sobota, 22 sierpnia 2026

Od legend i pieśni do kuchni i zdrowia....

Rozmaryn zna raczej starsze pokolenie i to głównie ze słów pieśni legionowej O mój rozmarynie rozwijaj się....
O mój rozmarynie, rozwijaj się
O mój rozmarynie, rozwijaj się
Pójdę do dziewczyny, pójdę do jedynej
Zapytam się
Pójdę do dziewczyny, pójdę do jedynej
Zapytam się

A jak mi odpowie – nie kocham cię
A jak mi odpowie – nie kocham cię
Ułani werbują, strzelcy maszerują
Zaciągnę się
Ułani werbują, strzelcy maszerują
Zaciągnę się

Dadzą mi buciki z ostrogami
Dadzą mi buciki z ostrogami
I siwy kabacik, i siwy kabacik
Z wyłogami
I siwy kabacik, i siwy kabacik
Z wyłogami

Dadzą mi konika cisawego
Dadzą mi konika cisawego
I ostrą szabelkę, i ostrą szabelkę
Do boku mego
I ostrą szabelkę, i ostrą szabelkę
Do boku mego

Dadzą mi manierkę z gorzałczyną
Dadzą mi manierkę z gorzałczyną
Ażebym nie tęsknił, ażebym nie tęsknił
Za dziewczyną
Ażebym nie tęsknił, ażebym nie tęsknił
Za dziewczyną

Powiodą z okopów na bagnety
Powiodą z okopów na bagnety
Bagnet mnie ukłuje, śmierć mnie pocałuje
Ale nie ty
Bagnet mnie ukłuje, śmierć mnie pocałuje
Ale nie ty
Mało kto wie, jak on wygląda i do czego może się przydać. Zacznę jednak jak zawsze od początku.
Rozmaryn lekarski pochodzi z rejonów Morza Śródziemnego. Naturalnie porasta nasłonecznione, suche i wapienne wybrzeża
Rozmaryn odgrywał już ważną rolę już w starożytności. W starożytnym Egipcie rozmaryn odgrywał ważną rolę w obrzędach pogrzebowych. Znaleziono go w grobowcach faraonów, gdzie pełnił funkcję rośliny ochronnej, mającej zapewnić zmarłym bezpieczną podróż w zaświaty. 
Rzymianie uważali go za symbol lojalności i odwagi. Rozmarynowe gałązki zabierali ze sobą na wojnę żołnierze, aby po ich śmierci złożyć je na stosach pogrzebowych, aby upamiętnić bohaterów. 
W Grecji natomiast stanowił symbol miłości i był z tego względu poświęcony bogini Afrodycie, która wyłoniła się z piany morskiej i była ozdobiona właśnie gałązkami rozmarynu. Łacińska nazwa ros marinus oznacza właśnie morską pianę. Inne nazwy ludowe tej rośliny to: kompasowe ziele, kadzielnica, morska rosa, liść elfów, roślina polarna. 
Jak wyczytałam przypisywano mu także właściwości polepszające pamięć. Dlatego uczący się na egzaminy zabierali rozmarynowe wieńce. Wieńce z rozmarynu również ofiarowywali swoim bogom. Trzymali go też w domach, uważając, że przynosi szczęście. Ta tradycja przetrwała bardzo długo, do czasów naszych pradziadków. Rozmaryn uchodził za zioło kochanków. W Polsce rozmaryn dodawano do ślubnych wianków. Wróżono, że jeżeli gałązka wyjęta z wianka ukorzeniła się i rozrosła, to można było mieć nadzieję na dobrą przyszłość dla nowożeńców.  Jeżeli dziewczyna wszyła gałązkę rozmarynu w szaty ukochanego, miało jej to zapewnić jego wieczne oddanie. A przechowywane po ślubie gałązki rozmarynu miały chronić przed sprzeczkami i niezgodą.
W „Hamlecie” William Shakespeare Ofelia mówi: „Oto rozmaryn, to dla pamięci”, podkreślając jego związek z pamięcią i żałobą.
Legenda mówi, że dawniej były one białe, lecz podczas ucieczki Świętej Rodziny do Egiptu Matka Boska zawiesiła swój płaszcz na krzewie rozmarynu i od tego czasu kwiaty nabrały koloru pogodnego nieba. 
Uzdrawiająca moc rozmarynu znana jest od czasów biblijnych. W dziełach Pliniusza Starszego i Dioskurydesa rozmaryn pojawia się jako środek leczniczy.
W Europie Środkowej roślina została rozpowszechniona dzięki benedyktynom, którzy hodowali ją w przyklasztornych ogródkach.
Często go opisywano w zielnikach. Na przykład Hildegarda z Bingen polecała go na wzmocnienie serca i poprawę nastroju.
W średniowieczu rozmaryn używano jako roślinę leczniczą i ochronną. Używano go do oczyszczania domów z „morowego powietrza”, palono podczas epidemii i wcierano w skórę, wierząc, że zabezpiecza przed zarazą. Był też ważnym składnikiem tzw. „octu czterech złodziei”, który miał chronić przed zakażeniem.
W renesansie i baroku rozmaryn stał się popularny w kuchni i medycynie – przypisywano mu korzystny wpływ na trawienie i krążenie.
Niezwykły aromat i trwałe ulistnienie sprzyjały panującemu w XVI wieku przekonaniu, że picie odwaru z rozmarynu pozwoli zachować młodość. 
W XVII wieku powstała „Woda Królowej Węgier”, nalewka rozmarynowa, którą według legendy stosowała Elżbieta Luksemburska, by zachować zdrowie i młodość.
Później rozmaryn uzupełniał stały zestaw przypraw na południu Europy.
Rozmaryn
Pachnie nadzieją
gałązka rozmarynu
i serca tęsknotą
z kwiatkami fioletu...

