piątek, 23 października 2026

Czy zostanie radość tworzenia?

Godzina tworzenia
Czarodziejska godzino tworzenia,
najpiękniejsza z wszystkich godzin życia,
światło twoje duszę rozpromienia,
jak toń morską rozpromienia słońce
W czarodziejskiej tworzenia godzinie
myśl rozwija się jak kwiat różany:
z wolna listek po listku rozwinie,
coraz więcej z listków bije woni,
aż cudnymi barwy malowany,
cały kwiat się rozsłoni.
A ten kolor i ten zapach w kwiecie
tak upaja bosko i odurza,
że o całym zapominasz świecie,
jakbyś w zamków zaklętych podwoje

wstąpił nagle -- świat twój jest myśl - róża,
umysł i serce twoje.

KAZIMIERZ PRZERWA-TETMAJER
Dopiero niedawno, przy okazji premiery najnowszej powieści Olgi Tokarczuk Świata jest za dużo, usłyszałam o «aferze» związanej z jej wypowiedzią na temat AI”.
Wystarczyło jedno zdanie wypowiedziane przez Olgę Tokarczuk, aby zrobiło się głośno (ale chyba nie aż tak, bo nie usłyszałam od razu).
Co się stało? Noblistka przyznała, że korzysta z modeli językowych AI jako narzędzia wspierającego kreatywne myślenie. Wspomniała nawet, że czasem prowadzi z nimi dialog podczas pracy nad tekstem. I to wystarczyło.
Pojawiły się oskarżenia, oburzenie, sugestie... Czyżby literatura miała już przestać być dziełem człowieka?
Dyskusja bardzo szybko przestała dotyczyć samych faktów, a zaczęła dotyczyć też emocji. W końcu sama Olga Tokarczuk
 wydała oświadczenie. Zaznaczyła, że to ona i tylko ona jest autorką swoich książek.
Zastanawiam się jednak, czy ta wywołana burza rzeczywiście dotyczyła samej sztucznej inteligencji. Przecież od dawna korzystamy z tej technologii. Wspiera ona lekarzy, architektów, prawników, naukowców, grafików... AI analizuje dane, pomaga tłumaczyć teksty, wspiera diagnostykę, projektuje i automatyzuje tysiące zadań. W większości przypadków nikogo to szczególnie nie oburza. Ba, sami coraz częściej pytamy AI a nie wujka Google.
Jednak problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy technologia zagląda do świata sztuki.
Twórczość uznajemy za jedną z najbardziej ludzkich sfer. Jest to miejsce, w którym liczą się emocje, wyobraźnia, wrażliwość... Gdy słyszymy, że pisarz, poeta, malarz korzystają z AI, wielu odbiera to tak, jakby technologia wkroczyła w obszar zarezerwowany dotąd wyłącznie dla człowieka.
A przecież narzędzie pozostaje tylko narzędziem.
Oczywiście, że sztuczna inteligencja potrafi wygenerować pomysły, uporządkować strukturę tekstu, zaproponować różne warianty czy wskazać nowe kierunki myślenia. Może produkować ogromne ilości treści w bardzo krótkim czasie. Ale czy to oznacza, że automatycznie staje się autorem?
Technologia przetwarza. Człowiek wybiera. Technologia proponuje. Człowiek ocenia. AI może wygenerować setki wariantów, ale dopiero człowiek decyduje, który z nich ma sens, który jest wartościowy, który porusza i który warto zachować.
Oczywiście nie oznacza to, że AI jest wyłącznie biernym narzędziem. Potrafi łączyć idee, tworzyć nieoczywiste skojarzenia i proponować rozwiązania, na które człowiek sam mógłby nie wpaść. Właśnie dlatego może być interesującym partnerem w procesie twórczym.
Ale nawet wtedy pozostaje człowiek, który nadaje temu kształt, kontekst i znaczenie. To on przede wszystkim bierze odpowiedzialność za efekt końcowy.
Oczywiście, że AI zmienia świat twórczości. I prawdopodobnie zmieni go jeszcze bardziej.
