Jestem wróciłam, urlop minął, nawet nie zauważyłam kiedy.
Trudno jednak tak od razu wtopić się z powrotem w codzienność. Nadal jestem zachwycona i odurzona pięknymi widokami, które jeszcze mam przed oczyma. Pełna jestem wspomnień.
Chyba nigdy się nie nauczę, że dobre chwile tak szybko mijają... Kolejne uciekły w przeszłość, a ja wciąż mam wrażenie niedosytu. A przecież jeszcze nie tak dawno z niecierpliwością czekałam na ten wyjazd.
Praga. To miasto, które dodaje mi energii i skrzydeł. Każdego roku jadę tam z radością, a ono wita mnie uśmiechem słońca na tle błękitnego nieba.
praga
praga nas witała deszczem
i historią starych kamienic.
kiedy przęsła mostu karola
wiązaliśmy gitar strunami,
złotych koron potoki znikały,
tyle barów było przed nami...
i spłynęły deszczu strugami,
wszystkie ulice starego mesta
spłynęły złotą pianą,
wszystkie bary malej strany.
a hradczanów mury tańczyły,
w księżyca świetle, w górze nad nami.
mala strana i stare mesto,
magią kusi złota uliczka.
staropramen, pilsner, budweiser,
śmiały do nas się z każdej gospody.
u kocoura, u hrocha, chimera,
tyle barów było za nami...
i spłynęły deszczu strugami,
wszystkie ulice starego mesta.
i spłynęły złotą pianą,
wszystkie bary malej strany.
a hradczanów mury tańczyły,
w księżyca świetle, w górze nad nami.
Mariusz Borowiec
Ale to nieprawda. Słońce wędrowało razem ze mną starymi uliczkami, czasem przeglądało się w oknach kamieniczek lub wodach rzeki. Nieraz miałam nawet wrażenie, że jest zbyt towarzyskie.
Ale deszcz także się pojawił. I dobrze. Padało, gdy miasto spało, po męczącym, upalnym dniu. Dzięki temu ranek był rześki i zachęcał do dalszych wędrówek
śpiąca Praga
Już północ głaz ciemności wlecze z dali.
już śpiące miasto w cień otula szary;
wszystko zamarło, mgła wyczynia czary.
ruch dzienny, zda się, zniknął w rzecznej fali.
Latarnia mętnie w oparach się palirząd czarnych klinów malują filary
na wodzie, słychać jej leniwe gwary,
jakby umarli w grobach rozmawiali.
Ciemnieją domy jak ruin szkielety.
majaczą wieże, mglą się drzew bukiety,
po które sięga ręka Nocy naga.
Nagle baśń stara w myśli się rozplata
staje woźnica w pustkach, strzela z bata
i mówi: „Tutaj była kiedyś Praga”.
Jaroslav Vrchlicky
O czym jednak mam dzisiaj wspominać? Nie chciałabym się powtarzać. Przecież każdego roku, o tej porze piszę o tym cudownym mieście. Ale ponieważ moje opowieści na WP zostały zlikwidowane, to powrócę do tematu, który zawsze mnie zachwyca. I w tym roku również szczególną uwagę zwróciłam na praskie schody, o których można pisać, mówić, śpiewać... Wiele jest o nich utworów.
Moje pierwsze, bardzo już odległe wspomnienie związane z praskimi schodami jest zupełnie inne.
To czym byłam zachwycona, co zrobiło na mnie i innych dzieciach wrażenie, to ruchome schody w domach towarowych i metrze. To one przykuwały naszą uwagę, jeździliśmy nimi bez przerwy w górę i w dół podczas, gdy rodzice robili zakupy. A ponieważ polskie sklepy w tym czasie świeciły pustkami, mieliśmy na to sporo czasu.
Schody w metrze, zwłaszcza te najdłuższe z początku budziły moje obawy. Pędziły bowiem znacznie szybciej, niż te w sklepie i były zdecydowanie dłuższe. Ale fascynacja ruchomymi schodami zwyciężyła i strach szybko minął. Rodzice robili zakupy, a my jeździliśmy z góry na dół i z powrotem.
