sobota, 24 października 2020

Rozmyślania o środzie na życzenie Hani


Mija środa
A to szkoda
pół tygodnia zleciało 
choć w środę niewiele się działo.
Środa to już jest połowa,
Nie mam dla niej złego słowa,
Zaraz minie tydzień cały,
Byle dni szybciej leciały.
znalezione w Internecie


ŚRODA – dzień Merkurego
Środa – środek tygodnia…
Ze środą jest problem. Jak sama nazwa mówi jest dniem środkowym, granicznym. Z jednej strony należy do „pierwszej połowy tygodnia”, a z drugiej należy już do „drugiej części tygodnia”.
W środowy poranek mamy jeszcze ponad połowę tygodnia pracy. Lecz gdy środa się kończy, to już połowa pracowitego tygodnia jest za nami…
Jak więc jest z tym dniem? Lubimy, czy też nie środę?
Chyba coraz bardziej odkąd pojawiło się słowo, które właśnie odkryłam "ŚRODING". Środing to doskonały przerywnik i sposób na przeżycie długiego, pracowitego tygodnia. "Środa minie, tydzień zginie" mówią bawiący się, dla których każdy dzień tygodnia jest walką o przetrwanie w wyścigu szczurów. Środa, czyli też "mała sobota" oznacza też, że następnego dnia czeka ich normalny dzień pracy. Jednak w środy jest ponoć więcej imprez niż w poniedziałek lub we wtorek.
Czyli środę można polubić, bo przybliża nas do weekendu…
 
Środa – bardzo słabe zapachy,
chyba jakieś cienkie zupki proszkowe,
które znacznie bardziej smakowicie pachną
w telewizyjnych reklamach niż na talerzu.
Tydzień w domu mieszkalnym
prowincjonalnego miasteczka
Ryszard Mierzejewski

Środa pozostaje pod opieką Merkurego. Merkury to patron kupców, przedsiębiorców, podróżnych, mówców, uczonych, posłańców… Dawniej środa idealnie nadawała się na handel.
Jest to dobry też dzień na wszystko co związane jest z komunikacją, kreatywnością i intelektem.
Wierzono, że ten dzień sprzyja rozpoczynaniu zyskownych przedsięwzięć, podpisywaniu umów, zdawaniu egzaminów oraz wygłaszaniu szczególnie sugestywnych przemów. Wysłane w tym dniu podania i petycje powinny zostać nie tylko szybko dostarczone do adresata, ale także przeczytane i pozytywnie rozpatrzone. Również podpisane w tym dniu umowy przyniosą korzyść.
Dobrze jest też poświęcić w tym dniu czas swojemu hobby.
Środa sprzyja zawieraniu małżeństw, nawiązywaniu kontaktów z innymi ludźmi, którzy okażą się bardziej rozmowni i życzliwi niż w inne dni .
To także najlepszy czas na narodziny. Dzieci urodzone tego dnia są obdarowywane przez los wyjątkowo szczodrze. A moim zdaniem zwłaszcza te, które urodzone są w wyjątkową Środę Popielcową, tak jak Basia
Zgodnie z astrologią środa to dzień szczęśliwy dla Bliźniąt, Panien i Wodników. Przedstawiciele tych znaków mogą więc wypłynąć na szerokie wody zarówno konkretnych negocjacji i umów, jak i kreatywnych pomysłów.
środa
szukając schronienia
przed wtorkowym deszczem
wciska się przez szpary
do naszych pomieszczeń

