piątek, 14 maja 2021

Majowe czytanie

Czytanie
„No, już na dziś dość biegania!
Niech tu nisko siądzie Hania,
Julcia z lalką wyżej trochę,
Na kolana wezmę Zochę,
Bo Zosieńka jeszcze mała.
No i będę wam czytała.
O czym chcecie?”
„Ja chcę bajkę,
Jak to kotek palił fajkę!”

„A ja chcę o szklanej górze,
Gdzie to rosną złote róże!”
„A ja chcę o jędzy babie,
Co ma malowane grabie!”
„A to ja chcę o tym smoku,
Co to pękł z jednego boku!”
„Ejże! Co wam przyjdzie z bajki?
Czy to koty palą fajki?
Na cóż by się zdały babie
Jakieś malowane grabie?
Czy kto widział złote róże?
Czy kto był na szklanej górze?
Wszak wam wiedzieć będzie miło,
Co się u nas wydarzyło.

Posłuchajcie…
W bok Kruszwicy
Żył Piast w cudnej okolicy…
Miał synaczka…”
„Wiemy! Wiemy!”
„No i chcecie?”
„Chcemy! Chcemy!”
Maria Konopnicka

Nie wyobrażam sobie mojego życia bez książek. Bez telewizji, kina tak, ale nie bez książek. Internet też mogłabym ograniczyć, ale jego odrobina jest potrzebna, zwłaszcza w obecnym świecie. Mam tylko nadzieję, że Internet nie zabije książek.  Teatr miał zabić operę, film teatr, a telewizja film. Nic takiego się jednak nie stało. Teatr istnieje, opera też, a film tym bardziej. Chociaż ostatnio nie można z nich tak w pełni korzystać. Ale z drugiej strony znowu sięgnęliśmy po książki.

Niedawno natknęłam się na najnowszy raport o czytelnictwie w Polsce. Kiedyś już o tym pisałam. Nie będę się więc powtarzać, niewiele się bowiem zmieniło. Wspomnę tylko, że na zadawane od lat pytanie o czytanie w całości co najmniej jednej książki w ciągu ostatniego roku, twierdząco odpowiedziało 42% respondentów. Jest to najlepszy wynik od sześciu lat. Ale czy rzeczywiście można się tak w pełni cieszyć? W pewien sposób zostaliśmy zamknięci w domu i pewnie dlatego częściej sięgnęliśmy po książkę. 
Jednak jak wiele jest osób, które czytają książkę za książką?
Książki, a raczej ich czytanie to duża część mojego życia. Są dla mnie niczym świeże powietrze pośród zaduchu cywilizacji. Książki dają możliwość odcięcia grubą kreską problemów życia codziennego, dają niezapomniane wrażenia.
Od książek byłam, jestem i będę uzależniona, jakkolwiek czasy by się nie zmieniły. Po prostu wyniosłam to z dzieciństwa i nic tego nie zmieni.
Książka to nie tylko lekarstwo na problemy dnia codziennego. Potrafią być jak jak towarzysze podróży. Niektóre otwierają nam oczy na świat. Czasem są jak przyjaciel, który okryje ciepłym kocem, gdy za oknem szaruga niosąca melancholię. Niektóre znowu tylko przez chwilę zamącą nam w głowie i pozostawią z niczym.
PRZYJACIEL NA CAŁE ŻYCIE
Nie trzeba molem być książkowym,
grzbietu nad stołem ciągle schylać,
od kartek nie odrywać głowy
i książki w rękę brać co chwila.
Lecz w dzień powszechni czy w niedzielę
sam na sam z książką usiąść sobie,
witać się z nią jak z przyjacielem,
długo się bez niej nie móc obejść.
Nie trzeba bać się, że czasami
zmęczy nas książka albo znuży.
Bo ona chce pogadać z nami,
namówić chce nas do podróży,
pocieszyć chce, rozśmieszyć nieraz,
chce pożartować, bawić, uczyć
i kolorowych świat otwierać
czarną literą – cennym kluczem.
Hanna Łochocka
Ostatnio natknęłam się na książkę, która mnie zaskoczyła.
Przypadek spowodował, że zdecydowałam się sięgnąć po książkę Moniki Jaruzelskiej "Towarzyszka panienka".
- Mamo, to w końcu wierzysz w życie pozagrobowe?
- Wyłącznie.
- Jak to?
- Bo tu i teraz jest życie pozagrobowe. Kiedy chodzimy, jemy, oddychamy, wszystko to dzieje się poza grobem. Kiedy umieramy, trafiamy do grobu, więc możemy powiedzieć, że teraz cały czas żyjemy życiem pozagrobowym.
- Fajnie to wymyśliłaś, mamo.
- Nie ja, natura.
cytat z książki
Na początku podeszłam do niej z pewną rezerwą. Nie sądziłam, aby to była książka dla mnie. Nie wiedziałam czego się spodziewać. W końcu za namową pani z biblioteki postanowiłam po prostu sprawdzić, czy proza Moniki Jaruzelskiej mi się spodoba. I zdziwiłam się pozytywnie.
Książka okazała się autentyczna i… zwyczajna.
Na szczęście nie jest to książka o charakterze politycznym, jak się obawiałam.
Nawet muszę przyznać, że był to powrót do czasów moich dziecięcych i młodzieńczych lat.
„Towarzyszka panienka” to nie tylko opowieść o rodzinie, znajomych, przeżyciach autorki, ale przypomina też czasy, które są znane również mojemu pokoleniu.
Niespodziewane lekkie pióro i humor nadają książce specyficznego charakteru. Do tego wszystko zawarte w zwięzłej formie. Autorka porusza różne tematy, wiele bliskich każdemu z nas.
I jeśli nawet te trudne czasy były naprawdę ciężkie, to z nostalgią przypomniałam sobie obowiązkowe białe bluzki na szkolnych i granatowe spódniczki na szkolnych akademiach. Nawet uśmiechnęłam, gdy przypomniałam sobie moje zdjęcie na jednej z takich akademii, gdy wyróżniałam się ubiorem.  
Kto dzisiaj też pamięta oranżadę w proszku?
Dlatego sięgnęłam po kolejne części. 
"Rodzina" i "'Oddech" to też zbiór migawek z życia, krótkich scenek, ale z każdym rozdziałem coraz bardziej zmuszających do refleksji. Zwłaszcza ostatni tom jest bardziej poruszający i osobisty. Napisany już po śmierci ojca autorki.
W "Oddechu" Monika Jaruzelska opowiada o trudnych chwilach. O chorobie i śmierci ojca, o własnej trudnej chorobie, o uzależnieniu od papierosów, o relacji z matką...
Książka, co dla mnie jest dużym plusem składa się z krótkich rozdziałów.
Pewnie nie każdemu spodoba się poczucie humoru autorki.
Zastanawiam się też, czy wiele osób ją przeczyta, gdy na początku usłyszy nazwisko autorki. Przecież i ja musiałam zostać zachęcona. A teraz polecam ją sama.
O książkach i książeczkach
Książka to ten
Niewidzialny świat
Pełen barw
Dziecięcy, magiczny
Bez wad.
Każda historia
Choć w podtekście niezmiennym
„za górami”
Sens swój odkrywa,
Tak mało słów,
A tak wiele treści, jak często bywa.
Wystarczy ją tworzyć,
Dotknąć kruche stronice,
Poczuć zapach jej drogi przebytej,
By zanurzyć się w falach domysłów
Złudzeń,
Utopii dopiero odkrytej.
Jedna bawi
Druga uczy
Trzecia pyta,
Każda czar swój nieodparty
W wersach zamyka.
W” królestwie literatury”
Prym zgodnie wiodą,
Zapełniając półki,
Wnętrza domów zdobią.
Oczywiście każdej
Marzą się ambitne wyprawy,
Z lekka zniszczona to i żywot bardziej ciekawy…
I każdego dnia wołają do młodych
Głosem pełnym boleści:
„Czy w jednej na tysiąc głowie,
Choć tytuł się zmieści?”
Znalezione w Internecie

