piątek, 3 grudnia 2021

Adwentowo, ale czy zimowo?

Adwentowa- Oczekująca

Dokąd podążasz adwentowa Panienko
w noc mroźną pod jasnymi gwiazdami
bosymi stopami dotykasz cichutko
zimnych grudek zaoranej ziemi
pewnie biegniesz zapalić adwentowe świece
zanim wierni staną u bram kościołów
musisz przebyć setki kilometrów
by zdążyć zaśpiewać Godzinki
i wlać trochę światła w serca zatroskane
może komuś rękę trzeba podać
lub z czułością pogładzić po głowie
a może trzeba obudzić śpiących
by cudu oczekiwania nie przespali
adwentowa Panienko ogrzewająca swe dłonie
zapaloną świecą naszych małych pragnień
czuwaj z nami...
Mamy już grudzień. Miesiąc oczekiwania na święta, wspomnienia, wzruszenia... Adwent
Czas, chociaż zatrzymałam się w biegu, upływa jednak zbyt szybko. Wszystko zajmuje mi dużo więcej czasu. Do tego dni są krótkie z niewielka ilością słońca.
Jesień za oknami nie daje już nam o sobie zapomnieć. Słońce świeci coraz krócej i rzadziej. Na dworze chłodno i deszczowo. Drzewa straciły już prawie wszystkie liście, ostatnie kwiaty przekwitają. No może poza chryzantemami, które dzięki swoim ciepłym barwom wyglądają tak, jakby w ogóle nie bały się nadchodzącej zimy. No i moimi balkonowymi goździkami.
Nad miastem wisi mgła, szarej i przytłaczająca, jak  koc narzucony na łóżko. Świat dosłownie w niej utonął.
Tak, grudniowe mgły otulają świat do zimowego snu.
Zima zazwyczaj powoli zaczyna się w listopadzie. Królewna Jesień zbiera swoje narzędzia, strzepuje ostatnie liście, zabiera kolory z drzew, trawników, ogrodów. Świat staje się nijaki. Otacza nas szarość, która niedługo zmieni się w biel.
Czas przywyknąć do prawdziwej późnojesiennej aury.
Pogoda zbytnio nie zachęca do spacerów, więc nie pozostaje nam nic innego jak zaszyć się w swoim fotelu z kubkiem ciepłej herbaty lub kawy, czymś słodkim dla polepszenia humoru, ciekawą książką, muzyką....
Takie chwile celebrowane wolno i delikatnie zawsze rozgrzewają i pozytywnie nastrajają.
Teraz jednak najwięcej radości sprawia mi każde ciepłe słowo i uśmiech, nawet te przesyłane na niteczkach Internetu, przez słuchawkę telefonu lub co mnie najbardziej cieszy, bo to takie rzadkie, w staromodnych kopertach. Ale czekam na nie nie tylko teraz, chociaż w grudniu szczególnie
Gdy zaświeci pierwsza gwiazdka
i zapachnie choinką
weź biały opłatek
a na nim połóż czyste serce
wtedy zobaczysz uśmiechnięte twarze
w białych płatkach śniegu
zobaczysz radosne oczy
w gałązkach mrozu na szybie
potem popatrz na wszystkie gwiazdy nieba
będą blisko ciebie
jeśli w twoim sercu zagości spokój

