sobota, 30 maja 2026

Znów maj w Małym Miasteczku

Wróciłam z kolejnego majowego wyjazdu do Małego Miasteczka. Tak wiem, przecież byłam tam dopiero w kwietniu... Jednak nie mogłam sobie odpuścić tego „imieninowego”, który już chyba stał się tradycją. I tak naprawdę dobrze mi z tym terminem i z tym miejscem.
A może chciałam uciec od tego co dookoła? Gdy świat traci równowagę, a wiadomości przynoszą tylko niepokój, chciałam znaleźć się w miejscu, w którym czas płynie wolniej, a problemy świata  zdają się być odleglejsze.  Coraz częściej właśnie takich miejsc coraz bardziej dziś potrzebuję. Takich, w których można choć na chwilę przestać myśleć o tym, co dzieje się dookoła, co martwi, niepokoi...

I takim właśnie zakątkiem jest dla mnie Małe Miasteczko.

Konwaliowe serca
Silne własną nieśmiałością
skrywają niezmierzone piękno

w cieniu starych drzew

dzwonią cichutko dzwoneczkami pokory

na zwyczajnych nutach wspomnień

kierują nasze umęczone ciała

ku sobie wodząc upojnym zapachem

bez słów niepotrzebnych każą uklęknąć

kto chce być bliżej

musi zgiąć kark i skłonić głowę

trzeba się pochylić nisko

by zrozumieć naprawdę....

prapremiera wiersza 

"Znowu Małe Miasteczko? Nie chcesz zobaczyć czegoś nowego? Czy to nie jest za bardzo powtarzalne, nudne...?"
Mała Dziewczynka od lat słyszy te pytania, ale chyba już ich nie słucha. Nie przejmuje się nimi... 
Oczywiście są miejsca, które się zwiedza. Ale dla Małej Dziewczynki są też takie, do których się wraca. I to nie po to, aby zobaczyć coś nowego. Chociaż na nowości patrzy z ciekawością. Wraca przede wszystkim aby znów odnaleźć dawne ścieżki, poczuć, jak to jest, gdy czas płynie wolniej.
W Małym Miasteczku dni mają bowiem swój własny rytm. Na przykład wtorkowe i piątkowe poranki zaczynają się na targu, gdzie można kupić prawie wszystko. A każdego popołudnia życie zwalnia, nie tak jak w dużym mieście.
Tym razem było podobnie jak wcześniej, ale nie identycznie. Są stałe punkty: spacer znanymi ulicami, chwila nad jeziorem, spokojne poranki bez pośpiechu, rozmowy, które mają czas się wydarzyć...  Ważne jest też to wrażenie, że nic nie trzeba. Można, ale nie trzeba... 
Było jezioro. To samo, a jednak inne. W maju jest bardziej żywe, rozgadane... W kwietniu było jeszcze ciche, milczące. Tylko ptaki o poranku śpiewem witały dzień.  W maju domy odbijały się w wodzie jakby bardziej wyraźnie. Może dlatego, że w kwietniu wiatr cały czas marszczył taflę jeziora... Teraz po gładkiej wodzie kręciły się kaczki, jak zawsze kolorowe, głośne, starające się przekrzyczeć. Zupełnie nie przejmowały się, że Mała Dziewczynka chciała chwili ciszy.
Były też łabędzie. Tym razem trzy. Jeszcze rok temu był jeden, ten, który jeszcze wcześniej został sam po stracie brata. A wcześniej zaginęli ich rodzice. Mała Dziewczynka pamięta, że wtedy trudno jej było o nich myśleć. Teraz widok był inny. Lżejszy, bardziej optymistyczny...

Pierwsze maki w ogrodach już kwitną.
Przenoszą nas w świat dzieciństwa, które choć dawno minęło,

to jednak pozostało w obrazach, zapachach i w sercu...

Czerwienią maków znaczone

nasze zwykłe życiowe wędrówki

naprzemiennie dotykające kłosów i chwastów

w promieniach słońca i majowych kroplach deszczu

szukające pocieszenia...

Była też nasza Polna Dróżka. Zielona, lekko nierówna, z makami, które od razu przyciągają wzrok i z kilkoma chabrami, które trzeba uważnie poszukać. Przeszłam ją znowu bez pośpiechu. Tak po prostu bez planu, bez potrzeby dojścia gdziekolwiek.

