wtorek, 14 sierpnia 2018

Czy zapomniane?

W Matkę Boską Zielną
Kwiaty z pół okolicznych uszczknięte i zioła,
Przenajmilsze ofiary pracowitej wioski
Przyniosły swe zapachy do wnętrza kościoła,
Przyniosły przed oblicze dobre Matki Boskiej.
W górze jako głos starczy, organ przepowiada,
W dole z piersi ludu płynie pieśń kościelna,
U stóp Twych, jasna Pani, wieś swe dary składa,
O pół rządczyni mądra, o królowo zielna.
Przed ołtarzem ksiądz szepcze łacińskie wyrazy,
Woń kwiatów coraz żywiej nad głowy się wznasza:
Ochraniaj nas od klęski, chorób i zarazy,
Królowo ziół przedziwna, pół rządczyni nasza!
Rozśpiewały się usty, organ wciąż przewodzi,
Ten w piersi się uderza, ten znak krzyża czyni:
Obraniaj nas od wojny, ognia i powodzi.
O ziół królowo można, naszych pól rządczyni.
Wacław Rolicz-Lieder 

 „Każdy kwiatek woła – Weź mnie do kościoła”.

Święto Matki Boskiej Zielnej. Bardzo lubię to święto, chociaż w mieście ludzie już nie niosą "pierwocin ziemi" do pobłogosławienia, nie dziękuja za dary, które dała nam Matka Natura. Na szczęście mój Dom należy do malutkiej parafii, gdzie jeszcze zachował się zwyczaj święcenia tego, co urosło, zakwitło....
Trochę jednak żałuję, że ta tradycja powoli zanika. Za kilkanaście lat pokolenie moich bratanków nie będzie już celebrowało tego święta. Może dlatego prawie co roku piszę o tym dniu. Nie wiem, co jeszcze nowego mogę napisać na ten temat. Zapewne się powtarzam, ale lubię ten dzień i chcę aby co roku był on świętowany.
W Kościele katolickim w Polsce uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny nazywana jest Świętem Matki Boskiej Zielnej, Matki Boskiej Znakomitej w Kongo, Matki Boskiej Korzennej w Czechach.
Fakt, że w naszym społeczeństwie ta druga nazwa jest bardziej powszechna, świadczy o tym, że nasz katolicki kraj, swoje korzenie ma w czasach pogańskich.
Religia dawnych Słowian była ściśle związana z kultem przyrody. Jej święta wyznaczał naturalny cykl upraw i zjawisk atmosferycznych. Od narodzin wiosny, poprzez letni rozkwit, jesienny zbiór plonów i zimowy odpoczynek. Podstawowe kulty wiązały się z naturą: kult Słońca, Ognia, Matki - Ziemi. Dzisiejsze święto Matki Boskiej Zielnej jest naturalnym przedłużeniem kultu Matki - Ziemi. Matka Boska jest uważana właśnie za patronkę Ziemi. W naszym kraju od V wieku 15 sierpnia tradycyjnie przynoszono do kościołów płody ziemi: zioła, zboża, kwiaty, owoce, warzywa. Wierzono, że poświęcone w tym dniu wiązanki nabierają szczególnych mocy. Ułożone pośród pola miały przynieść dobre plony w roku następnym, ustawione w domu wróżyły szczęście i spokój domostwa.
Święcenie ziół motywowano tym, że zawsze ludzie tak robili. Traktowano je jako podziękowanie Bogu za zbiory, za to, co wyrosło na polu i łące, żeby na przyszły rok się darzyło. Te przekonania wyrażają wiarę ludu we współzależność przyrody i życia człowieka, w ich nierozerwalność, symbiozę. Święci się rośliny, bo wtedy każda o to prosi, obiecując w zamian swoją wdzięczność i pomoc. Znany jest też inny rodzaj motywacji mówiący, że tego dnia Matka Boska Zielna z Dzieciątkiem chodziła po polach i święciła je. W polskiej kulturze ludowej tego rodzaju motywacje należą do najbardziej rozpowszechnionych.



Najświętsza Maria Panna
Po cichym chodzi sadzie,
Na grusze, na jabłonie
Swe świete dłonie kładzie.
Nad ziół grzędami staje,
Nad kwieciem się pochyla,
Gdy ujrzy gąsienicę,
Przemienia ją w motyla.
Drzewom dodaje siły,
Owocom zaś słodyczy,
Warzywa barwi tęczą,
I róże pilnie liczy.
Ewa Szelburg- Zarębina

