Początek lutego to czas zawieszenia. Zima jeszcze trwa, dzień dopiero zaczyna się wydłużać, a wiosna pozostaje obietnicą.
opowiadają sobie historie z dawnych lat
czytając wzajemnie w woskowych sercach
w tych sercach nadal pomrukują uciszone pioruny
oddalone choroby i niebezpieczne zasadzki
drzemią dobre chwile komunijnych obietnic i marzeń dziecięcych
budzą się chrzcielne kąpiele nowych pokoleń
zaklęte w modlitwie dłonie umierających rozpływają się w mglistych obrazach
niejedna łza tęsknoty spada
gdy nabożnie wyciągam moje gromnice ze starej szafy
w której przechowuję najcenniejsze wspomnienia
skarby moje i tych co nauczyli mnie kochać gromnice.
Drugiego lutego, jak co roku zapalę świecę. Nie tą największą. Nie najnowszą. Ale tą starą, kapiącą na dłoń, pamiętającą dłonie ośmioletniej Małej Dziewczynki, inne zimy, inne drogi do domu. To przecież święto Matki Boskiej Gromnicznej, czyli Ofiarowania Pańskiego, obchodzone w Kościele od IV wieku. Upamiętnia ono przyniesienie Jezusa do świątyni i słowa Symeona:
"Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu
w pokoju, według Twojego słowa.Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,któreś przygotował wobec wszystkich narodów:światło na oświecenie pogani chwałę ludu Twego, Izraela".
Dziś niewiele osób pamięta, dlaczego ten dzień był tak ważny. Dla większości to zwykła data w kalendarzu. A przecież dawniej
gromnica była jednym z najważniejszych przedmiotów w domu. Wierzono, że jej płomień chroni przed burzą, mrozem, chorobą i nagłą śmiercią. Zapalano ją podczas nawałnic, przy konających, a także wtedy, gdy rodziło się dziecko. Na belkach stropu często rysowano znak krzyża okopconym knotem na ochronę domu i obejścia.
Luty nazywano wilczym miesiącem. To był czas największego głodu i strachu — zarówno ludzi, jak i zwierząt. Według ludowych podań Matka Boska Gromniczna chodziła nocą po polach, pilnując ozimin i odpędzając wilki od ludzkich siedzib. Często przedstawiano ją z zapaloną świecą, osłaniającą ludzi i zwierzęta przed niebezpieczeństwem.
Ale o tym już pisałam TUTAJ
Dla mnie ten dzień od zawsze miał jeszcze jeden wymiar. Drugiego lutego swoje urodziny i imieniny obchodziła Babcia Domowa. Gdy zapalam gromnicę, myślę o niej, a także o tym, jak wiele znaczeń może zmieścić się w jednym płomieniu.
Zapalenie świecy to dla mnie nie przesąd, a raczej gest pamięci. Chwila, w której człowiek zwalnia i przypomina sobie, skąd jest.
Początek lutego to także czas rozstań. Drugiego lutego definitywnie znikają choinki, ozdoby świąteczne, milkną kolędy, kończy się czas Bożego Narodzenia. Jest w tym lekki żal, ale i zrozumienie, że nic nie trwa wiecznie. Gdyby święta były cały rok, przestałyby być wyjątkowe. Jest więc zgoda na ten rytm rzeczy, na naturalne następstwo świąt i zwyczajności, które porządkuje nasze życie.
Święto Matki Bożej Gromnicznej od zawsze jest takim momentem przejścia.
Lubię ten moment. Jeszcze nie wiosna, ale już nie święta. Czas, w którym można spojrzeć spokojniej na to, co było, i na to, co dopiero przyjdzie. Bez dużych planów, bez postanowień. Wystarczy cicha nadzieja, że to, co nie tylko pod ziemią i śniegiem, znowu się obudzi.