zasłuchaj się w ciszę nocy
zapatrz w płomień świecy
może usłyszysz głos kogoś
- kto cię potrzebuje...
Zatem mamy grudzień, czas Adwentu, niedługo zawita do nas Pani Zima. To przecież mój czas, mój miesiąc.
Ale czy będzie taki, jak pamiętam z dzieciństwa i czasu dorastania, kiedy to Król Słońce i jego córki nas nie zawodzili. Wszystko odbywało się według określonego porządku i również koniec roku był do przewidzenia. Pan Listopad zazwyczaj przynosił nam chłód, deszcz, chlapę i błoto. Pan Grudzień obdarzał nas zimnem i drobnym śniegiem. Ale w okolicy moich urodzin i Bożego Narodzenia biała kołderka zawsze otulała nasz świat.
Któż z nas nie kojarzy tych świąt z obrazem pokrytych śniegiem dachów i drzew, brnięciem przez nieodśnieżone ulice, pierwszą migoczącą gwiazdką....
Tak było co roku, gdy byłam mała i nosiłam kolorowe czapki, szaliki i rękawiczki z jednym palcem, które udziergała moja Babcia.
Ostatnio Pani Zima jest dla nas łaskawa, łagodna. Dziś nasz kraj zamarza przy - 8 i 5 cm śniegu. Prawdę mówiąc, a raczej pisząc, co to za zima. Gdyby królewna Zima okazała moc i siłę z przeszłości, to już dawno ogłoszono by katastrofę. Współczesna Pani Zima nie jest taka zła. Przyznają to zapewne ci, którzy pamiętają zimy w ubiegłym stuleciu. I razem ze mną powtórzą: "Za moich czasów to dopiero była zima,  jak śnieg napadał w listopadzie, to leżał nieprzerwanie do marca".
Zapewne wielu z nas to słyszało. Kilkadziesiąt lat wcześniej o tej porze roku aura była zupełnie inna. Śnieg, trzaskający mróz towarzyszyły nam niemal przez całą zimę.
Ja pamiętam tą z przełomu 1978/1979. wówczas opady śniegu, duży mróz spowodowały paraliż komunikacyjny całego kraju oraz kłopoty z zaopatrzeniem i ogrzewaniem. A dla nas uczniów przedłużono ferie świąteczne.
Boże Narodzenie od lat kojarzy nam się przeważnie ze śniegiem, mrozem... I takie powinno być.
Ale nawet jeśli z powodu kaprysów córek Króla Słońce w Wigilię i święta pada deszcz i wieje wiatr, to i tak święta mają swój niezwykły nastrój.
Zastanawiam się jednak, czy tęsknię do tej dawnej Pani Zimy, za śniegiem i mrozem za oknem? Chyba nie.... Zdecydowanie nie. Dlaczego? Jednak to już nie temat na dzisiejszą opowieść  A przecież powinnam, wszak jestem podarunkiem pierwszego dnia panowania królewny Zimy.
Ciekawe, czy jest szansa, by wróciły normalne pory roku. Prawdziwa ośnieżona zima, odważna wiosna, niekapryśne lato i złota polska jesień. A przecież tak niedawno była to zwyczajność, na którą nie zwracaliśmy uwagi.
Wiem jednak, że już niedługo będzie cieplej, jaśniej, bardziej ludzko. Musimy tylko trochę poczekać.
Dla mnie, mimo że jeszcze nie wyszłam na prostą, ten czas będzie wyjątkowy. Przecież równo ...lat temu w najdłuższą noc w roku po raz pierwszy spojrzałam na świat.
Cóż zobaczymy jak będzie. Czy zanucimy: "śniegiem i mrozem zima się zaczyna, biała, puszysta i miła.....
Nie czekaj
Nie czekaj zbyt długo
Chrystus rodzi się w ciszy
niepostrzeżenie puka do drzwi
myślisz mróz zaskrzypiał
i odwracasz głowę
by szukać gwiazd i głosu aniołów
tymczasem On przychodzi
gdy najmniej się Go spodziewasz
w płatkach śniegu
by ukoić ludzką nędzę
w szumie wiatru
który otwiera drzwi serca na oścież 
w ciepłym słowie
zasłyszanym wczoraj na ulicy
ale najczęściej rodzi się
w blasku otartych z łez oczu
jeśli chcesz by Jezus rodził się
każdego dnia 
nie czekaj zbyt długo.
wiersze Basia Wójcik

piątek, 26 listopada 2021

Czy ktoś jeszcze widział, zna....?

