niedziela, 10 lutego 2019

Myśli o książkach

Prośba książki
Złożona na półce, dla ciebie nieznana,
Leżę wciąż bezczynna, smutna, zapomniana,
A choć jestem niema, to prawie ze łzami
Wołam wciąż na Ciebie swymi tytułami:
Weź mnie tu z tej półki , kup, pożycz, przeczytaj!
Ja Ci wszystko powiem, tylko się mnie pytaj,
Ja wtedy z wdzięcznością w wiedzę Cię uzbroję,
Że będzie wokoło sławne imię Twoje. 
Dam Ci taką siłę, że wielkie kolosy
Wydrzesz z łona ziemi tam ukryte płody,
Wprzęgniesz w pracę słońce i ujarzmisz wody.
Ja ziemię jałową zamienię Ci w chlebną
I przypnę Ci skrzydła na jazdę podniebną.
Tajemnic wszechświata ja zdradzę Ci wiele
I jeszcze po pracy ja Cię rozweselę.
Ja wszędzie nad Tobą roztoczę swa pieczę
Dając Ci kulturę, ja Cię uczłowieczę,
Ja wskażę Ci drogę do każdego celu,
Tylko mnie z półki zabierz, przyjacielu!
Jan Klich
Książki… Temat na który mogłabym pisać bez końca
Z tymi książkami w ogóle jest tak dziwnie (a może nie) - nie lubię się ich pozbywać. Nawet jak przeczytane, lubię, żeby stały na półce. Nie mogłabym się ich pozbyć. Co tam pozbyć – ja nie lubię się z nimi rozstawać. Każda to jakaś wspólnie przeżyta przygoda. Bo ja zwykle książki przeżywam. Łatwo daję się zaczarować i wciągnąć w historię. Właśnie czaruje mnie Hanna Kowalewska i jej kolejna opowieść o Zawrociu. Niestety jest to książka pożyczona, na którą czekałam dość długo.
Niestety moje mieszkanko ma swój określony metraż i boję się, że niedługo problem ułożenia kolejnej książki na półce stanie się nierozwiązywalny. Jednak teraz również ze względów finansowych czytam książki pożyczone i nie tak szybko będę potrzebowała dodatkowego pokoju. Moim takim cichym marzeniem jest posiadanie takiego pokoju biblioteczki. Wierzę, że kiedyś moje marzenie się spełni. Może podobnie jak bohaterka cyklu o Zawrociu odmienię swoje życie?
Ale miało być o książkach. Znowu jak to mam w zwyczaju próbowałam podążyć za dygresją o Zawrociu, Ale już wracam do tematu.
Niedawno czytałam ostatni (trochę już przeterminowany) raport o czytelnictwie w naszym kraju.
Okazuje się, że wiele z nas, mimo ciągłych wędrówek po wirtualnej rzeczywistości lubi czytać zwykłe książki. Książka…. Niestety obecnie bardzo wyraźnie zauważalny jest spadek poziomu czytelnictwa. Z badań wynika, że co najmniej jedną książkę w ciągu roku przeczytało 38% Polaków – dowiadujemy się z najnowszych badań Biblioteki Narodowej. Czyli już ponad 62% Polaków nie sięgnęła po żadną książkę. Dla mnie jest to wynik przerażający.
Co prawda w raporcie napisano, że poziom czytelnictwa w Polsce ustabilizował się na poziomie nieco poniżej 40%. Ale czy na pewno? Przecież niedawno było ich 50%.
Podobnie również stabilna jest liczba czytelników intensywnych, czyli osób deklarujących czytanie 7 i więcej książek rocznie: w ostatnim pomiarze było ich 9%. Jaka to stabilność. Niedawno przecież jedna trzecia badanych przeczytała od jednej do sześciu książek, a nieco ponad 17 proc. zadeklarowało, że przeczytało ponad siedem.
Książka czeka
Książka nas uczy, książka cieszy,
czasem zadziwi
nas niemało
albo po prostu tak rozśmieszy,
jakby się dobry
żart słyszało.
Książka też mądrze nam doradza
różne wskazówki,
wzory daje.
Książka w szeroki świat wprowadza,
dalekie z nami
zwiedza kraje.
Lubimy książkę - przyjaciółkę.
Wiesz co ci powiem?
Nie odwlekaj.
Masz trochę czasu? Spójrz na półkę,
sięgnij po książkę!
Książka czeka!
Łochocka Hanna
Dla porównania w Czechach odsetek osób, które nie przeczytały żadnej książki, wynosił niedawno zaledwie 17%.
Polskę dzieli przepaść od innych krajów europejskich. W Luksemburgu poziom czytelnictwa wynosi 81,7 proc. Wysoko w rankingu znajdują się także Szwedzi, Niemcy, Finowie, Austriacy i Estończycy. Nieźle wypadają Francuzi. Dobre wyniki notują także obywatele należących do Europejskiego Obszaru Gospodarczego Norwegii, Islandii i Szwajcarii. Im dalej na południe kontynentu, tym zwykle czyta się mniej. Najgorzej wypadają Rumunii, tylko 29,6 proc. z nich czyta rocznie choćby jedną książkę.
Polacy plasują się ze swoim wynikiem poniżej unijnej średniej. Czytamy podobnie jak Portugalczycy, Grecy, Bułgarzy, Cypryjczycy, Maltańczycy czy Włosi. Czy to jest jednak pocieszenie? Moim zdaniem nie, Wystarczy spojrzeć na Czechów. Według badania przynajmniej jedną książkę w ciągu roku czyta tam 66,7 proc. osób. Ale najnowsze czeskie badania pokazują, że jest nawet lepiej. Czytelnikami jest ponad 83 proc. Czechów. A to przecież kraj o podobnym poziomie dochodów i podobnej gospodarce. „Czechy to ewenement. Czytelnictwo mniej lub bardziej spada w całej Europie. A tymczasem Czesi wciąż czytają dużo. Utrzymała się tam kultura intensywnego czytania".
Polaków zapytano  również, czy w ostatnim miesiącu przeczytali tekst dłuższy niż trzy strony: chodziło nie tylko o tradycyjne papierowe wydawnictwa, ale także artykuły internetowe. Jednak ponad połowa nie zdołała nawet dotrzeć do trzeciej strony.
Z niedowierzaniem uzmysłowiłam sobie, że w ojczyźnie Sienkiewicza można uczyć się, nie czytając żadnych książek. Jak w takim razie zdobywamy wykształcenie?
Zastanawiam się jakie będą wyniki badań za kilka lat.
Owszem, uczymy dzieci czytania, ale nie dbamy o to, by lubiły czytać. Nie rozbudzamy w nich ochoty do sięgnięcia po książkę, nie staramy się, aby czytanie stało się dla nich przyjemnością. Dzisiaj wielu dzieciom książka kojarzy się z przymusem, obowiązkiem. Nic więc dziwnego, że wybierają telewizję, Internet.
Jeśli czytamy, to najczęściej decydujemy się na zakup własny. Lubimy również korzystać z księgozbiorów naszych znajomych lub domowych biblioteczek. Najrzadziej decydujemy się na legalne pobieranie książek z internetu. Biblioteki również nie stanowią w dzisiejszych czasach zbyt częstego wyboru.
W 2017 r. działały 7 953 biblioteki publiczne (o 0,4% mniej w porównaniu z 2016), które dysponowały księgozbiorem składającym się z 128,4 mln woluminów (o 0,5% mniej niż w 2016). Odnotowano 6 020,7 tys. czytelników (o 1,2% mniej w porównaniu z 2016).
Mamy więc coraz mniej bibliotek w Polsce. To smutne.
A jak ja wypadam na tle tego raportu?
Na pewno przeczytałam dużo więcej książek niż 7. Były to książki pożyczone z biblioteki, bo moje regały z trudem pomieszczą nowe pozycje. Do tego, gdybym chciała kupić każdą książkę, mój budżet by tego nie wytrzymał. I rzeczywiście nie kupiłam ostatnio żadnej książki, ale i tak mój księgozbiór się powiększył. Może jednak niedługo kupię sobie coś nowego?
Jak można nie czytać? Nie rozumiem tego.
Dlatego nawyku czytania i miłości do książek należy uczyć się jak najwcześniej.
Ja na szczęście miałam kontakt z książkami odkąd pamiętam.
O książkach i książeczkach
Książka to ten
Niewidzialny świat
Pełen barw
Dziecięcy, magiczny
Bez wad.
Każda historia
Choć w podtekście niezmiennym
„za górami”
Sens swój odkrywa,
Tak mało słów,
A tak wiele treści, jak często bywa.
Wystarczy ją tworzyć,
Dotknąć kruche stronice,
Poczuć zapach jej drogi przebytej,
By zanurzyć się w falach domysłów
Złudzeń,
Utopii dopiero odkrytej.
Jedna bawi
Druga uczy
Trzecia pyta,
Każda czar swój nieodparty
W wersach zamyka.
W” królestwie literatury”
Prym zgodnie wiodą,
Zapełniając półki,
Wnętrza domów zdobią.
Oczywiście każdej
Marzą się ambitne wyprawy,
Z lekka zniszczona to i żywot bardziej ciekawy…
I każdego dnia wołają do młodych
Głosem pełnym boleści:
„Czy w jednej na tysiąc głowie,
Choć tytuł się zmieści?”
Znalezione w Internecie