domaga się herbatki
i czułych uścisków
za zbyt wczesne przybycie
obrywa po pysku

oj biedna ta środa
w środku tygodnia
gdy deszczowa pogoda
i ludzie niemili

mimo iż zmoknięta
przywita nas o świcie
cała uśmiechnięta

och życie życie...
znalezione w Internecie

sobota, 17 października 2020

Jesień w pełni

 Babie lato

tęsknotami oplotło moje marzenia
nicią pajęczą osaczyło serce
odnalazło mnie
w tej chwili mojego istnienia
o mglistym poranku
potrząsa moimi myślami
prowadzi w ciszę
żebym mogła zajrzeć w serce
zapomnieć każe o prawach fizyki
żeby nieważne stało się ważne
a ważne znów było nieważne...
dotykam ledwie widocznych nici
kolejnego babiego lata
które razem ze mną
rozmawia o porannych kroplach rosy
zabłąkanych w sercu...
Zrobiłam małe porządki w moim ogrodzie. Trzeba było uprzątnąć to co pozostawiło po sobie lato. Szkoda mi było tych kolorowych kwiatów, które przekwitły, liści, które spadły z drzew… Ale moje drzewo czeka na ostatnią chwilę. Czeka, aż dookoła wszystko rzuci swoje liście. Cóż, jako najpotężniejsze, ma zawsze ostatnie zdanie.  
Poszeleściłam zatem wśród jabłonkowych liści, potęgując szemraną symfonię i znalazłam kilka spóźnionych owoców, które najlepiej smakują właśnie jesienią. Lubię te późne prawie zimowe jabłuszka. Z chęcią dorzucę je do mojego koszyka pełnego już innych jesiennych przysmaków. Nie ma nic lepszego na podwieczorek w takie szare, ponure popołudnie. Do tego jeszcze aromat gorącej miodowej herbaty, książka czekająca na przeczytanie. Te spokojne chwile czasem przetykane są muzyką snującą się leniwie po pokoju.
Słońce na chwilę zalało swoimi promieniami budzący się świat, wyzłociło gałęzie za moim oknem, wydobywając ostatnie kolory jesieni – brąz, czerwień... Szkoda tylko, że tak  szybko dziś opadnie za horyzont.
Jesienne myśli
Zbieram jesienne myśli
wciąż kolorowe
mimo upływu czasu
są moje od zawsze
ale teraz odkrywam ich głębię
czas który przepływa przez moje ręce
rzeźbi bruzdę
wciąż głębszą
która szczeliną przebiega przez innych
widzę jak wrastają we mnie
moi bliscy
bez których nie byłoby jesiennych myśli
i blasku i światła
i smugi cienia i bruzdy
która przebiega przez moje serce
dlatego zbieram jesienne myśli
i wysyłam do bliskich
drogą serca
ze stemplem mojej miłości
Ruda córka Króla Słońce najchętniej ubiera się zwiewny płaszcz, narzuca na ramiona w szal utkany z babiego lata. Przystrojona jest koralami z czerwonych jarzębin…. Tak rzeczywiście potrafi mnie urzec barokowym przepychem barw złoconych słonecznym muśnięciem. Nikt tak jak ona nie potrafi ubrać świat w purpurę i złoto.
Drzewa, niczym tańczące dziewczyny ubrane w kolorowe sukienki są pełne uroku i barw. Na początku października mieszają się jeszcze style i pory roku. Wśród bogatych, ciepłych, jesiennych sukni, we wszystkich odcieniach żółci, czerwieni i brązów, plączą się jeszcze zielone, delikatne i  zwiewne, zielone stroje Królewny Lato. Soczysta zieleń przechodzi stopniowo w pełną gamę ciepłych barw począwszy od żółtego, poprzez czerwień, a kończąc na brązach. Tylko Królewna Jesień potrafi tak łączyć kolory, dzięki czemu liście mienią się tak intensywnie.
Jesień jest chyba najbardziej sentymentalną i  nostalgiczną córką Króla Słońce. To prawda, że ogrody o tej porze roku są przepiękne całe skąpane w żółtych, czerwonych i pomarańczowych barwach. Niestety szybko zaczynają szarzeć.
Jesienią Król Słońce także szybko wraca do swojego pałacu. Lubię patrzeć z mojego okna jak popołudniu zatrzymuje się na minutę nad horyzontem, a potem nagle zapada się niczym kolorowy głaz. I z każdym dniem robi to coraz wcześniej.
Pewnie dlatego coraz częściej Królewna Jesień jest smutna i tęskni nie wiadomo za czym.
Staram się jednak zatrzymać urodę Jesieni w kolorowych bukietach i słoikach pełnych owoców i warzyw, które przyniosła nam jesień.
Teraz jednak spróbuję zrobić sobie urlop od codzienności, obowiązków, myślenia i wybrać się na spotkanie z barokową jesienną królewną.
Jesienne zamyślenia
W czerwieni zachodzącego słońca
oglądam zatrzymane kadry lata
zieleń radości powraca we wspomnieniach
podnoszę uśmiech 
spod kamieni przysypanych liśćmi
przywołuję słowa
których nie zdołały zabrać
klucze odlatujących żurawi
wplątana w pajęczynę dobrych słów
chciałabym zatrzymać czas
rozciągam nici myśli
na jesiennych astrach
które mówią szeptem
że prawdziwej przyjaźni
nie zakryją pierwsze płatki śniegu

Wiersze i obrazy Basia Wójcik

sobota, 10 października 2020

Myśli już o wtorku

WE WTOREK W SCHRONISKU
Złotym kobiercem wymoszczone góry
Jesień w doliny przyszła dziś nad ranem
Buki czerwienią zabarwiły chmury
Z latem się złotym właśnie pożegnałem

We wtorek w schronisku po sezonie
W doliny wczoraj zszedł ostatni gość
Za oknem plucha, kubek parzy w dłonie
I tej herbaty i tych gór mam dość

We wtorek w schronisku po sezonie
W doliny wczoraj zszedł ostatni gość
Za oknem plucha, kubek parzy w dłonie
I tej herbaty i tych gór mam dość

Szaruga niebo powoli zasnuwa
Wiatr już gałęzie pootrząsał z liści
Pod wiatr pod górę znowu sam zasuwam
Może w schronisku spotkam kogoś z bliskich

We wtorek w schronisku po sezonie
W doliny wczoraj zszedł ostatni gość
Za oknem plucha, kubek parzy w dłonie
I tej herbaty i tych gór mam dość

We wtorek w schronisku po sezonie
W doliny wczoraj zszedł ostatni gość
Za oknem plucha, kubek parzy w dłonie
I tej herbaty i tych gór mam dość

Ludzie tak wiele spraw muszą załatwiać
A czas płynie wolno - panta rhei
Do siebie już nie umiem trafić
Kochać to więcej z siebie dać czy mniej?

We wtorek w schronisku po sezonie
W doliny wczoraj zszedł ostatni gość
Za oknem plucha, kubek parzy w dłonie
I tej herbaty i tych gór mam dość
Znalezione w Internecie
WTOREK - Dzień Marsa
Ostatnio pisałam o poniedziałku. Była tam informacja, że to najgorszy dzień w tygodniu. Teraz jednak, gdy szukałam informacji o wtorku, okazało się, również brytyjscy naukowcy doszli do wniosku, że tym dniem nie jest poniedziałek, a właśnie wtorek.
Czyli nasza wiedza o poniedziałku, jako najgorszym dniu została wywrócona do góry nogami.
Naukowcy przez dwa miesiące pytano o to co, gdzie, z kim w i jakich humorach robią.
Wyniki badania zburzyły powszechne przekonanie, że to w poniedziałek czujemy się najgorzej. To niechlubne miejsce zajął wtorek. W poniedziałek zostaje nam jeszcze trochę weekendowego nastroju. We wtorek czujemy już, że tydzień pracy zaczął się na dobre, a do weekendu jeszcze daleko.
To dlatego we wtorki na ulicach, w biurach i sklepach można spotkać najwięcej ludzi wrogo nastawionych do całego świata.
Wtorkowi patronuje Mars. Ten wojowniczy bóg niesie ze sobą energię i chęć do życia. W niektórych przypadkach może nawet rozbudzić chęć na adrenalinę.
Już w starożytności uważano ten dzień za wyjątkowo powiązany z żołnierskim stanem i a także zajęciami związanymi z żelazem. Mars jest więc władcą kowali, płatnerzy, rymarzy, strażaków, mechaników, inżynierów.... We wtorki najczęściej organizowano widowiska z udziałem gladiatorów. Niektórzy lekarze, jeszcze nie tak dawno twierdzili, iż wtorek to najlepszy dzień na wszelkie operacje i inne zabiegi.
Fryzjer
Od poniedziałku aż do soboty,
fryzjer ma bardzo dużo roboty.
W poniedziałki - robi przedziałki,
we wtorki - strzyże kędziorki,
w środy - goli brody,
w czwartki, piątki i soboty
kręci paniom papiloty.

