sobota, 28 marca 2026

Cisza, która prowadzi do radości

W marcu wstaję wcześniej niż zimą. Świat jeszcze śpi, w dole tylko mkną w dal pociągi. Parzę herbatę. Piję powoli i patrzę przez okno ponad dachami domów.
Wiem, że to jeszcze wcześnie na tą opowieść, ale....
Zanim pierwszy promień słońca wpadł do mojego mieszkania, wiedziałam, że nadchodzi Wielkanoc. Wszak pierwsze palmy już zielenią i złocą się w wazonie. Zapach wiosny rozchodzi się dookoła. W sercu czuję znajome oczekiwanie.
Nadchodzące dni nie są jak każde inne... To dni, który pachną świeżością wiosny, pieczeniem ciasta, wanilii, kolorami pisanek...
Są także cichymi chwilami zadumy.
MOJE TRIDUUM SACRUM
Od lat się uczę Triduum Sacrum
ciągle na nowo
przemierzam z pokorą trzy dni święte
z każdym rokiem inaczej
zasiadam w czwartek do Ostatniej Wieczerzy
by skosztować ducha zapowiadanej Ofiary
potem wędruję w piątek pod Krzyż
wiem że mnie przygarnie jaką jestem
a gdy nadejdzie cisza wielkiej soboty
wśród hortensji i białych tulipanów
będę czekać wytrwale
aż zmartwychwstanie Miłość
bym mogła znów iść dalej...
Każdy krok w tym czasie przypomina mi, że zanim będzie radość, musi być cisza, zaduma i głębsze spojrzenie na to, co w moim życiu naprawdę ważne. 
Wielkanoc to dla mnie więcej niż święto jednego dnia. To przypomnienie, że życie potrafi się odrodzić, nawet gdy wydaje się ciężkie i szare.
W marcu wszystko prowadzi ku Wielkanocy. Każdy dzień Wielkiego Postu ma w sobie nutę oczekiwania. Zdejmuję ostatnie zimowe ozdoby, wycieram kurz półek, porządkuję nie tylko przestrzeń, ale i myśli. W tym czasie nawet cisza ma inny smak. Głębszy, bardziej uważny.
W wazonie stają pierwsze kocie gałązki. Miękkie i puszyste bazie, delikatne wspomnienie z dzieciństwa... Dotykam ich i czuję, jak bardzo to święto zakorzenione jest w prostych gestach. W święceniu palm, przynoszeniu do domu zieleni, sprzątaniu, malowaniu jajek....
Przychodzi Triduum Paschalne. Czas najważniejszych i najbardziej poruszających dni w całym roku liturgicznym. Te trzy dni nie są jedynie pamiątką wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat. To jedna, wielka tajemnica miłości Boga do człowieka. Tajemnica rozciągnięta w czasie od wieczoru Wielkiego Czwartku aż po świt Zmartwychwstania.
To czas, w którym liturgia prowadzi nas krok po kroku przez Wieczernik, Golgotę i pusty grób, abyśmy nie byli tylko widzami, lecz uczestnikami zbawczych wydarzeń.
Zatrzymujemy się głębiej niż zwykle, by spojrzeć w głąb siebie i zrozumieć sens ofiary, ciszy oraz nadziei. To dni, które wyciszają codzienny pośpiech i zapraszają do prawdziwej refleksji nad życiem, przemijaniem i odrodzeniem.
W Wielki Czwartek
Śpimy jak zwykle
w czwartkową noc
nieświadomi zbliżającej się chwili
nie podejrzewamy nawet
że ktoś może być sam
nie chce się nam czuwać
bo dobrze nam w swoim świecie
bezpieczni
że ktoś pokona za nas
dolinę ciemności
spokojni
że nie musimy podbiegać
z rozłożoną chustą poświęcenia
nie żądają od nas odwagi
więc zapominamy że nasze miejsce
jest pod Krzyżem
i przesypiamy kolejną
noc Miłości. 