Mierzy wielki świat
swoją własną miarką
jak Kominiarczyk amant
z porcelanową Tancerką...

Przepływa zapachem
przez kolory życia
miłością oraz uczuciem
i pozostawia wspomnienia...
Aleksandra Baltissen
Rozmaryn ma konkretne walory lecznicze, warto się więc nim zainteresować. 
Dziś wiadomo, że liście rozmarynu stosuje się przy dolegliwościach trawiennych. W stanach skurczowych jelit i dróg żółciowych, przy kamicy żółciowej, niewydolności wątroby czy zmniejszonym wydzielaniu moczu. Działa pobudzająco na krążenie, bywa pomocny przy bólach głowy i uczuciu zmęczenia. Zewnętrznie dodaje się go do dezynfekujących kąpieli ziołowych. W aptekach można spotkać suszone ziele, ale z powodzeniem da się też uprawiać rozmaryn w domu.
Rozmaryn przynosi korzyści nie tylko zdrowiu, lecz także urodzie. Uważany jest za środek ujędrniający skórę i opóźniający powstawanie zmarszczek. Wyciągi z tej rośliny dodawane są do płukanek do włosów, a olejek rozmarynowy wchodzi w skład mydeł, kremów i szamponów.
Nie można zapomnieć o jego roli w kuchni. Rozmaryn nie tylko nadaje potrawom charakterystyczny, śródziemnomorski aromat, lecz także ułatwia trawienie cięższych dań. Szczególnie dobrze komponuje się z tłustą baraniną i wołowiną. Z mielonych owoców kolendry i suszonych liści rozmarynu można przygotować aromatyczną przyprawę do mięs i sałatek. Na południu Europy od dawna stanowi stały element zestawu przypraw, a jego popularność nie wynika jedynie z mody na kuchnię włoską czy francuską.
Zapach Lata
Marzy mi się zapach gorącego lata,
widok kolorowej łąki pełen kwiatów,
woń mięty zielonej, białych głów
rumianku i rozmarynu na grządce.

Marzy mi się wiaterku tchnienie
w rozkołysanych łanach zbóż,
cichego szelestu liści na drzewach
i brzęczących nad ulami pszczół.

Latem kolory mienią się tęczą,
barwami stroją sady i ogrody.
Wszystko jest takie ciepłe, radosne,
nawet w stawie żaby inaczej kumkają.

Po lazurowym niebie obłoki leniwie płyną,
słoneczko przygrzewa cieplutko,
staw rzęsą się zieleni, nenufarami stroi,
nad którymi chmara owadów krąży.

