sobota, 28 lutego 2026

Szafa pełna wspomnień

Pamiątki
Niebieskie oczy, krągłe paciory,
kąpane w niebie w dawne wieczory,
leżą w komodzie, w starej szufladzie -
kurz na nie pada, warstwą się kładzie...
Pocałowania, słodkie pieszczoty,
pachnące jeszcze wonią tęsknoty,
z dala od ludzi, z dala od zgiełku,
na dnie szuflady więdną w pudełku. -

I nic już więcej, tylko dwie róże,
i jedno słowo złote i duże,
zwinięte w papier leży w ukryciu -
może się przydać jeszcze raz w życiu.
Maria Pawlikowska- Jasnorzewska
Ostatnio robiłam porządki w szafie. Z ciężkim sercem, ale jednak w końcu zdecydowałam się na wrzucenie pewnych ubrań. Nowych przybywa, jednak starych trudno było się pozbyć, zwłaszcza ze względu na sentyment do nich. Wiadomo przecież, że Mała Dziewczynka już tak ma. Z każdą rzeczą, która przypomina jej o przeszłości trudno jest się rozstać. Ale jeżeli już taka decyzja zapadnie, to odwołania nie ma. Mała Dziewczynka nie lubi odkładać niczego na później.
Jednak stos ubrań do wyrzucenie leży nadal w mieszkanku na ostatnim piętrze. Problem z oddawaniem starych ubrań nie wynika braku chęci, lecz z braku realnego dostępu do miejsca, w którym można je zostawić. Kontenery, które kiedyś stały niemal na każdym osiedlu, dziś zniknęły.  Znajdują się jednak w odległych punktach miasta, tam, gdzie wygodnie jest firmom je obsługiwać. Dla mieszkańców, zwłaszcza starszych, słabszych fizycznie, niezmotoryzowanych, są już problemem, barierą praktycznie nie do pokonania... Torba pełna ubrań waży, droga często wiedzie przez ruchliwe ulice, wymaga przesiadek. Nie każdy ma siłę i zdrowie, by podjąć taki wysiłek.
Sytuacja ta pokazuje, jak bardzo brakuje spójnego, przyjaznego mieszkańcom systemu odbioru tekstyliów. Władze lokalne i organizacje pozarządowe tłumaczą się kosztami, problemami z utrzymaniem kontenerów i koniecznością ograniczania miejsc, w których często dochodziło do podrzucania śmieci. Jednak skutki tych decyzji najbardziej odczuwają osoby, które chciałyby postępować odpowiedzialnie, ale teraz zwyczajnie nie mają jak. Dlatego niekiedy jedyną opcją staje się wyrzucenie ubrań do zwykłego śmietnika. Nie jest to spowodowane lenistwem,  bezradności.
To paradoks naszych czasów: zachęca się ludzi do dbania o środowisko, do segregowania odpadów i wspierania potrzebujących, ale jednocześnie nie tworzy im się warunków, w których mogą to zrobić bez nadmiernego wysiłku. Dlatego problem z wyrzucaniem lub oddawaniem ubrań wcale nie dotyczy tylko troski o porządek w domu. To szersza, systemowa trudność, która dotyka zwłaszcza tych, którzy najbardziej potrzebują prostych i dostępnych rozwiązań.
Może kiedyś ktoś zrozumie, że dobre chęci to za mało. Trzeba stworzyć realne możliwości wszystkim...
A póki co Mała Dziewczynka wciąż czeka, aż jej ciężka torba wreszcie będzie mogła trafić tam, gdzie naprawdę powinna.
Zbieraj diamenty, zamiast kamieni
Trudno jest nosić ciężki nadbagaż
Kamień się raczej w diament nie zmieni
Po co się z życiem tak bardzo zmagać?

Wybieraj mądrze, co wartościowe
Co chciałbyś na codzień z ochotą nieść
Załóż na nos okulary różowe
Doceniaj chwile, wszystkim się ciesz.

Napełnij się życiem, miłością i pięknem
Otocz się wartościowymi skarbami
Przemieniaj wszystko co ziemskie w święte
Poszukaj prawdy ponad myślami .

Wypuść kamienie by mieć puste ręce
Zrób miejsce na drogocenne diamenty
Trudno coś chwycić gdy są zajęte
Odnajdź bogactwa stan niepojęty.”
K J Drozd
Mała Dziewczynka wie, że powinna wyrzucić jeszcze  inne rzeczy, nie tylko ubrania.
Każdy z nas tak ma. I chyba tak do końca nie są to przedmioty aż tak niepotrzebne, skoro trudno nam je wyrzucić. I nie mam tu na myśli "przydasi". Do pewnych rzeczy mamy po prostu sentyment.
Patrząc na te rzeczy, zdajemy sobie sprawę, że to nie przedmioty są problemem, lecz nasze przywiązanie do nich. Staramy się przechować w nich samych siebie, nasze wspomnienia...
Każda taka szafa jest jak kapsuła czasu. W jej zakamarkach kryją się chwile, które już dawno uleciały, a jednak wierzymy uparcie, że trwają w tych przedmiotach. W wyszczerbionej filiżance po babci, w starym szaliku, który nosił ktoś, kogo już nie ma, w kartce pocztowej, której treść dawno przestała być aktualna, ale ręka, która ją pisała, żyje w literach.
I Mała Dziewczynka ma takie rzeczy. Pisałam już o tym TUTAJ 
Każda półka w szafie skrywa  zatrzymany, milczący, ale jakże wymowny czas. Niektóre przedmioty milczą o radości, inne niosą w sobie cień smutku...
Otwierając drzwi szafy czasem mamy wrażenie, jakbyśmy zaglądali w lustro. Lustro, które odbija nie nasz dzisiejszy obraz, ale nas samych sprzed lat. Oto książka, której nie dokończyliśmy czytać, a której pewnie dzisiaj już byśmy nie przeczytali. Oto sukienka, w której lata temu ktoś zatańczył na czyimś weselu, a która już wyszła z mody. Oto gazeta z ubiegłego wieku, która nie ma odwagi skończyć w koszu na śmieci, bo jednym z artykułów przypomina o czymś ważnym...
Trzymamy te rzeczy, bo tak naprawdę trzymamy samych siebie. Tych dawnych, młodszych, czasem, niedoskonałych i zagubionych, ale jakże prawdziwych. Boimy się, że jeśli te rzeczy znikną, to my również znikniemy kawałek po kawałku. A przecież gdybyśmy spalili każdy list, wyrzucili wszystkie inne pamiątki, to wspomnienia i tak zostaną w nas. Jednak zapewne będzie to boleć bardziej.
Każde wyrzucenie takiej rzeczy jest więc jak ciche rozstanie z dawną sobą. Jednak kryje się w tym też szansa, aby zrobić miejsce na to, co nowe, które również stanie się tym naszym. I może właśnie dlatego warto czasem zamknąć drzwi szafy, odetchnąć głęboko, otworzyć się na nowe i pozwolić sobie pójść dalej....
Czasem jednak wyrzucone przedmioty wracają poprzez żal, że ich już nie ma. I ta ich nieobecność jest bardziej męcząca, niż myśli o konieczności ich wyrzucenia.
I kiedyś, gdy ktoś inny otworzy te drzwi po nas, znajdzie tam nie tylko przedmioty, lecz także echo naszych dawnych działań, emocji, marzeń, które przetrwały w nich dłużej niż my sami.
Być może uśmiechnie się pod nosem, odkrywając historię ukrytą w zapisanym kalendarzu, kartce pocztowej, czy wyblakłej fotografii. Znajdzie historię, która mimo upływu lat wciąż potrafi poruszyć czyjeś serce.
A może po prostu wyrzuci wszystko i nawet nie spróbuje doszukać się w nich czegoś więcej. I to boli już teraz.

Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,
Choć macie sami doskonalsze wznieść:
Na nich się jeszcze święty ogień żarzy,
I miłość ludzka stoi tam na straży,
I wy winniście im cześć!
ADAM ASNYK

A Mała Dziewczynka? Może w końcu zrozumie, że nie musi wszystkiego zostawiać ani wszystkiego wyrzucać. Że ma wybór. Może zachować to, co niesie ciepło, i uwolnić to, co już tylko ciąży. A kiedy któregoś dnia znów otworzy swoją szafę, zobaczy nie tylko przedmioty, lecz także miejsce na nowe rzeczy, nowe wspomnienia... Bo szafa, szuflada pełna pamiątek jest bliska sercu, ale równie piękne może być miejsce, które dopiero czeka na zapisanie nowymi historiami....
I może właśnie o to chodzi, aby czasem nie bać się wyrzucić to co stare i niepotrzebne. Aby otworzyć się na nowe...
Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe,
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę

Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą:
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą!
ADAM ASNYK

sobota, 21 lutego 2026

Słowa, które płyną...

Dzisiaj Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. 
Raz na jakiś czas piszę o naszym języku, słowach.... Oto niektóre z moich opowieści:

Polski czy niepolski Słowa, słowa, słowa...Jestem za, a nawet przeciwZaginiona, zapomniana esencja naszego językaSłowa, które...

