Maj przyszedł tym razem niepostrzeżenie. A przecież
zawsze tak na niego czekam. Jak dla mnie ktoś odwrócił kartkę w kalendarzu
szybciej niż zwykle. W tym roku na początku maja nadal jeszcze żyję kwietniowym
wyjazdem i podobnie jak dla maturzystów dopiero wczoraj było „kiedyś”, „zdążę”,
„mam czas”.... Dziś jednak wszystko stało się „już” i "natychmiast". Do tego jeszcze poganiają, że nie ma mojej opowieści... Czas, który w kwietniu był rozciągnięty i płynął szeroką, spokojną rzeką, nagle
zwęził się w rwący potok. Ale może zrobię sobie chwilę przerwy? Może na chwilkę
otworzę moją szufladę wspomnień? Wszak rzeczywistość zbyt gwałtownie dała o
sobie znać po moim powrocie.
Za oknem maj, chociaż pogoda tego nie potwierdza. Jest
jasno, trochę zielono, ale chłodno i raczej nie zachęca do długich spacerów.
Może dlatego łatwiej myślami cofnąć się do tamtych lat?
DAWNY MAJ
Dawno temu pewien majukołysał mnie pod sercem matki
pewnie wtedy kwitły jabłonie
a może dzikie grusze
na pewno śpiewały kosy
zwiastując mamie dobrą nowinę...
A potem maj przychodził
zawsze z naręczami życia
z własną historią rozkwitających bzów
i szczęśliwego beztroskiego dzieciństwa
z zakochaniem naiwnej młodości
z ciężarem dojrzałego życia
i zwiastunami przewidywanej jesieni...
Przychodzi nadal
zagląda w okna mojej duszy
z cichym przypomnieniem
by nie zmarnować żadnej chwili...
A więc tylko tak trochę uchylam znowu szufladę wspomnień.
Mała Dziewczynka i jej matura. Jak wówczas było? Chociaż
teraz z perspektywy czasu wszystko wydaje się, że było prostsze, ale wówczas
nikt tak nie myślał. Stres był, wiadomo... I to nie taki zwykły,
codzienny, ale nawet graniczący z paniką.
Mała Dziewczynka pamięta, że dni przed egzaminami miały
zupełnie inny, ważny ciężar, jakby od tej jednej chwili naprawdę zależało
wszystko.
Czy matura jest dziś łatwiejsza niż czterdzieści lat
temu? To pytanie wraca nieustannie, ilekroć zaczyna się maj i kolejne roczniki
siadają do egzaminów. I choć Mała Dziewczynka próbuje udzielić odpowiedzi, to
niestety nie jest ona taka prosta.
Przecież trudność matury nigdy nie zależała wyłącznie od
poziomu zadań. Równie ważna jest jej forma, zakres materiału, świat, w którym
funkcjonują uczniowie.
Z jednej strony Mała Dziewczynka może powiedzieć, że dziś
jest łatwiej. Egzamin ma określoną strukturę, powtarzalne schematy, jasne
kryteria oceniania. Można ćwiczyć arkusze, uczyć się klucza odpowiedzi,
przewidywać typy zadań. matura była trudniejsza również w inny sposób. Matura
była mniej przewidywalna. Wokół matury powstał cały system wsparcia. Są
książki, kursy, materiały dostępne niemal od ręki, no i oczywiście Internet. W
czasach, gdy Mała Dziewczynka zdawała maturę tego nie było. Sięgało się do podręczników,
do notatek, czasem do biblioteki. Więcej zależało od własnej pracy,
samodzielności w zdobywaniu wiedzy i od tego, co udało się zrozumieć samemu.
A więc tylko tak trochę uchylam znowu szufladę wspomnień.
Mała Dziewczynka i jej matura. Jak wówczas było? Chociaż
teraz z perspektywy czasu wszystko wydaje się, że było prostsze, ale wówczas
nikt tak nie myślał. Stres był, wiadomo... I to nie taki zwykły,
codzienny, ale nawet graniczący z paniką.
Mała Dziewczynka pamięta, że dni przed egzaminami miały
zupełnie inny, ważny ciężar, jakby od tej jednej chwili naprawdę zależało
wszystko.
Czy matura jest dziś łatwiejsza niż czterdzieści lat
temu? To pytanie wraca nieustannie, ilekroć zaczyna się maj i kolejne roczniki
siadają do egzaminów. I choć Mała Dziewczynka próbuje udzielić odpowiedzi, to
niestety nie jest ona taka prosta.
Przecież trudność matury nigdy nie zależała wyłącznie od
poziomu zadań. Równie ważna jest jej forma, zakres materiału, świat, w którym
funkcjonują uczniowie.
Z jednej strony Mała Dziewczynka może powiedzieć, że dziś
jest łatwiej. Egzamin ma określoną strukturę, powtarzalne schematy, jasne
kryteria oceniania. Można ćwiczyć arkusze, uczyć się klucza odpowiedzi,
przewidywać typy zadań. matura była trudniejsza również w inny sposób. Matura
była mniej przewidywalna. Wokół matury powstał cały system wsparcia. Są
książki, kursy, materiały dostępne niemal od ręki, no i oczywiście Internet. W
czasach, gdy Mała Dziewczynka zdawała maturę tego nie było. Sięgało się do podręczników,
do notatek, czasem do biblioteki. Więcej zależało od własnej pracy,
samodzielności w zdobywaniu wiedzy i od tego, co udało się zrozumieć samemu.
