sobota, 25 lipca 2026

Zapomniany skarb dawnych medyków i mnichów

Dzisiaj o roślinie, którą znam niewiele, a której nazwa od zawsze mnie intryguje. Może właśnie dzięki tej opowieści poznam ją lepiej?
Hyzop lekarski to roślina znana ludziom od tysięcy lat, ceniona zarówno za właściwości lecznicze, jak i znaczenie symboliczne. Pochodzi z rejonów basenu Morza Śródziemnego oraz Azji Zachodniej i północnej Afryki, gdzie rośnie na suchych, słonecznych terenach.

Już sama nazwa hyzopu wskazuje na jego wyjątkowe znaczenie. Wywodzi się prawdopodobnie z hebrajskiego słowa ezov lub arabskiego azzof, co oznacza „święte ziele”

Jednak z uwagi na błąd w przekładzie Biblii na język grecki, niepoprawnym jest powiązanie hyzopu lekarskiego z hyzopem, będącym lebiodką syryjską, opisywaną w Starym Testamencie. Wszyscy badacze roślin biblijnych są zgodni, że biblijny hyzop to właśnie lebiodka syryjska.

W Polsce znany był także pod nazwami ludowymi: józefek, józefka, izap, hizop.

Hymny

Dies Irae

(...)

Czym jestem wobec Ciebie, ja, com z rajskich włości

zabrał z sobą, wygnaniec, tę łamiącą winę

i teraz ginę,

od Wschodu do Zachodu tułacz nieszczęśliwy,

pod nieuchronnych wyroków

w początkach dnia i nocy wzniesionym obuchem?!

Stopę Swoją złożyłeś na pokoleń grzbiecie

i sądzisz! Kyrie elejson!

Płaczów i jęków słuchasz niesłyszącym uchem

i sądzisz! Kyrie elejson!

Na mękę wieków patrzysz niewidzącym okiem

i sądzisz! Kyrie elejson!

Niewiasta z rozpaczliwym krzykiem rodzi dziecię,

Ty jego duszę grzechu oblewasz hyzopem

i sądzisz! Kyrie elejson!

Wichr idzie po rozdrożach westchnieniem głębokiem

ku Twojej wyży,

modlitwy niesie krwawe, przybite do krzyży,

Ty sądzisz! Kyrie elejson!

A kto mnie stworzył na to, ażebym w tej chwili,

odziany potępienia podartą żałobą,

kawałem kiru, zdjętym z mar Twojego świata,

wił się i czołgał przed Tobą,

i martwym, osłupiałym z przerażenia okiem

strasznego Sądu wyławiał płomienne,

świat druzgocące rozkazy?

A kto mi kazał patrzeć na te czarne głazy,

rozpadające się na gruz pod mocą

Twojego gniewu, przeraźliwy Boże —

na głazy te, gdzie straszny owoc Twego drzewa,

złocistowłosa Ewa,

do piersi pierś padalca tuli obnażoną?…

(...)

Jan Kasprowicz

Hyzop był znany już w starożytności i odgrywał ważną rolę w kulturach wielu cywilizacji. W starożytnej Grecji i Rzymie ceniono go jako roślinę leczniczą i przyprawową. Grecki lekarz Hipokrates zalecał go jako środek wykrztuśny i oczyszczający organizm.
Rzymianie stosowali hyzop nie tylko w medycynie, ale także w kuchni. Również w tekstach starożytnych, takich jak dzieła Pliniusza, wspominano o jego zastosowaniu przy dolegliwościach żołądkowych.
Dioskurydes zalecał hyzop wraz z rutą, figami i miodem jako lek przy chorobach płuc, a octowe wywary jako płukanki. W starożytnych Chinach stosowano go na choroby układu oddechowego i pokarmowego.
Uprawą jego, jako pierwsi zajmowali się mnisi sadząc go w przyklasztornych ogródkach. Do rozpowszechnienia hyzopu jako rośliny leczniczej szczególnie przyczyniły się zakony benedyktynów i cystersów. To właśnie oni w X wieku rozpowszechnili uprawę hyzopu w Europie, wykorzystując go zarówno w medycynie, jak i w kuchni klasztornej.
W średniowieczu ceniono jego właściwości lecznicze. O hyzopie pisali Awicenna i św. Hildegarda.
Awicenna zalecał hyzop jako środek leczniczy przeciw chorobom skóry, wątroby, śledziony i macicy.
Św. Hildegarda z Bingen poleca hyzop, jako remedium na choroby płuc, wątroby i problemy z trawieniem. Hildegarda podkreśla nie tylko właściwości lecznicze rośliny, ale jako pierwsza pokazuje jego walory smakowe. Zaleca aby hyzop dodawać do drobiu wraz z innymi ziołami jak cebulą, pasternakiem czy liściem laurowym, by uzyskać potrawę zdrowszą, smaczniejszą i leczącą.
W późniejszych wiekach przy pomocy hyzopu leczono przede wszystkim choroby płuc. W okresie odrodzenia hyzop był zaliczany do silnych i skutecznych leków szczególnie w chorobach żołądka i dróg oddechowych w tym do leczenia suchot.
W Polsce hyzop pojawił się w zielnikach dopiero w XVI wieku. Wspominał o nim Marcin z Urzędowa. Opisywał on właściwości tej rośliny oraz jej zastosowanie w leczeniu różnych dolegliwości. W tym czasie hyzop był stosowany na ziemiach polskich głównie jako roślina lecznicza.

Msza maryjna na Matkę Boską Zielną

Po co te wiązki i wianki

z mięty wrotyczu, rumianku?

Niesiemy je na znak hołdu

Maryi Pannie przed ołtarz.

Hyzop, lawenda, jałowiec?

Wszak to potrzebne chorobie?

