piątek, 9 października 2026

Zanim Mała Dziewczynka powita zimę…

 Co zrobimy z tą jesienią, proszę pana,
wiem, już kiedyś przecież padło to pytanie,
ale miłość ta jesienna jest prawdziwsza, 
spadnie na nas melancholią, co się stanie.
   
Przeszła wiosna, przeszło lato, przejdzie zima,
a tęsknota ciągle czeka w mojej duszy,
jeśli deszcz znów zacznie łzami kapać smutno,
czy pan przyjdzie, czy ten deszcz pana nie wzruszy.

Czy pan znowu będzie mówił : że być może,
może kiedyś, że poczekać chce do jutra,
a tu kawa ciągle czeka nieogrzana
i niebieska filiżanka stoi smutna.

Co zrobimy proszę pana, z tą nostalgią,
z której cieszy się już tylko wiersz jesienny, 
wiersz jesienią jest jak... farby dla malarza,
bo powstaje wtedy obraz bardzo cenny.

Co zrobimy z tym jesiennym :może kiedyś...
znów ubiorę melancholię w babie lato, 
to być może, może kiedyś nam się
zdarzy,
dziś niepewność wiersz mi pisze...
dzięki za to. 
Bożena Spryńska
Jeszcze niedawno pracowita Pani Lato wędrowała przez świat. Król Słońce zaglądał do okien od samego rana, wieczory były długie, a powietrze pachniało ciepłem. Lato miało jednak tyle do zrobienia, że długo nie chciało się z nami pożegnać.
A potem przyszło Babie Lato. Jak zawsze ciche, delikatne i trochę nostalgiczne. Babie Lato zawsze przynosi wyjątkowy spokój i ciepło.
W promieniach króla Słońce unoszą się wówczas delikatne pajęczyny, a drzewa powoli przybierają złote i rude barwy.
Wszystko dookoła zdaje się na powoli zatrzymywać.
W powietrzu czuć zapach suchych liści, traw, ognisk...
Z dnia na dzień poranki są już chłodniejsze, a poranne mgły oraz dłużej otulają świat...
I właśnie przypomniały mi się słowa:
Co będę robił jesienią,
kiedy liście się zaczerwienią,
kiedy groźne powieją wichury?
Będę patrzył przez okno na chmury,
będę słuchał, jak szumi deszcz
i może wymyślę wiersz. 
ZA GÓRAMI
ZA LASAMI
MIESZKAŁ KOTEK
Danuta Wawiłow
No właśnie. Co będę robiła jesienią?
Pewnie nie raz pomyślę, że powinnam gdzieś wyjść, coś załatwić, zrobić jeszcze jedną rzecz z długiej listy.
Ale zamiast tego zaparzę herbatę, otulę się kocem i uznam, że świat i Pani Codzienność mogą chwilę poczekać.
Będę oczywiście patrzyła przez okno na chmury i słuchała deszczu stukającego o parapet. 
Chcę wówczas także odłożyć telefon, wyłączyć powiadomienia i pozwolić sobie na chwilę ciszy.
Będę zapalała świece. W domu będzie pachniało cynamonem, wanilią, jabłkami, gruszkami...
Lubię ten moment, kiedy dzień powoli gaśnie, a w domu pojawia się miękkie, ciepłe światło. Wtedy nawet zwyczajny wieczór może stać się małym świętem.
Jesienią chcę też więcej czytać. 
Oczywiście, że nie zamknę się w domu. Będę chodziła na spacery, nawet kiedy niebo będzie szare. Włożę jednak ciepłą kurtkę, czapkę, szalik, wygodne buty... Będę zbierała złote, rude i czerwone liście.
Ale przede wszystkim nie będę traktować tego jesiennego czasu jak poczekalni do zimy.
Postaram się także nie mówić: „Byle do wiosny”.
I może tym razem pozwolę Pani Jesieni być sobą. Właśnie taką zmienną, kapryśną... Taką z mglistymi porankami, deszczem, mokrymi liśćmi, parasolem przewracanym przez wiatr. ciepłym swetrem i wieczorami, które przychodzą zdecydowanie za wcześnie. Z chłodem, który otula szalikiem, złotym światłem przebijającym przez chmury i kubkiem gorącej herbaty, który smakuje najlepiej właśnie o tej porze.
Jesiennie - to lubię 
Lubię patrzeć przez okno
gdy jesienny wiatr wydzwania szklaną melodię
obejmuję wzrokiem parki płonące w oddali
ogniem dębów czerwonych i rudością starych buków
bliżej żółcą się klony na alejkach obsypanych złotem
w ciszy zmierzchu pomyka czasem wiewiórka
z dumą dzierżąc orzecha olbrzyma
jakby on miał zapewnić przetrwanie wiewiórczego rodu
herbata już wystygła zapomniana przez zadumane spojrzenie
osunęła się książka po mięciutkim kocyku i drzemie
mój kolorowy świat też zaśnie za chwilę
otuli liście mgłą marzeń i odpłynie na kilka godzin
zostanie tylko wiatr opowiadający zasłyszane dawno historie
posłucham z naiwnością dziecka chłonącego sercem baśnie
popatrzę w ciemną noc kołyszącą liście na wietrze
i pozwolę jej by ukołysała moje marzenia.
Basia Wójcik
Więc kiedy zawieje wiatr, a deszcz będzie padać nie będę narzekała, że jest zimno, mokro...
Bo Królewna Jesień przypomina, że nic nie trwa wiecznie.
Liście spadają, dni się skracają, a jedne rzeczy się kończą, żeby mogły zacząć się następne.
I chyba właśnie tak będzie w życiu Małej Dziewczynki.
W ostatnim dniu jesieni coś się skończy, a w pierwszym dniu zimy zacznie się coś nowego. Czy to także będzie nowa Mała Dziewczynka? Taka, która zostawi za sobą to, co było i z ciekawością spojrzy na to, co dopiero przede nią...