Ocenianie nie było tak jednoznaczne jak dziś. Dużo
zależało od nauczyciela, od chwili, od wrażenia, a nawet sympatii do ucznia...
Mała Dziewczynka pamięta jak ta niepewność potrafiła paraliżować bardziej niż
same pytania.
Znów jest maj
i znów jest matura
słodko pachną kasztanowe kiścienęcąc ludzi i owady
budzą wspomnienia piękniejsze od wiosny
znów jesteśmy młodzi i radośni
z plecakiem pełnym marzeń.
Szeleszczą mozolnie skrywane ściągi
tłuką się w głowie tematy pewniaki
biało- granatowo zasiedlone rzędy
starych krzeseł z niegasnącą pamięcią
mruczą te same melodie
w których powtarzalność i przewidywalność
trzyma wielu przy życiu.
Znów jest maj
całkiem inni młodzi ludzie
odkładają wszechwiedzące gadżety
bo znów zakwitły kasztany
inni młodzi ludzie
napełniają plecaki marzeń
a może wcale nie tacy inni?
Dzisiejsi maturzyści mają inaczej. Teoretycznie bezpieczniej, wszystko określone jest bardziej jasno. Ale teraz pojawiło się coś innego. Nie wystarczy zdać. Trzeba zdać dobrze, a czasem wręcz bardzo dobrze. Punkty, procenty, miejsca na listach... To one decydują o przyszłości.
Mała Dziewczynka pamięta jak kiedyś sama matura była już
dużym osiągnięciem. Egzamin dojrzałości miał wówczas większy prestiż społeczny
i był zdawany przez mniejszą grupę osób.
Dziś jest raczej początkiem dalszej drogi niż jej
zwieńczeniem. Maturę zdaje prawie każdy.
Inny był też świat wokół samej matury. Był bardziej
zamknięty, spokojniejszy, mniej wymagający pod względem wyborów. Dziś uczniowie
mają więcej możliwości. Znajomość języków, otwartość na świat, świadomość, że
można wyjechać, studiować gdzie indziej... Tego wszystkiego dawniej nie
było.
Mała Dziewczynka pamięta jak wtedy nikt nie mówił o
strategiach egzaminacyjnych, o zarządzaniu stresem, o technikach uczenia się.
Uczyło się po prostu. Czasem lepiej, czasem gorzej. Dziś uczy się nie
tylko wiedzy, ale i sposobu zdawania egzaminu.
Każdy egzamin urastał do rangi czegoś bardzo ważnego.
Wydawało się, że od tych kilku dni zależy naprawdę dużo. Dlatego niektórzy
uczyli się do ostatniej chwili. Było powtarzanie materiału, wzajemne
przepytywanie się, porównywanie, kto ile umie i czy to już wystarczy....
Mała Dziewczynka nie uczyła się w ostatniej chwili.
Raczej starała się mieć wszystko ogarnięte wcześniej. Mimo to stres i tak się
pojawiał, szczególnie przed językiem polskim. Mała Dziewczynka pamięta
jak jej dłonie były trochę zimne, a myśli uciekały gdzieś w bok, zamiast
spokojnie trzymać się tego, co już przecież było opanowane. Najgorzej było
przed wejściem na salę. Potem napięcie powoli schodziło. Mała Dziewczynka
pamięta ulgę, gdy zobaczyła tematy.
Nie wszystko jednak poszło idealnie. Tam, gdzie była
pewna siebie, wyniki okazały się przeciętne. A z języka polskiego, którego
obawiała się najbardziej, poszło jej lepiej, niż przypuszczała. Mała
Dziewczynka pamięta jak bardzo była tym zaskoczona i jak to zaskoczenie
przyniosło radość. Chociaż pozostał zawód przy przedmiotach, których była
pewna. Moze mniej się ich uczyła...?
Po maturze przyszła ulga. Ale także takie poczucie żalu,
że coś się skończyło. Że zamknął się pewien etap.
w jednej sylabie niezmierzonego piękna
niby tak samo
a każdego roku inaczej
oddają insygnia władzy
ptakom drzewom i kwiatom
popatrują z błękitnego nieba
na życie
w tysiącach jego form zapachów i kolorów
a ja
kolejny raz przytulam maj
biorę garściami białe różowe i żółte cuda
układam w nieśmiertelnym wazonie serca
klękam wśród słonecznych główek mleczu
by wyszeptać litanię podziękowań.
wiersze Basia Wójcik
Dziś Mała Dziewczynka patrzy na to spokojnie. Wie, że nie
da się jednoznacznie powiedzieć, która matura była trudniejsza. Każda miała
swoje trudności, łatwiejsze strony. Zmienił się egzamin, tak jak zmienił się
świat, jak zmienili się uczniowie. Ale chyba nie zmieniło się jedno. Nie
zmienił się ten stres tuż przed wejściem na salę i ta niepewność, czy dam radę.
I może właśnie to łączy wszystkie pokolenia maturzystów
bardziej niż jakiekolwiek różnice.
Maj co roku trochę o tym przypomina, zwłaszcza gdy kwitną
kasztany, zaczynają się matury.
Zamykam szufladę.
Na razie wystarczy.