Możliwe, że w przyszłości będziemy mieli do czynienia z niewyobrażalną wcześniej ilością muzyki, obrazów, tekstów, filmów czy projektów. Produkcja stanie się niemal nieograniczona. Każdy będzie mógł w kilka sekund stworzyć coś, co jeszcze niedawno wymagało godzin, dni, a nawet miesięcy pracy.
Ale właśnie wówczas 
jeszcze bardziej potrzebna będzie naturalna selekcja. Czyli coś co od zawsze dzieje się w kulturze.
Przecież nie każda napisana książka zostaje zapamiętana. Nie każdy namalowany obraz trafia do muzeum. Nie każda piosenka staje się przebojem. Nie każdy film zostaje częścią historii kina...
Wiemy, czym jest sztuka
Wiemy, czym jest sztuka, dobrze znamy uczucie szczęścia
jakie nam daje, niekiedy trudne, gorzkie, gorzko-słodkie,
a czasem tylko słodkie, jak turecki smakołyk. Cenimy sztukę
bo chcielibyśmy wiedzieć, czym jest nasze życie.
Żyjemy, ale nie zawsze wiemy, co to znaczy.
Podróżujemy więc, albo po prostu otwieramy w domu książkę.
Pamiętamy moment olśnienia gdy staliśmy przed obrazem,
i pamiętamy też może, jakie obłoki płynęły wtedy po niebie.
Drżymy słysząc jak wiolonczelista gra
suity Bacha, gdy słuchamy, jak śpiewa fortepian.
Wiemy, czym może być wielka poezja, wiersz
napisany trzy tysiące lat temu albo wczoraj.
Adam Zagajewski
Twórczość od zawsze jest niezmierzonym morzem, z którego tylko niewielka część zostaje wyłowiona i zachowana.
Jedni tworzą hit sezonu. Inni tworzą hity ponadczasowe. Jedni przyciągają uwagę na kilka tygodni. Inni zostają z nami przez pokolenia.
Pozostali, ci w znacznej większości, zostają niezauważeni.
AI może sprawić, że to morze przeistoczy się w bezkresny ocean. Może zwielokrotnić liczbę dostępnych treści, obniżyć koszt ich powstawania i sprawić, że tworzenie stanie się dostępne dla niemal każdego. 
W efekcie jeszcze trudniej będzie odróżnić to, co naprawdę wartościowe, od tego, co jedynie przyciąga uwagę. Być może największą wartością przyszłości nie będzie więc samo tworzenie, ale umiejętność wyboru spośród tego, co zostanie stworzone.
Radość pisania
Dokąd biegnie ta napisana sarna przez napisany las?
Czy z napisanej wody pić,
która jej pyszczek odbije jak kalka?
Dlaczego łeb podnosi, czy coś słyszy?
Na pożyczonych z prawdy czterech nóżkach wsparta
spod moich palców uchem strzyże.
Cisza - ten wyraz też szeleści po papierze
i rozgarnia
spowodowane słowem „las” gałęzie.
Nad białą kartką czają się do skoku
litery, które mogą ułożyć się źle,
zdania osaczające,
przed którymi nie będzie ratunku.
Jest w kropli atramentu spory zapas
myśliwych z przymrużonym okiem,
gotowych zbiec po stromym piórze w dół,
otoczyć sarnę, złożyć się do strzału.
Zapominają, że tu nie jest życie.
Inne, czarno na białym, panują tu prawa.
Okamgnienie trwać będzie tak długo, jak zechcę,
 jeśli każę, nic się tu nie stanie.
Bez mojej
pozwoli się podzielić na małe wieczności
pełne wstrzymanych w locie kul.
Na zawsze, woli nawet liść nie spadnie
ani źdźbło się nie ugnie pod kropką kopytka.
Jest więc taki świat,
nad którym los sprawuję niezależny?
Czas, który wiążę łańcuchami znaków?
Istnienie na mój rozkaz nieustanne?
Radość pisania.
Możność utrwalania.
Zemsta ręki śmiertelnej.
Wisława Szymborska
Mam nadzieję, że wielu twórców nadal będzie chciało tworzyć tak jak dawniej. Po swojemu, z emocjami, doświadczeniem i własną wrażliwością. Bo w świecie, w którym można wygenerować niemal wszystko, ludzki pierwiastek może stać się jeszcze bardziej wartościowy.
Dlatego AI wcale nie musi oznaczać końca ludzkiej twórczości.

