sobota, 7 grudnia 2019

Biegnie Zima z prezentami

Mikołajki
W kapeluszu ze wstążkami
biegnie Zima ulicami.
W srebrnych dłoniach ma koszyczek,
a w koszyku mnóstwo życzeń.
- Dokąd biegniesz, zimo biała?
- Do każdego Mikołaja!
Do tych zwykłych i Tych Świętych – wszystkim dzisiaj dam prezenty.
- A jakie?
- Lukrowaną laseczkę, czapkę ze szklanym dzwoneczkiem,
jeden lodowy kwiatek, brodę z cukrowej waty ...
- I co jeszcze?
- Pomponik niebieski, kota, co cicho mruczy,
trzy oswojone bajki – dla wszystkich Mikołajów - Mikołajki.
Dorota Gellner
Zaczynają się najdłuższe wieczory w roku. Do moich urodzin coraz bardziej będziemy odczuwać każdą ubywającą minutę dnia.
Listopad odszedł zalewając się na pożegnanie rzewnymi łzami i przy okazji rozmiękczył ścieżki nie tylko w parku. Grudzień przywitał nas mrozem i białym krajobrazem za oknem (dlaczego jednak nie u mnie ten śnieg?)
Sklepy zapełniły się Mikołajami, którzy już od Wszystkich Świętych stopniowo zwiększali obroty.
Wszyscy zaczynamy biegać po sklepach w poszukiwaniu prezentów. Pomysły często mamy niesprecyzowane, dlatego oglądamy wiele rozmaitych przedmiotów, porównujemy ceny. Każdego dnia napięcie stopniowo wzrasta, bo nadal nie wiemy co mamy kupić. Kiedy trafiamy na coś, co się nam najbardziej podoba, często nie zadajemy sobie pytania, czy wybrany przez nas podarek spodoba się także osobie, dla której go kupujemy.
Najczęściej więc dajemy to, co sami chcielibyśmy dostać w prezencie. Nie powinniśmy jednak kierować się własnym upodobaniem. Warto najpierw dokładnie poznać gust osoby, którą chcemy obdarować, a dopiero potem można cokolwiek wymyślić. Moim zdaniem warto wysilić się na coś oryginalnego, co będzie miłym zaskoczeniem dla obdarowywanego. Nie wszyscy bowiem lubią dostawać praktyczne prezenty, które natychmiast coś sugerują. Często jednak właśnie takie niezachwycające prezenty dostaję.
Dobrze wiem, kiedy otrzymuję tzw. prezent przechodni, z którego już ktoś wcześniej był niezadowolony i jak najszybciej chciały się go pozbyć. Nigdy nie wiem co wówczas powiedzieć. Byłoby mi wstyd, gdybym i ja przekazała ten prezent dalej, no chyba, że znalazłby się ktoś, kto widząc go u mnie, wykazałby nim zainteresowanie.
Oprócz prezentów przechodnich, są jeszcze podarki nietrafione. Często jest mi przykro, gdy ktoś daje mi coś, czego ja nie używam, a o czym ta osoba dobrze (moim zdaniem) wie. Od lat wiadomo, że pewnych rzeczy nie jadam ze względów zdrowotnych, a i tak je dostaję. Bo tak jest najprościej, wygodniej. Wystarczy kupić, to co powszechnie jest najpopularniejsze. Moi rodzice oburzają się, że gdy "delikatnie" zwracam uwagę darczyńcy. Bo to przecież nie wypada, bo robię przykrość tej osobie, bo ona tak się starała (akurat!!!).... Ale przecież mi też jest przykro, że ten ktoś mnie nie szanuje i jak się okazuje nie pamięta o moich upodobaniach, preferencjach...
A przecież to obdarowywany bardziej doceniamy prezenty, o które sami wcześniej poprosiliśmy.
Dlatego czasem wspominam co mi się podoba, co chętnie kupiłabym, czego nie lubię, nie toleruję.... Potem rozpakowując prezenty wiem, czy jestem uważnie słuchana, czy podarunek był na pewno kupowany z myślą o mnie.
To obdarowywany przede wszystkim powinien być zadowolony, a nie z wymuszonym uśmiechem dziękować za prezent.
Niestety często jednak dając komuś prezent sprawiamy przede wszystkim przyjemność sobie i w podświadomości spodziewamy się otrzymania czegoś w zamian. A przecież najcenniejsze są podarunki dawane bezinteresowne i świadczące o tym, że znamy daną osobę. I drożej nie znaczy, że jest lepiej. Bo takie drobiazgi dawane z sercem potrafią bardziej mnie ucieszyć.
Dlatego nieraz nietrafiony prezent psuje mi święta i ich atmosferę
Prezent dla każdego
Dużo pracy ma Mikołaj,
kiedy święta się zbliżają,
wszystkie Elfy w pocie czoła,
biedakowi pomagają.
A lista życzeń długa,jak rzeka,
każde dziś dziecko na prezent czeka.
Staś chce batmana,a lalkę Zuzia,
smutna nie może być żadna buzia.
Dziadek Teodor chce dostać motor,
babcia Jadwiga dwa motki wełny,
to już za dużo,obłęd zupełny.
Bo i dorośli dziećmi się stają,
w tę noc jedyną też prawo mają,
do swoich marzeń,choć trochę innych,
a w szczególności do świąt rodzinnych.
Marzena Szczepańska
Najbardziej cieszą mnie właśnie prezenty dawane prosto z serca. Cena naprawdę nie jest istotna. Liczy się przede wszystkim intencja. Ważne też, aby prezent był trafiony. Kupno właściwego prezentu czasem potrafi sprawić mi wiele kłopotu. Wizja wyboru nietrafionego upominku często wywołuje stres. Ale potem szczera radość obdarowanego jest najcenniejszą nagrodą za mój wysiłek.
Ale który prezent jest wyjątkowy, a który nie uleci wraz z wiatrem lub nie wyląduje na najgłębszej półce w szafle?
Tak sobie myślę, że może w tym roku podobnie jak moi bratankowie napiszę list do Aniołka (lub Gwiazdora, jak mówił mój Dziadek), bo do Świętego Mikołaja już trochę za późno. Może spełni on życzenie, dorosłej, ale czasem jeszcze małej dziewczynki, która tuż przed świętami ma jeszcze urodziny?
I co Ty na to mój Aniołku? Wiem, że przynosisz wspaniałe prezenty, ale czy mogę prosić o coś niematerialnego? Chciałabym „odrobinę serca czyjegoś“ tego chyba Aniołku nie spełnisz…
Nie pozostaje mi nic innego niż sięgnąć po moją miotłę i trochę znowu polatać, a może właśnie takie serduszko wypatrzę? Przecież wiadomo, że jestem czarownicą, więc może się tym razem uda?
A może warto odrobinę serca okazać Aniołkowi ? Czy o nim ktoś pamięta? Czy ktoś przygotował mu podarek?
Wiersz znaleziony w Internecie co prawda o Mikołaju, ale ja go dedykuję mojemu Aniołkowi
A ja się bardzo, bardzo postaram
I zrobię prezent dla Mikołaja:
Zrobię mu szalik piękny i nowy
Żeby go nosił w noce zimowe
I żeby nie zmarzł w szyję i w uszy
Gdy z burej chmury śnieg zacznie prószyć
Niech się ucieszy Mikołaj Święty
Tak rzadko ktoś mu daje prezenty

