poniedziałek, 15 października 2018

Jak w małym, starym kinie

Mieliśmy pójść do kina
wybacz, nie pójdę dziś.
W mroku zasiądę do pianina
w przeszłość pobiegnie myśl.`

Małe kino
czy pamiętasz małe, nieme kino?
Na ekranie Rudolf Valentino
a w zacisznej loży ty i ja...

Na ekranie
on ją kocha i umiera dla niej.
My wierzymy, bośmy zakochani
dla nas to jest prawda, a nie gra.

To jakby o nas był film
więc my wpatrzeni
ach, jak wzruszeni miłością swą.

W małym kinie
nikt już nie gra dzisiaj na pianinie.
Nie ma już seansów w małym kinie.
W małym niemym kinie "Petit Trianon".

Nic tak nie przypomina
dawnych odległych chwil
jak muzyczka z niemego kina
rzewna jak stary film.
Niedawno wróciłam z krótkiej, ale sentymentalnej podróży. Jeszcze "wczoraj" wędrowałam uliczkami ukochanego z dzieciństwa miasteczka. Patrzyłam jak słońce zawieszone na pomarańczowo-błękitnym niebie ma się zanurzyć w jeziorze. Odwiedziłam rodzinę, zrobiłam porządki na cmentarzu...
Zamykam oczy i jeszcze widzę jak jechałam do mojego miasteczka pełna oczekiwania ujrzenia ukochanych, ale dawno niewidzianych miejsc.
Gdy tylko wysiadłam z pociągu, poczułam, że świat tutaj prawie się zatrzymał. Nikt tutaj nie pędzi, nie stara się gonić uciekającego czasu. Dlaczego w dużym mieście jesteśmy uosobieniem pośpiechu?
Prawie udało mi się zwolnić przez te parę dni.
Jednak pobyt w krainie do której tęskniłam od lat nie mógł trwać wiecznie, chociaż prawdę powiedziawszy zostałabym tam na dłużej, czy na zawsze? Chyba nie…
Na szczęście nazbierałam woreczek wspomnień i będę do niego zaglądać, jak tylko zatęsknię.
To prawda, podróże sentymentalne są piękne, ale czasem robi się mokro na policzkach, gdy zobaczy się miejsca, do których tęskniło się ponad rok.
Wracając jednak pociągiem do domu przeczytałam reportaż o zamykaniu małych kin w Polsce. Poruszył on czuły punkt w mojej duszy.
Podobnie jak ludzie wypowiadający się w reportażu tęsknię do starego kina, w którym czas się zatrzymał. Dlatego żałuję, że nie przeczytałam tego artykułu wcześniej. Pewnie w miasteczku, które odwiedziłam, skierowałabym kroki na małego, starego kina, które na zawsze będzie mi się kojarzyć z Gwiezdnymi Wojnami i moim Dziadkiem. 
Teraz dookoła są multikina pachnące tonami chipsów i prażonej kukurydzy. Naturalnie obraz jest doskonałej jakości, podobnie jak dźwięk.
Co się stało ze starymi kinami? Z upływem lat z map miast znikają kolejne małe, kina. Konkurencja z multipleksami zabija większość z nich.
Czasy, w których kupując bilet do kina mieliśmy pewność, że zobaczymy przede wszystkim film, dawno się skończyły. Teraz film jest często dodatkiem do paczki popcornu i reklam.
Ponieważ reklamy trwają 20 min, to nikt już nie przychodzi punktualnie. Kiedyś nie wypadało się spóźnić. Jednak Polska na tle innych krajów wypada blado. Na zachodzie Europy reklamy trwają około 30-40 min, a w USA, w niektórych kinach jest nawet przerwa reklamowa w trakcie seansu. Na szczęście na przerywanie filmów reklamami nie zgodzili się polscy dystrybutorzy.
A kiedyś było inaczej, Czy ktoś to jeszcze pamięta?
Stare kino pachniało wzruszeniem, zachwytem, uśmiechem. Dookoła przykurzona czerwień lub zieleń kotar, skrzypienie drewnianych foteli, szum przewijającej się w projektorze taśmy. Pamiętam je już z dzieciństwa, kiedy popularne były poranki. Do kina jechaliśmy autobusem, a sala była pełna.
Marzy mi się, aby znowu pójść do małego starego kina. Gdzie idzie się obejrzeć film, a po nim podyskutować... Bez zapachu popcornu, a za to z charakterystycznym turkotem taśmy i skrzypiącą drewnianą podłogą..... Stare kino ma duszę a opowiadane w nim historie są zaczarowane, magiczne, niebanalne, prawdziwe...
Niestety czas jednak mija, płynie nieustannie. Powstają coraz nowsze technologie. Rosną pokolenia, które znają już tylko multikina. Multikina tworzą własny klimat i atmosferę. Tworzą kulturę na miarę dzisiejszych czasów. Usytuowane są najczęściej w sąsiedztwie atrakcyjnych galerii handlowych, dlatego chętniej niż małe kina odwiedzane są przez widzów. Ludzie wolą połączyć zakupy i rozrywkę w klimatyzowanej galerii handlowej, zamiast iść do starego kina, które nie zawsze może zaoferować nowe filmy Multikina zadowalają ludzi wygodnych i żyjących w ciągłym pośpiechu. Ludzie jednak teraz przychodzą do multikina, a nie na film.
I tak sobie myślę, czy moi chłopcy będą wiedzieli co to małe, stare kino. I tak mi się jakoś żal zrobiło.... Bo przecież :
Najlepsze to małe kina
w rozterce i w udręce,
z krzesłami wyściełanymi
pluszem czerwonym jak serce.

Na dworze jeszcze widno,
a już się lampa kołysze
i cienie meandrem biegną
nad zwiastującym afiszem.

Chłopcy się drą wniebogłosy
w promieniach sztucznego świata,
sprzedają papierosy,
irysy i sznurowadła.