piątek, 16 października 2026

Ostrość zakorzeniona w tradycji


Wiersz z chrzanem w środku
Wzruszenie - to czasu przemijanie
był dom ale już go nie ma
znikły świętej pamięci gęsi kaczki drzewa
fotel na ganku
strzelba co drażniła wyżła
pani co miała przyjść kwadrans po trzeciej lecz nie przyszła
liście brzozy co jesienią żółkną zawsze pierwsze
bardzo starych poetów nie czytane wiersze
portret nieznośnej babki milutki jak trzeba
liść chrzanu pamiątka u siebie pieczonego chleba
chłopiec co wyznał miłość i zginął na wojnie
tak kochał że z nosem urwanym umierał spokojnie
szczęście - to przemijanie nam też zniknąć trzeba
ksiądz Jan Twardowski
Wiersz wzruszający. Ale jakże można zacząć inaczej skoro roślina, o której w tym miesiącu tkam moją opowieść,  czasem potrafi nas "wzruszyć" i wywołać łzy.
Chrzan (Armoracia rusticana} to roślina o wyrazistym, ostrym smaku i intensywnym zapachu. Jej korzeń od setek lat wspiera ludzi w kuchni, medycynie i rytuałach.
Armoracia pochodzi od celtyckiego ar– blisko i more– morze. Oznacza więc roślinę związaną z morzem. Znalazłam informację, że chrzan nazywany jest korzeniem Wikingów. Wikingowie bowiem na długie wyprawy morskie zabierali ze sobą duże zapasy korzenia, gdyż chronił ich przed szkorbutem i dostarczał witamin.
Zacznę jednak od początku.
Chrzan pochodzi z południowo-wschodniej Europy i z zachodniej Azji. Był uprawiany już w starożytnym Egipcie. Egipcjanie używali korzenia zarówno w kuchni, jak i w lecznictwie oraz kosmetyce. Korzeń mieszano z miodem i olejami roślinnymi, aby leczyć bóle stawów, problemy skórne i wzmacniać ciało
W starożytnej Grecji Hipokrates zalecał chrzan przy problemach trawiennych i infekcjach dróg oddechowych, nazywając go rośliną, która pobudza ciało i ducha. Dioskurydes opisywał chrzan jako roślinę rozgrzewającą i oczyszczającą krew, a jego korzeń jako wykorzystywany przy bólach stawów i problemach z trawieniem.
W Rzymie Pliniusz Starszy wspominał, że chrzan nie tylko przyprawia potrawy, lecz także działa leczniczo. Podawano go przy infekcjach, reumatyzmie. Rzymianie cenili jego moc oczyszczającą i ochronną, a także wierzyli, że ostrość chrzanu dodaje sił wojownikom przed bitwą.
Pierwsze wzmianki o chrzanie w środkowej Europie datowane są na XI wiek. Hildegarda z Bingen polecała go do wzmocnienia serca, oczyszczenia organizmu i pobudzenia apetytu.
Korzeń był również wykorzystywany w domowych apteczkach: przygotowywano z niego syropy, nalewki, okłady i pasty lecznicze.
W Polsce znany był pod nazwami warzucha, warzęcha.
Wierzono, że rozdrobniony chrzan i rozrzucony dookoła domu, szczególnie w jego rogach, na schodach i na progu, będzie chronił jego mieszkańców przed złymi mocami. Sądzono, że chrzan dodaje wiary w siebie i podnosi poziom energii.  Zasuszone liście, trzymane w domu, miały korzystnie wpływać ogólnie na zdrowie. Spalane ziele miało oczyszczać z negatywnej energii. Medycy uważali, że roślina dobrze promieniuje, dlatego zalecali noszenie na piersi w woreczku paru kawałków utartego i ususzonego korzenia. Kurację taką zalecano w dolegliwościach sercowych.
Chrzan był zalecany jako lek przez jednego z najwybitniejszych naszych zielarzy –Szymona Syreńskiego. Polecał chrzan na bóle głowy, na żołądek i polepszenie trawienia. W dawnej medycynie wykorzystywane były także liście chrzanu. Zalecano stosowanie okładów z liści w bólach głowy, zębów i artretyzmie oraz na kolki i kłucia.
Raz buraczek nieboraczek
Zaczerwienił się jak raczek:
„Toż gałgaństwo jest niezwykłe,
Żeby robić ze mnie ćwikłę
I ucierać razem z chrzanem.
Nie, to wprost jest niesłychane!”

