sobota, 20 czerwca 2026

Opowieść utkana nie tylko z pór roku

Zauroczona w dzieciństwie książką Heleny Bobińskiej, z ilustracjami które wyczarował Józef Wilkoń, od lat tkam moje opowieści o  Królu Słońce i jego czterech córkach.  Z czasem dołączyło do nich Przedwiośnie i nieoczywiste dla wszystkich Przedzimie, a ostatnio Babie Lato.
Nie wiem dlaczego, ale dopiero teraz pomyślałam, że do pełnego obrazu brakuje mi jeszcze jednej postaci. Kim była matka pór roku?
W oryginalnej książce autorka o tym nie wspomina. A przecież czy siostry mogłyby istnieć bez matki? 
Na szczęście to pytanie bardzo krótko nie dawało mi spokoju. Po namyśle doszłam do wniosku, że musiała nią być Matka Natura. Ale to tylko oczywiście moja fantazja.
Matka Natura
Słońce dziś znów po
niebie pląsa,
uśmiechem swoim serca
nasze ogrzewa.
Muzyka radosna śpiewa.
To ona idzie ku nam,
przez łąki pachnące
trawą, wody błękitem
w rzekach wartko płynących,
polami pełnych złotych
łanów zbóż.
Leniwie się rozgląda do koła,
i cieszy swój wzrok.
Wszystko jej się ściele w
pokłonie do ziemi.
Drzewa,w lesie,szumiący wiatr
w koronach,ptaki wyśpiewujące
swoje trele,
To Ona...
Ich na świat do życia powołała
Matka Natura.
znalezione w Internecie
Zatem zaczynam tkać moją opowieść.
Dawno, dawno temu.... (A  może powinnam użyć czasu teraźniejszego? Jednak w bajkach jest raczej ten przeszły)
Matka Natura nie błyszczała jak Król Słońce. Nie potrzebowała złotych promieni, pałacu,  tronu...
Wiosną siadała na wilgotnej ziemi pachnącej przebudzeniem, a w jej włosach zieleniły się młode listki, zza których wyglądały nieśmiało fiołki, stokrotki...
Latem tronem była rozgrzana łąka, a koroną wianek z maków, chabrów i kłosów zbóż.
Jesienią spoczywała na dywanie z liści, w koronie z jarzębiny i bursztynowych traw.
Zimą jej tronem stawała się biała zaspa, a koroną srebrzysty szron i gwiazdy lodu.
Jej twarz zmieniała się jak krajobraz dookoła. Czasem młoda jak świeży liść, czasem poorana zmarszczkami jak pole po żniwach. W jej oczach odbijało się wszystko: pierwsza zieleń i ostatni opadły liść, ślad sarny na śniegu, pęknięcie lodu na rzece.
Była delikatna jak poranna rosa, ale i silna jak korzenie drzew.
Była cierpliwa, cicha. Czuwała, by żadna zmiana nie była zbyt nagła, by każda pora roku przychodziła naturalnie, w swoim czasie.
To ona szeptała córkom, kiedy mają odejść, a kiedy wrócić.  Uczyła je cierpliwości. Bez niej świat nie miałby rytmu.
Gdy Król Słońce spojrzał na Ziemię, Matka Natura wynurzyła się z porannej mgły. Wzięła w dłonie grudkę ziemi, ogrzała ją jego światłem i wyczarowała swoje dzieci: Przedwiośnie, Wiosnę, Lato, Babie Lato, Jesień, Przedzimie i Zimę.
Najpierw narodziło się Przedwiośnie.  Nieśmiałe, marzycielskie, lekko zaspane...
– Nie śpiesz się – szepnęła mu Matka Natura – Najpierw wsłuchaj się w ziemię.
Przedwiośnie westchnęło i spod śniegu przebiły się pierwsze krokusy, przebiśniegi... Lód pękł z cichym trzaskiem. Ptaki powoli przymierzały się do śpiewu. To był czas jeszcze pewnego zawahania, nadziei... 
Potem przyszła Wiosna. Radosna, zwiewna, pastelowa, trochę niecierpliwa... Matka utkała jej suknię z mchu i młodych liści. A gdy Wiosna chciała otwierać zbyt szybko pąki kwiatów, przytrzymywała ją chłodem poranka. 
- Poczekaj, wszystko zdąży zakwitnąć - powtarzała Matka Natura
Wiosna zwalniała, choć w jej włosach tańczył już niecierpliwie wiatr. Stąpała boso po łąkach, powoli budząc ptaki, trawy i kwiaty miękkim dotykiem...
Po Wiośnie przychodziło Lato. W jej dłonie Matka Natura wkładała złoto zbóż i zapach rozgrzanej ziemi.
– Dojrzewanie nie znosi pośpiechu – przestrzegała, gdy Lato rozpędzało się w żarze,  gdy chciało trwać bez końca... Przypominała więc o zmierzchu, przysyłała chmurę, która kładła cień na rozpalonych polach.  A Lato wówczas milkło na chwilę, ciężkie od światła, słodkie od owoców, dojrzałe od kłosów pochylonych ku ziemi  
Dwór Matki Natury
Gdzie nie stanęła ludzka stopa     
gdzie mchy gąbczaste i paprocie,
dostępu strzegą leśne wrota
przy których Faun mieszka w grocie.