Na stacji Jerzego z Podebrad
Widzimy się co dzień na schodach w metrze,
gdy ona jedzie na dół – ja na powierzchnię
Ja wracam z nocnej zmiany,
a ty pracujesz rano
Ja jestem niewyspany,
ty z twarzą zatroskaną
A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad
Praga o szóstej jeszcze sennie ziewa
i tylko my naiwni – robimy co trzeba
Ja spieszę się z kliniki,
gna do kiosku ona
Zmęczone dwa trybiki,
dwie wyspy wśród miliona
A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad.
Choć o tej samej porze - randki są ruchome,
bo w tym tandemie każdy jedzie w swoją stronę
Ja w lewo, ona w prawo
nie ma odwrotu
ją czeka Rude pravo
a na mnie pusty pokój
A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad.
Na czarodziejskich schodach czuję w sercu drżenie,
gdy kioskareczka Ewa śle mi swe spojrzenie
W pospiechu ledwie zdążę
powiedzieć - „witam z rana”,
bo całowania w biegu
surowo się zabrania
A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad
A Praga drzemie i nic jeszcze nie wie
o dwojgu zakochanych, zapatrzonych w siebie
Już tęsknią nasze włosy
pędem rozwiane
do tego, co nas czeka
do tego, co nieznane
A schody jadą, choć mogłyby stać
na stacji Jerzego z Podebrad.
JAROMIR NOHAVICA
W Pradze jest też wiele innych schodów, zwłaszcza w pobliżu praskiego zamku. Jedne są znane, inne mniej. Wszyscy znają stare i nowe schody zamkowe. Każdego dnia przemierzają nimi tysiące turystów z całego świata. Ci najmniej zorientowani wspinają się z wysiłkiem, czasem aż z Mostu Karola. Zorganizowane grupy z przewodnikiem, zaczynają tradycyjnie od samego zamku, aby potem schodami zejść aż do Starego Rynku. A wystarczy tylko wsiąść do tramwaju nr 22, zająć miejsce po prawej stronie, aby cieszyć się najpiękniejszymi widokami i wysiąść na przystanku Pohorelec. Ja robię tak każdego roku. Tam ukrytymi między kamieniczkami schodami wspinam się na górę. Dzięki temu mogę z góry zachwycać się wspaniałą panoramą Hradczan, Malej Strany…. Prawie całej Pragi. Potrafię godzinę siedzieć na ławeczce i chłonąć ten piękny widok. Słuchać co kwadrans bicia zegara, a co godzinę pięknej muzyki. Tego nie zaznają turyści, którzy standardowo wysiadają na przystanku Prasky Hrad lub wspinają się z trudem od strony Malej Strany. Na terenie praskiego zamku wiele jest jeszcze takich ukrytych schodów, które skracają drogę, dodają dodatkowych wrażeń. Choćby te łączące ulice Úvoz i Loretánská.
Niewiele jednak turystów o nich wie. Wszyscy biegną tylko wcześniej już wytyczonymi ścieżkami.
Podobnie jest z zamkiem Vyšehrad. Tam także należy zacząć wycieczkę z góry, a potem kończyć ją schodząc schodami, a nie odwrotnie, jak czyni to wielu turystów…
Schody, schody, schody…. Jest ich tyle w złotej Pradze. Może w przyszłym roku odkryję kolejne?
Znowu łaziłem wśród balustrad
schodami w górę
a obok mnie waliły tłumy
z taką beztroską,
z jaką się snułem i ja.
Widać byli szczęśliwi, i ja także byłem.
Skąd z dołu, chyba od Wełtawy
Pobrzmiewał koncert.
Zaczynał się wieczór
i to powietrze posrebrzone wiatr roznosił,
dokąd tylko zapragnął.
Znalezione w Internecie
Skończył się wyjazd, zaczyna się codzienne życie.
Teraz jednak chciałabym bezboleśnie przejść do rutyny dnia codziennego, do obowiązków. Dużo lepiej zatopić się bowiem we wspomnieniach niż w rzeczywistości.
Na szczęście są jeszcze weekendy....
A i posłuchać czasem można ponownie Písničky
