A gdy skończy sie fryzjerski tydzień
fryzjer w niedzielę za miasto idzie.
Siada pod drzewkiem, w zielonym cieniu
i tę piosenkę gra na grzebieniu.

Robię przedziałki - w poniedziałki,
strzygę kędziorki - we wtorki,
golę brody - we środy,
a kręcę paniom papiloty
we czwartki, piątki oraz soboty.
Wanda Chotomska

I tak jak poniedziałek wiązano z kobietami i dziećmi, wtorek był od zawsze dniem mężczyzn.
Zgodnie z tradycją we wtorki warto rozpoczynać procesy sądowe, gdyż wówczas najłatwiej o sprawiedliwy wyrok. 
Niestety nie jest to jednak dobry czas na zaręczyny, ślub, czy spisywanie intercyz. Mars może przynieść młodym w prezencie kłótnie i niepotrzebne konflikty.
We wtorek też niczego się nie pożyczało.
To dzień niesprzyjający również oszustom, złodziejom... Wszystko bowiem wychodzi na jaw, nic nie pozostanie długo w ukryciu.
Wtorek jest dniem związanym z pracą i karierą. Warto załatwiać w tym czasie najtrudniejsze interesy i omawiać skomplikowane umowy. Mars w każdym aspekcie doda nam pewności siebie, by bronić własnych racji i mówić wprost, co się czuje.
Astrologowie twierdzą, że wtorek to dzień wyjątkowo szczęśliwy dla Baranów i Skorpionów. Ostrożnie do wtorku powinny podchodzić Byki i Wagi, które będąc pod czułą opieką Wenus, mogą czuć się niepewne lub nawet podenerwowane.
Wtorek – dzisiaj na obiad kapusta,
polska chrześcijańsko-narodowa
potrawa uniwersalna,
w zależności od stopy recesji można ją
spożywać z kotletami:
schabowym lub mielonym, zwanym
– nomem omen – pożarskim,
z kiełbasą, zwaną po profesorsku,
zwyczajną, czyli belwederską,
lub nadzwyczajną,
z ziemniakami, ziemniakami pure,
(ziemniaki w mundurkach
zarezerwowane na święta narodowe),
z makaronem, kluskami: śląskimi lub wielkopolskimi,
zwanymi eufemistycznie p y r a m i,
z chlebem, bułką lub – dietetycznie -
z samą kapustą.
Tydzień w domu mieszkalnym
prowincjonalnego miasteczka
Ryszard Mierzejewski


piątek, 2 października 2020

Jesień już...

Jesień już...
a nabrzmiałe pełnią lata
astry
podnoszą głowy
w poszukiwaniu słońca.
Jesień już...
a liście wciąż czekają
na rozmarzone nici
babiego lata.
Jesień już...
a ja tęsknię za muzyką polnych świerszczy
i tylko deszcz realista
przypomina wszystkim
że smutek musi przeplatać radość.
Październik.... Jak zawsze ubrany jest w złoto-purpurowy płaszcz utkany przy pomocy nitek babiego lata. Przychodzi w towarzystwie aniołów, które świętują właśnie dzisiaj.  Zawsze pamiętam o tym dniu. Kilkanaście lat temu mój Anioł Stróż podał mi rękę, gdy siedziałam na zakręcie i poprowadził w dobrym kierunku. 
Jednak w tym roku, chociaż kocham Anioły,  na anielską opowieść zapraszam do Basi. Była pierwsza. Nie będę jej robiła konkurencji.
Dzisiaj o jesiennym październiku.
Lubię zachwycać się tą złotą jesienią, nawet jeżeli na dworze jest pochmurno. 
Dlatego nie  spędzam teraz zbyt dużo czasu w wirtualnym świecie. Usiłuję złapać babie lato i zatrzymać je na dłużej.
W tych zwyczajnych dniach staram się dostrzec, każde małe piękno. Spotykam się z królewną Jesienią codziennie. I ona ma teraz lekki, pięknie uszyty kolorowy płaszczyk. W swoich rudych włosach pięknie wygląda w promieniach słońca na tle błękitnego nieba.
Staram się zatem nasycić tą niespotykaną grą kolorów.  Zapewne więcej będę pisać w szare listopadowe wieczory.
Październik- ciepły, kolorowy początek jesieni. Powietrze jeszcze pełne zapachów, gałęzie uginają się od ostatnich jabłek, gruszek, śliwek.... wołających o słoje.
Las także przebiera się w jesienne barwy. Zaczął od poszycia - suche żółte trawy, rdzawe kapelusze grzybów, powyżej lekko żółciejące liście. Najwyżej oko cieszy się jeszcze zielenią.
Ciepłe powietrze sprawia radość. Słońce przenika przez liście. W ich prześwitach połyskuje jeszcze babie lato.
Niezwykła pogoda jak na tę porę roku, sprawiła, że barwy są pełne słonecznego ciepła. Tak chciałabym je zatrzymać na dłużej. Niestety deszcz i wiatr niedługo rozwieją to na dobre.
Dlatego cieszę się panującą dookoła paletą ciepłych barw i staram się zachować je w pamięci do przyszłego roku.
Jesienne szczęście
Jesienne szczęście
szybuje nisko nad horyzontem
wędruje ze słońcem
tuż nad pustymi polami
wpadając w kwiaty
otulone chłodem poranka

nie boi się zimna
i choć już niemłode
zachwyca się szelestem liści
nieśmiało spadających pod stopy

jesienne szczęście
napełnione spokojem
wiruje w podmuchach wiatru
i nie wiadomo
gdzie przysiądzie na chwilę