niedziela, 1 grudnia 2019

Mój grudzień

Grudzień
już przyszedł grudzień
puszystą czapą
otulił ziemię 
wszystko 
w półśnie 
skrzydlaty tancerz 
czas niedościgły 
z lat kalendarza 
pozrywał dni 
i tylko myśl
gdzieś zaplątana 
w welonie zdarzeń
dojrzała tkwi 
skrzydłem nadziei 
ci przypomina 
wszystko przemija 
miłość wciąż
trwa 
Znalezione w Internecie
Po miesiącu spadających liści  nadszedł grudzień– ostatni miesiąc roku.
Tak, w końcu mamy grudzień. Kończy się też cykl moich "przeczytanych i przepisanych" opowieści o miesiącach.
Czasem mówię, że jest to mój miesiąc.
Jednak jego nazwa nie jest tak prosta do określenia jak lipca, września, czy listopada... 
Ziemia w grudniu staje się coraz bardziej zmarznięta, przez co tworzą się z niej  zmarznięte grudy, które dla człowieka były całkowicie bezużyteczne. To właśnie owe grudy sprawiły, że ostatni miesiąc roku nosi miano grudnia. Dawniej istniał nawet taki przymiotnik jak grudny, który znaczył właśnie "pokryty grudami". 
Podobne nazewnictwo można odnaleźć u Ukraińców- грудень i Litwinów - gruodis.
Wśród innych ciekawych nazw słowiańskich na uwagę zasługują kraje. Dla Białorusinów to снежань, czyli pora obfitych opadów śnieżnych. Określenia czeskie i chorwackie to kolejno: prosinec i prosinac. Pochodzenie  tych nazw nie jest do końca jasne. Nazwy te mogą kojarzyć się  z proszeniem (święta to okres wzmożonego proszenia  o pomyślność) bądź też prosiakiem (na święta wypadało ubić świniaka). Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że nazwy te mają związek ze zjawiskiem atmosferycznym – nieśmiałym przebłyskiwaniem słońca, które przebijając się przez chmury, odbija się od śniegu i rozświetla w ten sposób otoczenie. Czeskie prosiněti to czasownik nazywający to zjawisko. 
Popularne w dobie staropolszczyzny były określenia prosień lub prosinek, które należy kojarzyć z określeniami czeskimi i chorwackimi. 
Pozostałe kraje słowiańskie  przejęły terminologię łacińską. Mamy więc rosyjskie декабрь, bułgarskie декември, serbskie децембар, słowackie i słoweńskie december. Łacińska nazwa december oznacza po prostu dziesiąty miesiąc, zgodnie z porządkiem kalendarza rzymskiego. 
Grudzień
 Jak po grudzie mroźny grudzień
 brnie w kopiastych śniegach
 gdzie rok szronem osiwiały
 kresu już dobiega,
 gdzie las cały usnął w białym
 i puszystym futrze,
 gdzie się dłużą mroźne noce,
 gdzie dni coraz krótsze.
 Błysną świeczki na choince
 uśmiechy na twarzach.
 Odejdź grudniu, czas na ciebie,
 koniec kalendarza.
 Znalezione w Internecie
Pierwszego dnia tego miesiąca przypadał wg kalendarza liturgicznego dzień św. Eligiusza, który wg tradycji chrześcijańskiej był jubilerem-złotnikiem. Mieszkał w Azji Mniejszej i w młodości był poganinem. Odkrył jednak naukę Chrystusa i został jego wyznawcą. Był tak pobożnym i hojnym człowiekiem, że uczyniono go starszym gminy chrześcijańskiej. W średniowieczu i renesansie wierzono, że nabyty l grudnia nawet najskromniejszy klejnot przyniesie szczęście właścicielowi. Przynoszono je później na mszę do poświęcenia. Taki klejnot miał potem na długo pozostać w rękach pierwszego właściciela, nie zostanie skradziony, a jego posiadacz nigdy nie popadnie w takie tarapaty finansowe, że jedynym wyjściem będzie sprzedanie tej drogocennej ozdoby. Panowało również przekonanie, że kupiony w tym dniu nawet najskromniejszy wyrób złotnika przyciągnie następne klejnoty. Dlatego też nawet ludzie ubodzy starali się nabyć w tym dniu bodaj srebrne serduszko z koralem lub krzyżyk z granatów i srebra, wierząc, że dzięki temu sytuacja materialna rodziny ulegnie poprawie.
4 grudnia przypadał dzień św. Barbary, którą własny ojciec, poganin, zamknął w wieży, uważając, że była zbyt piękna. Kiedy próbowała nawrócić go na chrześcijaństwo, wpadł w gniew i ją zabił, za co został porażony piorunem. Barbarę uznano za świętą chroniącą przed wyładowaniami atmosferycznymi, wybuchami. Jest więc patronką artylerzystów, górników. Ponieważ została ścięta mieczem przez ojca, została również patronką dobrej śmierci i katów. Kupcy z miast alzackich wierzyli, że aby mieć przez cały rok dobre utargi, w dzień św. Barbary pierwszy klient musi otrzymać towar za darmo. Zwykle więc wówczas kłębił się przed sklepikami i kramami tłum chętnych do skorzystania z takiej okazji.
6 grudnia jest datą miłą dla wszystkich. Patronem tego dnia jest św. Mikołaj, biskup, który stworzył zwyczaj obdarowywania się prezentami. Święty opiekował się również cechami rzemieślniczymi, dziećmi, scholarzarni, filantropami, studentami i pasterzami. 
W Bari, skąd pochodziła królowa Bona i gdzie znajdowały się relikwie tego świętego biskupa z Azji Mniejszej, uchodził za orędownika w małżeńskich sprawach.
We Włoszech panował zwyczaj, że gospodynie 6 grudnia przynosiły z kościoła poświęcone figurki Mikołaja z ciasta, po czym stawiały je lub wieszały w kuchni, prosząc świętego o domowy dostatek w najbliższym roku i o ochronę przed szkodami w kuchni. Po roku figurkę rzucano w ogień, a na jej miejscu pojawiała się nowa.
12 grudnia przypadał dzień św. Spirydiona. Był on w czasach pierwszych chrześcijan według jednych źródeł bankierem, według innych lichwiarzem. Został jednak wyznawcą nauk Chrystusa, ochrzcił się i poniósł śmierć za wiarę. Uczyniono go więc patronem wszystkiego, co jest związane z pieniędzmi i pomnażaniem materialnych dóbr. W tym dniu święcono więc wszystko, w czym się przechowuje pieniądze - szkatułki, sakiewki, portfele itd. Wierzono, że poświęcony w tym czasie dukat sprawi, że jego właściciel nigdy nie znajdzie się w nędzy. Trzeba było tylko zawsze nosić tę monetę przy sobie. Nie zgubić jej ani nie wydać, chyba że rzeczywiście w ostatecznej potrzebie.
W dniu św. Łucji, 13 grudnia, wznoszono modły w intencji uzdrowienia chorych oczu. Wierzono bowiem, że ta święta ma dar przywracania światła ociemniałym oczom. Uważano również, że kupione w tym dniu eliksiry do przemywania oczu i zioła, które miały pomagać w chorobach narządu wzroku, były wyjątkowo skuteczne.
13 grudnia był także wykorzystywany do magii miłosnej. Dziewczęta ucinały w sadzie gałązki drzew owocowych i wkładały je do wazonu. Jeśli zakwitły lub choćby pokryły się zielonymi listkami, zapowiadały, że panna niedługo zmieni stan cywilny. Jeśli zaś gałązka była zbyt przemrożona, żeby ożyć, oznaczało to złą wróżbę.
Od świętej Łucji co roku staram się sprawdzić pogodę na nadchodzący rok i rzadko zdarza się, że ta wróżba się nie sprawdza.
Dzień przesilenia zimowego - 21 grudnia - uważany był za dzień wyjątkowo złowieszczy, kiedy duchy i czarty włóczyły się po ziemi, wypatrując, co by tu zrobić złego. Dlatego też przez całą noc aż do świtu dbano o to, żeby na zewnątrz nie wychodziły kobiety w ciąży, małe dzieci, szczególnie te nie ochrzczone, osoby chore i słabe. Obawiano się bowiem, że wyjątkowo potężne tej nocy demony będą chciały porwać niewinne dusze. Zamykano się więc w domach, palono wielkie ogniska, żeby przegnać mrok i władające nim złe siły, i do rana podtrzymywano ogień w piecach i kominkach.
Cóż… nic na to nie poradzę, że właśnie w noc przesilenia zimowego ujrzałam po raz pierwszy świat
Na szczęście urodziłam się po północy, więc może złe duchy mnie dostrzegły, a może właśnie dlatego jestem czarownicą?
 Grudzień
 W grudniu rzadko ptak zaśpiewa
 w srebrze stoją wszystkie drzewa.
 Naszą rzeczkę po kryjomu,
 w nocy lodem okuł mróz.
 Sanki wezwał i do domu
 z lasu nam choinkę wniósł.
 Minkiewicz Janusz