piątek, 7 maja 2021

Lek na całe zło

MLECZE
Tam, gdzie strużką rzeczka ciecze,
Błyszczą w słońcu cztery mlecze.
W każdym mleczu pszczoła brzęczy,
Drżą w skrzydełkach barwy tęczy.
(Tu rzec muszę nie od rzeczy:
Pszczoły sączą nektar z mleczy).
Nagle dreszcz pszczołami wstrząsa,
Straszny deszcz je z mleczy strząsa,
Bo gdy deszcz na dworze siecze,
Tulą płatki wszystkie mlecze.
Tam, gdzie strużką rzeczka ciecze,
Drżą na deszczu cztery mlecze.
Gdy przejaśni się na dworze,
Wtedy wiersz ten skończę.
Może…
M. Strzałkowska
Nawet małe dzieci znają tę roślinę. Zarówno one, jak i dorośli lubią bawić się dmuchawcami, patrząc jak odlatują z wiatrem.
Mniszek lekarski należy do najbardziej wszędobylskich roślin.
Spotkać go można wszędzie. Na łące, na pastwisku, na poboczach dróg na trawniku, między płytkami chodnikowymi...
Ta wszechpanoszaca się roślina najczęściej jest traktowana przez nas jak chwast. Często pracowicie wyrzucany jest z naszych ogrodów. Sama coś o tym wiem, gdy na prośbę mamy na kolanach cierpliwie wyrywałam ją dawno temu z naszego trawnika.
Teraz  na szczęście z pobłażliwością patrzymy, jak teraz w maju uśmiechają się do nas swoimi złotymi główkami. A dla mnie ten zielono-żółty duet jest moim ulubionym majowym widokiem. Gdy go widzę, to świat dla mnie pięknieje.
Kwitnący wśród zieleni mniszek jest też dla mnie zwiastunem lata.
Jednak dzięki tej swojej wszędobylskości i właściwościom ma różne nazwy:
mniszek (po zdmuchnięciu puchu pozostaje naga „główka”, przypominająca ogoloną głowę zakonnika), dmuchawiec, mlecz (bo wydziela biały sok), mlecz zajęczy, mlecz króliczy, mnich, męska stałość, popia głowa, żabi kwiat, ślepy kwiat (kiedyś sądzono, że można oślepnąć, jeśli do oka wpadnie źdźbło dmuchawca), pysk świni (nawiązuje do kształtu zamkniętego w listkach okrywy kwiatostanu, przypominającego ryj świni), świni mlecz (bo jest przysmakiem dla tych zwierząt, które wiedzą co jest dobre:)))).
W zależności od regionu Polski jest też zwany brodownikiem lub brodawnikiem (na Podlasiu),  pępawą (w okolicach Sandomierza), wolimi oczami (na Pomorzu), młycem (w gwarze śląskiej).
Z łacińskim określeniem dens leonis, które oznacza ząb lwa, związana jest angielska nazwa dandelion (pochodząca z kolei od francuskiego dent de lion) oraz niemiecka Löwenzahn. Podobnie nazywają mniszek w innych europejskich językach. Nazwy te wskazują do brzegów liści, ostro ząbkowanych, przypominających uzębienie tego drapieżnika.
I tak mogłabym jeszcze prawie w nieskończoność wymieniać. Mniszek jest bowiem rośliną o największej liczbie nazw ludowych.
Mlecze
Wyrosły mlecze w rowie przydrożnym
nie dla nich miejsce na pierwszym planie
nie pachną wcale, kolorem ostrym
nie zachwycają, choć patrzysz na nie.