Nie robiłam nic spektakularnego. Raczej zbierałam drobne rzeczy: kilka zdań, które zostaną na dłużej, obrazy, które pewnie wrócą za jakiś czas, zwykłą obecność kogoś dawno niewidzianego. I znowu okazało się, że to wystarcza.
To właśnie daje mi zazwyczaj Małe Miasteczko. Może nie ucieczkę od świata, ale jego spokojniejszą, bardziej harmonijną wersję.  Pozwoliło mi oderwać się od codziennego pośpiechu i na chwilę wsłuchać się we własne myśli.

Małe Miasteczko zakwitło majem

jakby chciało rzucić pod stopy Małej Dziewczynki

całe piękno zaczarowanych chwil

pod dotykiem maja zakwitły imieninowe upominki

ukryte w krzakach dzikiej róży

pod starym klasztorem ten sam co kiedyś jaśmin

czaruje zapachem wspomnień ciągle dobrych

suną kaczki i łabędzie po gładkiej tafli jeziora

wprost pod deszcz kwitnących akacji

słodkie grona upajają wonią czasów minionych

zakorzenionych głęboko w sercu...

znów jest maj taki jak kiedyś

świat niczym z bajki stroi się w najpiękniejsze suknie

oddycham powietrzem tamtych lat

a obok mnie na starej znajomej ławce

pojawia się korowód ukochanych postaci

rozmawiamy bez słów a potem

wstajemy razem z ławki bo maki i chabry

wołają nas na kolejny spacer naszą drogą...

prapremiera wiersza

wiersze Basia Wójcik

Chciałabym, aby ten spokój i cisza, które tam znalazłam, zostały ze mną na dłużej. 
Ale czy to możliwe? 
Przecież dobrze wiem, że jak zawsze po powrocie szara codzienność szybko upomni się o swoje miejsce. I że trudno będzie zatrzymać w sobie ten spokojny rytm na dłużej.
Powrót wyglądał dokładnie tak, jak zawsze. Po przekroczeniu progu mieszkania od razu pojawiła się czekająca szara codzienność. I niestety coraz mniej „tam”, a coraz więcej „tu”. Wszystko czekało. Obowiązki, sprawy do załatwienia, tempo, które raczej nie zwolni tylko dlatego, że ja bym chciała.
Zdaję sobie sprawę, że spokój Małego Miasteczka nie przeniesie się w całości do mojej codzienności. Ale coś jednak zostanie. Przecież wszystko upycham do mojej szuflady.
Chyba właśnie po to zbieram te wszystkie obrazy, zapachy, rozmowy i chwile, aby mieć do czego wracać wtedy, gdy codzienność znowu zacznie przytłaczać. Żeby przypominały mi, że istnieje też ten inny świat, w którym nie tylko można żyć spokojniej, wolniej...
A pędzącej rzeczywistości nie zatrzymam. Ale może nabiorę większego dystansu? Może łatwiejsze będzie „odpuszczę to”? Może nie wszystko będzie musiało być zrobione od razu? Jednak znając naturę Małej Dziewczynki...

Dziękuję za wcześniejsze życzenia imieninowe

sobota, 16 maja 2026

Zioło, które dzieli świat

Dzisiaj opowieść o kolejnej, ostatnio coraz bardziej popularnej roślinie, za którą ja zbytnio nie przepadam. Zresztą chyba nie ja jedna. bo nie znalazłam wierszy, które zawierałyby jej nazwę. (No cóż, są inne...)
Mięta
Lubi kocha szanuje
Chłodzi odkaża ratuje

Nagietek
Nagietek niewielki jak łokietek
Z kwiatami pomarańczowymi
Od czerwca do października
Leczy więdnie usycha
Myśli o innych w chorobie
Zapomina o sobie

Rumianek
Do mycia głowy
Do płukania gardła
Żeby cię grypa nie zjadła
I daleko i blisko
Dobry zawsze na wszystko
Nawet wyczytałam, że kolendra jest przyprawą, która bardzo dzieli ludzi. Jest lubiana przez wielu ludzi, ale dla części osób ma nieprzyjemny, "mydlany" smak. 
Nać kolendry, dość często używana w wielu kuchniach jest jednocześnie uwielbiana i nienawidzona. Jak wszystko, co można zjeść. Winę można zrzucić na odmienne gusta. Wszak jedni wolą gorzką czekoladę, inni przepadają za mleczną. Tak samo może być w przypadku naci kolendry. Dla jednych to najprzyjemniejsza przyprawy, dla innych „mydlany” smak nie do zaakceptowania.
Naukowcy z Kalifornii odkryli, że za podzielone reakcje na kolendrę odpowiada gen OR6A2. W zależności od jego wariantu różnie odbieramy aldehydy nadające kolendrze smak i zapach. Natomiast kanadyjscy naukowcy wykazali, że odbiór kolendry zależy także od kultury. W Azji Południowo-Wschodniej tylko 7% badanych jej nie lubi, podczas gdy w Europie już 17%. Co ciekawe, regularne jedzenie kolendry może osłabić wrażenie jej „mydlanego” smaku.
Szałwia
Szałwia czerwona szalona
ma dla nas jednak względy
nie całuje gęby
leczy nam dziąsła i zęby

