sobota, 29 sierpnia 2026

Gdy odpoczynek budzi wyrzuty sumienia

Chwila
Jutro nieznane a wczoraj było już i nie wróci się
Podarowany jeszcze jeden dzień, jeszcze jedna noc
Podarowana chwila by nie przegapić jej,
by tu i teraz móc zobaczyć zrozumieć coś.
Że choćby dla jednej z takich chwil
nie warto spać tak dobrze jest żyć
Z każdym oddechem, myślą, gestem, grą,
Z każdym słowem nieustająco pisze się niedokończony wiersz
Niepoostrzenie rośnie w nas zupełnie nowe
Chwila za chwilą mija, by przekonać się
I choćby dla jednej z takich chwil
nie warto spać tak dobrze jest żyć
Tak szybko wokół wszystko zmienia się
W ciągu paru chwil, a wciąż tak samo szumi wiatr
Co wieje tam gdzie chce, roznieca płomień ognia żar
Dodaje sił i wiary potrzebnej by uwierzyć, że tu wszystko zgadza się
I choćby dla jednej z takich chwil
nie warto spać tak dobrze jest żyć
I choćby dla jednej z takich chwil
nie warto spać tak dobrze jest żyć
Żyjąc we współczesnym świecie coraz częściej zauważam, jak silnie obecna jest w nim potrzeba nieustannej aktywności. Bycie zajętym przestało być jedynie elementem codzienności, a stało się miarą wartości człowieka. Mam wrażenie, że im mniej wolnego czasu ktoś ma, im bardziej jest zmęczony i zapracowany, tym większe uznanie zyskuje w oczach innych. Pełne kalendarze, szybkie tempo życia i ciągła presja działania są traktowane jak coś oczywistego, a nawet pożądanego. Mnie jednak ten sposób funkcjonowania coraz bardziej przytłacza. Nie nadążam za nim, stresuje mnie i sprawia, że czuję się niewystarczająca, winna... Jednak tak po cichu w głębi wiem, że po prostu potrzebuję więcej przestrzeni i spokoju.
Przez długi czas próbowałam dopasować się do tego stylu życia. Planowałam kolejne zadania, wypełniałam dzień obowiązkami i starałam się być „produktywna”. Wydawało mi się, że ciągła zajętość jest czymś, czego się ode mnie oczekuje, dowodem odpowiedzialności, ambicji i zaangażowania. Dopiero z czasem zaczęłam dostrzegać, że takie funkcjonowanie kosztuje mnie coraz więcej. Zamiast satysfakcji pojawiało się zmęczenie, napięcie i poczucie, że ciągle jestem o krok za czymś, czego i tak nie potrafię dogonić.
Oczywiście robiłam przerwy, gdy pozwalałam sobie na odpoczynek: czytanie książki, słuchanie radia albo po prostu siedzenie w ciszy i patrzenie przez okno. W takich chwilach często towarzyszył mi jednak niepokój i poczucie winy. W głowie natychmiast pojawiała się lista spraw, które „powinnam” w tym czasie zrobić, a odpoczynek wydawał się czymś wymagającym usprawiedliwienia. Zamiast czerpać z tych chwil ukojenie, czułam presję, że marnuję czas. To uświadamiało mi, jak głęboko zakorzenione jest we mnie przekonanie, że wartość ma tylko działanie, a bezczynność jest czymś niewłaściwym.
Z czasem jednak coraz częściej zaczęłam zdawać sobie sprawę, że to myślenie nie służy mi, nie jest zgodne z moimi prawdziwymi potrzebami. Wyrzuty sumienia, które dawniej niemal zawsze towarzyszyły odpoczynkowi, zaczęły pojawiać się coraz rzadziej i z mniejszą siłą. Coraz wyraźniej rozumiem, że chwile ciszy nie są stratą czasu. Chciałabym nauczyć się pozwalać sobie na odpoczynek bez poczucia winy, bez konieczności tłumaczenia się czy to przed innymi, czy też po prostu przed samą sobą. 
Szczególnie potrzebną formą takiego zatrzymania jest dla mnie patrzenie przez okno, zwłaszcza z perspektywy ostatniego piętra. Lubię ten dystans, jaki daje wysokość. Świat w dole wydaje się wtedy spokojniejszy. Obserwuję światło zmieniające się w ciągu dnia, powolny ruch chmur, deszcz spływający po szybie czy ludzi przechodzących ulicą. Często patrzę też na pociągi sunące w dole, regularnie pojawiające się i znikające z pola widzenia. Ich ruch działa na mnie uspokajająco.
Szczególne znaczenie mają dla mnie nie tylko poranki, ale i zachody słońca. Zmieniające się kolory nieba, powolne przechodzenie nocy w dzień i dnia w wieczór. Gdy miasto się budzi, ale i cichnie. W tych momentach niczego nie muszę planować ani osiągać. Mogę po prostu być, bez celu, bez pośpiechu, bez oczekiwań. Daje mi to spokój i pozwala wyciszyć myśli, które na co dzień pędzą zbyt szybko. Coraz rzadziej postrzegam te chwile jako coś zbędnego czy niepotrzebnego. Doceniam je, zaczynam widzieć w nich wartość, nawet jeśli nie przynoszą żadnych mierzalnych efektów.
Chwila
Że mija? I cóż, że przemija?
Od tego chwila, by minęła,
Zaledwo moja, już niczyja,
Jak chmur znikome arcydzieła.