Mamy je, chcemy dziewanną

Ucieszyć Maryję Pannę

Niechaj to księża poświęcą

Dzisiaj w ten dzień Wniebowzięcia.

A tę pszenicę i jęczmień

Czy także mamy poświęcić?

Proso też i mak, i żyto

Na coraz większą obfitość.

Na cóż bób i rzodkiew zda się

w niebie, na rajskim popasie?

Maryi z żyta korona,

A nam – chleb zeń upieczony.

Niechaj je księża święcą

Dzisiaj, w ten dzień Wniebowzięcia

Kazimiera Iłłakowiczówna

Hyzop podobnie jak wiele innych ziół ma swoje miejsce w wierzeniach i obrzędach ludowych. Medycyna ludowa zalecała napary do picia w leczeniu czerwonki, przeciwko chorobom płuc, jako okłady na bóle szyi, do płukania w leczeniu szkorbutu, chorób jamy ustnej i dziąseł.

Odwary podawane krowom po ocieleniu miały działać wzmacniająco. W wierzeniach ziele hyzopu jest jednym z wielu ziół święconych w dniu Matki Boskiej Zielnej. Wierzono, że hyzop ma zdolność odpędzania złych mocy i zapewniania bezpieczeństwa domownikom. Po poświęceniu ziele często suszono, a następnie przechowywano w domach. Wkładano je zazwyczaj pod strzechy lub używano do okadzania pomieszczeń, co miało chronić przed chorobami i nieszczęściami.

Hyzop lekarski to roślina o bogatym składzie, zawierająca wiele substancji czynnych odpowiedzialnych za jej właściwości lecznicze. Najważniejszy jest olejek eteryczny, który nadaje jej intensywny zapach i działa antyseptycznie, przeciwbakteryjnie oraz wykrztuśnie. Oprócz niego hyzop zawiera także garbniki, flawonoidy, kwasy fenolowe, gorycze i fitosterole. Obecna w nim marubina wspomaga wydzielanie żółci, dlatego roślina korzystnie wpływa na układ trawienny.

Obecnie hyzop ma szerokie zastosowanie zwłaszcza w medycynie naturalnej. Szczególnie dobrze sprawdza się przy chorobach dróg oddechowych. Pomaga przy kaszlu, przeziębieniu, grypie czy zapaleniu oskrzeli. Ułatwia odkrztuszanie i łagodzi podrażnienia gardła. Działa też przeciwzapalnie, przeciwwirusowo i przeciwgrzybiczo, dzięki czemu wspiera leczenie infekcji jamy ustnej, gardła oraz skóry. Hyzop stosowany zewnętrznie przyspiesza gojenie ran i drobnych uszkodzeń.

Hyzop wspomaga również trawienie. Pobudza wydzielanie soków żołądkowych i poprawia pracę jelit, pomagając przy niestrawności, wzdęciach czy zaparciach. Ma także działanie rozkurczowe, lekko obniża ciśnienie krwi i działa uspokajająco, co może pomagać przy napięciu nerwowym.

Hyzop bywa również stosowany w formie naparów i nalewek, które wspierają odporność organizmu. Regularne stosowanie może pomagać w oczyszczaniu organizmu z toksyn. Roślina ta wykorzystywana jest także w aromaterapii ze względu na swój intensywny zapach.

Poza zastosowaniem leczniczym hyzop jest również używany w kuchni. Ma intensywny, lekko korzenny smak, który dobrze pasuje do wielu potraw. Świeże liście dodaje się do twarogu, sałatek czy dań z roślin strączkowych, natomiast suszone ziele sprawdza się jako przyprawa do mięs, zup i sosów. Często wykorzystuje się go także do marynowania mięsa, zwłaszcza w kuchni śródziemnomorskiej, gdzie ceniony jest za wyrazisty aromat.

Parzyste stada

Tylu ludzi w drodze, drzewo czakr rozpięte.

Pali się wzgórze i jarzą się jamy.

Chcę mówić o tym z ziemią, pomostem i lasem,

rozpuścić złą czerwień.

Ich twarze szczegółu, ich oczko i centrum

omszałe.

Dla nich znaleźć hyzop i niską zieleń.

Pytać, aż krzew stanie w ogniu.

Monika Maciasz

W ogrodach pełni funkcję ozdobną i przyciąga owady zapylające, takie jak pszczoły. Hyzop należy do najcenniejszych roślin miododajnych. Dodatek wziątku z hyzopu poprawia walory smakowe miodu.

Zapewne teraz chyba postaram bliżej zapoznać się z tą rośliną. Może nie tylko ja...?

sobota, 18 lipca 2026

Lato, które wraca....

 Mała Dziewczynka wróciła. Tym razem nie pociągiem, nie samochodem, nie rowerem, a nawet nie pieszo zwykłą drogą. Wróciła wspomnieniami.

Pola
Rozgrzane słońcem powietrze przynosi uroki lata
jeszcze śpiewają kosy i turkawki przerywając ciszę
złocą się już zboża z pokorą pochylając kłosy
odwieczne wakacje przypominają o wdzięczności
wszak tu na ziemi nic nie jest wieczne...