piątek, 2 października 2026

Anioły przychodzą jesienią

Liście opadają jak kolorowe listy, poranne mgły otulają świat miękkim szalem, a powietrze pachnie wilgotną ziemią i dojrzałymi jabłkami. Świat zwalnia.
Rudowłosa królewna Jesień nie lubi pośpiechu. Każe nam zwolnić krok, aby usłyszeć i poczuć pod nogami szeleszczące liście. Każe także podnieść wzrok na niebo, bo król Słońce świeci już inaczej niż latem. Każe pomyśleć o tym, co było i czego już nie będzie. A my mimo to chcemy jeszcze cieszyć się latem.
A Pani Jesień na powitanie przynosi nam kosze dojrzałych owoców i warzyw, cieszy ciepłem babiego lata i przypomina, że każda pora roku ma swoje dary, swoje piękno, swój czas... 
WIOSKOWE ANIOŁY
Na wieś Anieli nocą przyfrunęli
by swoje oczy nasycić barwami,
na trąbkach zagrali, skrzydłami musnęli
cichutko tańcząc ponad dachami.
Na rosie pokładli melodię skrzypcową
by ranek ucieszyć niedawną bytnością,
pochwalić serdecznie nockę lipcową
co ich urzekła niezwykłą radością.
I pośród kwiatów czynią małe cuda
licząc na spotkanie wśród lata kolorów
czy nam się powitać Aniołów dziś uda?
to już zależy od naszych wyborów.
Może właśnie dlatego anioły najlepiej czują się jesienią.
A 2 października zawsze mi o nich przypomina. Nie dlatego, że nagle pojawiają się ich figurki na wystawach, obrazy w kościołach czy kartki z modlitwami. Raczej dlatego, że właśnie ten dzień kilka razy był dla mnie przełomowym. Dlatego, że ta data była ważna też dla mojej mamy.
Przez lata napisałam już kilka jesiennych opowieści o aniołach. Wydawało mi się nawet, że wszystko zostało powiedziane. A jednak każdej jesieni odkrywam je na nowo.
Zastanawiam się, czy jesień jest ulubioną porą aniołów? Przecież wówczas ludzie częściej patrzą pod nogi, zbierając kasztany i kolorowe liście. I może właśnie anioły chcą zachęcić nas do spojrzenia także w górę? Między gałęzie drzew, w niebo pełne chmur a także wschodów i zachodów króla Słońce... Może Pani Jesień jest im bliska także dlatego, że uczy dostrzegać piękno w tym, co powoli przemija. 
JESIENNE ANIOŁY
Anioły najchętniej przychodzą jesienią
lubią tańczyć na łąkach osnutych
pajęczynami wciąż obecnego babiego lata
bosymi stopami dotykają zimnych kropel rosy
zawieszonych między niebem a ziemią
jesienne Anioły budzą nieśmiałe słońce
wynosząc go na anielskich rękach
ponad uśpiony jeszcze horyzont
przecierają drobnymi piąstkami zaspane oczy słońca
by spojrzały na uśpioną ziemię
zaplątaną w srebrne nici odchodzącego lata
a potem z zadziwieniem
przypatrują się śpiącym ludziom
którzy kolejny raz przesypiają cuda poranka.
Jesienne anioły może właśnie akurat siedzą na ławce w parku, kiedy starszy pan zbiera kasztany z wnukami. Może spacerują alejką między klonami, kiedy ktoś z dziecięcą radością szeleści kolorowymi liśćmi. A może zaglądają do okien naszych domów... 
Może są najbliżej nas wtedy, gdy nic wielkiego się nie dzieje, gdy zwyczajny, szary  dzień toczy się swoim zwykłym rytmem. 
Może, może, może...
Jednak anioły nie mają zwyczaju się narzucać. Nie robią wokół siebie zamieszania. Wolą działać po cichu. Nie zawsze też mają skrzydła. Czasem noszą siatkę z zakupami. Czasem siedzą naprzeciwko w autobusie i uśmiechają się do nas. 