niedziela, 3 lutego 2019

Przyszedł luty...

Luty
Często w nim bywają jeszcze
mrozy trzaskające,
za to jest w calutkim roku
najkrótszym miesiącem.

Lecz nie zrobi nam nic złego
mroźny koniec zimy,
nakarmimy głodne ptaki,
w piecu napalimy.

Szczerzy luty zęby sopli,
wszystko mrozem ściska.
Niech tam sobie! Wkrótce
przyjdzie "kryska na Matyska".

Gdy obuję ciepłe buty
i gdy kożuch włożę,
niech tam sobie mroźny luty
sroży się na dworze.
Znalezione w Internecie
Progi naszego domu przekroczył już kolejny miesiąc roku. Parę dni temu usłyszeliśmy jego donośne pukanie i czy tego chcieliśmy, czy nie wpuściliśmy go do środka
W kulturze dawnych Słowian był to miesiąc szczególny nie tylko za sprawą swej krótkości.
Luty to także drugi obok stycznia miesiąc w całości zimowy, przez co nic dziwnego w tym, że był on często kojarzony z typową zimową aurą.
Wyraz luty we wszystkich językach słowiańskich był pierwotnie przymiotnikiem. W języku polskim znaczył po prostu tyle co "srogi, okrutny i nieprzyjemny" A wówczas zima dawała się naprawdę we znaki. Takie same nazewnictwo drugiego miesiąca roku zachowało się u Ukraińców – лютий, a także u Białorusinów – люты. Obok nazwy luty w staropolszczyźnie funkcjonowały nazwy strąpacz oraz sieczeń. Pochodzenie tych dwóch słów również wiąże się z mrozem: ze strzępiącym szronem lub siekącym mrozem. Gwarowymi nazwami lutego są także gromnicznik (Podhale, Kaszuby) oraz mięsopustnik (Podhale). Mają one związek z przypadającymi na luty obchodami święta Matki Boskiej Gromnicznej oraz zakończenia karnawału, którego trzy ostatnie dni określane były w staropolszczyźnie mianem mięsopustu.
Wśród słowiańskiego nazewnictwa drugiego miesiąca roku ciekawym przykładem jest czeski únor. Dla Czechów drugi miesiąc roku to czas pękających na rzekach lodów, które wynurzają się (czes. nořiti se) i płyną z biegiem rzeki. Rodzime nazewnictwo zachowało się również u Łużyczan. W języku dolnołużyckim luty nazywany jest określeniem swěckowny, które wykazuje oczywisty związek ze świecą i omawianymi już rytuałami zapalania środkiem zimy gromnic.Intrygującym przypadkiem jest dolnołużycki mały róžk, który tworzy parę ze styczniem określanym mianem wielki róžk. Można w tym przypadku przypuszczać, że małość lutego wynika z jego krótkości, przy której 31-dniowy styczeń wydaje się wielki.
Niektórzy Słowianie przyjęli nazewnictwo łacińskie.
Nazwę "Februarius" można kojarzyć z łacińskim czasownikiem "februare" – czyścić. W kalendarzu rzymskim luty był bowiem ostatnim miesiącem, przeznaczonym na obrzędy oczyszczające. Zresztą, podobnego typu czynności praktykowane były w tym czasie również wśród innych pogańskich ludów. Wśród Słowian i Celtów oczyszczenie w środku zimy miały przynieść omawiane już rytuały przywołania ciepła. Nazwa Februarius ma także związek z Februusem – staroitalskim bogiem świata podziemnego.

Lutowe intermezzo
Gdy za oknem zadymka i zgnębiona ziemia
ciężko dyszy pod białym puchowym całunem
marzę o wonnej zieloni ogrodów gdy ściemnia
się niebo kreśląc purpurą zachodu strunę

amarantowe słońce na końcówce biegu
niczym soczysta wiśnia w soczewce – ogromne
na galeriach drzew różowi czapy śniegu
zdaje się, że widzisz - kryzy wonnych piwonii

a w oddali błądzi w przestrzeni cichy dzwonek
myląc zmysł słuchu – myślisz – tylko krok do wiosny
lecz to dźwięk lodowatej cieszy - nie skowronek
miły szum - nie strumyka, lecz stęsknionej sosny

jeszcze nie czas wychodzić z powłoki kokonu,
wszak wróble nie gwarzą z ogrodowym strachem
zbyt krótkie dni, mimo soczystych barw zachodu
asceza bieli skrzeczy, miast kwietnych zapachów