Króciutki żywot, już w białym puchu
straciły barwę, opadły płatki
boją się wiatru byle podmuchu
te niepozorne, wiosenne kwiatki.

Zapachy, barwy będą wspomnieniem
czy kwiat przepiękny, czy zwykłe chwasty
nie można zamknąć drogi marzeniom
bo bez nich życie niewiele znaczy.
znalezione w Internecie
Mniszek był trochę niedoceniony w starożytności, choć jako o leku wspominają o nim Teofrast, Dioskorides i Pliniusz, a nazwa Taraxacum pochodzi od greckiego słowa taraxis oznaczającego zapalenie oczu, które to schorzenie w starożytności leczono sokiem z mniszka.  Lekarz cesarza Oktawiana Augusta leczył go mniszkiem pospolitym z zastojów żółci. W X wieku także arabski lekarz Avicenna sokiem z mleczu leczył właśnie tę chorobę.
Ale to chyba Chińczycy jako pierwsi umieścili mniszka pospolitego w herbarzach jako roślinę leczniczą.
Z biegiem czasu doceniono jednak inne właściwości mniszka. Ta niepozorna, pospolita roślina, ma bardzo szerokie zastosowanie, które czyniły go człowiekiem niezrównoważonym. W wieku XVI mlecz pojawiał się już często w europejskich zielnikach.
Można znaleźć również zapisy świadczące o tym, że był leczniczo stosowany przez Celtów, jako składnik mieszanki o wszechstronnym działaniu.  W noc przed najważniejszym celtyckim świętem Samhain mniszek był wykorzystywany do rytualnych wróżb i wywoływania duchów.
Indianie z Ameryki Północnej palili suszone liście mniszka podczas swoich szamańskich rytuałów.
W Polsce właściwości jego, jako pierwsi, odkryli ludowi znachorzy i zielarze, zalecając go również na różne dolegliwości. Uchodził za roślinę „bezpieczną” w użyciu, nigdy nie szkodził, natomiast pomagał na wiele różnych dolegliwości.
Mlecze wianki
Żółte mlecze obsypały
pola trawniki i łąki
nie będą w wazonie stały
to nie narcyz ani żonkil

Za to dziewczyny majowe
tradycyjnym już zwyczajem
będą plotły wieńce nowe
na to mniszek się nadaje

Teraz żółtą główkę skulił
bo zimne wtargnęło licho
dziwne dziś prawa natury
zimy słychać nawet chichot

Maj obudzi jednak słońce
promyk skieruje w ich stronę
już dziewczyny są gorące
plotą wianki zachwycone

Będą leżeć sobie w trawie
kochać i marzyć nocami
i w tej wiosennej zabawie
też się zatracą czasami

nim zamienią się w dmuchawce
i zaczną fruwać na wietrze
sama na nie się napatrzę
może wianek upleść zechcę.
Cieślik Lucyna
Surowcem zielarskim mniszka lekarskiego są kwiaty, liście oraz korzeń. Działanie lecznicze mniszka lekarskiego jest bardzo szerokie: odtruwa wątrobę, oczyszcza nerki i skórę, usuwa obrzęki, leczy anemię, “oliwi” zesztywniałe stawy. Mniszek lekarski ma gorzki smak, ale to właśnie jest tak ważne. Współcześnie gorzki smak skazany jest na wymarcie. Jednak jest on wręcz niezbędny do życia, aby stymulować trawienie, właściwe działanie wątroby i wytwarzanie żółci.
Kiedyś gorzki smak był bardziej popularny i pożądany. Ale to nie jest temat na dzisiaj. Bo mogłabym nie skończyć pisać o mniszku.
Młode liście mniszka zawierają bardzo dużo karotenu, witaminy C, żelaza, wapnia. Obfitują w cholinę, która przeciwdziała odkładaniu się tłuszczu w wątrobie. Liście i korzenie dmuchawca też bogatym źródłem witamin B, E, K, kwasu foliowego, biotyny, potasu, magnezu, fosforu, cynku, krzemu, żelaza, miedzi, boru.
Wiosenna kuracja mniszkowa odmładza i poprawia zdrowie lepiej niż drogie suplementy.
Przede wszystkim mniszek pobudza do działania wątrobę i nerki.
Także osoby cierpiące zwłaszcza na przedwiośniu na osłabienie, znużenie, brak apetytu i złe trawienie powinny pamiętać o mniszku.
Pokochajcie zatem mniszka lekarskiego. Niesłusznie oskarżany go (również mea culpa) o „inwazję” na nasz wypielęgnowany trawnik.
Jednak w przeciwieństwie do trawnika, mniszek lekarski będzie nie tylko nas żywił, ale i dbał o nasze zdrowie.
Mlecze
niechętnie witane
jak natrętny intruz
pojawiają się na trawniku
prezentując światu
zgrabne rozetki
pierzastych powycinanych w ząbki listków

nie niepokojone..

zakwitają...
pyszniąc się słonecznie żółtymi
zebranymi w koszyczek kwiatami
o delikatnych jak igiełki płatkach
wabiących owady...
miododajne pszczoły barwne motyle
biedronki trzmiele...

przekwitnięte..
przeistaczają się
w białe puszyste kule dmuchawców
odczepiające się od łodyżek
i wirujące leciutko w powietrzu
niczym miniaturowe parasolki
pod wpływem najlżejszej nawet pieszczoty wiatru
znalezione w Internecie

piątek, 30 kwietnia 2021

Matura, maj i....