Czasem szepną dobrą myśl. Czasem dodadzą odwagi przed trudną rozmową. Czasem sprawią, że nagle przypomnimy sobie o kimś samotnym i sięgniemy po telefon.
Czasem powiedzą jedno dobre zdanie, gdy tego właśnie  najbardziej potrzebujemy.
Czasem...
A bywa i tak, że zatrzymają nas na moment, dzięki czemu unikniemy czegoś, o czym nawet się nie dowiemy...
One po prostu są.
I właśnie tego od aniołów warto się uczyć. Nie spektakularnych cudów, lecz zwyczajnej obecności.
Dlatego myślę, że aniołem staje się każdy człowiek, który znajduje czas dla drugiego. Ten, który zadzwoni bez okazji. Zrobi zakupy, pomoże w domu. Posłucha zamiast oceniać. Przyniesie trochę światła tam, gdzie zrobiło się ciemniej. 
A właśnie czas panowania Pani Jesieni jest dobrą porą, aby takie światło zauważyć.
Bo kiedy dni stają się krótsze, nawet niewielki płomień świeci mocniej.
I może właśnie dlatego jesienią bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy siebie nawzajem. Czyjejś dłoni, obecności, słowa, które ogrzeje bardziej niż promień październikowego słońca.
Dlatego lubię 2 października. Nie jako datę w kalendarzu, ale jako przypomnienie, że świat wciąż pełen jest dobrych ludzi. Takich, którzy może nie mają skrzydeł, ale potrafią ogrzać duszę drugiego człowieka.
Myślę, że każdy z nas nosi w pamięci chwilę, której nie potrafi do końca wyjaśnić. Niespodziewane spotkanie, dobre słowo usłyszane we właściwym momencie, otrzymana pomoc... Jedni nazwą to przypadkiem. Inni uśmiechną się i powiedzą: „To mój Anioł Stróż czuwał”.
Może warto więc czasem zatrzymać się i pomyśleć, ile takich cichych aniołów pojawiło się na naszej drodze. Czy na pewno ich zauważyliśmy, doceniliśmy....?
Może właśnie Święto Aniołów Stróżów przypada jesienią, bo jest to pora, która uczy wdzięczności. Nie tylko za dary natury, które nam przynosi. Ale za ludzi, których spotykamy. Za ciepło domu, gdy za oknem pada deszcz. Za kubek gorącej herbaty. Za telefon od przyjaciela. Za każdą spokojnie przeżytą chwilę. Za...
NOCNE ANIOŁY
Kiedy ciemna nocka zapada
i gwiazdy nieśmiało mrugają,
na zmurszałym dachu Anioł przysiada
i rozmawia z tymi co na niego czekają.
Słuchać potrafi jak żaden z ludzi
bez pośpiechu i bez zniecierpliwienia,
człowieczymi troskami nigdy się nie nudzi,
świat rozumie, choć on ciągle się zmienia.
Młodym pokoleniom opowiada historie stare,
przypomina zmarłych co kiedyś tu mieszkali
przekazując słuchaczom miłość i wiarę,
by najlepsze wartości w przyszłość zabrali.
Więc przychodzę w owe miejsce codziennie,
na Anioła czekam i z nim rozmowę
i zachwycam się tą chwilą niezmiennie,
sama nie wiem co dawne jest, a co nowe.
Gdy noc czarna króluje nad wioską
opowiadam Aniołowi swe zmartwienia,
on przytula me myśli i z troską
wciąż prowadzi mnie do bram odkupienia.
wiersze Basia Wójcik
A jeśli 2 października spotkasz kogoś, kto potrzebuje uśmiechu, dobrego słowa albo zwyczajnej obecności, spróbuj podarować mu ten mały dar. Być może właśnie wtedy twój Anioł Stróż uśmiechnie się najpiękniej.
Bo anioły najczęściej działają przez ludzkie serca. I może największym cudem nie jest to, że mają skrzydła, lecz to, że uczą nas być dobrymi dla siebie nawzajem.  Nie tylko od święta, ale każdego jesiennego dnia...