Tak, tak... Jak co roku o tej porze wspomnienia znowu uchyliły sobie swoją szufladę. Rozejrzały się dookoła, zobaczyły Małą Dziewczynkę i pofrunęły ku niej. Najpierw niczym letnie, kolorowe motyle pokrążyły nad jej głową, potem przysiadły na jej  ramieniu, aby szepcząc snuć jej kolejne opowieści o miejscu, które Mała Dziewczynka od dawna nazywa swoimi wyspami szczęśliwymi. Tak, wspomnienia same wiedzą, kiedy nadchodzi właściwy moment. Zazwyczaj  nie czekają na zaproszenie. 
Może dlatego, że lato było kiedyś najpiękniejszą porą roku Małej Dziewczynki.
To właśnie wtedy świat pachniał drożdżowym ciastem, koperkiem, świeżym chlebem i kompotem z działkowych owoców. 
Także kiedyś, dawno, dawno temu o tej porze Mała Dziewczynka świętowała swoje imieniny. Miała wówczas wakacje, które jak co roku spędzała w Małym Miasteczku z Dziadkami. Ale to było kiedyś. Teraz imieniny na Mała Dziewczynka w maju. Jednak Babcia udowodniła jej, że właściwy termin przypada w maju. I spośród trzech dat wybrała właśnie tę majową. Niestety, pierwsze majowe imieniny świętowała już bez Babci. Gdyby żyła, na pewno czekałby na nią biszkopt z truskawkami i czerwoną galaretką. Dziś Mała Dziewczynka woli zieloną, ale do truskawek czerwona pasuje najlepiej.
A zatem Mała Dziewczynka wróciła.  Tym razem nie musiała kupować biletu, pakować walizki...
Wystarczył zapach pachnących floksów w wazonie, ciepły podmuch wiatru, smak ostatnich czereśni, odległy gwizd pociągu... 
Wystarczyło też, że Mała Dziewczynka wzięła kubek gorącej herbaty, usiadła w fotelu, spojrzała przez okno i wsłuchała się w cichą opowieść wspomnień siedzących na jej ramieniu. 

Floksy
W upale lipcowych dni dojrzewają do wspomnień
niepozorne baldachy kwiatków pachnących przeszłością
uporczywie wyrastają w tych samych miejscach ogrodu
i w tych samych miejscach serca
wędrują też po niebie razem z obłokami
skoro tradycja nazwała je chmurkami
nie wyobrażam sobie nieba bez nich...

I wszystko wróciło...
Mała Dziewczynka znowu wędruje polną ścieżką. Naszą Dróżką. Tak ją nazywała Babcia. Ścieżka prowadząca między polami. Najpierw w górę, potem w dół. Na szczycie dróżka stawała się też niecką. Chwilami trawy rosną tak wysoko, że Mała Dziewczynka widziała tylko niebo, które było bardziej niebieskie niż gdziekolwiek indziej. 
Wysokie trawy kołyszą się na wietrze. Nad makami i chabrami pracowicie uwijają się pszczoły, słychać świerszcze, które ledwo przebijają się przez szum wiejącego wiatru.
W oddali słychać gwizd przejeżdżających pociągów... Jeden z najważniejszych dźwięków dzieciństwa Ale czy tylko dzieciństwa? Pociągi są nieodłącznym elementem otoczenia. 
Do dziś Mała Dziewczynka nie wie, dlaczego właśnie gwizd pociągu tak mocno porusza jej serce. Może dlatego, że każdy przyjazd do Dziadków zaczynał się od podróży koleją. A może dlatego, że od dzieciństwa mieszkała i mieszka blisko torów, a dźwięk jadącego pociągu zawsze oznacza, że świat jest na swoim miejscu. I co najdziwniejsze pociągi jadące pod oknami Małej Dziewczynki, a zmierzające do Małego Miasteczka "gwiżdżą" najgłośniej....

Maki 
Pierwsze maki w ogrodach już kwitną. 
Przenoszą nas w świat dzieciństwa, które choć dawno minęło, 
to jednak pozostało w obrazach, zapachach i w sercu...

Czerwienią maków znaczone
nasze zwykłe życiowe wędrówki
naprzemiennie dotykające kłosów i chwastów
w promieniach słońca i majowych kroplach deszczu
szukające pocieszenia...

Za chwilę Mała Dziewczynka słyszy dobrze znane:
– Już jestem.
To Dziadek wraca z działki z koszem pełnym młodych ziemniaków, fasolki szparagowej, koperku, kalarepki Tak bardzo ulubionych przez jego wnuczkę. Są tam także czereśnie, porzeczki, agrest i oczywiście pachnące kwiaty dla Babci. 
Potem Dziadek z apetytem je babciną zupę gotowaną na piecu. Mała Dziewczynka odstawia szybko własną  "dziecięcą" zupkę. Jak zawsze ku zdziwieniu Babci woli podejść do Dziadka i zapytać, czy może jeść z nim. Mała Dziewczynka bardzo przecież lubi ugotowany na prędce kapuśniak z młodej kapusty, pełen ziemniaków, marchewki, zieleniny i mięsa. Dziadek z uśmiechem sadzał wnuczkę obok siebie. I tak oboje pałaszowali "dorosłą" zupę, na przemian z pajdą świeżego chleba z masłem i solą..
Ale to już wszystko tutaj było...
Ileż to wspomnień mogłabym jeszcze tutaj ponownie przywołać? O tylu przecież już pisałam...
Świat dzieciństwa... Zawsze wówczas wydawało mi się , że otaczający ją świat jest ogromny, a jednocześnie potrafi się zmieścić w jednej przeżywanej chwili. 
Teraz wiem, że to tylko wspomnienie.  Jednak jest tak prawdziwe, że wystarczyłoby wyciągnąć rękę, by dotknąć ciepłej dłoni Babci.

Dróżki
Lata i słonecznych rowów uczepione
nucą swoje pieśni od lat te same
tu jest ich dom i tu jest ich miejsce
w środku serca oddychającego tą samą miłością...
wiersze i obrazy Basi Wójcik 
tytuły wierszy moje.... 