Wszystkie te praktyki mają tak naprawdę więcej wspólnego z pogaństwem niż z religią chrześcijańską. Cieszę się jednak, że wpisały się tak mocno w naszą tradycję. Nie sposób wyznaczyć już granicę, która oddziela zwyczaje pogańskie od chrześcijańskich.
Naturalnym procesem zachodzącym podczas ekspansji nowej religii, jest przejmowanie niektórych cech i obrzędów wierzeń wcześniejszych. W ten sposób łatwiej przekonać ludzi do nowej wiary. Nawet współcześni misjonarze, chcąc nawrócić nowe plemiona, nie wywracają ich świata duchowego do góry nogami. Nie twierdzą, że to wszystko, w co od wieków wierzyli ich przodkowie i w co oni dziś tez wierzą to nieprawda. W ten sposób nikogo nie da się nawrócić. Co innego, jeśli powoli przemyca się nowe treści do starych obrzędów. W ten sposób niektóre pogańskie zwyczaje zachowały się po dziś dzień i są już mocno wpisane w tradycje chrześcijańskie, że wielu wydaje się, że właśnie z tej tradycji to się wywodzi. Tymczasem połowa obrzędów towarzyszących, na przykład Świętom Wielkanocnym pochodzi z czasów pogańskich i ma związek z kultem ziemi.
15 sierpnia dla ludu polskiego był to dzień uroczysty i radosny. Często jest też kojarzony z datą zakończenia żniw. Na Wniebowzięcie - zakończone żęcie, Do Stacji Wniebowstąpienia miej w stodole połowę mienia.
Święcenie bukietów łączy się niekiedy z poświęceniem wieńców dożynkowych i w ten sposób to koronuje się zakończenie ciężkich prac polowych oraz pełnię lata.
A ja po prostu bardzo lubię tą uroczystość.
Tego dnia lubię o świcie iść na pola, aby zrobić kolorowy bukiet, zanieść go do kościoła, aby potem powiesić go przy drzwiach wejściowych. Na ten tradycyjny spacer czekałam cały rok.
Szkoda tylko, że wiedza i tradycja związana z tym świętem powoli zanika.
Szkoda też, że praktycznie moich pól już prawie nie ma. Kiedyś to były typowe pola, gdzie obok rósł piękny sad. Teraz wyrastają tam domy. Ale to już inny temat
Zapewne w przyszłym roku dokładniej napiszę o tym dniu i związaną z nim tradycją.
Skoro to święto dla mnie tak wiele znaczy, to może w poprzednim wcieleniu byłam „praktykującą poganką”? Może? Chyba raczej na pewno, ale o tym może później…
I płyną modlitwy
Naręcza piołunu pachnący rumianek
składa dziś lud wierny w Matki Bożej dłonie
a maki i chabry wdzięcząc się przymilnie
niczym wieniec chwały oplatają skronie
Rozśpiewane serca bijąc równym tonem
dziękują za hojne Matki Ziemi dary
pobłogosław Pani to co cieszy oko
a ciału da zdrowie i siły bez miary
I płyną modlitwy z prośbą do Matuli
by wciąż ochraniała od klęsk i powodzi
Królowo ziół kwiatów i przedziwna Pani
otaczaj opieką to co Ziemia rodzi
Matko Boża Zielna lasów pól Królowo
O brzasku poranka Matka Boża Zielna
kropelkami rosy poi wonne zioła
żeby przed ołtarzem godnie wyglądały
kiedy je zaniesie pielgrzym do kościołach
Z naręczami kwiatów zerwanych na między
z serca darowanych znojem wypełnionych
ubierze ołtarze modlitwą dzienkczynną
świeżymi ziołami i kwieciem zdobionych
Matko Boża Zielna lasów pól Królowo
niech to piękno które Stwórca ofiarował
będzie Ci zapłatą za wszystkie starania
gdyż trudno wyrazić wdzięczność w samych słowach
Dla Matki Bożej Zielnej
Pierwszym promykiem zorzy
zbudzisz sierpniowy poranek
z owoców tego lata
upleciesz zdrowia wianek
Dasz ziołom zapach słonka
a listkom świeżość wiosny
zaś kwiatom podarujesz
tęczy koszyczek radosny
Ciepłem nakarmisz zioła
żar chłodem wiatru ukoisz
kroplami rosy srebrzystej
pragnienie zaspokoisz
Rozlejesz woń po ogrodzie
rumianku i lawendy
ususzysz skwarem południa
liście szałwii i mięty
Królowo ziół i kwiatów
niech ten bukiecik złożony
u Twych stóp będzie od nas
wdzięcznością wypełniony
Jak staruszka przy drodze
ciężarem lat przygarbiona
stoi stara kapliczka
samotna ,opuszczona...
Tylko człowiek
który tu szuka ciszy
opuszczonej kapliczki
bicie serca usłyszy"
Regina Sobik

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Sierpniowe myśli

Cierpliwe lato
W słonecznikach 
gra wciąż jeszcze
 pszczela muzyka
niżej liczne biedronki
wdzięcznie narzekają
zaś samym dołem
łąkę ujeżdżają
koniki polne

Tu kwiat dyni
jakimś cudem
w owoc przechodzi

Tu lato cierpliwie
na jesień się godzi
Adam Ziemianin
Zazwyczaj letnie miesiące kojarzą się nam z wypoczynkiem, z wyjazdami, podróżami i wędrówkami.
W tym roku szczególnie mocno odzywa się w mojej duszy tęsknota za oderwaniem się od codzienności, niekoniecznie na łonie natury.
Przyroda wabi mnie spokojem, zapachem, kolorami....
Minął już kapryśny lipiec. Ciężko było mi funkcjonować w te na przemian upalne i burzowe dni. Na szczęście nastał mój ulubiony sierpień, dojrzały i aromatyczny, którym mogę się cieszyć. Mam tylko nadzieję, że ta jeszcze lipcowa temperatura spadnie.  
Zdecydowanie, sierpień jest niezwykłym dla mnie miesiącem.
Sierpień jest granicą między upalnym latem a ciepłą jesienią. To jeden z najpiękniejszych miesięcy, jakie znam
Sierpień ma w sobie ciepło lata, ale i przeczucie nadchodzącej jesieni, a więc i trochę melancholii.
Sierpień zazwyczaj, niestety ostatnio to się zmienia, nie ma w sobie nic z nieprzewidywalnej siły lipca. Jest bardziej spokojnym miesiącem.
To Lato dojrzałe zbożem,owocami i warzywami. To Lato lekko już spłowiałe od pracy w promieniach króla Słońce.
Sierpniowa Pani Lato przeciąga się po pracy i z zadowoleniem spogląda na owoce swojej pracy. Jest zmęczona, dlatego coraz częściej potrzebuje dłuższego odpoczynku i skraca dzień.
Dojrzały zboża, trwają żniwa. Owady uwijają się pomiędzy roślinami.
To czas spadających gwiazd i mojej ulubionej Matki Bożej Zielnej, kiedy najchętniej wyruszyłabym w drogę w poszukiwani przydrożnych kapliczek.
Przydrożna kapliczka
Stara kapliczka przydrożna
ściany zmurszałe spękane
malutki witrażyk rozbity
świece się palą czasami

U stóp posągu Maryji
nieco przywiędłe kwiaty
ludzie z wioski są biedni
nie masz bogatej szaty

Ktoś sercem cię wyrzeźbił
pięknym uczynił oblicze
szatę zaś pomalował w
kolorze nieba błękicie

Mała stareńka kapliczka
a tyle w niej miłości ludzi
co z wioski do ciebie
zanoszą modły i troski

Teraz już pójdę Mateńko
niechaj twój syn cię strzeże
białych róż naręcza jutro
przyniosę dla ciebie

Obok kapliczki dąb stary
ptaki do snu kołysze
wielkie konary rozłożył
szumi prastarą ciszą