Dziurawiec
Dziurawiec - posłuszne ziele
W noc świętojańską zakwita
Dar wprost z bożej apteki
Leczy wątrobę jelita
O jakże dla nas łaskawe
Są twoje listki dziurawe

Jasnota biała
Jasnota biała, głucha pokrzywa
Służy – więc zawsze szczęśliwa
Pomóż zdechlakom oddychać
Nie dławić się kaszleć i kichać
Zacznę jednak od początku.
Coriandrum sativum L. to powszechna, naukowa nazwa kolendry siewnej. Jej nazwa pochodzi od greckiego słowa coris (pluskwa, gryźć) ponieważ świeże liście oraz niedojrzałe owoce kolendry posiadają nieprzyjemny zapach pluskwy..
Ludowe nazwy kolendry to pluskiewnik, koperek pluskwiany, pieprz polski, pieprzyk, chińska pietruszka.
Kolendra ma bardzo długą historię. Jej odmiany rosły w rejonie wschodniego basenu Morza Śródziemnego i na Bliskim Wschodzie. Zaczęto ją uprawiać już kilka tysięcy lat temu.
Kolendra pojawia się w Biblii w Starym Testamencie, gdzie jej nasiona są porównywane do manny, którą Izraelici spożywali podczas wędrówki przez pustynię. "Dom Izraela nazwał ten pokarm manną, a była ona jak ziarno kolendra, biała, a miała smak placka z miodem." (Wj 16,31).
Egipcjanie używali kolendry w rytuałach pogrzebowych i jako składnik do balsamowania. Znaleziono ją w grobowcach faraonów, co świadczy o jej dużym znaczeniu.
W starożytnej Grecji i Rzymie kolendra była używana zarówno jako przyprawa, jak i roślina lecznicza. Grecy wykorzystywali ją do aromatyzowania win i potraw.
Natomiast do celów medycznych stosowali ją starożytni lekarze jak Hipokrates i Pliniusz. Hipokrates opisywał ją jako środek poprawiający trawienie. Pliniusz polecał wino z czosnkiem utartym ze świeżą kolendrą,
Utartych liści używano do leczenia zawrotów głowy, przy bólach żołądka, biegunkach oraz niesmaku w ustach. Na ból głowy sporządzano wodę z nasion kolendry. Kandyzowane nasiona służyły jako zdrowa przekąska. Olejek kolendrowy działa przeciwtrądzikowo, antybakteryjnie i antyseptycznie.
Do Wielkiej Brytanii sprowadzili ją Rzymianie, dla których była podstawową przyprawą w kuchni, a także wykorzystywali ją w medycynie naturalnej. W Ameryce znalazła się ona dzięki brytyjskim kolonizatorom.
W średniowieczu kolendra stała się popularna w Europie jako składnik mikstur leczniczych oraz przyprawa stosowana do konserwacji mięsa.
Na ziemie polskie kolendra dotarła prawdopodobnie w średniowieczu, wraz z rozwojem handlu i napływem zachodnich oraz południowych wpływów kulinarnych. W źródłach pisanych pojawia się w Polsce w XIV–XV wieku jako roślina przyprawowa i lecznicza, uprawiana w ogrodach klasztornych i dworskich.
Marcin z Urzędowa pisał: ‘’wiadomy koreander każdemu także i dzieci w pieluszkach znają, ocukrowany raczej pożywają“. W medycynie ludowej jest ceniony jako środek “poruszający wiatry i wzmacniający żołądek.
Ruta szarozielona
Ruta szarozielona
Z kwiatami żółtymi
Gdy złość w nas kipi i grzmi
Obniża ciśnienie krwi

Serdecznik
rośnie pod płotami
w zaniedbanych parkach
na najgorszej glebie
serdecznik z serca dla ciebie