Nasza matura
P a m i ę t a c i e ?
Także samo kwitnące kasztany
Zapach bzów rozwalał nam głowy
Pięćdziesiąty (!) rocznik kochany
Maturalny wyjątkowy i nasz !

Jakie wtedy śpiewano piosenki
„że matura.. że za rok i że znów”
Ileż marzeń i ambitnych planów
Nawciskano nam wówczas do głów
...że ogromny  horyzont  przed  nami
i... że świat cały leży nam u stóp
              .....................
Przetańczone beztrosko "dni sto"
No i cóż że poprawka że stres…
Przed złem świata strzegł nas Bóg.
I pomagał we wszystkim jak mógł
Było różnie szczęśliwie lub mniej
Lecz codziennie żyliśmy nadzieją
I ufnością pokładaną w niej

Gdy spoglądam czasem za siebie
Bywa że wiosną i podobnie jak wtedy
Kwitną  kasztany i do szaleństwa pachną bzy
To zaskoczona pytam siebie nie wierząc
Czy kilkadziesiąt lat do tyłu...
To na pewno byliśmy my?

Tak tak kochani
To my byliśmy na pewno
I to dla nas tak pięknie zakwitały bzy
I to my co roku (-) przez ponad pół wieku
Wciąż zdajemy tamtą maturę do dziś
Nie zmieniły tego ni lata ni czas
Bo jako żywa pozostała w nas
Tak samo pachnąca bzami
Kwitnąca kasztanami
I na zawsze nasza
Majka Stanek
Wzruszyły mnie te słowa. Zwłaszcza teraz.
Za oknem prawie majowy dzień. Jest świeżo, żółto-zielono-niebiesko. Niestety za oknem zimno. Taka pogoda powoduje, że znowu wspomnienia snują się po moim mieszkaniu, a ja nawet nie mam ochoty ich wyprosić. Wręcz przeciwnie. Pozwalam im się otulić, niczym ciepłym, kolorowym kocem. Maj przecież to także czas wspomnień.
Teraz, gdy ponownie jak co roku o tej porze kwitną, a raczej dopiero zakwitną kasztany (w tym roku wyjątkowo późno), myślę przede wszystkim o moim bratanku Kajtku, który w tym roku zdaje swój egzamin. Niestety tyle go ominęło i ominie. Wycieczki klasowe, studniówka, bal maturalny. W zeszłym roku przepadły im "osiemnastki". Akurat mieliśmy świętować w kwietniu. Jego pokolenie nie będzie miało tych wspomnień. 
Chociaż już tak było.
Maturzyści 1982 też nie mieli studniówek.
Minęło już ponad 30 lat, ale emocje są praktycznie takie same. Obawa o zdrowie i życie najbliższych, niepewna przyszłość, pytania o maturę... Dwa pokolenia. Pokolenie stanu wojennego i pokolenie pandemii. Tyle różnic, ale i tyle wspólnego. Oba roczniki  na pewno będą pamiętać swój rok wchodzenia w dorosłość. Ale to będą ich wspomnienia.
A wspomnienia o mojej klasie, maturze...? Moje licealne lata również nie należały do najłatwiejszych.
Ale czy warto ponownie cofać się do tamtych lat? Niektórzy nie lubią wracać do przeszłości, kiedy byli młodsi, ładniejsi, szczuplejsi.... Przecież dla nich to już odległa historia, wspomnienie, które przez lata zostało tylko ledwie uchwytną mgiełką. Po co więc wracać do tego co minęło, skoro najważniejsze jest to co teraz?
Ja jednak chyba należę do nielicznych wyjątków i lubię wspominać dawne, beztroskie czasy.
Ale czy rzeczywiście matura była dla mnie takim beztroskim czasem? Stres mnie przecież nie ominął. A matura z polskiego była jedną wielką, przerażającą niewiadomą. Chociaż zawsze byłam pilna i do matury przygotowywałam się bardzo rzetelnie, to pamiętam, że przed ustną maturą z polskiego dosłownie spanikowałam. A przecież długie godziny spędziłam na zgłębianiu tego przedmiotu. Jednak miałam i do tej pory mam jedną zasadę: noc jest do spania, a nie do zarywania. 
Dodatkowo dzień wcześniej wybraliśmy się na spacer po naszym parku. Przecież nauka w ostatni dzień nie miała sensu.  Pamiętam nawet, że włożyłam wówczas nową sukienkę, którą wstyd przyznać, ale mam do dzisiaj...  I w którą mieszczę się bez problemu. Kiedyś, chociaż dookoła był kryzys, to doprawdy materiały, z których szyto, były nie do zdarcia. Ale nie o tym dzisiaj...:))
MAJ CZARODZIEJ
Zapachniała wiosna majem
przyszedł miesiąc upragniony,
przyniósł z sobą kwiatów naręcz,
co rumieńcem w polu płoną.