sobota, 26 września 2026

Historia zapisana w mostach....

Są miasta, które się zwiedza. I są takie, do których wraca się sercem i całą duszą.
Dla mnie Praga od zawsze należy do tych drugich. Zawsze wracam do niej o tej porze. 
Gdy wracam do niej myślami, to najpierw widzę czerwone dachy, błękitne niebo i Wełtawę z wznoszącymi się nad nią mostami.  Mosty... Każdy inny, każdy z inną historią. Każdy więc skrywa swoją własną opowieść. Jedne są dostojne, inne skromniejsze. Jedne znane na całym świecie, inne zapomniane. Pamiętają o nich tylko mieszkańcy, gdy ich codzienne ścieżki tamtędy akurat biegną. Wszystkie jednak od lat łączą brzegi Wełtawy.
Historia praskich mostów jest zarazem historią samej Pragi. Przez stulecia przeprawy przez Wełtawę decydowały o handlu, obronności i komunikacji miasta. 


Most
Nie wierzyłem
Stojąc nad brzegiem rzeki,
Która była szeroka i rwista,
Że przejdę ten most,
Spleciony z cienkiej, kruchej trzciny
Powiązanej łykiem.
Szedłem lekko jak motyl
I ciężko jak słoń,
Szedłem pewnie jak tancerz
I chwiejnie jak ślepiec.
Nie wierzyłem, że przejdę ten most,
I gdy stoję już na drugim brzegu,
Nie wierzę, że go przeszedłem.
Leopold Staff


Najstarszy z nich to Most Karola. Pisałam o nim rok temu TUTAJ.  
Kamienne figury świętych od setek lat spoglądają na rzekę i mijających je ludzi z tą samą cierpliwością. Ileż z nich przez ten czas tędy przeszło?
Trudno zliczyć. Kupcy, królowie, pielgrzymi, zakochani, marzyciele... Ich kroki dawno ucichły, ale mam wrażenie, że most nadal je pamięta.
Może właśnie dlatego najbardziej lubię być tu o świcie, gdy jest prawie pusty. Gdy nie ma setek turystów, sprzedawców pamiątek, muzykantów... Gdy tylko mgły snują się leniwie dookoła...
Właśnie spacerując wzdłuż Wełtawy, można ulec złudzeniu, że wszystkie oczy zwrócone są tylko ku temu mostowi. A przecież Praga ma ich znacznie więcej, a każdy z nich skrywa własną historię.