Grudniowe przysłowia ludowe 

Mroźny grudzień, wiele śniegu, żyzny roczek będzie w biegu.
W pierwszym tygodniu grudnia, gdy pogoda stała, będzie zima długo biała.
Grudzień jaki, czerwiec taki.
Suchy grudzień stoi za to, że sucha wiosna i suche lato.
Jeśli w grudniu często dmucha, to w marcu wciąż plucha.
Grudzień z grzmotami, rok z wiatrami.
Gdy w adwencie szadź na drzewach się pokazuje, to rok urodzajny nam zwiastuje.
Grudzień zimny, śniegiem pokryty, daje rok w zboże obfity.
Czwarty grudzień jaki, cały grudzień taki, piąty grudzień - stycznia czyni znaki, szósty grudzień luty przepowiada, siódmy grudzień nam o marcu gada.
Barbara po lodzie - święta po wodzie (4.12.)
Święta Łucja głosi, jaką pogodę styczeń przynosi (13.12.)
Ile słońca na Makarego, tyle ciepła wrześniowego (20.12.)
Na święty Tomasz dzień się z nocą sili - mniej nocy, więcej dnia będzie po chwili (21.12.)
Gdy na Tomasza deszcz pada, zmienną zimę zapowiada (21.12.)
Jak w Wigilię z dachu ciecze, zima długo się przewlecze.
Gdy w dzień Adama i Ewy mróz i pięknie, zima wcześnie pęknie (24.12.)
Pogoda na Wigilię Narodzenia do Nowego Roku się nie zmienia.
W jakim blasku Bóg się rodzi, w takim cały styczeń chodzi.