Ten dzisiejszy napisałam dużo wcześniej,  tylko zaplanowałam jego publikację na dzisiejsze święto. Wiedziałam też, że teraz z różnych względów nie mogłabym tak długiej opowieści utkać.
Jedno słowo
Proszę cię o jedno słowo
które niczym ptak
usiądzie na moim ramieniu
jestem sama
choć wokół tyle zgiełku
– samotna grusza
otula się welonem mgły
przed ciekawym spojrzeniem
bocianów szukających łąkowych radości
lubię jej szept
jej cisza otwiera drzwi ludzkiego serca
samotna jak człowiek
który ucieka
przed spojrzeniem świata
zbyt silna
by deszcz i gniew i nienawiść
zdołały zniszczyć jej listowie.
Proszę cię o jedno słowo
samotne jak polna grusza
które otulisz płaszczem dobroci
może poszybuje
do drzwi mego serca
może rozproszy mój lęk
a może utwierdzi wiarę
że nie jestem sama. 
Niezmiennie ciekawią mnie nowe słowa, określenia i sposoby wyrażania myśli, które pojawiają się wraz z kolejnymi pokoleniami. Z drugiej jednak strony coraz częściej tęsknię za tymi słowami, o których powoli zapominamy, a które kiedyś brzmiały tak naturalnie. . Jednak nasz język, podobnie jak my sami, nieustannie się zmienia. Słownictwo ewoluuje wraz z rzeczywistością. Nie da się ukryć, że coraz trudniej jest mi nadążyć za tymi nowościami, zrozumieć te wszystkie językowe mody. Mam jednak wrażenie, że nie jestem w tym osamotniona. Wiele osób, zwłaszcza z mojego pokolenia, czuje podobny dystans wobec tempa tych zmian.
Bo przecież jak wcześniej już pisałam: 
A słowa się po niebie włóczą i łajdaczą -
I udają, że znaczą coś więcej, niż znaczą!...
Bolesław Leśmian
Za nami kolejna edycja Młodzieżowego Słowa Roku. 
Finałowa piętnastka na Młodzieżowe Słowo Roku w 2025 nieco mnie zaskoczyła, a nawet zdezorientowała. Cóż prawie zupełnie już ich nie rozumiem. Nie nadążam
Oto te słowa:
  1. 67 (także: 67, 6-7, six seven, sześć siedem) - liczbowy idiom, który może być żartem, wyrazem radości, ekscytacji albo sygnałem podtrzymania rozmowy. Wywodzi się z utworu Skrilla "Doot Doot",
  2. Brainrot - określenie na bezrefleksyjne pochłanianie rozrywkowych, często absurdalnych internetowych treści. Pochodzi od "brain rot", czyli "gnicie mózgu";
  3. Bro - skrót od "brother", oznacza kolegę, przyjaciela, ziomka.
  4. Fr - skrót od "for real", oznacza "naprawdę". Używane potwierdzająco lub ironicznie;
  5. Freaky - coś dziwnego, odjechanego, lekko przerażającego, osoba ekscentryczna;
  6. GOAT skrót od "Greatest Of All Time", określa mistrza w swojej dziedzinie;
  7. Klasa - wyraz uznania i aprobaty;
  8. Lowkey - "trochę, nieco", używane do wyrażania powściągliwych, oszczędnych opinii;
  9. OKPA - zbitka słów "OK" i "pa", oznacza pożegnanie w przyjaznym;
  10. Skibidi - słowo pozbawione znaczenia, wyrażające jedynie emocje mówiącego. Używane, aby zasygnalizować, że coś jest atrakcyjne, ciekawe, śmieszne, dziwne, pokręcone...;
  11. Slay - "niszczyć, gromić", w slangu: "świetnie, doskonale, znakomicie";
  12. Szacun - skrót od "szacunek". Wyraża uznanie lub podziw;
  13. Szponcić/szpont - używane zarówno z dezaprobatą ("robić coś niewłaściwego, szkodliwego") jak i z uznaniem ("robić coś ciekawego, szalonego"). Może oznaczać "kombinować, intrygować" albo być synonimem zamieszania czy błędu. I to ono zostało słowem roku 2025,
  14. Tuff - pochodzi od "tough", dosłownie "trudny, ciężki", jednak w młodzieżowym slangu znaczy raczej "atrakcyjny, imponujący, fajny";
  15. Twin - z angielskiego, dosłownie "bliźniak". Osoba, z którą czuje się silną więź.
Słowa prawdy
Twoje słowa
cudowną mocą uzdrawiają rany
twoje słowa
rozjaśniają mroki niegasnącym światłem
twoje słowa
koją zranioną duszę łagodnym balsamem
twoje słowa
są czystsze od źródlanej wody
twoje słowa nie kłamią
bo narodziły się z prawdy
twoje słowa
są skarbem odnalezionym w codzienności
twoje słowa
są darem Stwórcy dla stworzenia
roześlij je
z nurtem rzek
z powiewem wiatru
z blaskiem słońca
z oddechem
z istnieniem świata
by spotkały człowieka.
Od Nowego Roku obowiązują nowe zasady pisowni polskiej zatwierdzone przez Radę Języka Polskiego. 
1. Pisownia wielką literą nazw mieszkańców miast i ich dzielnic, osiedli i wsi, np.:
  • Warszawianin, Zgierzanin, Ochocianka, Mokotowianin, Nowohucianin, Chochołowian.
Dopuszczenie alternatywnego zapisu (małą lub wielką literą) nieoficjalnych nazw etnicznych, takich jak:
  •  kitajec lub Kitajec, jugol lub Jugol, angol lub Angol, żabojad lub Żabojad, szkop lub Szkop, makaroniarz lub Makaroniarz.
2. Wprowadzenie pisowni wielką literą nie tylko nazw firm, marek i modeli wyrobów przemysłowych, ale także pojedynczych egzemplarzy tych wyrobów:
  • samochód marki Ford i pod oknem zaparkował czerwony Ford.
3. Wprowadzenie rozdzielnej pisowni cząstek bym, -byś, -by, -byśmy, -byście ze spójnikami, np. Zastanawiam się, czy by nie pojechać w góry.
4. Ustanowienie pisowni łącznej nie- z imiesłowami odmiennymi (bez względu na interpretację znaczeniową: czasownikową lub przymiotnikową), tj. zniesienie wyjątku zezwalającego na „świadomą pisownię rozdzielną”.
5. Ujednolicenie zapisu (małą literą) przymiotników tworzonych od nazw osobowych, bez względu na to, czy ich interpretacja jest dzierżawcza (odpowiadają na pytanie czyj?), czy też jakościowa (odpowiadają na pytanie jaki?), np.:
  •  dramat szekspirowski, epoka zygmuntowska, koncert chopinowski, koncepcja kartezjańska, filozofia sokratejska, dialogi platońskie, wiersz miłoszowski.
Przymiotniki tworzone od imion (rzadziej od nazwisk) zakończone na -owy, -in (-yn), –ów będą mogły być zapisywane małą lub wielką literą, np.:
  • jackowe dzieci lub Jackowe dzieci, 
  • poezja miłoszowa lub poezja Miłoszowa, 
  • zosina lalka lub Zosina lalka, 
  • jacków dom lub Jacków dom.
6. Wprowadzenie łącznej pisowni członu pół– w wyrażeniach:
  • półzabawa, półnauka;
  • półżartem, półserio;
  • półspał, półczuwał
oraz pisowni z łącznikiem w połączeniu typu: pół-Polka, pół-Francuzka (odniesionym do osoby będącej w połowie Polką, w połowie Francuzką).
7. Dopuszczenie w parach wyrazów równorzędnych, podobnie lub identycznie brzmiących, występujących zwykle razem, trzech wersji pisowni:
  •  z łącznikiem, np. tuż-tuż; trzask-prask; bij-zabij;
  • z przecinkiem, np. tuż, tuż; trzask, prask; bij, zabij;
  •  rozdzielnie, np. tuż tuż; trzask prask; bij zabij.
8. W zakresie użycia wielkich liter w nazwach własnych:
a) w nazwach komet wprowadzenie zapisu wszystkich członów wielką literą, np. Kometa Halleya, Kometa Enckego;
b) w nazwach obiektów przestrzeni publicznej wprowadzenie pisowni wielką literą stojącego na początku wyrazów:
  • aleja, brama, bulwar, osiedle, plac, park, kopiec, kościół, klasztor, pałac, willa, zamek, most, molo, pomnik, cmentarz (przy utrzymaniu pisowni małą literą wyrazu ulica), np. ulica Józefa Piłsudskiego, Aleja Róż, Brama Warszawska, Plac Zbawiciela, Park Kościuszki, Kopiec Wandy, Kościół Mariacki, Pałac Staszica, Zamek Książ, Most Poniatowskiego, Pomnik Ofiar Getta, Cmentarz Rakowicki;
c) wprowadzenie pisowni wielką literą wszystkich członów (oprócz przyimków i spójników) w wielowyrazowych nazwach lokali usługowych i gastronomicznych, np.
  • Karczma Słupska, Kawiarnia Literacka, Księgarnia Naukowa, Kino Charlie, Apteka pod Orłem, Bar Flisak, Hotel pod Różą, Hotel Campanile, Restauracja pod Żaglami, Winiarnia Bachus, Zajazd u Kmicica, Pierogarnia Krakowiacy, Pizzeria Napoli, Trattoria Santa Lucia, Restauracja Veganic, Teatr Rozmaitości, Teatr Wielki;
d) wprowadzenie pisowni wielką literą wszystkich członów (oprócz przyimków i spójników oraz wyrazów typu imienia) w nazwach orderów, medali, odznaczeń, nagród i tytułów honorowych, np.:
  • Nagroda im. Jana Karskiego i Poli Nireńskiej, Nagroda Nobla, Nagroda Pulitzera, Nagroda Templetona, Nagroda Kioto, Literacka Nagroda Europy Środkowej Angelus, Nagroda Artystyczna Miasta Lublin, Nagroda Literacka Gdynia, Śląska Nagroda Jakości, Nagroda Rektora za Wybitne Osiągnięcia Naukowe, Nagroda Newsweeka im. Teresy Torańskiej, Nagroda Wielkiego Kalibru, Mistrz Mowy Polskiej, Ambasador Polszczyzny, Honorowy Obywatel Miasta Krakowa.
9. W zakresie pisowni prefiksów:
a) uzupełnienie reguły ogólnej: W języku polskim przedrostki – rodzime i obce – pisze się łącznie z wyrazami zapisywanymi małą literą. Jeśli wyraz zaczyna się od wielkiej litery, po przedrostku stawia się łącznik, np. super-Europejczyk;
b) dopuszczenie rozdzielnej pisowni z wyrazami zapisywanymi małą literą cząstek takich jak:
  • super-, ekstra-, eko-, wege-, mini-, maksi-, midi-, mega-, makro-, które mogą występować również jako samodzielne wyrazy, np.
  • miniwieża lub mini wieża, bo jest możliwe: wieża (w rozmiarze) mini;
  • superpomysł lub super pomysł, bo jest możliwe: pomysł super;
  • ekstrazarobki lub ekstra zarobki, bo jest możliwe: zarobki ekstra;
  • ekożywność lub eko żywność, bo jest możliwe: żywność eko.
10. Wprowadzenie jednolitej łącznej pisowni cząstek niby-, quasi- z wyrazami zapisywanymi małą literą, np.
  • nibyartysta, nibygotyk, nibyludowy, nibyorientalny, nibyromantycznie;nibybłona, nibyjagoda, nibykłos, nibyliść, nibynóżki, nibytorebka;quasiopiekun, quasinauka, quasipostępowy, quasiromantycznie,
przy zachowaniu pisowni z łącznikiem przed wyrazami zapisywanymi wielką literą, np.
  • niby-Polak, quasi-Anglia.
11. Wprowadzenie łącznej pisowni nie– z przymiotnikami i przysłówkami odprzymiotnikowymi bez względu na kategorię stopnia, a więc także w stopniu wyższym i najwyższym, np.
  • nieadekwatny, nieautorski, niebanalny, nieczęsty, nieżyciowy;
  • niemiły, niemilszy, nienajmilszy;
  • nieadekwatnie, niebanalnie, nieczęsto, nieżyciowo;
  • nielepiej, nieprędzej, nienajlepiej, nienajstaranniej.
Więcej TUTAJ 

