sobota, 15 sierpnia 2026

O czym opowiada Sierpień


Gdy lato było już dojrzałe, a Lipiec powoli żegnał się ze światem, przez okno w domu Małej Dziewczynki zajrzał Sierpień.
Nie wskoczył jednak tak nieśmiało jak Styczeń. O tym pisałam TUTAJ 
Nie miał w sobie zagubienia Nowego Roku, który dopiero poznaje miejsce. Sierpień znał już drogę od swoich braci, którzy wcześniej tutaj gościli. Usiadł więc na parapecie i śmiało zapukał w okno. Gdy Mała Dziewczynka je otworzyła uśmiechnął się ciepło i wskoczył lekko do pokoju. Jak dobry znajomy,  który wraca po roku bez pytania rozsiadł się w fotelu. Śmiało rozejrzał się dookoła. Czy coś się zmieniło? Chyba nie....
Sierpniowe zachwyty
Sierpień się pyszni kwiatami
rozgrzewa ich i nasze serca
czarodziejskim dotykiem otwiera niezliczone płatki
maluję paletę niezwykłych barw
w słońcu wszystko wygląda inaczej
żyją kolory pulsując życiem w sercach floksów, 
nagietków i rudbeki delikatne onętki obracają pierzaste skrzydełka
w poszukiwaniu motyli
trwa nieskończony spektakl letniego tańca
wprost z ogrodu wychodzę na łąkę 
pyszni się przymiotno w zawodach z krwawnikiem
złociste ważki pobłyskują w promieniach lata
wędruje już cykoria stary podróżnik po przydrożnych rowach
znów układam w myślach dożynkowe bukiety
od lat zakochana w sierpniowej tradycji.

W przeciwieństwie do Stycznia nie przyniósł ze sobą małej walizki pełnej tylko marzeń i obietnic. Przytargał ze sobą wiklinowy kosz pełen darów od Pani Lato. Były w nim złote kłosy zbóż, pachnące zioła z łąki, mięta, lubczyk i melisa z ogrodu, dojrzałe owoce, warzywa i kwiaty, które przez chwilę cieszą oczy. Niósł je ostrożnie, jak najcenniejszy skarb.
Każda roślina miała swoje miejsce. Każda coś oznaczała. Wiedział jak ważne są one dla Małej Dziewczynki, która już tyle opowieści o nich utkała.
Niektóre z nich przynosiły zapach łąki i pola, kolejne wspomnienie letnich poranków, jeszcze inne przypominały o babi, która przed laty układała podobne bukiety.
I ona jak co roku starała się taki bukiet ułożyć. Wiedziała, że nie jest tylko zwykła wiązanka kwiatów. Był to tradycyjny sierpniowy bukiet na święto Matki Bożej Zielnej. Bukiet, o którym Mała Dziewczynka zawsze pamięta. Przecież już od najmłodszych lat lubi to święto.
Lubi wyprawy "na pola",  aby potem z tego co zebrała wybrać najpiękniejsze kwiaty, zioła, trawy... 
Co roku każdy bukiet Małej Dziewczynki był inny.
Jeden miał więcej kwiatów z ogrodu, drugi pachniał głównie ziołami z łąki, w jeszcze innym najważniejsze były kłosy zbóż.
ZIELNA- DOŻYNKOWA
Wieniec plotą na Twoją chwałę
wiejskie kobiety z którymi czuwałaś nad kołyską
odpędzając ich lęki i niepokoje matek
zebrały kłosy z polskich pól i zioła z polskich łąk
układają je pradawnym zwyczajem jak paciorki różańca
dłoń przy dłoni kłos przy kłosie
stroskane serce przy radosnym sercu
mieszają się myśli jak złote kłosy czekające na swoją kolej
tu wszystko ma swoje miejsce i żadne źdźbło nie zginie
w znojnej pracy z pokorną cierpliwością
rodzi się dożynkowy wieniec modlitwą opleciony
taką najzwyklejszą co każde ciągle powstawać
by iść i zaświadczać że warto kochać
i dzieją się rzeczy niezwykłe
gdy dożynkowy wieniec oddaje swoje serce
Maryi po ziołach i kwiatach wstępującej do nieba.