Rudy wiersz

Już się rudo robi w lesie.
Rudo, bo jest ruda jesień.
Już zrudziały drzewom liście,
rudo jest i uroczyście.
Ruda jesień – rudy las.
Rude są liściaste drzewa,
także chmura, gdy się gniewa,
mrówki, igły też są rude
i odlatujący dudek.
Ruda jesień, liść i chmura,
rudy dudek – rudy las.
Liście lecą jak przez sito.
Lis jest rudy z rudą kitą.
Tylko świerki są zielone,
a dąb rudą ma koronę.
Ruda jesień, liście, chmura,
mrówka, lis i dudka pióra,
rudy dąb – i rudy las.
J. Kierst
Złote korony drzew oraz szeleszczące dywany suchych liści to już przeszłość. Niestety rudowłosa Jesień odeszła na dobre. Schowała do szafy swoje barwne sukienki. Nie będzie już nas cieszyła ciepłem i kolorami. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odmieniła się pogoda dookoła. Zrobiło się szaro, ponuro, dżdżysto... . Na niebie coraz częściej napływają gęste chmury. Chłód przenika ciało. Zaczęły się pierwsze nocne przymrozki. Chociaż kolory nie tylko w moim ogrodzie też zgasły, to jednak obrazy malowane listopadową kredką mają w sobie także wiele uroku. I jeszcze więcej tajemniczości.
W dal odeszła jesień kolorowa
W dal kolorowa odeszła jesień,
Liście na wietrze walca nie tańczą,
Październik słońca promienie schował
I posługuje się deszczu tarczą.
Krople strugami płyną po szybie,
Kałuże rosną, trzeba je minąć,
Smutno, lecz czerwień mej parasolki,
Nie daje myślom słonecznym zginąć.
Stoi samotna ławeczka w parku,
Chociaż zaprasza, nikt nie przysiądzie,
Pośród gałęzi wiatr zawadiaka
Harce wywija, lecz nie pobłądzi.
znalezione w Internecie
Na szczęście rudowłosa Pani Jesień pojawi się znowu za rok. Nie zniknie na zawsze, w przeciwieństwie do rudowłosych ludzi. Chyba nie tylko ja zaobserwowałam to zjawisko, ale od dawna że na świecie rodzi się coraz mniej rudych dzieci. Dawno już zwróciłam uwagę na to zjawisko. Ostatnio nawet przeczytałam artykuł o rudzielcach, których jest coraz mniej.
Nawet ja pamiętam jeszcze ze szkoły podstawowej, że prawie w każdej klasie można było spotkać rudzielca. Teraz jak w szkole znajdzie się dwóch czy trzech to jest dobrze.
Zjawisko to zaobserwowali naukowcy badający tzw. gen rudych włosów.
Obecnie na świecie zaledwie 1,5 proc. ludzi ma rude włosy, ale w Szkocji stosunkowo dużo osób ma taki właśnie kolor owłosienia. Jest to aż 13 proc., a "rudy" gen nosi aż 40 proc. populacji.
Jak odkryli naukowcy, gen, który odpowiada za pojawienie się rudych włosów, ma coraz większy kłopot w ocieplającym się klimacie. To wina mniejszego zachmurzenia, a więc większej ilości słońca - mówią naukowcy i sugerują, że za kilkaset lat na świecie może już nie być naturalnie rudowłosych ludzi.
Jak można wytłumaczyć tę dziwną zależność?
Szkoci żyją w zimnym, nieprzyjaznym klimacie, z małą ilością słońca dzięki grubej warstwy chmur okalających szczelnie niebo przez większość roku. Dzięki takiemu klimatowi przez wieki jej mieszkańcy "zaadaptowali się", przyjmując m.in. ognistoczerwony kolor włosów. Rude włosy i niebieskie oczy nie potrafią się przystosować odpowiednio do ciepłego klimatu. Im będzie cieplej, tym mniej ludzi z tymi cechami będzie się rodzić.
Trochę szkoda.
Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież na rynku są farby do włosów, a nawet kredki do malowania piegów. Moim jednak zdaniem nic nie zastąpi oryginalnej, marchewkowo-rudej czupryny i tych kilku uroczych promieni słońca na nosie…
Fakt, że rudy kolor włosów występuje u ludzi najrzadziej, spowodował, że wokół osób obdarzonych tą cechą wyglądu urosło wiele mitów, wierzeń i przesądów. Najpopularniejszy jest stereotyp, że rudy człowiek to człowiek fałszywy, chytry i złośliwy. Równocześnie jednak ludzie rudowłosi uznawani są za osoby z dużym temperamentem, otwarte, a także namiętne!

