szum moich myśli
Piszę, więc jestem
sobota, 16 maja 2026
Zioło, które dzieli świat
sobota, 9 maja 2026
Ten i tamten maj
Maj przyszedł tym razem niepostrzeżenie. A przecież
zawsze tak na niego czekam. Jak dla mnie ktoś odwrócił kartkę w kalendarzu
szybciej niż zwykle. W tym roku na początku maja nadal jeszcze żyję kwietniowym
wyjazdem i podobnie jak dla maturzystów dopiero wczoraj było „kiedyś”, „zdążę”,
„mam czas”.... Dziś jednak wszystko stało się „już” i "natychmiast". Do tego jeszcze poganiają, że nie ma mojej opowieści... Czas, który w kwietniu był rozciągnięty i płynął szeroką, spokojną rzeką, nagle
zwęził się w rwący potok. Ale może zrobię sobie chwilę przerwy? Może na chwilkę
otworzę moją szufladę wspomnień? Wszak rzeczywistość zbyt gwałtownie dała o
sobie znać po moim powrocie.
Za oknem maj, chociaż pogoda tego nie potwierdza. Jest
jasno, trochę zielono, ale chłodno i raczej nie zachęca do długich spacerów.
Może dlatego łatwiej myślami cofnąć się do tamtych lat?
DAWNY MAJ
Dawno temu pewien majukołysał mnie pod sercem matki
pewnie wtedy kwitły jabłonie
a może dzikie grusze
na pewno śpiewały kosy
zwiastując mamie dobrą nowinę...
A potem maj przychodził
zawsze z naręczami życia
z własną historią rozkwitających bzów
i szczęśliwego beztroskiego dzieciństwa
z zakochaniem naiwnej młodości
z ciężarem dojrzałego życia
i zwiastunami przewidywanej jesieni...
Przychodzi nadal
zagląda w okna mojej duszy
z cichym przypomnieniem
by nie zmarnować żadnej chwili...
A więc tylko tak trochę uchylam znowu szufladę wspomnień.
Mała Dziewczynka i jej matura. Jak wówczas było? Chociaż
teraz z perspektywy czasu wszystko wydaje się, że było prostsze, ale wówczas
nikt tak nie myślał. Stres był, wiadomo... I to nie taki zwykły,
codzienny, ale nawet graniczący z paniką.
Mała Dziewczynka pamięta, że dni przed egzaminami miały
zupełnie inny, ważny ciężar, jakby od tej jednej chwili naprawdę zależało
wszystko.
Czy matura jest dziś łatwiejsza niż czterdzieści lat
temu? To pytanie wraca nieustannie, ilekroć zaczyna się maj i kolejne roczniki
siadają do egzaminów. I choć Mała Dziewczynka próbuje udzielić odpowiedzi, to
niestety nie jest ona taka prosta.
Przecież trudność matury nigdy nie zależała wyłącznie od
poziomu zadań. Równie ważna jest jej forma, zakres materiału, świat, w którym
funkcjonują uczniowie.
Z jednej strony Mała Dziewczynka może powiedzieć, że dziś
jest łatwiej. Egzamin ma określoną strukturę, powtarzalne schematy, jasne
kryteria oceniania. Można ćwiczyć arkusze, uczyć się klucza odpowiedzi,
przewidywać typy zadań. matura była trudniejsza również w inny sposób. Matura
była mniej przewidywalna. Wokół matury powstał cały system wsparcia. Są
książki, kursy, materiały dostępne niemal od ręki, no i oczywiście Internet. W
czasach, gdy Mała Dziewczynka zdawała maturę tego nie było. Sięgało się do podręczników,
do notatek, czasem do biblioteki. Więcej zależało od własnej pracy,
samodzielności w zdobywaniu wiedzy i od tego, co udało się zrozumieć samemu.
Znów jest maj
i znów jest matura
słodko pachną kasztanowe kiścienęcąc ludzi i owady
budzą wspomnienia piękniejsze od wiosny
znów jesteśmy młodzi i radośni
z plecakiem pełnym marzeń.
Szeleszczą mozolnie skrywane ściągi
tłuką się w głowie tematy pewniaki
biało- granatowo zasiedlone rzędy
starych krzeseł z niegasnącą pamięcią
mruczą te same melodie
w których powtarzalność i przewidywalność
trzyma wielu przy życiu.
Znów jest maj
całkiem inni młodzi ludzie
odkładają wszechwiedzące gadżety
bo znów zakwitły kasztany
inni młodzi ludzie
napełniają plecaki marzeń
a może wcale nie tacy inni?