Sierpień przyniósł także zapach nagrzanej ziemi, wieczorne koncerty świerszczy, rosę na trawie, rozgwieżdżone niebo...
Styczeń przyszedł z pustym notatnikiem i obietnicą nowego początku, a Mała Dziewczynka zastanawiała się co będzie zapisane na kolejnych stronach. Czy to tylko wszystko będzie od niej zależało? 
Natomiast Sierpień przyszedł już z gotową opowieścią. Nie obiecywał nowych początków. Opowiadał o chwilach, które minęły zbyt szybko, a jednak zostały w pamięci.
Przypomniał o tym, co Mała Dziewczynka już dostała, o tym co zdążyło już dojrzeć, o pracy ludzkich rąk, o ziemi, o chwilach, które często mijamy zbyt szybko...
Styczeń uczył Mała Dziewczynkę nadziei, marzeń...
A Sierpień uczył wdzięczności. Wdzięczności za to, co udało się zebrać nie tylko z pól i ogrodów, ale także z własnego życia.
Ale i Sierpień nie zapominał jednak o marzeniach. 
— Spójrz wieczorem w niebo — szepnął do Małej Dziewczynki— Mam dla ciebie coś jeszcze.
Mała Dziewczynka uśmiechnęła się.

Przecież co roku pamięta o Łzach Świętego Wawrzyńca. Lubi jednak, jak Sierpień jej o tym przypomina i opowiada ich historię. Także i ona stara się wpleść ich wątek w sierpniowe opowieści.
Łzy to, czy gwiazdy?
Spaceruję pod granatowym niebem
wystrojonym w miliony gwiazd
myślami muskam ich złote serca w oczekiwaniu na cud
posyłam swoje marzenia i prośby
które z nich poszybują wysoko
a które spadną wraz ze łzami świętego Wawrzyńca
gęstnieje granat nieba haftowanego złotą nicią
i myśli robią się coraz cięższe
spokojne niebo przygląda się moim myślom ze zdziwieniem
a łzy świętego Wawrzyńca spokojnie krążą nad stroskaną ludzkością.
wiersze Basia Wójcik

Łzy Świętego Wawrzyńca...
Gdy zapadł zmierzch, a dzień schował się za linią drzew, Mała Dziewczynka usiadła przed domem. Długo patrzyła w rozgwieżdżone niebo. Po chwili zobaczyła pierwszą spadającą gwiazdę. Potem kolejną i jeszcze jedną. A może to było tylko złudzenie....?

sobota, 8 sierpnia 2026

Płynąc przez życie

PŁYNĄCA PARA
Rzeka jest siostrą czasu.
Płyną obydwoje
W świetle dnia,
W ciemni nocy.

Czas – niewidocznie,
Po cichu odmierza
Przemijanie.

Rzeka – uchwytna wzrokiem,
Z każdą falą
Ilustruje upływ czasu.