Liść ufności
Dziś
spadł liść z drzewa ufności
na nim były wypisane
niemodne słowa
uczciwość
prawda
szlachetność
liść
spadł na ziemię
i przydeptały go ciężki kroki
buty okute
w zachłanność
zawiść
i zazdrość
pomyślałam
jesienią muszą opadać liście
nie było deszczu
więc skąd ta kropla rosy
może to łza
zdradzonych myśli
rozmyła jego kolory
a może
liść podniesiony z ziemi
odzyska ciepły blask?
wiersze Basia Wójcik 
Pozostaje więc tylko jedno: słuchać uważnie i nie tracić ciekawości, bo zmian w języku nie zatrzymamy. Cały czas będzie on płynąć swoim tempem, czasem nas zaskakując nowosciami, a czasem gubiąc po drodze coś dla nas cennego. A ortografia, choć jest nam narzucona, to t nie po to aby komplikować, lecz aby ułatwić nam pisanie. Dlatego warto traktować ją nie jak przeszkodę, ale jak narzędzie porządkujące językowy chaos.
To także od nas zależy, czy będziemy z języka korzystać świadomie, z szacunkiem dla tradycji, ale i z otwartością na to co nowe.

sobota, 14 lutego 2026

Kim jesteś? Jestem...

Takie sobie opowiadanie:
Kawa, herbata, ciasto....  Gwar rozmów przeplatany śmiechem lub narzekaniem. Każdy ma w zanadrzu do opowiedzenia historyjkę z  pracy. A to o szefie, który nakłada coraz więcej obowiązków i związanych z tym nadgodzinach, a to o tym, że ktoś po spotkaniu online nie wyłączył komputera i można go było zobaczyć w niebiurowych sytuacjach....
I tak rozmowa toczyła się płynnie, aż do chwili, gdy ktoś rzucił propozycję:
- A może porozmawiajmy o czymś innym niż praca?
Nagle zapadła cisza.
Nikt przez dłuższą chwilę nie potrafił odpowiedzieć na to przecież niby niewinne pytanie.
– Ja… chyba lubię robić zdjęcia – powiedziała niewysoka blondynka – Nie jako fotograf, tylko tak po prostu. Dla siebie.
Ktoś się uśmiechnął, ktoś inny skinął głową. Jakby ta odpowiedź otworzyła drzwi, których nikt wcześniej nie miał odwagi uchylić.
– A ja zaczęłam piec chleb – dodała stojąca obok szatynka – Bez pośpiechu, w każdą sobotę. Pachnie w całym domu, jak u babci.
– Ja uczę się japońskiego  – dorzucił szczupły chłopak w okularach – Zawsze chciałem podróżować po Japonii.
Po chwili rozmowa potoczyła się już zupełnie inaczej. O pasjach, o marzeniach, o tym, co sprawia, że czujemy się żywi nie tylko produktywni. Nikt nie miał już ochoty wracać do zwyczajowych narzekań na szefa czy terminy. Nagle okazało się, że każdy z nich to coś więcej niż zawód, stanowisko, podpis pod mailem... Że poza pracą jest inny  świat. Świat przez nas często zapomniany, ale jak najbardziej własny.
Kim jestem?
kim jestem bez mojego
świadectwa, dobrych ocen,
egzaminów.