Melisa
Melisa - znał ją Hipokrates
Leczył nerwy żółć uspokajał
Meliso najdroższa kochana
Śpi się po tobie do rana
Kolendra jest bogata w liczne składniki, takie jak witaminy A, K i C, a także magnez, potas i wapń.
Olej z kolendry, stymuluje pracę żołądka i jelit. Kolendra znajduje zastosowanie w produkcji środków przeczyszczających. Jest wykorzystywana jako środek przeciwbólowy i przeciwobrzękowy, zapobiega kolce, hemoroidom i zapaleniu spojówek, przynosi ulgę w chorobach reumatyzmu i nerwobólów. Olejki eteryczne wykazują działanie antyseptyczne, przeciwzapalne i przeciwbakteryjne.
Przeciwutleniacze zawarte k kolendrze pomagają neutralizować szkodliwe wolne rodniki w organizmie, które mogą przyczyniać się do procesów starzenia i rozwoju wielu chorób.
Kolendra, choć rzadko o tym pamiętamy jest wykorzystywana w kosmetyce, Już starożytni wytwarzali z niej jedne z pierwszych perfum. Egipcjanie dodawali olejek kolendrowy do pachnideł przeznaczonych dla kapłanek i wyżej urodzonych. Rzymianki używały jej w balsamach wygładzających skórę.
Obecnie dzięki właściwościom antyseptycznym i przeciwzapalnym kolendra jest składnikiem wielu kosmetyków do pielęgnacji skóry i włosów.
Maseczka z kilkoma kroplami olejku pomoże złagodzić zaczerwienienia na skórze twarzy i poprawi jej koloryt.
Olejek wzmacnia też włosy i zapobiega ich wypadaniu.
Jest także wykorzystywany w aromaterapii do relaksacji i łagodzenia stresu.
Zarówno liście, jak i nasiona kolendry są jednak najbardziej wykorzystywane w kuchniach na całym świecie. Liście kolendry mają unikalny, pikantny smak i są często używane w kuchniach azjatyckich, latynoamerykańskich i bliskowschodnich. Nasiona, o bardziej subtelnym, lekko cytrusowym smaku, są częstym składnikiem mieszanki przypraw zwanej curry, a także są wykorzystywane w pieczywie i wypiekach.
W kuchni meksykańskiej liście kolendry są nieodłącznym składnikiem takich dań jak tacos, guacamole czy ceviche. Znajduje też zastosowanie w peruwiańskich i kubańskich potrawach.   Nasiona kolendry bywają wykorzystywane przy marynowaniu warzyw, mięsa i przygotowywaniu ogórków kiszonych. Są aromatycznym dodatkiem do pasztetów.
Pokrzywa
Jan rzadko kiedy chorował
żył lat 90 szczęśliwie
mówiono na pogrzebie,
że się kąpał w pokrzywie

Róża dzika
Nie dzika – oswojona
Jak stara dobra żona
Kiedy jest bardzo źle
Da witaminę Ce

Malina
Dzieciństwo przypomina
Dom rodzinny
Z chorobą kłopoty
Babcię co dawała na poty
wiersze ks. Jan Twardowski
Jak widać z tego krótkiego tekstu, kolendra jest rośliną o bogatej przeszłości i dużych możliwościach. Od dawna leczyła ludzi starożytności, zdobiła perfumy królowych, dodawała  smaku kuchniom całego świata.
Dla jednych pachnie rajem, dla innych mydłem, ale na pewno nikogo nie pozostawia obojętnym. Dlatego należy pamiętać, że kolendra ma dość intensywny i specyficzny smak, który nie każdemu musi odpowiadać.

sobota, 9 maja 2026

Ten i tamten maj 

Maj przyszedł tym razem niepostrzeżenie. A przecież zawsze tak na niego czekam. Jak dla mnie ktoś odwrócił kartkę w kalendarzu szybciej niż zwykle. W tym roku na początku maja nadal jeszcze żyję kwietniowym wyjazdem i podobnie jak dla maturzystów dopiero wczoraj było „kiedyś”, „zdążę”, „mam czas”.... Dziś jednak wszystko stało się „już” i "natychmiast". Do tego jeszcze poganiają, że nie ma mojej opowieści... Czas, który w kwietniu był rozciągnięty i płynął szeroką, spokojną rzeką, nagle zwęził się w rwący potok. Ale może zrobię sobie chwilę przerwy? Może na chwilkę otworzę moją szufladę wspomnień? Wszak rzeczywistość zbyt gwałtownie dała o sobie znać po moim powrocie.