Chociaż się wszystko wiecznie zmienia
I chwila chwili nie pamięta,
Zawsze w jeziorach na przemiany
Kąpią się gwiazdy i dziewczęta.
A dookoła? Dookoła nadal panuje presja nieustannej aktywności, która jest dodatkowo wzmacniana przez otoczenie i media społecznościowe. Widzę tam ludzi nieustannie zajętych, realizujących kolejne cele, rozwijających się bez przerwy i chwalących się brakiem czasu. Odpoczynek rzadko bywa pokazywany jako coś wartościowego, a cisza i zwyczajne bycie niemal nie istnieją w tych przekazach. Zamiast tego dominuje narracja sukcesu, produktywności i ciągłego doskonalenia się.  Ludzie często mają poczucie, że muszą pracować wyjątkowo ciężko, bo jeśli tego nie zrobią, inni odkryją, że nie są wcale tak dobrzy, na jakich wyglądali.
W niektórych firmach niestety często  „wypada” zostawać po godzinach. Wychodzenie do domu o czasie nie jest mile widziane. Przez lata wychodziłam, ale zawsze z poczuciem winy.
Już wiem, że życie w ciągłej zajętości ma swoje konsekwencje. Brak prawdziwego odpoczynku sprawia, że zmęczenie narasta szybciej, nawet po pozornie niewielkim wysiłku, a codzienne obowiązki zaczynają wymagać coraz więcej energii. Uwaga staje się rozproszona, myśli uciekają, a wykonywanie prostych zadań zajmuje więcej czasu niż wcześniej. Wzrasta także napięcie nie tylko fizyczne, ale i psychiczne, objawiające się niepokojem i rozdrażnieniem.
Zajętość, która miała być oznaką sensownego, aktywnego życia, stopniowo przestaje dawać satysfakcję i zamienia się w źródło presji oraz stresu. Zamiast poczucia spełnienia pojawia się przymus ciągłego działania i obawa przed zatrzymaniem się.
W tym stanie ciągłej mobilizacji brakuje przestrzeni na refleksję i prawdziwe przeżywanie codzienności.
Coraz trudniej odróżnić to, co naprawdę ważne, od tego, co jedynie pilne.  Ciągłe „więcej” nie prowadzi do pełni, lecz do wyczerpania i wewnętrznej pustki. Dopiero zatrzymanie ujawnia, jak bardzo potrzebna jest równowaga, a nie nieustanna produktywność.
Niestety kult zajętości wciąż wpływa na moje myślenie i codzienne wybory, ale coraz wyraźniej widzę, że nie jest to droga, którą chcę podążać. Dlatego uczę się traktować odpoczynek nie jako nagrodę, lecz jako podstawową potrzebę. Coraz bardziej jestem świadoma, że własne pasje, czas spędzony z przyjaciółmi i chwile przeznaczone tylko dla siebie są równie ważne jak obowiązki.
Nie chcę żyć w ciągłym pośpiechu i napięciu, próbując nadążyć za oczekiwaniami innych. Coraz bardziej wierzę, że prawdziwa wartość życia nie tkwi w ilości wykonanych zadań, lecz w umiejętności zatrzymania się, wsłuchania w siebie i zadbania o własny spokój.
Chwila
Idę stokiem pagórka zazielenionego.
Trawa, kwiatuszki w trawie
jak na obrazku dzieci.
Niebo zamglone, już błękitniejące.
Widok na inne wzgórza rozlega się w ciszy.