krzepię skostniałą duszę wiersza jasną smugą
luty kwili smętną dumkę na strunie serca
i czekam aż z przyrodą ze snu się obudzę
wiosną, gdy szmaragdowe rozciągnie kobierce.
Szydzik Zofia
Luty zaczyna się od jednego z moich ulubionych świąt. Może właśnie równo rok temu zaczęłam pisać tutaj, po 12 latach na WP? Czterdzieści dni od Bożego Narodzenia 2 lutego w Europie Środkowej obchodzi się święto Matki Boskiej Gromnicznej.
Jest to jedno z najstarszych świąt w chrześcijaństwie. W Jerozolimie obchodzono je już w IV wieku.
Poświęcone, zapalone w tym dniu świece niesiono do domów, gdzie wchodzono z nimi do wszystkich pomieszczeń. Wierzono, że blask płomienia takiej gromnicy przegania wszelkie zło. Jeśli jednak świeca zgasła nim doniesiono ją do domu, można było się spodziewać w najbliższym czasie nieszczęść, strat.... Poświęconą w święto maryjne gromnicę zapalano podczas burzy, by chroniła przed piorunami i kiedy ktoś z domowników odchodził z tego świata. W niektórych krajach wierzono, że ulepiona ze święconego wosku figurka przedstawiająca konkretną osobę daje władzę nad jej losem i zdrowiem.
Następnego dnia - 3 lutego, w św. Błażeja- poświęcone na Matkę Gromniczną świece przykładano do gardła, recytując modlitwę: „Przez wstawiennictwo św. Błażeja chroń, Panie, od chorób gardła". Św. Błażej jest bowiem patronem mówców, śpiewaków, nauczycieli oraz wszystkich, którzy muszą dbać o swoje gardło i struny głosowe. Dobrze pamiętam, że kilkakrotnie podczas moich ferii zimowych uczestniczyłam w takim obrzędzie w czeskim kościele.
5 lutego w dzień św. Agaty wstawano przed świtem, by zaczerpnąć wody ze studni, która miała wówczas moc usuwania wszelkich trosk. Ten dzień sprzyjał także robieniu porządków, które przebiegały wyjątkowo sprawnie.
6 lutego, w dzień św. Doroty, patronki sadowników i kwiaciarek, święcono jabłka i róże. W krajach śródziemnomorskich płatki poświęconych róż służyły magii miłosnej. Suszono je, a następnie wypełniano nimi jedwabną poduszeczkę, którą następnie wręczano pannie młodej w dniu ślubu, a ona kładła ją u wezgłowia małżeńskiego łoża. Zapewniało to szczęście i miłość, a także chroniło przed ciężkimi porodami.
14 lutego, którego patronem jest św. Walenty w krajach anglosaskich obchodzony jest jako dzień zakochanych. Obdarowywano się wówczas czerwonymi jabłkami, marcepanami i dzbanuszkami miodu, co miało zapewnić radość i słodycz miłości. Zwyczaj ten najprawdopodobniej wywodzi się z tradycji celtyckiej.
Ostatki to poprzedzające Środę Popielcową trzy ostatnie dni karnawału Ostatki to ostatni moment na organizacje hucznych zabaw przed nadchodzącym okresem Wielkiego Postu.
W Wielkopolsce i na Kujawach - gdzie mieszka część mojej rodziny- w sposób szczególny świętuje się ostatni dzień Ostatków- czyli wtorek przed Środę Popielcową. Jest on nazywany podkoziołkiem. Podkoziołek to ostatni dzień przed świętami Wielkiej Nocy w którym można dobrze i tłusto podjeść. Symbolem owego jedzenia był w pieczony baran lub kozioł. Dlatego też w tym dniu stawiano na stole wyrzeźbioną z drewna lub częściej z brukwi głowę kozła. I wokół niej lub lepiej mówiąc pod koziołka którego głowa stała na stole bawiono się, tańczono, jedzono i pito.
Współcześnie bardziej są znane zapusty i śledzik.. „Śledzik" kojarzony jest teraz z zabawą, a na stołach poza śledziem królują inni jego bracia z morskich głębin, wszystko to ze sporą ilością alkoholu....
Tymczasem pierwotnie zapusty związane były z magicznymi obrzędami, a ich celem było pobudzenie sił witalnych przyrody. W te dni na polskich wsiach do dzisiaj można spotkać przebierańców symbolizujących zabawę, radość. Starym zwyczajem do izby, w której odbywa się ostatnia zabawa o północy wchodzi przebieraniec, który w ręce trzyma sznur, na którego końcu wisi śledź. Osoby, które zlekceważyły zakaz zabawy po północy, dostają razy śledziem. Dawniej przebieraniec nie używał śledzia, ale rozbijał gliniany dzban z popiołem na środku izby i to był znak, że zaczął się
Natomiast w Środę Popielcową warto było wziąć szczyptę poświęconego popiołu i wsypać go do szkatułek, w których przechowywano pieniądze i kosztowności. Taki rytuał miał zapobiegać rozrzutności i niepotrzebnym wydatkom przez cały rok.
Lutowe ostatki
Pod wirydarzem kościoła
cicho spowiada się zima
z grzesznych płatków
rozsypanych
po dachach
po murach z mereżką
gawronich śladów

bezszelestnie trwa biały karnawał
ostatki w zaświatach
z niebem zasępionym
roznoszącym wieści
coraz krótszych
nocy

za pokutę biegnie po dni promienne
ze świergotem w młodych gałązkach
przewiązanych wstążką
wiersza
Ewa Pilipczuk

Luty dla słowiańskiego ludu to przede wszystkim miesiąc okrutnej zimowej aury. Pogląd ten zachował się w mądrościach ludowych.
Gdy mróz w lutym ostro trzyma, tedy jest niedługa zima.
Gdy w lutym mróz mocno trzyma, będzie krótka zima.
W lutym śnieg i mróz stały, w lecie będą upały.
Gdy ciepło w lutym, zimno w marcu bywa, długo trwa zima, to jest niewątpliwa.
Gdy bez wiatrów luty chodzi, w kwietniu wicher nie zawodzi.
W lutym gdy zagrzmi od wschodniego boku, burze i wiatry walne są w tym roku.
W lutym wody wiele - w lecie głodne nawet cielę.
Kiedy luty puści, to marzec wypiecze.
Kiedy luty schodzi, człek po wodzie brodzi.
Kiedy luty, obuj buty.
Luty bywa w lód okuty.
Na stycznie i lute trzeba mieć konie kute.
Jeśli ci jeszcze nie dokuczył luty, to pal dobrze w kominie i miej kożuch suty.
Czasem luty ostro kuty, czasem w luty same pluty.
Czasem luty się zlituje, że człek niby wiosnę czuje, ale czasem tak się zżyma, że człek prawie nie wytrzyma.
Gdy w Gromniczną jest ładnie, dużo śniegu jeszcze spadnie (2.02.)
Gromniczna pogodna, będzie jesień dorodna (2.02.)
Na Gromniczną mróz - szykuj chłopie wóz. Na Gromniczną lanie - szykuj chłopie sanie (2.02.)
Po świętej Dorocie wioska cała w błocie (6.02.)
Gdy 10 lutego mróz panuje, jeszcze 40 dni takich zwiastuje.
Gdy na święty Walek deszcze, mrozy wrócą jeszcze (14.02.)
Jeżeli ciepło w dzień świętego Piotra, to zima do Wielkiej Nocy potrwa (24.02.)
Na święty Maciej lody wróżą długie chłody, a gdy płynie struga, to zima niedługa (24.01.)
Jaka w zapustną niedzielę pogoda, taką też Wielkanoc poda

niedziela, 27 stycznia 2019

Smok czy smog?