może na polu
wyzłoconym ziarnem kukurydzy
albo w bocianim gnieździe
a może między kolcami głogu
a może w twoich włosach
niesfornie poukładanych
w jesienną mozaikę liści.
W drzewach debatują ptaki, które jeszcze nie odleciały do ciepłych krajów. Trwają narady przed odlotem.
A ja wędruję moimi ścieżkami. Jesienne spacery to czas uciekania przed spadającymi zielonymi, klującymi kulkami, brodzenia w liściach, i odkrywania wśród nich prawdziwych skarbów: kasztanów, żołędzi, korali jarzębiny i niespotykanych liści. Wszystko to czasem znoszę do domu. Kiedyś po takim spacerze z Kajtkiem i Kubą na stole zaczynały królować armie ludzików i zwierzaczków, a w wazonach panoszyły się kompozycje zrobione z kolorowych liści, zaschniętych traw i kwiatów. Na ścianie wieszaliśmy obraz zrobiony przez Kajtka z zaschniętych liści i jarzębinowych korali. Wszystko to przeminęło. Chłopcy są już dojrzałymi nastolatkami. Teraz powstają tylko jesienne kompozycje z liści, kwiatów, traw...
Niedługo skończy się ciepła jesień, nadejdą szare listopadowe dni. Chciałbym zatrzymać to jesienne, złote słońce, uciec przed nieuchronnym pochmurnym niebem. Niestety nic nie jest nam dane na zawsze. Zresztą wówczas byłoby nudno….
Jesień z mojej wioski
Kocham jesień
to nic że w perspektywie zima
ze srogością obyczajów
jesień złotymi płatkami brzozy
zapisuje najpiękniejsze przemyślenia

najbardziej kocham jesień
w mojej małej wsi
tam maluje zamglone horyzonty lasów
i odsłania kapliczkę zza starych róż
na których pozostały tylko kolce
i najwierniejsze płatki pożółkłych liści
moja jesień splata brzozom warkocze
i unosi purpurę ponad zszarzałą zieloność gałęzi
pewnie musi ukołysać świat
by odpoczął od ciągłego zabiegania...

wiersze i obrazy Basi Wójcik

sobota, 26 września 2020

Gdzie się podziały?

Kartofelek i wróbelek
Rósł sobie na polu
mały kartofelek
upatrzył go sobie
raz pewien wróbelek
Ciekawy był bardzo
czy urósł troszeczkę
bowiem chciał go upiec
dzieciom na wycieczkę
Kartofel jak piłka
okrągły i zdrowy
podzieli go sobie
na równe połowy
Jedną schowa sobie
na czarną godzinę
drugą zaś obdzieli
calutką rodzinę
Na smaczny kartofel
aż mu ślinka leci
będzie miał jedzonko
on i jego dzieci
Znalezione w Internecie
Kiedy ostatnio pisałam o ziemniakach, to znalazłam też i ten wiersz. To mi uświadomiło, że dawno nie widziałam wróbli. Co się z nimi stało? Przecież były nieodłącznym elementem otoczenia.
Wróbel.... Po raz pierwszy opisał go szwedzki botanik Karol Linneusz umieszczając w 1758 roku w kartotece jego łacińską nazwę Passer domesticus (mały, aktywny ptaszek domowy). Jego praojczyzną były peryferia Azji Mniejszej. Obecnie można go spotkać w najdalszych zakątkach naszego globu.
„Pewien podróżnik, znający wiele kontynentów, zapytany o to, co go najbardziej zadziwia w świecie, odparł: wszechobecność wróbli” – pisze w „W cudzym pięknie” Adam Zagajewski.
Teraz niestety nikt tak już nie napisze, nie powie. Wróbli jest coraz mniej. 
Wróble były zawsze wszechobecne i praktycznie nie zauważyłam ich nieobecności. A chyba powinnam, skoro od 2000 r. w Polsce wyginęło 1,5 mln par wróbli. Jeżeli zapytałabym o to kogokolwiek, to pewnie wszyscy powiedzieliby, że dla nich nic od kilku sezonów się nie zmieniło. Jednak osoby starsze (i ja także) dobrze pamiętają, że „kiedyś wróbli było więcej”.
Teraz jak tak sobie pomyślę, to już od jakiegoś czasu zimą na moje ostatnie piętro przyfruwają sikorki, gołębie...., ale wróbelków brak. A przecież jeszcze parę lat temu wróbelek zamieszkał na moim balkonie. Był moim gościem przez kilkanaście dni. 
Dlaczego wróble znikają?
Teorii jest wiele. Miasta, miasteczka i wsie stają się coraz czystsze. Owszem ulice są nadal zaśmiecone, ale lądują tam śmieci z reguły nieprzydatne dla wróbli. Żywność coraz częściej pakowana jest w plastikowe opakowania.
Nawet my zjadając bułkę w parku, wyrzucamy okruchy zawinięte w foliowy woreczek. To pożywienie, na którym zwłaszcza zimą bazował wróbel, jest teraz dla niego właściwie niedostępne.
Coraz częściej i dokładniej kosimy trawniki, wyrywamy chwasty. Przez to coraz trudniej znaleźć tam pożywne nasiona, czy też owady. 
Aby przetrwać okres złej pogody ptaki muszą zgromadzić zapas tłuszczu, który spalą zimą.
Badania angielskich ornitologów wykazały, że spośród wielu gatunków małych ptaków wróble, mające wyjątkowo niski poziom tłuszczu, zupełnie sobie nie radzą, gdy nagle robi się zimno. Wystarczy kilkanaście godzin bez jedzenia, aby wróbel opadł z sił i stał się łupem drapieżnych ptaków, kota.
A prawdą jest, że w miastach przybyło także ptaków krukowatych, srok i wron siwych, dla których młody, słabo jeszcze latający wróbel jest łatwą ofiarą.
Od paru lat ludzie coraz częściej sięgają po chemiczne środki ochrony roślin. Przez pryskanie wszystkiego, co się tylko da, dziesiątkujemy wiele owadów, zarówno tych szkodliwych, jak i tych pożytecznych. Niszczymy larwy i gąsienice, a przecież są one pokarmem dla piskląt nie tylko wróbli.