Wielki Czwartek jest cichy i refleksyjny. Wspominamy Ostatnią Wieczerzę, gest umycia nóg i ustanowienie Eucharystii. W powietrzu czuć skupienie i wdzięczność, ale też zapowiedź nadchodzących wydarzeń. To wieczór pełen zadumy, w którym milkną dzwony, a serce zaczyna rozumieć, że wchodzimy w tajemnicę większą niż słowa.
Wielki Piątek jest surowy, poważny i wymagający skupienia. To dzień ciszy, postu i adoracji krzyża. W tym dniu świat naprawdę powinien zwolnić, bo staje wobec tajemnicy cierpienia i śmierci. To dzień, w którym ziemia zdaje się milknąć.
A jednak u nas, zawsze zastanawiam się dlaczego, nie jest dniem wolnym od pracy.  Jakby nasza codzienność nie zawsze potrafiła zatrzymać się tam, gdzie serce najbardziej tego potrzebuje. I rzeczywiście można pytać, dlaczego świat nie zatrzymuje się w tym dniu? Dlaczego codzienność toczy się zwyczajnie?
Wielki Piątek uczy nas, że cierpienie nie jest ostatnim słowem Boga. Że nawet w największym mroku obecna jest nadzieja, choć jeszcze jej nie widać.
W Wielki Piątek
Dziś pod Krzyż przyszły
wszystkie smutki świata
cisną się w zapłakanych oczach
słabym głosem wyrywają się ze zranionych serc
jadą na inwalidzkich wózkach
popychają krzywdę zdrady
rzucają niedawne oszczerstwa
przekrzykują zapach alkoholu
i rozpychają się gwałtem nienawiści
a ramiona Krzyża
w delikatnym uścisku
przygarniają przyniesione kamienie i głazy
by przemienić je w diamenty
błyszczące w płomieniach zachodzącego słońca.
Już cisza
i dzieją się pod Krzyżem rzeczy niepojęte
które rozumie się jedynie
u stóp Krzyż
Wielka Sobota jeszcze jest dniem ciszy. To zawieszenie między bólem a radością. Wielka Sobota pachnie jednak już świętami – chlebem, ciastem, barszczem, chrzanem i wędliną. W domach miesza się cisza oczekiwania z krzątaniną przygotowań. Koszyczek przykryty białą serwetką niesiemy ostrożnie, nie tylko po to, by wiatr jej nie zdmuchnął, lecz także dlatego, że niesiemy w nim coś więcej niż pokarmy. Niesiemy nadzieję, że po ciszy i mroku zawsze przychodzi światło. 
W sobotę na koniec jest Noc Zmartwychwstania Pańskiego, Wigilia Paschalna.
Wigilia Paschalna zaczyna się w ciszy i ciemności, gdy ogień rozprasza mrok, a światło paschału powoli wypełnia świątynię, niosąc obietnicę nowego życia. To noc czuwania i nadziei, w której serce przechodzi z ciszy Wielkiego Piątku ku radości Zmartwychwstania, czując, że po każdej ciemności naprawdę przychodzi świt.
W Wielką Sobotę
Lubię radość wielkiej soboty
przystrojonej grobami Pańskimi
w których Chrystus
spoczywa jeszcze w zapachu wiosennych kwiatów
wokół pełno
cichych modlitw i szeptów
przenikających przez biel
grobowych płócien
i wciąż to radosne oczekiwanie
na odwalony kamień
na bliskiego sercu Anioła
na spotkanie z szukającą Marią
i na dźwięk słów
nie zatrzymuj mnie
wiersze Basia Wójcik
Chwytam w dłonie drewnianą pisankę. Delikatnie ją obracam i myślę o tym, jak kruche, a jednocześnie piękne jest życie. Wielkanoc każdego roku uczy mnie, że każdy z nas może odrodzić się na nowo. W myślach, w uczuciach, w relacjach z innymi. I przede wszystkim w zdrowiu i w wędrówce przez ścieżki codzienności. O tym wszystkim sama się przekonałam.
Jednak radość nie zawsze przychodzi sama. Trzeba ją dostrzegać w drobnych gestach: w uśmiechu, w słońcu za oknem, w ciepłej herbacie pitej w ciszy poranka... 