Po słynnym Moście Karola za najstarszy praski most często uznaje się Most Palackiego, jednak warto pamiętać, że obecny Most Legionów (Most Legií) stoi w miejscu jeszcze starszej przeprawy. Już w 1841 roku funkcjonował tu most łańcuchowy, natomiast dzisiejszą kamienno-żelazną konstrukcję wzniesiono w latach 1898–1901. 

Most Legionów łączy historyczne centrum Pragi (Národní třída) z Małą Straną (Újezd) i przebiega przez Wyspę Strzelecką. Wyróżniają go secesyjne detale oraz dwie charakterystyczne wieże po stronie Małej Strany, które dawniej służyły do pobierania opłat. Z mostu rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków na Most Karola i Zamek Praski.
Powstał w okresie dynamicznego rozwoju Pragi pod koniec XIX wieku. Początkowo nosił imię cesarza Franciszka Józefa I, później wielokrotnie zmieniał nazwę, odzwierciedlając burzliwe losy Czech. Był świadkiem upadku monarchii austro-węgierskiej, narodzin niepodległej Czechosłowacji, niemieckiej okupacji i wydarzeń Praskiej Wiosny. Dziś codziennie prowadzi mieszkańców i turystów na Wyspę Strzelecką, a jego filary kryją historię znacznie bogatszą niż zwykły ruch tramwajów i pieszych.

I znowu nie wymienię mostu Palackiego. 

Kolejną ważną przeprawą jest Štefánikův most, wybudowany co prawda w latach 1949–1951. Jednak zastąpił on starszy most łańcuchowy otwarty jeszcze za panowania cesarza Franciszka Józefa I, a wzniesiony w latach 1865–1868 jako most łańcuchowy i przebudowany w 1898 roku. Po II wojnie światowej, w latach 1946–1947, został on rozebrany. W jego miejsce powstał obecny żelbetowy most Štefánikův. Podczas budowy po raz pierwszy zastosowano innowacyjne pierścieniowe rury stalowe.

No i jest... Most Palackiego. Powstał on w latach 1876–1878, łącząc Nowe Miasto z szybko rozwijającym się przemysłowym Smíchovem. Pierwotnie most wyróżniał się kolorystyką – połączono tu niebieski granit, biały marmur z Carrary i czerwony piaskowiec. Jednak pierwotne kolory na skutek upływu czasu znacząco się zmieniły i dziś już tak bardzo nie rzucają się w oczy. Most nosi imię Františka Palackiego. Zdobiły go niegdyś cztery grupy rzeźbiarskie autorstwa Josefa Václava Myslbeka, przedstawiające postacie z czeskich legend. Uszkodzone podczas nalotów w 1945 roku rzeźby przeniesiono na Wyszehrad, gdzie można je oglądać do dziś.

Dziś okolice mostu słyną przede wszystkim z Náplavki – tętniącego życiem nabrzeża pełnego kawiarni i barów, gdzie w soboty odbywają się popularne targi rolnicze. Z mostu korzystał również Albert Einstein podczas pobytu w Pradze w latach 1911–1912.

Most Jiráska (Jiráskův most) łączy Nowe Miasto ze Smíchovem. Znajduje się w sąsiedztwie słynnego Tańczącego Domu. Jego budowę rozpoczęto w 1929 roku, a całość oddano do użytku w 1933 roku. Most nazwano na cześć wybitnego czeskiego pisarza Aloisa Jiráska.

Jego stosunkowo skromna, funkcjonalistyczna forma odzwierciedla architektoniczną powściągliwość okresu międzywojennego. Budowie towarzyszyły jednak komplikacje – na drodze mostu stał barokowy pawilon od strony Smíchova. Początkowo planowano przesunąć go o 110 metrów w górę rzeki, lecz ostatecznie został rozebrany.
Ciekawostką są nisze w dwóch filarach, przygotowane na wypadek konieczności wysadzenia mostu. Podczas II wojny światowej Niemcy zabetonowali je, obawiając się sabotażu czeskiego ruchu oporu. Dziś most jest dobrym punktem widokowym na jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli współczesnej Pragi - Tańczący Dom.