Za oknem maj, chociaż pogoda tego nie potwierdza. Jest jasno, trochę zielono, ale chłodno i raczej nie zachęca do długich spacerów. Może dlatego łatwiej myślami cofnąć się do tamtych lat?

DAWNY MAJ

Dawno temu pewien maj
ukołysał mnie pod sercem matki
pewnie wtedy kwitły jabłonie
a może dzikie grusze
na pewno śpiewały kosy
zwiastując mamie dobrą nowinę...

A potem maj przychodził

zawsze z naręczami życia

z własną historią rozkwitających bzów

i szczęśliwego beztroskiego dzieciństwa

z zakochaniem naiwnej młodości

z ciężarem dojrzałego życia

i zwiastunami przewidywanej jesieni...


Przychodzi nadal

zagląda w okna mojej duszy

z cichym przypomnieniem

by nie zmarnować żadnej chwili...

A więc tylko tak trochę uchylam znowu szufladę wspomnień.

Mała Dziewczynka i jej matura. Jak wówczas było? Chociaż teraz z perspektywy czasu wszystko wydaje się, że było prostsze, ale wówczas nikt tak nie myślał. Stres był, wiadomo... I to nie taki zwykły, codzienny, ale nawet graniczący z paniką. 

Mała Dziewczynka pamięta, że dni przed egzaminami miały zupełnie inny, ważny ciężar, jakby od tej jednej chwili naprawdę zależało wszystko.

Czy matura jest dziś łatwiejsza niż czterdzieści lat temu? To pytanie wraca nieustannie, ilekroć zaczyna się maj i kolejne roczniki siadają do egzaminów. I choć Mała Dziewczynka próbuje udzielić odpowiedzi, to niestety nie jest ona taka prosta.

Przecież trudność matury nigdy nie zależała wyłącznie od poziomu zadań. Równie ważna jest jej forma, zakres materiału, świat, w którym funkcjonują uczniowie.

Z jednej strony Mała Dziewczynka może powiedzieć, że dziś jest łatwiej. Egzamin ma określoną strukturę, powtarzalne schematy, jasne kryteria oceniania. Można ćwiczyć arkusze, uczyć się klucza odpowiedzi, przewidywać typy zadań. matura była trudniejsza również w inny sposób. Matura była mniej przewidywalna. Wokół matury powstał cały system wsparcia. Są książki, kursy, materiały dostępne niemal od ręki, no i oczywiście Internet. W czasach, gdy Mała Dziewczynka zdawała maturę tego nie było. Sięgało się do podręczników, do notatek, czasem do biblioteki. Więcej zależało od własnej pracy, samodzielności w zdobywaniu wiedzy i od tego, co udało się zrozumieć samemu.

Ocenianie nie było tak jednoznaczne jak dziś. Dużo zależało od nauczyciela, od chwili, od wrażenia, a nawet sympatii do ucznia... Mała Dziewczynka pamięta jak ta niepewność potrafiła paraliżować bardziej niż same pytania.

Znów jest maj

i znów jest matura

słodko pachną kasztanowe kiście

nęcąc ludzi i owady

budzą wspomnienia piękniejsze od wiosny

znów jesteśmy młodzi i radośni

z plecakiem pełnym marzeń.


Szeleszczą mozolnie skrywane ściągi

tłuką się w głowie tematy pewniaki

biało- granatowo zasiedlone rzędy

starych krzeseł z niegasnącą pamięcią

mruczą te same melodie

w których powtarzalność i przewidywalność

trzyma wielu przy życiu.


Znów jest maj

całkiem inni młodzi ludzie

odkładają wszechwiedzące gadżety

bo znów zakwitły kasztany

inni młodzi ludzie

napełniają plecaki marzeń

a może wcale nie tacy inni?

Dzisiejsi maturzyści mają inaczej. Teoretycznie bezpieczniej, wszystko określone jest bardziej jasno. Ale teraz pojawiło się coś innego. Nie wystarczy zdać. Trzeba zdać dobrze, a czasem wręcz bardzo dobrze. Punkty, procenty, miejsca na listach... To one decydują o przyszłości.

Mała Dziewczynka pamięta jak kiedyś sama matura była już dużym osiągnięciem. Egzamin dojrzałości miał wówczas większy prestiż społeczny i był zdawany przez mniejszą grupę osób.

Dziś jest raczej początkiem dalszej drogi niż jej zwieńczeniem. Maturę zdaje prawie każdy.