Kim jestem gdy zdejmę
modne ciuchy i zarzucę
nadzieję na ramiona.

Kim jestem
siostrą
córką
Przyjacielem

Kim jestem w oczach tych,
którzy co dzień przechodzą
obok na zatłoczonej ulicy
MARIA PAWLIKOWSKA-JASNORZEWSKA
Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego praca tak mocno nas definiuje? Dlaczego określamy się się przez pracę, a nie życie prywatne?
Taka odpowiedź pozwala czasem uniknąć opowieści o życiu prywatnym, na którą nie zawsze jesteśmy gotowi lub która nie jest odpowiednia w danym towarzystwie.
Jednak nie ma w tym nic dziwnego, często utożsamiamy się z naszym zawodem, że praca wysuwa się na pierwszy plan. To ona zajmuje ogromną część naszego życia, reguluje rytm każdego dnia. A nawet często po  powrocie do domu także zaprząta nasze myśli – planujemy, analizujemy, martwimy się... W naturalny sposób zaczyna więc wpływać na nasz sposób myślenia, samopoczucie i relacje z innymi. Z czasem trudno jest nam oddzielić „siebie prywatnego” od „siebie zawodowego”.
Ale to dzięki pracy mamy powód, aby wyjść z domu, odwrócić nasze myśli od domowej codzienności. Praca daje nam poczucie sensu, przynależności....
Także współczesny świat w dużej mierze opiera się na tym, co robimy zawodowo. W społeczeństwie, w którym żyjemy, sukces zawodowy jest jednym z głównych mierników spełnienia. Od najmłodszych lat słyszymy, że warto dobrze się uczyć, aby mieć dobrą pracę. Zatem praktycznie od zawsze nasza tożsamość buduje się wokół kariery. Ludzie często są oceniani nie przez to, jacy są, lecz przez to, co osiągnęli zawodowo, ile zarabiają i na jakim stanowisku pracują. Media, reklamy i portale społecznościowe dodatkowo wzmacniają ten obraz – pokazują pracę jako wyznacznik szczęścia i prestiżu. Nic więc dziwnego, że wielu z nas zaczyna wierzyć, iż bez pracy lub bez zawodowych sukcesów traci część swojej wartości.
Dlatego kiedy ktoś pyta o to kim jesteśmy, odpowiadamy bez wahania: jestem nauczycielką, kierowcą, lekarzem, tłumaczką....
Na pytanie "kim jesteś?" zwykle odpowiadamy zawodem, ponieważ jest ona prosta, uniwersalna.
Jednak w ten sposób niepostrzeżenie zaczynamy utożsamiać swoją wartość z wykonywanym zawodem, stanowiskiem czy sukcesami zawodowymi.
Jestem nikim. A ty kim jesteś?
Czy także - jesteś - nikim?
A więc dwoje nas? Nic nie mów,
bo ogłoszą to z krzykiem.

Być kimś - jakie to żałosne.
Imienia swego nie pragnę
jak żaba w czerwcu życia głosić
przed zachwyconym bagnem.
Emily Dickinson

Praca daje poczucie sensu, przynależności i celu. Dzięki niej czujemy, że coś tworzymy, że jesteśmy potrzebni. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy to jedyne źródło sensu naszego życia. Wówczas bowiem każda porażka zawodowa może zachwiać naszym poczuciem własnej wartości. 
Wiele razy widziałam moment, a nawet byłam jego uczestnikiem, gdy ktoś tracił etat, stanowisko, projekt... A wraz z nim tracił również język, w którym o sobie mówił. Pojawiała się pustka, konsternacja, a czasem wstyd. Bo jak się przedstawić, skoro nie ma się wizytówki, która nas przedstawia?
Scena z krótkiego opowiadania na początku doskonale pokazuje, jak silnie jesteśmy związani z rolą zawodową. Gdy padła propozycja o zmianę tematu na inny niż praca, to najpierw zapadła cisza. Ludzie przez chwilę nie potrafili odpowiedzieć, jakby poza pracą nic innego nie istniało. Dopiero gdy jedna z osób odważyła się odezwać, to rozmowa nabrała innego wymiaru. Nagle okazało się, że każdy z obecnych ma swoje pasje, marzenia, coś, co sprawia, że czuje się żywy i prawdziwy, że człowiek to nie tylko pracownik, ale także twórca, marzyciel, pasjonat....
Warto dlatego pamiętać, że poza rolą pracownika istnieje coś więcej. Trzeba pielęgnować nasze pasje, marzenia, zainteresowania... To one pozwalają poczuć się sobą, nie tylko „częścią firmy”. Przecież człowiek to nie tylko trybik w zawodowej machinie, lecz istota z potrzebą tworzenia, odkrywania, doświadczania życia na własnych warunkach.
Dlatego warto zadać sobie pytanie: czy praca naprawdę musi nas definiować? Odpowiedź brzmi – nie musi, choć często na to pozwalamy. Praca jest ważna, bo daje stabilność, rozwój i poczucie celu, ale nie powinna przesłaniać wszystkiego innego. Poza nią istnieje świat, który należy do nas – rodzina, przyjaźnie, zainteresowania, chwile spokoju i radości. To one budują prawdziwą tożsamość człowieka, a nie tylko to, co wpisane jest w rubryce „zawód”. 
Jednak nasze „ja” nie kończy się na tym, co robimy w godzinach 7–15. Praca powinna nas definiować tak mocno, jak bardzo jej na to pozwolimy. To od nas zależy, czy stanie się całym naszym światem, czy tylko jednym z jego ważnych, ale nie dominujących elementów.
Kim jestem?
Kim jestem? To proste, choć nie do końca.
Nieraz czuły romantyk, nieraz zazdrość mną trąca.
Cenię sobie uśmiech, choć czasem innych to wkurza.
Dla przyjaciół przyjaciel, dla wszystkich wrogów niczym burza.
Niegasnący optymista, lecz też mam słabsze chwile.
W sumie każdy je ma, choć większość to kryje.
Marzeniami żyję! Ale nie z głową w chmurach.
Postępuję szczerze i nie skrywam swych uraz.
Jeśli kocham to na amen! I na amen też nienawidzę
Kim jestem? Poetą, który wciąż wiersze pisze.
znalezione w Internecie
Kim jesteś po godzinach pracy?
Może córką, przyjacielem, wędrowcem, wielbicielem płyt analogowych.... Osobą, która nie potrafi przejść obojętnie obok kwitnącego jaśminu. Może kimś, kto świetnie słucha. Kimś, kto od dziecka maluje, pisze wiersze.... Kimś, kto lubi piec chleb albo kolekcjonować stare zdjęcia....
Może następnym razem, gdy ktoś zapyta: „Kim jesteś?”, nie padnie od razu nazwa zawodu. Może odpowiedź będzie prostsza, ale prawdziwsza. Może będzie to: „Jestem kimś, kto lubi życie.”