Jakby tutaj nie było żadnych kambrów, sylurów,
skał warczących na siebie,
wypiętrzonych otchłani,
żadnych nocy w płomieniach
i dni w kłębach ciemności.

Jakby nie przesuwały się tędy niziny
w gorączkowych malignach,
lodowatych dreszczach.

Jakby tylko gdzie indziej burzyły się morza
i rozrywały brzegi horyzontów.

Jest dziewiąta trzydzieści czasu lokalnego.
Wszystko na swoim miejscu i w układnej zgodzie.
W dolince potok mały jako potok mały.
Ścieżka w postaci ścieżki od zawsze do zawsze.
Las pod pozorem lasu na wieki wieków i amen,
a w górze ptaki w locie w roli ptaków w locie.

Jak okiem sięgnąć, panuje tu chwila.
Jedna z tych ziemskich chwil
proszonych, by trwały.
Uczę się odpuszczać to, co mnie przeciąża, i mówić „nie” bez poczucia winy. Niestety nie zawsze jest to łatwe, zwłaszcza wobec pewnych osób. Jeżeli jest to możliwe, to coraz częściej stawiam jasne granice i szanuję własne potrzeby, nawet jeśli nie zawsze spotyka się to z aprobatą innych. Zauważam, że spokój rodzi się w prostych chwilach, które wcześniej umykały w biegu. Chcę wybierać życie, w którym jest miejsce na ciszę, oddech i czas tylko dla mnie. Nie wszystko musi dziać się natychmiast. Każda droga ma swój własny czas. Tak jak teraz jest czas na urlop...

35 komentarzy:

  1. Pięknie wybrzmiewa tutaj myśl, że chwila nie musi niczego przynosić, osiągać ani produkować, żeby mieć wartość. Może właśnie w takich pozornie nieproduktywnych momentach najbardziej jesteśmy obecni w swoim życiu.

    I chyba rzeczywiście warto uczyć się tego, że odpoczynek nie jest nagrodą za dobrze wykonane obowiązki. Jest potrzebą. Tak samo jak oddech, cisza, patrzenie przez okno czy obserwowanie świata bez żadnego konkretnego celu.

    „Każda droga ma swój własny czas” — chyba tę myśl warto sobie szczególnie często przypominać. Dziękuję za ten tekst i za zatrzymanie na chwilę. 🌿

    OdpowiedzUsuń
  2. Ismene bom dia, nem tudo precisa ser pra ontem. Cada coisa tem sua estação. E a minha estação agora é essa: respirar fundo, desacelerar e me permitir descansar. Ismene bom final de semana bjs.

    OdpowiedzUsuń
  3. I like this topic. Great to read such lovely content. I know that feeling and the older I get I don't feel the guilt when I say NO. Yes, we do live in a hectic world. It's hard to find our pace when there are appointments to get too...and other schedules. Thanks for the lovely post!

    OdpowiedzUsuń
  4. Definitely, a great piece on finding your perspective. There is just so much we can get done in a day. I like having a schedule yet I find I have to be flexible too. Still, we need to find ourselves and go on with our goals that are important to our health and mental state. Thanks so much 💗