niedziela, 24 listopada 2019

Nie tylko moje kalendarze

Kartki z kalendarza
Trzymam w ręku stos kartek z kalendarza
zapisanych wszystkimi barwami pór roku
w których radość przeplata się w nadzwyczajny sposób
z troską by nic się nie zagubiło.
Spoglądam w kartki
odbijające blask złota granitów
i serc bez których
nie zabłysną żadne kamienie świata.
W moich kartkach z kalendarza
jest jeszcze wiele słów i myśli
ofiarowanych w podzięce
za najpiękniejsze barwy i pory roku
ciągle przypominające mi
kim byłabym bez innych.
Basia Wójcik
Właśnie trzymam taką kartkę w ręce.
Za chwilę grudzień, ostatnia moja historia z cyklu o miesiącach i jak co roku zerwę również ostatnią kartkę w niektórych moich kalendarzach. Tak, niektórych....
Najważniejsza będzie ta za niecały miesiąc, tuż przed świętami. Jednak dzisiaj nie będę pisać o moich urodzinach, bo zabrakłoby mi czasu na dzisiejszą opowieść.
Dziś postanowiłam utkać opowieść o kalendarzach.
Zastanawiam się tylko, dlaczego? Przecież oprócz aniołów od lat zbieram także kalendarze z ciekawymi widokami. Mam ich... No właśnie ile? każdego roku jest ich przynajmniej kilkanaście...
Moje kalendarze pełne są pięknych, różnorodnych zdjęć i obrazów nie tylko przedstawiających różne zakątki na świecie. Niektóre zawierają wiersze, ciekawe myśli.... można też w nich znaleźć wiele interesujących, nie tylko praktycznych informacji.
A kiedy i jak to się zaczęło? Nie pamiętam. Zawsze lubiłam kolekcjonować ładne obrazki. I tak już mi pozostało... Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do obrazów, kalendarze przynajmniej raz na miesiąc umożliwiają mi coraz to inny widok. Wraz z kolejnymi tygodniami lub miesiącami zmienia się obraz na który patrzę.
Już teraz zastanawiam się, gdzie powieszę te w Nowym Roku. Muszę jednak jeszcze zaczekać, bo do końca roku mogą pojawić się jeszcze kolejne. Mam jednak nadzieję, ze i tym razem nie zabraknie mi pomysłów, gdzie je powiesić, postawić.
Teraz, o tej porze, jak co roku kupujemy kalendarze adwentowe. Ja to robię od lat. One tera królują.
Kalendarz adwentowy
nadejdzie wieczorem
niespodziewanie jak spadający liść
poruszający się pod wpływem wiatru
obnażającego drzewa

nadejdzie o poranku
jak mróz dla spękanej ziemi
co otwiera się na świeżość rosy
i okalającą pola mgłę

nadejdzie jak ciemność
gdy czerwone Słońce
ustąpi miejsca księżycowi
na puchowo - śniegowym niebie

pod postacią dziecka
światła rozjaśniającego mrok codzienności
wejdzie do naszych serc
nieoczekiwanie
znalezione w Internecie
Kalendarze to często obowiązkowe wyposażenia mieszkania, domu. Zmieniają się wraz z kolejnymi epokami, a po latach mogę też stanowić cenną pamiątkę. Kalendarze mogą też opowiedzieć ciekawe historie z przeszłości. Niezmiennie bowiem zapisujemy tam najważniejsze wydarzenia, terminy i sprawy do załatwienia. Szukamy w nich dat imienin i świąt. Bez niego wręcz nie wyobrażamy sobie życia. Nie jest ważne, czy kalendarz wisi na ścianie, stoi na biurku, czy coraz częściej jest schowany w telefonie komórkowym. Z nim planujemy wakacje, spotkania, pracę... Często zatem można tam znaleźć wiele informacji, niekoniecznie związanych z czasem.
Najprościej słowo "kalendarz" określa umownie przyjętą w danej społeczności,kulturze rachubę czasu. Dzieli ona czas na powtarzające się cyklicznie okresy, związane najczęściej z cyklami przyrody. Nazwa pochodzi od rzymskiego słowa „kalendy” (pierwszy dzień każdego miesiąca) bądź według innych źródeł od łacińskiego "callendarium" (chronologiczny zestaw dat).
Kalendarze dzieli się na różne typy, np. w zależności od:
1) sposobu określania długości roku w związku z długością i liczbą miesięcy, poprzez odwołanie się do wielokrotności faz Księżyca, czy też do pozornego ruchu Słońca na niebie. Z tym też związany jest miesiąca na tygodnie lub dekady.
2) sposobu określania początku rachuby czasu (ery):
- linearne – lata liczone są ciągle od jakiegoś wydarzenia historycznego np. od narodzenia Chrystusa (kalendarz gregoriański), od ucieczki Mahometa z Mekki do Medyny (kalendarz muzułmański), bądź niedawnego wstąpienia ostatniego władcy na tron (kalendarz japoński),
- cykliczne – gdzie lata liczy się w powtarzających się cyklach, np. 12-letnich, 60-letnich itp. (np. kalendarz chiński, kalendarz Majów, kalendarz balijski).
A jaka jest ich historia? Nie jest łatwo, a raczej wręcz niemożliwe aby w jednej opowieści zawrzeć wszystkie informacje. Więc dzisiaj tylko te najważniejsze informacje.
Kalendarze powstawały różne i zależały od miejsca i kultury, w której zostały powołane do życia.
Jednym z pierwszych był kalendarz egipski. Powstanie tego kalendarza datuje się na okres około 3000 roku p.n.e. Stanowił kombinację kalendarza księżycowo-słonecznego i agrarnego, opartego na cyklu wylewów Nilu. Tam też najwcześniej zwrócono uwagę na cykl, w którym Ziemia obiega Słońce.
Najbardziej znany na świecie jest kalendarz gregoriański, używany powszechnie w dobie globalizacji. Do użytku wprowadził go papież Grzegorz XIII w 1582 roku. To kalendarz słoneczny, a powstał jako zreformowany kalendarz juliański. Ten ostatni spóźniał się o jeden dzień raz na 128 lat. Gregoriański spóźnia się dzień, ale tylko raz na 3000 lat.
Kalendarze od zarania związane były z bóstwami i panującymi władcami. To władcy wyznaczali rytm życia poddanych. Dzięki temu dopiero od 153 roku p.n.e. świętujemy przybycie nowego roku 1 stycznia. Dlaczego? Bo tego dnia w Rzymie obejmowali urząd nowi konsulowie. Wcześniej rok zaczynał się 15 marca i obchodzony był jako idy marcowe. To właśnie Juliusz Cezar przeniósł pierwszy dzień nowego roku, wszak sam był konsulem. Jednak i tak idy okazały się dla niego wyjątkowo pechowe
Kalendarz juliański to kalendarz słoneczny opracowany na życzenie Juliusza Cezara przez astronoma Sosygenesa i wprowadzony w życie w roku 45 p.n.e. Kalendarz ten był z dwunastoma miesiącami i 365 dniami wraz z dodatkowym dniem co 4 lata. Kalendarz juliański został zastąpiony przez kalendarz gregoriański. Do dzisiaj jednak niektóre kościoły wciąż posługują się tym kalendarzem. W Polsce nadal używają go niektórzy członkowie Kościoła prawosławnego i Kościoła greckokatolickiego, a więc obrządku wschodniego. Dzięki juliańskiej rachubie czasu grekokatolicy wciąż czekają na święta Bożego Narodzenia, które obchodzą 7 stycznia. Korzystanie z kalendarza juliańskiego nie jest wygodne, ale grekokatolicy nie chcą go porzucać, choć członkowie ich Kościoła w Ameryce i Kanadzie skorzystali z reformy gregoriańskiej. I warto dodać, że polscy grekokatolicy cieszą się, że 6 stycznia jest dniem wolnym od pracy. Przecież to ich wigilia Bożego Narodzenia.
Ale te informacje można znaleźć w Internecie.
KALENDARZ
Otwiera życia kolejny rozdział,
nowy kalendarz a w nim pytanie,
ile i jakich będzie miał dni,
i co się z tobą w tym roku stanie?