O, już się wieczór zaczyna!
Księżyc wyciąga ręce.
Najlepsze te małe kina
w rozterce i w udręce.

Kasjerka ma loki spadziste,
króluje w budce złocistej,
więc bierzesz bilet i wchodzisz
w ciemność, gdzie śpiewa film:

szeleszczą gaje kinowe,
nareszcie inne, palmowe,
a po chodniku bezkresnym
snuje się srebrny dym.


Jakże tu miło się wtulić,
deszcz, zawieruchę przeczekać
i nic, i nic nie mówić,
i trwać, i nie uciekać.

Srebrzysta struga płynie
przez umęczone serce
Drzemiesz w tym małym kinie
jak list miłosny w kopercie:

"Ty moje śliczne śliczności!
Znów się do łóżka sam kładę.
Na jakimż spotkam cię moście?
Twój
Pluszowy niedźwiadek".

Wychodzisz zatumaniony,
zasnuty, zakiniony,
przez wietrzna peryferie
wędrujesz i myślisz, że

najlepsze te małe kina,
gdzie wszystko się zapomina;
że to gospoda ubogich,
którym dzień spłynął źle.
Konstanty Ildefons Gałczyński
Teraz, ponad tydzień po powrocie, siedzę przy komputerze i zastanawiam się, czy otworzyć pocztę. Przed oczami i w sercu mam jeszcze tamte dni.  Nazbierałam jednak woreczek wspomnień i będę do niego zaglądać, jak tylko zatęsknię. To musi mi wystarczyć.    To prawda, podróże sentymentalne są piękne, ale czasem robi się mokro na policzkach, gdy zobaczy się miejsca, do których tęskniło się ponad rok i za którymi znowu już uciekają myśli.
 Przecież powroty są zawsze trudne i nikt nie robi z tego tragedii. Może więc lepiej było nie wyjeżdżać na te parę dni? 
Czy takie podróże są dobre? Przecież odrywają mnie od teraźniejszości. Po co chcę wracać do przeszłości, która już nie istnieje. Wiem, że nie każdy lubi wracać, a uczucie nostalgii może być niebezpieczne.  Jednak chyba bez tych sentymentalnych podróży byłabym nieszczęśliwa.  Wiem, że za chwilę ta tęsknota mi minie. Ale tak do listopada jeszcze będę ją gościć także na moich zielonych szumiących stronkach. W grudniu powinno już być radośniej. Cóż ten typ jak ja, już tak ma. Chociaż zapewne ktoś powie:
Nie czas na nostalgię
Długo śpi poranek bielą mgieł splątany, 
na stole w wazonie liliowią się wrzosy, 
klon puka do okna liściem pozłacanym, 
wiatr wygrywa songi w trawach płowowłosych.

Nie czas na nostalgię w zapachu jarzębin, 
kiedy dzień wrześniowy
snuje barwne lśnienia, 
w zaciszu wieczoru srebrnooki księżyc 
szelest niepokoju w dobry sen zamienia.

Jeszcze parę pączków zrodził krzak różany, 
chociaż czas swój schyłek spadłym płatkiem znaczy, 
nie chcę się poddawać myślom rozpłakanym - 
po co. Jesień z tobą śpiewa mi inaczej.
Ewa Pilipczuk 

czwartek, 4 października 2018

Już niedaleko do szarej jesieni


Odeszło lato upalne, gorące
już niedaleko do złotej jesieni
do liści złotych kwiatów malowanych
kolorem brązu żółci i czerwieni

Do jabłek dorodnych i rumianych
do śliwek pękatych i soczystych
ścieżek usłanych dywanem kasztanów
koszy orzechów dojrzałych złocistych

Do pajęczyny babiego lata
co białą nicią po polu się snuje
i prosi lato by jeszcze zostało
bo opuszczone samotnie się czuje

Już niedaleko do polskiej jesieni
do korali jarzębiny czerwonej
kwiatów ubranych w barwne motyle
i ostatnich resztek trawy skoszonej
Znalezione w Internecie
Królewna Jesień przyszła nagle, niespodziewanie. Wszyscy zauważyli jej nadejście jeszcze we wrześniu. Ubrana była w ciepły żółto-czerwony płaszczyk z zielonym szalikiem otulającym szyję.Ubranej w rudości Jesieni na początku towarzyszył deszcz i przenikliwy wiatr. Teraz jednak, mimo że jest chłodno, Jesień napełnia mnie zachwytem. Marzę tylko, aby ogrzało mnie jej słoneczne ciepło. Aby jeszcze pozostał ślad po jej pracowitej siostrze. Tak królewna Lato dała nam w tym roku dużo ciepła. Żałuję, że nie da się tego ciepła przechować w te jesienne i zimowe dni. Dobrze byłoby je zapasteryzować, jak owoce i warzywa, aby potem dozować sobie w chłodne wieczory wraz z herbatą, kocem i książką.
Tak, Jesień przynosi nam chłodne wieczory i ranki, zimne noce. Coraz wcześniej robi się ciemno....Cóż jednak począć? Pani Lato już nie wróci.
Strofy o późnym lecie
Zobacz, ile jesieni!
Pełno jak w cebrze wina,
A to dopiero początek,
Dopiero się zaczyna.

Nazłociło się liści,
Że koszami wynosić,
A trawa jaka bujna,
Aż się prosi, by kosić.

Lato, w butelki rozlane,
Na półkach słodem się burzy.
Zaraz korki wysadzi,
Już nie wytrzyma dłużej.

A tu uwiądem narasta
Winna jabłeczna pora.
Czerwienna, trawiasta, liściasta,
W szkle pękatego gąsiora.

Na gorącym kamieniu
Jaszczurka jeszcze siedzi.
Ziele, ziele wężowe
Wije się z gibkiej miedzi.

Siano suche i miodne
Wiatrem nad łąką stoi.
Westchnie, wonią powieje
I znowu się uspokoi.