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasem trzeba odpuścić, odpocząć ale wiem o co chodzi, często nawet chwilowa przerwa nie jest mile widziana, a jesteśmy tylko ludźmi, poza pracą i obowiązkami mamy też swoje pasje, zainteresowania, życie, coś, co robimy dla siebie. Może się wydawać, że takie chwile w naszym życiu nic nie wnoszą, ale to wcale nie musi być prawda. To, że czegoś nie widać na pierwszy rzut oka, nie oznacza, że tego nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  6. Najbardziej trafiło do mnie to, że nawet kiedy człowiek ma wreszcie chwilę dla siebie, potrafi ją zamienić w kolejne zadanie do wykonania. Sam znam ten mechanizm – zamiast odpoczywać, człowiek zaczyna się zastanawiać, czy aby na pewno „zasłużył” na nic nierobienie. A przecież odpoczynek nie powinien wymagać usprawiedliwienia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Od lat jestem w ciągłym biegu. Sama sobie taki styl narzuciłam bo mi to odpowiada. Gdybym nie mogła nieustannie czegoś robić, byłabym zmęczona dużo bardziej. Jest tyle ciekawych rzeczy do zrobienia, a życie tak szybko umyka. Nie obchodzi mnie co powiedzą inni, ale ja kocham ruch. Daję sobie czas na patrzenie, słuchanie, obserwowanie, ale to też jest aktywność, choć mniej fizyczna. I oczywiście czytanie, czytanie, to mój ulubiony rodzaj odpoczynku.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak jakby post troszkę do mnie, i o mnie ;-))
    Dużo pracuję, a pomiędzy jest dom, rower i blog, który wypełnia wolny czas po brzegi, i bardzo mało czasu na "słodkie nic - nie - robienie"
    Na szczęście baaardzo duzo czytam, i staram się, przy filiżance dobrej herbaty, z czytnikiem w dłoni resetować głowę kiedy tylko się da. Umiejętność relaksu i odpoczynku jest bardzo ważna dla zdrowia psychicznego.
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć Isameno 😀

    Wg mnie trzeba nauczyć się tego czasu i przestrzeni dla siebie bez poczucia winy. Ja np kończę przed godziną 16 i bez wyrzutów sumienia robię co chcę, mimo że powinienem ogarnąć mieszkanie, coś tam umyć czy zająć się innymi rzeczami. Czas poświęcony sobie nie jest stracony absolutnie nie.

    Przyjemnego wyjazdu 😃

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje postrzeganie tej sprawy zmieniło się radykalnie, odkąd jestem na emeryturze. Pozwalam sobie na tzw. nicnierobienie i to jest moja świadoma decyzja. Wstaję rano pewnego dnia i postanawiam sobie, że dzisiaj nie będę robić nic, bo taką właśnie mam ochotę. Ale fakt... takie podejście do tego tematu było u mnie zdecydowanie inne, kiedy jeszcze pracowałam zawodowo. Myślę też, że ten sposób myślenia przychodzi do nas z czasem. Szkoda tylko, że czasem tak późno...

    OdpowiedzUsuń
  11. Zaskoczyło mnie Twoje wyznanie, że przez jakiś czas wprzęgłaś się do kieratu niezliczonych obowiązków.
    Mój charakter jednak mocno kształtowała "komuna" - 8 godzin pracy, 8 godzin - życie rodzinne i kulturalne, 8 godzin - sen.
    "Wypada zostawać po godzinach" - zauważyłem to w ostatniej pracy - to japońska tradycja - nie wychodź z pracy wcześniej niż twój szef. Nie oznaczało to pracy - ludzie grali na giełdzie, załatwiali różne sprawy i zerkali na drzwi gabinetu szefa.

    OdpowiedzUsuń
  12. W niektórych firmach, to nawet czas wolny chcą pracownikom organizować.
    Wyrzuty sumienia z powodu odpoczywania czy urlopu?
    Nigdy takich nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudowny tekst! Przeczytałam go jednym tchem i w zupełności się zgadzam z tym co napisałaś :) Myślę, że im szybciej nauczymy się takiego rozsądnego podejścia i oduczymy wyrzutów sumienia z powodu odpoczynku... tym lepiej dla nas. Pod każdym względem! Zarówno fizycznym, jak i emocjonalnym. Tak więc życzmy sobie radości i przyjemności z odpoczynku :))
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozumiem doskonale, o czym piszesz. Od dłuższego czasu powtarzam, że im bardziej świat przyspiesza, tym ja bardziej zwalniam 😉

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja od pewnego czasu delektuję się chwilą, ciszą, spokojem a nawet lenistwem. Bo to też jest potrzebne...