Dzisiejsi maturzyści mają inaczej. Teoretycznie bezpieczniej, wszystko określone jest bardziej jasno. Ale teraz pojawiło się coś innego. Nie wystarczy zdać. Trzeba zdać dobrze, a czasem wręcz bardzo dobrze. Punkty, procenty, miejsca na listach... To one decydują o przyszłości.
Mała Dziewczynka pamięta jak kiedyś sama matura była już
dużym osiągnięciem. Egzamin dojrzałości miał wówczas większy prestiż społeczny
i był zdawany przez mniejszą grupę osób.
Dziś jest raczej początkiem dalszej drogi niż jej
zwieńczeniem. Maturę zdaje prawie każdy.
Inny był też świat wokół samej matury. Był bardziej
zamknięty, spokojniejszy, mniej wymagający pod względem wyborów. Dziś uczniowie
mają więcej możliwości. Znajomość języków, otwartość na świat, świadomość, że
można wyjechać, studiować gdzie indziej... Tego wszystkiego dawniej nie
było.
Mała Dziewczynka pamięta jak wtedy nikt nie mówił o
strategiach egzaminacyjnych, o zarządzaniu stresem, o technikach uczenia się.
Uczyło się po prostu. Czasem lepiej, czasem gorzej. Dziś uczy się nie
tylko wiedzy, ale i sposobu zdawania egzaminu.
Każdy egzamin urastał do rangi czegoś bardzo ważnego.
Wydawało się, że od tych kilku dni zależy naprawdę dużo. Dlatego niektórzy
uczyli się do ostatniej chwili. Było powtarzanie materiału, wzajemne
przepytywanie się, porównywanie, kto ile umie i czy to już wystarczy....
Mała Dziewczynka nie uczyła się w ostatniej chwili.
Raczej starała się mieć wszystko ogarnięte wcześniej. Mimo to stres i tak się
pojawiał, szczególnie przed językiem polskim. Mała Dziewczynka pamięta
jak jej dłonie były trochę zimne, a myśli uciekały gdzieś w bok, zamiast
spokojnie trzymać się tego, co już przecież było opanowane. Najgorzej było
przed wejściem na salę. Potem napięcie powoli schodziło. Mała Dziewczynka
pamięta ulgę, gdy zobaczyła tematy.
Nie wszystko jednak poszło idealnie. Tam, gdzie była
pewna siebie, wyniki okazały się przeciętne. A z języka polskiego, którego
obawiała się najbardziej, poszło jej lepiej, niż przypuszczała. Mała
Dziewczynka pamięta jak bardzo była tym zaskoczona i jak to zaskoczenie
przyniosło radość. Chociaż pozostał zawód przy przedmiotach, których była
pewna. Moze mniej się ich uczyła...?
Po maturze przyszła ulga. Ale także takie poczucie żalu,
że coś się skończyło. Że zamknął się pewien etap.
niby tak samo
a każdego roku inaczej
oddają insygnia władzy
ptakom drzewom i kwiatom
popatrują z błękitnego nieba
na życie
w tysiącach jego form zapachów i kolorów
a ja
kolejny raz przytulam maj
biorę garściami białe różowe i żółte cuda
układam w nieśmiertelnym wazonie serca
klękam wśród słonecznych główek mleczu
by wyszeptać litanię podziękowań.
wiersze Basia Wójcik
Dziś Mała Dziewczynka patrzy na to spokojnie. Wie, że nie
da się jednoznacznie powiedzieć, która matura była trudniejsza. Każda miała
swoje trudności, łatwiejsze strony. Zmienił się egzamin, tak jak zmienił się
świat, jak zmienili się uczniowie. Ale chyba nie zmieniło się jedno. Nie
zmienił się ten stres tuż przed wejściem na salę i ta niepewność, czy dam radę.
I może właśnie to łączy wszystkie pokolenia maturzystów
bardziej niż jakiekolwiek różnice.
Maj co roku trochę o tym przypomina, zwłaszcza gdy kwitną
kasztany, zaczynają się matury.
Zamykam szufladę.
Na razie wystarczy.
sobota, 2 maja 2026
Walizka pachnąca kwietniowymi wspomnieniami
Z tego co pamiętam byłam tam po raz pierwszy pod koniec kwietnia. W czasie, gdy królewna Wiosna naprawdę już rozkwita. Drzewa ubrane były w tą świeżą zieleń, która pojawia się tylko o tej porze roku. Taką jasną, delikatną, jeszcze trochę nieśmiałą. Niektóre, jak przystało na nazwę mieniąca zachwycały kwieciem. Zaczynały też kwitnąć bzy zapowiadając już nadchodzący maj.