Przywoływane w myślach obrazy, dźwięki, zapachy... są czymś, czego nikt nam nie zabierze. To powrót do przeszłości, chwil, wydarzeń, ludzi. do nas samych... 
Wspomnienia przywracają wspaniale momenty w naszym życiu, ale jednocześnie nie pozwalają zapomnieć o tych przykrych. Te trudne, bolesne potrafią wywoływać przygnębienie   i smutek. Te przyjemne, dobre, ciepłe wzmacniają nas. Dlatego im warto poświęcać czas. Czasem wspominanie dobrych chwil może uczynić nas szczęśliwszymi w teraźniejszości. 
Nie bez powodu Harlan Coben ujął tę prawdę w pięknych słowach: „Wspomnienia są jak gwiazdy – nie gasną, choć czasem są zakryte chmurami".

sobota, 11 lipca 2026

Tam, gdzie płynie tęsknota

RZEKA
Lubię wieczorem siąść nad rzeki brzegiem,
Mając nad głową bezmiary niebiosów,
Biegnąć myślami za jej wiecznym biegiem
I słuchać duszą jej tajemnych głosów,
Bo wtedy twarz swą wychylają z ciemnic
Prawdy strzeżone pieczęcią tajemnic.

Oto mej duszy opowiada rzeka,
Że niema czasu i niema przestrzeni,
Że choć jej fala płynie i ucieka
I wiecznym ruchem przy brzegach się pieni,
O każdej chwili i o każdej dobie
Jest w jednem miejscu i trwa sama w sobie.

W szmerze jej fali dzwoniącej odjazdy
Słyszę swą duszą wszystkie głosy świata:
Ptaka, tygrysa, człowieka i gwiazdy,
Śmieje się szczęście i jęczy zatrata
I w tem rozpięciu głosów niezmierzonem
Wszystko jest jednym, wiekuistym tonem.

Taka jest bowiem prawda wszechistnienia,
Że jak tęsknota mieści się w tęsknocie,
Tak nic nie mija i choć formy zmienia
Trwa samo w sobie, wieczne w swej istocie
I tak niezmienne jest jako ta rzeka,
Choć każda falą ku morzu ucieka.
Henryk Zbierzchowski 
Dawno nie pisałam o książce, którą przeczytałam. Czytam ich dużo, ale jakoś ostatnio żadna nie wywarła na mnie aż takiego wrażenia, aby poświęcić jej moją opowieść. 
Ale w końcu się taka pojawiła. Tą niezwykłą pozycją, jest "Śmierć pięknych saren" którą napisał Ota Pavel.
Dopiero po jej przeczytaniu trafiłam na informację, że Mariusz Szczygieł mówił o niej, że jest „najbardziej antydepresyjna książką na świecie”.
Z początku zabrzmiało to trochę zaskakująco zwłaszcza, że wcześniej poznałam okoliczności, w jakich powstała. Ota Pavel to czechosłowacki korespondent sportowy, a także autor reportaży i opowiadań. Był synem Żyda i katolickiej Czeszki. Jako dziecko był świadkiem holokaustu. Ta trauma z dzieciństwa sprawiła, że w wieku 34 lat zapadł na chorobę psychiczną, a jedną z form terapii było spisanie swoich wspomnień. Niestety, nie pomogło mu to pokonać choroby.
Ale po zastanowieniu przyznaję rację Mariuszowi Szczygłowi. Ota Pavel  pozostawił nam niezwykłą i wzruszającą książkę. Pięknie łączy w niej humor, mądrość, nostalgię, smutek i nadzieję. To książka, którą czyta się jak stare rodzinne wspomnienie. Wspomnienie, do którego wraca się myślami w spokojne, leniwe popołudnie. Jest w niej ciepło dzieciństwa, bliskość domu, wakacje.... Po prostu świat, który był prostszy, wolniejszy, bardziej oswojony... To opowieść o codzienności, drobnych radościach i chwilach, które dziś wydają się tak odległe, że niemal nieprawdopodobne. Jednak mimo to trwają w pamięci jak jasne czasem wyblakłe fotografie.
Autor prowadzi czytelnika ścieżkami wspomnień bez pośpiechu. Każda historia jest niczym opowieść snuta przy rodzinnym stole z uśmiechem i lekkim wzruszeniem. Widać tu świat oglądany oczami dziecka. Świat pełen zachwytu nad przyrodą, nad ludźmi, nad drobnymi cudami codzienności... Nad tym wszystkim co wtedy było oczywiste, a co dziś budzi tęsknotę.
Najbardziej zapada w pamięć postać ojca. Jest ona barwna, pełna energii i wiary w życie. To człowiek obdarzony fantazją, humorem i niegasnącym optymizmem. Pełen miłości do handlu, wędkowania i rodzinnych wypraw. Człowiek, który potrafi nadać sens nawet najzwyklejszym dniom. Jest kimś, kto swoją obecnością potrafi rozjaśnić świat, wywołać uśmiech a nawet śmiech.
Ota Pavel pisze prostym, gawędziarskim językiem, który sprawił, że poczułam się zaproszona do tego wspólnego wspominania.
Dużą rolę w książce odgrywa natura. Jakże bliska, żywa. Las i rzeka są przestrzenią wolności, przygody, dziecięcej beztroski, harmonii... To właśnie tam rodzą się najpiękniejsze wspomnienia. 
Dla mnie to wszystko było, ale i nadal jest symbolem utraconej prostoty i niewinności. Czegoś czystego i kruchego, co na zawsze zapisało się nie tylko w sercu autora. Bo wędrując przez sielankowe obrazy czeskosłowackich rzek, lasów i miasteczek poczułam w sobie spokój, czułość i tęsknotę. Jakby czas na chwilę się zatrzymał, a ja znowu byłam w dawnej Czechosłowacji, chociaż późniejszej niż w opowieści autora. Każde zdanie niosło ze sobą nostalgię. To jednak nie był ból straty, ale świadomość, że takie chwile zdarzają się tylko raz i pozostaną już wyłącznie w pamięci. To także tęsknota za  tą dawną beztroską i niewinnością, któryc nie da się już odzyskać.
Spróbuj opiewać okaleczony świat.

Pamiętaj o długich dniach czerwca
i o poziomkach, kroplach wina rosé.
O pokrzywach, które metodycznie zarastały
opuszczone domostwa wygnanych.