Słowa
poszybowały z podmuchem wiatru
białe ptaki
wtopione w błękit zwyczajnych dni
zanoszą codzienne wieści
bez nich wszystko byłoby inne
zwyczajność sprawia
że bliskość nie rani
nie zagraża cudzemu szczęściu
na zbudowanych gniazdach przyjaźni
osiadają słowa
tysiące słów
o barwie szczerości
utkanej na tych samych falach odbioru
co nie zakłócają cudzego spokoju
trwaj
w tej samej codzienności
by dobre słowa
niczym ptaki
szybowały do drugich serc
Drugiego lutego są też moje wirtualne urodziny. Trudno mi uwierzyć, że piszę tutaj 8 lat Jednak tak naprawdę piszę już 20 lat. Wcześniej 12 lat na zlikwidowanych stronach WP. Ale o tym zapewne pamięta jeszcze tylko Jola. Przez przez ten czas tyle myśli znalazło swoje miejsce w słowach wysyłanych w przestrzeń bez gwarancji odpowiedzi. Pisanie stało się cotygodniowym nawykiem, nawet wtedy, gdy nie było pewne, czy po drugiej stronie ktoś naprawdę jest.
A zatem w poniedziałek kolejne wirtualne urodziny. Bez świeczek i tortu. Zamiast tego jest ekran, migający kursor i chwila zawieszenia. Cisza teraz panująca dookoła wydaje się dłuższa niż zwykle, jakby wszystko miało zacząć się dopiero po kliknięciu „opublikuj”. Nie ma zapachu ciasta... Jest jednak nadzieja, że za chwilę ktoś po drugiej stronie ekranu pamięta. Może ktoś napisze? Może ktoś wpadnie na moment, zostawi krótkie „pamiętam”, kilka życzliwych słów, znak obecności. Czasem dla niektórych znaczą one więcej, niż mogłoby się wydawać. To potrzeba bycia zauważonym.
A ja? Za każde życzliwe słowo czuję wdzięczność, bo każde z nich potwierdza, że te lata nie minęły bez śladu. Że to pisanie nie rozpływa się w pustce. Że ktoś czytał, ktoś się zatrzymał, ktoś wracał. Świętuję więc po cichu, między jednym zdaniem a drugim, ciesząc się każdą obecnością, która choć na chwilę zdecyduje się tu zatrzymać i zostać.
Każdy komentarz, każda myśl zostawiona nawet w biegu, działa jak mały płomień, który nie ogrzeje całego świata, ale potrafi rozjaśnić chwilę.
I wtedy myślę, że choć znaczenie starej gromnicy jest głęboko religijne, a nowoczesny ekran należy do zupełnie innego porządku, oba mogą stać się dla człowieka znakiem obecności i pamięci. Pomagają przetrwać ciemniejszy moment roku. Żeby zaznaczyć obecność. Żeby powiedzieć: jestem, pamiętam, widzę. Oczywiście każde z nich na swój sposób.
Iskierki radości
dwie błyszczące iskierki
w których odbija się płomień świecy
tak cieszą się ludzie
dla których wiatr to szum za oknem
a płatki śniegu to baśniowe dary
oczekiwanie – spełnienie
i znów oczekiwanie
jak muśnięcie – dotyk czyjegoś serca
o barwie świeżego śniegu
radość jak ptak
przycupnęła na świerku
zapalonymi lampionami dobrych myśli
potem usiadła na ramieniu
by pozostać w domu
w którym będzie jej ciepło
bo radość często puka
w otwarte drzwi
i zagląda do oczu
w których odbija się zawsze błękitne niebo.
wiersze Basia Wójcik
I może właśnie o to w tym wszystkim chodzi, aby w czasie zawieszenia nie zgubić drobnych znaków, które pozwalają iść dalej. Wystarczy jedno małe światło, dosłownie iskierka aby nie zgubić drogi.
Bo niezależnie od epoki człowiek wciąż szuka światła, które nie musi rozpraszać całej ciemności. Wystarczy, że pomoże przetrwać noc.
Reszta przyjdzie sama, gdy człowiek pozwoli sobie na chwilę uważności i pamięci.




Prowadzisz jeden z ciekawszych merytorycznie blogów. Lubię Cię czytać, choć nie zawsze zostawię ślad, bo wiem, że nie masz czasu na odpowiadanie na komentarze.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Też kiedyś pisałam blogi na tych innych platformach, wp. mylog i coś tam jeszcze było w sumie zaczęłam 2008 ale blogi ciągle przenoszę. Luty to taki miesiąc gdzie już chyba wszyscy zmęczeni zimą, czekają na wiosnę. Zwłaszcza w tym roku, bo mrozy nie odpuszczają.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Ismene você traz textos magníficos, belos pássaros, desejo um ótimo final de semana bjs.