Piotruś i powietrze
Był pewien chłopiec w różowym swetrze,
którego raz zapytano:
Czym chciałbyś zostać Piotrusiu?
Powietrzem!
Dlaczego powietrzem?
Ano,
dlatego tylko, proszę mamusi,
że ono nic robić nie musi.

Pobladła biedna mama z wrażenia,
ot los mieć syna lenia.
Wieczorem poszedł Piotruś do łóżka,
mamusia światło zgasiła.
I zasnął Piotruś, a dobra wróżka
w powietrze go zamieniła.
I nagle patrzcie co się dzieje:
Piotruś po świecie wieje.

W miastach uderza o domów mury,
w górze na niebie rozpędza chmury,
na morzy białe spostrzega żagle,
więc mocno dmucha w te żagle nagle,
na szosach siwe podnosi kurze,
organizuje trzy groźne burze,
porusza liście na wszystkich drzewach,
we wszystkich ptasich gardziołkach śpiewa,
jest jednocześnie we wszystkich stronach,
w samochodowych siedzi oponach,
wierci się, kręci, tańczy jak fryga,
aeroplany na sobie dźwiga,
i – to już chyba największa heca –
dmucha jak wariat we wszystkich piecach…

Rano, gdy zbudził się, przetarł oczy
i rzekł:
Zmęczyłem się bardzo w nocy.
Nie przypuszczałem, proszę mamusi,
że tak powietrze pracować musi…
Ludwik Jerzy Kern
Ostatnim wpisem przywołałam do mojego miasta na chwilę Panią Zimę. Ale przyniosła ona w darze nie tylko biały puch, który pokrył świat dookoła, ale też smog. 
Rok temu przeczytałam bajkę i zacytowałam ją na WP. Jednak moich stronek już tam nie ma, postanowiłam jednak ją dzisiaj przypomnieć. Wraca ona do mnie każdego dnia, gdy na dworze nie ma czym oddychać. Zwłaszcza, gdy ostatnio w moim mieście pojawiła się informacja, że jakość powietrza jest krytyczna

Nad górami (Tatrami, Beskidami, Pieninami), nad rzekami (Wisłą, Dunajcem, Popradem), nad miastami (nie wystarczy miejsca, by je wymienić) wisiał sobie smog. Co roku Małopolanie składali mu w ofierze kilka tysięcy ludzkich istnień, ale śmiertelny wróg nie tylko nie chciał ustąpić, ale był coraz groźniejszy i coraz bardziej zatruwał życie mieszkańcom. Przez wiele lat większość w niego nie wierzyła, potem uważała, że lepiej żywić potwora, niż z nim walczyć. Tylko nieliczni wskazywali, że to doprowadzi do ich samounicestwienia. Ale powoli przybywało odważnych, którzy skutecznie zaczęli uświadamiać innym, że walka ze smogiem ma sens. I przyszedł czas, że zdecydowali się na zadanie śmiertelnego ciosu wspólnemu wrogowi; postanowili go zagłodzić, nie dawać mu nawet odpadków. Po kilku latach smog zniknął, rozpłynął się w powietrzu.
Nie było go nawet w zimie, choć kiedyś w takim okresie szalał praktycznie po całym województwie, nie tylko pod Wawelem. Śnieg leżący w ogrodzie znowu był biały, trawniki wiosną i jesienią odzyskały zieleń, a krakowianie i Małopolanie żyli długo i szczęśliwie...

Czy taką bajkę będziemy mogli opowiadać dzieciom i wnukom za kilka lat?
A może zacytujemy taką rymowankę?

Z jamy raz wawelski smok wyszedł i się wmieszał w tłok. Nikt się nie zląkł, nie zaperzył, każdy myślał, że smok nie żył. Więc smok raźno dreptał w tłoku, oglądając miasto z boku. Tak z wycieczką spod Wiśnicza wpadł w aleję Mickiewicza. Tam przystanął i wziął wdech, po czym… upadł. Skąd ten pech? Przez wdech w płucach wielki smok miał samochodowy smog. Miał wyziewy, miał spaliny. Biedak nie mógł przełknąć śliny. Zgiął się, kichnął raz i drugi i na chodnik padł jak długi. Leży, słyszy: tupią nóżki. To przybiegły trzy staruszki i mu dały szybko tlen. Tak je zmartwił widok ten, że krzyknęły: „Drogi smoku, badaj płuca choć raz w roku, nie oddychaj zbyt głęboko, bo smog zwykle szkodzi smokom”. No cóż, smogu smok, nie przeczuł. Smog nie istniał w średniowieczu, więc wyjechał zły do Czech. Tam swobodnie bierze wdech i za tłumem gna krok w krok, a w Krakowie został smog.

 A może wiersz?

Het, przed wiekami grozę wśród ludzi 
siał straszny wawelski smok, 
dzisiaj od gada bardziej groźniejszy 
panoszy się krakowski smog. 

Nie ma już smoka i króla Kraka, 
nie ma dzielnego szewczyka... 
Dziś krakowianin mały i duży 
zabójczym smogiem oddycha. 

Smok zżerał barany, tych było w bród, 
i się lubował w dziewicach, 
Smog niewybredny i zbiera żniwo 
w pięknych krakowskich dzielnicach. 
Gabriela H-F 

Europejska Agencja Środowiska uruchomiła mapę, na której mieszkańcy Europy mogą oglądać na bieżąco, jakim powietrzem oddychają. Polska jest na niej czerwoną, zasmogowaną plamą.
Niestety bez powietrza żyć się nie da, chociaż:

Nie widziałam cię już od miesiąca.
I nic.
Jestem może bledsza,
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
Lecz widać można żyć bez powietrza.
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska


Z powodu smogu umiera przedwcześnie 45 tyś. Polaków, a każdy nas żyje około 9 miesięcy krócej.
Niestety walka z zanieczyszczeniem nie będzie łatwa, zwłaszcza, że zarządzający krajem, miastami nie są stanowczy.
W Polsce aż 53 proc. pyłów zawieszonych pochodzi z gospodarstw domowych, a w przypadku najbardziej rakotwórczych substancji, aż 87 proc. tych związków pochodzi z domowych palenisk. Widok czarnego, smolistego dymu wydobywającego się zimą z kominów domów i kamienic jest czymś „naturalnym” do zaobserwowania co roku w okresie grzewczym.
To smutna wiadomość, że ponad połowa smogu w Polsce jest produkowana przez nasze gospodarstwa domowe. Polska polega na węglu jako na materiale do wytwarzania ciepła, a nie mamy na to żadnych regulacji.
Dodatkowo ostatni szczyt klimatyczny w Katowicach pokazał już na początku umiłowanie rządzących do węgla. Gości szczytu witała orkiestra górnicza, która wzbudziła na całym świecie konsternację.
Potem pan prezydent powiedział, że rezygnacja z węgla nie wchodzi w grę. Węgiel, jego zdaniem, jest naszym strategicznym surowcem – ciężko więc, żebyśmy z niego rezygnowali. Pan prezydent dodał jeszcze, że nie pozwoli, by za jego kadencji ktokolwiek „zamordował polskie górnictwo”. Ograniczenie wydobycia węgla i stopniowe zamykanie kopalni zawsze budziło i budzi protesty, nie tylko u nas w kraju. Wystarczy przypomnieć sobie Wielką Brytanię. Cóż górnicy i interes polityczny zawsze wygra ochroną środowiska i rachunkiem ekonomicznym. Taki stan rzeczy nie potrwa jednak wiecznie. Rezygnacja z węgla prędzej czy później będzie dla naszego kraju koniecznością.
Jednak powinniśmy z niego zrezygnować jak najszybciej. Im szybciej, tym mniejszy będzie koszt społeczny i ekonomiczny w przyszłości. Jeśli będziemy czekać zbyt długo, to koszt ten może być nie do udźwignięcia. Wówczas bowiem taką operację trzeba będzie przeprowadzić w dużo krótszym czasie, niż teraz. Co więcej, nasza rozwijająca się gospodarka będzie potrzebowała coraz to więcej i więcej energii elektrycznej. 
Obecnie w Polsce palimy byle czym i w byle czym. Jeżeli zaczniemy kupować nowoczesne kotły i spalać w nich wysokiej klasy węgiel , to wtedy te zanieczyszczenia będą około 20 razy mniejsze  niż z takiego „kopciucha”, których mamy w Polsce aż około 3 milionów Nie miejmy złudzeń - szybko czystego powietrza mieć nie będziemy. Wymiana tysięcy kopciuchów w ciągu najbliższych lat to przedsięwzięcie o dużej skali oraz bardzo kosztowne. Aby rzeczywiście Polacy wymieniali stare kotły muszą jednak być wprowadzone czynniki zachęcające, ale i restrykcje. Nie wszyscy teraz chcą się na wymianę zdecydować. I naprawdę trudno uwierzyć, że to może się udać. Ale smoka wawelskiego też nikt nie mógł pokonać! Aż przyszedł niepozorny szewczyk Dratewka. Aby zwalczyć smog, taki szewczyk musi być w każdym z nas. I o to będzie najtrudniej.
Smog
Obłokiem smogu niebo zasnute -
nie wychodź z domu, jeśli nie musisz!
Wszędzie powietrze mamy zatrute,
bądź więc ostrożny, bo się udusisz!

Finał poczynań ludzkich nieznany,
lecz nic dobrego ja tu nie wieszczę.
Albo ze smogiem walkę przegramy,
albo coś gorsze nas spotka jeszcze.

Trzeba zabiegać o naszą przyszłość,
bezmyślnym czynem losu nie kusić.
Jeśli nie zadbasz o środowisko,
we własnym sosie przyjdzie się dusić.
znalezione w Internecie

sobota, 19 stycznia 2019

Jestem jak kubek czy filiżanka?

Zimowy poemat
Gdy ludzie zgonieni po codziennym trudzie,
do snu ułożyli pomęczone głowy,
za oknem czarodziej wziął się do roboty,
by z nową nadzieją - dać im dzień zimowy.

Mróz przybrał skwapliwie krzewy srebra szronem,
śnieg dał białe czapy nagim drzew koronom.
Wiatr wszystko zamieszał, z nieba dmuchnął puchem
- dzieło zakończono jeszcze w nocy głuchej.

Wstał ranek, pocałunek słońca jasny dzień obudził,
biały tren puchowy rozesłał na dworze,
by wlać trochę szczęścia w serca zwykłych ludzi
z wiarą, że na lepszą - dolę zmienić może.

Śnieg migoce w słońcu tysiącem kryształów,
każdy kryształ blaskiem diamentów się mieni.
Czy w takiej scenerii można mieć nostalgię ?
lub pisać o smutnej życiowej jesieni?

Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki,
bledną liczne troski codziennego bycia.
Ja także odsuwam me maleńkie smutki,
bo dostrzegłam radość - w sensie życia !
Krystyna Kunigiel-Jabłońska
Cóż mam dzisiaj napisać? Że życie jest krótkie, kruche, nieprzewidywalne? A może że świat dookoła jest zły i pełen nienawiści? Ale przecież nie można generalizować.  Najchętniej odcięłabym się od rzeczywistości, nawet tej wirtualnej. Jednak spróbuję. 

Śnieg odmienił krajobraz za oknem. Przykrył chodniki, trawniki, wygładził kontury i kąty.... Jednak nie u mnie, ale po drugiej stronie Polski. 
Ja takie zimy, mroźne, z dużą ilością śniegu dobrze pamiętam z czasów mojego dzieciństwa. Teraz jest ona tylko chwilą.
Piękna była kiedyś ta styczniowa zima. Dawno w moim mieście nie było porządnego śniegu. Zawsze patrząc na śnieżną Panią Zimę  uspakajałam się, wyciszałam….
Przyszłam na świat wraz z nadejściem Pani Zimy, czyli powinnam ją lubić. Ale czy tak jest rzeczywiście?
Owszem lubię tą najstarszą córkę króla Słońce, ale tylko do czasu. Przez chwilę, tylko na moment potrafiłam się zatrzymać i uśmiechnąć się do Zimy. Potem jednak z radością zawsze wracałam do ciepłego domu, aby dalej patrzeć przez szybę na utulony białą kołderką świat. Piękna jest taka bajkowa Pani Zima.
To jedyna pora roku, kiedy nie widać brudu. Królewna Zima lubiła w moim mieście przykrywać białym kocem nie tylko smutne, poszarzałe ulice. Otulała miękką kołderką cały świat dookoła. Nie widać więc było papierków na ziemi, niedopałków papierosów na chodnikach, szarych domów.
Najpiękniejsze jednak były korony drzew przykryte białym puchem. Nawet ta gałąź, która w moim Domu zagląda do mojego okna była jakby wyjęta z innego świata.
Lubiłam patrzeć na ten zaśnieżony świat. Przyjemnie było siedzieć przy palącej się świecy. Do tego kubek herbaty, książka…...
Gorąca, mocna, słodka herbata. To zawsze daje mi uczucie ciepła, spokoju, bezpieczeństwa. Lubię siedzieć z gorącym kubkiem w dłoniach. Nawet w upalne dni nie zastępuję jej chłodnym napojem.
W takie zimowe dni zawsze wolę zostać w domu. Mniej przyjemnie jest, gdy trzeba wyjść na mróz, wdychać zanieczyszczone powietrze i brnąć po śliskich, nieodśnieżonych chodnikach. Szybko marzną mi palce, a i o upadek nie trudno. A i nie było czym oddychać. Jednak nawet teraz o tej porze roku wiszące nad ziemią zanieczyszczenia utrudniają oddychanie.
To prawda, śnieg, lód pięknie mienią się zawsze w słońcu, ale dla mnie nie był to powód do radości. Nawet teraz przy niewielkim mrozie chodzę ostrożnie, z obawą, aby się nie przewrócić. Wystarczy tylko chwila nieuwagi i ....