Na to chrzan, choć był utarty,
Z gniewu zgorzkniał nie na żarty
I powiedział w irytacji:
„Nie rozumiem, z jakiej racji
Jakiś burak za pięć groszy
Przy mnie tutaj się panoszy!”

Burak swoje, a chrzan swoje,
Zaperzyli się oboje,
Nie wiadomo, kto ma rację,
A tu czas już na kolację,
Więc przy stole goście siedli
I do mięsa ćwikłę zjedli.
Jan Brzechwa
W korzeniu chrzanu znajduje się całe bogactwo składników odżywczych. Zawiera on dużą ilość witamin, w tym witaminę A, C, E oraz witaminy z grupy B, składniki mineralne - magnez, żelazo, potas, wapń, siarkę, a także substancje takie jak  olejki eteryczne, enzymy i substancje bakteriobójcze.
Obecnie chrzan określany jest mianem jednego z najlepszych naturalnych antybiotyków. Zawdzięcza to swoim silnym właściwościom przeciwbakteryjnym i łagodzącym stany zapalne. Jego głównym zastosowaniem jest wzmocnienie odporności oraz walka z infekcją. Dzięki udrażnianiu dróg oddechowych spożycie chrzanu przynosi ulgę podczas kataru i zatkanego nosa.
Chrzan  ma również właściwości moczopędne, które doskonale sprawdzają się w przypadku infekcji układu moczowego.
Pomocne są również właściwości antyseptyczne chrzanu.
Chrzan warto włączyć jako element naturalnej profilaktyki przeciwnowotworowej. A to za sprawą wysokiej zawartości antyoksydantów, zwalczających wolne rodniki.
Natomiast w kosmetyce wykorzystuje się przede wszystkim sok z korzenia chrzanu, który ma działanie odkażające, regenerujące i wybielające. Szczególnie zalecany jest do codziennej pielęgnacji skóry normalnej, ze skłonnościami do przetłuszczania się czy trądzikowej. Dodatkowo chrzan zmniejsza oznaki starzenia się skóry, wygładza zmarszczki, ale także wybiela piegi, plamy czy przebarwienia.
Chrzan od wieków związany jest z polską tradycją kulinarną .
Już w niewielkiej ilości dodaje smaku wielu potrawom. Jego zdecydowany smak plasuje go na podium obok czosnku i cebuli. Praktycznie bez tej trójki nie można wyobrazić sobie dobrej i smacznej kuchni.
Kiedyś w liście chrzanu zawijano żywność, dzięki czemu dłużej zachowywała świeżość. Dopiero współcześnie odkryto, że jedzenie nie psuło się właśnie dzięki niezwykłym właściwościom bakteriobójczym chrzanu.
Liście chrzanu wykorzystywano również podczas kiszenia ogórków, ponieważ pomagały zachować ich chrupkość i chroniły przetwory przed psuciem. Tarty korzeń chrzanu jest także ważnym składnikiem ćwikły z burakami, która od pokoleń towarzyszy pieczonym mięsom i wędlinom. Nie może go zabraknąć również w wielkanocnym koszyczku, gdzie symbolizuje siłę i zdrowie. Dzięki swojemu wyrazistemu smakowi i właściwościom konserwującym chrzan do dziś zajmuje ważne miejsce w polskiej kuchni.
Chrzan
Płacze chrzan na salaterce,
Aż się wszystkim kraje serce.
„Panie chrzanie,
Niech pan przestanie!”