OdpowiedzUsuńGratuluję tak wspaniałej rocznicy Twojego pisania. Z przyjemnością czytam Twoje posty
OdpowiedzUsuńzawsze pełne dobrych pomysłów i dobrego stylu.
Serdecznie pozdrawiam :)
Ty wiesz, że czekam na każdy Twój post jak na najpiękniejszą baśń łączącą rzeczywistość z marzeniami. Wiem, że jesteś zakochana w tym święcie, ja również jestem, więc też króciutko zaznaczyłam jego obecność na moim blogu, bo wiedziałam, że Ty to zrobisz dobrze i pięknie. Obyśmy jeszcze wiele takich Gromnicznych przeżyły...
OdpowiedzUsuńLuty faktycznie jest obietnicą. Szczególnie dla tych, którzy bardzo czekają na wiosnę
OdpowiedzUsuńMoje gratulacje. To spory kawałek czasu pisania i istnienia w tej wirtualnej rzeczywistości. Każdy Twój wpis zatrzymuje, skłania do zatrzymania się w tym tak szybko pędzacym świecie. Porusza i zostawia ślad. Cieszę się bardzo, że mogłam Ciebie tutaj poznać i czytać. Życzę jak najwięcej zdrowia i nowych, pełnych bliskich refleksji.
OdpowiedzUsuńKochana Ismeno, Twoje pisanie nie rozmywa się w pustce, masz wielu wielbicieli, do których i ja się zaliczam .Uwielbiam Twoje pisanie, wiersze, zawsze wszystko przemyślane i potrzebne., a też pouczające.
OdpowiedzUsuńGratuluję Ci pięknej rocznicy i zostań z nami jak najdłużej.
Pozdrawiam Cię serdecznie.:))
Piękna rocznica, piękne teksty 👍
OdpowiedzUsuńGromnicę zapalała moja babcia w czas burzy. Masz rację, że niektóre przedmioty i sytuacje, choć nam obce, są częścią wspomnień 😉
jotka
Gratuluję, Ismeno, tak wspaniałej rocznicy blogowania. Na kolejne lata życzę Ci nieustającej weny i kolejnych cudownych wpisów.
OdpowiedzUsuńCo do lutego, to niezmiernie się cieszę, że już nastanie. Moje czekanie na cieplejsze dni jest coraz bardziej niecierpliwe, ale wiem, że dam radę, no bo nie mam innego wyjścia :) Ale dobrze, że styczeń już się kończy, a dni są coraz dłuższe...
Serdecznie Cię pozdrawiam!
20! To bardzo długo, gratuluję! Wiem ile to zajmuje czasu, pracy i ile trzeba włożyć wysiłku w prowadzenie ciekawego bloga. Przesyłam pozdrowienia, 😀
OdpowiedzUsuńDziękuję za podzielenie się ze mną pięknymi wspomnieniami i refleksjami.
OdpowiedzUsuńNiech gromniczne światło świeci Ci jasno.
Pięknie napisałaś ♥️ Wszystkiego pięknego z okazji święta Twojego bloga i Twojej twórczości blogowej 🕯️🌹 Tworzysz wyjątkowe treści. Gromnic zawsze się bałam. Jakaś trauma z dzieciństwa. A luty zawsze kojarzył mi się z feriami, więc przyjemnie. Uściski ✌️
OdpowiedzUsuńBardzo prawdziwie i wzruszajaco napisałaś o tym świetle płynacym od ludzi, którzy pamietają, którzy chcą nadal Cie odwiedzać i byc blisko.To ważne i w życiu i na blogach. Wiedzieć, że jesteśmy dla kogos ważni, że potrzebni, że dostrzegalni, że możemy dla kogos być tym światełkiem gromnicy...
OdpowiedzUsuńUściski tkliwe Ci zasyłam Ismeno i dziekuję za Twój serdeczny , pełen dobra płomień.Niech trwa!:-)**
Najbardziej zatrzymało mnie to zestawienie: płomień gromnicy i migający kursor na ekranie jako dwa znaki obecności, pamięci i cichej nadziei, że po drugiej stronie ktoś jest. Jest w tym ogromna czułość i prawda o tym, jak bardzo potrzebujemy „małego światła” w czasie zawieszenia..