Głodny wróbelek
Stuka wróbel dziobem
na okienko Gosi
bo zgłodniał biedaczek
o jedzonko prosi
A na dworze zima
śniegi i zamiecie
śni wróbelek marznąc
o cieplutkim lecie
Wie że bez pomocy
tutaj nie zostanie
i okruszki chleba
ze stołu dostanie
Bo wszystkie dzieciaki
już o to zadbały
i kłosy na polach
po żniwach zebrały
Malutkie ziarenka
i okruszki chleba
nie straszne już mrozy
i zimny śnieg z nieba
Znalezione w Internecie

Kolejną przyczyną malejącej populacji wróbli jest brak miejsc do gniazdowania. Coraz częściej ocieplamy budynki, a to powoduje zalepianie dziur i szczelin w murach, świetnie nadających się na gniazda. Nowe budynki w miastach często wznoszone są ze szkła i metalu i wróble nie mają co szukać tutaj miejsca do mieszkania (pewnie i mi byłoby w czymś takim zamieszkać).
Jeśli wróbel nie może znaleźć odpowiedniego miejsca na gniazdo pod dachami, w szparach, naszych domów, to podejmuje próby lęgów w żywopłotach, krzakach, gdzie jego gniazdo i małe są narażone na pastwę drapieżników.
Ale przecież wróbel to zawadiaka, który zawsze sobie radzi. Ale dziś to już raczej przeszłość i pozostaje stwierdzenie, że kiedyś sobie radził. Może jeszcze potrafi wygrać bitwę o gniazdo z drapieżnikiem i przegonić go. Jednak przegrywa choćby z brakiem pokarmu. Potrzebuje nasion i ziarna, dla którego opuścił swój rodzinny Bliski Wschód i rozprzestrzenił się po całym świecie.
Powoli zaczynamy tęsknić za wróblem. Może niedługo znowu będziemy go często gościć na naszych podwórkach, parapetach...
Wystarczy tylko pamiętać, że ratunkiem dla wróbli może być zimowe dokarmianie, ostrożniejsze stosowanie środków ochrony roślin....

O wróbelku
Wróbelek jest mała ptaszyna,
wróbelek istota niewielka,
on brzydką stonogę pochłania,
Lecz nikt nie popiera wróbelka
Więc wołam: Czyż nikt nie pamięta,
że wróbelek jest druh nasz szczery?!
........................................................
kochajcie wróbelka, dziewczęta,
kochajcie do jasnej cholery!
Konstanty Ildefons Gałczyński
Kilkanaście lat po ukazaniu się wiersza „O wróbelku” nie brakowało u nas wróbli. Był to ptak pospolity, wszechobecny. Także Gałczyński był popularnym poetą. Teraz kiedy dookoła ubywa wróbli, także Gałczyński jest coraz bardziej zapomniany. A przecież w czasach, gdy byłam mała nikt by nie uwierzył, że Konstanty Ildefons Gałczyński w niecałe 70 lat po swojej śmierci będzie poetą prawie zapomnianym.
Nie można pozwolić, aby wróbelki zginęły, a wiersze Gałczyńskiego poszły w niepamięć.

Kochajcie, wróbelka, dziewczęta. Kochajcie....

Czytajcie Gałczyńskiego. Czytajcie....

sobota, 19 września 2020

Moje ulubione...

Kartofle

Czujesz? Ogniskiem pachną te pogańskie lata,
Gdy iskrami trzaskały żagwie jałowcowe
I dym wełnistym kłębem za wiatrem ulatał,
I marszczyły się z żaru kartofle surowe.


Gdy zrudziałą gałęzią, iglastą i suchą,
Huknąć stos w łeb płomienny - jakbyś w ogień cisnął
Worek żywych chrabąszczy! Takim sykiem prysnął,
Taką paniczną chmarą iskromiotu buchał.

I nigdy tak kartofel podany do stołu
Nie nęcił, jak ten właśnie, z przyswędem i węglem,
Łapczywie wytrącony patykiem-pocięglem
Z siwej, gorącej mąki leśnego popiołu.

Z dłoni go w dłoń przerzucać! dmuchać, bo gorący!
Parzy obłuskiwaną spieczoną łupiną!
Tknąć w sól z papierka! wchłonąć w usta chuchające,
Żeby się na skaczącym języku rozpłynął!

Łódkami się przez siwą Pilicę wracało,
Z prądem, wiatrem, pod wieczór, pod zorzę wiśniową,
W milczeniu, zamyśleniu, z gorejącą głową.
Tak się ogień, popioły i smutek poznało.
Julian Tuwim
Ziemniak, kartofel, pyra, grula, swapka, rzepa, kompera, barabola, grula, bulwa, czy .... ?
Jest to chyba najpopularniejsze i posiadające najwięcej gwarowych określeń warzywo.
W zależności z jakiej części Polski pochodzimy, używamy rożnych określeń. Poznaniacy oczywiście jadają pyry, na południu Polski grule, a kartofla jedzą Mazowszanie lub Podhalanie...  Jednak chyba teraz najpopularniejszy jest ziemniak.  
Zastanawiam się jednak dlaczego dopiero dzisiaj piszę o nim. Przecież go uwielbiam i na pewno zabrałabym go na bezludną wyspę gdybym mogła zabrać trzy produkty... A nawet jeśli mój wybór miałby dotyczyć dwóch i chyba nawet jednego produktu. Nie da się ukryć, jestem taką poznańską pyrką, chociaż nie całkiem z Poznania.  Wakacje spędzałam jednak niedaleko.

