nich serdeczny i nigdy
nie daj im poznać po sobie.
To są twoje wspomnienia.
Myśl o tym, kiedy płyniesz
w sargassowym morzu pamięci
i trawa morska zarasta ci usta.
To są twoje wspomnienia, których
nie zapomnisz aż do końca życia.
Zagajewski Adam
Tego roku wspomnienia nie czekały, aż Mała Dziewczynka otworzy ich szufladę. Same wysunęły się na światło, jakby wiedziały, że są jej potrzebne bardziej niż kiedykolwiek.
Najpierw pojawił się więc zapach, otulając ją niczym ciepły szal.
Babcia pachniała zawsze swoją ulubioną Panią Walewską i nieodłącznym kremem Nivea.
W jej kuchni unosił się zapach, rosołu, pieczonego mięsa, drożdżowego ciasta, maślanych bułeczek które parowały jakby były jeszcze ciepłe od jej serca....
A kiedy przez drzwi wchodził Dziadek, dom pachniał także jego wodą kolońską, koperkiem, ziemniakami, kapustą lub kalafiorem, jabłkami, truskawkami, które przynosił w wiklinowym koszu z działki. Nie zapominał też o pachnących kwiatach dla Babci, zwłaszcza tych różowych różach.
Ten dom pachniał latem, bezpieczeństwem, spokojem, miłością... Te zapachy Mała Dziewczynka od lat niesie w sobie jak najcenniejsze i najpiękniejsze na świecie. I u niej od zawsze pachnie krem Nivea, a ostatnio podarowana jej przez Mamę Pani Walewska.
Za zapachem przychodził dźwięk. Taki trochę cichy, jakby wspomnienia nie chciały wyrywać Małej Dziewczynki z zamyślenia, zanurzenia w zapachach. Dźwięki po chwili były już jednak wyraźne, rozpoznawalne. Pierwszy to szum pracującej Frani i dzwonek tak rzadkiego wówczas telefonu.
Kroki Dziadka na ganku, brzęk kluczy w kieszeni, otwieranie kramy garażowej, warkot jego samochodu, pogwizdywanie, szuranie laczkami w domu i to najważniejsze: „Już jestem”.
Babcia delikatnie stukała naczyniami w kuchni, włączała radio, które tak lubiła słuchać. Babcia lubiła śpiewać. Śpiewała niezbyt głośno, jakby piosenka przeznaczona była tylko dla domowników. A popołudniu przy pobrzękiwaniu drutów Babcia snuła opowieści. Opowieści te prawdziwe, ale i trochę przez nią ubarwione, zaczarowane. Ale w uszach Małej Dziewczynki nadal jeszcze brzmi wołanie Babci przed obiadem lub kolacją, gdy wychlała się przez okno i wołała: "Do domu..."
Niezmiennie pojawiał się odgłos pociągów. Najpierw ten dobrze znany stukot kół i ciężkie westchnienia parowozu, którym dawno temu jeździła Małą Dziewczynka do Małego Miasteczka. Rytmiczne „tak–tak” przeplatające się z sykiem pary, jakby pociąg też cieszył się, że wiezie ją do Babci i Dziadka. A potem był ten drugi, ten słyszany z kuchennego okna Dziadków. W oddali słuchać było przede wszystkim częste głośne gwizdy pociągów. Do tej pory Mała Dziewczynka uważa, że w okolicach Małego Miasteczka te pogwizdywania są najgłośniejsze.
Na końcu za zapachem i dźwiękiem zawsze przychodziły obrazy.
Najpierw nieśmiałe, jakby malowane akwarelą, potem wyraźniejsze, nabierające barw i kształtów.
Pierwszy, to obraz Babci i Dziadka na peronie dworca Małego Miasteczka, jakby całe życie czekali tylko na ten jeden pociąg z którego wysiądzie także Małą Dziewczynka.