sobota, 21 marca 2026

Nici, których nie da się rozsupłać

To już prawie trzy lata. Trzy lata to wystarczająco długo, by nauczyć się oddychać na nowo, ale wciąż za krótko, by przestać liczyć czas od tamtego dnia. Nadal zdarza mi się myśleć o Tobie w czasie teraźniejszym, jakbyś była gdzieś obok i tylko na chwilę wyszła do innego pokoju. 
Do dziś pamiętam moment trzy lata temu przed świętami, w którym wszystko się rozpadło. Myśli rozsypały się jak drobinki szkła, a ja nie potrafiłam ich pozbierać i właściwie nadal nie potrafię tego zrobić do końca. Wiadomość była spodziewana, a jednak niewiarygodna. Człowiek do ostatniej chwili wierzy, że los się pomyli, że cofnie się o krok. Fala pustki uderzyła nagle, a ja poczułam się opuszczona, jakby ktoś zabrał ze świata stały punkt odniesienia.
Przez długi czas rzeczywistość była nierealna, obca, pozbawiona sensu. Dni mijały, święta przyszły i odeszły, a ja funkcjonowałam jakby obok siebie. Potrzebowałam czasu, by myśli znów zaczęły tworzyć jakąkolwiek całość. Jednak już nigdy nie były takie same.
Żałoba zmienia nie tylko tych, którzy tracą najbliższą rodzinę. Przyjaciele także zostają nią dotknięci. Czasem na całe życie.
Ty również zostaniesz we mnie na zawsze. Może dlatego, że prawdziwa przyjaźń nie zna czasu przeszłego.
List z nieba
Nie pytam czego ci potrzeba
wiem lepiej od ciebie
przecież bywam w twoim domu
siadam w ulubionym fotelu
i przyglądam się ludziom,
nie chcę ci przeszkadzać
tyle masz przecież do zrobienia
więc milczę
bezgłośnie podpowiadam ci jak żyć,
wiem kiedy rozmawiasz ze mną
lubię te rozmowy od zawsze,
posiedzę tu jeszcze trochę
a potem
wrócę na niebiańskie polany
i nadal będziemy rozmawiać
nie martw się
wiem czego ci potrzeba…
Nasza historia zaczęła się zwyczajnie pierwszego dnia na studiach. Jedyne dwie samotne dziewczyny, które trafiły na siebie idealnie w tym samym momencie. Inni przyszli na studia przynajmniej z jedną znajomą osobą.
Byłyśmy inne. Ty otwarta, spontaniczna, pełna ciepła. Ja zamknięta, poukładana, milcząca. Tak jak Słońce i Księżyc.  O tym już pisałam TUTAJ.
Jednak nigdy nie padło między nami złe słowo. Może właśnie dlatego, że umiałyśmy się słuchać, akceptować....
A próby zmieniania siebie nawzajem? To pytanie nasuwa się naturalnie, bo chociaż obie urodziłyśmy w rogatym znaku zodiaku, ale każda w innym. Cóż starałyśmy raczej  dostosowywać się do siebie nawzajem...   
Imponowałaś mi swoją wiedzą, ciekawością świata, lekkością bycia. Zawsze miałaś czas, zawsze dobre słowo, zawsze potrafiłaś dodać odwagi. Nigdy nie miałam siostry, ale Ty nią byłaś. 
Nadal myślę o nas jak o dwóch puzzlach. Każda z nas była inna, ale razem tworzyłyśmy obraz, który miał sens. Ale i o tym pisałam TUTAJ.
Nauka
Uczę się żyć bez Ciebie
choć trudna to nauka
nazywać rzeczy od nowa
i ciągle iść pod wiatr
uczę się cierpliwości
zadanej mi kiedyś przez Ciebie
zatrzymuję się zbyt często
i spoglądam w niebo z nadzieją
że znów zobaczę Twój uśmiech
w białej burzy obłoków.
Nie jestem niewiernym Tomaszem
ale nauka nie jest łatwa
dlatego próbuję od nowa
uczyć się żyć bez Ciebie.
Od tego październikowego dnia nasze losy splątały się także jak nitki z dwóch całkiem różnych kłębków. Najpierw zaczęły toczyć się powoli wspólnym, jeszcze nieśmiałym  ruchem, choć każda z nas miała własny rytm. Twój kłębek rozwijał się szybko, lekko, jakby nie bał się plątania ani nagłych skrętów. Mój był bardziej zwarty, ostrożny, prowadzony według określonego, zaplanowanego porządku. A jednak jakimś cudem właśnie w tym splocie znalazłyśmy równowagę. Ty nadawałaś kierunek, ja trzymałam ciągłość. Gdy jedna z nici nagle skręcała, druga podążała za nią bez lęku, ufając, że sens objawi się później.
Z czasem splot stał się gęsty, równy, chociaż nadal rozróżnialny. Były w nim obrazy jasne jak letnie poranki i takie, które przypominały długie wieczory. Każde doświadczenie dokładało kolejny wzór. Nawet gdy nasze drogi  zaczęły iść po studiach w innym kierunku, to ten splot wciąż istniał. Nasze losy splątały się na lata i nikt nie potrafił ich rozsupłać. 
Niestety im mocniejszy węzeł, tym bardziej boli jego zerwanie.
Kiedy jeden z kłębków przestał się rozwijać, to nagle zabrakło napięcia, które nadawało sens całej konstrukcji. Nitki, które kiedyś prowadziły mnie pewnie, dziś zwisają luźno, a ja próbuję odnaleźć ich koniec. 
Z czasem jednak nauczyłam się żyć z tą luźną nicią w dłoni, nie próbując już na siłę wiązać jej z czymkolwiek innym. Pozwalam jej być taką, jaka jest: urwaną, cichą, a jednak wciąż istniejącą. Bo Twoja obecność nie zniknęła, tylko zmieniła formę. Jesteś w słowach, które czasem sama sobie powtarzam, w gestach, których się od Ciebie nauczyłam, w odwadze, po którą sięgam, gdy zaczyna mi jej brakować. Bo Ty zawsze byłaś odważna. 
I może właśnie na tym polega dalszy ciąg tej historii. Bo niektóre więzi nie kończą się wraz z odejściem, one po prostu uczą nas innego sposobu trwania. W pojedynkę, ale nie samotnie
TĘSKNOTA
Już dawno została moją siostrą
zawsze pragnęłam siostry
więc wskoczyła w tę pustkę
i zagościła w niej na stałe
najchętniej przebywa w sercu
ukryta przed ciekawskimi spojrzeniami
oplata moje myśli gąszczem wspomnień
budzi mnie rankiem każdego dnia
wydaje rozkazy i nakazy
wieczorem zasypia ze mną
po to by królować w moich snach
nie przepędzam jej
wszak zawsze chciałam mieć siostrę...
wiersze Basia Wójcik
Podchodzę do okna i patrzę na przestrzeń nad dachami, za którymi tak niedaleko mieszkałaś. Los tak pokierował, że zamieszkałaś tym razem tak blisko...
Król Słońce powoli kończy swój codzienny bieg. Światło powoli znika, dzień zamyka za sobą drzwi. W tym świetle widzę jednak na niebie obraz tamtego, naszego splotu. Ciepłego, cierpliwego, prawdziwego... Uśmiecham się, bo wiem, że choć życie próbuje rozplątać to, co zostało utkane, nie potrafi tak do końca rozplątać naszego wzoru. 
Są sploty, których nigdy do końca nie da się rozsupłać. Nici, których nie da się zastąpić innymi, choćby były podobne w dotyku czy kolorze. Ten jeden, wyjątkowy splot zostaje na zawsze. 