Musisz opiewać okaleczony świat.

Patrzyłeś na eleganckie jachty i okręty;
jeden z nich miał przed sobą długą podróż,
na inny czekała tylko słona nicość.
Widziałeś uchodźców, którzy szli donikąd,
słyszałeś oprawców, którzy radośnie śpiewali.

Powinieneś opiewać okaleczony świat.

Pamiętaj o chwilach, kiedy byliście razem
w białym pokoju i firanka poruszyła się.
Wróć myślą do koncertu, kiedy wybuchła muzyka.
Jesienią zbierałeś żołędzie w parku
a liście wirowały nad bliznami ziemi.

Opiewaj okaleczony świat

i szare piórko, zgubione przez drozda,
i delikatne światło, które błądzi i znika
i powraca.
Adam Zagajewski
I chociaż opowieść wypełnia ciepło i humor, to w tle pojawiają się również chwile smutne i dramatyczne, które przypominają, że świat dzieciństwa nie był całkowicie wolny od cierpienia. Autor wspomina o doświadczeniach trudnych, naznaczonych historią i losem, ale czyni to z taką delikatnością, że nawet te bolesne fragmenty nie odbierają książce jej jasnego tonu. A może właśnie obecność tych dramatów sprawia, że wspomnienia stają się bardziej autentyczne, prawdziwe, realne? Bo tak jak w naszym życiu obok radości pojawia się czasem lęk, a obok beztroski także chwile niepewności.
Jednak nad całą opowieścią unosi się przede wszystkim tęsknota. Tęsknota nie tylko za własnym dzieciństwem, lecz za światem, który bezpowrotnie przeminął. Tęsknota za czasem, gdy relacje były bliższe, a rytm życia wyznaczały pory roku, nie pośpiech i obowiązki.
Czytając te wspomnienia miałam wrażenie, że starałam się uchwycić coś ulotnego, dawno już utraconego. Przez cały czas lektury otulała mnie nostalgia, niczym ciche westchnienie nad tym, jak szybko przemija to, co najpiękniejsze.
Ta tęsknota rodzi się także z kontrastu między przeszłością a teraźniejszością. Im bardziej współczesny świat wydaje się pośpieszny i pełen niepokoju, tym silniej odczuwa się pragnienie powrotu do tamtej ciszy, do prostych rozmów i wspólnych wypraw nad rzekę, do lasu... Wspomnienia z dzieciństwa mają w sobie coś bezpiecznego i niezmiennego. Są tak jakby schronieniem, do którego można wrócić, gdy codzienność staje się zbyt wymagająca.
Ota Pavel pokazuje, że przeszłość nie wraca, ale może trwać w opowieści, naszej pamięci Dzięki temu książka zostawia po sobie łagodną, kojącą tęsknotę za dawnymi czasami, za bliskością ludzi i natury, za dzieciństwem... Wszystko to żyje już tylko we wspomnieniach.
To książka, która długo wybrzmiewa w ciszy po ostatniej stronie, zmuszając do refleksji nad pamięcią i kruchością ludzkiego szczęścia.
"Śmierć pięknych saren" to obraz świata, do którego nie da się wrócić, ale który można jeszcze raz przeżyć. Można ocalić jego najpiękniejsze chwile otwierając książkę i pozwalając sobie na chwilę zadumy.
Dar
Dzień taki szczęśliwy,
Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
Co przydarzyło się złego zapomniałem.
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem, kim jestem.
Nie czułem w ciele żadnego bólu.
Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.
Czesław Miłosz

sobota, 4 lipca 2026

Czasem o tym cicho sza....

Z lękiem pod rękę
Nie bój się świata, twoje jest życie,
choć czasem wchodzisz w relacje przykre,
swojego lęku nie chciej zakrzyczeć,
spróbuj zrozumieć a wtedy zniknie.

Ten strach co w tobie, nie zleciał z nieba,
jest tam od zawsze na przekór wrogom,
przed zagrożeniem ma cię ostrzegać,
lecz mu nie pozwól zawładnąć sobą.

Gdy zdominuje, w panikę myśli
lecąc, pod pręgierz postawią miłość,
a ona przecież dla życia wszystkim,
bo napędową jest jego siłą.