OdpowiedzUsuńIsmeno masz rację,żal rozstać się z ozdobami świątecznymi.....ale czas na inne. Płomieńn,światło ma wiele znaczeń, raz ogrzewa, drugi raz trawi bezlitośnie...Rocznice napawają wspomnieniami- gratuluję tych super wpisów. Gromnica to nasz amulet na dobre i złe Pozdrawiam Serdecznie Dusia
OdpowiedzUsuńOstatnio właśnie ksiądz na mszy opowiadał o tradycji gromnic. Mnie najbardziej kojarzą mi się z opowieściami mojej babci, która opowiadała, że gdy była dzieckiem zawsze paliło się gromnicę w oknie, aby chroniła przed uderzeniem pioruna.
OdpowiedzUsuńWszystkiego dobrego. :)
OdpowiedzUsuńMoja mama ma pokaźną kolekcję gromnic :)
OdpowiedzUsuńPięknie napisałaś o dzisiejszym święcie.. Gratuluję także pięknej rocznicy. Natrafiłam na Twój blog wiele lat temu, jeszcze na WP -mieszkałam wtedy w Szkocji.. Zachwyciłaś mnie swoją subtelnością, delikatnością.. Bardzo się cieszę, że piszesz tak ciekawe teksty, zyskujesz coraz więcej czytelników:) Ja zawsze wracam do Ciebie i dziękuję, że jesteś.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam - J.
Dziękuję Ci za ciepłe, nostalgiczne, pełne ciekawostek i tradycji teksty. Z wielką przyjemnością tu zaglądam.
OdpowiedzUsuńNiech każdy dzień, który po nim nastanie będzie jak Dzień Urodzin. Spełnienia marzeń! 🤗🫶💐🎂🍾🥂
Piękny wpis… czytając go, poczułam, jakby czas na chwilę się zatrzymała ;) Twoje słowa o gromnicach, o drobnych rytuałach i iskierkach radości naprawdę przypominają, że w zwyczajności też można znaleźć światło. Dziękuję, że dzielisz się taką czułością – poczułam się, jakbym była tam z Tobą, przy tej świecy, obserwując, jak drobne momenty nadają sens codzienności.
OdpowiedzUsuńIsmeno, pozdrawiam Cię i życzę Ci miłego, udanego nowego tygodnia!
Angelika
Ismeno gratulacje z okazji blogowych urodzin!
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci wielu jeszcze tak owocnych wpisów i lat!🤗
Luty, to był rzeczywiście straszny czas dla biedoty na wsiach...I też tej w miastach...
Ziąb i głód wykańczał...Ludzie padali jak muchy...
Całe szczęście, że teraz mamy lepsze czasy...
Pozdrawiam Cię ciepło kochana:))
Gratuluję, podziwiam i zazdroszczę wytrwałości. Nie przestawaj pisać proszę :-)
OdpowiedzUsuńNie mam gromnicy, nie wierzę w przesądy, "kościołowa" też nie jestem. Luty natomiast lubię, bo jest krótki, no i przeważnie wtedy wypadają ferie 😋
OdpowiedzUsuńPięknie i wzruszajaco napisałaś. Jesteś bardzo wrażliwą istotą Ismeno. Cieszę się że Cię znam. Bądź dalej tak piękna!!!
OdpowiedzUsuńPięknie napisałaś. Czy się nie pamięta o 2 lutym , mi się wydaje że nie jest to data taka zapomniana. Podobno do 2 lutego można trzymać choinkę świąteczną w domu. To może nie tak ważne, ale zawsze. Pozdrawiam zimowo.
OdpowiedzUsuńHej hej wiosna już tuż tuż.
OdpowiedzUsuńWspaniała rocznica! Gratuluję i życzę wielu kolejnych lat blogowania:-) I cieszę się, że ta bloggerowa plątanina ścieżek przywiodła mnie do Ciebie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko:-)
Gratuluję pięknej rocznicy i pozostawiam iskierkę pamięci...♥️
OdpowiedzUsuńPiękna rocznica. Gratuluję i życzę kolejnych twórczych lat.😘
OdpowiedzUsuń