Obłoki leża w stawie,
Jak płatki w szklance wody.
Laską pluskam ostrożnie,
Aby nie zmącić pogody.

Słońce głęboko weszło
W wodę, we mnie i w ziemię,
Wiatr nam oczy przymyka.
Ciepłem przejęty drzemie.

Z kuchni aromat leśny:
Kipi we wrzątku igliwie.
Ten wywar sam wymyśliłem:
Bór wre w złocistej oliwie.

I wiersze sam wymyśliłem.
Nie wiem, czy co pomogą,
Powoli je pisze, powoli,
Z miłością, żalem, trwogą.

I ty, mój czytelniku,
Powoli, powoli czytaj
Wielkie lato umiera
I wielką jesień wita

Wypiję kwartę jesieni,
Do parku pustego wrócę,
Nad zimną, ciemną ziemię
Pod jasny księżyc się rzucę.
Julian Tuwim, Rzecz czarnoleska
Słońce coraz częściej chowa się za chmurami, a w zamian za to Pani Jesień otula wszystko ciepłymi kolorami otaczającej nas natury. Dookoła jest pięknie. Nie da się ukryć, na początku królewna Jesień potrafi zachwycić. Kolorowe liście powoli spadają z drzew, powietrze pachnie dymem z ognisk, kasztany spadają pod nogi, a i Król Słońce często jest dla nas łaskawy.
Nie da się ukryć, że rudowłosa Pani Jesień zapukała do naszych drzwi, a my chętnie wpuszczamy ją za próg.
Lubię Jesień z kolorowymi liśćmi, babim latem. Kasztany, żołędzie, orzechy, jabłka , a przede gruszki. Róże, astry wrzosy... Mogłabym tak długo wymieniać. Dary natury przynoszone nam przez Jesień zachwycają.
Jednak podobnie jak latem czas biegnie nieubłaganie. Kolejne dni mijają jeden po drugim, a człowiek ze zdumieniem stwierdza, że za progiem czeka październik.
Jednak czy w tym roku jestem gotowa na Jesień? Dobre pytanie. Moje dobre samopoczucie dawno zniknęło. Nawet nadzieja powoli zaczyna gasnąć. Zmęczenie i zniechęcenie wzięło górę. Nawet natchnienie już nie takie. Słowa z trudem przelewają się na ekran. Najchętniej zniknęłabym na jakiś czas i zawinięta w koc przetrwałabym ten nieciekawy dla mnie czas w alternatywnym świecie. Ale czy taki istnieje?
A tak chciałabym powiedzieć:
Miły, już jesień
Czerwienią liści nas otula, babiego lata złotą smugą
I noc się robi coraz dłuższa, miły jesień przyszła już
Wiatry wróciły do nas znowu, ptaki z południa są już w domu
I słychać pierwsze kroki chłodu, miły jesień przyszła już

A w nas jeszcze tyle wciąż radości jest
Tyle słońca z lata jeszcze w nas
I jesienny smutek nam nie grozi, wiem
Dobry los wciąż sprzyja nam

Już chmury stoją w oknie, bezradny kasztan w deszczu tonie
Jak dobrze z tobą być, przy tobie, miły jesień przyszła już
Zmarznięci i skulemi ludzie do domu biegną byle szybciej
W kieszeniach niosą mokry smutek, miły jesień przyszła już

A w nas jeszcze tyle wciąż radości jest
Tyle słońca z lata jeszcze w nas
I jesienny smutek nam nie grozi, wiem
Dobry los wciąż sprzyja nam
Eleni

sobota, 29 września 2018

Jesienne anioły

Anioły są takie ciche
Zwłaszcza te w Bieszczadach
Gdy spotkasz takiego w górach
Wiele z nim nie pogadasz

Najwyżej na ucho ci powie
Gdy będzie w dobrym humorze
Że skrzydła nosi w plecaku
Nawet przy dobrej pogodzie

Anioły są całe zielone
Zwłaszcza te w Bieszczadach
Łatwo w trawie się kryją
I w opuszczonych sadach

W zielone grają ukradkiem
Nawet karty mają zielone
Zielone mają pojęcie
A nawet zielony kielonek

Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły
Dużo w was radości i dobrej pogody
Bieszczadzkie anioły, anioły bieszczadzkie
Gdy skrzydłem cię trącą już jesteś ich bratem

Anioły są całkiem samotne
Zwłaszcza te w Bieszczadach
W kapliczkach zimą drzemią
Choć może im nie wypada

Czasem taki anioł samotny
Zapomni dokąd ma lecieć
I wtedy całe Bieszczady
Mają szaloną uciechę

Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły...

Anioły są wiecznie ulotne
Zwłaszcza te w Bieszczadach
Nas też czasami nosi
Po ich anielskich śladach
One nam przyzwalają
I skrzydłem wskazują drogę
I wtedy w nas się zapala
Wieczny bieszczadzki ogień

Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły...
...Gdy skrzydłem cię musną już jesteś ich bratem

Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły...
...Gdy skrzydłem cię musną już jesteś ich bratem