sobota, 14 marca 2026

Wśród zapachu delikatnych, białych gron...

Jak zawsze o tej porze tkam opowieść o drzewie. Tym razem o jednym z moich ulubionych, które zazwyczaj  swoim zapachem umila dzień moich imienin. Gdy zakwita, cały świat wokół zwalnia. Jego białe, miodowe kwieciste grona przyciągają pszczoły, motyle i ludzi. To drzewo, które zna każdy. Często bowiem wróżyliśmy lub nadal wróżymy sobie z jego listków. Tak, tak dzisiaj chcę utkać opowieść o akacji.
Akacje
Białe akacje tchną wonią opiłą
Pod nocą srebrno-modrą,
Jak gdyby innych kwiatów nie było
I wcale być nie mogło.

Te ciemne liście i białe kwiecie
Szelestnym szemrzą szeptem,
Jak gdybym żadnych głosów na świecie
Nie słyszał nigdy przedtem.

Tak przez gałęzie lśnią gwiezdne dale
I taki cichy ten wieczór,
Jak gdybym jeszcze nie kochał wcale
I tylko Ciebie przeczuł.
Julian Tuwim
Akacja przywędrowała do nas z Ameryki Północnej. Do Europy sprowadził ją XVII-wieczny francuski ogrodnik Jean Robin, od którego nazwiska pochodzi nazwa tego gatunku.
Zastanawia mnie jednak informacja, którą również przeczytałam.
Od dawna przypisywano akacji magiczne właściwości. Wyjątkową czcią darzyli Egipcjanie i Rzymianie. Podobno właśnie z akacji Noe zbudował swoją Arkę Przymierza. Ponieważ jest drzewem z kolcami, dlatego przypisywano jej pochodzenie cierniowej korony na skroniach Jezusa. Wierzono, że łagodzi ból, dlatego starożytni Rzymianie robili z niej amulety, którymi pocierali obolałe miejsca. W starożytnym Egipcie akacja była świetnym afrodyzjakiem.
Obdarzona była (jest?) mocą, która pobudza dar jasnowidzenia, wzmacnia siłę woli, potrafi zesłać prorocze sny.
I jak ma się to do tego, że do Europy trafiła dużo później? Zaczęłam się zastanawiać, szukać  i...
Krótko pisząc: podobnie jak chyba inni pomieszałam dwa różne drzewa – akację właściwą (Acacia), znaną od tysięcy lat w Afryce i na Bliskim Wschodzie, oraz tzw. „akację” w Europie, czyli robinie akacjową (Robinia pseudoacacia), którą faktycznie sprowadził do Europy Jean Robin w XVIIw.
Skąd więc to nieporozumienie? W języku potocznym w Europie robinie zaczęto nazywać „akacjami”, bo mają kolce i trochę przypominają gatunki Acacia. Przez to wiele osób myśli, że drzewo rosnące koło domu to to samo drzewo, z którego Egipcjanie robili amulety.
Drzewa te zatem to dwa różne światy.
Srebrna akacja
Tu nie pomoże nic...
a cóż ja znaczę!
ten sam sen, ten sam błysk,
srebrne akacje;