Gdy noc rozsypie gwiazdy
księżyc w okienko zagląda
od łąk od pól mrok płynie
latem tak kwieciem wonny
znalezione w Internecie
Zazwyczaj na przełomie sierpnia i września wyjeżdżałam na urlop. W ostatnich latach bywało różnie i wiem, że w tym roku chociaż bardzo bym chciała, to to znowu nie wrócę do tej tradycji. Długo byłam na zakręcie, a teraz pojawiło się światełko, które powoli pokazuje mi dalszą drogę. Muszę chronić ten płomyczek, bo jeszcze nie jest silny i pewny.Ale czy ponownie starając się nadążyć za pędzącym światem, poganiający mnie wiatr cywilizacji nie zdmuchnie go raptownie? Może lepiej było zostać na zakręcie, w cichym i bezpiecznym zaułku? 
Chyba nie mam wyboru. Teraz więc nie pozostaje mi nic innego, jak czasem zawołać:

Nie poganiaj mnie, bo tracę oddech, 
Nie poganiaj mnie, bo gubię rytm, 
Nie poganiaj mnie, bo tracę oddech, 
Nie poganiaj mnie, bo gubię rytm...

Od miesięcy duszę się w mieści i marzę, aby choć na parę dni zmienić otoczenie. Gdzie i kiedy jednak mogłabym pojechać? Lubię przecież miejsca, które znam.
Jednak dawno już przestały istnieć miejsca mojego dzieciństwa i młodości. Wsie i miasteczka dokąd jeździłam na wakacje, parki, ulice, domy... To prawda, że często zachowała się ich zewnętrzna postać. Jednak teraz przypomina to tylko skorupę, która zapewne nie zawiera już tego co było kiedyś. Może jednak powinnam tam wrócić i spróbować odnaleźć to, co jeszcze nie zniknęło.
Nie jest to proste, ale.... Muszę w końcu przestać oglądać się wstecz i ruszyć z miejsca. Zacząć od nowa.
Przecież życie biegnie do przodu, a świat tak szybko się zmienia. Już prawie nic nie jest stałe. A ja bym chciała, aby coś było wieczne. Niestety przeszłość wyświetla się w najmniej oczekiwanym momencie. Wiatr przywiewa wspomnienia, które otulają mnie. A życie pędzi, nie ma czasu na spoglądanie wstecz.
Kiedy człowiek już wie, czego chce, jest dobrze. Wystarczy tylko iść przed siebie. Nie należy oglądać się za siebie. Zbędny bagaż porzucić w pobliskim rowie i o nim zapomnieć. W drodze nie wszystko jest potrzebne. Wszystko, co nieodzowne, pojawi się samo.
Ale czy ja tak potrafię? Chyba nie, przecież już tyle razy próbowałam.
Od pewnego czasu spoglądam na moje życie, na tą porwaną i postrzępioną tkaninę. Czy mogę na powrót ją zszyć? Przecież wszyscy wiedzą, że ja i igła to nie jest dobre połączenie. Jak więc mam to zrobić? Poprosić kogoś o pomoc? Na szczęście Bóg czasem okrywa mnie swoim kocem, który chociaż popruty na brzegach i w licznych miejscach jest zacerowany. Z chęcią naciągam ten koc na ramiona, aby choć na chwilę poczuć się bezpieczna.
Jednak wiem, że muszę w dalej iść przed siebie. 

Wiersz o sierpniu
Jeszcze lato
a już czuję jesień
opadają pierwsze liście z drzew
jeszcze lato
to nawet nie wrzesień
znalezione w Internecie

czwartek, 26 lipca 2018

Pajęczyna wspomnień

Popatrz - lato w złotych pantofelkach nadchodzi,
z muzyka światła i ciepłem kolorów.
Przychodzi w tryskających słońcem
słodkich morelach i beztroskich makach
o łagodnym spojrzeniu naiwnych oczu.
Przynosi radość błyszczącymi w zbożu
świetlikami i pszczółkami co tańczą
sambę na białych kwiatach akacji.
Uśmiecha się szeptem fal mazurskich jezior,
cicha nowenna tatrzańskich szczytów,
melodia dzwonków zielonych hal.
Śpiewa radosna miłość w delikatnych
fiolkach podrygujących na wietrze
i w moich dłoniach tulących delikatnie,
ciepło Twoje namiętne usta,
a razem z latem śmiej się, ciesz,
śpiewaj i tańcz.
Znalezione w Internecie
Królewna Lato zawitała do nas już jakiś czas temu. Jednak znaleziony wiersz w Internecie skłonił mnie do zatrzymania się i spojrzenia na to co w darze przyniosła nam płowowłosa córka Króla Słońce. Jak dla mnie całkiem spokojnie i niepostrzeżenie wiosna zmieniła się w lato. Świat stopniowo zabarwił się najpiękniejszymi, dojrzałymi kolorami. Nie tylko mój ogród jest pełen kwiatów rozsiewających zapierających dech zapachów. Tradycyjnie kwitną lipy, pachnące groszki, maciejki, moje ukochane floksy… Na polach śmiało spośród kłosów wychylają głowy chabry i maki. Zapach miodu i wakacji. Wakacji…. Dziś jednak patrząc na kwitnący dookoła świat, ze smutkiem i rozrzewnieniem zdaję sobie sprawę z upływającego czasu. Przecież jeszcze wczoraj mogłam cieszyć się ponad dwumiesięcznymi, beztroskimi wakacjami. „Nie tak dawno” przeżywałam radość ze zdanych egzaminów zapowiadającą zasłużony odpoczynek.
Znowu otwieram szufladę ze wspomnieniami. Jest ona niewielka, a przecież mieszczą się w niej wszystkie moje dawne minione chwile. Jak to możliwe, że w tej komodzie starcza na nie wszystkie miejsca? Schowane są zazwyczaj gdzieś głęboko i nagle pod wpływem chwili, zapachu, widoku....potrafią nagle wyjść i odtworzyć się ze wszystkim szczegółami. To dziwne, że niektóre szczegóły zapamiętuje się z największą dokładnością.
Są wspomnienia, które każdego roku o danej porze odtwarzam wciąż od nowa. Są też i takie, których nigdy się nie przywołuję, ale czasem same dają o sobie znać.
Dziś z rozmysłem otworzyłam szufladę w mojej komodzie, a wspomnienia niczym lekki delikatny szal okręciły się wokół mojej szyi.
Moi obaj Dziadkowi odeszli w środku lata.
Obaj uwielbiali kwiaty.
Niestety w moich wspomnieniach jest tylko jeden obraz Dziadka, którego dobrze zdążyłam poznać, a który troskliwie pielęgnował rośliny rosnące w swoim ukochanym ogrodzie. To było całe jego życie. W sercu nadal tkwi żal, że Dziadek już nie posadzi żadnego kwiatka, nie napisze dla mnie wiersza, nie będzie snuł rodzinnych opowieści przy starych fotografiach wysypanych z wielkiego pudła, nie powiem mu przepraszam, za to, że czasem pokazywałam rogi.
Jednak jak zamykam oczy, to widzę, że tam z góry uśmiecha się do mnie i mówi o tym jak bardzo kocha swój nowy ogród na puszystej chmurce. A wiersz oczywiście znowu napisze i prześle mi z podmuchem wiatru. A na dobranoc, jak tylko nie będę zasypiać przy włączonym radiu, szepnie mi swoją kolejną opowieść.
Wracam myślami do moich szkolnych wakacji. Co roku jeździłam do rodziców mojej Mamy. Dziś jest to już dla mnie raj utracony, do którego nie ma już powrotu.
Oczywiście często zapewne idealizuję moją krainę dzieciństwa. Przede wszystkim tam czułam, że istnieję tak naprawdę. Tam byłam szczęśliwa każdego lata, tam nigdy nie było czasu na nudę, tam dzień był zawsze za krótki. Wiem jednak, że ten czas już nie powróci. Dziadków już nie ma, ogród pewnie pozostał, ale na pewno nie taki jak na obrazku w moim sercu. Może chociaż z daleka powinnam spojrzeć na niego, jak tylko będę w tamtych stronach? Ale czy rzeczywiście chcę tego? Może zobaczę już zupełnie inny obraz. Starej śliwki już pewnie nie ma, a bez niej….
Kwiaty dla dziadka
Kto ci powie o dawnych latach
tych lat naoczny świadek.
Jak kraj nasz rośnie , jak ludzie rosną
opowie ci twój dziadek.