Zaczarował nam dni szare
zmienił w ciepłe, kolorowe
i przywitał słońca żarem
świat barwami pomalował.

Sprzyja wszystkim zakochanym
w parku różą, bzem zakwita
tęczę uczuć niesie dla nich
sercem trzeba ją przywitać.

Toną drzewa w morzu liści
wabi śpiewem wiatr wiosenny,
każde się marzenie ziści
maj czarodziej gotów spełnić.
znalezione w Internecie
Był piękny ciepły dzień, prawie połowa maja.
To powinno sprawić, że w poniedziałek powinnam być wypoczęta, zrelaksowana, ale niestety... Stres był silniejszy.
Teraz z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że byłam jednak „szczęściarą”, ponieważ zdawałam tzw. starą maturę. A wiadomo powszechnie, że stare jest lepsze, bo sprawdzone. Maturę zdawałam w czasach, że na pisemnym z polskiego można było liczyć na temat z literatury staropolskiej. To znacznie upraszczało sprawę, bo np. romantyzmu zupełnie nie rozumiałam i nadal chyba nie rozumiem. Najlepsza i najnormalniejsza literatura zaczynała się dla mnie od pozytywizmu (tak, tak "Nad Niemnem" przeczytałam całe), ale na to nie mogłam liczyć. Staropolska była zawsze i tego byłam w stanie się nauczyć. Cóż jak powszechnie było wiadomo, orłem z polskiego nie byłam. Śmiało mogę przyznać, że raczej należałam do matołków, który doskonale  zdawał sobie sprawę, że nie ma co wybierać się na bibliotekarstwo. Bo chociaż kochałam książki, to szans nie miałam.
Dla mnie królowa była i jest tylko jedna - MATEMATYKA. Jednak to właśnie maturę z polskiego teraz po latach wspominam najmilej. Matematyka zdana bez problemów rozpłynęła się we mgle. Natomiast wspomnienia z języka polskiego otulają mnie niczym ciepły koc. Dlaczego się tak stało? Przecież egzamin z polskiego wyzwolił we mnie tylko strach, przerażenie i panikę. Tak, dosłownie wpadłam w panikę. Jednak to właśnie z czwórki z ustnego egzaminu z polskiego cieszyłam się najbardziej. Nie mogłam uwierzyć (razem z moją nauczycielką), że po raz pierwszy moja wypowiedź została oceniona tak wysoko.
Teraz jednak wiem, że naprawdę porządnie przyłożyłam się do tego egzaminu. Wysiłek i determinacja opłaciły się. Chociaż czy cały ten stres był potrzebny? Z perspektywy czasu mogę napisać, że odrobina nerwów była potrzebna. To działało na mnie zawsze mobilizująco. A egzaminy, przed którymi się denerwowałam, zawsze zdawałam lepiej. Na tych, gdzie byłam zbyt pewna, nie było aż tak różowo. Oczywiście nie dotyczyło to przedmiotów matematycznych. Tam było i pewnie i różowo.
Matura, to jednak minęło, ale wspomnienia powracają każdego roku.
Wspomnienia to najważniejsze co nam pozostaje. Najbardziej zapamiętujemy to, co było dla nas najbardziej wzruszające, co najbardziej przeżyliśmy, co poruszyło nasze serce. To będzie zapisane w naszej pamięci do końca życia…Tej pajęczyny wspomnień na pewno nie będę wymiatać i wyrzucać z mojego serca. Cóż niech je dalej oplata.
Pajęczyna wspomnień
Wspomnienia
pokryły się kurzem,
zniknęły wśród marzeń wielu...
odszedłeś w zapomnienie.
Schowały się w kącie
jak pająk
plotąć cienką nić istnienia,
aby nie zginąć.
Zostaną w ukryciu
dopóki ich nie znajdę,
nie zniszczę, mówiąc:
to koniec...
znalezione w Internecie

sobota, 24 kwietnia 2021

Dlaczego mała Dziewczynka....? (na życzenie Basi)

Malarz

Kto tak zdolnym jest artystą
kto tak pięknie koloruje
zimą płótno całe białe
jak brylancik pobłyskuje

A gdy biel z obrazu znika
wszystko wkoło zielenieje
wyrastają młode pączki
i krajobraz wiosennieje

Zapach kwiatów się roznosi
drzewa liście wypuszczają
a owady pracowite
chętnie wszystko zapylają

Słońce coraz mocniej grzeje
i zaprasza do zabawy
wyjdźcie z domów moi mili
świat jest piękny i ciekawy

Morze góry i równiny
swoim pięknem urzekają
a zmęczonym ciężką pracą
wytchnienie zapewniają

Wolne chwile i urlopy
wieczory pełne marzeń
ciepłe noce pod namiotem
mnóstwo innych jeszcze zdarzeń

znów kolory się zmieniają
wiatr chłodniejszy wieje
przybywa brązu i czerwieni
krajobraz jesiennieje