Za Mostem Palackiego jest Wyszehradzki Most kolejowy. Chociaż dla mnie kolejność jest odwrotna. To most Palackiego jest za tym kolejowym. Wyszehradzki Most to klejnot techniki na Wełtawie. Jest bowiem jednym z najważniejszych zabytków techniki w Czechach. Most Wyszehradzki jest mostem kolejowym i jak wyczytałam nie posiada oficjalnej nazwy. Powszechnie określa się go jako most kolejowy. Pierwotny most z lat 1871–1872 został zbudowany ze stali spawanej i opierał się na trzech filarach. W latach 1900–1901 zbudowano nowy most z trzema przęsłami i dwoma filarami w nurze rzeki, uzupełniony przedmościem. W 2004 roku most został wpisany na listę zabytków kultury i rozważa się jego przyszłą rekonstrukcję lub zastąpienie nowym mostem.

Ten stalowy most kratownicowy stanowi przeprawę dla pociągów. Właśnie wyczytałam, bo tego nie wiedziałam, że po obu stronach mostu  znajdują się chodniki dla pieszych. Domyślam się, że spacer tam może być naprawdę ciekawym doświadczeniem. Ponoć widoki na Vyšehrad są z tej perspektywy niezwykłe. Muszę to następnym razem sprawdzić. Most Wyszehradzki od 2004 roku jest oficjalnym zabytkiem kultury. Wpisu tego dokonano nieco w obawie przed jego zburzeniem, gdyż ponoć planowana jest jego  przebudowa.  Proponowano przeprojektowanie mostu i poszerzenie go o trzy tory kolejowe. Praktycznie oznaczałoby to wyburzenie mostu i budowę nowego, ponieważ starego nie dało się poszerzyć. Jednak część mieszkańców sprzeciwia się nawet ostatniej decyzji o przeniesieniu mostu. Jednak dokładny termin przeniesienia nie został ustalony, poszukuje się obecnie projektantów. Budowa planowana jest na lata 2027-2029. Więc może już nie zdążę przejść tymi kładkami.... 
Nie palę za sobą mostów…
Ja nie palę za sobą mostów
zawsze mogą się przydać
do… odwrotu!
–
I nie urywam nitki
po skończeniu szycia.
A niechże się supli i plącze
jak samo życie…–
Śladów po sobie nie zacieram
może przyjdzie mi jeszcze
po nich się przedzierać
– tak też bywa,
że trzeba wracać
stawiając kroki do tyłu czasami,
przecierać dawne szlaki
znaczone łzami.
–
Chociaż zazwyczaj
w miejsca prowadzą te same;
jak dawno temu pisano,
by “nie deptać przeszłości ołtarzy”,
bo można na nich składać
całkiem nowe ofiary…
Jadwiga Zgliszewska
Most Čecha (Čechův most) to najkrótszy z głównych praskich mostów. Pisałam o nich TUTAJ  
Został zbudowany w latach 1905–1908. Łączy Stare Miasto z Holešovicami. Nazwano go na cześć czeskiego pisarza Svatopluka Čecha. To wyjątkowy przykład secesyjnej architektury i jedyna tak duża konstrukcja mostowa tego stylu w Czechach. Zdobią go cztery brązowe rzeźby skrzydlatych postaci, ozdobne latarnie, balustrady, praskie herby. Podczas okupacji hitlerowskiej przemianowano go na Most Gregora Mendla, jednak po 1945 roku powrócił do swojej pierwotnej nazwy. Najlepiej podziwiać most z nabrzeża, skąd można zobaczyć jego bogate secesyjne detale.

Kolejny znany most to Most Mánesa. 