Otworzy serce , kieszeń otworzy ,
podsunie czekoladę.
Z twoich sukcesów zawsze się cieszy.
Kto? No wiadomo dziadek.

A jak coś spsocisz , a jak naknocisz
jak trzeba spytać o radę -
to kto za uszy wyciągnie z biedy ?
Wiadomo - zawsze dziadek!
Wanda Chotomska
Drugi Dziadek pewnie teraz spogląda na mnie znad swoich okularów i troszkę ze smutkiem kiwa głową. „Co z Ciebie wyrosło wnuczko? Tyle miałem wobec Ciebie planów, tyle chciałem cię nauczyć. Miałaś być dobrze wychowana, znać porządnie przynajmniej jeden język, osiągnąć sukces w nauce. Wiesz, że byłbym dobrym nauczycielem. Niestety zabrakło mnie w Twoim życiu. Spotkaliśmy się na tak krótko"
Tak Dziadku, z Twoją pomocą na pewno bym to osiągnęła, a tak... Zawiodłam Cię Dziadku. Przepraszam.
Jednak dobrze wiesz, że pielęgnuję w pamięci ten jeden obraz, który utkwił mi w głowie. Ten który zapamiętałam ze spotkania z Tobą, a nie z fotografii. Nie jest on całkiem wyraźny, ale jest mój.
Czas biegnie nieubłaganie do przodu. Mijają kolejne dni wraz ze spadającymi kartkami z kalendarza.
Codzienne problemy starają się zapełnić chwilę obecną, spychając wspomnienia na dalszy plan, najlepiej do najgłębszej szuflady. Przecież to już było tak dawno, po co wracać....
Jednak dla mnie im dalej, to tym bliżej. To przecież było zaledwie wczoraj.
No tak miałam napisać o lecie, a znowu otworzyłam moją szufladę wspomnień. Wspomnienia jeszcze na wpółzaspane przeciągnęły się, ziewnęły i ochoczo wyskoczyły ze swojego mieszkanka. Czasem zastanawiam się po co grzebię w przeszłości. Powinnam raczej zatroszczyć się teraźniejszość, która nie jest idealna i trochę szwankuje. Może słusznie zwrócono mi uwagę, że zbyt często odwracam się do tyłu i spoglądam wstecz. A przecież kto nie żyje jednocześnie w teraźniejszości i przeszłości nie ma korzeni. Przecież stoimy na barkach naszych przodków.
Nie wiem jednak, czy chciałabym zerwać wszystkie misternie utkane pajęczyny na której połyskują kropelki wspomnień. Pewnie nigdy się na to nie zdecyduję.
Pajęczyna wspomnień
Na stole gdzie biały jest obrus
filiżanki puste po kawie
wspomnienia jak nitki pajęcze
roznoszą wokół swoją magię.
Zasiądą dumne na komodzie
gdzie zegar postawił ktoś stary
wskazówki przesuwają się w tył
jak człowiek bez siły i wiary.
Wplotą się głęboko we włosy
pokryją je marzeń westchnieniem
z wiatrem zatańczą przy oknie
słońce je rozjaśni promieniem.
A potem zmęczone wieczorem
rozłożą się w łóżkach wygodnie
w Twych snach rozbudzą nadzieję
rozpalą znów uczuć pochodnię.
Wspomnienia w Tobie wciąż żyją
nie tylko te piękne, wspaniałe
złap nitki i ukryj je w duszy
jak perły, które wzmacniają wiarę
Znalezione w Internecie

środa, 18 lipca 2018

Czy są zagrożone?