struna drży, mocna jest,
to się nie zerwie;
brzdąkam na strunie tej
powrotny czerwiec;

patrz, rozpachniał się już
na pszczelną pracę!
Srebrny wiatr, srebrny kurz,
srebrne akacje.

Nie mów mi, że jest gdzieś
planeta lepsza;
akacja to jest pieśń,
gdy się wysrebrza.

płynie do twych ust
i do mnie wraca -
mna chwałę małych bóstw -
srebrna akacja.

O, jakiż płynie szmer
z tej świętej won!
Palę przed nimi serce,
jak u ikony;

w głowie kołuje myśl,
gwiazda pochmurna:
rozebrać by cię dziś,
a w kwiat ich ubrać.

bo tyś jest siostra im,
rzewna królewna,
zielna woń, srebrny dym,
akacja srebrna.
Konstanty Ildefons Gałczyński
Nasza akacja, o niej będę tylko pisać dalej, zwana jest więc prawidłowo robinią białą. Ma też jeszcze kilka nazw ludowych: grochodrzew, akacja fałszywa, grochowe drzewo amerykańskie, grochowiec biały, grochownik, groszek syberyjski, ostrostręczyna.
Robinia od dawna rozpowszechniła się w Polsce. Często rośnie wzdłuż dróg, w parkach...
Jej drewno jest niezwykle twarde i trwałe. Dawniej wyrabiano z niego koła wozów, narzędzia, a nawet elementy statków. Akacja powszechnie stosowana była również w snycerstwie.
Mówiono, że „kto akację posadzi, ten długo pożyje”, bo drzewo to symbolizowało siłę i długowieczność.
Lud opowiada, że w Jankowie pod Gnieznem znajduje się w parku akacja szczególnie ulubiona przez czarownice. Jeśli kto w nocy tamtę­dy przechodzi, czarownice pod postacią czarnych kotów ścigają go aż do mieszkania. Jeśli ich nie odegnać, będą przychodziły każdej nocy, aby ludziom wydrapać oczy. (…)
Polacy nadniemeńscy nazywają robinię szaleniec i uważają ją za niezawodny środek zapobiegawczy przeciw wściekliźnie od ukąszenia psa wściekłego.
Z akacji wróży lud o przyszłych urodzajach. Silnie kwitnące akacje zapowiadają urodzaj grochu.
Akacja bywała też używana w celach leczniczych, zwłaszcza jej odwar.  W połowie XIX wieku herbata z kwiatu akacji była dobra na kaszel i choroby płuc.
W lecznictwie ludowym od dawna kwiaty stosowano w leczeniu chorób przewodu pokarmowego, którym towarzyszyła nadkwaśność żołądka. Były też znanym środkiem moczopędnym, pobudzającym apetyt i ułatwiającym trawienie.
Polacy nadniemeńscy nazywali robinię szaleniec, bo uważali ją za niezawodny środek zapobiegawczy przeciw wściekliźnie.
Robinia przez długi czas uznawana była wyłącznie za roślinę ozdobną, Jednak obecnie wzrosło jej znaczenie i wykorzystanie jako surowiec lecznicy. Posiada ona właściwości diuretyczne, pobudza wydzielanie żółci, zmniejsza produkcję kwasu solnego w żołądku. Preparaty na bazie kwiatów robinii mają potencjalne zastosowanie w leczeniu chorób układu moczowego oraz pokarmowego.
Robinia akacjowa może mieć również potencjalne zastosowanie u pacjentów z chorobami reumatycznymi. Dodatkowo przypuszcza się, że wspomaga pracę układu nerwowego i regulację rytmu dobowego, ułatwiając zasypianie.
Akacje
Z gęstwy białych akacji,
jakby z dusznej stacji,
wagony otumanień
w różne jadą strony.
W górze szarzeje księżyc -
wisi, zasuszony,
jak mucha, rozhuśtana
w sieciach grawitacji.
Maria Pawlikowska- Jasnorzewska
Nasza akacja  jest rośliną miododajną. Miód akacjowy (jeden z moich ulubionych) ma właściwości łagodzące podrażnienia i stany zapalne błon śluzowych. Dlatego warto go stosować przy infekcjach górnych dróg oddechowych. To także jeden z nielicznych miodów, który poleca się diabetykom w lekkich postaciach cukrzycy, nieleczonych insuliną. Jego spożywanie nie prowadzi do gwałtownych wzrostów poziomu cukru we krwi.