Kraina elfów i rusałek
żaden śmiertelnik tam nie gościł
Matka Natura tu na stałe
ma swoje rajskie posiadłości.

Spokojnie, błogo, płynie życie,
wokół pląsają elfy boso,
rusałki już o samym świcie
zmywają senność z powiek rosą.

Zbierają nektar leśnych kwiatów,
owoc jagody i maliny,
posłania mają z miękkich mszaków,
są nieskalani i niewinni.

Matki Natury cała świta
dba o dostatek, jej wygody,
nieziemska siła niespożyta
jest zbawczym źródłem dla przyrody.

Płyną perliste ptasie trele
spowite zwiewnym aromatem
i przepojone leśnym zielem
zdobią natury zmienną szatę.

Wszędzie jej pełno w całym świecie
w każdej krainie i zakątku,
kiedyś nie było nas tu przecież
a ona była od początku.

Gdzie się przeplata lato z wiosną
zima zaglądać nie próbuje,
elf i rusałka jak brat z siostrą,
po tym królestwie spacerują
Bolesław Pączyński
A kiedy Lato zaczynało powoli gasnąć, gdy powietrze wciąż było ciepłe, ale ranki i wieczory stawały się chłodniejsze, Matka Natura utkała z ostatnich promieni Babie Lato.
Nie było ono już tak gorące jak Lato ani tak zamyślone jak Jesień. Było mostem między nimi.
Jego suknię Matka Natura utkała z cienkich, srebrzystych nici pajęczyn unoszących się w słońcu. Włosy Babiego Lata pachniały trawą, a dłonie miały ciepło, które zamiast parzyć otulało.
– Zostań na chwilę – szepnęła Matka. – Niech świat nauczy się cieszyć spokojem.

Babie Lato roześmiało się i rozpięło nad łąkami srebrzyste nici, w których  tańczyło słońce. Otoczyło świat łagodnością, spokojem i ciepłem.

Za Babim Latem następowała Jesień. Jesień miała barwy zachwytu i nutę melancholii. Matka wplatała  w jej włosy kolorowe liście, do kosza wkładała jabłka, gruszki,  winogrona... A kiedy Jesień nie chciała oddać ciepłych barw, Matka Natura coraz bardziej strącała liście z drzew.
– Aby coś mogło się odrodzić, coś musi opaść – mówiła cicho. A Jesień uczyła się od niej sztuki odpuszczania. Jednak było to dla niej trudne.
Przedzimie było najcichsze. Najczęściej przysiadało przy Matce. Razem milczały. W powietrzu było już przeczucie śniegu, chłód pod powiekami dnia.
Matka Natura chodziła wtedy wolniej. Zamykała ogrody, wygaszała kolory, przykrywała ziemię spokojem.