My płyniemy razem z nimi
Do nieznanego celu.
Andrzej Wróblewski
Nasze życie często porównujemy do żeglowania. Czasami woda jest spokojna i nasze życie również tak płynie. A nieraz wody są wzburzone i wówczas szukamy bezpiecznej przystani. Jednak zazwyczaj zdążamy do wyznaczonego, znanego wcześniej portu. Bo:
„Gdy nie wiesz, do którego portu płyniesz, żaden wiatr nie jest dobry.”  Seneka Młodszy.
Wcześniej pisałam TUTAJ, że życie jest jak podróż pociągiem.
Jest także jak autostrada. I i tym opowiadałam TUTAJ 
Ale jest ono także żeglowaniem po spokojnej lub wzburzonej wodzie. Czasem wieje lekka bryza, niekiedy nadciąga sztorm.
Moje życie również tak sobie płynie do wyznaczonego celu. Raz wolniej, raz szybciej. Czasem popycham je do przodu, ale najczęściej proszę aby zwolniło i niestety niekiedy słucha mnie zbyt dosłownie i całkiem się zatrzymuje. Może więc nie wypowiadać takich życzeń i mu po prostu nie przeszkadzać? Niech ono sobie zatem płynie własnym tempem do przodu wytyczając mi codziennie ścieżki, na których spotkam zarówno chwile szczęścia i uśmiechu, ale też momenty trudne utkane z problemów i łez. Ale czy zawsze za nim daję radę nadążać? Czy jest to konieczne?
Przecież to nie zawsze otoczenie narzuca nam to szalone tempo. Zazwyczaj sami wyznaczamy sobie tą prędkość i płyniemy przez nurt naszego życia niczym w wyścigu stylem dowolnym na mistrzostwach świata. Niektórzy wsiadają do łódek i wiosłują, aby było jeszcze szybciej i wygodniej. Nieustannie chcemy osiągać kolejne sukcesy, które działają na nas niczym narkotyk. Jeżeli raz go zasmakujemy, to ledwie się nim nacieszymy, już sięgamy po następny. Uzależniamy się. I chcemy wszystko osiągnąć coraz szybciej, więcej i lepiej. Jakby był to jakiś wyścig, rywalizacja z innymi. Bo przecież naszymi sukcesami dzielimy się z otoczeniem. Zaczynamy żyć w zawrotnym tempie, tracąc przy tym wiele energii, nie tylko tej fizycznej. 
Jednak to że jesteśmy świetnymi pływakami, czy też sternikami, nie oznacza, że wyruszając z brzegu, że dopłynie się do celu najszybciej i do tego najkrótszą drogą. Na wodnym szlaku możemy natrafić na niekorzystny wiatr, burzę, mieliznę, wiry, zmienne prądy, pędzącą motorówkę,  może nam zabraknąć sił. Możemy też po prostu stracić równowagę. To powoduje, że czasem musimy się zatrzymać, znaleźć inną drogi lub nawet cofnąć się. Nie ma w tym nic niepokojącego. Po prostu trzeba podporządkować się temu, co nas spotka na szlaku.
Moje życie czasem właśnie kołysze się niczym łódka na wodzie, gdy pojawia się zbyt wysoka fala lub silny wiatr. Wówczas aby utrzymać równowagę i nie wpaść do wody, zmuszona jestem do balansowania. A nie jest to dla mnie łatwe, strach przed wypadnięciem z łódki nie pomaga, a wręcz przeciwnie. Komplikuje sytuację. Bo mówiąc wprost czuję ogromny respekt przed głęboką wodą. Po prostu nie umiem w niej pływać. I nie mam tu ma myśli tylko tego wzburzonego żywiołu jako personifikacji życia, ale także tą najzwyklejszą wodę. 
Dlatego czasem boję się wejść do mojej łódki. Stoję długo na brzegu, trzymając się poręczy idę niepewnie przez pomost i w końcu z obawą siadam w łódce. Zanim to zrobię, sprawdzam uważnie stan wioseł, pokładu, kadłuba czy też żagli, o ile i na nie się zdecyduję. Ważne, aby łódka nie była przeciążona. Warto zatem wyrzucić zbędny balast. O i z tym mam zawsze problem. Lubię gromadzić przede wszystkim wspomnienia. Stop. To temat nie na dzisiejszą opowieść.  
Rzeka czasu
Czemu płyniesz, rzeko czasu,
tak uparcie w jedną stronę?
Ani skręcasz, ni zawracasz
i zatrzymać bieg nieskora…

Obojętna, wręcz okrutna
i nieczuła na układy,
mkniesz do przodu wartkim nurtem
negocjacje z tobą żadne!

Nieprzekupna! Dystans wielki
masz do ludzi i ich losów,
a swój pęd, wciąż nazbyt prędki,
uskuteczniasz bez rozgłosu.

Nie kulejesz, nie utykasz,
nie dostajesz i zadyszki.
Nikt i nic cię nie zatrzyma;
jesteś prawa, nie przechytrzasz!