Zapach lata pachnie żyznym urodzajem,
upaja i odurza miododajną wonią.
Wszystko jest takie magiczne i cudne,
nawet niebo błękitem zachwyca.
Krystyna Wanda Serdeczna
Warto więc mieć rozmaryn pod ręką. Najlepiej w doniczce na parapecie lub balkonie, aby sięgać po niego zarówno do wykorzystania w kuchni, jak i do domowej pielęgnacji. To zioło może wnieść do naszego życia nie tylko smak i zapach południa, ale także odrobinę zdrowia i dobrej energii.

sobota, 15 sierpnia 2026

O czym opowiada Sierpień


Gdy lato było już dojrzałe, a Lipiec powoli żegnał się ze światem, przez okno w domu Małej Dziewczynki zajrzał Sierpień.
Nie wskoczył jednak tak nieśmiało jak Styczeń. O tym pisałam TUTAJ 
Nie miał w sobie zagubienia Nowego Roku, który dopiero poznaje miejsce. Sierpień znał już drogę od swoich braci, którzy wcześniej tutaj gościli. Usiadł więc na parapecie i śmiało zapukał w okno. Gdy Mała Dziewczynka je otworzyła uśmiechnął się ciepło i wskoczył lekko do pokoju. Jak dobry znajomy,  który wraca po roku bez pytania rozsiadł się w fotelu. Śmiało rozejrzał się dookoła. Czy coś się zmieniło? Chyba nie....
Sierpniowe zachwyty
Sierpień się pyszni kwiatami
rozgrzewa ich i nasze serca
czarodziejskim dotykiem otwiera niezliczone płatki
maluję paletę niezwykłych barw
w słońcu wszystko wygląda inaczej
żyją kolory pulsując życiem w sercach floksów, 
nagietków i rudbeki delikatne onętki obracają pierzaste skrzydełka
w poszukiwaniu motyli
trwa nieskończony spektakl letniego tańca
wprost z ogrodu wychodzę na łąkę 
pyszni się przymiotno w zawodach z krwawnikiem
złociste ważki pobłyskują w promieniach lata
wędruje już cykoria stary podróżnik po przydrożnych rowach
znów układam w myślach dożynkowe bukiety
od lat zakochana w sierpniowej tradycji.

W przeciwieństwie do Stycznia nie przyniósł ze sobą małej walizki pełnej tylko marzeń i obietnic. Przytargał ze sobą wiklinowy kosz pełen darów od Pani Lato. Były w nim złote kłosy zbóż, pachnące zioła z łąki, mięta, lubczyk i melisa z ogrodu, dojrzałe owoce, warzywa i kwiaty, które przez chwilę cieszą oczy. Niósł je ostrożnie, jak najcenniejszy skarb.
Każda roślina miała swoje miejsce. Każda coś oznaczała. Wiedział jak ważne są one dla Małej Dziewczynki, która już tyle opowieści o nich utkała.
Niektóre z nich przynosiły zapach łąki i pola, kolejne wspomnienie letnich poranków, jeszcze inne przypominały o babci, która przed laty układała podobne bukiety.
I ona jak co roku starała się taki bukiet ułożyć. Wiedziała, że nie jest tylko zwykła wiązanka kwiatów. Był to tradycyjny sierpniowy bukiet na święto Matki Bożej Zielnej. Bukiet, o którym Mała Dziewczynka zawsze pamięta. Przecież już od najmłodszych lat lubi to święto.
Lubi wyprawy "na pola",  aby potem z tego co zebrała wybrać najpiękniejsze kwiaty, zioła, trawy... 
Co roku każdy bukiet Małej Dziewczynki był inny.
Jeden miał więcej kwiatów z ogrodu, drugi pachniał głównie ziołami z łąki, w jeszcze innym najważniejsze były kłosy zbóż.
ZIELNA- DOŻYNKOWA
Wieniec plotą na Twoją chwałę
wiejskie kobiety z którymi czuwałaś nad kołyską
odpędzając ich lęki i niepokoje matek
zebrały kłosy z polskich pól i zioła z polskich łąk
układają je pradawnym zwyczajem jak paciorki różańca
dłoń przy dłoni kłos przy kłosie
stroskane serce przy radosnym sercu
mieszają się myśli jak złote kłosy czekające na swoją kolej
tu wszystko ma swoje miejsce i żadne źdźbło nie zginie
w znojnej pracy z pokorną cierpliwością
rodzi się dożynkowy wieniec modlitwą opleciony
taką najzwyklejszą co każde ciągle powstawać
by iść i zaświadczać że warto kochać
i dzieją się rzeczy niezwykłe
gdy dożynkowy wieniec oddaje swoje serce
Maryi po ziołach i kwiatach wstępującej do nieba.