Chodził malarz od chaty do chaty,
wszystkie szyby malował nam w kwiaty
- wszystkie szyby malował srebrzyście
w małe gwiazdki i w palmowe liście.
A choć każdy z malarzem się spotkał,
nikt go nie chciał zaprosić do chaty
- nikt za pracę mu nie dał zapłaty ...
Edward Szymański

To co trzyma nas przy życiu również wisi na cienkiej niteczce. Czasem życie w każdej chwili może zerwać się i spaść z łoskotem na dół. Nieraz wystarczy lekki powiew wiatru, a radość pryska, a życie traci sens.
Przekonałam się o tym dokładnie. Muszę uważać, nie tylko na śliskiej drodze, bo jednak nie taka twarda jestem. Tak jak kubek trzeba mieć mocną skorupę. Tylko ten wygrywa, kto nie pęknie przy pierwszym uderzeniu.
A jaka jestem naprawdę? Trudno powiedzieć. Wydaję się, taka różna w zależności od sytuacji. Na zewnątrz zorganizowana, samodzielna, twarda jak solidny kubek, chociaż miejscami popękany i wyszczerbiony po niejednym upadku. Wiele razy podnosiłam się, ale ślady zostały do dzisiaj. Wewnątrz jestem jednak jak krucha filiżanka Rosenthala, stojąca samotnie na półce, która w każdej chwili może się rozpaść na tysiąc kawałków. Jak więc jest naprawdę?
Filiżanka
Biorę do ręki
z muzealnej półki
filiżankę
rozbitą nie raz
zlepioną jak mozaika
bezcenną
jak nasza przyjaźń
i piję z niej
samo życie
znalezione w Internecie
Wszyscy dookoła mówią „masz być twarda jak skała”. Często opinie innych wpływają na nas bardziej niż jesteśmy tego świadomi. Nie jest jednak łatwo być silnym, zwłaszcza w świecie, który nie wybacza słabości, gdzie akceptuje się silne jednostki. Wtedy jedyne, co mogę zrobić to starać się być taką. Zakładam wówczas moją maskę i wychodzę z domu. Jednak wracam zawsze zmęczona. Być silną wyczerpuje. Nawet gdzieś przeczytałam, że ludzie nauczeni, jak być silnym są najbardziej narażeni na depresję. Zaprzeczamy naszym prawdziwym uczuciom jak strach, niepewność, niepokój, samotność… Nie prosimy o pomoc, zamykamy się. Czy zatem warto być silnym za wszelką cenę?
Z drugiej strony ludzie mówią „pozwól być sobie czasem sobą”.
Jednak akceptowanie tego, kim jesteśmy nie jest łatwe, zwłaszcza, gdy zostajemy odrzuceni ze względu na nasze zachowanie, uczucia...
I tak to już jest, że składam się ze sprzeczności. Jestem delikatna, ale też potrafię uderzyć.
Trzy lata temu kawałki mojego życia rozsypały się jak skorupki. Musiałam znowu je pozbierać i posklejać od początku. Niestety efekt daleki jest od ideału. Chociaż trochę się zmieniło na plus. Podobnie jak Meryl Streep mogę powiedzieć „kiedyś, gdy wchodziłam do pokoju, gdzie było dużo ludzi, to zastanawiałam się, czy oni mnie polubią. Teraz wchodzę i myślę - czy ja ich polubię”. Mimo to jednak nie lubię, gdy otacza mnie zbyt wielu ludzi. 
Może nie będę ponownie jak ta filiżanka z wiersza stała opuszczona na półce, chociaż…. Czasem zdecydowanie wolę moją półeczkę, a nie szafę pełną różnych kubków.


Latami ozdobna filiżanka
zakurzona w witrynce czekała
Czekała na wzbudzanie podziwu
że finezyjna i doskonała
Obudził się jej właściciel
i wziął ją czule do ręki
Od dzisiaj będziemy już razem
nie pozwolę tobie na czekania udręki
znalezione w Internecie

niedziela, 13 stycznia 2019

Opowieść o styczniu

Kiedy Nowy Rok witamy to miesiące odliczamy:
Styczeń chłodem wszystkich studzi las, zwierzęta oraz ludzi.
Luty mrozem jest podkuty, trzeba nosić ciepłe buty.
Marzec miesza w garncu pogody, czasami jest słońce, czasami chłody.
Kwiecień na drzewach liście rozwija, gdy ciepła wiosna temu sprzyja.
Maj to miesiąc jest wzorowy świat się staje kolorowy.
Czerwiec w ciepłych barwach chodzi, bo wakacji czas nadchodzi.
Lipiec słońcem pięknym nęci, by do ruchu nas zachęcić.
Sierpień kosz owoców wnosi, byśmy wszyscy byli zdrowsi.
Wrzesień - już wakacji minął czas, więc przedszkole wita nas!
Październik w kolorowych liściach hasa i do parku nas zaprasza.
Listopad gubi liście z drzew, wieje wiatr i pada deszcz.
Grudzień wita nas Świętami, a Mikołaj prezentami.
znalezione w Internecie
Kilkanaście dni temu rozpoczął się pierwszy miesiąc roku. Także i ja postanowiłam rozpocząć cykl opowieści o miesiącach. Uważam, że warto napisać o tym, co każdy miesiąc znaczył kiedyś w przeszłości i może dobrze skorzystać z tego też dzisiaj.
Zaczynam więc snuć opowieści od stycznia.
Styczeń to pierwszy miesiąc nowego roku. Mimo przynależności do nowego cyklu rocznego miesiąc ten w sposób wyraźny łączy się jeszcze z poprzednim rokiem. Rozpoczęte w dniu zimowego przesilenia Szczodre Gody nie kończą się wraz z początkiem stycznia, lecz trwają jeszcze niespełna tydzień (do 6 stycznia). Jeszcze przez cały miesiąc dawni Słowianie mogli spodziewać się wizyty kolędników. Styczeń kończy się mniej więcej przed połową zimy, tuż przed przypadającymi na początek lutego gromnicznymi rytuałami zamawiania ciepła.
Dlaczego pierwszy miesiąc roku nazywamy styczniem? Jakie nazwy utrzymały się nie tylko na słowiańskiej ziemi?
Współcześnie nazwę styczeń wyjaśnia się je z dwoma hipotezami. Pierwsza z nich ma związek ze stykiem, czyli czasem przejściowym między jednym a drugim rokiem. Druga hipoteza wskazuje na związek nazwy tego miesiąca z tykami, czyli wycinanymi w tym miesiącu kawałkami drewna, które mogły być wykorzystane w przyszłości przy uprawie lnu i konopi bądź roślin strączkowych. Ściętym drewnem było można też ogrzać się podczas mroźnych zimowych wieczorów. Wśród słowiańskich mniejszości etnicznych adekwatna nazwa miesiąca funkcjonuje wśród Kaszubów – stëcznik.
Podobne wyjaśnienia etymologiczne wiążą się z innymi słowiańskimi nazwami: chorwackim siječanj oraz ukraińskim січень.
Wśród niektórych narodów słowiańskich nazwa pierwszego miesiąca roku wiąże się z niskimi temperaturami. Przykładem tego typu jest czeski lednik, który przez jakiś czas utrzymywał się nawet w staropolszczyźnie jako alternatywna nazwa stycznia. Wyraz ten należy kojarzyć z lodem – często zamarzającymi w tym miesiącu stawami, jeziorami... . Nazwa lednik znana jest również Słoweńcom, z kolei Białorusini pierwszy miesiąc zwykli określać jako студзень  – od przymiotnika znaczącego "'zimny, mroźny".
Natomiast łacińska nazwa stycznia - Janus pochodzi od imienia rzymskiego boga Janusa. Janus był władcą panującym w Lacjum, gdzie znalazł schronienie Saturn po wypędzeniu z niebios. Za tę gościnę król został obdarzony boskością i darem widzenia tego co było i będzie. Był przedstawiany jako bóstwo z dwoma obliczami zwróconymi w przeciwne strony - przeszłość i przyszłość. Ofiary składano mu w pierwszy dzień roku i wtedy, gdy rozpoczynano nowe, ważne przedsięwzięcia. Był on bowiem przede wszystkim opiekunem początku wszystkiego. 