Chyba z wszystkich znanych biegów,
Twój – najbardziej bezlitosny.
Choć tak trudny do przyjęcia,
tylko jest… porządkiem boskim
Jadwiga Zgliszewska     
Gorzej jak obok płyną w tym samym kierunku inne łódki. Wówczas zaczynamy brać udział w wyścigu, a to pociąga za sobą stres, chęć osiągniecia celu jak najszybciej. Bo dlaczego ktoś ma być ode mnie lepszy, szybszy? I ten sposób stajemy się niewolnikami wyścigów, nieustannej rywalizacji. Nie lubię wyścigów i tego związanego z nimi pędu. Ale z drugiej strony źle się czuję pozostając w tyle. 
Często zdarzają się sytuacje, gdy łódką płyniemy z kimś. Tworzymy załogę. Ale kto wówczas jest sternikiem?  Czy znasz go dobrze? Czy masz do niego zaufanie? Czy na pewno chcecie płynąć w tą samą stronę? Bo jeśli każdy zamierza płynąć z różną prędkością i co najgorzej w innym kierunku, to zapewne wcześniej lub później może dojść do wywrotki i niespodziewana kąpieli w zimnej wodzie. Gorzej jeżeli nie ma się na sobie kapoka, a tym bardziej nie umie się pływać jak ja.
Jakoś jednak wiosłuję do przodu, podporządkowując się wszystkiemu, co spotyka mnie na wodnym szlaku. Nie zawsze jest bowiem spokojnie i bezpiecznie. Pojawia się nieraz burza, rafa, mielizna, a nawet zwykła usterka łódki. Pomimo tych przeszkód staram się utrzymać na powierzchni i dopłynąć tam, gdzie zamierzałam. Co prawda wolno, czasem nadkładając drogi lub po prostu zatrzymując się. I właśnie taka spokojna żegluga najbardziej mi odpowiada. 
Jeżeli jednak płynę razem innymi, to prędzej czy szybciej robi się z tego wyścig. A wówczas pojawia się niechciany pęd, rywalizacja i związany z tym niestety stres. A to jest to, co jest dla mnie najgorsze. Stąd biorą się wszystkie problemy. 
W życiu nie ma nic pewnego. Po spokojnej fali, po której płyniemy do celu, może niespodziewanie pojawić się sztorm. I to jest właśnie nasze życie. Pełne wszystkich barw. 
ROMANTYCZNOŚĆ
Koncertu Bacha
płyną nuty 
przy którym łatwiej 
zrozumieć nadzieję

I choćbym mówiła 
językiem aniołów 
to jeszcze miłości mi trzeba

Święty Antoni
spójrz z wysokości 
gdzie 
zapodziałam siebie

Jakże niełatwo jest żyć 
A przecież powiedziałam 
- chcę stąpać po tafli jeziora
Eleonora Biberstajn
Czy rzeczywiście uda mi się stąpać po tafli wody?  Wystarczy, że staram się w miarę możliwości żeglować przez życie spokojnie. Dostrzegać to, co dzieje się dookoła. Cieszyć się tym i nie zapominać, że: 
Życie to nie regaty, żegluj przez nie we własnym tempie i ciesz się tym, co po drodze.
Nad wodą można podziwiać jedne z najpiękniejszych wschodów i zachodów słońca. Taki zapadający w serce i pamięć wschód słońca podziwiałam właśnie nad wodą w moim Miasteczku. Dlatego:
„Każdego dnia jest wschód i zachód słońca i są one całkowicie bezpłatne. Nie przegap tylu z nich ” Jo Walton
„Gdy zachodzi słońce, zostaw wszystko, co robisz, i obserwuj je” Mehmet Murat İldan
„Nigdy nie marnuj czasu na robienie czegoś ważnego, gdy na zewnątrz jest zachód słońca, pod którym powinieneś siedzieć!”  C. Joy Bell
„Wschód słońca maluje niebo różem, a zachód słońca brzoskwiniami” Vera Nazarian

sobota, 1 sierpnia 2026

Wystarczy czasem jeden krok, gest...

Wszelki wypadek
Zdarzyć się mogło.
Zdarzyć się musiało.
Zdarzyło się wcześniej. Później. Bliżej. Dalej.
Zdarzyło się nie tobie.

Ocalałeś, bo byłeś pierwszy.
Ocalałeś, bo byłeś ostatni.
Bo sam. Bo ludzie. Bo w lewo. Bo w prawo.
Bo padał deszcz. Bo padał cień.
Bo panowała słoneczna pogoda.

Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście szyna, hak, belka, hamulec,
framuga, zakręt, milimetr, sekunda.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.

Wskutek, ponieważ, a jednak, pomimo.
Co by to było, gdyby ręka, noga,
o krok, o włos
od zbiegu okoliczności.