Anioły bieszczadzkie, bieszczadzkie anioły...
...Gdy skrzydłem cię musną już jesteś ich bratem
Stare Dobre Małżeństwo
Zegar na moich stronkach biegnie niezważając na to, że chcę się zatrzymać i spojrzeć na zaczynającą się kolorową i ciepłą jesień.  Tak, wiem, że dla niektórych zbyt często piszę o mijającym czasie. Ale takie jest moje pisanie, o tym szumią moje myśli i nie chcę tego zmieniać. Taką chcę tutaj być, skoro w realnej rzeczywistości jestem osobą zorganizowaną, twardo stąpającą po ziemi. Może aż za bardzo. Tutaj chce być inna. 
Może niedługo uda mi się wyrwać na parę dni w moje ukochane góry, gdzie nie byłam już tak długo. Jesień jest najpiękniejsza właśnie w górach. Wątpię, czy to marzenie się spełni. Ale wierzyć zawsze warto. Przecież to czas, w którym opieka Anioła Stróża ma szczególną moc. Koniec września i początek października to czas Aniołów. 
Patronami 29 września są święci Archaniołowie Michał, Gabriel i Rafał. Natomiast 2 października obchodzimy dzień Świętych Aniołów Stróżów. To święto napełnia mnie zawsze nostalgię i nadzieją. W pewien sposób jest to też powrót do wcześniejszych lat. Modlitwa do Anioła Stróża to mój pierwszy wieczorny pacierz.
Chociaż może ta modlitwa kojarzy się z dzieciństwem i dziećmi, to chyba nieczęsto odczuwamy obecność naszego Anioła Stróża. Przypominamy sobie o nim dopiero w chwilach zagrożenia, smutku...... Czy jednak tak powinno być. Może dzisiejsze wspomnienie uświadomi nam, że Aniołowie Stróżowie istnieją, opiekują się nami, chroniąc przed złem i prowadząc ku dobru, a wiara w nich nie jest zarezerwowana tylko dla dzieci. Warto czasem powrócić do wierzeń dziecięcych
Już od dziecka zawsze czułam jakąś niewidzialną opiekę nad sobą. Właśnie 2-go października kilkanaście lat temu wszystko na dobre odwróciło się w moim życiu, kiedy już było źle i nadzieja powoli zaczęła gasnąć. Teraz też staram się pamiętać o moim Aniele Stróżu.
W taki dzień jak dziś jesteśmy bardziej świadomi obecności Anioła Stróża, który przecież zawsze jest z nami. Przez całe nasze życie od narodzin czuwa nad nami chociaż nie zawsze wierzymy, odczuwamy, że jest.
Każdy z nas z pewnością ma momenty, gdy chciałby poczuć się trochę dzieckiem, którego ochrania jego Anioł Stróż

Anielska jesień
Jesienne anioły są zawsze zdziwione:
że ziemia zasypia zbyt wcześnie wieczorem,
że szare podwórko, i droga i pole,
że płoty zaspane, dzieciaki skwaszone...

Jesienne anioły pod starą jabłonią
szukają ostatnich, zmarszczonych jabłuszek,
a potem jak koty na miedzach się gonią,
udając mgły srebrnej stargany kłębuszek.

Jesienne anioły w służbowych kaloszach
nie boją się kałuż ni pierwszych przymrozków,
jesienne depresje zbierają do kosza,
by zrzucić je zaraz na nos, prosto z mostu...

Jesienne anioły nieludzkiej urody,
cierpliwi zesłańcy, co czasu nie liczą,
to dowód najlepszy, że Pan Bóg jest młody,
bo jesień osłodził anielską słodyczą.
Magda Anioł
Mam ich w domu kilka i może niedługo przybędą nowe? Oficjalnie nie zbieram Aniołków, to jednak z roku na rok mam ich coraz więcej
Uśmiechają się do mnie ze swoich półeczek. Każdy jest inny, niezwykły i jeden ładniejszy od drugiego. Mają różne miny, pozy, sukienki. Każdy jest wykonany z innego materiału.
Często, kiedy jest mi smutno patrzę na ich pyzate buzie i zastanawiam się czy te skrzydlate cherubiny, zaklęte w maleńkich figurkach mogą mnie rozweselić, wlać ciepło do mojego serca?
Anioły… Co w nich takiego jest, że przyciągają mój wzrok? Czy chcą mi przypomnieć, że tak naprawdę, to te niewidoczne dla oka czuwają nade mną i troszczą się o mój los. Niewidzialne, ale stale obecne.
Przecież nieraz wyczuwam ich muśniecie skrzydła, kiedy chcą mnie przestrzec przed zbliżającym się niebezpieczeństwem, przed popełnieniem kolejnego błędu.
Ze skruchą muszę przyznać, że często nie ułatwiam im pracy. Tak one nigdy nie będą przy mnie bezrobotne. Czasem nie zwracam uwagi na ich ciche szepty i pakuję się w kłopoty. Dlatego nie ze zdziwione, a może zasmucone otwierają szeroko oczy i z rezygnacją puszczają skrzydła. Jak to możliwe, że znowu nie posłuchałam mojej intuicji?
Jednak tylko na chwilę zrezygnowane i zmęczone swoim kolejnym niepowodzeniem przysypiają w swoim kąciku na półce. Nie na długo dają mi odczuć, że zabrnęłam w ślepy zaułek z którego nie ma już wyjścia. Gdy się budzą, mój świat znowu przybiera barwę nadziei. Znowu czuję się pewniejsza, radośniejsza, gdy one są przy mnie i znowu obdarzają mnie swoim uśmiechem.
Często, gdy przechodzę koło wystawy sklepowej przyciągają mój wzrok i już po chwili wiem, że chciałabym je mieć, zabrać do domu i ustawić na półeczce w mojej sypialni. Przecież nie zaszkodzi, aby jeszcze jeden Anioł czuwał nad moim snem i nie tylko…
Może niedługo pojawi się kolejny?
Anioł Stróż
Aniele Boży Stróżu mój
prowadzisz mnie za rękę.
Znasz każdy uśmiech, każdy ból
znasz wszystkie drogi kręte.

Nie odchodź choćbyś myślał, że
o Tobie zapominam
że niby dobrze znałeś mnie
a jestem całkiem inna.

W cieniu swych skrzydeł ukryj mnie
daj sercu łyk wytchnienia
Bo jeszcze wiele trudnych chwil
I wiele do zrobienia.