Poprawia funkcje oczyszczania organizmu z toksyn, co ma korzystny wpływ na ogólne zdrowie. Wspiera układ pokarmowy, układ moczowy i układ nerwowy. Wspomaga regenerację oraz łagodzi napięcie mięśniowe, co sprawia, że ma zastosowanie w odżywianiu i regeneracji organizmu po intensywnym wysiłku fizycznym lub umysłowym. Dodatkowo działa wzmacniająco, będąc łatwo przyswajalnym źródłem fruktozy, czyli „zastrzyku energii
Robinia akacjowa ma także zastosowanie w kosmetyce. Jest tam ceniona głównie za właściwości antyoksydacyjne, które neutralizują wolne rodniki i spowalniają procesy starzenia się skóry. Ekstrakt z jej kwiatów nawilża, zmiękcza i łagodzi podrażnienia. Ponadto, olejek akacjowy wykorzystuje się w perfumach, a napary mogą być stosowane do przemywania cery problematycznej, trądzikowej i naczyniowej, a także do stworzenia domowych kosmetyków, takich jak mydła czy kremy.
Dodatkowo robinę można wykorzystywać w kuchni. Kwiatostany po podsmażeniu dodaje się np. do ciast, naleśników, racuchów czy innych placków na słodko. Można z niej przygotowywać również marmolady lub nadzienia do pączków. Pozyskiwany z niej olejek eteryczny wykorzystywany jest do wzmacniania smaku potraw, czasem również jako zamiennik wanilii. Świeże kwiaty można również dodawać do surówek, sałatek...
Jak pisałam wcześniej akację cechuje trwałość drewna.  Dobrze też znosi przebywanie w wodzie. Używa się jej między innymi do produkcji oklein, a także w branżach farbiarskiej i garbarskiej. Z uwagi na dużą wytrzymałość i elastyczność akację wykorzystuje się także do budowy konstrukcji górniczych, masztów i beczek, trzonków, a także sprzętu sportowego.
Codzienne rozmowy
Opowiadamy sobie o akacjach
w których przegląda się poranne słońce
i o ptakach które rankiem
budzą najpiękniejsze sny
zachwycamy się dziko kwitnącą gruszą
i bzem otulającym wiejską kapliczkę
mówimy o słońcu i starych lipach
które od wieków strzegą kościoła
zaglądamy w jaśminy i błękitne niebo
odbite na liściach kasztanów
a w końcu mówimy o Bogu
który mieszka w kwitnących akacjach
i bzach i przydrożnej kapliczce
i jaskółkom tor wykreśla
a słowikom udziela schronienia
i szukając Boga w obłokach
docieramy do serca człowieka.
Basia Wójcik
Dziś wiem już, że akacja, którą tak dobrze znamy, to w rzeczywistości robinia akacjowa.
Akacja wydaje się taka zwyczajna, a przecież kryje w sobie tyle uroku, ale i siły. To drzewo pełne sprzeczności. Z jednej strony delikatne kojące zapachem, a z drugiej jednocześnie twarde i odporne. A patrząc na nią, uświadamiam sobie, że ta delikatność nie wyklucza odporności. Wręcz przeciwnie, czasem najkruchszy kwiat wyrasta na najbardziej twardym drewnie. Może i ja taka jestem? 

sobota, 7 marca 2026

Wystarczy uchylić okno, otworzyć drzwi...

Marzec nadal potrafi zaskoczyć. Chociaż dobrze wiemy, jaki potrafi być. Jeszcze wczoraj wiatr nosił pył śnieżny, a już dzisiaj może przeciągać się leniwie jak kot na słonecznym ganku w ogrodzie. Rankiem jeszcze szczypie w policzki, wieczorem pozwala słońcu przysiąść na parapecie dłużej niż w poprzednich miesiącach. Potrafi być jednocześnie surowy i czuły, zamyślony i niecierpliwy.
Dlatego Pan Marzec nigdy nie składa obietnic. 
Już idzie
Już wieją pierwsze wiosny tchnienia,
Nowego życia — odrodzenia, —
Wnet w łonie śpiącej ziemi — matki
Zbudzą do życia pierwsze kwiatki.