Inny był też świat wokół samej matury. Był bardziej zamknięty, spokojniejszy, mniej wymagający pod względem wyborów. Dziś uczniowie mają więcej możliwości. Znajomość języków, otwartość na świat, świadomość, że można wyjechać, studiować gdzie indziej... Tego wszystkiego dawniej nie było. 

Mała Dziewczynka pamięta jak wtedy nikt nie mówił o strategiach egzaminacyjnych, o zarządzaniu stresem, o technikach uczenia się. Uczyło się po prostu. Czasem lepiej, czasem gorzej. Dziś uczy się nie tylko wiedzy, ale i sposobu zdawania egzaminu.

Każdy egzamin urastał do rangi czegoś bardzo ważnego. Wydawało się, że od tych kilku dni zależy naprawdę dużo. Dlatego niektórzy uczyli się do ostatniej chwili. Było powtarzanie materiału, wzajemne przepytywanie się, porównywanie, kto ile umie i czy to już wystarczy....

Mała Dziewczynka nie uczyła się w ostatniej chwili. Raczej starała się mieć wszystko ogarnięte wcześniej. Mimo to stres i tak się pojawiał,  szczególnie przed językiem polskim. Mała Dziewczynka pamięta jak jej dłonie były trochę zimne, a myśli uciekały gdzieś w bok, zamiast spokojnie trzymać się tego, co już przecież było opanowane. Najgorzej było przed wejściem na salę. Potem napięcie powoli schodziło. Mała Dziewczynka pamięta ulgę, gdy zobaczyła tematy.

Nie wszystko jednak poszło idealnie. Tam, gdzie była pewna siebie, wyniki okazały się przeciętne. A z języka polskiego, którego obawiała się najbardziej, poszło jej lepiej, niż przypuszczała. Mała Dziewczynka pamięta jak bardzo była tym zaskoczona  i jak to zaskoczenie przyniosło radość. Chociaż pozostał zawód przy przedmiotach, których była pewna. Moze mniej się ich uczyła...? 

Po maturze przyszła ulga. Ale także takie poczucie żalu, że coś się skończyło. Że zamknął się pewien etap.

WSPÓŁCZESNY MAJ
Trzy skromne litery
w jednej sylabie niezmierzonego piękna

wybuchają nieokiełznaną radością

niby tak samo

a każdego roku inaczej

oddają insygnia władzy

ptakom drzewom i kwiatom

popatrują z błękitnego nieba

na życie

w tysiącach jego form zapachów i kolorów

a ja

kolejny raz przytulam maj

biorę garściami białe różowe i żółte cuda

układam w nieśmiertelnym wazonie serca

klękam wśród słonecznych główek mleczu

by wyszeptać litanię podziękowań.

wiersze Basia Wójcik

Dziś Mała Dziewczynka patrzy na to spokojnie. Wie, że nie da się jednoznacznie powiedzieć, która matura była trudniejsza. Każda miała swoje trudności, łatwiejsze strony. Zmienił się egzamin, tak jak zmienił się świat, jak zmienili się uczniowie. Ale chyba nie zmieniło się jedno. Nie zmienił się ten stres tuż przed wejściem na salę i ta niepewność, czy dam radę.

I może właśnie to łączy wszystkie pokolenia maturzystów bardziej niż jakiekolwiek różnice.

Maj co roku trochę o tym przypomina, zwłaszcza gdy kwitną kasztany, zaczynają się matury.

Zamykam szufladę.

Na razie wystarczy.