Kochaj, a wtedy nic nie jest strasznym,
obcując z życiem w siebie się wsłuchaj,
bo ono ponoć jest dla odważnych,
więc żyj na co dzień pogodą ducha.
znalezione w Internecie
Ostatnio pisałam o różnych dziwactwach. Dzisiaj temat trochę podobny, ale nie do końca. I zapewne powtórzę co nieco z tamtej opowieści. OoKażdy z nas ma to swoje “coś”, czego boi się w większym stopniu, niż inni. "Coś", co nie chce opuścić jego myśli. "Coś", co go męczy, nie daje spokoju.
To fakt. Nie sądzę, aby były wyjątki. Może tylko nikt się do tego nie przyznaje, podobnie jak i Mała Dziewczynka do swoich niektórych strachów, bo nikt ich nie rozumie....
Boimy się być wyśmiani, czy też negatywnie oceniani. Unikamy za wszelką cenę stresujących sytuacji, pomimo, że często wiążą się z różnymi  konsekwencjami.
Od zawsze Mała Dziewczynka po kilka razy wszystko sprawdza, nawet jak już sprawdzone było. Sprawdza czy zamknęła okna, czy wyłączyła gaz, komputer, czy ma wszystko w plecaku... A na końcu, czy zamknęła mieszkanie. Kiedy zamyka drzwi, robi to w określonej kolejności i sprawdza, czy rzeczywiście drzwi są zamknięte. A na koniec musi sobie powiedzieć: ”drzwi zamknięte”. W przeciwnym wypadku wraca się, aby sprawdzić.
Na studiach Mała Dziewczynka czasem wracała do domu, bo nie była pewna czy wyłączyła lokówkę. Pamiętała, że stała przed lustrem i podkręcała włosy, jednak nie była pewna czy odłączyła ją od prądu. Niestety telefonu w domu wówczas nie było. Oczywiście  niepotrzebnie się tak denerwowała, wracała... Ale spokój myśli był najważniejszy
Mała Dziewczynka zazwyczaj chodzi i jeździ tymi samymi ścieżkami. Jak jest zmęczona lub zamyślona potrafi pojechać jeden przystanek za daleko albo pójść tam gdzie nie trzeba, a gdzie zazwyczaj bywa...  .
Zapewne większości osób zdarzyło się odczuwać stres przed wystąpieniem publicznym. Czy to w szkole przed prezentacją na forum klasy, czy też w pracy przed większą liczbą współpracowników. A co dopiero przed osobami nieznajomymi. To zrozumiałe, że można nie przepadać za byciem w centrum uwagi. Jest to całkowicie naturalne. Jednak Mała Dziewczynka od zawsze nienawidzi takich wystąpień, nawet w gronie osób znajomych.
I co najdziwniejsze Mała Dziewczynka przez kilka dobrych lat pracowała jako nauczycielka w szkole i bardzo to lubiła. Jak więc wytłumaczyć ten lęk przed innymi wystąpieniami?
Powszechnie wiadomo, że Mała Dziewczynka nigdy nie lubiła sprzątać.  Ale z drugiej strony lubi, jak wszystko leży na swoim miejscu.  Jednak to nie oznacza, jak to jest u innych, że w mieszkaniu u Małej Dziewczynki bardziej się sprząta, niż się w nim mieszka. Każda rzecz ma swoje miejsce, w którym leży gdy jej Mała Dziewczynka akurat nie potrzebuje. Gdy wszystko jest na swoim miejscu, nie musi szukać, gdzie to jest. To pozwala jej oszczędzić czas i wykorzystać go na to, co się liczy. Ale niestety.... Małej Dziewczynce zdarza się położyć coś tylko "na chwilę", tam gdzie nie trzeba. A potem....
Stary Giewont na Tatr przedniej straży
Głową trąca o lecące chmury -
Czasem uśmiech przemknie mu po twarzy,
Czasem brwi swe namarszczy ponury
I jak olbrzym w poszczerbionej zbroi
Nad kołyską ludzkich dzieci stoi.

Przez ciąg wieków wznosi dumne czoło
I wysuwa pierś swą prostopadłą,
Patrząc z góry na wieśniacze sioło,
Co pokornie u nóg jego siadło.
Przez ciąg wieków straż swą nad nim trzyma
Z troskliwością dobrego olbrzyma.

Wypiastował już pokoleń wiele,
Które wieczny związek z nim zawarły,
Z nim złączyły swe losy i cele,
Przy nim żyły i przy nim pomarły,
Nawet myślą spod jego opieki
Nie wybiegłszy nigdy w świat daleki.

Wypiastował cały ród górali -
On ich widział, gdy dziećmi radośnie
U stóp jego bawiąc się pełzali,
Widział młodzież, jak mu w oczach rośnie,
Jak się krząta koło swego plonu,
Widział potem starców w chwili zgonu.

Zna więc dobrze bieg ich trwania krótki,
W ciasnym kółku zamknięte nadzieje,
Ich radości, pragnienia i smutki,
Co ich boli, co im piersi grzeje;
Zna zabiegi i spory gorące
O kęs ziemi na polach lub łące.

On się przyjrzał kolejom powszednim
I był sędzią już niejednej sprawy...
Nieraz w nocy rozegrał się przed nim
Jaki dramat posępny i krwawy -
Widział różne skryte ludzi czyny,
Widział cnoty, widział także winy.

Lecz choć czoło chmurami powleka,
Zbyt surowo nikogo nie sądzi,
Bo zna dolę biednego człowieka,
Który idąc na oślep zabłądzi
I o głodzie wzrok obraca chciwy
Na żyźniejsze swych sąsiadów niwy.
Raczej czuje dla tej biednej rzeszy
Wielką litość w piersi swej kamiennej;
Od kolebki bawi ją i cieszy,
Z każdą chwilą biorąc strój odmienny,
Przed jej okiem stroi się i wdzięczy,
Pożyczając wszystkie barwy tęczy.

Dla niej wstaje w gęstej mgły zasłonie,
Którą z wolna zrzuca z ramion we dnie,
Dla niej w wieczór cały ogniem płonie
I szarzeje, mroczy się i blednie,
Zawieszając księżyc w swojej szczerbie,
Jakby srebrną Leliwę miał w herbie.

Dobry olbrzym! Troszczy się o ludzi,
Co się jego powierzyli straży -
Śpiące dusze z odrętwienia budzi
I piękności poczuciem je darzy,
I rozrzuca nad dzieciństwa nocą
Pierwsze blaski, które życie złocą.