Wspomnienia różnie płyną
mieszają dźwięki zapachy i kolory
a może inna jest kolejność tylko my nie wiemy
falami łez i uśmiechów zalewają drogi istnienia
wdzierają się do mózgu mimo braku zaproszenia
łamią serce albo je leczą zupełnie za darmo
nieuporządkowane natarczywe i wytrwałe drążą bruzdy i szczeliny
zmuszają do przystanku niecierpliwych przechodniów
potrafią przycupnąć na zakrętach i rozstajach
albo ukryć się pod starą deską i na popękanych szybach
kocham je miłością trudną i stałą
przytulam ostre krawędzie i wygładzam je o swoje zwyczajne życie…
Basia Wójcik
Potem przyfruwał obraz mieszkania Dziadków.
Kuchnia z piecem pod którym Babcia rozpalała ogień. Pokoje z kaflowymi piecami, o które dbał Dziadek. No i przedpokój z dużym lustrem i czerwonym telefonem. Duży pokój z owalnym stołem, na którym leżał biały koronkowy obrus, który Babcia najpierw wygładzała dłonią, choć i tak leżał równo. Potem stawiała na nim wazon ze świeżymi kwiatami. Do tego pokoju Mała Dziewczynka wchodziła rzadko. Dopiero jak pojawił się telewizor zaglądała tam częściej. Przede wszystkim w mieszkaniu bawiła się z bratem w małym pokoju wujka, a najchętniej na balkonie, gdzie królowały babcine pelargonie.
Pojawiała się też działka Dziadków, z gankiem, altanką i stołem również przykrytym obrusem. Na stole Babcia kładła talerz maślanych bułeczek, czy też czasem biszkopt z galaretką, zwłaszcza gdy Mała Dziewczynka jeszcze w lipcu obchodziła swoje imieniny. Ale Działka to przede wszystkim praca. Dlatego Mała Dziewczynka widzi Dziadka w kapeluszu wykopującego młode ziemniaczki lub Babcię z haczką, która walczyła z chwastami. Widzi także samą siebie, gdy pomagała zbierać porzeczki, najchętniej te czerwone, bo szybko zapełniały wiaderko. Zdecydowanie wolała to bardziej niż zbieranie do słoiczka stonki. Najwyraźniej widać jednak jak razem z Babcią siedzi przy stole i obierają zielony groszek. który w przypadku Małej Dziewczynki tylko w połowie trafiał do miseczki. Reszta bowiem była pałaszowana z apetytem.
Oczywiście nie można zapoznać o widoku Naszej Dróżki. Tak ją nazywała Babcia. Dróżka najpierw prowadziła powoli pod górę, między polami, które miejscami były wyższe niż Babcia. Szło się niczym w niecce, dookoła na wysokości oczu tylko maki, chabry, kłosy zbóż... Na szczycie czekał widok rozległej przestrzeni. W dole sunęły i pogwizdywały pociągi.
Ta dróżka została w pamięci na zawsze. Mała Dziewczynka za każdym razem, gdy jest w Małym Miasteczku wędruje nią, wspomina i zachwyca się nadal widokami
Chwila
Trawa, kwiatuszki w trawie
jak na obrazku dla dzieci.
Niebo zamglone, już błękitniejące.
Widok na inne wzgórza rozlega się w ciszy.
Jakby tutaj nie było żadnych kambrów, sylurów,
skał warczących na siebie,
wypiętrzonych otchłani,
żadnych nocy w płomieniach
i dni w kłębach ciemności.
Jakby nie przesuwały się tędy niziny
w gorączkowych malignach,
lodowatych dreszczach.
Jakby tylko gdzie indziej burzyły się morza
i rozrywały brzegi horyzontów.
Jest dziewiąta trzydzieści czasu lokalnego.
Wszystko na swoim miejscu i w układnej zgodzie.
W dolince potok mały jako potok mały.
Ścieżka w postaci ścieżki od zawsze do zawsze.
Las pod pozorem lasu na wieki wieków i amen,
a w górze ptaki w locie w roli ptaków w locie.
Jak okiem sięgnąć, panuje tu chwila.
Jedna z tych ziemskich chwil
proszonych, żeby trwały.
Wisława Szymborska
Wspomnienia pozostają z Małą Dziewczynką jeszcze przez jakiś czas. To one prowadzą ją przez czas, przypominając, że to, co najcenniejsze, zostaje w nas na zawsze.
Po chwili do drzwi puka codzienność. Wspomnienia na pożegnanie jeszcze raz uśmiechają się i wracają do swojej szuflady. Ciekawe na jak długo?