Rudzielec
pomieszałeś kolory
oranż rozmazana
miały być blond loczki
buzia roześmiana
a powstało nieuczesane
z nosem zadartym
pogodnie rozbiegane
wesołe, uparte
figlarnie ryża czupryna
z piegami na zatrzaski
z uśmiechów stworzona mina
w oczach gwiazdek blaski
Znalezione w Internecie

W dawnych czasach włosom przypisywano właściwości magiczne.
Według legendy, pierwszym rudowłosym człowiekiem był książę Iddon, późniejszy władca Gwent. Kiedy dokonał odkrycia Atlantydy, padły na niego promienie zachodzącego słońca, w wyniku czego na jego twarzy pojawiły się piegi, a włosy przybrały rudą barwę. W starożytnym Egipcie rude włosy były uznawane za pechowe, zaś starożytni Grecy wierzyli, że rudowłosi po śmierci przeobrażają się w wampiry.W Rzymie ludzie z miedzianym kolorem włosów byli najdroższymi niewolnikami. W XVI i XVII wieku, podczas polowania na czarownice, wiele rudych kobiet zostało spalonych na stosie tylko dlatego, że były rude. Wszystko to spowodowane jest faktem, że o ile dzisiaj wyjątkowość to cecha na wagę złota, kiedyś każda inność była podejrzana i budziła obawy.
Rudy kolor włosów zawsze był wyjątkowy. Ludzie z rudymi włosami zawsze wyróżniają się w tłumie. Kolor ten zawsze budzi żywe emocje. O ile blondynów czy brunetów traktujemy neutralnie, o tyle o rudym kolorze, mamy wyrobione zdanie. Rudy albo lubimy, albo nie.
Od wieków rudowłosi byli narażeni na zderzenie z niesprawiedliwymi stereotypami. Rudzielec, wiewiórka, marchewka to najpopularniejsze określenia, które zazwyczaj słyszą za sobą w szkole osoby o tym kolorze włosów. Od czasów Judasza po Anię z Zielonego Wzgórza rudzielce nigdy nie miały łatwego życia. Dyskryminacja a nawet znęcanie się nad osobami o rudych włosach, to zjawisko obecne od zawsze. W starożytnym Egipcie byli paleni żywcem na stosie, podczas reformacji uznawani za przyjaciół szatana.
Jednak historycy zauważyli, że rudzi, mimo swojej małej liczebności, znacząco wpływali na losy świata. Wśród takich postaci są m.in. Neron, król Dawid, Helena Trojańska, Napoleon Bonaparte, Thomas Jefferson, Vincent Van Gogh, Mark Twain, Galileusz i Winston Churchill. Angielska królowa Elżbieta I wręcz wprowadziła modę na rudy.
Nie można też zapomnieć o rudzielcach z literatury i filmu. Na pierwszym miejscu oczywiście Ania z Zielonego Wzgórza. Potem Pippi Långstrump, Marek Piegus, Pomysłowy Dobromir ....
Ale to już historia lub fikcja. Teraz trudno jak z rękawa sypnąć nazwiskami współcześnie znanych rudych postaci.
Cóż należy mieć tylko nadzieję, że rude lisy i wiewiórki nie zmienią swojego koloru.
A ja jaka jestem? Kolor włosów mam raczej pospolity, ni to ciemny blond, ni jasny brąz. Ale kiedyś jednak bywałam kasztanowłosą studentką.
Wiewiórka
Ruda wiewiórka, ruda wiewiórka
skacze wesoło z drzewa na drzewo.
Z chwiejnej gałązki w zieleń da nurka,
machnie ogonkiem w prawo i w lewo.
Zeszła na ziemię, nic się nie boi,
wie, że orzeszki mamy w kieszonkach.
O, z ręki bierze! O, przy mnie stoi
chwiejąc puszystym końcem ogonka.
Nikt jej nie skrzywdzi, nikt jej nie spłoszy
taka jest śliczna, zręczna i żywa!
Zjadła orzeszków za kilka groszy,
na pożegnanie ogonkiem kiwa.
Władysław Broniewski

sobota, 20 listopada 2021

A ja jestem.....

Na zakręcie
Dobrze się pan czuje?
To świetnie,
właśnie widzę - jasny wzrok, równy krok
jak w marszu.
A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Moje prawo to jest pańskie lewo.
Pan widzi: krzesło, ławkę, stół,
a ja - rozdarte drzewo.

Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Ode mnie widać niebo przekrzywione.
Pan dzieli każdą zimę, każdy świt na pół.
Pan kocha swoja żonę.

Pora wracać, bo papieros zgaśnie.
Niedługo, proszę pana, będzie rano.
Żona czeka, pewnie wcale dziś nie zaśnie.
A robotnicy wstaną.

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Migają światła rozmaitych możliwości.
Pan mówi: basta, pauza, pat.
I pan mi nie zazdrości.

Lepiej chodźmy, bo papieros zgaśnie.
Niedługo, pan to czuje, będzie rano.
Ona czeka, wcale dziś nie zaśnie.
A robotnicy wstaną.

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Choć gdybym chciała - bym się urządziła.
Już widzę: pieska, bieska, stół.
Wystarczy, żebym była mila.

Pan był także, proszę pana, na zakręcie.
Dziś pan dostrzega, proszę pana, te realia.
I pan haruje, proszę pana, jak ten wół.
A moje życie się kolebie niczym balia.

Pora wracać, już śpiewają zięby.
Niedługo, proszę pana, będzie rano.
Iść do domu, przetrzeć oczy, umyć zęby.
Nim robotnicy wstaną.
Agnieszka Osiecka
Dziś będę marudzić. Wynika to z tego, że mój nastrój zmienia się jak w kalejdoskopie. Chociaż ostatnio najczęściej jest nienajlepszy.  Cóż, samo życie...
Mam …lat, za miesiąc przybędzie mi kolejny rok  i zastanawiam się co osiągnęłam w życiu. Ze smutkiem muszę powiedzieć, że niczym wielkim nie mogę się pochwalić. Zdałam maturę, dostałam się na studia, które ukończyłam z bardzo dobrym wynikiem. Znalazłam od razu pracę, w której przepracowałam dekadę, potem bywało różnie… Wyprowadziłam się z domu rodzinnego i usamodzielniłam…
Jednak tym mogą pochwalić się wszyscy.
Niestety życie, czas pędzą do przodu i nie oglądają się na mnie. Dlatego odnoszę wrażenie, że utknęłam w martwym punkcie.
Ostatnio już mi się wydawało, że jest dobrze, że wyszłam ponownie na prostą, równą drogę. Niestety szczęśliwe zwierciadełko, które każdego ranka zapewniało mnie „to znów będzie dobry dzień” rozprysło  się na tysiąc kawałków. A tak naprawdę droga nagle stała się nierówna, pełna przeszkód.
Za Agnieszką Osiecką mogę powtórzyć: „ A ja jestem proszę Pana na zakręcie.” Niestety dalsze słowa: „Migają światła rozmaitych możliwości.....” mnie nie dotyczą.  Nie wiem co kryje się za zakrętem. Siedzę sobie bowiem cichutko na poboczu drogi i patrzę jak mijają mnie inni podróżujący przez życie i znikają za zakrętem, gdzie kryje się niepewność
Wędrując przez różne turystyczne szlaki zawsze lubiłam przysiąść przed zakrętem na drodze. Nie ważne czy to była leśna ścieżka, polna droga, górski szlak... Żegnałam się z dotychczasowym widokiem i zastanawiałam się co za chwilę zobaczę. To mogłam sobie tylko wyobrazić.
Niekiedy ciekawość brała górę i bez przystanku mijałam zakręt.  
A teraz? 
Na zakręcie
moje życie zwolniło na zakręcie
coś zazgrzytało
coś się popsuło
już nie da się przyśpieszyć

moje życie zwolniło na zakręcie
jak złapać oddech
by wyjść na prostą
i znów się życiem cieszyć

czas wyjść z zakrętu
czas zebrać siły
by życie ruszyło powoli
coś zoperować
coś nasmarować
nie myśleć, że bardzo boli

