Jestem. Wróciłam z mojego Małego Miasteczka.
Z tego co pamiętam byłam tam po raz pierwszy pod koniec kwietnia. W czasie, gdy królewna Wiosna naprawdę już rozkwita. Drzewa ubrane były w tą świeżą zieleń, która pojawia się tylko o tej porze roku. Taką jasną, delikatną, jeszcze trochę nieśmiałą. Niektóre, jak przystało na nazwę mieniąca zachwycały kwieciem. Zaczynały też kwitnąć bzy zapowiadając już nadchodzący maj.
I choć dzisiaj ciało jest już tutaj, to myśli wciąż snują się między tamtymi uliczkami, ścieżkami na plantach, polnymi dróżkami... Jakby nie chciały przyjąć do wiadomości, że podróż naprawdę się skończyła. A może jednak nie tak do końca?
Liryka
Z tego co pamiętam byłam tam po raz pierwszy pod koniec kwietnia. W czasie, gdy królewna Wiosna naprawdę już rozkwita. Drzewa ubrane były w tą świeżą zieleń, która pojawia się tylko o tej porze roku. Taką jasną, delikatną, jeszcze trochę nieśmiałą. Niektóre, jak przystało na nazwę mieniąca zachwycały kwieciem. Zaczynały też kwitnąć bzy zapowiadając już nadchodzący maj.
I choć dzisiaj ciało jest już tutaj, to myśli wciąż snują się między tamtymi uliczkami, ścieżkami na plantach, polnymi dróżkami... Jakby nie chciały przyjąć do wiadomości, że podróż naprawdę się skończyła. A może jednak nie tak do końca?
Liryka
Wiem, piechotą będę szedł ze stacji,Choćby ciemnym to było wieczorem.
Zbłądzić trudno, kolejowym torem
I na lewo od dwu drzew akacji.
Kwiat tytoniu w ciemności pachnący,
Miodny zapach końskiego nawozu
I daleko gdzieś gwizd parowozu
Długi, smętny, tęskliwie cichnący.
Tak jak nieraz to już było we śnie,
Poznam głos twój, gdy zapytasz: "Kto tu?"
I za gardło uchwyci boleśnie
Strach i rozpacz, i szczęście powrotu.
"Kto tu?" - spytasz. Powiem: "Ja - Antoni,
Tutaj jestem". Jeszcze krok, pół kroku.
I dłoń drżącą poczuję na skroni.
I usłyszę bicie serca w mroku.
" Nie myślałem, że cię tak przestraszę!
Nie pal światła, stójmy tak, w ciemności.
Po co patrzeć w oczy już nie nasze,
Kiedy serca biją jak w młodości?"
"Po coś wrócił? Tu źle". Ja wiedziałem,
Lecz nie było dla mnie ukojenia,
Zostawiłem tu wszystko, co miałem,
Nasze wspólne młodzieńcze marzenia".
Antoni Słonimski
Pociąg z Małego Miasteczka odjechał, a ja jeszcze stałam na peronie słuchając stukotu torów.... Tak jakby Małe Miasteczko z oddali szeptało do mnie swoimi zapachami, kolorami, dźwiękami... Jakby próbowało zatrzymać mnie jeszcze na tę jedną, ostatnią chwilę, która i tak zawsze okazuje się za krótka.
- Nie zapominaj o nas. Wracaj jak najszybciej...
- Jakże mogłabym zapomnieć? Zawsze będę wracać.... - odpowiedziała Mała Dziewczynka, która przywiozła ze sobą walizkę pełną wspomnień. Był w niej śmiech, gwar rozmów, szum wiatru, echo kroków na znajomych ścieżkach , zapach bzu, błękit nieba.... Wszystko ciasno upchane w makowej walizce. Dlatego Mała Dziewczynka wszystko rozpakowuje powoli, ostrożnie.... Tak jakby chciała, aby wspomnienia pozostały z nią jak najdłużej. A może chce odwlec moment wpuszczenia do mieszkanka codzienności?