sobota, 7 lutego 2026

Pod znakiem Konia i ognia

Swoboda
Koń bryzgiem srebrnych dzwonków parska
w zieloną ruń jak wodę miękką
kwiaty przynoszą w barwnych garstkach
świt gęstych rek na sutkach dźwięku
Drzewa są wolne w rudych lasach
przebiega koń przez płynność polan
różowo gra rozbiegiem oczu
balony nozdrz gnie do klan
a kiedy wbiegnie w dźwięczne stepy
w rozlany łan błękitem świeży
stanie wysoko wyzwolony
i wchłonę słońce wolne zwierzę...
Krzysztof Kamil Baczyński
Czas płynie niemiłosiernie szybko. Nadal nie mogę uwierzyć, że od miesiąca mamy Nowy Rok 2026. Czy to możliwe, że również chiński rok Węża jest już za nami?
Jak co roku, gdy na niebie w kraju Środka rozbłyskują fajerwerki, płoną czerwone lampiony, a w powietrzu unosi się zapach kadzideł, snuję swoją chińską opowieść.
Nowy Rok to najważniejsze święto w chińskim kalendarzu. To połączenie starożytnych zwyczajów i nowoczesnej zabawy. Ponieważ początek roku w Chinach ustalany jest według kalendarza księżycowego, to jest to święto ruchome. Chińczycy rozsypani po całym kraju zjeżdżają do rodzinnych domów i ostatniego dnia starego roku spotykają się podczas uroczystej kolacji całą rodziną.
W tym czasie ulice miast przyozdobione są na czerwono. Kolor czerwony jest w Chinach kolorem szczęścia, powodzenia i miłości, ochroną przed złem.
Nowy Rok Chiński rozpoczyna się wraz z nowiem księżyca i kończy po 15 dniach w czasie jego pełni. W świetle opartej na kalendarzu księżycowym astrologii chińskiej, ludzie przynależą do 12 znaków zodiaku, a każdy znak rządzi całym rokiem.
Swoje panowanie obejmuje właśnie kolejne, siódme zwierzę, które uczestniczyło w Wielkim Wyścigu. Tym razem z głośnym tętentem i z rozwianą grzywą przybył Koń.
Legenda mówi, że gdy Koń był już niemal przy mecie, to z rzeki wyskoczył sprytny Wąż i wystraszył go na moment. Dzięki temu wyprzedził go o włos. Dlatego Koń przybył jako siódmy. Cesarz uśmiechnął się wtedy łagodnie i powiedział:
— Nie każdy, kto zwycięża, jest zwycięzcą. Ty, Koniu przynosisz światu ruch, radość i natchnienie.
W kulturze chińskiej Koń bowiem symbolizuje energię, ambicję, wolność i sukces. To zwierzę, które nie znosi stagnacji. Uwielbia zmiany, podróże, nowe pomysły i nie boi się wyzwań. Koń jest szczery, lojalny i namiętny, choć czasem zbyt porywczy. Ale czyż to nie właśnie w tym tkwi jego piękno?
Mój koń
Niemało koni jest na świecie
Odważnych, lotnych, urodziwych,
Ale takiego nie znajdziecie
Jak mój Kasztanek złotogrzywy.
Kasztanek gwiazdkę ma na czole,
Sprężyste nogi, piękny ogon.
A kiedy niesie mnie przez pole,
Ludzie napatrzyć się nie mogą.
Ileż odbyliśmy podróży,
Ileśmy lądów przejechali,
A on mi zawsze wiernie służył
W Afryce, w Azji, w Australii.
Gdy w pióropuszu Indianina
Lekko uniosę się w strzemionach,
Kasztanek, pędząc jak lawina,
Każdą przeszkodę w lot pokona.
A kiedy rankiem w drogę rwie się,
Napięty ogon lśni jak struna.
Gdzie tylko zechcę, wnet mnie niesie
Poczciwy koń mój na biegunach.
Igor Sikirycki
Rok Konia w chińskim kalendarzu księżycowym przypada w okresie od 17 lutego 2026 do 5 lutego 2027.
Rok 2026 będzie Rokiem Ognistego Konia, który zdarza się raz na 60 lat.
Ogień potęguje energię, charyzmę i kreatywność, ale też niekiedy przynosi gwałtowne emocje. To czas, w którym świat może przyspieszyć jeszcze bardziej. Ludzie będą odważni, przedsiębiorczy, gotowi działać, ale też bardziej impulsywni.
Chiński przesąd mówi, że rok Ognistego Konia jest zły dla samego Konia, jak i jego rodziny. Dlatego w tym czasie na Dalekim Wschodzie tym czasie rodzice powstrzymywali się od płodzenia dzieci, wzrastała też liczba aborcji. Wszystko po to, aby ustrzec się nieszczęścia. Czy jednak jest tak naprawdę?
Astrologowie mówią, że Rok Konia sprzyja jednak rozpoczynaniu nowych przedsięwzięć, podróżom, zmianom zawodowym, miłości z pierwszego wejrzenia i twórczym eksplozjom pomysłów. W tym okresie wszelkiego rodzaju działania osiągają większą skuteczność. To czas zdrowego rozsądku i dobrego nastroju, który służy wszystkim.
Rok Konia to jeden z lepszych okresów według horoskopu chińskiego. 
Koń z pewnością wprowadzi do naszego życia nowe zasady. W  horoskopie chińskim to symbol wolności, pasji i odwagi, a żywioł Ognia dodatkowo wzmacnia te cechy. Wraz z końcem refleksyjnego i spokojnego Roku Węża 2025, poczujemy nagłą zmianę. Nabierzemy entuzjazmu, chęci do działania, będziemy podejmowali decyzje o wiele szybciej niż dotychczas. Zacznie się czas wyścigu, dlatego nie będziemy zwalniać tempa, popędzimy do przodu. Konie to przecież najpiękniejsi biegacze świata. Galopują przez stepy, łąki, a wiatr rozwiewa ich grzywę. Uosabiają siłę i delikatność zarazem. Trudno nie podziwiać ich smukłej sylwetki, płynności ruchów, ognistego temperamentu. Są piękne, szybkie, zwinne, wolne... Jednak astrologowie przestrzegają, że nie wolno spalać się w biegu. Dlatego trzeba uważać, by nie pogubić się w pędzie. Nawet Koń  musi czasem przystanąć, napić się wody z rzeki i spojrzeć na swoje odbicie w tafli wody.
Relacje między ludźmi w 2026 roku nabiorą wyjątkowej intensywności. To dobry czas, by pogodzić serce z rozumem, a marzenia z codziennością.  Trzeba pamiętać, że Koń jest szczery i ciepły, ale bywa też niecierpliwy. Coś o tym wiem...
A ja, jako Koń, po cichu wierzę, że może właśnie nadszedł mój czas, że wszystko ułoży się dobrze... Że przesąd się nie spełni...Jaki zatem będzie ten rok dla mnie?
Rok 2026 zapewne dla mnie rokiem przełomowym. Ale nie takim, który przychodzi gładko, bez wysiłku. To rok, w którym "spalę" to, co stare, aby zrobić miejsce dla nowego. Według horoskopu będzie to czas decyzji, odwagi i oczyszczenia. Możesz poczuć, że pojawić się nowe, mogę zmienić kierunek biegu...
Dla mnie, Konia z natury, to powinien być rokiem spełnienia. Rok, w którym będę mogła kłusować przed siebie bez lęku, z sercem pełnym iskier.
To czas, w którym Twoja intuicja stanie się Twoim kompasem jeśli jej zaufasz, poprowadzi Cię dokładnie tam, gdzie trzeba. Nie bój się ryzyka, ale działaj z planem
Znajdź codzienny rytuał uspokojenia: spacer, medytację, taniec, muzykę.
Uważaj na układ nerwowy i serce — Koń często pędzi, zanim odpocznie. Naucz się zatrzymywać.
Nie da się jednak zatrzymać czasu. Jest on dla nas nieubłagalny. Dopiero był poniedziałek, a tu już jest piątek, weekend i od nowa… Zegar wybija sekundy, minuty, godziny. Z dnia na dzień wydaje mi się, że czas pędzi jeszcze szybciej niż wczoraj. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu. Ciągle naprzód i naprzód. Czas nie ma się czasu zatrzymać...
Dlatego powinniśmy czerpać z życia, z każdego dnia, z każdej chwili tego co najlepsze...
No tak, zatrzymałam się, zamyśliłam, a czas pobiegł już naprzód jak koń w galopie
Z drugiej strony nie należy się dać ponieść koniowi. Koń przecież zbyt szybko się płoszy i łatwo może nas zrzucić.
Wschód słońca w stadninie koni
Słońce nad stadniną,
w końską grzywę chowa twarz,
wstęgą nad łąkami
jeszcze się unosi mgła...
Stoją napięte
jak strzała gdy drży,
nim cięciwy świst
znów do lotu ją poderwie.
Konie, dumne konie,
zasłuchane w szumy traw,
lekkie i swobodne,
jak na czystym niebie ptak.
Kiedy tak patrzę,
do biegu się rwą
chciałbym uciec stąd,
chciałbym gnać za swą tęsknotą...
Tam, gdzie lśni horyzont,
drga niebieską linią
wprost w otwarte wrota chmur,
siwych chmur,
tam, gdzie w kuźni słońca
dzień powstaje nowy,
gdzie wytycza drogi
rytm - serca rytm.
Konie, dumne konie
w blasku wstającego dnia,
czułe i szalone,
czemu was uwielbiam tak?
Nieraz poniosą,
poniosą jak wiatr,
czasem bywa tak,
jak z dziewczyną...
Krzysztof Dzikowski
Czas, aby zaufać instynktowi i wreszcie ruszyć drogą, o której marzyłam od dawna.
Niech więc 2026 przyniesie wszystkim wiatr w grzywie, radość w sercu i odwagę, by ruszyć tam, gdzie prowadzi nas instynkt.