Chudy seler płacze także,
Mówiąc czule: „Panie szwagrze,
Panie chrzanie,
Niech pan przestanie!”

Rozpłakała się włoszczyzna:
„Jak to można? Pan mężczyzna,
Panie chrzanie,
Niech pan przestanie!”

Pochlipuje bochen chleba:
„No, już dosyć! No, nie trzeba!
Panie chrzanie,
Niech pan przestanie!”

Ścierka łka nad salaterką:
„Niechże pan nie będzie ścierką,
Panie chrzanie,
Niech pan przestanie!”

Wszystkich żal ogarnął wielki,
Płaczą rondle i rondelki:
„Panie chrzanie,
Niech pan przestanie!”

A chrzan na to: „Wolne żarty,
Płaczę tak, bo jestem tarty,
Lecz mi nie żal tego stanu,
A łzy wasze są do chrzanu!
Jan Brzechwa
Chrzan nie jest pierwszą rośliną, która łączy w sobie historię i praktyczne zastosowanie.  W jego ostrym smaku i wyrazistym zapachu kryje się niezwykła moc lecznicza, która przetrwała tysiące lat do naszych czasów.

piątek, 9 października 2026

Zanim Mała Dziewczynka powita zimę…

 Co zrobimy z tą jesienią, proszę pana,
wiem, już kiedyś przecież padło to pytanie,
ale miłość ta jesienna jest prawdziwsza, 
spadnie na nas melancholią, co się stanie.
   
Przeszła wiosna, przeszło lato, przejdzie zima,
a tęsknota ciągle czeka w mojej duszy,
jeśli deszcz znów zacznie łzami kapać smutno,
czy pan przyjdzie, czy ten deszcz pana nie wzruszy.

Czy pan znowu będzie mówił : że być może,
może kiedyś, że poczekać chce do jutra,
a tu kawa ciągle czeka nieogrzana
i niebieska filiżanka stoi smutna.

Co zrobimy proszę pana, z tą nostalgią,
z której cieszy się już tylko wiersz jesienny, 
wiersz jesienią jest jak... farby dla malarza,
bo powstaje wtedy obraz bardzo cenny.