Styczeń
Nowy Rok zawitał wreszcie
stary sobie poszedł.
Co tam rośnie w mrozach stycznia?
Dzień rośnie po trosze!
Wróbelkowi serce rośnie,
że wiosny doczeka,
chociaż jeszcze droga do niej
mroźna i daleka.
Rosną w styczniu zaspy śniegu,
że wóz w nich ugrzęźnie
a na szybach rosną srebrne
liście i gałęzie.
Więc na inne pory roku,
nie patrzy zazdrośnie
mroźny styczeń: bo w nim także
mnóstwo rzeczy rośnie!
Jerzy Ficowski
Wierzono, że w styczniu dobrze jest rozpoczynać nowe przedsięwzięcia, szczególnie te, które trzeba prowadzić powoli, przez długi czas, cierpliwie czekając na owoce swojego trudu.
Przez wiele wieków właśnie w tym miesiącu wmurowywano kamienie węgielne pod gmachy użyteczności publicznej, kościoły czy fabryki. Uważano, że władcy koronowani w styczniu będą panować wyjątkowo długo z pożytkiem dla kraju i jego mieszkańców, a urzędnicy państwowi powołani w tym czasie na wysokie stanowiska sprawdzą się na nich.
Parom stającym w tym czasie na ślubnym kobiercu wróżono wiele lat wspólnego, pracowitego życia, które przyniesie duży dobrobyt rodzinie, którą właśnie założyli.
Styczeń sprzyjał nabywaniu nieruchomości i dóbr trwałych. Kupione w tym czasie miały wielką szansę, żeby pozostawać w rękach właściciela, a potem jego spadkobierców przez długie lata.
Pierwszy miesiąc roku był również owocny dla tych, którzy oddawali się pracy intelektualnej i w ogóle poszukiwali mądrości.
Styczeń nie był jednak dobrym miesiącem na rozpoczynanie procesów sądowych, gdyż ciągnęły się w nieskończoność. Również rozpoczęta po Nowym Roku podróż mogła niespodziewanie przedłużyć się.
Do talizmanów, które miały wyjątkową moc w tym miesiącu, należały klejnoty Saturna - onyksy, zielone malachity, zwane klejnotami mędrców, oraz czerwony rubin.
Za liczbę stycznia uznawano szóstkę. Stąd też za wyjątkowo pomyślne uważano soboty oraz 6, 16 i 26 dzień miesiąca.
W styczniu
Niebo zaciągnięte w szarawej zasłonie,
rok leniwie brodzi w styczniowych kałużach,
z gęstych mgieł o świcie wstaje blady promień,
przed zmierzchem przybywa jasność dnia nieduża.

Kwiatom sen o wiośnie daleki jest jeszcze,
lecz świergot sikorek weselej pobrzmiewa,
choć słońca krąg śmielszy, chłód przenika dreszczem,
sklepy rozpoczęły zimową wyprzedaż.

Przyleciały gile czerwone, jak jabłka,
siadły na gałęziach, skubią jarzębinę,
tyle dni przed nami w szalikach i czapkach,
ale za to każdy nosi twoje imię... :-)
Ewa Pilipczuk

Przysłowia związane ze styczniem:
Styczeń rok stary z nowym styka, czasem zimnem do kości przenika, czasem w błocie utyka.
Kiedy styczeń najmroźniejszy, wtedy roczek najpłodniejszy.
Gdy w styczniu mrozy i śniegi, będą stodoły po brzegi, gdy styczeń mrozów nie daje, prowadzi nieurodzaje.
Jeżeli pszczoła w styczniu z ula wylatuje, rzadko pomyślny rok nam obiecuje.
Gdy styczeń zamglony, marzec zaśnieżony.
Gdy w styczniu deszcz leje, złe robi nadzieje.
Jak styczeń zachlapany, to lipiec zapłakany.
Gdy w styczniu woda huczy, to na wiosnę mróz dokuczy.
Kiedy styczeń mokry trzyma, zwykle bywa długa zima.
Kiedy w styczniu rośnie trawa, licha w lecie jest potrawa.
Kiedy w styczniu lato, w lecie zima za to.
Gdy styczeń jasny i biały, w lecie bywają upały.
Styczeń mrozem trzeszczeć musi, wtedy chłopa plon przydusi.
Gdy Makary pogodny, cały styczeń chłodny (2.01.)
Na Trzech Króli słońce świeci, wiosna do nas pędem leci
Weronika chustkę zrzuci - wiosna od nas się odwróci (13.01.)
Gdy na Małgorzaty mróz, jeszcze długo nie pojedzie wóz (18.01.)
Na Świętego Pawła połowa zimy przepadła (25.01.)
Urodzaje da rola, gdy deszcz leje w Karola (28.01.)
Św. Marcin lody gładzi, gdy ich nie ma - to je sadzi (30.01.)
Nowy Rok (1.01) pogodny, zbiór będzie dorodny.
Gdy słońce przygrzewa na Jana Dobrego (10.01), spodziewać się można lata pogodnego.
Kiedy ptaki w styczniu śpiewają, to im w maju dzioby zamarzają.
Fabian i Sebastian (20.01) gdy mróz dadzą, srogą zimę przyprowadzą.

niedziela, 6 stycznia 2019

Myśli o przemijaniu

Lubię ten smutek
który przyczyny nie ma
ale się snuje za mną 
wszędzie,
niby cień cienia
na pozór bez znaczenia
zanim w piosenkę się zamieni.