sobota, 2 maja 2026

Walizka pachnąca kwietniowymi wspomnieniami 

Jestem. Wróciłam z mojego Małego Miasteczka.
Z tego co pamiętam byłam tam po raz pierwszy pod koniec kwietnia. W czasie, gdy królewna Wiosna naprawdę już rozkwita. Drzewa ubrane były w tą świeżą zieleń, która pojawia się tylko o tej porze roku. Taką jasną, delikatną, jeszcze trochę nieśmiałą. Niektóre, jak przystało na nazwę mieniąca zachwycały kwieciem.  Zaczynały też kwitnąć bzy zapowiadając już nadchodzący maj.
I choć dzisiaj ciało jest już tutaj, to myśli wciąż snują się między tamtymi uliczkami, ścieżkami na plantach, polnymi dróżkami... Jakby nie chciały przyjąć do wiadomości, że podróż naprawdę się skończyła. A może jednak nie tak do końca?
Liryka
Wiem, piechotą będę szedł ze stacji,
Choćby ciemnym to było wieczorem.
Zbłądzić trudno, kolejowym torem
I na lewo od dwu drzew akacji.
Kwiat tytoniu w ciemności pachnący,
Miodny zapach końskiego nawozu
I daleko gdzieś gwizd parowozu
Długi, smętny, tęskliwie cichnący.
Tak jak nieraz to już było we śnie,
Poznam głos twój, gdy zapytasz: "Kto tu?"
I za gardło uchwyci boleśnie
Strach i rozpacz, i szczęście powrotu.
"Kto tu?" - spytasz. Powiem: "Ja - Antoni,
Tutaj jestem". Jeszcze krok, pół kroku.
I dłoń drżącą poczuję na skroni.
I usłyszę bicie serca w mroku.
" Nie myślałem, że cię tak przestraszę!
Nie pal światła, stójmy tak, w ciemności.
Po co patrzeć w oczy już nie nasze,
Kiedy serca biją jak w młodości?"
"Po coś wrócił? Tu źle". Ja wiedziałem,
Lecz nie było dla mnie ukojenia,
Zostawiłem tu wszystko, co miałem,
Nasze wspólne młodzieńcze marzenia".
Antoni Słonimski
Pociąg z Małego Miasteczka odjechał, a ja jeszcze stałam na peronie słuchając stukotu torów.... Tak jakby Małe Miasteczko z oddali szeptało do mnie swoimi zapachami, kolorami, dźwiękami... Jakby próbowało zatrzymać mnie jeszcze na tę jedną, ostatnią chwilę, która i tak zawsze okazuje się za krótka.
- Nie zapominaj o nas. Wracaj jak najszybciej...
- Jakże mogłabym zapomnieć? Zawsze będę  wracać....  - odpowiedziała Mała Dziewczynka, która przywiozła ze sobą walizkę pełną wspomnień. Był w niej śmiech, gwar rozmów, szum wiatru, echo kroków na znajomych ścieżkach , zapach bzu, błękit nieba.... Wszystko ciasno upchane w makowej walizce. Dlatego Mała Dziewczynka wszystko rozpakowuje powoli, ostrożnie.... Tak jakby chciała, aby wspomnienia pozostały z nią jak najdłużej. A może chce odwlec moment wpuszczenia do mieszkanka codzienności? 
Codzienność potrafi być dla Małej Dziewczynki zbyt szybka, zbyt głośna, zbyt dążąca do przyszłości... Czas i cały świat pędzą nie oglądając się za siebie. Rozpychają się między obowiązkami, przypominają o rzeczach pilnych, ważnych, koniecznych... Jakby nie było nic innego. No tak...  Puka do drzwi i woła:
- Pośpiesz się. Ileż  można się rozpakowywać? Nie masz chwili do stracenia. Musisz...
Mała Dziewczynka wzdycha. W Małym Miasteczku czas płynął inaczej. A może wcale nie płynął tylko trwał? Mała Dziewczynka ma jeszcze w sobie tamten rytm. Taki spokojny, leniwy... Jakby świat dookoła mógł poczekać.
- Jeszcze chwilę - szepcze Mała Dziewczynka...  
Powoli wraca do rozpakowywania. Bierze kolejne wspomnienie i zanim włoży je do szuflady znów jest w Małym Miasteczku.
Powrót Do Przeszłości
Droga mi się dłużyła, bo powrót
do przeszłości był emocjonalny.
Cóż tam zastanę, czy będzie tak jak było,
a może czas robił zbyt wiele?
Dom stał jakby ten sam,
ale umęczony przez upływające lata.
Nie było przed domem rabatek z kwiatami,
nie pachniało maciejką,
ani piękne róże mnie nie witały.
Tylko smutek wyjrzał zza rogu,
jakby chciał powiedzieć;
niepotrzebnie tu przyszłaś.
znalezione w Internecie
Dom Dziadków stoi. Ale to już nie jest Dom, do którego Mała Dziewczynka może wejść fizycznie. Drzwi istnieją, ale nie prowadzą już do tego samego świata. W jego ścianach mieszkają już inni, nieznajomi ludzie. To jest dom, do którego się wraca tylko myślami. A w sercu Małej Dziewczynki pozostaje niezmienny obraz, ten sprzed lat...