Jeszcze daleko, za morzami,
Miła wiosenka, z piosenkami,
Ale już idzie, już się śpieszy,
Wnet smutne serca nam pocieszy.

Prędzej, wiosenko, do nas, prędzej,
Bośmy tu w smutku, w wielkiej nędzy, —
Wciąż spoglądamy w twoją stronę,
Biją nam serca roztęsknione...

Hej, słonko, roztop śniegi, lody,
Aby wiosence, pani młodej,
Nie zziębły rączki, nóżki bose, —
Diamentową rozsyp rosę.

Wiosenko! — Boża ty królewno!
Piosenkę sielską, słodką, rzewną
Mam w mej fujarce na witanie, —
Więc śpiesz się, przychodź, me kochanie
ANTONI KUCHARCZYK
Jednak już gdzieś w oddali słychać pierwsze dźwięki, pierwsze kolory wiosennych sygnałów... Powietrze przeszywa delikatny, srebrzysty śpiew skowronków, który unosi się nad polami niczym cicha zapowiedź nowego początku. Wśród jeszcze przygaszonych brązów ziemi pojawiają się nieśmiałe smugi zieleni, a spod resztek śniegu wychylają się białe, drobne, ale odważne główki przebiśniegów - pierwszych zwiadowców. 
Król Słońce rozlewa dookoła ciepłe, złotawe światło. Delikatne i nieśmiałe
To jeszcze  delikatne i nieśmiałe Przedwiośnie.  Pora zawieszenia, gdy królewna Zima jeszcze tak do końca nie odchodzi do pałacu swojego ojca, a Pani Wiosna nie ma odwagi wejść w pełnym blasku.
Przedwiośnie tylko cicho szepcze,  pozwala się domyślać nadchodzących zmian. 
Sprawia, że każda zmiana ma znaczenie, że uczymy się dostrzegać piękno w niepewności oczekiwania. Uczy cierpliwości. Zapowiada jednak, że Pani Wiosna wyruszyła już w swoją drogę. 
Pani Wiosna idzie powoli, czasem przystaje, waha się...  Bo Pan Marzec lubi być kapryśny. Królewna Wiosna musi więc uzbroić się w cierpliwość. Wie, że czasem trzeba zrobić krok w tył, pozwolić najstarszej siostrze na ostatnie słowo. Nie wchodzi więc nagle. Nie otwiera drzwi z rozmachem. Najpierw tylko staje gdzieś na skraju dnia, uważnie się rozgląda, jakby sprawdzała, czy świat jest już gotowy, czy zaczął się już budzić...
Wiosna
Wiosna! Wiosna!
Wieść radosna
Z ciepłem tchnieniem wiatrów płynie;
I sasanki,
Już na wianki
Rozwinęły się dziewczynie.


Wstaj skowronku!
W złotem słonku
Wykąp pióra twoje szare;
I skrzydlaty
Nad te chaty,
Nad te ziemie wyleć stare!

Wyleć z pieśnią!
Ludzie prześnią
Świtu chwilę uroczystą;
Więc do Pana
Choć ty z rana
Głos za niwą wznieś ojczystą.

Dobra niwa,
Jak poczciwa
Pierś rolnika, co ją orze,
Tylko trzeba,
By im z nieba
Przyświecało światło Boże.

Niem ogrzane,
Ziarnko wsiane,
Zdrowym kiełkiem w górę strzeli;
I wnet potem
Żniwem złotem
Starą ziemię uweseli.

Leć więc, ptaszę,
Prośby nasze
Niech piosenka wzniesie drżąca:
Słońca Boże!
Na niw zboże
I dla myśli ludu — słońca!
MARIA ILNICKA
Jej kroki są lekkie, choć ziemia wciąż chłodna. Jej oddech ciepły i wilgotny, choć poranki jeszcze mają w sobie oddech Pani Zimy.
Jest ubrana w zwiewną suknię utkaną z pierwszych kwiatów i promieni słońca, jednak zbyt lekką o tej porze. Dlatego na plecy ma narzucony płaszcz z porannej mgły, bo jak wiadomo o tej porze, gdy król Słońce obiecuje więcej, niż potrafi dać, łatwo jest się przeziębić.
Pani Wiosna przychodzi po to, aby zostać na dłużej. Przychodzi z nadzieją, że wszystko, co spało znów się obudzi, że każdy pąk się zazieleni, kwiat rozkwitnie, a każdy z nas spojrzy na świat z energią, bardziej optymistycznie...
Jasnowłosa córka króla Słońce lubi takie chwile. Lubi gdy towarzyszy jej nieśmiałe, ale ciekawskie Przedwiośnie. Przechadzają się razem po polach, parkach, łąkach, ogrodach... Pani Wiosna ma w kieszeniach nasiona kwiatów, traw, ziół....  Jej mały pomocnik pomaga rozsiewać dookoła myśli, plany, nadzieje. Patrzą jednak, gdzie dyskretnie coś podrzucić. Tu jedno wspomnienie, tam odwagę do zmiany, gdzie indziej ciche „spróbuj jeszcze raz”.
Czasem zatrzymują się przy oknie. Zaglądają do wnętrz, w których wciąż jeszcze panuje zimowy półmrok. Widzi kubki z gorącą herbatą, talerze z parującą zupą, otwarte książki,  niedokończone notatki, ludzi zapatrzonych w swoje sprawy... Nie puka. Jeszcze nie. Najpierw pozwala, by promień słońca przesunął się po ścianie, by światło samo zaprosiło do otwarcia. Wszystko budzi się bowiem powoli, z ostrożnością kogoś, kto nie chce dać się zaskoczyć kolejnym nawrotem chłodu.