A kiedy przyjdzie życia kres
zamkniesz mi dłonią oczy.
I duszę mą uniesiesz w dal
do rozgwieżdżonych nocy.
Anna Zajączkowska

czwartek, 20 września 2018

Jeszcze letnie myśli

W słonecznikach
gra wciąż jeszcze
pszczela muzyka
niżej liczne biedronki
wdzięcznie narzekają
zaś samym dołem
łąkę ujeżdżają
koniki polne

Tu kwiat dyni
jakimś cudem
w owoc przechodzi

Tu lato cierpliwie
na jesień się godzi
Adam Ziemianin
Lato się pomału kończy. To sprawia, że znowu nawiedza mnie melancholijny nastrój. Ostatnio zastanawiam się jaka jestem, jaka być powinnam? 
Nie ma we mnie nic niezwykłego. Ubieram się podobnie jak wszyscy, staram się podobnie zachowywać.. Powinnam pasować do reszty. A jednak nie pasuję do tej ogólnej układanki. Czy  jestem niewłaściwego koloru,  kształtu…? Może słucham nieodpowiedniej stacji radiowej, czytam niewłaściwe książki, nie chodzę do kina, nie lubię imprez, kocham zacisze domowe… Może rzeczywiście jestem inna?
Ale może przez to nie rzucam się zbytnio w oczy? Najchętniej przybieram szatę szarej myszki, która w wełnianej czapce i rękawiczkach prawie zawsze przemknie niezauważona. Wówczas pozostaję tak jakby niewidzialna. Jednak niestety są sytuacje, kiedy szarości wywołują wręcz odwrotny skutek. Czasem warto przystroić się w piórka miejscowych ptaków zginąć w różnokolorowym, pstrokatym tłumie. Wówczas miasto mija mnie obojętnie, bez zbędnych pytań i jednego spojrzenia. Czasem trzeba właśnie stać się kolorowym ptakiem, podobnym do innych, aby nie zwracano na nas uwagi.
Jednak nie chciałabym być klonem, który jednak wtapia się w tło. Cudak, osoba niepodobna do innych odcina barwna plamą, nawet jeśli ta plama jest szara. Ale cudakiem też nie chcę być.
Wciąż jestem nie zbyt dobra, nieprzystosowana. Żle czuję się w tłumie, kiedy nikt nie zwraca na mnie uwagi i kiedy zwracają ją wszyscy. 
Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt
Bo tego nie wiesz nawet sama Ty … 
Te słowa są o mnie. Jaka jestem naprawdę? Przecież mam kilka twarzy, a może po prostu w zależności od okoliczności nakładam odpowiednią maskę?
Inna jestem w domu, inna w pracy, inna wśród przyjaciół…..
Tak było od zawsze odkąd sięgam pamięcią. W domu - czort, w przedszkolu, szkole - aniołek
W szkole stale mnie chwalono, za pilność, spokój, dobre wychowanie. Stawiano mojemu bratu za wzór.
Natomiast w domu prawdopodobnie zrzucałam tą anielską pelerynkę i dawałam się we znaki moim rodzicom. 
A przecież cały czas jestem tą samą osobą. 
Dlaczego więc zachowuję się w zależności od okoliczności? Gdyby osoby mnie znające zobaczyły mnie na innym gruncie, na pewno musiałyby zmienić zdanie na mój temat.
Czasem sama nie potrafię rozumieć samej siebie. Generalnie lubię siebie, ale czasem chciałabym być trochę inna, trochę inaczej się zachować. Jednak wówczas nie byłabym do końca sobą i to by mi się  nie spodobało.
Ale może właśnie tak należy postępować i zakładać maski w zależności od okoliczności? Ale czy nie my wszyscy jesteśmy tacy skomplikowani, chwilami pełni sprzeczności? Widzimy tylko to, co na zewnątrz, tylko to nie jest zasłonięte. Może dlatego nie znamy się zbyt dobrze i tak naprawdę prawie nic o sobie nie wiemy? 
Zakładam maskę dla niepoznaki,  a może aby ukryć się przed losem, samą sobą?
Szybko
Szybko, zbudź się, szybko, wstawaj!
Szybko, szybko, stygnie kawa! 
Szybko, zęby myj i ręce! 
Szybko, światło gaś w łazience! 
Szybko, tata na nas czeka! 
Szybko, tramwaj nam ucieka! 
Szybko, szybko, bez hałasu! 
Szybko, szybko, nie ma czasu! 

Na nic nigdy nie ma czasu? 

A ja chciałbym przez kałuże 
iść godzinę albo dłużej, 
trzy godziny lizać lody, 
gapić się na samochody 
i na deszcz, co leci z góry, 
i na żaby, i na chmury, 
cały dzień się w wannie chlapać 
i motyle żółte łapać 
albo z błota lepić kule 
i nie spieszyć się w ogóle... 