Tak jak w baśni: kocha się w pasterce
Dobry olbrzym i dobiera kluczy,
By otworzyć na wpół dzikie serce;
Tak jak w baśni: swych tajemnic uczy,
Uczy znosić ciężkie losu brzemię
I miłować swą rodzinną ziemię. 
ADAM ASNYK
Kolejna "sprzeczność". Mała Dziewczynka odczuwa lęk przed wejściem na drabinę, strome schody...
Zawsze jednak, gdy jest wybór morze czy góry, to chociaż nad morzem potrafi być pięknie, to zazwyczaj wybierze góry. Jednak i tam Małej Dziewczynce zdarzały się napady lęku. Doskonale pamięta swoją wycieczkę na Giewont, gdy jako nastolatka bez problemu pokonała całą trasę.  No prawie. Tuż przed kamienistym szczytem zatrzymała się i na wierzchołek z krzyżem już nie dotarła. Chociaż miała już go dosłownie na wyciągniecie ręki.  Próbowała, ale tak po prostu ją zablokowało. I dobrze, bo jak by ruszyła na szlak z łańcuchami, to wówczas byłby problem, jak to jest w przypadku niektórych turystów.  Dlatego jeśli szlak jest trudny, kamienisty, z łańcuchami i nie daj Boże z kładkami nad przepaściami to Mała Dziewczynka tam się nie pcha.... A góry nawet wysokie, ale z łatwiejszymi szlakami kocha i z nich nie zrezygnuje.
I co najdziwniejsze Mała Dziewczynka lubi patrzeć na świat z góry, bo im wyżej tym piękniej. Wszak wiadomo, że codziennie patrzy też na niego ze swojego ostatniego piętra.
Jak więc to możliwe, że Mała Dziewczynka boi się wchodzić po stromych schodach, a z drugiej strony kocha patrzeć na świat z góry?
Jest jeszcze jeden lęk, który od zawsze towarzyszy Małej Dziewczynce. Ale o nim cicho sza...  Niewiele osób go rozumie, uzna za przesadę, fanaberię.... 
Po cichu
po wielkiemu cichu
idu sobie ku miastu na zwiadu
idu i patrzu

Na ulicach cichosza
na chodnikach cichosza
nie ma Mickiewicza
i nie ma Miłosza

Tu cichosza tam cicho
szaro brudno i zima
nie ma Słowackiego
i nie ma Tuwima

Na ulicach cichosza
na chodnikach cichosza
nie ma Mickiewicza
i nie ma Miłosza

Tu cichosza tam cicho
szaro brudno i zima
nie ma Słowackiego
i nie ma Tuwima

Po cichu
po wielkiemu cichu
idu sobie i idu i idu
i patrzu i widzu

W rękach w głowach cichosza
w ustach w oczach cichosza
nie ma samozwańców
i nie ma rokoszan

Tu cichosza tam cicho
szaro brudno i śnieży
nie ma kosmonautów
i nie ma papieży

Na ulicach cichosza
na chodnikach cichosza
nie ma Mickiewicza
i nie ma Miłosza

Tu cichosza tam cicho
szaro brudno i śnieży
nie ma kosmonautów
i nie ma papieży

Tu cichosza tam cicho
i wogóle nic ni ma
wiosna to czy lato
jesień albo zima
Grzegorz Turnau

sobota, 27 czerwca 2026

Nie taki straszny jak go malują...

Dzisiaj o roślinie, której nie podejrzewalibyśmy w dzieciństwie za godną uwagi. Uwagi ze względu na swoje właściwości. Bo oczywiście wystrzegaliśmy się jej chyba bardziej niż pokrzywy. Kontakt z nią był również bardzo bolesny. Obie te rośliny, chociaż cenne z drugiej strony, zaliczaliśmy do nieprzyjaznych, uciążliwych... 
Bohaterem opowieści jest oset, który niemiło kojarzy się nam z dzieciństwa. Bo jak można było go uniknąć, gdy boso biegaliśmy po łące, przedzieraliśmy się przez chaszcze bawiąc się w podchody... Wówczas to każda kłująca roślina o fioletowych kwiatach była dla nas ostem. Nic dziwnego. 
"Lud nie odróżnia właściwie dokładnie rozmaitych gatunków Cirsium mających nazwę botaniczną ostrożeń oraz także różne odmiany Carduus – oset, ale wszystkie te rośliny nazywa ostami. Także w glossach staropolskich oset jest ogólną nazwą, która bywa odnoszona do obu rodzajów tak Cirsium, jak Carduus"
Oset

Przy ostach
nie mówcie mi
o róży głupiej
czerwonej gębie

oset
filozof prawdziwy
drogi życia
obserwuje
w kurzu opończy

tworzy
wspaniałą dekorację
pielgrzymek

W secesji
zrobił pewną karierę
niestety
źle pojęty
wycofał się

z powrotem
na suche wyżyny
....
cd poniżej
Oset występuje w Biblii jako symbol świata poza rajem. Dlatego w symbolice ogrodów klasztornych oznaczał również Ewę. Oset i cierniste krzewy są symbolem kary Bożej. Księga Rodzaju 3:18 mówi, że z powodu grzechu nieposłuszeństwa Adama, czyli zerwania jabłka z drzewa poznania dobra i zła, ziemia wyda mu ciernie i osty.
Przekazy ludowe podają, że Pan Bóg stworzył ostrożeń na pożytek ludziom. Jednak diabeł na złość Panu Bogu chciał tę roślinę zniszczyć. Postanowił więc zgryźć korzeń rośliny. Zapomniał jednak, że korzeń jest twardy. Dlatego wyłamał sobie przez to przedni ząb i na zawsze został już szczerbatym.
Nic więc dziwnego, że ludzie właśnie przez ten korzeń roślinę nazwali czartowym żebrem. Można jeszcze spotkać nazwy: oścień, oset, ostrożeń, ostrzeń, sierpak, rogowicz, nasienie diabelskie, kolcowe ziele, czarownik, ziele czarownicy, rapach, czartopołoch, drapacz łąkowy, jachłopak, oset warzywny, ostrożeń żółtawy, popłoch, pietra ziele, carskie ziele, strachopłoch.
Oset stał się symbolem Szkocji za panowania Aleksandra III. Legenda głosi, że armia króla Norwegii Haakona, zamierzająca podbić Szkotów, wylądowała w nocy na Wybrzeżu Largsa, aby zaskoczyć śpiących Szkotów. Aby poruszać się w ciszy pod osłoną ciemności, żołnierze zdjęli buty. Jednak jeden z ludzi Haakona stanął gołą stopą na jednym z tych kolczastych kwiatów i krzyknął z bólu. Tym samym ostrzegł Szkotów przed nadciągając wrogiem. Szkoci wygrali tę bitwę.
Oset jest ważnym szkockim symbolem. W 1687 r. utworzono między  The Most Ancient and Noble Order of the Thistle. Na tym orderze widnieje oset oraz łacińska sentencja: Nemo Me Impune Lacessit – „nikt nie prowokuje mnie bezkarnie”.
...
dziś
od księży wiodących
pielgrzymki
nauczył się
sztuki gestu