Co zrobimy z tym jesiennym :może kiedyś...
znów ubiorę melancholię w babie lato, 
to być może, może kiedyś nam się
zdarzy,
dziś niepewność wiersz mi pisze...
dzięki za to. 
Bożena Spryńska
Jeszcze niedawno pracowita Pani Lato wędrowała przez świat. Król Słońce zaglądał do okien od samego rana, wieczory były długie, a powietrze pachniało ciepłem. Lato miało jednak tyle do zrobienia, że długo nie chciało się z nami pożegnać.
A potem przyszło Babie Lato. Jak zawsze ciche, delikatne i trochę nostalgiczne. Babie Lato zawsze przynosi wyjątkowy spokój i ciepło.
W promieniach króla Słońce unoszą się wówczas delikatne pajęczyny, a drzewa powoli przybierają złote i rude barwy.
Wszystko dookoła zdaje się na powoli zatrzymywać.
W powietrzu czuć zapach suchych liści, traw, ognisk...
Z dnia na dzień poranki są już chłodniejsze, a poranne mgły oraz dłużej otulają świat...
I właśnie przypomniały mi się słowa:
Co będę robił jesienią,
kiedy liście się zaczerwienią,
kiedy groźne powieją wichury?
Będę patrzył przez okno na chmury,
będę słuchał, jak szumi deszcz
i może wymyślę wiersz. 
ZA GÓRAMI
ZA LASAMI
MIESZKAŁ KOTEK
Danuta Wawiłow
No właśnie. Co będę robiła jesienią?
Pewnie nie raz pomyślę, że powinnam gdzieś wyjść, coś załatwić, zrobić jeszcze jedną rzecz z długiej listy.
Ale zamiast tego zaparzę herbatę, otulę się kocem i uznam, że świat i Pani Codzienność mogą chwilę poczekać.
Będę oczywiście patrzyła przez okno na chmury i słuchała deszczu stukającego o parapet. 
Chcę wówczas także odłożyć telefon, wyłączyć powiadomienia i pozwolić sobie na chwilę ciszy.
Będę zapalała świece. W domu będzie pachniało cynamonem, wanilią, jabłkami, gruszkami...
Lubię ten moment, kiedy dzień powoli gaśnie, a w domu pojawia się miękkie, ciepłe światło. Wtedy nawet zwyczajny wieczór może stać się małym świętem.
Jesienią chcę też więcej czytać. 
Oczywiście, że nie zamknę się w domu. Będę chodziła na spacery, nawet kiedy niebo będzie szare. Włożę jednak ciepłą kurtkę, czapkę, szalik, wygodne buty... Będę zbierała złote, rude i czerwone liście.
Ale przede wszystkim nie będę traktować tego jesiennego czasu jak poczekalni do zimy.
Postaram się także nie mówić: „Byle do wiosny”.
I może tym razem pozwolę Pani Jesieni być sobą. Właśnie taką zmienną, kapryśną... Taką z mglistymi porankami, deszczem, mokrymi liśćmi, parasolem przewracanym przez wiatr. ciepłym swetrem i wieczorami, które przychodzą zdecydowanie za wcześnie. Z chłodem, który otula szalikiem, złotym światłem przebijającym przez chmury i kubkiem gorącej herbaty, który smakuje najlepiej właśnie o tej porze.
Jesiennie - to lubię 
Lubię patrzeć przez okno
gdy jesienny wiatr wydzwania szklaną melodię
obejmuję wzrokiem parki płonące w oddali
ogniem dębów czerwonych i rudością starych buków
bliżej żółcą się klony na alejkach obsypanych złotem
w ciszy zmierzchu pomyka czasem wiewiórka
z dumą dzierżąc orzecha olbrzyma
jakby on miał zapewnić przetrwanie wiewiórczego rodu
herbata już wystygła zapomniana przez zadumane spojrzenie
osunęła się książka po mięciutkim kocyku i drzemie
mój kolorowy świat też zaśnie za chwilę
otuli liście mgłą marzeń i odpłynie na kilka godzin
zostanie tylko wiatr opowiadający zasłyszane dawno historie
posłucham z naiwnością dziecka chłonącego sercem baśnie
popatrzę w ciemną noc kołyszącą liście na wietrze
i pozwolę jej by ukołysała moje marzenia.
Basia Wójcik
Więc kiedy zawieje wiatr, a deszcz będzie padać nie będę narzekała, że jest zimno, mokro...
Bo Królewna Jesień przypomina, że nic nie trwa wiecznie.
Liście spadają, dni się skracają, a jedne rzeczy się kończą, żeby mogły zacząć się następne.
I chyba właśnie tak będzie w życiu Małej Dziewczynki.
W ostatnim dniu jesieni coś się skończy, a w pierwszym dniu zimy zacznie się coś nowego. Czy to także będzie nowa Mała Dziewczynka? Taka, która zostawi za sobą to, co było i z ciekawością spojrzy na to, co dopiero przede nią...