A gdy Przedzimie drżało, niepewne swego miejsca między złotem Jesieni a bielą Zimy, Matka Natura brała je za chłodne dłonie i mówiła:

– Nie bój się ciszy. To w niej ziemia nabiera oddechu.
Przedzimie uczyło się, że wycofanie nie jest porażką, a odpoczynek  koniecznością.
Na końcu przychodziła Zima. Najstarsza, najsurowsza i chyba najmądrzejsza. Może to wydawać się dziwne, ale chyba była w pewien sposób najbardziej podobna do Matki Natury. 
Zjawiała się cicho i przykrywała świat bielą. Pod jej dotknięciem drzewa milkły, rzeki zastygały, a ziemia zapadała w głęboki sen.
A gdy mróz stawał się zbyt surowy, Matka Natura mówiła do niej:
– Pamiętaj, surowość jest potrzebna, lecz pod śniegiem zawsze musi bić serce dla przyszłej Wiosny, obietnicy przebudzenia.
I wtedy Zima łagodniała, wiedząc, że jej koniec jest jednocześnie początkiem.
Zapomniana Natura
Taka nasza piękna,
lecz przez wszystkich zapomniana.
Matka natura,
w swych dziełach doskonała.

Lecz ludzie zapomnieli o niej,
nie przejmują się nią.
Już nie patrzą na zachody słońca,
i na kwiaty spowite mgłą.

Dlaczego tak się dzieje,
czemu jest tak że nie zachwycamy się tym,
że świeci słońce albo śpiewa ptak.
Czy już nie ważne jest,
że mimo wszystko Matka natura,
zawsze między nami jest.
Jak odnaleźć radość dnia codziennego... pytam was.
Mateusz Wędziński
Matka Natura nie rządziła, ona słuchała (wiem powinnam napisać w czasie teraźniejszym, ale to przecież bajka...). Była pamięcią wszystkich poprzednich wiosen i wszystkich minionych zim. Pamiętała, że po każdym zamarznięciu przychodzi odwilż, a po każdym opadłym liściu następuje zielony powrót.
Pilnowała, by żadna z córek nie wyszła z pałacu króla Słońce za wcześnie ani nie została na Ziemi zbyt długo. Była strażniczką rytmu.
Nie pozwalała trwać wiecznie ani w rozkwicie, ani w uśpieniu. Nadawała zmianom sens.
I to dzięki niej pory roku krążą nieustannie.
Uczy nas nadal, że każda chwila ma swoje miejsce i że przejścia są tak samo ważne jak pełnia.
I to dzięki niej pory roku krążą nieustannie.
A i my krążymy razem z nimi, czasem nieświadomie, czasem z zachwytem.
Bo przecież z jej odwiecznym rytmem toczy się także nasze życie.

28 komentarzy:

  1. Pięknie opisujesz pory roku.
    Nie czytałam książki Heleny Bobińskiej w dzieciństwie, może szkoda.
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdaje mi się, że w ostatnich latach te panny mocno się przepychały i często wychodziły na scenę w nie swoim czasie. W tym roku jakby powróciła zgoda między nimi. Śliczna opowieść :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I mamy noc kupały. Wszystko się zmieni. Wszystko będzie słońcem i powietrzem...

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna opowieść, baśniowa i taka malarska, a i grafiki dobrałaś wspaniałe:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ismene uma história encantadora que você trouxe, gostei muito, desejo um ótimo final de semana bjs.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana, to jest prześliczne! Aż się prosi o to, by tą barwną historię jeszcze rozbudować, dodać ilustracje i stworzyć coś w rodzaju baśni... Gdyby była w wersji papierowej to już w ogóle coś pięknego :)
    Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za tak urzekającą historię :))

    OdpowiedzUsuń
  7. PIęknie napisane! Cudowna jest Matka Natura :)
    Mam pytanka: komu kibicujesz na Mundialu i jaki jest Twój ulubiony mecz z tego sezonu? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. I tak trwają i zmieniają się pory roku- i upływają kolejne lata, płynie strumień życia…

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie opowiedziane, każda pora roku ma swój urok, każda coś wnosi...
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękna refleksja - czytam już trzeci raz i jeszcze tu wrócę.
    Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przepięknie to ujęłaś. Poetycko i malarsko, jestem pod wielkim wrażeniem. Pewnie znów skrobnę jakiś wiersz na cześć siedmiu pór roku:-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam te twoje historie Ismeno które pięknie pachną łąką i ziołami a przede wszystkim latem, kojącym powiewem wiatru. Chyba pamiętam tę opowieść ze szkoły. Zachwycający post jak zawsze z resztą. Trudno się nie zatrzymać przy nim.