Krokusy
Krokusy wyskakują z ziemi
jak wiolinowe nuty,
a panny się chylą nad niemi
i z nut układają bukiet. 
MARIA PAWLIKOWSKA-JASNORZEWSKA

Przebiśniegi już uśmiechają się spod liści. Krokusy zapalają swoje fioletowe i żółte lampki, które rozpraszają resztki sennej surowości powietrza. Drzewa przeciągają się po długim śnie. A my? My prostujemy plecy, oddychamy głębiej, częściej wyglądamy przez okno.
Świat traci ciężar zimowych milczeń. Grube płaszcze zostają chwilowo odrzucone na krzesło, a serce zaczyna bić szybciej zgodnie z rytmem już dłuższych i cieplejszych dni. Królewna  Wiosna uśmiecha się wtedy cicho. Wie, że jej czas nadchodzi. Że już wkrótce już sama, bez pomocnego Przedwiośnia,  będzie mogła rozgościć się u nas na dobre. Wystarczy tylko rozwiesić zielone firanki w koronach drzew. Nauczy szeptem kwiaty się malować, zanim jeszcze się otworzą. Rozpuści zapachy po łąkach, parkach, ogrodach... A nam niepostrzeżenie pomoże pootwierać serca i okna.
Doda wszystkim odwagi i nadziei.
Potem na chwilę przysiądzie na progu świata, aby posłuchać, jak wszystko zaczyna żyć szybciej i radośniej.  W marcu wystarczy jej świadomość, że została już zauważona.
Może właśnie już dzisiaj stoi po drugiej stronie drzwi, nasłuchując, czy ktoś je uchylić.
I wtedy, gdy ktoś wyjrzy zza drzwi lub spojrzy w dal przez okno to zobaczy, że coś się zmieniło. Dzień będzie dłuższy, światło jaśniejsze, a powietrze inne niż jeszcze niedawno. Usłyszy ptaka, który śpiewa trochę nie w porę. Zauważy, że na drzewach pojawiły się pąki, choć jeszcze wczoraj ich nie było. Nic wielkiego, po prostu drobne sygnały, które łatwo przeoczyć... 
Pani Wiosna właśnie tak lubi przychodzić. Bez pośpiechu, bez obietnic. Sprawdza, czy ktoś jest gotów uchylić drzwi, otworzyć okno, pomimo porannego i wieczornego chłodu. Wystarcza jej uważność i zgoda na zmiany, które dopiero się zaczynają. 
Zatem....
Wiosenny poranek
Otwieram okno... w duszę moją wsiąka
Niebo bez chmurki, jak niebieska łąka.
W nieskazitelnej, przeczystej przeźroczy
Błądzą me oczy.

Lazur niebiosów, słońce i pogoda
Śmieją się do mnie jak dziewczyna młoda,
A więc się staję cały własnym echem:
Cichym uśmiechem.

I uśmiechnięci tak trwamy oboje:
Przejasna nieba toń i serce moje.
W niebieskim morzu zatacza swe kółka
Czarna jaskółka.

Jest taka cisza wśród niebios jasności,
Że doleciałby do mnie głos z wieczności,
Tylko przybliżyć rękami drżącymi
Niebo do ziemi.

Chmurka zawisła nad wieżą kościoła
Jak zagubione skrzydło archanioła,
I wsiąka w błękit jak marzenie samo
Srebrzystą plamą.

Wszystko jest piękne: modra dal bez końca,
Ciche me serce, złoty potop słońca
I te jaskółki tańczące w błękicie...
HENRYK ZBIERZCHOWSKI