Codzienność potrafi być dla Małej Dziewczynki zbyt szybka, zbyt głośna, zbyt dążąca do przyszłości... Czas i cały świat pędzą nie oglądając się za siebie. Rozpychają się między obowiązkami, przypominają o rzeczach pilnych, ważnych, koniecznych... Jakby nie było nic innego. No tak... Puka do drzwi i woła:
- Pośpiesz się. Ileż można się rozpakowywać? Nie masz chwili do stracenia. Musisz...
Mała Dziewczynka wzdycha. W Małym Miasteczku czas płynął inaczej. A może wcale nie płynął tylko trwał? Mała Dziewczynka ma jeszcze w sobie tamten rytm. Taki spokojny, leniwy... Jakby świat dookoła mógł poczekać.
- Jeszcze chwilę - szepcze Mała Dziewczynka...
Tak jak nieraz to już było we śnie,
Poznam głos twój, gdy zapytasz: "Kto tu?"
I za gardło uchwyci boleśnie
Strach i rozpacz, i szczęście powrotu.
"Kto tu?" - spytasz. Powiem: "Ja - Antoni,
Tutaj jestem". Jeszcze krok, pół kroku.
I dłoń drżącą poczuję na skroni.
I usłyszę bicie serca w mroku.
" Nie myślałem, że cię tak przestraszę!
Nie pal światła, stójmy tak, w ciemności.
Po co patrzeć w oczy już nie nasze,
Kiedy serca biją jak w młodości?"
"Po coś wrócił? Tu źle". Ja wiedziałem,
Lecz nie było dla mnie ukojenia,
Zostawiłem tu wszystko, co miałem,
Nasze wspólne młodzieńcze marzenia".
Antoni Słonimski
Pociąg z Małego Miasteczka odjechał, a ja jeszcze stałam na peronie słuchając stukotu torów.... Tak jakby Małe Miasteczko z oddali szeptało do mnie swoimi zapachami, kolorami, dźwiękami... Jakby próbowało zatrzymać mnie jeszcze na tę jedną, ostatnią chwilę, która i tak zawsze okazuje się za krótka.
- Nie zapominaj o nas. Wracaj jak najszybciej...
- Jakże mogłabym zapomnieć? Zawsze będę wracać.... - odpowiedziała Mała Dziewczynka, która przywiozła ze sobą walizkę pełną wspomnień. Był w niej śmiech, gwar rozmów, szum wiatru, echo kroków na znajomych ścieżkach , zapach bzu, błękit nieba.... Wszystko ciasno upchane w makowej walizce. Dlatego Mała Dziewczynka wszystko rozpakowuje powoli, ostrożnie.... Tak jakby chciała, aby wspomnienia pozostały z nią jak najdłużej. A może chce odwlec moment wpuszczenia do mieszkanka codzienności?
Codzienność potrafi być dla Małej Dziewczynki zbyt szybka, zbyt głośna, zbyt dążąca do przyszłości... Czas i cały świat pędzą nie oglądając się za siebie. Rozpychają się między obowiązkami, przypominają o rzeczach pilnych, ważnych, koniecznych... Jakby nie było nic innego. No tak... Puka do drzwi i woła:
- Pośpiesz się. Ileż można się rozpakowywać? Nie masz chwili do stracenia. Musisz...
Mała Dziewczynka wzdycha. W Małym Miasteczku czas płynął inaczej. A może wcale nie płynął tylko trwał? Mała Dziewczynka ma jeszcze w sobie tamten rytm. Taki spokojny, leniwy... Jakby świat dookoła mógł poczekać.
- Jeszcze chwilę - szepcze Mała Dziewczynka...
Powoli wraca do
rozpakowywania. Bierze kolejne wspomnienie i zanim włoży je do szuflady znów
jest w Małym Miasteczku.
Powrót Do Przeszłości
Powrót Do Przeszłości
Droga mi się dłużyła, bo powrót
do przeszłości był emocjonalny.
Cóż tam zastanę, czy będzie tak jak było,
a może czas robił zbyt wiele?
Dom stał jakby ten sam,
ale umęczony przez upływające lata.
Nie było przed domem rabatek z kwiatami,
nie pachniało maciejką,
ani piękne róże mnie nie witały.