sobota, 31 stycznia 2026

Między płomieniem a ekranem

Początek lutego to czas zawieszenia. Zima jeszcze trwa, dzień dopiero zaczyna się wydłużać, a wiosna pozostaje obietnicą.
Głęboko w szafie z godnością odpoczywają gromnice
zmęczone życiem staruszki z kroplami zastygłego wosku
opowiadają sobie historie z dawnych lat
czytając wzajemnie w woskowych sercach
w tych sercach nadal pomrukują uciszone pioruny
oddalone choroby i niebezpieczne zasadzki
drzemią dobre chwile komunijnych obietnic i marzeń dziecięcych
budzą się chrzcielne kąpiele nowych pokoleń
zaklęte w modlitwie dłonie umierających rozpływają się w mglistych obrazach
niejedna łza tęsknoty spada
gdy nabożnie wyciągam moje gromnice ze starej szafy
w której przechowuję najcenniejsze wspomnienia
skarby moje i tych co nauczyli mnie kochać gromnice.
Drugiego lutego, jak co roku zapalę świecę. Nie tą największą. Nie najnowszą. Ale tą starą, kapiącą na dłoń, pamiętającą dłonie ośmioletniej Małej Dziewczynki, inne zimy, inne drogi do domu. To przecież święto Matki Boskiej Gromnicznej, czyli Ofiarowania Pańskiego, obchodzone w Kościele od IV wieku. Upamiętnia ono przyniesienie Jezusa do świątyni i słowa Symeona: 

"Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu
w pokoju, według Twojego słowa.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela".
 