Sierpień przyniósł także zapach nagrzanej ziemi, wieczorne koncerty świerszczy, rosę na trawie, rozgwieżdżone niebo...
Styczeń przyszedł z pustym notatnikiem i obietnicą nowego początku, a Mała Dziewczynka zastanawiała się co będzie zapisane na kolejnych stronach. Czy to tylko wszystko będzie od niej zależało? 
Natomiast Sierpień przyszedł już z gotową opowieścią. Nie obiecywał nowych początków. Opowiadał o chwilach, które minęły zbyt szybko, a jednak zostały w pamięci.
Przypomniał o tym, co Mała Dziewczynka już dostała, o tym co zdążyło już dojrzeć, o pracy ludzkich rąk, o ziemi, o chwilach, które często mijamy zbyt szybko...
Styczeń uczył Mała Dziewczynkę nadziei, marzeń...
A Sierpień uczył wdzięczności. Wdzięczności za to, co udało się zebrać nie tylko z pól i ogrodów, ale także z własnego życia.
Ale i Sierpień nie zapominał jednak o marzeniach. 
— Spójrz wieczorem w niebo — szepnął do Małej Dziewczynki— Mam dla ciebie coś jeszcze.
Mała Dziewczynka uśmiechnęła się.

Przecież co roku pamięta o Łzach Świętego Wawrzyńca. Lubi jednak, jak Sierpień jej o tym przypomina i opowiada ich historię. Także i ona stara się wpleść ich wątek w sierpniowe opowieści.
Łzy to, czy gwiazdy?
Spaceruję pod granatowym niebem
wystrojonym w miliony gwiazd
myślami muskam ich złote serca w oczekiwaniu na cud
posyłam swoje marzenia i prośby
które z nich poszybują wysoko
a które spadną wraz ze łzami świętego Wawrzyńca
gęstnieje granat nieba haftowanego złotą nicią
i myśli robią się coraz cięższe
spokojne niebo przygląda się moim myślom ze zdziwieniem
a łzy świętego Wawrzyńca spokojnie krążą nad stroskaną ludzkością.
wiersze Basia Wójcik

Łzy Świętego Wawrzyńca...
Gdy zapadł zmierzch, a dzień schował się za linią drzew, Mała Dziewczynka usiadła przed domem. Długo patrzyła w rozgwieżdżone niebo. Po chwili zobaczyła pierwszą spadającą gwiazdę. Potem kolejną i jeszcze jedną. A może to było tylko złudzenie....?

sobota, 8 sierpnia 2026

Płynąc przez życie

PŁYNĄCA PARA
Rzeka jest siostrą czasu.
Płyną obydwoje
W świetle dnia,
W ciemni nocy.

Czas – niewidocznie,
Po cichu odmierza
Przemijanie.

Rzeka – uchwytna wzrokiem,
Z każdą falą
Ilustruje upływ czasu.