Chciałbym wszystko robić wolno,
ale mi nie wolno?
Danuta Wawiłow
Nie mogę się przyzwyczaić, że czas tak szybko mija... Kolejne lato, jedno z wielu szybko mija. Ucieka mi za szybko, a ja wciąż mam wrażenie niedosytu. Mamy wrzesień, a przecież jeszcze nie tak dawno z niecierpliwością czekałam na lato – pełne kolorów, dojrzałych owoców, ptasich koncertów. Prawdziwe delikatne, soczyste i żółte lato spadło na nas dość późno. Nie było dane cieszyć się nim zbyt długo. Teraz już świerszcze zaczynają grać preludium do jesieni.
W sierpniu doczekaliśmy się typowego lata. Wszystko dokoła się uspokoiło, rozpogodziło, stało się leniwe, dojrzałe. Zrobiło się nam ciepło,  nie tylko na sercu. Takie właśnie lato od św. Anki najbardziej lubię. 
Ale te chwile powoli przemijają, jak wszystko inne dookoła.
Ostatnio przeczytałam „Można okiełznać czas i podróżować z nim jak na skrzydłach orła, albo pozwolić, aby cię zdmuchnął z obranej drogi.”
Czas ucieka, zmienia ludzi.  Nasz świat chce mu dorównać kroku i dlatego pędzi, ciągle chcąc być lepszym od tego co już minęło. Ale ja nie chcę tak gonić. Czy muszę? A może to po prostu ja nie mogę nadążyć?
Często odruchowo spoglądam na zegarek i nie mogę uwierzyć, że niektóre godziny biegną tak szybko. W pracy czas się dłuży niemiłosiernie, godziny wolne upływają bardzo szybko.
Nie ma się co łudzić. Czasu nie zatrzymam, nie jestem w stanie dotrzymać mu kroku, nie sprawię aby stał się bardziej rozciągliwy,  chociaż jestem ponoć czarownicą, ale czy na pewno umiem czarować? Chyba jednak jakąś nieudolną czarownicą jestem. Próbuję zaczarować czas, macham różdżką, żeby zniknęły wszystkie problemy dnia codziennego, ale czas nie chce się zatrzymać, a kłopoty nie chcą mnie tak na zawsze opuścić. Uparte są bardzo, ale może jest im dobrze u mnie? 
Ale może dzisiaj spróbuję jeszcze raz poczarować? Najpierw jednak polatam na miotle, pozaglądam do okien, spojrzę na świat z góry, a wieczorem jak zaparzę ziółek, to otworzę moją księgę i wyszepczę zaklęcie w księżycową noc? Może tym razem się uda?
Chciałabym poczuć swobodę wyboru, wiedzieć, że nic nie muszę zrobić właśnie teraz. Czy choć raz wszystko może potoczyć się spontanicznie, bez planów i napiętych terminów?
Czasem wydaje mi się, że ten codzienny pęd nigdy się nie skończy. Tyle rzeczy mi umyka...Tyle rzeczy jeszcze by się chciałabym zrobić. Chciałabym chociaż każdego dnia wstać o świcie i powędrować łąką, aż po horyzont na powitanie budzącego się słońca. Tyle chciałabym jeszcze doświadczyć... Czasami to już chciałabym już być na emeryturze. 
Jedno jest pewne. Skoro nie mogę z czasem podróżować do przodu tym samym tempem (zbyt często oglądam się do tyłu), to jednak wiem, że nie pozwolę, aby zdmuchnął mnie z mojej drogi. Bardziej podoba mi się zdanie „Nie goń za szczurami, podążaj za motylami”
Babie lato
Odpływa lato miodu kroplą…
Jesienne piórka ponad głową,
W oddali mgliste pocałunki,
Moje natchnienie szepcze słowa.
Cisza jak srebrna pajęczyna
Od wrzosów cała jest wrzosowa.
Całuję płatki ciemnej róży,
Co opłakuje resztki lata.
Wiatr ledwie moje włosy muska,
Płomień zachodu w niebo wzlata.
Złoty kobierzec trawy w sadzie
Jesienny smutek równo kładzie.
Teresa Kaczmarczyk

piątek, 14 września 2018

W poszukiwaniu utraconego smaku

Wczesna jesień
smak dzieciństwa przywołuje;
w powidłach śliwkowych ,
antonówkach kwaskowych ,
owocach czarnych jeżyn
znalezionych w lesie
winogronach słońcem nasyconych
słodko -kwaśny smak
z młodych lat odnajduję
taki smak dzieciństwa
przynosi wrzesień …
znalezione w Internecie
Ranki i noce coraz chłodniejsze. To powoduje, że więcej czasu spędzam w kuchni starając się także odtworzyć smak kojarzony z moimi najmłodszymi latami.
Wiele z moich wspomnień z dzieciństwa łączy się ze smakami i zapachami. Czasem w powietrzu czuję zapachy, które kojarzą mi się z minionymi latami i wówczas myślę, że chętnie zjadłabym coś dobrego, coś co przywróci mi nie tylko zapach, ale i smak tych potraw..
Zanim zaczynam gotować, zawsze najpierw wracają zapachy, potem obrazy, na końcu przypomina mi się niezapomniany smak. Niestety często ten smak jest do powtórzenia, odtworzenia.
Były to przecież dania proste, przygotowane z prostych, naturalnych składników. Choć były to czasy, gdy w sklepach nie było dużego wyboru, zawsze moja mama lub babcie wyczarowały pyszne, niezapomniane dania. W całym domu unosił się zawsze ich zapach. Teraz gdy nagle go poczuję, to potem w domu go wyczarować, odświeżyć.
Niestety postęp i związane z nim nowe technologie doprowadziły do tego, że trudno odtworzyć smak potraw, które pamiętamy. 
Dzisiaj wiele osób kupuje "gotowce", które niczym nie przypominają tych domowych z przed lat.
Dookoła coraz mniej prawdziwego jedzenia. W sklepach do koszyka wrzucamy przetworzone i opakowane folię produkty, które zawierają mieszankę chemii i środków konserwujących. 
Cóż teraz mamy mało czasu, biegniemy przez życie i korzystamy z szybszych, łatwiejszych i tańszych rozwiązań. Niestety tak żyjąc wiele tracimy. A szkoda...
Stary dom owinięty w gęsty bluszcz,
Dzieci krzyk od frontowych drzwi się niósł,
Ganku cień, kolumienek czterech kształt
Jeszcze dziś w oczach mam.
Taki dom nawet w upał chłodny był,
Niby dzwon w holu zegar głośno bił.
Taki dom, mogłam z braćmi włazić w każdy kąt.

Gdy smak dzieciństwa jeszcze drzemie w nas,
Ten poziomkowo-malinowy smak,
Zbieramy raz po raz okruchy, które rozniósł czas.
Dzieciństwa smak co nam kojarzy się
Z czułością rąk w niepokojącym śnie,
Choć nasz dziecinny strach do dzisiaj wielkie oczy ma.