Masz swoje plany, postanowienia,
chciałbyś odgadnąć co zapisane,
byś mógł odwrócić pechowy los,
lecz kartki milczą zaczarowane.

Kiedy w tej ciszy się zastanawiasz,
czy tylko biernie masz kartki zrywać,
wiedz, że kalendarz wyznacza czas,
na swoje życie sam musisz wpływać.
znalezione w Internecie
Najważniejsze dzisiaj to historia moich kalendarzy. Od czego się ona zaczęła?
Moja miłość do kalendarzy zaczęła się na pewno od tego pierwszego w mieszkaniu moich Dziadków. Każdego roku był tam kalendarz z kartką na każdy dzień. Każdego poranka Dziadek lub Babcia odsłaniali nowy dzień. Podobnie jak nakręcanie zegara, był to codzienny rytuał, na który czekałam z bijącym sercem. Czekałam na informacje zawarte na odwrocie.
Miałam wtedy poczucie, że jestem we właściwym miejscu i czasie. A przede wszystkim z ukochanymi osobami.
Teraz uświadamiam sobie, że od lat w moim mieszkaniu nie ma i nie było takiego kalendarza. Może podświadomie tego nie chciałam. Przecież z każdą kartą moje serce by drgało...
Może jednak warto spróbować i zobaczyć jaki będzie efekt?
Ale czy odważę się? Czy jestem na to przygotowana?
KARTKI Z KALENDARZA
Kartkę z kalendarza, wyrywasz codziennie.
Czynność tę od lat, powtarzasz niezmiennie.
Lecz każda karteczka, powie coś innego,
Kiedy ją przeczytasz, wiesz już coś nowego.

Wiesz o imieninach, jaką mamy datę,
Ale też i o tym, czym nakarmić tatę.
Również o tym kiedy, wiosna nas przywita,
O tym, że agawa, raz w życiu zakwita.

Są tam też rocznice, ważne i mniej ważne
I opisy z życia, też na niepoważnie.
Kartki z kalendarza, choć tak bardzo małe,
Wiedzę nam poszerzać, będą przez rok cały
znalezione w Internecie

niedziela, 17 listopada 2019

Wszystko ma swój czas

WSZYSTKO MA SWÓJ CZAS
Swój czas mają narodziny -
piękny dar od Boga rodziców
niczym wschód słońca o brzasku

Swój czas ma dzieciństwo -

pełne miłości wrażeń zabawy
słyszysz zewsząd jesteś kochany

Swój czas ma młodość -

huragan życia wszystko chciałbyś mieć
biegniesz co tchu upadasz wstajesz wzrastasz
i nie boisz się niczego
galopujesz jak koń na biegunach


Swój czas ma nauka -

poznajesz światło mądrości świata

Swój czas ma praca -

jakie to szczęście być przydatnym
tworzyć nie dla siebie ale dla ogółu społeczeństwa

Swój czas ma miłość -

wspaniała wielka romantyczna prawdziwa
taka co przetrwa każdy zakręt na drodze życia
w pieszczotach przytuleń zawsze razem w działaniu
w słodkości połączonych serc i rąk
w bezpiecznym domu bogatym w życzliwość

Swój czas ma tracenie i uzyskiwanie

popełnianie błędów i ich naprawianie
mówienie płomienne i pozostawanie w ciszy
modlitwa dziękczynna za doznane łaski -
za żonę dzieci rodziców przyjaciół sukcesy rodzinne i w pracy
oczekiwanie na kogoś na coś aby zapomnieć o samotności
rozłąka co boli i bycie razem
wypoczynek na łonie natury -
w majestacie gór w szumie mórz błękitnych
w cywilizacjach współczesnego świata
swój czas ma choroba przygnębienie zdrowie w pełni
i śmierć która niechże będzie jak zachód słońca
z błogą nadzieją na wieczność
bo przecież słońce wschodzi każdego ranka
po ciemnościach nocy
Kazimierz Surzyn
Pomyślałam, że ostatnio mój wzrok zawodzi. Ostatnio przecież dużo pracowałam, nie spałam dobrze, więc nie byłoby nic dziwnego, gdyby moje zmęczone oczy wprowadziły mnie w błąd. Ale nie….to co widziałam działo się naprawdę.
W sklepach zaczęły się już święta. Bombki, choinki, aniołki…… Z dnia na dzień bożonarodzeniowych stoisk, rozbrzmiewają kolędy, zaczynają dominować świąteczne reklamy. O nadchodzącym "magicznym czasie" każą nam myśleć wszyscy, ale tylko po to, aby wprowadzić nas w nastrój sprzyjający kupowaniu.
A przecież to dopiero środek listopada.
Dlaczego co roku powoli zabija się tradycję związaną z adwentem, który powinien zaczynać się na 4 tygodnie przed świętami. Przecież nikt tak wcześnie nie sprzeda nam szczęścia, nie stworzy wymarzonej atmosfery. A wręcz przeciwnie, wszystko to sprawia, że tradycyjna przedświąteczna atmosfera zaczyna mam powszednieć. Gdybym tylko mogła, to zakazałabym wydłużana tego terminu.
Dlatego kończę ten temat. O świętach pomyślę, jak tylko zacznie się prawdziwy adwent. Wszystko tak jak w wierszu powinno mieć swój czas.