Więc jesteś? Prosto z uchylonej jeszcze chwili?
Sieć była jednooka, a ty przez to oko?
Nie umiem się nadziwić, namilczeć się temu.
Posłuchaj,
jak mi prędko bije twoje serce.
Wisława Szymborska

Pierwsza opowieść
Na klatce schodowej od kilku dni paliła się przepalona żarówka. Każdy z mieszkańców zauważał półmrok, ale każdy myślał to samo: ktoś inny to zgłosi.
Pani z trzeciego piętra uznała, że administracja na pewno już wie. Pan z parteru stwierdził, że to drobiazg, który załatwi któryś z sąsiadów. Młody chłopak wracający nocą z pracy przyspieszał kroku, przekonany, że nie jego to sprawa.
Aż pewnego wieczoru ktoś potknął się na schodach. Nic poważnego się nie stało, tylko strach, lekkie potłuczenie.... Następnego dnia żarówka świeciła już jasno.
Mieszkańcy przechodzili obok niej obojętnie, jakby nigdy nie było ciemno. Nikt nie powiedział na głos, że wystarczył jeden telefon. Wszyscy myśleli, że ktoś inny zrobi to za nich.

Opowieść druga
Starszy pan osunął się powoli na ławkę na przystanku. Najpierw pomyślał, że to tylko zawroty głowy, ale świat zaczął się rozmazywać. Torba wypadła mu z rąk, a on sam przechylił się na bok.
Na przystanku było kilka osób. Młoda dziewczyna spojrzała z niepokojem, po czym zerknęła na telefon - ktoś na pewno już dzwoni po pomoc - pomyślała. Mężczyzna w płaszczu poprawił szalik starszego pana, lecz zaraz się odsunął, uznając, że to wystarczy. Ktoś inny westchnął: „Pewnie słabo mu od gorąca, chce odpocząć” i odwrócił wzrok.
Czas mijał. Autobus miał przyjechać za trzy minuty. Każdy stał osobno, ale w milczeniu wszyscy liczyli na to samo — że ktoś inny zrobi ten jeden, właściwy krok. Starszy pan oddychał coraz płycej.
Dopiero gdy na przystanek dobiegła spóźniona kobieta, sytuacja się zmieniła. Zatrzymała się gwałtownie, uklękła przy nim i głośno zapytała: "czy ktoś wezwał pogotowie?" Cisza była odpowiedzią. Wtedy sama wybrała numer.
Karetka przyjechała szybko. Starszy pan odzyskał przytomność. Ludzie wsiedli do autobusu, jakby nic się nie stało. Tylko pusta ławka na przystanku jeszcze przez chwilę przypominała, jak łatwo odpowiedzialność rozprasza się między wieloma parami oczu.

Zdarzenie realne
Kilka dni temu głośno było o wydarzeniach na Dolnym Śląsku, gdzie młoda para Ukraińców w sklepie zwróciła uwagę mężczyźnie, który wcisnął się w kolejkę. Para za swoją reakcję została zaatakowana i pobita. Brutalnemu biciu i kopaniu leżącego 21-latka przyglądały się przynajmniej dwie kobiety. Żadna z nich nie zareagowała. 
Hokusai mówi:
Patrz uważnie.
Mówi: zwracaj uwagę, zauważaj.
Mówi: rozglądaj się, bądź ciekaw.
Mówi: widzenie nie ma końca.
Mówi: ciesz się na starość.
Mówi: zmieniaj się,
stajesz się tylko bardziej sobą.
Mówi: grzęźnij, akceptuj to, powtarzaj się,
dopóki to interesujące.
Mówi: rób dalej to, co kochasz.
Mówi: módl się.
Mówi: każdy z nas jest dzieckiem,
każdy z nas jest stary,
każdy z nas ma ciało.
Mówi: każdy z nas się boi.
Mówi: każdy z nas musi znaleźć sposób na życie z lękiem.
Mówi: wszystko żyje –
muszle, budynki, ludzie, ryby, góry, drzewa.
Drewno żyje.
Woda żyje.
Wszystko ma swoje własne życie.
Wszystko żyje w nas.
Mówi: żyj ze światem w tobie.
Mówi: nie ma znaczenia, czy rysujesz, czy piszesz książki.
Nie ma znaczenia, czy piłujesz drewno, czy łapiesz ryby.
Nie ma znaczenia, czy siedzisz w domu
i wpatrujesz się w mrówki na werandzie lub cienie drzew i traw w swoim ogrodzie.
Ważne, że ci zależy.
Ważne, że czujesz.
Ważne, że zauważasz.
Ważne, że poprzez ciebie żyje życie.
Zadowolenie to życie żyjące przez ciebie.
Radość to życie żyjące przez ciebie.
Satysfakcja i siła
to życie żyjące przez ciebie.
Spokój to życie żyjące przez ciebie.
Mówi: nie bój się.
Nie bój się.
Patrz, czuj, daj życiu wziąć się za rękę.
Daj życiu żyć przez ciebie.