Stary dom pachniał konfiturą z róż,
Taki dom, pełen ciotek, wujków, sióstr,
Zapach ciast, które w kuchni piekły się
Jeszcze dziś kusi mnie.
Taki dom, pełen dzieci, kotów, psów
Był jak port, przystań moich siedmiu mórz,
Kiedy świat w małych oczach aż pod niebo rósł.
Irena Santor
A jakie są moje ukochane smaki i zapachy? Moje dzieciństwo obfitowało w wiele potraw, za którymi tęsknię do dziś. Smakowite wspomnienia to przede wszystkim kuchnia moich babć, na których wzorowała się moja mama. Doskonale potrafiła połączyć te dwa różne światy. 
Jedno było jednak wspólne.
To po prostu zwykła pajda chleba z dodatkami. Jeszcze dzisiaj pamiętam nasze powroty z piekarni. Jadąc w wózeczku trzymałam zakupy na kolanach, a zapach pieczywa strasznie nęcił. Chleb na zakwasie, lekko kwaskowy, czasem z kminkiem, zawsze pachnący. Kiedy się go kupowało w piekarni, to trudno go było donieść do domu w całości. Nic więc dziwnego, że w domu babcia babcia kładła na stole chleb z dziurą. Bo któż nie lubi świeżego, pysznego, pachnącego chleba. A przecież najlepsze są kawałeczki odrywane prosto z bochenka, a zaraz potem piętka z masłem lub domowym smalcem, o którą zawsze walczyliśmy z bratem. Pamiętam jak w czasach kryzysu, gdy w sklepach był niewielki wybór, lubiłam popijać chleb z żółtym serem gorącą, słodką herbatą. Tak, chleb z żółtym serem był najczęstszą kanapką, którą jadłam. Teraz też lubię łączyć żółty ser z herbatą, ale na wypieczony, pachnący chleb z chrupiącą skórką patrzę tylko z tęsknotą. Tak bardzo chciałabym ukroić piętkę i posmarować ją świeżym masłem.... Ale, to już nie dla mnie. 
Rozpisałam się o chlebie, a mam do wymienienia jeszcze tyle potraw, które utkwiły mi w pamięci. Jednak z każdym związane są wspomnienia, o każdym da się opowiedzieć historyjkę.
Skoro zaczęłam od chleba i wspomniałam o żółtym serze, to natychmiast czuję też zapach i smak dawnych pomidorów. 
Nie wyobrażam sobie lata i wczesnej jesieni bez pomidorów. Pamiętam, że jako dziecko nie lubiłam ich. Ale w ostatniej klasie szkoły podstawowej coś się zmieniło. Teraz, jak wracam wspomnieniami do tych czasów, to widzę Naszą Dróżkę, po której wędrowaliśmy z babcią. Czasem robiliśmy przerwę na na drugie śniadanie. Wówczas pomidor smakował cudownie. Do tego był jedzony w całości, bez parzenia wrzątkiem i zdejmowania skóry. Pomidora jadło się jak jabłko. Pachniały i smakowały niesamowicie. Zjadaliśmy je prawie z krzaka. Dojrzewały bowiem na działce moich dziadków, gdzie także przebywaliśmy dość często. 
Pomidory, które kupujemy w supermarketach, są tylko cieniem tamtych cudownych warzyw... Teraz pomidory muszą być jędrne i nadawać się do spożycia nawet miesiąc po zerwaniu. Smak jest najmniej istotny. A przecież powinien być najważniejszy. 
Chleb, pomidory, żółty ser (o nim tylko wspomniałam).... To nie są jedyne smaki, zapachy, które wspominam. Zdecydowanie nie. Są rzeczy, które lubię jeszcze bardziej niż pomidory, a które związane są z latami dzieciństwa. Nie sposób jednak wszystko wymienić teraz. Wiem, że jak wymienię kolejną potrawę, to rozpiszę się o niej tak jak o chlebie. A pomidor, żółty ser w naturalny sposób się z nim wiążą. 
Pewnie niedługo jakieś zdarzenie znowu przywieje smaczne wspomnienia, o których może napiszę....
Teraz tylko zastanawiam się jakie zapachy, smaki będą pamiętać moi bratankowie? Czy kiedykolwiek zjedzą prawdziwy chleb? A czy będą lubili gotować? Czy ulepią pierogi, ugotują prawdziwy rosół, upieką ze swoimi dziećmi ciasteczka... Wiele zależy także ode mnie.
Dlatego myślę, że powinniśmy przynajmniej próbować je odtwarzać, zapisywać przepisy... Chociaż wielu smaków nie uda się odtworzyć. Warzywa już nie te, smak owoców nie ten... Chleb z masłem też nie ten sam. Do tego smaki dzieciństwa okraszone były miłością. W moim wypadku - miłością dziadków i rodziców.

chleb po tygodniu
winien być dobry
zwyczajnie powszedni
z masłem
razowy w niedzielę
pajda do gulaszu
chleb po tygodniu
prawidłowy przysmak
z rodzinną atmosferą

chleby, Boże kromki
z sercem
tak szybko nie czerstwieją 
Piotr Goszczycki

piątek, 7 września 2018

Szimena czy Ismena

Imię
Moje życie miało imię dziewczęce,
Imię jasne jak konwalie pierwsze,
Rwane w trawie błyszczącej o świcie
Przez lilijne szopenowe ręce.

Tym imieniem promieniami tkanym,
Lśniące liście leśne szeleściły,
Bzy majowe, zroszone perliście,
Tym imieniem pachniały kochanym...

A gdy niebo z wolna wieczórniało,
Gdy przez wyże wiała cisza polna,
W ciepłym wiewie i w jaskółczym świrze,
W każdym drzewie to imię szumiało.