My płyniemy razem z nimi
Do nieznanego celu.
Andrzej Wróblewski
Nasze życie często porównujemy do żeglowania. Czasami woda jest spokojna i nasze życie również tak płynie. A nieraz wody są wzburzone i wówczas szukamy bezpiecznej przystani. Jednak zazwyczaj zdążamy do wyznaczonego, znanego wcześniej portu. Bo:
„Gdy nie wiesz, do którego portu płyniesz, żaden wiatr nie jest dobry.”  Seneka Młodszy.
Wcześniej pisałam TUTAJ, że życie jest jak podróż pociągiem.
Jest także jak autostrada. I i tym opowiadałam TUTAJ 
Ale jest ono także żeglowaniem po spokojnej lub wzburzonej wodzie. Czasem wieje lekka bryza, niekiedy nadciąga sztorm.
Moje życie również tak sobie płynie do wyznaczonego celu. Raz wolniej, raz szybciej. Czasem popycham je do przodu, ale najczęściej proszę aby zwolniło i niestety niekiedy słucha mnie zbyt dosłownie i całkiem się zatrzymuje. Może więc nie wypowiadać takich życzeń i mu po prostu nie przeszkadzać? Niech ono sobie zatem płynie własnym tempem do przodu wytyczając mi codziennie ścieżki, na których spotkam zarówno chwile szczęścia i uśmiechu, ale też momenty trudne utkane z problemów i łez. Ale czy zawsze za nim daję radę nadążać? Czy jest to konieczne?
Przecież to nie zawsze otoczenie narzuca nam to szalone tempo. Zazwyczaj sami wyznaczamy sobie tą prędkość i płyniemy przez nurt naszego życia niczym w wyścigu stylem dowolnym na mistrzostwach świata. Niektórzy wsiadają do łódek i wiosłują, aby było jeszcze szybciej i wygodniej. Nieustannie chcemy osiągać kolejne sukcesy, które działają na nas niczym narkotyk. Jeżeli raz go zasmakujemy, to ledwie się nim nacieszymy, już sięgamy po następny. Uzależniamy się. I chcemy wszystko osiągnąć coraz szybciej, więcej i lepiej. Jakby był to jakiś wyścig, rywalizacja z innymi. Bo przecież naszymi sukcesami dzielimy się z otoczeniem. Zaczynamy żyć w zawrotnym tempie, tracąc przy tym wiele energii, nie tylko tej fizycznej. 
Jednak to że jesteśmy świetnymi pływakami, czy też sternikami, nie oznacza, że wyruszając z brzegu, że dopłynie się do celu najszybciej i do tego najkrótszą drogą. Na wodnym szlaku możemy natrafić na niekorzystny wiatr, burzę, mieliznę, wiry, zmienne prądy, pędzącą motorówkę,  może nam zabraknąć sił. Możemy też po prostu stracić równowagę. To powoduje, że czasem musimy się zatrzymać, znaleźć inną drogi lub nawet cofnąć się. Nie ma w tym nic niepokojącego. Po prostu trzeba podporządkować się temu, co nas spotka na szlaku.
Moje życie czasem właśnie kołysze się niczym łódka na wodzie, gdy pojawia się zbyt wysoka fala lub silny wiatr. Wówczas aby utrzymać równowagę i nie wpaść do wody, zmuszona jestem do balansowania. A nie jest to dla mnie łatwe, strach przed wypadnięciem z łódki nie pomaga, a wręcz przeciwnie. Komplikuje sytuację. Bo mówiąc wprost czuję ogromny respekt przed głęboką wodą. Po prostu nie umiem w niej pływać. I nie mam tu ma myśli tylko tego wzburzonego żywiołu jako personifikacji życia, ale także tą najzwyklejszą wodę. 
Dlatego czasem boję się wejść do mojej łódki. Stoję długo na brzegu, trzymając się poręczy idę niepewnie przez pomost i w końcu z obawą siadam w łódce. Zanim to zrobię, sprawdzam uważnie stan wioseł, pokładu, kadłuba czy też żagli, o ile i na nie się zdecyduję. Ważne, aby łódka nie była przeciążona. Warto zatem wyrzucić zbędny balast. O i z tym mam zawsze problem. Lubię gromadzić przede wszystkim wspomnienia. Stop. To temat nie na dzisiejszą opowieść.  
Rzeka czasu
Czemu płyniesz, rzeko czasu,
tak uparcie w jedną stronę?
Ani skręcasz, ni zawracasz
i zatrzymać bieg nieskora…

Obojętna, wręcz okrutna
i nieczuła na układy,
mkniesz do przodu wartkim nurtem
negocjacje z tobą żadne!

Nieprzekupna! Dystans wielki
masz do ludzi i ich losów,
a swój pęd, wciąż nazbyt prędki,
uskuteczniasz bez rozgłosu.