Wyjątkowo zimny maj
Dzień za dniem pada deszcz
Słońce śpi, nie ma cię
Jest mi bardzo, bardzo źle
Zimny kraj, zimny maj
Koty śpią, miasto śpi
Czarodziejskie śnią się sny

Refren:
W moim śnie, cudownym śnie
Tylko kocham, kocham, kocham
Bawię się, la-laj, la-laj

W moim śnie, cudnym śnie
Przez zieloność wolno płyniesz
I do brzegu zbliżasz się
Cudny kraj, cudny maj
Słońce mruży twoje oczy
Gdy całujesz, pieścisz mnie
Olga Jackowska

Tak, wiem mamy środek lipca. Dlaczego więc wiersz o maju, zwłaszcza, że w tym roku był ciepły? W zeszłym toku początek maja był wyjątkowo zimny. Zimni Ogrodnicy przyszli wcześniej i przymrozili świat dookoła. Najbardziej dotknęło to sady i ogrody. W ubiegłym roku dużo mnie było czarnej porzeczki, czereśni, czy brzoskwini. Zagrożone były jabłka i gruszki. Stracili na tym nie tylko sadownicy. W sklepach za owoce musieliśmy zapłacić.
Dlaczego to przypominam? Ponieważ nie tylko przymrozki powodują niszczenie kwiatów. Jeśli jest zimno i mokro, pszczoły nie są tak aktywne, jak być powinny w czasie kwitnienia i przez to również owoców może być zdecydowanie mniej.
Ostatnio znowu został poruszony temat pszczół, których populacja jest zagrożona.
Pszczoły masowo giną, na całym świecie. Zjawisko masowego wymierania pszczół jest obserwowane od ponad dekady, ale tak źle jeszcze nigdy nie było.
Pszczelarze biją na alarm, w niektórych pasiekach starty sięgają nawet 2/3 pszczelich rodzin.
Przeczytałam, że sytuacja pszczół w Polsce najgorzej wygląda w Karkonoszach. W poprzednich latach tylko w Jeleniogórskim Kole Pszczelarskim straty szacowane były na ponad 10 mln zł. Pszczelarze podejrzewają, że winę za śmierć owadów ponoszą masowe opryski pól.
I co w tym roku robi minister rolnictwa? Pozwolił na opryski rzepaku neonikotynoidami. To preparaty, które mają pomóc w uprawie tych roślin, ale są zarazem szkodliwe dla pszczół. Minister przyznaje, że fanem takich oprysków nie jest, ale musi dać rolnikom możliwość odbudowania upraw po tegorocznej suszy.
Ekolodzy alarmują, że cały przyszłoroczny rzepak będzie zabójczy dla pszczół. Ich zdaniem oprysk, który zostanie wykonany na rzepaku w ciągu czterech miesięcy , utrzyma się w tych roślinach aż do przyszłej wiosny, kiedy przylecą do nich pszczoły.
Minister podkreśla, że neonikotynoidy będzie można stosować pod specjalnym nadzorem i w ograniczonych ilościach. Dodaje też, że konsultował decyzję z Polskim Związkiem Pszczelarskim.
Greenpeace Polska przypomina, że neonikotynoidy zwiększają wzrost zachorowań pszczół na przypadłość zwaną CCD – Colony Collapse Order. Chodzi o utratę przez pszczoły orientacji, niemożność znalezienia drogi do ula i w konsekwencji śmierć. Katarzyna Jagiełło z Greenpeeace wyjaśnia, że w ten sposób masowo wymierają pszczoły miodne. Przeciwny decyzji ministra jest także Polski Związek Pszczelarski, który podkreśla, że wbrew oświadczeniom resortu, nikt nie konsultował z nim tej decyzji.
Unia Europejska w specjalnej rezolucji z kwietnia co do zasady zabrania stosowania neonikotynoidów. Ich szkodliwość jest udowodniona naukowo.
ZMARTWIENIE PSZCZOŁY
Przyleciała pszczoła,
Na kwiatek niebieski,
Lecz on jest skażony,
Lecą pszczole łezki.

Usiadła zmartwiona,
Na kwiatek różowy,
Nektaru tu nie ma,
On jest plastykowy!

Załamana leci dalej.
Jest gdzieś ogród kwiatów żywych?!
Nie zrobi, przecież sztucznego miodu,
Potrafi robić, tylko prawdziwy!

Musi wykonać zadanie,
Znaleźć kwiaty pachnące.
Zmęczyły się jej skrzydełka,
Upadła na łące.

Kilkanaście minut,
Tak na trawie leży,
Poruszyła się troszeczkę,
Gdy poczuła zapach świeży.

Pszczole, co raz lepiej,
Już oprzytomniała,
Szybko z żywych kwiatów,
Nektar pozbierała.

W domku zwanym ulem,
Gdzie mieszkanko miała,
Nektar na miód przerobiła,
I ludziom go dała.

Miodem serce można wzmocnić,
Będzie zdrowe długie lata,
Gdyby pszczół zabrakło,
Byłby koniec świata!

Chrońmy pola, chrońmy łąki,
Wokół „ chemii” dosyć!
Gdyby pszczoły mówić mogły,
Chciałyby nas o to prosić!
Znalezione w Internecie
Pewnie nie każdy wie, że gdyby wyginęły pszczoły, doprowadziłoby to do zniknięcia większości owoców i warzyw! Spowodowałoby to przerwanie łańcucha pokarmowego dla niektórych zwierząt i owadów. Co za tym idzie, dla kolejnych zwierząt zabrakłoby pokarmu, a stąd prostą drogą dla człowieka w pewnym momencie zabraknie pożywienia.
Jak temu zaradzić? Niestety niewielu ludzi przejmuje się losem pszczół. Część rolników, mimo że odnoszą największe korzyści z prac pszczół, nie dbają o nie. Mimo zaleceń producentów środków ochrony roślin odnośnie godzin przeprowadzania zabiegów na roślinach, notorycznie zdarzają się podtrucia.
Gęsta sieć telefonii komórkowej, urządzenia Wi-Fi, nadajniki, maszty i instalacje służące do komunikowania się za pomocą fal, linie przesyłowe wysokiego napięcia, urządzenia elektryczne itd.
To wszystko zaburza naturalne promieniowanie geomagnetyczne, słoneczne i kosmiczne jakiemu poddane jest całe życie na Ziemi, w tym delikatne pszczoły.
Zgubny wpływ na pszczoły ma także coraz mniejsze urozmaicenie kwiatostanu.
Obecnie głównym źródłem pszczelego pokarmu jest nektar z kwiatów rzepaku, co stanowi zbyt mało odżywczą dietę dla pszczół.
Albert Einstein kiedyś powiedział : W dniu, w którym umrze ostatnia pszczoła, ludzkości zostaną cztery lata życia.
Bez pszczół nie będzie plonów. W sadach zabraknie owoców, bez zapylania nie będzie nasion na innych drzewach, które są przecież pożywieniem dla zwierząt
To powoduje, że coraz częściej łupem złodziei padają ule z zawartością, ale również same rodziny pszczele.
W zeszłym roku niedaleko Wrocławia ktoś podpalił ule i zabił setki tysięcy pszczół. Aż brakuje mi słów, aby to skomentować.
Warto jednak pamiętać, że pszczoła przez całe swoje życie wyprodukuje jedną łyżkę miodu. To morderczy wysiłek, którego najwyraźniej zupełnie nie doceniamy. A przecież tak bardzo lubimy miód. 
Kochajmy i doceniajmy zatem pszczoły bo bez nich i my zginiemy
Pożytku słodki…
Robinio biała, pożytków królowo!
Niechaj pogoda twoim kwiatom sprzyja!
Po tobie wszędzie będzie kolorowo
I żal zostanie, że już wiosna mija
Chabrze bławatku, szafirze zbożowy!
Czerwonym makiem przetkany obficie
Pożytku główny, nasz królu czerwcowy
Gdy kwitniesz, u nas zaczyna się życie
Po tobie przyjdzie cudny bursztyn słodki
Z zapachem lata, zdrowia i radości
To lipy kwitną, pszczelarskie stokrotki
I się zaczyna czas letnich miłości
Nareszcie gryka kwieciem pola śnieży
I malwy słodki uśmiech świat rozjaśni.
To tylko czerwiec, czy ktoś w to uwierzy?
W zwykłej pasiece, niby w pięknej baśni
Znalezione w Internecie