Klucze ptaków odlatują
mgła welonem się unosi
melancholia nas dopada
trzeba zimę znów zaprosić
znalezione w Internecie
Od zawsze kiedy mała Dziewczynka patrzy na rysunki, szkice, obrazy, wycinanki, własnoręcznie zrobione karteczki... zazdrości autorom tych prac ich talentu, zdolności. Zastanawia się też, jak jedno zdarzenie może zadecydować o tym, czy ktoś będzie malował, rysował, wycinał... Tak właśnie zdarzyło się w przypadku malej Dziewczynki.
W pracowni artysty malarza
Na palecie lśnią jak prawdziwe diamenty,
Z metalowej tuby wyciśnięte pigmenty.
Delikatnie i starannie są mieszane,
Z wielkim przemyśleniem na płótno nakładane.
Pędzle w harmonii z malarzem żyją,
A także w przyjaźni z płócienną tkaniną.
Z różnobarwnej, nieokiełznanej otchłani,
Wyłania się obraz niczym okręt ze stali.
Od rana do nocy i tak bez wytchnienia,
Artysta na płótno marzenia przelewa.
Szlifując swój warsztat i różne techniki,
Odkrywa oblicza prawdziwej sztuki.
Jego narzędziem jest wyobraźnia,
Z której się rodzi artyzmu magia.
Na stole czekają wciąż płótna szare,
I krosna podparte o ściany białe.
A na sztalugach już prawie skończone,
Dla przyszłych pokoleń dzieło tworzone.
Agnieszka Karcz
A było to tak.
Niespełna siedmioletnia mała Dziewczynka z radością, ale i z ciekawością po raz pierwszy wkraczała w mury szkoły. Wierzyła, że za jej progiem czeka na nią coś nowego, innego niż do tej pory znała. I nie myliła się.
Na jednej z pierwszych lekcji wychowawczyni zadała uczniom pierwszą pracę domową. Trzeba było coś narysować.
Mała Dziewczynka, jak tylko wróciła do domu, od razu zabrała się do pracy. Potem bardzo się cieszyła, że samej udało się jej sprostać temu pierwszemu, ważnemu zadaniu. Następnego dnia pełna nadziei siedziała w ławce, czekając na pochwalę. I co się stało? Mała Dziewczynka dostała najgorszą ocenę w klasie. Niektóre dzieci nawet później jeszcze to jej przypomniały. Mała Dziewczynka zupełnie nie rozumiała, co się stało. Przecież tak, jak nauczycielka kazała, sama bardzo starannie narysowała obrazek. I zrobiła to, jak najlepiej potrafiła.
Długo nie mogła przestać o tym myśleć.
Potem jednak zerknęła do zeszytów koleżanek. A tam... Takie piękne rysunki. I to nie jeden, jak prosiła pani, a kilka. Jak to możliwe? Czyżby mała Dziewczynka była gorsza niż inne dzieci? Mniej zdolna? Przecież w innych zeszytach były prawdziwe cudeńka. Dlaczego ona tak nie potrafi rysować? Owszem jako prawie jedyna, nie chodziła w tej szkole do zerówki. Może to było tego przyczyną? Przecież w jej przedszkolu nikt tak ładnie nie rysował. 
Mała Dziewczynka ze smutkiem stwierdziła, że jej obrazek jest rzeczywiście brzydki.
Jednak mała Dziewczynka, jak to ma nadal w zwyczaju, szukała odpowiedzi na to pytanie. Zatem też szybko rozwiązała tą zagadkę. Te piękne obrazki namalowali rodzice jej koleżanek i kolegów.

Malowanie obrazu
Malujesz akwarelami
pierwsze ślady dzieciństwa
Wyobraźnia jest świeża
jak pączek róży
Ręce uczą się
kształtów od Stwórcy
Dusza spływa
kroplami deszczu
na płótno
Radość jest słońcem
bo przegania mrok
Regina Orzechowska
Mama malej Dziewczynki starała się to wyjaśnić, jednak to nie odniosło skutku. Pozostałych rodziców to nie interesowało, Takie to były czasy. Do tego rodzice większości uczniów robili wszystko, aby dzieci dostały jak najlepsze stopnie. Ale i teraz pewnie nie jest inaczej.
Zatem mała Dziewczynka zaparła się i od tej pory wszystkie prace plastyczne i techniczne wykonywała przy dużej pomocy rodziców. Oczywiście dla samej siebie malowała, ale nie w przypadku, gdy miało to być oceniane.
Z roku na rok mała Dziewczynka dzięki swojemu uporowi, w niektórych przedmiotach stawała się coraz lepsza i na koniec studia zaliczyła z najlepszą oceną.
Jednak do tej pory mała Dziewczynka nie podejmuje się żadnych prac plastycznych, czy też technicznych.  I trochę jej tego brak. 
Maluję słowami moje obrazy,
Na płótnie duszy i kartki oazy,
Maluję sercem i mieszam kolory,
I biały skrawek już wypełniony,
Barwami miłości i uniesienia,
A czasem też bólem, świata cierpienia,
Maluję co widać i tego co nie ma,
Zazwyczaj się mówi, że to marzenia.
Malować słowa, to ciężka jest sztuka,
Gdy pędzlem jest serce, a nie nauka.      
Krzysztof Hess