Nie kulejesz, nie utykasz,
nie dostajesz i zadyszki.
Nikt i nic cię nie zatrzyma;
jesteś prawa, nie przechytrzasz!

Chyba z wszystkich znanych biegów,
Twój – najbardziej bezlitosny.
Choć tak trudny do przyjęcia,
tylko jest… porządkiem boskim
Jadwiga Zgliszewska     
Gorzej jak obok płyną w tym samym kierunku inne łódki. Wówczas zaczynamy brać udział w wyścigu, a to pociąga za sobą stres, chęć osiągniecia celu jak najszybciej. Bo dlaczego ktoś ma być ode mnie lepszy, szybszy? I ten sposób stajemy się niewolnikami wyścigów, nieustannej rywalizacji. Nie lubię wyścigów i tego związanego z nimi pędu. Ale z drugiej strony źle się czuję pozostając w tyle. 
Często zdarzają się sytuacje, gdy łódką płyniemy z kimś. Tworzymy załogę. Ale kto wówczas jest sternikiem?  Czy znasz go dobrze? Czy masz do niego zaufanie? Czy na pewno chcecie płynąć w tą samą stronę? Bo jeśli każdy zamierza płynąć z różną prędkością i co najgorzej w innym kierunku, to zapewne wcześniej lub później może dojść do wywrotki i niespodziewana kąpieli w zimnej wodzie. Gorzej jeżeli nie ma się na sobie kapoka, a tym bardziej nie umie się pływać jak ja.
Jakoś jednak wiosłuję do przodu, podporządkowując się wszystkiemu, co spotyka mnie na wodnym szlaku. Nie zawsze jest bowiem spokojnie i bezpiecznie. Pojawia się nieraz burza, rafa, mielizna, a nawet zwykła usterka łódki. Pomimo tych przeszkód staram się utrzymać na powierzchni i dopłynąć tam, gdzie zamierzałam. Co prawda wolno, czasem nadkładając drogi lub po prostu zatrzymując się. I właśnie taka spokojna żegluga najbardziej mi odpowiada. 
Jeżeli jednak płynę razem innymi, to prędzej czy szybciej robi się z tego wyścig. A wówczas pojawia się niechciany pęd, rywalizacja i związany z tym niestety stres. A to jest to, co jest dla mnie najgorsze. Stąd biorą się wszystkie problemy. 
W życiu nie ma nic pewnego. Po spokojnej fali, po której płyniemy do celu, może niespodziewanie pojawić się sztorm. I to jest właśnie nasze życie. Pełne wszystkich barw. 
ROMANTYCZNOŚĆ
Koncertu Bacha
płyną nuty 
przy którym łatwiej 
zrozumieć nadzieję

I choćbym mówiła 
językiem aniołów 
to jeszcze miłości mi trzeba

Święty Antoni
spójrz z wysokości 
gdzie 
zapodziałam siebie

Jakże niełatwo jest żyć 
A przecież powiedziałam 
- chcę stąpać po tafli jeziora
Eleonora Biberstajn
Czy rzeczywiście uda mi się stąpać po tafli wody?  Wystarczy, że staram się w miarę możliwości żeglować przez życie spokojnie. Dostrzegać to, co dzieje się dookoła. Cieszyć się tym i nie zapominać, że: 
Życie to nie regaty, żegluj przez nie we własnym tempie i ciesz się tym, co po drodze.
Nad wodą można podziwiać jedne z najpiękniejszych wschodów i zachodów słońca. Taki zapadający w serce i pamięć wschód słońca podziwiałam właśnie nad wodą w moim Miasteczku. Dlatego:
„Każdego dnia jest wschód i zachód słońca i są one całkowicie bezpłatne. Nie przegap tylu z nich ” Jo Walton
„Gdy zachodzi słońce, zostaw wszystko, co robisz, i obserwuj je” Mehmet Murat İldan
„Nigdy nie marnuj czasu na robienie czegoś ważnego, gdy na zewnątrz jest zachód słońca, pod którym powinieneś siedzieć!”  C. Joy Bell
„Wschód słońca maluje niebo różem, a zachód słońca brzoskwiniami” Vera Nazarian