poniedziałek, 9 lipca 2018

Ulotne motyle

PIERWSZY MOTYLEK
Pierwszy motylek wzleciał nad łąkę,
W locie radośnie witał się ze słonkiem,

W górze zabłądził w chmurkę i w mgiełkę,
Sfrunął trzepocząc białym skrzydełkiem.

A gdy już dosyć miał tej gonitwy,
Pytał się kwiatków, kiedy rozkwitły?

Pytał się dzieci, kiedy podrosły?
Tak mu upłynął pierwszy dzień wiosny.
Władysław Broniewski
Już lipiec, a ja dopiero teraz zobaczyłam pierwszego motyla w tym roku. Właśnie, jak co niedzielę, siedziałam w moim Ogrodzie na mojej ulubionej huśtawce, gdy kolorowy motyl przysiadł obok. Nie wiem dlaczego, ale w tym roku mało jest motyli, prawie jak na lekarstwo.
Dziś zatem opowieść o motylach.
Czytałam, że w wielu krajach istnieją przepowiednie związane z pierwszym napotkanym motylem. Zwykle najlepszą wróżbą jest motyl kolorowo ubarwiony. Może więc nadchodzące lato będzie dla mnie pełne kolorowych wrażeń? Jednak wolałabym chyba zobaczyć żółtego cytrynka. On na pewno zapewniłby mi słoneczne i ciepłe lato. Zresztą podobno Muminki wierzyły, a wręcz twierdziły, że gdy pierwszy ujrzany motyl, będzie koloru żółtego, to lato będzie wesołe. Czy to prawda?
Na pewno nie chciałabym spotkać czarnego motyla.... Ale o tym napiszę innym razem.
Motyl od dawna jest symbolem duszy, szczęścia, natchnienia, lekkości, piękności i przemiany. Zawsze zachwycał i poruszał człowieka. Jako symbol pojawia się w wielu kulturach.
W języku starogreckim słowo „psyche” można tłumaczyć na dwa sposoby – jako dusza lub jako motyl. To dlatego motyl symbolizuje duszę. Według mitologii greckiej Atena, skuszona i przekonana poprzez Prometeusza, który ulepił człowieka, kładzie człowiekowi motyla na języku i w ten sposób daruje mu duszę.
W Chinach motyl jest symbolem nieśmiertelności, radości i przyjemności, jego wyobrażenie w połączeniu z chryzantemą obrazuje piękno starości, a ze śliwką- długowieczność. Jednak para lecących motyli to dla Chińczyków symbol miłości.
Japończycy przejęli wiele z chińskiej symboliki, lecz motyl w ich kulturze może również oznaczać fałszywego kochanka, próżną kobietę lub gejszę, para motyli zaś szczęście małżeńskie. Pojedynczy motyl w domu w Japonii oznacza nadejście miłego gościa. Jeśli zaś spotyka się ich zbyt wiele, wróżą nieszczęście.
W wierzeniach indiańskich, w wielu rejonach, motyle wraz z ćmami, uznawane są za dusze zmarłych, a plemię Pimów, którego totemem jest motyl, uważa, że jego postać przybrał Stwórca.
Według pewnego podania australijskich Aborygenow, gdy śmierć po raz pierwszy pojawiła się na świecie, przekonywała, że zmarły zostanie wzięty do krainy duchów i powróci na ziemię pod postacią motyla.
Natomiast w angielskim hrabstwie Devon ludzie wierzyli, że trzeba zabić pierwszego napotkanego motyla wiosną, by uchronić się przed pechem.
Również w obrazach chrześcijańskich spotykamy się z duszą, którą Bóg kładzie Adamowi na języku, przedstawianą często jako skrzydła motyla.
Kiedyś gdzieś czytałam, że na nagrobkach chrześcijańskich pojawiały się motyle jako znak zmartwychwstania. Motyle były odzwierciedlane w czasach romantyzmu na grobach, jako symbol zmartwychwstania. 
Niektórzy współcześni psychologowie zalecają, zwłaszcza dzieciom, tłumaczenie śmierci jako uwolnienia się motyla z poczwarki – tymczasowej siedziby, jaką jest ciało. Wiele osób, które opisuje doświadczenie śmierci klinicznej, wspomina o pięknych motylach lub istotach o ich skrzydłach napotkanych po Drugiej Stronie.
DUSZA JAK MOTYL
Szukasz siebie
w swoim wnętrzu
komórka po komórce,
przeszukujesz własny mózg
docierasz aż do szpiku kości
i ciągle nic
śladu żywego ducha.

Twoje ciało, żywa natura
doskonałość i uroda, wiesz
że mieszka w nim dusza
znalazła schronienie
od chwili urodzenia
jeszcze tylko chcesz
uwolnić się od cierpienia ...
lecz kiedy nie poznasz bólu
nie poczujesz smaku życia.