czas wyjść z zakrętu
czas dodać gazu
by życie ruszyło z kopyta
śmiać się i bawić
i gnać przed siebie
nie słuchać, że coś tam zgrzyta
Znalezione w Internecie
Wierzę, że jak moja droga się wyprostuje, to będę mogła ruszyć nią spokojnie i bez pośpiechu. Jednak, czy jest to możliwe? Dookoła przecież wszyscy biegną, za wszelką cenę dążą do zamierzonego celu. Nigdy nie brałam udziału w tym wyścigu i nadal nie chcę. Wiem, nie wszyscy mogą to zrozumieć, niektórzy uważają, że brak mi ambicji. Ale czy tak naprawdę ten pęd do sukcesu jest ważniejszy od najbliższego otoczenia? W ostatnich miesiącach utwierdziłam się w przekonaniu, że nie.
Mam więc tylko nadzieję, że jak znowu ruszę w drogę, to będzie to spokojny marsz równym krokiem. Owszem spodziewam się, że pojawią się przeszkody, ale chcę je pokonywać bez pośpiechu. Nie lubię się spieszyć. Zresztą pośpiech ma na mnie zły wpływ. Nigdy nie wychodzi mi na dobre.
A ja zwolniłam, a nawet przystanęłam. Moje życie na zakręcie uspokoiło się, stało się jednak bardziej monotonne.
Zwrot "być na życiowym zakręcie" zazwyczaj jednak oznacza trudny moment w życiu. Ma zdecydowanie znaczenie negatywne. To obraz widoczny tylko do pewnego momentu. To co jest dalej, może nam tylko podpowiedzieć wyobraźnia. Ciekawość, podekscytowanie miesza się ze strachem i niepewnością.
No właśnie. Tak naprawdę nikt do końca nie wie co się kryje za kolejnym zakrętem i czy dojdzie do końca zaplanowanej przez siebie drogi.
Każdy z nas podążając swoją ścieżką życia zapewne dotarł do takiego zakrętu. Czyli do momentu, w którym prosta, równo wytyczona ścieżka, nagle zaczyna się wić się i ukrywać przed nami to co nas czeka.
To często konieczność zmiany dotychczasowego życia, chociaż jeszcze nie do końca wiadomo, w którym kierunku należy ruszyć dalej. Niestety nie ma możliwości powrotu na stare, wydeptane już ścieżki.
To pora, aby ruszyć nową drogą, którą musimy wybrać. Jednak czy tak naprawdę chcę zobaczyć, co kryje się za zakrętem. Teraz co prawda tkwię w jednym punkcie, ale jest spokojnie, bezstresowo... Jest mi dobrze. Cały świat dookoła pędzi na złamanie karku, zmierza do wyznaczonego celu. A ja tak naprawdę nie lubiłam tego wyścigu. Czy tak naprawdę znowu chcę biec? Przecież droga, która mnie czeka za zakrętem nie będzie łatwa. Znowu będą na niej kamienie, koleiny, dziury. Czasem pojawią się rozwidlenia, które zmuszają do wyborów, których za bardzo nie lubię. 
Jednak zakręty mogą też oznaczać to, co dobre i pozytywne. To nowe możliwości, które otwierają się przed nami. To prawda nieodkryty szlak w pierwszej chwili może niepokoić. Przecież lubimy spokojne, proste ścieżki. Łatwo się do nich przyzwyczajamy. Najczęściej jednak jesteśmy przekonani, że mogą nas one zaprowadzić do ślepej uliczki lub nad przepaść. Wówczas trzeba zawrócić i szukać dobrej drogi. Owszem, niektórzy próbują przeskoczyć przeszkodę lub wybudować most, ale czy ja zdecyduję się na coś takiego ponownie jeżeli napotkam na coś takiego za zakrętem?
Co z nami będzie
Kiedy znajdziemy się na zakręcie,
co z nami będzie?
Świat rozpędzi się niebezpiecznie,
co z nami będzie?
nawet jeśli życie dawno zna odpowiedź,
może lepiej gdy nam teraz nic nie powie... /2x

Nasz każdy pełen przygód rok,
każdy miesiąc drogi nasz,
Każdy nowy dzień jak szansa i
każda chwila trwogi nasz,
każdy zachód słońca nasz,
każdy podniesiony ton,
każdy naprawiony błąd,
i czy musimy stracić to?

Kiedy znajdziemy się na zakręcie,
co z nami będzie?
Świat rozpędzi się niebezpiecznie,
co z nami będzie?
nawet jeśli życie dawno zna odpowiedź,
może lepiej gdy nam teraz nic nie powie...