Dziś niewiele osób pamięta, dlaczego ten dzień był tak ważny. Dla większości to zwykła data w kalendarzu. A przecież dawniej 
gromnica była jednym z najważniejszych przedmiotów w  domu. Wierzono, że jej płomień chroni przed burzą, mrozem, chorobą i nagłą śmiercią. Zapalano ją podczas nawałnic, przy konających, a także wtedy, gdy rodziło się dziecko. Na belkach stropu często rysowano znak krzyża okopconym knotem na ochronę domu i obejścia.
Luty nazywano wilczym miesiącem. To był czas największego głodu i strachu — zarówno ludzi, jak i zwierząt. Według ludowych podań Matka Boska Gromniczna chodziła nocą po polach, pilnując ozimin i odpędzając wilki od ludzkich siedzib. Często przedstawiano ją z zapaloną świecą, osłaniającą ludzi i zwierzęta przed niebezpieczeństwem.
Ale o tym już pisałam TUTAJ
Dla mnie ten dzień od zawsze miał jeszcze jeden wymiar. Drugiego lutego swoje urodziny i imieniny obchodziła Babcia Domowa. Gdy zapalam gromnicę, myślę o niej, a także o tym, jak wiele znaczeń może zmieścić się w jednym płomieniu.
Zapalenie świecy to dla mnie nie przesąd, a raczej gest pamięci. Chwila, w której człowiek zwalnia i przypomina sobie, skąd jest.
Początek lutego to także czas rozstań. Drugiego lutego definitywnie znikają choinki, ozdoby świąteczne, milkną kolędy, kończy się czas Bożego Narodzenia. Jest w tym lekki żal, ale i zrozumienie, że nic nie trwa wiecznie. Gdyby święta były cały rok, przestałyby być wyjątkowe. Jest więc zgoda na ten rytm rzeczy, na naturalne następstwo świąt i zwyczajności, które porządkuje nasze życie.
Święto Matki Bożej Gromnicznej od zawsze jest takim momentem przejścia.
Lubię ten moment. Jeszcze nie wiosna, ale już nie święta. Czas, w którym można spojrzeć spokojniej na to, co było, i na to, co dopiero przyjdzie. Bez dużych planów, bez postanowień. Wystarczy cicha nadzieja, że to, co nie tylko pod ziemią i śniegiem, znowu się obudzi.
Słowa
Dobre słowa
poszybowały z podmuchem wiatru
białe ptaki
wtopione w błękit zwyczajnych dni
zanoszą codzienne wieści
bez nich wszystko byłoby inne
zwyczajność sprawia
że bliskość nie rani
nie zagraża cudzemu szczęściu
na zbudowanych gniazdach przyjaźni
osiadają słowa
tysiące słów
o barwie szczerości
utkanej na tych samych falach odbioru
co nie zakłócają cudzego spokoju
trwaj
w tej samej codzienności
by dobre słowa
niczym ptaki
szybowały do drugich serc
Drugiego lutego są też moje wirtualne urodziny. Trudno mi uwierzyć, że piszę tutaj 8 lat Jednak tak naprawdę piszę już 20 lat. Wcześniej 12 lat na zlikwidowanych stronach WP. Ale o tym zapewne pamięta jeszcze tylko Jola. Przez przez ten czas tyle myśli znalazło swoje miejsce w słowach wysyłanych w przestrzeń bez gwarancji odpowiedzi. Pisanie stało się cotygodniowym nawykiem, nawet wtedy, gdy nie było pewne, czy po drugiej stronie ktoś naprawdę jest.
A zatem w poniedziałek kolejne wirtualne urodziny. Bez świeczek i tortu. Zamiast tego jest ekran, migający kursor i chwila zawieszenia. Cisza teraz panująca dookoła wydaje się dłuższa niż zwykle, jakby wszystko miało zacząć się dopiero po kliknięciu „opublikuj”. Nie ma zapachu ciasta... Jest jednak nadzieja, że za chwilę ktoś po drugiej stronie ekranu pamięta. Może ktoś napisze? Może ktoś wpadnie na moment, zostawi krótkie „pamiętam”, kilka życzliwych słów, znak obecności. Czasem dla niektórych znaczą one więcej, niż mogłoby się wydawać. To potrzeba bycia zauważonym. 
A ja? Za każde życzliwe słowo czuję wdzięczność, bo każde z nich potwierdza, że te lata nie minęły bez śladu. Że to pisanie nie rozpływa się w pustce. Że ktoś czytał, ktoś się zatrzymał, ktoś wracał. Świętuję więc po cichu, między jednym zdaniem a drugim, ciesząc się każdą obecnością, która choć na chwilę zdecyduje się tu zatrzymać i zostać.
Każdy komentarz, każda myśl zostawiona nawet w biegu, działa jak mały płomień, który nie ogrzeje całego świata, ale potrafi rozjaśnić chwilę.
I wtedy myślę, że choć znaczenie starej gromnicy jest głęboko religijne, a nowoczesny ekran należy do zupełnie innego porządku, oba mogą stać się dla człowieka znakiem obecności i pamięci. Pomagają przetrwać ciemniejszy moment roku. Żeby zaznaczyć obecność. Żeby powiedzieć: jestem, pamiętam, widzę. Oczywiście każde z nich na swój sposób.
Iskierki radości
Widziałam radość w twoich oczach
dwie błyszczące iskierki
w których odbija się płomień świecy
tak cieszą się ludzie
dla których wiatr to szum za oknem
a płatki śniegu to baśniowe dary
oczekiwanie – spełnienie
i znów oczekiwanie
jak muśnięcie – dotyk czyjegoś serca
o barwie świeżego śniegu
radość jak ptak
przycupnęła na świerku
zapalonymi lampionami dobrych myśli
potem usiadła na ramieniu
by pozostać w domu
w którym będzie jej ciepło
bo radość często puka
w otwarte drzwi
i zagląda do oczu
w których odbija się zawsze błękitne niebo. 
wiersze Basia Wójcik
I może właśnie o to w tym wszystkim chodzi, aby w czasie zawieszenia nie zgubić drobnych znaków, które pozwalają iść dalej. Wystarczy jedno małe światło, dosłownie iskierka aby nie zgubić drogi. 
Bo niezależnie od epoki człowiek wciąż szuka światła, które nie musi rozpraszać całej ciemności. Wystarczy, że pomoże przetrwać noc.
Reszta przyjdzie sama, gdy człowiek pozwoli sobie na chwilę uważności i pamięci.