Przebudź się z własnego snu
uwolnij się z wieczności
ziemskiego mroku
twój umysł kreuje
destruktywne myśli.

Nie rozpoznasz
co jest dobre a co złe ...
dopóki dopuszczasz do głowy
własny intelekt.

Twoja statua ciała
żyje w świecie materii
będziesz toczyć walkę ...dotąd
dopóty nie odnajdziesz
sensu istnienia .


Nie bądź ślepcem
nie goń za martwym organizmem
odnajdź na łące żółtego motyla
pewnie przycupnął gdzieś
na płatku jesiennego kwiatka
choć jego skrzydła takie kruche
to jednak od niego możesz
uczyć się fruwać.

Naródź się od nowa
niech twa dusza rozkruszy kokon
twojej cichej ignorancji.
Twoje ciało nic nie znaczy
znaczą tylko twoje myśli.

Twój duch -
rzeczywistość czy mit
chociaż dusza i ciało
żyją w jednej parze
mają się do siebie
jak miłość i nienawiść.

Otwórz serce swe
odkryj, że ty też potrafisz być
kimś wyjątkowym.
Jeśli opuścisz kokon swój
narodzisz się jak ten motyl
Otworzysz serca próg
a rubinu promień
wymaluje w nim, twój
doskonały portret.
Wiesława Vancouver

Motyl cechuje radość, lekkość, niezależność, wolność. Z jednej strony symbolizuje zmartwychwstanie i nieśmiertelność, z drugiej – ze względu na krótkotrwałość jego życia i przemijające piękno, również próżność. Utożsamiany jest z wyzwoleniem i nowym początkiem. Oznacza dążenie do światła, intuicję, wesołość, swawolę, swobodę, kolorowe piękno, wytworność, moment przejścia na drugą stronę, z fizyczną śmiercią.
Obecnie przez niektóre środowiska katolickie motyl uważany jest za symbol zła, mimo, że motyl pojawiał się na nagrobkach chrześcijańskich. Motyl jest też symbolem własnym zwolenników "New Age". 
Tak jak gąsienica zawija się w kokon, przemienia się i wychodzi w formie motyla, tak ludzkość przechodzi z dawnej epoki w nową erę. Gąsienica oznacza minioną epokę, w której ludzkość żyła według tradycji.
Dla mnie motyl kojarzy mi się z delikatnością, pięknem, wrażliwością, ulotnością, kruchością, ale też siłą.
Motyl musi się przecież wydostać ze skorupy swojego życia. To ona była dość mocna, aby go chronić przed innymi owadami, jaszczurkami, wiatrem deszczem.... Przed wszystkim co mogło go zniszczyć. Któregoś dnia motyl uświadamia sobie. ze pora rozbić kokon i stać się kimś nowym, silniejszym, jest też ciekawy tego, co dzieje się poza tą skorupą. Jednak kokon, to nie jest pokój z drzwiami. Walka, którą musi stoczyć jest ciężka, ale dla obserwatora inspirująca. Czasem chciałoby się mu pomóc. Przecież dla nas tak łatwo jest zerwać te kilka nitek, które tak pilnie i silnie zaplotła gąsienica. Niestety, to musi to zrobić sam motyl.
Czasem myślę, ze chyba taką właśnie gąsienicą jestem. Mam swój kokon, w którym czuję się bezpieczna. Ciekawi mnie i interesuje świat zewnętrzny, chciałabym znaleźć się tam choć na chwilę, ale z drugiej strony boję się zrobić ten krok i opuścić moją skorupkę. Mój Ogród i Dom to kokon, w którym czuje się najlepiej, w którym bezpiecznie przechowuję wspomnienia.
Przypominają mi się też słowa papieża Franciszka:|
„Jakie jest moje serce? To serce, które wydaje się być tancerzem kierującym się raz w jedną, raz w drugą stronę; czy też motylkiem, co obecnie bardzo się podoba… motylkiem w ciągłym ruchu. Jest to serce, które napawa się lękiem w obliczu życiowych realiów, ukrywa się (...) Jest to serce mężne, czy też pełne obaw, które cały czas stara się ukryć? O co nasze serce się troszczy? Co jest skarbem, do którego nasze serce jest przywiązane? Czy to serce zakotwiczone w stworzeniu, w problemach, które wszyscy mamy?”.
Motyl
Jednemu panu na skwerku
motyl siadł na gazecie.
A pan powiedział ponuro:
- I po co to żyje na świecie?

Ani to z pierza, ani z mięsa,
z kwiatka na kwiatek się wałęsa,
na kotlet to się nie nadaje,
nie znosi tak jak kura jajek,
choćbyś i w ulu go zamykał,
nie da ci miodu do piernika,
nie daje mleka tak jak krowy
i jakiś taki - za kolorowy...

A dwaj poeci, patrząc
jak motyl skrzydła rozchyla,
bardzo cichutkim szeptem
szepnęli do motyla:

- Gdyby nie było motyli,
my byśmy cię wymyślili.
I chronili przed tym panem,
chronili!
Wanda Chotomska 

środa, 27 czerwca 2018

W zaczarowanym ogrodzie

Przyjście lata
I cóż powiecie na to, 
Że już się zbliża lato?

Kret skrzywił się ponuro: 
„Przyjedzie pewnie furą”.

Jeż się najeżył srodze: 
„Raczej na hulajnodze”.

Wąż syknął: „Ja nie wierzę. 
Przyjedzie na rowerze”.

Kos gwizdnął: „Wiem coś o tym. 
Przyleci samolotem”.

„Skąd znowu - rzekła sroka - 

Nie spuszczam z niego oka 
I w zeszłym roku, w maju, 
Widziałam je w tramwaju”. 

„Nieprawda! Lato zwykle 

Przyjeżdża motocyklem!”

„A ja wam to dowiodę, 

Że właśnie samochodem”.
 „Nieprawda, bo w karecie!” 
„W karecie? Cóż pan plecie? 
Oświadczyć mogę krótko, 
Przypłynie własną łódką”.