I choć dzisiaj ciało jest już tutaj, to myśli wciąż snują się między tamtymi uliczkami, ścieżkami na plantach, polnymi dróżkami... Jakby nie chciały przyjąć do wiadomości, że podróż naprawdę się skończyła. A może jednak nie tak do końca?
Liryka
Wiem, piechotą będę szedł ze stacji,Choćby ciemnym to było wieczorem.
Zbłądzić trudno, kolejowym torem
I na lewo od dwu drzew akacji.
Kwiat tytoniu w ciemności pachnący,
Miodny zapach końskiego nawozu
I daleko gdzieś gwizd parowozu
Tak jak nieraz to już było we śnie,
Poznam głos twój, gdy zapytasz: "Kto tu?"
I za gardło uchwyci boleśnie
Strach i rozpacz, i szczęście powrotu.
"Kto tu?" - spytasz. Powiem: "Ja - Antoni,
Tutaj jestem". Jeszcze krok, pół kroku.
I dłoń drżącą poczuję na skroni.
I usłyszę bicie serca w mroku.
" Nie myślałem, że cię tak przestraszę!
Nie pal światła, stójmy tak, w ciemności.
Po co patrzeć w oczy już nie nasze,
Kiedy serca biją jak w młodości?"
"Po coś wrócił? Tu źle". Ja wiedziałem,
Lecz nie było dla mnie ukojenia,
Zostawiłem tu wszystko, co miałem,
Nasze wspólne młodzieńcze marzenia".
Antoni Słonimski
Pociąg z Małego Miasteczka odjechał, a ja jeszcze stałam na peronie słuchając stukotu torów.... Tak jakby Małe Miasteczko z oddali szeptało do mnie swoimi zapachami, kolorami, dźwiękami... Jakby próbowało zatrzymać mnie jeszcze na tę jedną, ostatnią chwilę, która i tak zawsze okazuje się za krótka.
- Nie zapominaj o nas. Wracaj jak najszybciej...
- Jakże mogłabym zapomnieć? Zawsze będę wracać.... - odpowiedziała Mała Dziewczynka, która przywiozła ze sobą walizkę pełną wspomnień. Był w niej śmiech, gwar rozmów, szum wiatru, echo kroków na znajomych ścieżkach , zapach bzu, błękit nieba.... Wszystko ciasno upchane w makowej walizce. Dlatego Mała Dziewczynka wszystko rozpakowuje powoli, ostrożnie.... Tak jakby chciała, aby wspomnienia pozostały z nią jak najdłużej. A może chce odwlec moment wpuszczenia do mieszkanka codzienności?
Codzienność potrafi być dla Małej Dziewczynki zbyt szybka, zbyt głośna, zbyt dążąca do przyszłości... Czas i cały świat pędzą nie oglądając się za siebie. Rozpychają się między obowiązkami, przypominają o rzeczach pilnych, ważnych, koniecznych... Jakby nie było nic innego. No tak... Puka do drzwi i woła:
- Pośpiesz się. Ileż można się rozpakowywać? Nie masz chwili do stracenia. Musisz...
Mała Dziewczynka wzdycha. W Małym Miasteczku czas płynął inaczej. A może wcale nie płynął tylko trwał? Mała Dziewczynka ma jeszcze w sobie tamten rytm. Taki spokojny, leniwy... Jakby świat dookoła mógł poczekać.
- Jeszcze chwilę - szepcze Mała Dziewczynka...
Powrót Do Przeszłości
do przeszłości był emocjonalny.
Cóż tam zastanę, czy będzie tak jak było,
a może czas robił zbyt wiele?
Dom stał jakby ten sam,
ale umęczony przez upływające lata.
Nie było przed domem rabatek z kwiatami,
nie pachniało maciejką,
ani piękne róże mnie nie witały.
Tylko smutek wyjrzał zza rogu,
jakby chciał powiedzieć;
niepotrzebnie tu przyszłaś.
znalezione w Internecie
Dom Dziadków stoi. Ale to już nie jest Dom, do którego Mała Dziewczynka może wejść fizycznie. Drzwi istnieją, ale nie prowadzą już do tego samego świata. W jego ścianach mieszkają już inni, nieznajomi ludzie. To jest dom, do którego się wraca tylko myślami. A w sercu Małej Dziewczynki pozostaje niezmienny obraz, ten sprzed lat...
Także obraz tych, którzy odeszli, a jednak zostali w pamięci, w sercu, w tych wszystkich drobnych śladach, które po sobie zostawili. Dla Małej Dziewczynki nadal tam w pewien sposób są.