W moim domu krem Nivea był wręcz obowiązkowy - tak jak u Twojej Babci.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam :)
Jak zwykle bajkowy wpis - gratuluję i dziękuję.
OdpowiedzUsuńNiestety nie pamiętam swoich Babć a moi Dziadkowie zmarli przed moim urodzeniem.
Pozostaje mi druga strona medalu - bycie Dziadkiem - bardzo satysfakcjonujące.
Lembranças faz a gente voltar ao passado lembrar de momentos bons, Ismene feliz terça-feira bjs.
OdpowiedzUsuńSuch beautiful memories. Here, this month, my hubby can't wait to start gardening. He's looking through seeds, hoping to get them started inside.
OdpowiedzUsuńJak dobrze mieć takie wspomnienia, one grzeją człowieka w naj mroczniejszy czas.
OdpowiedzUsuńMam podobne:-)
Styczeń styczeń pędzi jak szalony. Już jesteśmy poza połówką, zbliżamy się do ćwiartki. Za szybko... a lata uciekają.
OdpowiedzUsuńWspomnienia z dziecięcych lat cudne:)
OdpowiedzUsuńDziadkowie niczym anioły, zawsze obok swoich Wnicząt!
Serdeczności moc zostawiam:)
Dobrzem że już jesteś!
OdpowiedzUsuńDziękuję za tę niesamowitą historię, pełną ciepła i serdeczności. Na chwilę wróciłam do domu, którego już nie ma, usiadłam przy ciepłym piecu i pod zamkniętymi powiekami zobaczyłam twarze Dziadków....
Poczułam w sobie nową siłę do dalszej drogi...
To, co zostaje na zawsze to na pewno piękne wspomnienia po tych, których nie ma już z nami. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńSwoimi wpisami przywołujesz również moje piękne wspomnienia z domu mojej babci.
OdpowiedzUsuńWprawdzie nie był on na wsi, ale i tak wspominam te chwile z wielkim sentymentem... bardzo Ci za to dziękuję :)
Gorąco Cię pozdrawiam, Ismeno!
Piękne są Twoje wspomnienia. Pielęgnuj je jak najdłużej. To Twój wielki skarb.
OdpowiedzUsuńA ja jestem babcią już dużych wnuków.
Bardzo ciekawa opowieść. Wiersz równie piękny. Cieszmy się śniegiem! :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do obejrzenia mojego nowego obrazu :)
Warto pielęgnować ciepłe wspomnienia. :)
OdpowiedzUsuńPiękna opowieść Ismeno :-))) Myślę, że u wielu osób wywołałaś nostalgię w sercu i piękne wspomnienia przeszłości ... Pani Walewska, achhhh stała u mojej Babci na pięknej, stylowej toaletce, na honorowym miejscu. Używana na "wielkie wyjście". Dziś Dzień Babci - , mam cudowne wspomnienia zarówno z jedną, jak i z drugą Babcią, i właśnie dziś będą się one snuły po głowie, i ... po sercu :-) Dobrego dnia!
OdpowiedzUsuńTo był dobry świat. Normalny, dający poczucie bezpieczeństwa i spokoju. I ludzie inni, bardziej czuli dla siebie, bardziej uważni, bardziej umiejący słuchać. I tyle potrafili sami zrobic, przez co bylui omal niezależni od świata a świat dawał im swiety spokój, nie gnebił kontrolami, wtykaniem nosa w sprawy prywatne, narzucaniem nowoczesnych ale wcale nie lepszych rozwiazań...
OdpowiedzUsuńSzkoda tamtego swiata...Gdzie idziemy dzisiaj? Co po nas zostanie?
Pozdrawiam Cie ciepło, Ismeno
Styczeń to po listopadzie drugi miesiąc, którego szczerze nie znoszę. Oba są po równo depresyjne. Styczeń wlecze się jak jedno wielkie pasmo nieszczęść.
OdpowiedzUsuńO dziadkach mogłabym napisać całą opowieść, na pewno nie zmieściłaby się w komentarzu 🙂
Jedna z moich babć też uwielbiała Panią Walewską, a druga nie obchodziła się bez kremu Nivea.