JESIENNE WIERSZE
jesienne wiersze spłakane deszczem
bębnią o szyby kroplami dżdżu
trącane wiatrem pachnące wrześniem
szeleszczą liśćmi pożółkłych brzóz
nitką babiego lata osnute
w jesiennych swetrach w kolorze blue
pełne tęsknoty pragnień i wzruszeń
na wrzosach kładą głowy do snu
Znalezione w Internecie

Dziś jeszcze panuje nam miłościwie królewna Jesień, która nie myśli, że jej czas się kończy. Wręcz przeciwnie.
Co prawda Jesień powoli zdejmuje swoją złoto-purpurową sukienkę i zakłada smutny szaro - bury płaszcz, ale nadal można jednak na nim dojrzeć kolorowy ścieg. To nic, że czasem listopadowe smuteczki snują się nad ziemią. To nic, że zaczęły się ponure jesienne dni. Dlatego trzeba szukać też światła wewnątrz i na zewnątrz siebie. W te szare dni zdarzają się przecież chwile skrzące się ciepłem i uśmiechem, gdy spotykamy bliskie nam sercu osoby lub gdy zrobimy coś dobrego dla samego siebie.
Dlatego znowu na parę dni zamknęłam drzwi na klucz i pojechałam do mojego Domu.
Nie chce mi się wierzyć, że właśnie minęło …naście lat od kiedy wyprowadziłam się z niego i rozpoczęłam samodzielne życie. A przecież jeszcze tak niedawno miałam swój zielony pokój z widokiem na moje ukochane drzewa.
Od lat listopad jest dla mnie czasem spotkań z rodziną. Ostatnio mój nastrój pełen był smuteczków, melancholii… W Domu natomiast odpędziłam wiatr przywiewający nostalgiczne nastroje. A raczej nie miał on takiej możliwości. Nikt do po prostu nie zaprosił, a gdyby nawet, to i tak nie było dla niego miejsca.
To nic, że za oknem drzewa walczyły z nieproszonym wiatrem, z trudem utrzymując swoje gałęzie, chociaż liście umierały i spadały na ziemię.
Jesienny żart
Klon krwawy i żółta lipa
liście, listeczki sypią.
Zrzuca je ptak lecący,
strąca osa niechcący.
Wiatrowi na płacz się zbiera,
że liście się poniewiera;
chodzi dołem i górą
i zbiera je oburącz,
i płacze nad nimi deszczem,
po gałęziach je mokrych wiesza.
Nic z tego ... Oczywiście.
Potem mówią, że wiatr zrywa liście.
Kazimiera Iłłakowiczówna
Piłam herbatę z mojego kubka i patrzyłam przez okno na moje drzewo, które zachwyca mnie, intryguje od zawsze. Moje drzewo jesienią płonie i ostatnie zrzuca liście, pokrywając cały trawnik i chodnik.
Czasem w takich chwilach staję się także dzieckiem. Lubię zanurzyć się w jesiennych liściach i rozsypać je na wszystkie strony. Każdy z nas potrzebuje przecież takiej chwili wolności.
Potem oczywiście grabimy opadłe liście, zbieramy do worków lub czasem palimy, aby się ogrzać lub sprawić radość moim bratankom. Jesienią w powietrzu wszędzie unosi się zapach dymu palonych liści i suchych gałązek drzew i krzewów. Ten zapach zawsze kojarzy mi się z Domem i dzieciństwem.
Moje drzewo to jest czymś więcej niż zwykłym drzewem. Chociaż rośnie za ogrodzeniem mojego Domu jest wiernym towarzyszem mojego życia. Nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek mógłby go ściąć. Wszyscy szanujemy to drzewo, chociaż czasem narzekamy, że w cieniu jaki rzuca na ogród tak niewiele może urosnąć, a jesienią jest tyle liści do grabienia, nie wspominając o spadających czasem na głowę orzeszkach. Jednak latem traktujemy je jak dobrotliwą starszą damę, która swoim szumem opowiada nam historie ze świata zasłyszane od odpoczywających wśród liści ptaków. Błogosławimy, gdy w upalne dni w jego cieniu odpoczywamy i czasem zapadamy w sen. Liście mojego drzewa prowadzą nas przez wszystkie pory roku, poczynając od bladozielonych pączków na przedwiośniu, przez intensywnie zielone liście wiosną, które latem zaczynają bordowieć, aby jesienią stopniowo brązowieć, aby w końcu pozostawić gołe gałęzie.

JESIEŃ
Nie ma słońca,
co świeci i grzeje.
Nie ma kwiatu,
Co szerzy swe wonie.
Tylko wicher
Po pustym zagonie
Z przeraźliwą monotonią wieje
Jan Kasprowicz


Kocham ten widok z okna mojego Domu. Jak wiele zmieniło się przez te wszystkie lata. A drzewa (oprócz jednego)  stoją niezmiennie, nieporuszone od tego czasu. Są tylko większe, silniejsze na przekór zmiennym, kapryśnym córkom Króla Słońce. Drzewo nie smagane wichrem rzadko kiedy wyrasta silne i zdrowe. To one dodają mi energii i siły do życia. Są wiernymi towarzyszkami mojego życia. Od dawna wierzono, że drzewa są związane z magią. Ale o tym już innym razem w kolejnej wiosennej opowieści. Tkałam historie o magii drzew, dębie.... 

niedziela, 10 listopada 2019

Jeszcze listopadowe myśli

Znicze
Palą się znicze...
Przypominają,
Że ktoś odchodzi,
Inni zostają.

Pośród cmentarzy
Cichych uliczek
Jak wierna pamięć -
Palą się znicze...
Ryszard Przymus

Dni stają się coraz krótsze. Także i ja spowolniałam. Staram się korzystać z wyjątkowej w tym roku pogody. Przecież dobrze pamiętam listopady ze śniegiem i mrozem. Dookoła w miarę jest ciepło, a Jesień ubrana w jeszcze kolorową sukienkę, jednak coraz częściej poprzetykaną szarymi nitkami. Minęły już Zaduszki. Pomimo tego jesienne smuteczki snują się po moich Zielonych Szumiących Stronkach. Jest to bowiem czas smutnych rocznic, które ponownie przywołują wspomnienia o osobach, których już nie spotkam, nie uśmiechnę się do nich, nie usłyszę ich ciepłego słowa.
Nie mogę wyrwać się z objęć przeszłości, chociaż staram się, aby każda chwila była wypełniona po brzegi. Jednak i tak mgiełka nostalgii w te listopadowe dni otula mnie niczym szal.
Upływ czasu, przemijanie.... Żałuję minionych lat, dni, chwil.... Staram się o tym nie myśleć, ale...
Każdy z nas prędzej, czy później odczuje upływu czasu. Dzieje się to zazwyczaj, gdy ktoś odchodzi, gdy dzieci zaczynają dorastać....