Babcia na zawsze pozostanie w ciepłych gestach, w znajomych zapachach... Dziadek w miejscach, które znał najlepiej, w prostych słowach, które wciąż gdzieś brzmią...
W tym wszystkim, czego chcieli Małą Dziewczynkę nauczyć. W tym co zostało w niej na zawsze.
Ale to także inni ludzie, których Mała Dziewczynka spotykała tam kiedyś. Twarze może dziś już są mniej wyraźne, a jednak wciąż są obecne w pamięci. Wszyscy oni zapisani są we wspomnieniach, które wracają niespodziewanie. Jednak są one niepełne. Dziadkowie i większość osób odeszło, zabierając ze sobą garść nieopowiedzianych wspomnień. Zniknęły razem z nimi historie, które mogłyby Małą Dziewczynkę jeszcze wiele nauczyć, wzruszyć... Pozostało jedynie poczucie niedosytu i tęsknota za tym, co już nigdy nie zostanie opowiedziane. A Mała Dziewczynka może już tylko ich domyślać się, składając je z fragmentów opowieści, które po nich pozostały w pamięci tych żyjących.
Bo przede wszystkim w Małym Miasteczku Mała Dziewczynka spotkała ludzie, którzy wciąż tam są. Trochę starsi, trochę bardziej zmienieni. Podobnie jak Mała Dziewczynka. Czas dla niej i dla nich płynie w tym samym tempie. A jednak w ich spojrzeniach było coś znajomego. Coś, co mówiło: „pamiętam”. I w tym jednym słowie mieściło się więcej niż w całych rozmowach. Nie trzeba było nic więcej. I nagle okazywało się, że czas nie zabrał wszystkiego. Że coś jednak nadal zostało.
Powrót
Wracam do prostych rzeczy - do pyłów tańczących w próżni,
do małego ślepego pająka, co się barwą od ściany nie różni,
do drżących w słocie okiennic głośnego, gorzkiego szlochu,
do szpar ciekawych w podłodze, pełnych zagadek i prochu.
Wracam z zawiłej drogi zwycięskiej, wracam z podboju
do strasznej śmierci dzięcioła, do przygód okropnych jeża,
do niepojętej ucieczki sowy i nietoperza.
Coraz jest prościej, ciszej... coraz bezpieczniej, jaśniej...
Wracam - jak smok znużony - do starej, starej baśni.
Kazimiera Iłłakowiczówna
Jak dobrze, że ta cienka nić łącząca Małą Dziewczynkę z jej Miasteczkiem wciąż istnieje. Może z roku na rok jest delikatniejsza, mniej widoczna... Ale jest i trzyma. To ona chyba właśnie sprawia, że Mała Dziewczynka wraca do Małego Miasteczka
Czy jednak takie powroty są dobre?
Nie wiem. Bo każdy z nich coś daje… Ale i coś zabiera.
Dają ciepło. Dają ukojenie. Pozwalają na chwilę usiąść obok dawnej siebie i przypomnieć sobie, kim się było.
Ale zabierają złudzenie, że to wszystko nadal gdzieś trwa w niezmienionej formie.
I może właśnie na tym polega ich sens.
Że uczą nas godzić się z przemijaniem.
– Czy przeprowadziłabyś się tam na zawsze? – pyta Anioł Stróż
– Wątpię… Czułabym brak czegoś, co zostało tu, w codzienności - odpowiada Mała Dziewczynka
– A czy zostałabyś tam dłużej niż dwa tygodnie?
– No nie wiem… To tutaj jest teraz mój Dom...
– Czy zazdrościsz temu spokojniejszemu życiu?
– Może… Kocham Małe Miasteczko za jego powolność, ale czasem potrzebny jest mi bieg, obowiązki....
– Czy wrócisz ponownie w tym roku?
– Chciałabym nawet już za chwilę… Bo coś w tym miejscu wciąż mnie wzywa.
– Czy będziesz tęsknić?
– Cóż to za pytanie? Oczywiście, że tak… I chyba właśnie ta tęsknota sprawia, że powroty mają sens.
Jak dobrze, że istnieje to niewytłumaczalne poczucie, że gdzieś istnieje kawałek świata, w którym była naprawdę sobą. Bez pośpiechu. Bez lęku. Bez tego ciężaru, który niesie dorosłość.
Puk, puk.... Pora zamknąć szufladę wspomnień. Codzienność już przekracza próg i wchodzi do środka. Ale zapach bzu jeszcze przez chwilę zostaje w powietrzu, jakby na potwierdzenie, że to wszystko naprawdę się wydarzyło.


