W opalonym mgieł zmierzchowym dymie
Coś rozwiało się obłokiem zwiewnym,
Smętkiem rzewnym duszę rozśpiewało:
Jakże było memu życiu na imię?
Julian Tuwim
Ostatnio znowu zaczęłam się zastanawiać skąd pochodzi moje wirtualne imię – Ismena.
Wcześniej w książce o numerologii przeczytałam, że dobrze jest mieć dobrze zestawione imiona i nazwisko. Takim idealnymi imionami dla mnie są właśnie np. Ismena i Szimena. Bardziej oczywiście spodobała mi się Ismena, która przypomina mi delikatny kwiat. Niestety nic o tym imieniu nie wyczytałam w tej księdze. Natomiast Szimena to – osoba dążąca do stworzenia kochającej rodziny. Umie dostrzec innych wraz z ich potrzebami. Jest głęboko uduchowiona, ale potrafi realnie ocenić sytuację. Brakuje jej jednak radości życia. Powołana jest do komunikacji i osiągnięcia mistrzostwa jako tolerancyjny przewodnik. Czy taka jestem?
Poszukałam jednak w Internecie i troszkę się dowiedziałam.
Szimena – to postać z Cyda, którą napisał Pierre Corneille 
Szimena, córka hrabiego Gomeza, i Rodrygo, syn wodza Don Diego, kochają się i mają się pobrać. Ich szczęście burzy waśń pomiędzy rodami. Aby pomścić zniewagę wyrządzoną ojcu, Rodrygo wbrew swemu sercu wyzywa na pojedynek ojca ukochanej. Don Gomez ginie, król oddaje pod sąd młodzieńca, który zabił dzielnego rycerza w chwili, gdy ojczyzna jest w potrzebie. Szimena żąda krwi mordercy, choć szukając zemsty, swemu sercu kłamie. Don Diego podsuwa synowi myśl, by na czele zbrojnych wyruszył ku okrętom wroga i bohaterskim czynem zmazał swoją winę. Wciąż pogrążonej w żałobie Szimenie pierwsza przynosi wieść Infantka - Don Rodrygo dokonał wielkich rzeczy, naród go uwielbia, a król pragnie z serca przebaczyć obrońcy ojczyzny. Jednak dumna córka Don Gomeza, wbrew sobie, zanosi przed królewski tron prośbę o dopełnienie zemsty.
Syndrom Ismeny
Nie widzieć. Nie czuć. Nie przekraczać miary.
Zniknąć w kulisach. Nie wchodzić w dyskusje.
Przemykać skrajem. Z daleka od zgiełku,
unosząc z sobą cichociemne: nie wiem.
Krok mieć miarowy, twarz pogodną. Trzymać
w ryzach emocje. Zająć się konkretem,
myć okna.
Ismena uchodzi ze sceny.
Wchłania ją szary tłum.
Żyje.
Przemysław Dakowicz
A Ismena?
Ismena, nazywana inaczej błonczatką jest jedną z najbardziej dekoracyjnych roślin kwitnących. Ismena pochodzi z Peru, należy do rodziny amarylkowatych. Ismena ma długie, ciemnozielone, sztywne liście. Na wysokiej łodydze pojawiają się latem wielkie, białe albo żółte kwiaty (w zależności od gatunku). Kwiaty nieco przypominają narcyza trąbkowego.
Jednak przede wszystkim Ismena była siostrą Antygony z tragedii Sofoklesa.
Wszyscy wiemy jaka była Antygona – odważna młoda kobieta, która sprzeciwiła się rozkazowi Kreona.
Była przeciwieństwem Ismeny. Ale któż o niej pamięta? Nawet ja zdziwiłam się, że Ismena jest postacią ze starożytnej sztuki.
Ismenę przedstawiona jest jako kobieta słaba, lękliwa, godzącą się na podporządkowanie.
Antygona nad prawa ziemskie przekłada prawa boskie. Dokonuje wyboru między uszanowaniem prawa boskiego a prawa ustalonego przez ludzi. Postępuje zgodnie z religią. Ismena bardziej szanuje prawo ludzkie.
Dopiero po schwytaniu Antygony niespodziewanie zmienia się ona pod wpływem emocji.
Jednak czy my ludzie XXI wieku jak postąpić w danej sytuacji, co uczynić? Mamy trudny wybór. Nie jesteśmy pewni, które „wyjście” jest lepsze. Niektóre nasze decyzje też maja wpływ na całe życie.
Podobnie dziś ludzie żyją zgodnie z zasadami religii, którą wyznają. Starają się nie łamać tych praw. Zdarzają się jednak przypadki, że pod wpływem sytuacji łamią je.
Każdy człowiek pragnie być wolny, pragnie sam decydować o swoim życiu, postępować według własnej woli i własnego uznania. Nie zawsze to jest możliwe, gdyż na świecie jest wiele praw i nakazów.
Nie zawsze jednak posługując się rozsądkiem jesteśmy szczęśliwi. Czasem, idąc za głosem serca, czynimy roztropniej niż kierując się rozsądkiem. Staramy się popełniać jak najmniej błędów.
Jednak kierując się prawami, w pogoni za dobrami materialnymi zatracamy te najważniejsze wartości jakimi ją miłość, przyjaźń, macierzyństwo…. „Kosztujemy” życia, a nie smakujemy tego, co w nim najcenniejsze. Nasze życie zatraca sens bez tych wartości.
Może rzeczywiście jest we mnie coś z Ismeny i Szimeny? Z jednej strony delikatna, pełna obaw, ale z drugiej twardo stąpająca po ziemi, wiedząca czego chce. Jaka więc jestem naprawdę? 
Jaka jestem?
Czasami wysoka wysoka
obłoki szarpię rosochatą głową
porastam igłami
korą sosnową.

Czasem
drobna drobinka
biedronka
pod krzewinkami borówek się błąkam

Czasem
jestem płomieniem o gorącym jęzorze
śpiewam
pachnę ogniskiem

Czasem jestem
zielonkawym morzem.
W oczach wyspy dalekie i bliskie.

A czasem jeszcze-
najchętniej najczęściej-
jestem jak niebo szerokie
najszersze
co obejmuje wszystko i jest wszędzie.
Joanna Kulmowa