OdpowiedzUsuńTwoje wspomnienia są tak pełne smaków, zapachów, obrazów że czytając je czuję jakbym siedziała w kuchni Twojej babci i zajadała się jej drożdżówką. Piękne wspomnienia!
OdpowiedzUsuńSerdeczności 🙂
Takie wspomnienia to skarb. Dziadkowie dający spokój i cierpliwość są jak pomost do świata, którego już nie ma, ale to od nich właśnie zaczęła się nasza rodzina.
OdpowiedzUsuńSerdecznie Cię pozdrawiam. Trzymaj się cieplutko.🤗🫶
Tak pięknie o Nich piszesz...życzę wszystkim babciom i dziadkom takich wnuków jak Ty...
OdpowiedzUsuńOho, moja mama też zawsze wspomina Panią Walewską :)
OdpowiedzUsuńWspomnień nikt nam nie odbierze, a największym darem jest umieć je przelewać na papier, tak doskonale i barwnie. Każdy zmysł pomaga zapisać urywki przeszłości w szarych komórkach, ale nie każdy z tego korzysta. Twoje słowa i opowieści działają niczym magiczna różdżka, pozwoliłaś swoim czytelnikom wejść do swojego świata, do domu Twoich dziadków. Rozmarzyłem się, zwłaszcza że ja nie miałem okazji pobudować takich babcinych i dziadkowych wspomnień. Może bym odkopał z kilka, ale to dosłownie licząc na palcach jednej ręki.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i życzę pięknego weekendu :)
Twój tekst bardzo mocno mnie poruszył, choć nie jest przesadnie emocjonalny – on po prostu pozwala zatrzymać się na tym, co w pamięci zostaje na zawsze. To, jak opisujesz zapachy, dźwięki i obrazy z dzieciństwa, jest niesamowicie realistyczne – czuć, że Mała Dziewczynka naprawdę stoi w tym domu, czuje ciepło Babci i bezpieczeństwo Dziadka. I to właśnie jest w nim najpiękniejsze: pokazujesz, że wspomnienia nie są tylko suchymi faktami, lecz pełnym spektrum doznań, które w każdym z nas pozostawia trwały ślad.
OdpowiedzUsuńNajbardziej utkwiła mi scena z Dróżką – banalna z pozoru, a jednak tak sugestywna, że łatwo przenieść się tam własną wyobraźnią. Widać, że wspomnienia nie mają hierarchii: zapach ciasta, szelest trawy, odgłos pociągu – wszystko razem buduje obraz bezpieczeństwa, przynależności i prostego szczęścia. I w tym tkwi też pewna mądrość tekstu: to, co wydaje się drobne, zwyczajne, w pamięci staje się fundamentem życia.
Cenne jest też to, jak tekst pokazuje, że wspomnienia przychodzą do nas same, czasem niespodziewanie, i to my decydujemy, czy je przyjąć, czy odrzucić. To refleksja, która zostaje długo po przeczytaniu – że nie wszystko, co ważne, da się zaplanować, a piękno życia często kryje się w drobnych, ulotnych chwilach, które w nas trwają.
Dla mnie Twój artykuł jest jak lekcja uważności wobec własnej pamięci: uczy, że warto pielęgnować wspomnienia, bo to one nadają sens codzienności i sprawiają, że niektóre momenty naprawdę nigdy nie odchodzą.
Cudowne wspomnienia, piękna opowieść, pachnąca kremem Nivea, panią Walewską i miłością.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
Piękne masz wspomnienia... A dróżką powędrowałabym.. Serdecznie Cię pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńWspomnienia są bardzo ważne, ważne są też zdjęcia związane z tymi wspomnieniami, oczywiście filmy z uroczystości rodzinnych, wyjazdów. Wszystkie takie pamiątki są ważne. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńPrzeniosłam się do Twoich wspomnień, tak pięknie opisane, że aż zobaczyłam, usłyszałam, poczułam wszytko to, co mała dziewczynka. Piękny kawałek twojego życia nam ukazałaś. Ja też jak myślę o dzieciństwie, to od razu mam dużo skojarzeń z czasem, który spędziłam u jednych i u drugich dziadków. Praktycznie w każde wakacje wspomnienia zabaw na wsi :).
OdpowiedzUsuń