    OdpowiedzUsuń
  16. Czasami trzeba odsunąć się od codzienności, aby inaczej na nią popatrzeć. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Codzienność trzeba oglądać czasami z boku.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ismenko dziękuję za życzenia z okazji dnia blogera. Nie wiedziałam o takim dniu. Miłego tygodnia życzę ❤️

    OdpowiedzUsuń
  19. Nigdy nie mam poczucia winy, odpuszczając wiele rzeczy. Wypoczynek nie jest stratą czasu, jest dla siebie samego, żeby się wzmocnić psychicznie i fizycznie, żeby móc się rozerwać albo poczytać, posiedzieć w ciszy, pomyśleć To praca jest złem koniecznym i to ona zabiera nam nasz czas. Z natury jestem osobą powolną i nienawidzę się śpieszyć. Żyję w swoim tempie i stawiam opór, gdy ktoś mnie pogania. Nie, mam jedno życie i dość już zmarnowałam czasu na pracę, a ile jeszcze zmarnuję...

    OdpowiedzUsuń
  20. Gdy pracowałem w korporacjach, w niektórych firmach niebranie urlopu, zostawanie po godzinach i praca w soboty były wręcz swoistą „odznaką honoru” — szczególnie wśród młodych pracowników.

    A największe kancelarie adwokackie to był zupełnie inny świat. Niektórzy nowo-przyjęcie młodzi niewolnicy pracowali po 16–18 godzin dziennie, a zdarzało się, że kazano im stawić się w biurze o drugiej nad ranem. Nawet w dni wolne musieli pozostawać blisko pracy i pod telefonem. Czy było warto? Nie wiem. Jednego jestem pewien — pieniądze to nie wszystko.

    Słynny miliarder z Minnesoty Curtis Leroy Carlson przyjeżdżał w weekendy do siedziby swojej firmy i zapisywał numery rejestracyjne samochodów stojących na parkingu, aby wiedzieć, kto pracuje, a kto nie. Niektórzy sprytni pracownicy zostawiali więc samochód pod biurem… i wracali do domu taksówką albo z kolegą. 😂

    Z kolei kanadyjski potentat drzewny John Rudolphus Booth, wyznający protestancką etykę pracy, praktycznie nigdy nie odpoczywał. Rodzina w końcu zmusiła go do kilkudniowego urlopu. Niestety długo nie wytrzymał — gdy zobaczył płynącą rzeką zagubioną kłodę, natychmiast rzucił się do akcji, by ją wyłowić. Udało mu się. Zmarł w wieku 98 lat podczas inspekcji jednej ze swoich fabryk w Ontario. Trudno o bardziej wymowny przykład człowieka żyjącego pracą.

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo bliski jest mi ten temat, bo rzeczywiście żyjemy w czasach, w których ciągłe zmęczenie i brak czasu bywają wręcz traktowane jak powód do dumy. Dobrze, że piszesz o odpoczynku jako o czymś potrzebnym, a nie nagrodzie za wykonanie wszystkich obowiązków. Takie zwyczajne chwile ciszy, patrzenie przez okno czy spokojny poranek często dają nam więcej niż kolejne odhaczone zadanie.
    Pozdrawiam ciepło! Miłego tygodnia🌸
    Angelika

    OdpowiedzUsuń
  22. Ostatnio słyszałam opinię, że nie każde nasze działania są produktywne, ponieważ działamy z powodu złych przesłanek. Czasem warto się głębiej zastanowić i nie ma co się kopać z koniem. Warto niekiedy odpuścić, żeby rzeczy same się ułożyły. 👍

    OdpowiedzUsuń
  23. Jak dla mnie odpoczynek jest niezwykle ważny.

    OdpowiedzUsuń
  24. To prawda, o czym piszesz. Świat zwariował i w tym wariactwie potwornie przyspieszył. A fala depresji u ludzi wciąż narasta. Najlepszy jest balans, równowaga, ale trzeba umieć sobie to wypracować. Ściskam, Pola

    OdpowiedzUsuń
  25. No właśnie to nie powinno tak być że mamy poczucie winy, że sobie trochę odpuszczamy. Japończycy mają wyrzuty sumienia, że biorą za długi urlop, że robią szefowi w pracy problem. Trochę to dolujace, że tak jest. Obowiązków coraz więcej, a czas nie jest z gumy. Doba ma tylko 24 godziny.