stał się
najgłebszym z chwastów
postać swą
na grunty dramatyczne
kamieniste
przenosi

przez ludzi
nie zrozumiany
piękno swe
drapieżne i świetliste
w mroku ukazuje

gniewny i skrzydlaty
aniołów jest
nowoczesnych
najwspanialszym wzorem
Jerzy Harasymowicz
Ostropest plamisty (Silybum Marianum)
To roślina należąca do rodziny astrowatych. W stanie naturalnym występuje w basenie Morza Śródziemnego, na Maderze i Wyspach Kanaryjskich, w północnej Afryce, Indiach, Pakistanie.
Był już znany już w starożytności. Jednak największą popularnością cieszył się w wiekach średnich. Nadano mu nazwę "oset Najświętszej Marii Panny”. Jak jak głosiła legenda - w czasie karmienia Dzieciątka Jezus parę kropli mleka spadło na liście tej rośliny i pozostawiło na nich mlecznobiałe plamy.
W starożytności wspominali o nim Dioskurydes oraz Pliniusz Starszy.
W dawnych czasach ostropest był też uprawiany jako warzywo.
W skład ostropestu plamistego wchodzi wiele składników, które korzystnie wpływają na organizm człowieka. Szczególnie istotna w medycynie jest sylimaryna, będąca kompleksem substancji mających silne właściwości antyoksydacyjne.
Ostropest plamisty jest popularnym ziołem wspomagającym pracę wątroby i procesy trawienne.Badania naukowe potwierdziły, że jest on przede wszystkim doskonałym lekiem na schorzenia wątroby. Pozwala regenerować ten narząd po ostrych i przewlekłych zatruciach alkoholem, lekami, grzybami, w przewlekłych chorobach wirusowych.
Ostropest plamisty wspomaga także leczenie dolegliwości związanych z podróżowaniem, czyli choroby lokomocyjnej oraz choroby morskiej. Jest także wsparciem przy migrenach. Pomaga zmniejszać krwawienia.
No i pomaga przy odchudzaniu...
Górski oset
Na szczycie górski oset, ta rycerska róża,
Jak polip, srebrną piersią objął ciepłe wzgórza.
Promieniami wrósł w ziemie.
Wichry go nie wytną.
To wizerunek słońca
I order za szczytność.
MARIA PAWLIKOWSKA-JASNORZEWSKA
Ostrożeń warzywny (Cirsium oleraceum)
Niestety ze względu na ocieplający się klimat, coraz częstsze susze  na łąkach coraz rzadziej się go spotyka. A jeszcze nie tak dawno nasze babki wybierały się na łąki i zbierały tą roślinę.  Jeszcze świeże rozkładano w zacienionym i przewiewnym miejscu. Po wysuszeniu wkładano do płóciennych worków. Ostrożeń warzywny stosowano do leczenia różnych dolegliwości:
reumatyzmu, dny, przewlekłych chorób skóry... Kąpiel z odwarem tej rośliny daje ulgę w AZS, egzemie, grzybicy, trądziku, świądzie, poparzeniach słonecznych  i wszelkich wypryskach ropnych na skórze.
Ma też właściwości odtruwające, żółciotwórcze i żółciopędne. Chroni wątrobę. Wpływa ochronnie na nerki i wzmaga wydzielanie moczu. Pomaga w leczeniu alergii, ponieważ posiada zdolność hamowania w organizmie mediatorów stanu zapalnego.
Dawniej uważano, że jest to także bardzo wartościowe warzywo (stąd też jego nazwa gatunkowa rośliny). Jego kruche, młode listki były chętnie stosowane kuchni.  Zwykle przyrządzało się z nich surówki, dodawano do zup...
Ostrożeń polny (Cirsium arvense)
Jest równie pospolity w Polsce jak ostrożeń warzywny. Rośnie na pastwiskach, polanach, przy drogach.... W uprawach rolnych jest jednak uciążliwymchwastem. Zagraża plonom i mocno utrudnia ich zbiór.
Roślina ma jednak działanie odtruwające i moczopędne. Hamuje krwawienia. Posiada właściwości wzmacniające i odżywcze. Przyśpiesza przemianę materii, wspomaga procesy odchudzania. W medycynie ludowej ziele polecane także w leczeniu chorób skóry, w tym alergicznych.
Kwiatów ostrożenia polnego używano dawniej do barwienia jedwabiu na kolor fioletowy.
Oset, pokrzywa, łopuch, belladonna
Mają przyszłość. Ich są pustkowia
I zardzewiałe tory, niebo, cisza.
Kim będę dla ludzi wiele pokoleń po mnie
Kiedy po zgiełku języków weźmie nagrodę cisza?
Miał mnie odkupić dar układania słów
Ale muszę być gotów na ziemię bez-gramatyczną.
Z ostem, pokrzywą, łopuchem, belladonną,
Nad którymi wietrzyk, senny obłok, cisza.
Czesław Miłosz
W kulturze oset bywa wiązany z osłem. Wincenty Kadłubek ukuł aforyzm „Osłu lepiej smakuje oset niż sałata”.  A zakątek Kłapouchego z książek o Kubusiu Puchatku jest nim porośnięty.
Któż mógłby się spodziewać, że taka groźnie wyglądająca roślina, jaką jest oset skrywa w sobie tak wiele ciekawostek.
A i tak dla większości z nas te różne gatunki roślin będziemy nadal traktować jako po prostu ,,oset”.