Cóż jest życie?
Życie to przemiana materii (...)

to ścigłe i niepochwytne zwierzę. (...)
Mijanie to mijanie się ze światłem,
to mijanie się z człowiekiem.
Mijanie to żal prędki.
Julian Przyboś

Kilka lat temu poczułam takie pierwsze ukłucie w sercu, ciężar na duszy. 

- Jestem już prawie dorosły – powiedział wówczas Kajtek
– Jaki dorosły? – zdziwiłam się
– Przecież jestem już nastolatkiem. Nie jestem już dzieckiem - odparł i wyszedł z pokoju, a ja poczułam się taka stara.

Przecież uważałam się za osobę nawet jeszcze nie w średnim wieku, a z duszą i sercem znacznie młodszym Nie zwracałam uwagi na kolejne lata, które nieubłaganie lądowały na moich plecach i lekko srebrzyły pojedyncze włosy.
Pamiętam jak po powrocie do mieszkania usiadłam w fotelu i zaczęłam przeglądać jeszcze nie tak stare zdjęcia. Był tam mały też Kajtek przebrany do zdjęcia w przedszkolu. Łezka zakręciła się mi w oku. To ujęcie najlepiej pokazywało, jak jest podobny do swojej babci. Dalej Kajtek otoczony misiami i wszystkimi pluszakami. I to z lata, gdy przytulają się z Kubą do swojego taty... Przecież to jeszcze dziecko.
Nie wiem jednak, jak to się stało, że tak szybko dorósł. Przecież nie tak dawno woziłam go w wózeczku, czytałem mu bajki, razem budowaliśmy konstrukcje z klocków, graliśmy piłkę…Taki był jeszcze drobny, delikatny. Teraz jednak jest już wyższy ode mnie, a jak kopie piłkę, to lepiej uciekać z bramki.
Chciałabym jeszcze pokazać Kajtkowi I Kubie miejsca, w których jako dziecko byłam szczęśliwa. Chcę aby był dobrymi ludźmi. Ufnymi i uczciwymi, ale nie dającymi się wykorzystać. Dobrymi, ale nie litościwymi. Samodzielnymi, ale nie samolubnymi. Kochającymi życie, a nie zakochanymi w sobie. Dzielącymi się z innymi, a nie egoistami. Otwartymi na świat i jego zmienność, a nie przywiązanymi do utartych ścieżek.
Tak, za chwilę Kajtek będzie dorosły. Powoli zaczyna się przekonywać, że świat nie jest tylko czarny i biały. Przyjmuje do wiadomości, że są jeszcze różne odcienie szarości, jednak trudno mu to zrozumieć.
Cieszę się jednak, że mamy dobry kontakt ze sobą, wspólne zainteresowania, tematy do rozmów... Jednak te dawne czasy minęły i już nie wrócą.
Również Kubuś nie jest już chłopczykiem, ale jeszcze przez kilka lat pozostanie nastolatkiem.

Jak mi ręce urosną,
jak mi nogi urosną,
jak już będę dorosła 
i wysoka jak sosna,
to zostanę, zostanę, zostanę...
no, kim?

To na pewno zostanę lekarzem!
Przyjdę w białym fartuchu,
mamie zajrzę do ucha,

tatę klepnę po brzuchu,
powiem: ,,Trzymaj się, zuchu!",
i zapiszę, zapiszę, zapiszę...
no, co?
I zapiszę paskudne lekarstwo!
Co mi płacze i krzyki!
Będę robić zastrzyki!
Będę strasznie się trudzić!
A jak już mi się znudzi,
to zostanę, zostanę, zostanę... no, kim?
To zostanę okrutnym piratem!
Nie posłucham się taty.
Będę strzelać z armaty,będę w worku pękatym
przechowywać dukaty,
będę straszną mieć brodę i pistolet... i co?
I piracką przepaskę na oku!
Co mi wiatry i burze!
Mogę trwać jak najdłużej!
Niechaj żyją podróże!
A jak nimi się znużę,
to pojadę, pojadę, pojadę... no, gdzie?
To pojadę z powrotem do mamy!
Danuta Wawilow

niedziela, 3 listopada 2019

Melancholijny listopad


 Listopad 
 Listopad liśćmi płacze
 za przeminionym latem.
 Wiatr biegnie szosą nieba,
 popędzają chmury batem.

 Jesienne słońce blade
 wyzłaca igły sosnom.
 A las jesienny szumi
 jak potok górski wiosną.
 W. Domeradzki 
Każdy miesiąc w tradycji ludowej ma swoje znaczenie. Także listopad pełen jest magii.
Nie byłabym więc czarownicą, gdybym nie wspomniała i o nim.
Zacznę jednak tradycyjnie od nazwy.
Listopad to po prostu czas, kiedy liście opadają z drzew. Dlatego nazwę tą należy kojarzyć ze słowem liść.
Listopad jest zatem nazwą typowo słowiańską. Czesi mają listopad, Białorusini лістапад, a Ukraińcy листопад. Chorwaci, jednak jakże by inaczej, używają nazwy listopad, wtedy, kiedy jest nasz październik. Na nasz listopad, używają nazwy studeni, którą można kojarzyć ze studzeniem, malejącą w tym miesiącu gwałtownie temperaturą.
Pozostałe kraje przejęły terminologię z łaciny, gdzie tamtejsza nazwa november oznaczała po prostu dziewiąty miesiąc roku wg kalendarza rzymskiego. Słowackie i słoweńskie november, rosyjskie ноябрь, bułgarskie ноември. Na tle innych miesięcy nazewnictwo listopada prezentuje się mocno jednolicie, gdyż nie licząc sporadycznych wyjątków, zdecydowana większość narodów używa nazwy łacińskiej lub prasłowiańskiej.
Warto też zwrócić uwagę na mniejszości etniczne. Kaszubi jedenasty miesiąc określają jako lëstopadnik bądź smùtan. Pierwsza nazwa ma znaczenie podobne do ogólnosłowiańskiej, druga przywołuje skojarzenie ze smutnym nastrojem, melancholią. Łużyczanie, poza nazwami zbliżonymi do polskiej lub łacińskiej, używają także takich określeń jak nazymnik i młośny. Pierwsza nazwa odnosi się do zimna, druga zaś do młocki
 Listopad
 Przyszedł sobie do ogrodu
 stary, siwy pan Listopad.
 Grube palto wziął od chłodu
 i kalosze ma na stopach.