piątek, 16 kwietnia 2021

Opowieść o zielonym złocie

Pokrzywa

Stoi pod płotem pokrzywa
i patrzy na wszystkich krzywo.
Nikt jej nie lubi na świecie!
Nikt z niej wianuszków nie plecie
i do bukietów nie zrywa!
Każdy ją tylko przezywa!
Biedna, ach, biedna pokrzywa!
Przechodził chłopiec przez drogę -
pokrzywa cap go za nogę!
Przebiegło wesołe prosię -
pokrzywa łup je po nosie!
Stoi pod płotem pokrzywa,
okropnie jest nieszczęśliwa.
Wawiłow Danuta 
Opowieść o pokrzywie to z jednej strony baśń, a z drugiej historia naukowych zmagań z tajemnicą ukrytą po włochatymi łodyżkami i soczystymi liśćmi.
Zielone złoto – tak od wieków szeptano o pokrzywie. Pojawia się ona w legendach, często stykamy się z nią niespodziewanie  na naszych ścieżkach. Dlatego nawet nie zastanawiałam się od jakiego ziółka mam zacząć. Przecież to z pokrzywą, jako pierwszą  zetknęłam się jako dziecko. 
Były to nie tylko pokrzywy, z którymi boleśnie zetknęłam się podczas wakacji u Dziadków. Pokrzywy zapamiętałam też z baśni o pokrzywowych koszulach Hansa Christiana Andersena.
Zatem na początek powędrujemy na chwilę do magicznego świata baśni "Dzikie łabędzie”. Główna bohaterka, Eliza, aby uratować braci od zaklęcia złej macochy, musiała upleść własnymi dłońmi pokrzywowe koszule. Najpierw musiała je zerwać gołymi dłońmi, nawet gdyby jej skóra pokryła się pęcherzami. Potem gniotła je bosymi stopami. Z otrzymanych włókien miała upleść dla przemienionych w łabędzie braci koszulki z długimi rękawami. A na koniec narzuć je na łabędzie, aby zły czar prysnął. 
Nie będę streszczać całej baśni. Wiem jednak, że chyba należy ona do nielicznych, które zrobiły na mnie duże wrażenie, które pamiętam do dziś. 
Pokrzywa
Jan rzadko kiedy chorował
żył lat 90 szczęśliwie
mówiono na pogrzebie,
że się kąpał w pokrzywie
ks. Jan Twardowski

Pokrzywę jako roślinę przędzalniczą opisał już w XII wieku Albert Wielki. Do XVII wieku wyrabiano z niej tkaniny i dopiero bawełna oraz jedwab wyparły pokrzywę na długo. Do łask pokrzywa powróciła  na chwilę podczas I Wojny Światowej. Wówczas to Niemcy przypomnieli sobie o niej, gdy na rynku zabrakło bawełny, wełny i... 
Dziś pokrzywa rzadko wykorzystywana jest do tkania, choć cenią sobie ją wciąż rybacy ze względu na to, że włókno tego zioła jest bardzo mocne, do tego nie nasiąka i nie gnije.
Pokrzywa
Śmiały się kwiaty z małej pokrzywy,
że nic nie pachnie, a to je dziwi
i że na łące jest niepotrzebna,
bo, to roślina w kolory biedna.

Jedynie parzyć, to ziele umie,
nie ma wyglądu żadnego w sumie
i wstyd przynosi kwiatom na łące,
bo one piękne są i pachnące.

Są tu: storczyki, róże, piwonie,
wokoło pachną cudowne wonie.
Rośliny mają piękne kielichy,
a ty wciąż parzysz, boś kwiatem lichym.

- Co mam powiedzieć? - Mówi pokrzywa,
z moim parzeniem, to różnie bywa.
Ja jestem tylko małą pokrzywą,
może niepiękną, lecz bardzo miłą.

I chociaż wokół cudowne wonie,
będę żyć tutaj, a wy w wazonie.
Arkadiusz Łakomiak
Ale wróćmy do krainy baśni i legend
Pokrzywę znajdziemy też w nordyckich przekazach. Z jej magicznych właściwości miał bowiem korzystać sam Odyn. Był on najpotężniejszym z nordyckich bóstw. Okrutny i mądry, władający wojownikami i poetami. Jednak nawet tak wszechwładny bóg musiał korzystać z pomocy małej, zielonej rośliny. Zgodnie z pradawnymi przekazami pokrzywa służyła mu do obrony przed “latającym jadem”.
Jego syn Thor władał między innymi błyskawicami. Nieraz zdarzało mu się cisnąć świetlistym piorunem w ludzi. Ci, aby się chronić przed śmiertelnym niebezpieczeństwem palili pokrzywy.
W skandynawskich legendach pojawia się też złośliwy olbrzym Loki. Według wierzeń w swoich niewybrednych żartach zamieniał rybakom sieci w pokrzywy.
O ile dzisiaj trudno jest naukowcom polemizować z pokrzywową ochroną przed piorunami, o tyle już  ziarenko prawdy można znaleźć w przekazie o Loki. Jak pisałam wcześniej pokrzywa naprawdę była kiedyś wykorzystywana jako włókno do plecenia sieci.
Pokrzywa
Pokrzywa, pokrzywa,
Jedna jest głucha, a druga złośliwa,
Pierwsza jasnota - biało kwitnąca,
Druga, jak na złość bardzo parząca.
Nie musisz chodzić nawet do lekarza,
Bo ona czerwone krwinki pomnaża.

Znowu ta głucha - jasnota biała,
Na inne schorzenia ulgę przynieść miała.
Rosną w zaroślach, nikt na nich nie zważa,
W lesie na łące, lub u gospodarza.

Na miedzy wypuszcza korzenie głęboko
I ponad ziemią wyrasta wysoko,
Gdy obok przechodzisz, łapiesz się za nogi,
Och, jak mnie parzy, krzyczysz Jezu drogi!.