    Najserdeczniej pozdrawiam Ismeno.

    OdpowiedzUsuń
  26. like how the poem captures the value of slowing down and simply being present, especially the idea that an ordinary moment can be precious enough to wish it would last..

    OdpowiedzUsuń
  27. Prawdziwy odpoczynek to jest sztuka...

    OdpowiedzUsuń
  28. Świetny krok w dobrą stronę. Sama dawno temu poukładałam swoje życie tak, żeby żyć tylko i wyłącznie na własnych warunkach. Słowo "muszę” praktycznie dla mnie nie istnieje. "Chcę”, „mogę” albo „ewentualnie powinnam”. To niesamowite uczucie wolności. Trzymam kciuki, żebyś też doszła do momentu, w którym to Ty-a nie presja otoczenia czy szef- rządzisz swoim czasem. Da się tak żyć i jest to genialne!
    Pozdrawiam z Kordoby! Tu, tak jak chciałam, przedłużam sobie lato:-) Wspaniałego urlopu, Ismeno!

    OdpowiedzUsuń
  29. Co się dzieje z tym blogspotem ostatnio? Napisałam tyle komentarzy i żadnego nie opublikował?
    Bardzo ważny temat poruszasz. Dziś jest taka presja na więcej, szybciej i na ten stały rozwój! Tyle trzeba robić! A odpoczynek przecież jest równie ważny, i tyle dobra potrafi zdziałać ! Nie można dać się zatracić...

    OdpowiedzUsuń
  30. Odpoczynek nie powinien wybudzać wyrzutów sumienia ale niestety coraz częściej to robi. Bierzemy sobie na głowę zbyt dużo i w ciągłym biegu i pędzie organizm nie daje już rady.

    OdpowiedzUsuń
  31. Oj tak, mam z tym problem- pracoholizm i nadmierny perfekcjonizm...

    OdpowiedzUsuń
  32. Jestem chyba w tej niewielkiej grupie, która potrafi odpoczywać bez wyrzutów sumienia:))
    Świetny tekst Ismeno... Na pewno da do zastanowienia osobom, które mają problem z normalnym relaksem...
    Pozdrawiam cieplutko kochana!

    OdpowiedzUsuń
  33. Masz rację to jest tak w nas zakorzenione. Też nie raz widzę, że potrzebuję odpoczynku a wewnętrzny głos wypomina mi, że jestem leniwa. Słyszałam go nawet gdy dwa dni leżałam z migreną, nie potrafiąc po prostu nic zrobić. A nie musimy cięgle gonić za niewiadomo czym. Życie ucieka i czasem najgorsze jest to, ze stracimy te małe chwile zamiast wielkiego sukcesu, który mimo wielkiej pracy i tak nie wiadomo czy będzie osiągalny.
    Tak samo bardzo doceniamy gdy osiągniemy coś z wysiłkiem, a jak przyjdzie nam łatwo, z przyjemnością, to uważamy, że to nic takiego, żaden sukces. Za mało dążymy po prostu do szczęścia. Niby to wiem ale chciałabym się wyzbyć tego poczucia winy.

    OdpowiedzUsuń
  34. Niestety ja mam ciężko odpoczywać. Nawet odpoczywając, muszę coś robić :/

    OdpowiedzUsuń
  35. Od czterech lat sporo leżę na kanapie. Kupiłam sobie taką wygodną. Oglądam filmy, śpię, czytam książki, głaszczę koty. Jak wiesz, zmusił mnie do tego kręgosłup, bo chyba inaczej bym nadal latała jak oszalały chomik :)
    Ale poczucie winy przez dwa lata mocno dawało w kość. Mówiłam sobie wtedy: to tylko ćwiczenie..
    Bo takie rzeczy trzeba ćwiczyć jeśli się ich nie ma w programie. Ćwiczenie czyni mistrza. Ale nadal, po tak długim czasie, nadal czasem słyszę głos z przeszłości (moich rodziców): rzuć te książki i pomóż mi, zrób coś pożytecznego.
    Albo zrywam się, gdy ktoś wchodzi do domu, choć wcale nie muszę, bo to tylko dorosły i samodzielny mąż.
    Program wbity w system nerwowy. Ale zmiękczam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony ślad