KARTOFLE Z OGNISKA
Przeleciała przez ulice
ruda jesień na motyce,
zawołała, że już czas:
na kartofle prosi nas.
Kartofle z ogniska, kartofle gorące,
kartofle najlepsze ze wszystkich pod
słońcem.
No komu tam jeszcze, no komu tam, komu,
bo lepszych na pewno nie dadzą ci w domu!
Strach na wróble przykuśtykał,
muzykuje na patykach.
Poczęstujmy go raz-dwa
za to, że tak pięknie gra.
Kartofle z ogniska…
Ruda jesień z boku zerka,
wiatr wysypał sól z papierka.
Nie ma soli, no to nie,
niesolone też się zje.
Kartofle z ogniska…
Wanda Chotomska
Historia ziemniaka zaczyna się w Peru. Ponad 6000 lat temu Indianie Inka uprawiali ziemniaki. Odporny na surowy, zimny klimat i mało żyzną glebę ziemniak, szybko stał się podstawowym produktem spożywczym w państwie Inków. Dzięki ziemniakowi Indianie mogli przetrwać. Uprawiali oni ok. 250 różnych odmian ziemniaków.
Do Europy ziemniaki przywędrowały wraz z hiszpańskimi konkwistadorami w XVI wieku. Jednak trafiły do nas przypadkiem, gdyż poszukiwano wtedy głównie złota, a ziemniak był tylko ciekawostką, traktowaną raczej jako roślina ozdobna. Zyskał nawet miano „diabelskiego jabłka” bo uważano, że jest trujący. I poniekąd była w tym racja. Ponieważ cały nadziemny pęd jest trujący, gdyż zawiera solaninę powodującą poważne zatrucia pokarmowe. Jedynie bulwy nie zawierają solaniny. Jednakże gdy ich skórka zzielenieje również mogą stać się trujące. Duże stężenie solaniny występuje również w kiełkach i oczkach, z których kiełki wyrastają.
W 1588 roku Wielka Armada płynęła do Anglii. Część rozbitych przez sztormy statków, zadryfowała do irlandzkich wybrzeży. Tam ludzie zabrali z wraków wszystko co się dało. W tym także ziemniaki. Nie wiedzieli co z nimi zrobić i wrzucili je do ognia jako niezdatne do niczego. Zapach pieczonych ziemniaków był tak zachęcający, że ludzie zainteresowali się tą roślina.
W Polsce ziemniaki pojawiły się za sprawą Jana III Sobieskiego, który sprezentował swojej ukochanej Marysieńce bulwy z cesarskich ogrodów. W Wilanowie przyjęte zostały tak jak wszędzie – chłodno i nieufnie. Uprawę ziemniaka rozpoczął w Warszawie, w ogrodzie na Nowolipkach ogrodnik Łuba. Były one dostarczane na dwór królewski i dwory magnaterii w czasach panowania Augusta II, przez co bardzo długo były one traktowane jako kosztowny przysmak. Pod koniec XVIII wieku zaczęto wyrabiać z ziemniaków skrobię oraz alkohol. W związku z tym oczywiście powierzchnia upraw w Polsce stale się powiększała.
Jednak ziemniak uważany jest za roślinę, która uratowała miliony ludzi na świecie przed głodem.
Kartoflisko
Pod niebem, co jesiennym siąpi kapuśniakiem,
Na sejm zlatują wrony w żałobnym zespole
I z krzykiem krążą nisko nad kobiet orszakiem,
Rozpinając swych skrzydeł czarne parasole.
A robotnice w twardym, cierpliwym mozole,
Okryte - każda innym - barwistym wełniakiem,
Dziobią pilnie motyką ziemniaczane pole,
W miękkiej ziemi stopami zaparte okrakiem.

Pośród mgły i szarugi, przemokłe do nitki,
Grudy grzęd rozgarniają schylone najmitki
I spod zeschłych badyli i płytkich korzeni

Zbierają krągłe bulwy, jak jaja spod kwoki,
I rzucają je w wiadro lub ceber głęboki,
Co głucho grzmią jak bębny na odmarsz jesieni.
Leopold Staff
Ziemniaczany kalendarz, czyli pory sadzenia i zbiorów, wiązał się z kalendarzem liturgicznym i wieloma obrzędami.
Ziemniaki za dojrzałe i gotowe do zebrania uznawano wówczas, gdy po potarciu nie schodziła już z nich skóra. Czas ten przypadał przed dniem św. Michała Archanioła (29 września), więc w niektórych regionach nazywano go „świętomichalskim”.
Natomiast sadzono je w „święto zieleni”, czyli 1 maja, który jest dniem świętego Filipa. Stare ludowe przysłowie mówiło, że „Na Filipa apostoła kartofel do ziemi woła”. Z kolei 23 września, czyli dzień świętej Tekli, rozpoczynał okres rozpalania na polach ognisk i pieczenia w nich pierwszych zebranych ziemniaków. Wołano wówczas „Na świętej Tekli ziemniaki będziemy piekli”.
Rymowanka o kartoflu
pamiętasz te zapachy z dzieciństwa
na polu pustym pieczone kartofle
w pocie czoła naci widłami wytrząchiwanie
kopczyków szeregiem stojących formowanie

a gdy praca była skończona
nać wytrząchnięta w kupki ułożona
zapałki w dziecinne ręce się brało
od kupki do kupki się biegało podpalało

październikowe słońce za las się kryło
niebo zimne czerwienią krwawiło
ogniska jak wulkan dymy wyrzucały
w ich popiołach ziemniaki się opiekały

kijami upieczone bulwy dziatwa zgłodniała
z popiołów ognisk z radością wyciągała
przerzucała z ręki do ręki kartofel upieczony
z łupiny obierała dmuchała solą posypywała

a jak smakował rzecz wprost nieopisana
nęcił swym swędem na wpół zwęglonym
wiatr aromat jego lekko zdmuchiwał
a on w jesienne chmury z dymem ulatywał