W żywym ogniu, niełatwych pytań, topimy plany i sami nie wiemy,
Po co chcemy przeczytać cały scenariusz,
Szukamy błędów, przewidujemy najgorsze,
że nie dojdziemy do happy endu,
A to dopiero początek, tyle przed nami,
Po co się pytać na starcie,
Co będzie z nami?
I nawet jeśli, to życie zna już odpowiedź,
będzie dużo ciekawiej,
Gdy teraz nic nam nie powie.

Tyle miejsc odkrytych gdzie, inni nie dotarli wciąż
Tyle krętych dróg pod prąd i czy musimy stracić to?

Kiedy znajdziemy się na zakręcie,
co z nami będzie?
Świat rozpędzi się niebezpiecznie,
co z nami będzie?
nawet jeśli życie dawno zna odpowiedź,
może lepiej gdy nam teraz, nic nie powie.
Sylwia Grzeszczak

sobota, 13 listopada 2021

Słowiańskie polne złoto. Zioło czarownic.


Widzisz je w zbożu
Trawą splecione.
Stojące w morzu
Ostów zielonych,

Chabry, dziurawce,
Chwasty skarlałe,
Mleczów dmuchawce,
Zioła zdziczałe.
Wy polne kwiaty,
Białe. Czerwone.
Złote karaty
W ziemię rzucone.

Kwitnące w zbożach,
Kępą w szeregu.
Na pól bezdrożach.
Na miedzy brzegu.

Chwytacie serca,
Wśród lata znaków.
Barwa kobierca
Z chabrów i maków.
Władysław Dziegała


Dziurawiec zwyczajny czyli Hypericum perforatum L., w gwarze ludowej znany jako dzwoniec, dzwonki Panny Maryi czy ziele św. Jana, bo podobno wzrosło z kropli krwi, które skropiły ziemię z przebitego języka Jana Chrzciciela. Po roztarciu żółtych liści pojawia się bowiem czerwony kolor przypominający krew. Z tego powodu dziurawiec nazywano również męką, krewką, krewką Jezusa, krwią Matki Bożej.
Niektórzy mówili o nim również zwierzobóje, wierząc, że jest trujący dla zwierząt o jasnej sierści.
Łacińskie słowo hypericum pochodzi zapewne od greckiego słowa hyper znaczącego „nad” i eikon oznaczającego „ikonę”. W starożytnej Grecji  dziurawiec wieszano nad futrynami i obrazami świętych, aby odpędzić złe duchy. Słowianie używali wywaru z dziurawca do odpędzania demonów. Suszony bukiet dziurawców służył jako rekwizyt przy wypędzaniu ducha choroby. Napojem przygotowanym z tej rośliny posługiwali się w średniowieczu egzorcyści. Zapewne wówczas zioło zaczęto nazywać fuga daemonum. Nazwę tę można przetłumaczyć jako ucieczkę demonów, ucieczkę diabła albo ucieczkę czartowską.
Stara słowiańska legenda głosi jednak, że aby skorzystać z uzdrawiających właściwości rośliny, wystarczy udać się do lasu.
Stało się to w czasach, gdy królową była natura.
Człowiek wówczas był świadomy jej siły, a zarazem swojej zależności od tego, co wyrasta z ziemi. Dlatego traktował otaczający go świat z szacunkiem i obawą. 
Dookoła krążyły także demony, które starały się zapanować nad ludzkimi umysłami. Zaradzić temu chciała Hyperja, córka znachorki. Postanowiła wraz z matką wyruszyć do nieznanych lasów, aby odnaleźć lekarstwo. Szły długo. W końcu dotarły na polanę rozświetloną złotymi promieniami słońca. Rosły na niej nieznane im rośliny         o żółtych kwiatach. Były nimi oczarowane. Jednak nagle nadleciały demony.
Hyperja z matką schowały się w żółtych kwiatach, które je całkowicie przykryły. Demony wiedziały, że zginą, jeżeli zbliżą się do tej rośliny. Dlatego z wysokości rzucały w kierunki kobiet swój jad. Ten jednak niespodziewanie zatrzymał się na żółtych listkach, tworząc w nich maleńkie, przezroczyste punkciki. Diabelski jad nie uszkodził ziela. A nawet uaktywnił w nim to, co najsilniejsze i najmocniejsze. Demony uciekły. A Hyperja z matką zastosowały wywar z rośliny do leczenia ran. Dzięki nim świat poznał ziele dziurawca.
Inna legenda głosi, że zioło to stworzył Bóg, by pomagało ludziom w niemal wszystkich dolegliwościach. Diabłu się to nie podobało, więc postanowił zniszczyć roślinę. Efektem jego działania są charakterystyczne dziury w liściach.