Bąbelki z pokrzywy przemywasz śliną,
Nacierasz octem, przykładasz gliną,
A nie wiesz o tym, że jej właściwości
Wyganiają reumatyzm z naszych chromych kości.

I niech sobie rosną, nim ktoś się pomyli,
I wszystkie pokrzywy na polach opyli.
Nie tylko pokrzywy, lecz i inne zioła,
Oj niech nie zostanie nasza ziemia goła!
Urszula Skrabalak
My, Słowianie siłę pokrzywy wykorzystywaliśmy podobno również na przeróżne sposoby.  Od wieków była ona rośliną magiczną. Używano ją do ochrony przed urokami. Aby nabrała właściwości robiono z niej napar, którym skrapiano ubrania i domostwa. W przekazach zachowanych w literaturze można dostrzec też analogie do mitologii nordyckiej. Słowianie także wierzyli, że przed nadejściem burzy należy palić pokrzywy. Dzięki temu strzechy nie imały się piorunów.
Z bardziej przyziemnych zastosowań pokrzywy też zielarze, cyrulicy i lekarze. Pisali o niej Hipokrates, Dioskurides i Pliniusz. Była stosowana głównie jako środek tamujący krew.
Pokrzywa
rośnie pod płotem wielka pokrzywa
gruba włochata i uszczypliwa
jak to pokrzywa
rośnie od wiosny wspina się w górę
nawet nie zadba o swą figurę

ach jaka dumna
och jak zielona
uch jak kłująca
i pokrzywiona

już ledwo stoi ledwo pion trzyma
wiatr jej parzące liście wydyma
deszcz ją usiecze słonko upali
a ona pnie się dalej i dalej
bo chce się wynieść ponad parkany
i świat zadziwić swymi wdziękami
wybudowała już z pąków stożek
by olśnić kwieciem stworzenia boże

lecz choćby nie wiem jak się starała
i nie wiem jak się napracowała
to nie podoła takie są fakty
bo niepozorne bardzo ma kwiaty
znalezione w Internecie
W polskiej medycynie ludowej stosowana ją do biczowania i do robienia okładów w chorobach reumatycznych. Wywar serwowano chorym na zimnicę, gorączkującym, zmagającym się z kokluszem, astmą, kurczami, w chorobach żołądka. Pokrzywę ceniły położne, a nawet znachorzy leczący dziury w zębach dymem z palonych pokrzyw. Słynna zielarka Maria Treben radziła z kolei: „nigdy nie może utworzyć się coś złośliwego, jeśli będziemy nie tylko czcili naszą dobrą pokrzywę, ale do tego jeszcze przyjmowali w regularnych odstępach jej cudowną energię w postaci herbaty”.
Pokrzywa może dostarczać wielu ważnych składników odżywczych i leczniczych: wapń, fosfor, magnez, żelazo, mangan, krzem, witaminy: B2, C, K, E, karotenoidy, flawonoidy, kwasy organiczne i tłuszczowe, chlorofil , serotoninę, histaminę, garbniki, olejek eteryczny, acetylocholinę. Polecana jest przy niedokrwistości i anemii. Pokrzywa stosowana jest także w kosmetyce, szczególnie do pielęgnacji włosów.
Pokrzywa. Chwast rosnący dosłownie wszędzie. 
Wzbudza lęk i zachwyt. Najważniejsze jednak, że od stuleci pokrzywa spowija zielonym wdziękiem nasze zdrowie.
Pokrzywa jest niczym cudowna apteka rosnąca dookoła. Wystarczy tylko rozejrzeć się i ostrożnie po nią sięgnąć. Gdy już przezwyciężymy strach przed jej parzącymi igiełkami, to odpłaci się nam stokrotnie.
Już wyglądam młodej, zielonej roślinki w moim ogrodzie.
POKRZYWA
Nikt nie pisał o pokrzywie
Ja sentyment do niej żywię
Rośnie wszędzie gdzie popadnie
Gdzie nasionko z wiatrem spadnie

Człowiek ma ją tu za chwosta
Pozbył by się chętnie  -basta
Niech nam rośnie i rozkwita
Choć roślina pospolita

Tu się właśnie tylko zdaje
Czas więc zmienić obyczaje
Uświadomić swych rodaków
Zbyt w naturze wiele braków

A roślina to nie zwykła
Nuż dlatego że przywykła
Rosnąc tam gdzie nie chcą inne
I co ? Nie jest to aż dziwne

Że jej pełno aż w nadmiarze
Jest natury dla nas w darze
Na bok do niej wszelkie złości
Ma lecznicze właściwości

Nie odkryte wszystkie zatem
Z góry ją pilnuję z batem
To najlepsze są sposoby
By powstrzymać te osoby

Którym brak jest świadomości
A na pewno wiadomości
Przemądrzałe  niedouczki
Przecież rosną wasze wnuczki

Tu się zwracam do młodzieży
Niech się uczy i zawierzy
I pilnuje tej przyrody
Są zbyt wielkie już w niej szkody

A na koniec się ośmielę
Moi młodzi przyjaciele
Napisałem krótką fraszkę
By zakończyć tę igraszkę

Gdy dotyka cię pokrzywa
Robi ci się mina krzywa
Tak się właśnie czasem zdarzy
Że pokrzywa mocno parzy

Robią bąble się na ciele
Po co człowiek więc ją piele
Lepiej wcale jej nie tykać
Po co z bólu ślinę łykać

(Tak w nawiasie jeszcze wtrącę
Coraz mniej pokrzyw na łące)
Znalezione w Internecie