piątek, 2 października 2026

Anioły przychodzą jesienią

Liście opadają jak kolorowe listy, poranne mgły otulają świat miękkim szalem, a powietrze pachnie wilgotną ziemią i dojrzałymi jabłkami. Świat zwalnia.
Rudowłosa królewna Jesień nie lubi pośpiechu. Każe nam zwolnić krok, aby usłyszeć i poczuć pod nogami szeleszczące liście. Każe także podnieść wzrok na niebo, bo król Słońce świeci już inaczej niż latem. Każe pomyśleć o tym, co było i czego już nie będzie. A my mimo to chcemy jeszcze cieszyć się latem.
A Pani Jesień na powitanie przynosi nam kosze dojrzałych owoców i warzyw, cieszy ciepłem babiego lata i przypomina, że każda pora roku ma swoje dary, swoje piękno, swój czas... 
WIOSKOWE ANIOŁY
Na wieś Anieli nocą przyfrunęli
by swoje oczy nasycić barwami,
na trąbkach zagrali, skrzydłami musnęli
cichutko tańcząc ponad dachami.
Na rosie pokładli melodię skrzypcową
by ranek ucieszyć niedawną bytnością,
pochwalić serdecznie nockę lipcową
co ich urzekła niezwykłą radością.
I pośród kwiatów czynią małe cuda
licząc na spotkanie wśród lata kolorów
czy nam się powitać Aniołów dziś uda?
to już zależy od naszych wyborów.
Może właśnie dlatego anioły najlepiej czują się jesienią.
A 2 października zawsze mi o nich przypomina. Nie dlatego, że nagle pojawiają się ich figurki na wystawach, obrazy w kościołach czy kartki z modlitwami. Raczej dlatego, że właśnie ten dzień kilka razy był dla mnie przełomowym. Dlatego, że ta data była ważna też dla mojej mamy.
Przez lata napisałam już kilka jesiennych opowieści o aniołach. Wydawało mi się nawet, że wszystko zostało powiedziane. A jednak każdej jesieni odkrywam je na nowo.
Zastanawiam się, czy jesień jest ulubioną porą aniołów? Przecież wówczas ludzie częściej patrzą pod nogi, zbierając kasztany i kolorowe liście. I może właśnie anioły chcą zachęcić nas do spojrzenia także w górę? Między gałęzie drzew, w niebo pełne chmur a także wschodów i zachodów króla Słońce... Może Pani Jesień jest im bliska także dlatego, że uczy dostrzegać piękno w tym, co powoli przemija. 
JESIENNE ANIOŁY
Anioły najchętniej przychodzą jesienią
lubią tańczyć na łąkach osnutych
pajęczynami wciąż obecnego babiego lata
bosymi stopami dotykają zimnych kropel rosy
zawieszonych między niebem a ziemią
jesienne Anioły budzą nieśmiałe słońce
wynosząc go na anielskich rękach
ponad uśpiony jeszcze horyzont
przecierają drobnymi piąstkami zaspane oczy słońca
by spojrzały na uśpioną ziemię
zaplątaną w srebrne nici odchodzącego lata
a potem z zadziwieniem
przypatrują się śpiącym ludziom
którzy kolejny raz przesypiają cuda poranka.
Jesienne anioły może właśnie akurat siedzą na ławce w parku, kiedy starszy pan zbiera kasztany z wnukami. Może spacerują alejką między klonami, kiedy ktoś z dziecięcą radością szeleści kolorowymi liśćmi. A może zaglądają do okien naszych domów... 
Może są najbliżej nas wtedy, gdy nic wielkiego się nie dzieje, gdy zwyczajny, szary  dzień toczy się swoim zwykłym rytmem. 
Może, może, może...
Jednak anioły nie mają zwyczaju się narzucać. Nie robią wokół siebie zamieszania. Wolą działać po cichu. Nie zawsze też mają skrzydła. Czasem noszą siatkę z zakupami. Czasem siedzą naprzeciwko w autobusie i uśmiechają się do nas. 
