Zardzewiały pąk róży, fiołek purpurowy,
Ziarna maku z uciętej, niegdyś szumnej głowy,
Liść zatrzymany w biegu
I płaczu pokusę
Zalejmy jak łza czystym, mocnym spirytusem.
Jeszcze garść pocałunków -
Zwarzonych jarzębin,
I niech butlę na słońcu wiatr jesienny ziębi,
Byśmy mieli na tydzień krzyżami pocięty
"Zaduszkówkę",
Bo innej nie widze pociechy...
Maria Pawlikowska- Jasnorzewska
Jesienny wiatr jak co roku przywiewa wspomnienia. Krążą wokół nas, powoli się zbliżają, aż w końcu wprawiają w nostalgię. Są jednak takie dni, kiedy Mała Dziewczynka sama z własnej woli otwiera swoją szufladę ze wspomnieniami.
To pierwsze dni listopada. Nie tylko Wszystkich Świętych i Zaduszki. Dni, w których cmentarze rozświetlają się tysiącami małych płomyków, a ludzie zatrzymują się choć na chwilę, by wspomnieć tych, których już z nami nie ma.
Dla Małej Dziewczynki listopad ma szczególne znaczenie. Właśnie w tym miesiącu odeszły bliskie jej sercu osoby. Dlatego każdego roku wracają do niej nie tylko obrazy jesieni, ale przede wszystkim twarze, głosy i wspomnienia.
Na cmentarzu jest wtedy inaczej niż zwykle. Alejki przykrywają mokre liście, w powietrzu unosi się zapach chryzantem, wilgotnej ziemi i palących się zniczy. Nad grobami snuje się delikatna mgła, a tysiące światełek migoczą w ciemności. Mała Dziewczynka przechodzi powoli między grobami. Zatrzymuje się przy tych, które zna. Poprawia kwiaty, zapala znicz i przez chwilę patrzy na jego płomień. Mała Dziewczynka czasem rozmawia z nieobecnymi. Ale tylko wtedy, kiedy jest sama, kiedy nikt nie słyszy. Nawet jeżeli jest to rozmowa myślami. Wówczas opowiada, co się wydarzyło, że tęskni, że pamięta.... Nie zawsze jednak potrafi coś powiedzieć. Bo cóż jeszcze można powiedzieć tym, których już nie ma? Nie można przecież przytulić, poprosić, żeby jeszcze chwilę zostali.... Oczywiście, że można coś powiedzieć. Należy jednak pamiętać. Przecież czasami wystarczy sama obecność.
Żal
Żal że się za mało kochało
że się już nie zdążyło
że było za późno
choćby się teraz biegało
w przedpokoju szurało
niosło serce osobne
w telefonie szukało
słuchem szerszym od słowa
choćby się spokorniało
głupią minę stroiło
jak lew na muszce
choćby się chciało ostrzec
że pogoda niestała
bo tęcza zbyt czerwona
a sól zwilgotniała
choćby się chciało pomóc
własną gębą podmuchać
na rosół za słony
wszystko już potem za mało
choćby się łzy wypłakało
nagie niepewne
ks. Jan Twardowski
Każdy grób kryje przecież czyjąś historię. Za każdą datą na nagrobku kryje się całe życie. A za każdym zapalonym zniczem jest czyjaś pamięć i tęsknota. Może właśnie dlatego pierwsze listopadowe dni są tak szczególne. Przez kilka godzin zwalniamy i zaczynamy myśleć o czasie. O tym, jak szybko mija. A przecież wystarczy chwila, by coś, co było codziennością, stało się wspomnieniem. Dlatego Wszystkich Świętych i Zaduszki są dla Małej Dziewczynki czymś więcej niż odwiedzeniem cmentarza. To czas spotkania ze wspomnieniami. Czas, dla tych, których nie da się już zatrzymać w życiu. Kiedy ich imiona znów wypowiadane są na głos, a twarze stają się na moment tak bliskie, jakby byli tuż obok. Później cmentarz zacznie pustoszeć. Znicze będą powoli gasły, kwiaty zwiędną, a liście przykryją alejki. Ludzie wrócą do swoich domów i codziennych spraw. Cmentarze pokryje niepamięć. Ale Mała Dziewczynka wie, że dla niej pamięć nie zgaśnie razem ze zniczem. Zostaje w sercu. I chciałaby ocalić od zapomnienia nie tylko wspomnienia o tych, którzy odeszli, ale także to, czego uczą ją każdego listopada. Że czas jest kruchy. Że życie składa się przede wszystkim ze zwyczajnych chwil, których często nie potrafimy docenić, dopóki nie staną się wspomnieniem. I że są ludzie, których obecność wydaje nam się tak oczywista, że zapominamy, jak bardzo są dla nas ważni. Może więc najważniejszą lekcją listopadowych dni nie jest tylko to, aby wspominać tych, których straciliśmy. Może jest nią także pytanie, jak żyć z tymi, których wciąż możemy przytulić, odwiedzić i przeprosić. Bo nie wszystko można odłożyć na później. Możemy zadzwonić. Możemy odwiedzić. Możemy powiedzieć „kocham”, „dziękuję”, „przepraszam”. Możemy być naprawdę obecni.
Śpieszmy się
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego.
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno
Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza.
ks. Jan Twardowski
Dlatego kiedy znicze gasną, a cmentarz znowu pustoszeje, Mała Dziewczynka zabiera ze sobą jedną myśl: Nie pozwólmy, żeby ktoś musiał odejść, abyśmy wreszcie zauważyli, jak bardzo był dla nas ważny.










.jpg)