nie smakuje dziś tak podany do stołu
choć może to być nawet kartofel pieczony
nie ma on w sobie tej dawnej nuty
dziecinnych bajkowych radości szalonych
znalezione w Internecie
Ziemniak, kartofel, pyra, grula, swapka, rzepa, kompera, barabola, grula, bulwa, czy .... ?
Takim chyba najpopularniejszym sporem jest pytanie ziemniak czy kartofel. 
Ciekawie porusza ten temat profesor Jan Miodek.
Kartofel jest obcy (niemiecki) i stylistycznie gorszy. Natomiast ziemniak jest  nasz, swojski i bardziej elegancki
Co prawda kartofel przyszedł do nas z języka niemieckiego, ale rzeczywiście pochodzi od włoskiej formy tartufo znaczącej tyle, co "trufla".
Jednak w powszechnym języku słownikach jest tylko kartoflanka, a nie ma "ziemniaczanki".  Ja takie kartoflanki doskonale dobrze pamiętam. Jest także "kartoflisko".
Profesor Miodek pisze też, że w literaturze jednak przewagę ma kartofel.
I to by było dzisiaj na tyle. Kiedyś jeszcze wrócę do kartofla, ziemniaka, pyrki.... Bez której nie wyobrażam sobie życia. Ale przecież każdy z nas ma taki najbardziej ulubiony produkt (nie mam na myśli czegoś już przetworzonego), który zabrałby na bezludną wyspę. 

niedziela, 13 września 2020

Już dzisiaj myśli o poniedziałku

Niedziela w poniedziałek
Zrobię sobie niedzielę w poniedziałek
i pójdę chyba na spacer

Albo na przykład może do kina
bo teatry w poniedziałek są zamknięte

Nie mam ze sobą pieska 
i na spacery muszę chodzić sam

Do kina też raczej w samotności 
zresztą w kinie liczy się obraz

Sekwencje ujęć powiązanych w sceny 
a nie towarzystwo które absorbuje

Może trochę porozmawiam z
z przyjaciółmi zjem obiad na mieście

Popatrzę sobie na żółwia wodnego,
który się drapie przy łóżku w nogach

I poczuję się nareszcie wniebowzięty
 – takie odświętne postanowienie
Michał Zabłocki

PONIEDZIAŁEK – Dzień Księżyca
Już w niedzielę myślę z obawą o początku kolejnego tygodnia. Nie jestem chyba jedyna.
Przecież w poniedziałek nie chce się nam wychylić nosa spod ciepłej kołdry, a co dopiero wstać nawet gdy świeci słońce. Poniedziałek od dawna jest nielubiany. Dorośli z niechęcią myślą o kolejnym tygodniu pracy, a dzieci o powrocie do szkoły.
I chociaż poniedziałek to dzień, na który narzekamy najczęściej, jest to jednocześnie dzień prawdziwie domowych rewolucji. Od wieków uważano, że sprzyja on wszystkiemu, co wiąże się z domem i gospodarstwem. Jest to najlepszy czas, by rozpocząć budowę domu lub remont starego, przeprowadzkę. a nawet tylko przemeblowanie.
Jako Dzień Księżyca, poniedziałek ma największy wpływ na kobiety i dzieci. Dlatego w przeszłości właśnie wówczas przyjmowano do pracy żeńską służbę, wybierano mamki oraz najmowano nianie i bony, które miały opiekować się potomstwem. Tego dnia starano się odstawiać dzieci od piersi i po raz pierwszy ścinać im włosy. Do XVIII wieku istniał zwyczaj, by w poniedziałek pokazywać noworodka krewnym i przyjaciołom, a także urządzać chrzciny.
Zgodnie z astrologią, poniedziałek z pewnością przyniesie szczęście Rakom, które cieszą się największą opieką Księżyca. Na pewno ujdzie im na sucho znacznie więcej, niż innym znakom zodiaku: zarówno w pracy, jak i w domu. Koziorożce natomiast szczególnie powinny mieć się tego dnia na baczności.

Poniedziałek – w powietrzu unoszą się
jeszcze zapachy minionej niedzieli,
wspaniałe, drażniące delikatnie
nozdrza, cóż skoro coraz słabsze,
a do następnych pozostało
aż sześć długich, jak makaron 4-jajeczny, dni.
Tydzień w domu mieszkalnym
prowincjonalnego miasteczka
Ryszard Mierzejewski


Nie da się jednak uciec od myśli, że nie lubimy poniedziałku. 
Tego dnia przytrafiały się wydarzenia, które wstrząsały światem. W 1987 roku zadrżały największe światowe giełdy, kiedy zaczęły zaliczać olbrzymie spadki. Także znany hit zespołu Boomtown Rats "I don't like Mondays" opowiada o zdarzeniu sprzed 33 lat w jednej z amerykańskich szkół, gdzie 16-letnia dziewczyna zaczęła strzelać do innych uczniów.
Brytyjski psycholog Cliff Arnall dowodzi, że jego wzór pozwala obliczyć najsmutniejszy dzień w roku, który również przypada zawsze w poniedziałek. Arnall do ustalenia "smutnego poniedziałku" bierze następujące składowe: pogodę, dług, miesięczne wynagrodzenie, czas, jaki upłynął od Bożego Narodzenia, niedotrzymanie postanowień noworocznych, poczucie konieczności podjęcia działań oraz niski poziom motywacji.
Również w Wielkiej Brytanii obliczono, że w poniedziałek tak naprawdę pracuje się raptem niewiele ponad 3 godziny. A wszystko dlatego, że pracownicy nie potrafią przestawić się na pracę. Zamiast tego zajmują się… narzekaniem.
Nic dziwnego, bo kto ma głowę do pracy po hucznym święceniu niedzieli? Tak też narodził się szewski poniedziałek, bo właśnie tym rzemieślnikom przypisywano największą skłonność do nadużywania napojów wyskokowych.
Ale ja jutro z uśmiechem powitam nowy dzień, tydzień... 
Dzień dobry poniedziałku
bez pośpiechu o poranku
aromatem pysznej kawy
powitałeś poniedziałku
moje ważne sprawy

myśli brudem nieskażone
zawiesiłeś na obłoku
dotykając moich dłoni
spłynął błogi spokój

promień słońca tajemniczo
rozjaśnił nadziei buzię
szczęśliwi czasu nie liczą
niechaj trwa jak najdłużej

dzień dobry poniedziałku
znalezione w Internecie

niedziela, 6 września 2020

Wrzeszczy wrzesień że już jesień


Dni odfruwają pachnące,
wciąż krótsze, coraz bledsze,
szarzeje ziemia i słońce,
gęstnieje mrok i powietrze...
Szkoda lata i słońca, i woni...
Cóż, gdyby się tak nie poddać?
Odwrócić czas, a nie gonić?
Edward Szymański