    U mnie ciężko, już rano o 6 było duszno, tuż po burzy. Zasłoniłam zaslony i otworzyłam okno. Przytulam Cię mocno

    OdpowiedzUsuń
  13. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz: czy my przypadkiem nie potrzebujemy dziś takich personifikacji natury bardziej niż kiedykolwiek? Bo jak się czyta o tej Matce Naturze, to nagle te zmiany pór roku przestają być tylko pogodą, a zaczynają być jakimś rytmem życia, który łatwiej zaakceptować. I tak się trochę łapię na myśli, że ta „Matka Natura” w tej interpretacji jest bardziej filozofią niż postacią

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękna opowieść o Naturze Ismeno :-)
    Każda pora roku jest jak osobny rozdział tej samej opowieści – niepowtarzalny, a jednocześnie niezbędny.

    Pozdrawiam serdecznie. H.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ta baśniowa opowieść pokazuje różnorodność i więzi Matki Natury. Mówi o dojrzałości i akceptacji zmian. A zmiany pór roku dają przecież poczucie przynależności i pokazują jakiś wyższy, doskonały plan. Serdeczności.🤗🫶

    OdpowiedzUsuń
  16. Każda pora roku coś w sobie ma. To piękne, że możemy je obserwować i uczyć się od Matki Natury...

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam Twoje opowieści a tu jeszcze jakie piękne obrazy...♥️

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudownie utkany wpis. Dziękuję za przypomnienie, że przejścia są tak samo ważne jak pełnia. Jak odnaleźć radość dnia codziennego? Trzeba na nowo nauczyć się zachwytu nad tym, co stałe i cykliczne. Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
  19. Tkać to Ty umiesz pięknie i bajecznie. Nieodłącznie złączeni z naturą, staramy się zrozumieć jej koleje, fazy i pory. Pragniemy poznać , dlatego personifikujemy na własne podobieństwo, by zachwycać się jeszcze bardziej pięknem przyrody.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  20. Myślę, że Matka Natura doskonale odnalazła się w tej historii jako strażniczka równowagi, cierpliwości i zmian. To właśnie ona przypomina nam, że wszystko ma swój czas: rozkwit, dojrzewanie, odpuszczanie i odpoczynek. A przecież podobnie jest również w naszym życiu. Pozdrawiam ciepło! Miłego czwartku🌸
    Angelika

    OdpowiedzUsuń
  21. W miarę się odnalazłem, aż się dziwię w sumie jak mi się udało. :) Szczerze mówiąc dla mnie lepsza byłaby praca wśród ludzi (tak fizycznie, w realu), no ale nie narzekam. Co ciekawe to sama ta firma mnie wybrała do udziału w rekrutacji. Nie pamiętam czy wysłałem im CV czy może znaleźli mnie przez jakąś agencję pracy czy też ogłoszenie, które dałem na jednym portalu.

    Pozdrawiam!
    https://mozaikarzeczywistosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. Absolutnie przepięknie opisałaś przemijający czas poprzez pory roku.

    OdpowiedzUsuń
  23. Cudownie ujęłaś słowami to wszystko, co dzieje się za oknem przez cały okrągły rok.
    Ja kocham lato, bo uwielbiam to, że nie trzeba się ubierać w grube ciuchy, że świeci słonko, że jest ciepło i nie muszę marznąć, czego nienawidzę. Chciałabym, żeby trwało cały rok, choć wiem, że mam wielu przeciwników tego swojego chciejstwa :)
    Pozdrawiam Cię, Ismeno!

    OdpowiedzUsuń
  24. Mimo że historia nie ma takiego wydźwięku to przemijające pory roku są takie depresyjne.

    OdpowiedzUsuń
  25. Jesteś Czarodziejką Ismeno... Ależ piękną opowieść utkałaś...😊
    Zaczarowałaś mnie całkowicie...
    Pięknie...Jestem zachwycona Twoim talentem... Masz niesamowity dar przelewania swych myśli na słowa...
    Pozdrawiam Cię kochana gorąco!

    OdpowiedzUsuń
  26. Bo nad nami jest wielki duch, który nas prowadzi...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony ślad