Wszystko to
co ulotne, nie nazwane:
nagły dreszcz, okruch zdarzeń,
okamgnienie...
Zbieram i chowam gdzieś

w kieszeni serca,
by ocalić, zapamiętać.

Jest takie szczęście
które się znikąd bierze
po prostu jest
jak powietrze
Nigdy nie pytam
czy jutro też tu będzie?
Tylko je wdycham
tak jak tlen.

Wszystko to
co przemija nieuchronnie:
strzępy snów, magię
i urodę chwili...
Zbieram i chowam gdzieś
w kieszeni serca,
by najpiękniej zapamiętać.

Lubię ten smutek
który przyczyny nie ma
ale wciąż każe za czymś tęsknić
bo gdy się zjawia
gdy dam mu dojść do słowa
czasem w poezję
się... zamienia.
Magda Czapińska
Nowy Rok przywitaliśmy hucznie, tańcząc, pijąc i wiwatując całą noc. Temu staremu, mijającemu, nie poświęcaliśmy już żadnej uwagi. To swoisty symbol tego, jak nasze społeczeństwo traktuje starość.
Przemijanie - to słowo teraz najczęściej błąka się po zakamarkach mojej duszy i mojej głowy. Mimo przyjaznych słów nie jestem jeszcze gotowa z pełnym optymizmem spojrzeć w przód. Staram się nie oglądać za siebie, ale są rzeczy, sytuacje, które mimowolnie wywołują wspomnienia.
Kiedy umierają znajome osoby, czujemy wewnętrzną pustkę, samotność i tęsknotę. Zwłaszcza, że nagle dom za ścianą opustoszał. Widzimy że coś się skończyło, że coś uleciało, że bezpowrotnie coś straciliśmy. W takich momentach wyruszamy w świat wspomnień.
Po pewnym czasie z uświadamiamy sobie konieczność zachodzących zmian, zdajemy sobie sprawę, że wszystko, przemija, że nic nie trwa wiecznie, że zawsze coś będzie się kończyło. 
Ja jednak nie jestem w stanie temu zaradzić. To jest silniejsze ode mnie, jednak z drugiej strony nie chciałabym zapomnieć. To przecież było ważne.  Patrzę bowiem na otaczający mnie świat dookoła i dziwię się, że tak szybko przeszedł nad tym wszystkim do porządku codziennego życia. Każdy zatopił się we własnych sprawach, problemach… Czyżbym to ja nie miała swoich obowiązków?
Sądzę jednak, że poczucie przemijania zachodzi nas, atakuje gdzieś z podświadomości i jeśli trafia na odpowiednią chwilę potrafi zawładnąć nami, nawet na dłuższy czas. 
Może rzeczywiście zbyt rozczulam się nad sobą, co jednak mam zrobić? Jednak życie jest podobne do rwącej rzeki, bo wszystko co się w niej pokazuje od razu znika. Może więc poczekać na jej brzegu?
Chcę zaakceptować przemijanie i z rozczuleniem przyglądać się moim zmarszczkom. Niestety dookoła panuje moda na młodość i brak szacunku dla starości, do której jeszcze mi daleko.
A przecież starość nie jest przestępstwem. Jednak dzisiaj najważniejsze są zachcianki dzieci, opinie nastolatków, potrzeby młodych.
Wiedza dziadków, kiedyś tak ceniona, jest dla młodych wnuków nieciekawa, nieprzydatna.

PRZEMIJANIE
Szła starość
z kromką chleba w kieszeni
w łachmany przyodziana,
niosła na plecach całe życie,
szła wolno, spracowana.
Życie do ziemi ją przygniatało,
gdzieś kromkę chleba zgubiła,
spragniona, głodna
z życiem na plecach,
prawie na wpół nie żyła.
Usiadła pod drzewem
na skraju lasu,
wiatr czesał jej siwe włosy,
a z jarzębiny na brudne policzki,
spływały krople rosy.
I była znowu młodą dziewczyną,
czarne włosy miała
i biegła boso polną ścieżyną,
śmiała się i płakała.
Zasnęła błogo pod jarzębiną,
dalej już iść nie chciała,
a życie poszło polną ścieżyną,
ona pod drzewem została.
znalezione w Internecie
Całe życie walczymy o lepszy status majątkowy, dom, samochód, awans... Wiele chwil przecieka nam niepostrzeżenie przez palce.
Im bardziej się starzejemy, tym szybciej lecą nam lata. A może po prostu coraz mniej uważniej przeżywamy kolejne dni. Popadamy w rutynę. Uważności powinniśmy uczyć się od dzieci. To właśnie one posiadają umiejętność uważnego przeżywania każdej, nawet najbardziej ulotnej chwili. Jednak z wiekiem ją tracimy. Z wiekiem trudniej nam się zachwycić, zadziwić. Może dlatego mamy tyle wspaniałych wspomnień z dzieciństwa.
Patrzę na moich bratanków jak potrafią zająć się czymś nieistotnym. Jak robią to uważnie, całą sobą, potrafiąc zatopić się w takiej chwili. Świat dookoła ze swoimi problemami nie istnieje dla nich.
A ja w tym czasie zrobiłam kilka rzeczy naraz.
My dorośli mamy mnóstwo obowiązków, które jednocześnie nam o sobie przypominają. Dlatego ciągle się spieszymy i żyjemy z ciągłymi wyrzutami sumienia, że nie dajemy sobie z wszystkim radę tak dobrze, jakbyśmy tego chcieli... Myślimy, że życie gdzieś nam umyka…
Może zatem zamiast "chwytać kilka srok za ogon" lepiej zdecydować się na powolne życie i cieszyć się każdą chwilą, drobiazgiem....

Oczami dziecka patrzę na świat
Nieważne ile teraz mam lat
Zachowam w sobie wśród życia burz
To małe dziecko co chłonie cud

Bo cudem jest świat z milionem barw ciemnych i jasnych
Cudem jest dzień, każdy człowiek, jego gest, cudem jest
Bo cudem jest świat z milionem barw ciemnych i jasnych
Cudem jest dzień, każdy człowiek cudem jest

Ciemność znam dobrze
Szłam wzdłuż jej ścian
Szukając światła, okruchu dnia
Lecz nie znalazłam
Dalej tęskniłam
I w końcu życie swe odmieniłam

Bo cudem jest świat z milionem barw ciemnych i jasnych
Cudem jest dzień, każdy człowiek, jego gest, cudem jest
Bo cudem jest świat z milionem barw ciemnych i jasnych
Cudem jest dzień, każdy człowiek cudem jest

Oczami dziecka popatrz na świat
Nieważne ile teraz masz lat
Zachowaj w sobie wśród życia burz
To małe dziecko co chłonie cud

Bo cudem jest świat z milionem barw ciemnych i jasnych
Cudem jest dzień, każdy człowiek, jego gest, cudem jest
Bo cudem jest świat z milionem barw ciemnych i jasnych
Cudem jest dzień, każdy człowiek cudem jest
Stanisława Celińska