 Deszcz zacina, wiatr dokucza.
 Pustka, smutek dziś w ogrodzie.
 Pan Listopad cicho mruczy:
 nic nie szkodzi, nic nie szkodzi.

 Po listowiu kroczy sypkim
 na ławeczce sobie siada.
 Chłód i zimno. Mam dziś chrypkę.
 Trudna rada, trudna rada.
 znalezione w Internecie
W wielu krajach do dzisiaj panuje przekonanie, że sny, które przychodzą w nocy z l na 2 listopada, zsyłane są przez zmarłych. Ich treść można uznać za wskazówkę, przestrogę czy radę dla żyjących. A jeśli w nocnych wizjach pojawi się osoba, która odeszła, to znak, że nawet z zaświatów opiekuje się bliskimi lub
czegoś od nich potrzebuje. Wierzono również, że modlitwa za dusze cierpiące w czyśćcu może zapewnić pomoc i opiekę zmarłych, jeśli na osoby wznoszące modły spadną jakieś nieszczęścia.
Zodiakalnym patronem listopada jest Skorpion - znak symbolizujący jednocześnie śmierć i odrodzenie.
Niegdyś uważano, że właśnie w tym czasie najlepiej jest powierzyć komuś tajemnicę, gdyż jest duże prawdopodobieństwo, że zostanie utrzymana w sekrecie. Krótkie dni i długie wieczory sprzyjały życiu towarzyskiemu i różnego rodzaju zabawie we wróżby. Szczególnie ostatnia dekada była czasem przepowiadania przyszłości.
Wieczorem 24 listopada mężczyźni stanu wolnego, jeśli pragnęli dowiedzieć się, jakie imię będzie nosić kobieta im przeznaczona, wypisywali na skrawkach papieru wszelkie imiona żeńskie. Rankiem losowali z nich jedną karteczkę. Imię, które tam widniało, miała nosić ich przyszła wybranka.
Dziewczęta próbowały poznać tajemnice swojej przyszłości w wigilię dnia św. Andrzeja - 29 listopada. Wróżono z kształtu lanego na wodę wosku, pod talerzyki wkładano pierścionek, różaniec lub kwiat, za drzwi wystawiano pantofelki, a nawet puszczano na wodę dwie świeczki osadzone w skorupkach orzechów. Wszystko po to, by dowiedzieć się, czy w najbliższym czasie uczestniczki zabawy będą mieć szczęście w życiu uczuciowym.
W listopadzie odprawiano też poważniejsze magiczne rytuały. W Anglii i Irlandii wierzono np., że ten, kogo trapią dawne smutki lub obawia się, że ktoś ma wobec niego złe zamiary, powinien w listopadowy wieczór udać się samotnie w miejsce, gdzie kłębią się mgły i wyobrazić sobie, że białe obłoki tworzą wokół niego ochronną barierę, która czyni go odpornym na wszelkie złe wydarzenia.
Rzęsiste deszcze, charakterystyczne dla tego smutnego miesiąca, mogły pomóc w uwolnieniu się od złych wspomnień. Wystarczyło na kartce skreślić słowo lub rysunek symbolizujący przykre wydarzenie, które chciałoby się wyrzucić z pamięci, a następnie wystawić ją na deszcz.
Listopad jest miesiącem wyjątkowo melancholijnym. Jego pesymistyczny nastrój szczególnie skutecznie neutralizował zapach goździków, jaśminu i wrzosu - woni, które tworzą harmonię z osobami ze znaku Skorpiona. Natomiast talizmany, które w tym miesiącu mają wyjątkowo silną pozytywną moc, to ozdoby wysadzane czerwonymi granatami, zwanymi klejnotami życzliwości, jasnoniebieskimi akwamarynami i czerwonymi, prawdziwymi koralami.
Listopad to zatem czas opadania liści, melancholii, zimna i młócenia. Także nastrój człowieka upodabnia się w tym czasie do listopadowego krajobrazu. W życiu człowieka jest więc pora na wszystko, musi się też więc znaleźć czas na odrobinę smutku i wyciszenia. Skoro listopad jest okresem sprzyjającym tego typu nastrojowi, to może nie warto z tym walczyć. Wszakże już za chwilę przyjdzie nam cieszyć się ze świąt, odpoczynku....
 Listopad
 Z nocy na dzień coraz zimniej,
 pochmurniej z dnia na dzień,
 ogołociał, osierociał
 świat w tym listopadzie.
 Już na drzewach zgasła resztka
 liścianego złota,
 złota jesień utonęła
 w chlupoczących słotach.
 Już zasypia borsuk w borze,
 nasionka - pod ziemią.
 Nie ćwierkają senne świerszcze,
 w swych kryjówkach drzemią.
 Wszystkie barwy gdzieś przepadły
 niby kamień w studnię,
 by nie spotkać się przypadkiem
 z nadchodzącym grudniem.
 znalezione w Internecie



Listopadowe przysłowia ludowe: 

Deszcz w początku listopada, mrozy w styczniu zapowiada.
Deszcze listopadowe budzą wiatry zimowe.
Słońce listopada mrozy zapowiada.
Gdy listopad z deszczem, grudzień zwykle z wiatrem.
Gdy w listopadzie liść na szczytach drzew trzyma, to w maju na nowe liście spadnie jeszcze zima.
Grzmot listopada dużo zboża zapowiada.
Jaka pogoda listopadowa, taka i marcowa.
We Wszystkich Świętych, gdy się deszcz rozpada, może słota potrzymać do końca listopada.
Gdy na Wszystkich Świętych ziemia mrozem skrzepła, to gadają ludzie starzy, że zima będzie ciepła.
Na Wszystkich Świętych mróz, na Boże Narodzenie zima i susz.
Na Zaduszki nie ma w ogrodzie ani pietruszki.
W Dzień Zaduszny gdy pogoda, na Wielkanoc będzie woda.
Gdy listopad mroźny, to lipiec niegroźny.
Gdy mróz na świętego Marcina, będzie tęga zima (11.11.)
Gdy Marcinowa gęś po lodzie, będzie Boże Narodzenie po wodzie (11.11.)
Od świętego Marcina zima się zaczyna (11.11.)
Jaka pogoda w Ofiarowanie służy, taka się na całą zimę wróży (21.11.)
Na Katarzynę schowaj się pod pierzynę (25.11.)
Jak się Katarzyna głosi, tak się Nowy Rok nosi (25.11.)
Gdy święty Andrzej ze śniegiem przybieży, sto dni śnieg w polu leży (30.11.)