Tylko smutek wyjrzał zza rogu,
jakby chciał powiedzieć;
niepotrzebnie tu przyszłaś.
znalezione w Internecie
Dom Dziadków stoi. Ale to już nie jest Dom, do którego Mała Dziewczynka może wejść fizycznie. Drzwi istnieją, ale nie prowadzą już do tego samego świata. W jego ścianach mieszkają już inni, nieznajomi ludzie. To jest dom, do którego się wraca tylko myślami. A w sercu Małej Dziewczynki pozostaje niezmienny obraz, ten sprzed lat...
Także obraz tych, którzy odeszli, a jednak zostali w pamięci, w sercu, w tych wszystkich drobnych śladach, które po sobie zostawili. Dla Małej Dziewczynki nadal tam w pewien sposób są.
Babcia na zawsze pozostanie w ciepłych gestach, w znajomych zapachach... Dziadek w miejscach, które znał najlepiej, w prostych słowach, które wciąż gdzieś brzmią...
W tym wszystkim, czego chcieli Małą Dziewczynkę nauczyć. W tym co zostało w niej na zawsze.
Ale to także inni ludzie, których Mała Dziewczynka spotykała tam kiedyś. Twarze może dziś już są mniej wyraźne, a jednak wciąż są obecne w pamięci. Wszyscy oni zapisani są we wspomnieniach, które wracają niespodziewanie. Jednak są one niepełne. Dziadkowie i większość osób odeszło, zabierając ze sobą garść nieopowiedzianych wspomnień. Zniknęły razem z nimi historie, które mogłyby Małą Dziewczynkę jeszcze wiele nauczyć, wzruszyć... Pozostało jedynie poczucie niedosytu i tęsknota za tym, co już nigdy nie zostanie opowiedziane. A Mała Dziewczynka może już tylko ich domyślać się, składając je z fragmentów opowieści, które po nich pozostały w pamięci tych żyjących.
Bo przede wszystkim w Małym Miasteczku Mała Dziewczynka spotkała ludzie, którzy wciąż tam są. Trochę starsi, trochę bardziej zmienieni. Podobnie jak Mała Dziewczynka. Czas dla niej i dla nich płynie w tym samym tempie. A jednak w ich spojrzeniach było coś znajomego. Coś, co mówiło: „pamiętam”. I w tym jednym słowie mieściło się więcej niż w całych rozmowach. Nie trzeba było nic więcej. I nagle okazywało się, że czas nie zabrał wszystkiego. Że coś jednak nadal zostało.
Powrót
Wracam do prostych rzeczy - do pyłów tańczących w próżni,
do małego ślepego pająka, co się barwą od ściany nie różni,
do drżących w słocie okiennic głośnego, gorzkiego szlochu,
do szpar ciekawych w podłodze, pełnych zagadek i prochu.
Wracam z zawiłej drogi zwycięskiej, wracam z podboju
do przeszłości był emocjonalny.
Cóż tam zastanę, czy będzie tak jak było,
a może czas robił zbyt wiele?
Dom stał jakby ten sam,
ale umęczony przez upływające lata.
Nie było przed domem rabatek z kwiatami,
nie pachniało maciejką,
ani piękne róże mnie nie witały.
Tylko smutek wyjrzał zza rogu,
jakby chciał powiedzieć;
niepotrzebnie tu przyszłaś.
znalezione w Internecie
Dom Dziadków stoi. Ale to już nie jest Dom, do którego Mała Dziewczynka może wejść fizycznie. Drzwi istnieją, ale nie prowadzą już do tego samego świata. W jego ścianach mieszkają już inni, nieznajomi ludzie. To jest dom, do którego się wraca tylko myślami. A w sercu Małej Dziewczynki pozostaje niezmienny obraz, ten sprzed lat...
Także obraz tych, którzy odeszli, a jednak zostali w pamięci, w sercu, w tych wszystkich drobnych śladach, które po sobie zostawili. Dla Małej Dziewczynki nadal tam w pewien sposób są.
Babcia na zawsze pozostanie w ciepłych gestach, w znajomych zapachach... Dziadek w miejscach, które znał najlepiej, w prostych słowach, które wciąż gdzieś brzmią...
W tym wszystkim, czego chcieli Małą Dziewczynkę nauczyć. W tym co zostało w niej na zawsze.