A lato przyszło pieszo - 

Już łąki nim się cieszą 
I stoją całe w kwiatach 
Na powitanie lata.
Jan Brzechwa
Właśnie cieszymy się najdłuższymi w roku dniami. Chociaż niestety dnia zaczyna już ubywać. Czerwiec powoli się kończy. Czy jednak na pewno przyszła do nas królewna Lato? Za oknem często szaro, deszczowo, chłodno. Najchętniej zwinęłabym się w kłębek i śniła o ciepłych dniach. Nie czuję nadchodzącego lata.
Może tylko czerwone, słodkie truskawki i aromatyczne, rumiane czereśnie przypominają nam o panującej porze roku?
To prawda, że płowowłosa córka króla Słońce zajrzała do nas już w maju i na początku czerwca, ale chyba postanowiła odpocząć. Teraz powoli jednak budzi się do życia. Może siłę i energię czerpie z minut, które stopniowo, zabiera nam każdego dnia? Szkoda mi jednak, aby ten czas przesiedzieć w domu. Przecież dookoła, zwłaszcza w moim Ogrodzie jest najpiękniej.
Piękno przyrody w moim Ogrodzie jest moją ucieczką od realiów świata w którym żyjemy. Lubię tutaj uciekać, jednak niestety nie zawsze jest na to czas. Ja jednak staram się sobie ten czas znaleźć. Bez tego pewnie nie miałabym siły, aby każdego dnia zmagać się z codziennością.
Wszyscy dziwią się, że w każdy weekend wstaję o tak "barbarzyńskiej" porze, kiedy inni starają się wyspać zapewne jedyny raz w danym tygodniu . Ale przecież tylko wtedy można zachwycić się tym codziennie malowanym od nowa obrazem. Teraz najpiękniejsze w moim Ogrodzie są róże.
Lubię patrzeć, jak pierwsze promienie słońca nieśmiało oświetlają moje róże. Pną się lekko po krzaku, przenikają jego gałęzie i muśnięciem budzą do życia pąki kwiatów. .
Przyroda 
Słońcem raduje się niebo 
Bo już przecież mamy lato 
W koło świat się mieni kwieciem 
I czerwieni się owocem 

Lipy także już zakwitły 
Mimo że dopiero czerwiec 
Woń zwabiła tutaj pszczoły 
Te owady pracowite 

Miło siedzieć w ciepły dzionek 
W cieniu lipy pośród woni 
Słuchać brzęczenia i szmeru 
Co utuli nas do snu
Znalezione w Internecie 
To moment, gdy noc odchodzi z blaskiem poranka, przemienia się w dzień.
To wtedy ptaki śpiewają najgłośniej, radosnym głosem witają nadchodzący dzień. Słońce budzi się powoli, przecierając oczy zaspanymi dłońmi. Przecież jeszcze mgła ziemię otula, pozostawiając perełki rosy, które migoczą na igiełkach naszego trawnika. Ale to właśnie one są najlepszym kosmetykiem dla mnie i dla słońca.
Świt wstaje na nowo i w jego spokojnym i słonecznym blasku znika złe wczoraj i rodzi się nadzieja na dobry dzień.
Bez problemów wstaję więc rano i podziwiam ten cud natury, chociaż nie każdego dnia jest mi to dane.
Kocham ten czas o wschodzie słońca, gdy oprócz ptaków i mnie wszyscy śpią, z świat jeszcze zaspany, powoli budzi się do życia. Odpowiada mi ten czas, gdy dookoła wszystko toczy się w zwolnionym tempie.
Ogrody, ogrody
Ogrody, ogrody, zielone azyle,
tu dzień twój zmęczony przysiądzie na chwilę,
tu w cieniu altany jest pora dla zdrowia
prostują się sprawy w tym gąszczu listowia.
Kamienna ławeczka ma miejsce dla ciebie,
tu rybka ci złota pomoże w potrzebie,
tu koper, maciejka i krzaczek lawendy
otulą ci zmysły, ukoją ci nerwy.
Tu zapach trawnika ściętego wieczorem
napełni ci piersi zielonym kolorem.
Ogrody, ogrody jak barwne motyle
świat z bajek dziecięcych wyjęty na chwilę,
gdy raz zauroczy cię swoim oddechem
poczujesz jak stajesz się innym człowiekiem.
Tu czas się zatrzymał i spokój zamieszkał,
tu szczęście odnajdziesz na grządkach i ścieżkach.
Znalezione w Internecie
Jestem osobą, która do końca nie może zrozumieć pędzącego świata, która z trudem za nim nadąża. Może takie życie w dużym mieście nie jest dla mnie? Ostatnio byłam w małym, spokojnym miasteczku i zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam mieszkać w takiej małej miejscowości, gdzie czas płynie spokojnie i jest częścią natury. W mieście, czas na każdym kroku jest zmierzony, dzielony na godziny, minuty, sekundy. Tam każda chwila jest ważna, nie można jej zmarnować na rzeczy błahe i nieważne.
Najchętniej zostałam w moim ogrodzie na zawsze. W bezpiecznym świecie, w którym pozbawione kolców róże rozkwitały każdego dnia.
Niech życie biegnie. Ja dziś odpocznę, zatrzymam się, złapię ciszę....
Wstaje kolejny piękny dzień. Świat dookoła uśmiecha się do mnie. Trudno się nie odwzajemnić.
Teraz chciałabym tylko powiedzieć:
Nadeszło lato
Rozszalały się pszczoły w ogrodzie, 
jedna drugiej coś brzęczy do ucha. 
Lato dziś przyszło o wschodzie, 
nektarowa więc w lipie zawierucha! 

Zboża dostojnie pręża swe kłosy 
na pełne radości spotkanie, 
trawa na łące rozczesuje włosy, 
ach, przyszła pora na kochanie!  

Wiśnie wiśniowo usta malują, 
truskawki kwaszą się nieco,że przez 
czereśnie, trochę za wcześnie 
w zapomnienie z wiosną ulecą. 

W parkach ćwierkaniem się rozćwierkało, 
powietrze drganiem faluje, 
żyto do góry ziarnem strzeliło 
świat wypiękniał, aż nie pojmuje. 

A lato nic sobie z tego nie robi, 
zajęte jedzeniem jagódek, 
zielenią łąki oplata swe nogi, 
maliną brudzi podbródek. 

Na skrzydłach motylich wysoko wzlatuje, 
słonecznikom zagląda w nasiona, 
w obłokach białych zwiewnie szybuje, 
słońce trzymając w ramionach.
Znalezione w Internecie