Dziurawiec
posłuszne ziele
W noc świętojańską zakwita
Dar wprost z bożej apteki
Leczy wątrobę jelita
O jakże dla nas łaskawe
Są twoje listki dziurawe
ks. Jan Twardowski

"Świętojańskie zioło – lek na dolegliwości wszelakie" mówiono kiedyś.
Dziurawiec był bardzo powszechnie używaną przez babki i znachorów. Uważany był za roślinę magiczną. Miał przede wszystkim zapobiegać różnym czarom i gusłom
Dawniej dziurawiec chronił matki i dzieci przed działaniem demonów. Na niemowlęta (zwłaszcza przed chrztem) czyhało dużo zagrożeń. Ochroną dla dziecka było powieszenie nad kołyską wiązanki z dziurawca poświęconego  w dniu św. Jana.  Często nazywano go zielem świętojańskim, gdyż zakwitał w okolicach 24 czerwca.
Zasuszone i poświęcone ziele wkładano pod poduszkę i do pieluszki maleństwa.
Często przechowywano je w oborach, aby ochronić bydło przez czarownicami. Chronił przed piorunami. Używano go też do wróżenia.

To dziw­ne tak że oczy­wi­ste
spójrz na świa­tło przez liść dziu­raw­ca
na­wet mro­ki przej­rzy­ste
ks. Jan Twardowski

Właściwości lecznicze tej rośliny znane były już w starożytności. Doceniał ją grecki uczony Hipokrates czy rzymski medyk Korneliusz Celsus.
W V wieku Helios z Amidy zalecał napar z dziurawa na trudno gojące się rany i owrzodzenia. Aleksander z Tralles wspominał o jego dobrym wpływie na układ nerwowy. Paweł z Eginy potwierdził jej działanie moczopędne
W średniowieczu  św. Hildegarda z Bingen uważała dziurawiec  za jedno z najważniejszych lekarstw.
Dziurawiec rośnie w całej Europie, w północno-zachodnich Chinach, Afryce i Azji Mniejszej. U nas znajdziemy go od nizin aż po obszary pogórza, na słonecznych brzegach lasów, łąk i ścieżek.
Jest cenną rośliną leczniczą, bogatą w wiele substancji, o szerokim zastosowaniu.
Zawarte w dziurawcu związki działają na organizm oczyszczająco, odtruwająco, rozkurczająco  i moczopędnie. Mają właściwości bakteriobójcze, uspokajające i przeciwdepresyjne. Dzięki wielokierunkowemu działaniu dziurawiec znalazł szerokie zastosowanie we współczesnej medycynie
Ważne jest jednak, aby w trakcie jego stosowania nie wystawiać się na działanie promieni słonecznych, gdyż roślina ta ma właściwości fotouczulające. Jednak w  szare, bure listopadowe i grudniowe dni jest jak najbardziej zalecany.
Zewnętrznie dziurawiec stosowany jest również przy leczeniu odmrożeń, poparzeń, wrzodów i wszelkich innych trudno gojących się ran. Podczas płukania jamy ustnej nie tylko pomaga pozbyć się nieprzyjemnego zapachu z ust, koi również zapalenia gardła. Jednak ze względu na wszechstronność dziurawca oraz jego moc należy zachować ostrożność i świadomość przy wykorzystywaniu rośliny.

Ziołowe wiązanki
podaruję ci bukiecik zasuszonych ziół
lato szybko mija chwycę zapach z pól
wplotę go w naręcze mięty oraz dziurawca
powstanie barwna tęcza piękna jak z obrazka

potem do domu przyniosę rumianku i trawy woń
grzecznie lato poproszę nie odchodź jeszcze stąd
zostaw barwne motyle nawłocie i macierzanki
nim odejdziesz na chwilę zasuszę ziołowe wiązanki
Cieślik Lucyna