Także obraz tych, którzy odeszli, a jednak zostali w pamięci, w sercu, w tych wszystkich drobnych śladach, które po sobie zostawili. Dla Małej Dziewczynki nadal tam w pewien sposób są.
Babcia na zawsze pozostanie w ciepłych gestach, w znajomych zapachach... Dziadek w miejscach, które znał najlepiej, w prostych słowach, które wciąż gdzieś brzmią...
W tym wszystkim, czego chcieli Małą Dziewczynkę nauczyć. W tym co zostało w niej na zawsze.
Ale to także inni ludzie, których Mała Dziewczynka spotykała tam kiedyś. Twarze może dziś już są mniej wyraźne, a jednak wciąż są obecne w pamięci. Wszyscy oni zapisani są we wspomnieniach, które wracają niespodziewanie. Jednak są one niepełne. Dziadkowie i większość osób odeszło, zabierając ze sobą garść nieopowiedzianych wspomnień. Zniknęły razem z nimi historie, które mogłyby Małą Dziewczynkę jeszcze wiele nauczyć, wzruszyć... Pozostało jedynie poczucie niedosytu i tęsknota za tym, co już nigdy nie zostanie opowiedziane. A Mała Dziewczynka może już tylko ich domyślać się, składając je z fragmentów opowieści, które po nich pozostały w pamięci tych żyjących.
Bo przede wszystkim w Małym Miasteczku Mała Dziewczynka spotkała ludzie, którzy wciąż tam są. Trochę starsi, trochę bardziej zmienieni. Podobnie jak Mała Dziewczynka. Czas dla niej i dla nich płynie w tym samym tempie. A jednak w ich spojrzeniach było coś znajomego. Coś, co mówiło: „pamiętam”. I w tym jednym słowie mieściło się więcej niż w całych rozmowach. Nie trzeba było nic więcej. I nagle okazywało się, że czas nie zabrał wszystkiego. Że coś jednak nadal zostało.
Powrót
Wracam do prostych rzeczy - do pyłów tańczących w próżni,
do małego ślepego pająka, co się barwą od ściany nie różni,
do drżących w słocie okiennic głośnego, gorzkiego szlochu,
do szpar ciekawych w podłodze, pełnych zagadek i prochu.
Wracam z zawiłej drogi zwycięskiej, wracam z podboju
do tajni mysiej nory, ukrytej w kącie pokoju,
do strasznej śmierci dzięcioła, do przygód okropnych jeża,
do niepojętej ucieczki sowy i nietoperza.
Coraz jest prościej, ciszej... coraz bezpieczniej, jaśniej...
Wracam - jak smok znużony - do starej, starej baśni.
Kazimiera Iłłakowiczówna
Jak dobrze, że ta cienka nić łącząca Małą Dziewczynkę z jej Miasteczkiem wciąż istnieje. Może z roku na rok jest delikatniejsza, mniej widoczna... Ale jest i trzyma. To ona chyba właśnie sprawia, że Mała Dziewczynka wraca do Małego Miasteczka
Czy jednak takie powroty są dobre?
Nie wiem. Bo każdy z nich coś daje… Ale i coś zabiera.
Dają ciepło. Dają ukojenie. Pozwalają na chwilę usiąść obok dawnej siebie i przypomnieć sobie, kim się było.
Ale zabierają złudzenie, że to wszystko nadal gdzieś trwa w niezmienionej formie.
I może właśnie na tym polega ich sens.
Że uczą nas godzić się z przemijaniem.
– Czy przeprowadziłabyś się tam na zawsze? – pyta Anioł Stróż
– Wątpię… Czułabym brak czegoś, co zostało tu, w codzienności - odpowiada Mała Dziewczynka
– A czy zostałabyś tam dłużej niż dwa tygodnie?
– No nie wiem… To tutaj jest teraz mój Dom...
– Czy zazdrościsz temu spokojniejszemu życiu?
– Może… Kocham Małe Miasteczko za jego powolność, ale czasem potrzebny jest mi bieg, obowiązki....
– Czy wrócisz ponownie w tym roku?
– Chciałabym nawet już za chwilę… Bo coś w tym miejscu wciąż mnie wzywa.
– Czy będziesz tęsknić?
– Cóż to za pytanie? Oczywiście, że tak… I chyba właśnie ta tęsknota sprawia, że powroty mają sens.
Jak dobrze, że istnieje to niewytłumaczalne poczucie, że gdzieś istnieje kawałek świata, w którym była naprawdę sobą. Bez pośpiechu. Bez lęku. Bez tego ciężaru, który niesie dorosłość.
Puk, puk.... Pora zamknąć szufladę wspomnień. Codzienność już przekracza próg i wchodzi do środka. Ale zapach bzu jeszcze przez chwilę zostaje w powietrzu, jakby  na potwierdzenie, że to wszystko naprawdę się wydarzyło.