Czasem szepną dobrą myśl. Czasem dodadzą odwagi przed trudną rozmową. Czasem sprawią, że nagle przypomnimy sobie o kimś samotnym i sięgniemy po telefon.
Czasem powiedzą jedno dobre zdanie, gdy tego właśnie  najbardziej potrzebujemy.
Czasem...
A bywa i tak, że zatrzymają nas na moment, dzięki czemu unikniemy czegoś, o czym nawet się nie dowiemy...
One po prostu są.
I właśnie tego od aniołów warto się uczyć. Nie spektakularnych cudów, lecz zwyczajnej obecności.
Dlatego myślę, że aniołem staje się każdy człowiek, który znajduje czas dla drugiego. Ten, który zadzwoni bez okazji. Zrobi zakupy, pomoże w domu. Posłucha zamiast oceniać. Przyniesie trochę światła tam, gdzie zrobiło się ciemniej. 
A właśnie czas panowania Pani Jesieni jest dobrą porą, aby takie światło zauważyć.
Bo kiedy dni stają się krótsze, nawet niewielki płomień świeci mocniej.
I może właśnie dlatego jesienią bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy siebie nawzajem. Czyjejś dłoni, obecności, słowa, które ogrzeje bardziej niż promień październikowego słońca.
Dlatego lubię 2 października. Nie jako datę w kalendarzu, ale jako przypomnienie, że świat wciąż pełen jest dobrych ludzi. Takich, którzy może nie mają skrzydeł, ale potrafią ogrzać duszę drugiego człowieka.
Myślę, że każdy z nas nosi w pamięci chwilę, której nie potrafi do końca wyjaśnić. Niespodziewane spotkanie, dobre słowo usłyszane we właściwym momencie, otrzymana pomoc... Jedni nazwą to przypadkiem. Inni uśmiechną się i powiedzą: „To mój Anioł Stróż czuwał”.
Może warto więc czasem zatrzymać się i pomyśleć, ile takich cichych aniołów pojawiło się na naszej drodze. Czy na pewno ich zauważyliśmy, doceniliśmy....?
Może właśnie Święto Aniołów Stróżów przypada jesienią, bo jest to pora, która uczy wdzięczności. Nie tylko za dary natury, które nam przynosi. Ale za ludzi, których spotykamy. Za ciepło domu, gdy za oknem pada deszcz. Za kubek gorącej herbaty. Za telefon od przyjaciela. Za każdą spokojnie przeżytą chwilę. Za...
NOCNE ANIOŁY
Kiedy ciemna nocka zapada
i gwiazdy nieśmiało mrugają,
na zmurszałym dachu Anioł przysiada
i rozmawia z tymi co na niego czekają.
Słuchać potrafi jak żaden z ludzi
bez pośpiechu i bez zniecierpliwienia,
człowieczymi troskami nigdy się nie nudzi,
świat rozumie, choć on ciągle się zmienia.
Młodym pokoleniom opowiada historie stare,
przypomina zmarłych co kiedyś tu mieszkali
przekazując słuchaczom miłość i wiarę,
by najlepsze wartości w przyszłość zabrali.
Więc przychodzę w owe miejsce codziennie,
na Anioła czekam i z nim rozmowę
i zachwycam się tą chwilą niezmiennie,
sama nie wiem co dawne jest, a co nowe.
Gdy noc czarna króluje nad wioską
opowiadam Aniołowi swe zmartwienia,
on przytula me myśli i z troską
wciąż prowadzi mnie do bram odkupienia.
wiersze Basia Wójcik
A jeśli 2 października spotkasz kogoś, kto potrzebuje uśmiechu, dobrego słowa albo zwyczajnej obecności, spróbuj podarować mu ten mały dar. Być może właśnie wtedy twój Anioł Stróż uśmiechnie się najpiękniej.
Bo anioły najczęściej działają przez ludzkie serca. I może największym cudem nie jest to, że mają skrzydła, lecz to, że uczą nas być dobrymi dla siebie nawzajem.  Nie tylko od święta, ale każdego jesiennego dnia...