Ale to także inni ludzie, których Mała Dziewczynka spotykała tam kiedyś. Twarze może dziś już są mniej wyraźne, a jednak wciąż są obecne w pamięci. Wszyscy oni zapisani są we wspomnieniach, które wracają niespodziewanie. Jednak są one niepełne. Dziadkowie i większość osób odeszło, zabierając ze sobą garść nieopowiedzianych wspomnień. Zniknęły razem z nimi historie, które mogłyby Małą Dziewczynkę jeszcze wiele nauczyć, wzruszyć... Pozostało jedynie poczucie niedosytu i tęsknota za tym, co już nigdy nie zostanie opowiedziane. A Mała Dziewczynka może już tylko ich domyślać się, składając je z fragmentów opowieści, które po nich pozostały w pamięci tych żyjących.
Bo przede wszystkim w Małym Miasteczku Mała Dziewczynka spotkała ludzie, którzy wciąż tam są. Trochę starsi, trochę bardziej zmienieni. Podobnie jak Mała Dziewczynka. Czas dla niej i dla nich płynie w tym samym tempie. A jednak w ich spojrzeniach było coś znajomego. Coś, co mówiło: „pamiętam”. I w tym jednym słowie mieściło się więcej niż w całych rozmowach. Nie trzeba było nic więcej. I nagle okazywało się, że czas nie zabrał wszystkiego. Że coś jednak nadal zostało.
Powrót
Wracam do prostych rzeczy - do pyłów tańczących w próżni,
do małego ślepego pająka, co się barwą od ściany nie różni,
do drżących w słocie okiennic głośnego, gorzkiego szlochu,
do szpar ciekawych w podłodze, pełnych zagadek i prochu.
Wracam z zawiłej drogi zwycięskiej, wracam z podboju
do tajni mysiej nory, ukrytej w kącie pokoju,
do strasznej śmierci dzięcioła, do przygód okropnych jeża,
do niepojętej ucieczki sowy i nietoperza.
Coraz jest prościej, ciszej... coraz bezpieczniej, jaśniej...
Wracam - jak smok znużony - do starej, starej baśni.
Kazimiera Iłłakowiczówna
Jak dobrze, że ta cienka nić łącząca Małą Dziewczynkę z jej Miasteczkiem wciąż istnieje. Może z roku na rok jest delikatniejsza, mniej widoczna... Ale jest i trzyma. To ona chyba właśnie sprawia, że Mała Dziewczynka wraca do Małego Miasteczka
Czy jednak takie powroty są dobre?
Nie wiem. Bo każdy z nich coś daje… Ale i coś zabiera.
Dają ciepło. Dają ukojenie. Pozwalają na chwilę usiąść obok dawnej siebie i przypomnieć sobie, kim się było.
Ale zabierają złudzenie, że to wszystko nadal gdzieś trwa w niezmienionej formie.
I może właśnie na tym polega ich sens.
Że uczą nas godzić się z przemijaniem.
– Czy przeprowadziłabyś się tam na zawsze? – pyta Anioł Stróż
– Wątpię… Czułabym brak czegoś, co zostało tu, w codzienności - odpowiada Mała Dziewczynka
– A czy zostałabyś tam dłużej niż dwa tygodnie?
– No nie wiem… To tutaj jest teraz mój Dom...
– Czy zazdrościsz temu spokojniejszemu życiu?
– Może… Kocham Małe Miasteczko za jego powolność, ale czasem potrzebny jest mi bieg, obowiązki....
– Czy wrócisz ponownie w tym roku?
– Chciałabym nawet już za chwilę… Bo coś w tym miejscu wciąż mnie wzywa.
– Czy będziesz tęsknić?
– Cóż to za pytanie? Oczywiście, że tak… I chyba właśnie ta tęsknota sprawia, że powroty mają sens.
Jak dobrze, że istnieje to niewytłumaczalne poczucie, że gdzieś istnieje kawałek świata, w którym była naprawdę sobą. Bez pośpiechu. Bez lęku. Bez tego ciężaru, który niesie dorosłość.
Puk, puk.... Pora zamknąć szufladę wspomnień. Codzienność już przekracza próg i wchodzi do środka. Ale zapach bzu jeszcze przez chwilę zostaje w powietrzu, jakby na potwierdzenie, że to wszystko naprawdę się wydarzyło.
do strasznej śmierci dzięcioła, do przygód okropnych jeża,
do niepojętej ucieczki sowy i nietoperza.