Łączy Palachovo  na Starym Mieście i Klárov na Malej Stranie. Pierwszym mostem w tym miejscu był most Rudolfa, który wybudowano w latach 1868-1869. Faktycznie była to wąska, wisząca kładka łańcuchowa przeznaczona wyłącznie dla pieszych.
Na początku XX wieku zapadła decyzja o budowie nowoczesnego, szerokiego mostu drogowego, który połączyłby plac Jana Palacha na Starym Mieście z dzielnicą Klárov na Małej Stronie.
Nowy most powstał jako całkowicie betonowy i utrzymany jest w nowoczesnym, modernistyczno-kubistycznym stylu. Most Manesa otwarto w 1914 roku, jednak całkowicie ukończono go dopiero dwa lata później.
Początkowo patronem nowej przeprawy został austriacki następca tronu, arcyksiążę Franciszek Ferdynand d’Este, zamordowany w Sarajewie niedługo po inauguracji mostu. Sytuacja polityczna zmieniła się diametralnie po zakończeniu I wojny światowej i rozpadzie Austro-Węgier. W 1920 roku nowo powstałe władze czechosłowackie zdecydowały o przemianowaniu obiektu na Most Mánesa, składając w ten sposób hołd wybitnemu czeskiemu malarzowi Josefowi Mánesowi. Manes to autor między innymi pięknych malowideł na płycie kalendarza praskiego zegara astronomicznego. Jest budowlą czeskiego kubizmu i wówczas był symbolem nowoczesności młodej republiki czechosłowackiej. W kolejnych dekadach most przeszedł szereg modernizacji, w tym montaż torów tramwajowych, stając się kluczowym punktem na mapie komunikacyjnej Pragi. Do dziś zachował swój unikalny charakter architektoniczny, w tym rzeźbione filary przedstawiające życie flisaków oraz kubistyczne fontanny zdobiące wjazd od strony Starego Miasta.

Ostatni na dzisiaj most to Most Nuselski. Most, który uniesie metro i 66 czołgów

Jest to jedna z najbardziej imponujących konstrukcji komunikacyjnych w Czechach.
W 2000 roku uznano go za najważniejszą konstrukcję komunikacyjną XX wieku w Czechach.
Most ten zapamiętałam z dzieciństwa zaraz po Moście Karola, a może nawet jeszcze wcześniej. Bo naprawdę zrobił na mnie wrażenie.  Chociaż pewnie nigdy nie nauczę się jego obecnej nazwy.
Most pierwotnie nazwany był na cześć Klementa Gottwalda, ale po upadku komunizmu otrzymał nazwę Most Nuselski.
Wznosi się ponad 40 metrów nad Doliną Nuselską i ma około pół kilometra długości. Zanim został otwarty w 1973 roku, przeszedł niezwykły test wytrzymałości – na niedokończonym moście ustawiono w rzędzie aż 66 czołgów. Początkowo planowano poprowadzić jego wnętrzem linię tramwajową, jednak ostatecznie znalazło się tam metro. Do dziś pociągi linii C przejeżdżają specjalną „rurą” wewnątrz konstrukcji, łącząc stacje I. P. Pavlova i Vyšehrad.
Most jest nie tylko ważnym szlakiem dla samochodów i metra, lecz także miejscem, z którego można podziwiać panoramę Pragi. Jego popularność ma jednak również mroczną stronę – z powodu licznych prób samobójczych zyskał przydomek „mostu samobójców”. Dziś pozostaje jednym z charakterystycznych symboli Pragi i niezwykłym przykładem połączenia architektury z infrastrukturą miejską.

Most
Ten most na rzece
łączy – czy dzieli?
Ot, i pytanie
dla myślicieli!
–
Bo niby szansę
dają te przęsła,
… a co gdy ktoś się
przejść takich lęka?–
A może tylko
to cienka kładka,
która po kroku
–złamie się z trzaskiem?
Może więc łatwiej
patrzeć z tęsknotą
na stronę tamtą,
nie widząc mostu?
Jadwiga Zgliszewska
I tak mogłabym jeszcze wędrować wzdłuż Wełtawy, zatrzymując się przy kolejnym moście, kładce próbując poznać zapisane w nich historie. Bo każdy jest inny, każdy zapewne pamięta inne czasy, innych ludzi. To nie tylko przeprawa przez rzekę. Mosty są częścią historii Pragi.
I może właśnie dlatego, kiedy znów stanę nad Wełtawą, znowu będę patrzeć na jej mosty i zastanawiać się, ile jeszcze historii mają mi do opowiedzenia.