Z początkiem września, a raczej końcem sierpnia, nagle skończyło się upalne lato. Zaczęło siąpić, a nawet lać. Tego roku Królewna Jesień przyszła niespodziewane szybko. Niestety nie jest ciepła i złota. Nie zaskoczyła intensywnością kolorów i nie zachęciła mnie do spaceru po parku i rozejrzenia się po świecie. Cóż moja i tak lekka opalenizna przyblakła, ale ma jeszcze złoty,delikatny odcień lata. Piękne późne lato mija. Trochę napawa mnie to smutkiem, że pracowita, płowowłosa córka Króla Słońce powoli odchodzi i oddaje nas swojej kapryśnej siostrze. A przecież pamiętam jak w liceum na rozpoczęcie roku szkolnego szłam w lekkiej, zwiewnej sukience, jednej z moich nielicznych. Ale kiedy to było? Czy było naprawdę?
Gdzie ty jesteś, jesieni? 
Tu jestem.
Z dębu strząsam dojrzałe żołędzie,
babim latem przystrajam gałęzie,
ptakom wskażę bezpiecznych dróg szlaki,
jeża do snu utulę pod krzakiem.
Mgły wieczorem nad wodą rozłożę
i przed zimą odejdę za morze.
Hanna Zawistowska

Koniec lata jest dla mnie zawsze niespodziewany. Cóż... Rzeczy oczywiste zaskakują mnie czasem najbardziej.
Mam tylko nadzieję, że deszczowa jesień nie będzie się ciągnąć aż do zimy.
Liście na drzewach jeszcze nie zmieniły barwy, ale mimo odświeżających opadów nadal wyglądają przygaszone i wyczerpane. Tak sobie myślę, że chętnie by już pożółkły i spadły na ziemię, aby wreszcie odpocząć.
Od kilku dni rano rano otula mnie mgiełka perfum rudej córki Króla Słońca. Lubię ten zapach. Ogarnia mnie radość i lekka nostalgia. Jesień to też moja ulubiona pora roku, na równi wiosną, latem i zimą.
Królewna Jesień także potrafi uśmiechać się ciepło. Słońce, gdy nabierze energii, potrafi jeszcze przygrzać i rozświetlić wszystko dookoła. W moim ogrodzie w słońcu można zobaczyć w trawie błyszczące niczym diamenty krople rosy, a między różami zawieszoną, mieniącą się pajęczynkę. Do tego smak ostatnich słodkich malin, świeży zapach ziemi, mgła snująca się po zroszonej trawie.
Gdzie ty jesteś jesieni?
Tu jestem!
W suchych liściach lecących
z szelestem,
w barwnych liściach
czerwonych i złotych,
co na ziemię się kładą
pokotem
Leopold Staff
Królewna Lato jest piękna, pracowita i gorąca. Jednak zawsze z ulgą witam jej kolorową siostrę Jesień, czasem nawet z pluchą, wiatrem i szarugą. Lubię gotować w mojej ciepłej kuchni, gdy za oknem smutno płacze ruda córka króla Słońca. Ale najchętniej owijam się kocem i z kubkiem gorącej herbaty zatapiam się w świecie książek.
Chłodne ranki i wieczory, zimne noce. Słońce każdego dnia wstaje coraz leniwiej i szybko się meczy. Coraz wcześniej robi się ciemno.... Może także dlatego moja pourlopowa energia gdzieś się podziała. Czy to jesień? Czy też starość? Zmierzch lata? Zmierzch czasu?
Jesienią czas zwalnia, tworzy się swoisty melancholijny nastrój. Zaczynam owijać się kocami, ciepłymi chustami, parzę gorącą herbatę z dżemem porzeczkowym i rozglądam za miodem. Szukam także ciepłego i przytulnego miejsca, gdzie będę mogła zapaść w sen.

Coraz ciszej, jesień, wrzesień,
pasma ścielą się po polach,
milkną głosy i kolory;
polska jesień jak u Pola
Ziarna mielą się we młynie,
wiatr i wiatrak i wiatrówka,
mleko życia jak w maszynie
oddziela czasu wirówka.
Sen mnie zbiera jak niedźwiedzia,
ale w nocy spać nie można:
jesień niby stara wiedźma
stąpa mądra i ostrożna.
Jarosław Iwaszkiewicz

Nie mogę nie wspomnieć, że koniec września to także czas aniołów. Anioły można spotkać zawsze i wszędzie. Trzeba tylko w nie wierzyć. Wierzę, że tam z góry czuwają nade mną. Zawsze czuję ich obecność. Jednak najważniejsze są dla mnie te anioły, które są tu na Ziemi. Nie mają skrzydeł, lecz ich serce jest dla mnie bezpiecznym schronieniem.  Bez nich byłoby mi ciężko. Wiem, że w każdej chwili mogę liczyć na ich pomoc. Codziennie podają mi swoją pomocną dłoń. Niestety z dnia na dzień to one coraz bardziej potrzebują mojej pomocy.
Moje anioły na ziemi 
Ich głos do światła mnie wiódł
Gdy ból przeciął serce na pół
Ich wzrok ochrania mój sen
Na znak, że jestem potrzebna
Moje Anioły na ziemi
W godzinie złej zjawią się
Stróże gasnącej nadziei
Bez Was nie byłoby mnie
Ich blask rozproszył zły czas
Gdy puls mego życia wciąż słabł
Los chciał tę miłość mi dać
To mój największy ze skarbów
Moje Anioły na ziemi
W godzinie złej zjawią się
Stróże gasnącej nadziei
Bez Was nie byłoby mnie
Monika Kuszyńska