Coraz jest prościej, ciszej... coraz bezpieczniej, jaśniej...
Wracam - jak smok znużony - do starej, starej baśni.
Kazimiera Iłłakowiczówna
Jak dobrze, że ta cienka nić łącząca Małą Dziewczynkę z jej Miasteczkiem wciąż istnieje. Może z roku na rok jest delikatniejsza, mniej widoczna... Ale jest i trzyma. To ona chyba właśnie sprawia, że Mała Dziewczynka wraca do Małego Miasteczka
Czy jednak takie powroty są dobre?
Nie wiem. Bo każdy z nich coś daje… Ale i coś zabiera.
Dają ciepło. Dają ukojenie. Pozwalają na chwilę usiąść obok dawnej siebie i przypomnieć sobie, kim się było.
Ale zabierają złudzenie, że to wszystko nadal gdzieś trwa w niezmienionej formie.
I może właśnie na tym polega ich sens.
Że uczą nas godzić się z przemijaniem.
– Czy przeprowadziłabyś się tam na zawsze? – pyta Anioł Stróż
– Wątpię… Czułabym brak czegoś, co zostało tu, w codzienności - odpowiada Mała Dziewczynka
– A czy zostałabyś tam dłużej niż dwa tygodnie?
– No nie wiem… To tutaj jest teraz mój Dom...
– Czy zazdrościsz temu spokojniejszemu życiu?
– Może… Kocham Małe Miasteczko za jego powolność, ale czasem potrzebny jest mi bieg, obowiązki....
– Czy wrócisz ponownie w tym roku?
– Chciałabym nawet już za chwilę… Bo coś w tym miejscu wciąż mnie wzywa.
– Czy będziesz tęsknić?
– Cóż to za pytanie? Oczywiście, że tak… I chyba właśnie ta tęsknota sprawia, że powroty mają sens.
Jak dobrze, że istnieje to niewytłumaczalne poczucie, że gdzieś istnieje kawałek świata, w którym była naprawdę sobą. Bez pośpiechu. Bez lęku. Bez tego ciężaru, który niesie dorosłość.
Puk, puk.... Pora zamknąć szufladę wspomnień. Codzienność już przekracza próg i wchodzi do środka. Ale zapach bzu jeszcze przez chwilę zostaje w powietrzu, jakby na potwierdzenie, że to wszystko naprawdę się wydarzyło.


Há coisas que ficam na memória e o tempo não apaga jamais, Ismene desejo um ótimo final de semana bjs.
OdpowiedzUsuńŚlicznie to napisałaś! Przyjemnie się czytało i oglądało zdjęcia. Mam bardzo podobne odczucia do mojej rodzinnej miejscowości :) Dziadków już nie ma, w domu, gdzie tętniło życie i odbywały się najlepsze na świecie zabawy - już zamieszkany przez kogoś innego. Ale! To cudowne wspomnienia, których nawet czas ani codzienność nam nie odbierze :) Jak sobie o tym pomyślę to uśmiecham się do siebie, trzymam te dobre wspomnienia i staram się wracać do nich z przyjemnością. Życie płynie dalej i ciągle buduje nowe wspomnienia - to co przeżywamy dziś, za jakiś czas pewnie będziemy wspominać.. Byle z uśmiechem ;)
OdpowiedzUsuńPięknego, słonecznego weekendu Ci życzę Ismeno! :)
Wyprawa do krainy dzieciństwa może dostarczyć wielu ciepłych wzruszeń.
OdpowiedzUsuńWspomnienia i tęsknota, miłość, przyjaźń. Jakie to wszystko piękne...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Twoje przywiązanie do małego miasteczka jest znamienne, ja też o swoim swą pamięć pielęgnuję. I podoba mi się monolog Małej Dziewczynki. Ona podświadomie wie, gdzie jest jej dom - tam gdzie są jej najbliżsi. Ogromny plus za wiersze. Przyjemnej majówki Ci życzę. 🤗🫶
OdpowiedzUsuńTakie powroty są piękne, pełne wspomnień, dobrych wzruszeń, ale i smutku i tęsknoty. Jednak mimo wszystko warto, mimo, że łezka się w oku kręci, to te wspomnienia to nasze wielkie bogactwo, w naszej pamięci żyją osoby, których już fizycznie nie ma. Ale pozostał po nich ślad w nas, oni nas kształtowali i wpływali na to jacy jesteśmy. Są cząsteczką w nas.
OdpowiedzUsuńŚciskam Cię Ismenko serdecznie, Agness:)
Każde wspomnienie z dzieciństwa jest miłe, jeśli i dzieciństwo było dobre.
OdpowiedzUsuńZ wiekiem coraz częściej wracamy do dawnych miejsc, osób , sytuacji.
Tez mam kilka miejsc, do których chętnie bym zajrzała, ale niedostępne...
Bardzo wzruszam się, na każde powroty, w miejsca z którymi wiąże mnie przeszłość. Każde z nich przypomina mi ludzi. Niektórych już nie ma na tym świecie, więc jest to trudne. Pozdrawiam gorąco Ismeno.
OdpowiedzUsuńA ja nie mam tak dobrych wspomnień z dzieciństwa, choć długo myślałam, że są ok. Mam miejsca, które trzymam w sercu, ale nie z tęsknoty za ludźmi. Raczej ze współczucia dla siebie tamtej małej mnie.
OdpowiedzUsuńMnie mój pierwszy dom wciąż się śni... I ciągle istnieją jego mury, ale nas już tam nie ma i nie będzie. Jest nas już coraz mniej, już tylko mama, wujek i ja. Głosy Babci, Dziadka, Taty, Cioci Heli, Cioci Izy, Wujka Sławka, Wujka Wacka zostały w tamtych murach...
OdpowiedzUsuńPiękna relacja wewnętrzna... wracaj tam kiedy tylko możesz, bo przecież nic nie trwa wiecznie...pakuj walizkę za każdym wyjazdem żeby wystarczyło na zawsze. Moje wspomnienia mieszkają ze mną na jednym podwórku, nie muszę wyjeżdżać, ale dźwigam je codziennie ilekroć wychodzę " na pole". Są dosłownie wszędzie...rozmawiam z nimi i popłakuję cichutko.
OdpowiedzUsuńNigdy nie miałem możliwości powrócić w okolice, w których się wychowałem, ale często o nich myślę, a wiele szczegółów wciąż pozostaje niezwykle wyraziście w mojej pamięci. Zdaję sobie jednak sprawę, że choć same miejsca dzieciństwa nadal istnieją, to prawie wszystko inne, co je wtedy otaczało — cały tamten świat, ludzie, atmosfera, codzienność — dawno już przeminęło.
OdpowiedzUsuńDosłownie kilka minut przed przeczytaniem Twojego wpisu natknąłem się na artykuł o Gołdzie Tencer, która kilkakrotnie wracała do Łodzi i do kamienicy, w której się wychowała, z którą wiąże się tak wiele wspomnień. Nigdy jednak ponownie nie przekroczyła progu tamtego mieszkania, choć stała już pod samymi drzwiami.
Podobnie było, gdy kupiłem swój dom. Po kilku dniach odwiedziła mnie córka jego pierwszych właścicieli. To oni kupili go jako nowo wybudowany, mieszkali w nim ponad czterdzieści lat i wychowali czworo dzieci. Przyniosła mi kwiaty, lecz mimo zaproszenia do środka odmówiła wejścia. „Za dużo wspomnień” — powiedziała.
Czasem takie powroty mogą być bolesne.
Może więc najlepiej patrzeć w przyszłość, lecz nie pozwolić, by przeszłość zbyt mocno nas zatrzymywała.
Niezwykle czule opisałaś tę podróż. Czuję w Twoich słowach zapach bzu i spokój, którego tak często brakuje nam w codzienności. Dobrze jest mieć takie swoje "małe miasteczko", w którym czas płynie inaczej i pozwala spotkać się z dawną wersją siebie, chociaż takie powroty do miejsc dzieciństwa bywają słodko-gorzkie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam majowo.
Znane miejsca bez ukochanych osób już wydają się bardziej puste i samotne, wszystko wtedy wygląda inaczej...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.