Oba wymyślone przeze mnie opowiadania i to prawdziwe zdarzenie  ukazują zjawisko coraz częściej pojawiającej się we współczesnym świecie rozproszonej odpowiedzialności. Uświadomiły mi one, jak łatwo ludzie ignorują problem, gdy wydaje im się, że ktoś inny zareaguje. Im większa grupa świadków, tym mniejsze prawdopodobieństwo, iż ktoś poczuje się zobowiązany do działania. Rozproszona odpowiedzialność staje się poważnym problemem społecznym, ponieważ prowadzi do bierności mimo świadomości potrzeby reakcji.
Oczywiście czasem zwykła reakcja, gotowość do działania mogą wiązać się z ryzykiem. Czy jednak powinniśmy bać się takich konsekwencji? Co zatem robić?
Jednak pewne zachowania są niezbędne. Wszyscy powinniśmy czuć się odpowiedzialni za bezpieczeństwo i dobro osób wokół nas, zamiast zakładać, że zareaguje ktoś inny. I to sytuacjach całkiem "banalnych" jak wymiana żarówki, czy w tych poważniejszych.
Współczesny świat, pełen pośpiechu, technologii i anonimowości, sprzyja obserwowaniu problemów z dystansu. Coraz częściej ludzie zakładają, iż odpowiedzialność spoczywa na innych. Taka postawa może prowadzić do poważnych konsekwencji, ponieważ nawet drobne zaniedbania lub chwile obojętności mogą stać się niebezpieczne.
Rozproszona odpowiedzialność osłabia solidarność i poczucie wspólnoty. Brak osobistego zaangażowania sprzyja obojętności, która z czasem może stać się normą społeczną. Zjawisko to uświadomiło mi, jak silny wpływ na decyzje mają inni obecni. Każdy liczy na to, że ktoś inny podejmie działanie.
Zrozumiałam, że jednym z najskuteczniejszych sposobów przełamania rozproszonej odpowiedzialności jest zwrócenie się do konkretnej osoby. Kiedy odpowiedzialność zostaje jasno wskazana, przestaje być „niczyja” i staje się osobista. W tłumie ludzie często nie reagują nie dlatego, że nie chcą pomóc, lecz dlatego, że nikt nie czuje się wyraźnie zobowiązany.
Zwrócenie się bezpośrednio do jednej osoby likwiduje poczucie anonimowości i niepewności. W takiej sytuacji trudniej jest udawać, że problem nas nie dotyczy, ponieważ odpowiedzialność zostaje nazwana i przypisana. Uświadomiło mi to, jak wielkie znaczenie ma jasna decyzja i konkretne działanie, nawet wśród wielu biernych obserwatorów.
Rozproszona odpowiedzialność nie zawsze wynika z obojętności, lecz często z braku wyraźnego sygnału do działania. Wystarczy jednak, by jedna osoba przerwała ciszę i wskazała kierunek działania, aby mechanizm bierności został przełamany. Dzięki temu odpowiedzialność przestaje się rozpraszać, a zaczyna prowadzić do realnego działania.
Pomocna dłoń
Gdy w sercu chłód, a w oczach mgła,
I każda droga wiedzie w ciemne strony,
Dobrze, gdy ktoś staje tuż obok i trwa,
Podając dłoń jak most zwodzony.

Nie pyta czemu i nie szuka nagrody,
Choć sam ma w sercu nieraz swoje burze,
Mostem staje się przez rwące wody,
Jak Anioł na skrzydłach ciągnie cię ku górze.

A gdy już staniesz mocno znów na ziemi,
I w sercu znajdziesz dawną moc nadziei,
Pamiętaj - dobro wraca swymi ścieżkami
Do tych, co rękę dali w chwilach beznadziei.
Anna Turek
Często wystarczy jeden krok i jedna osoba, by zmienić bieg wydarzeń. Uważam, że świadomość tego problemu może być pierwszym krokiem do bardziej odpowiedzialnych postaw. To indywidualna decyzja i odwaga w działaniu są w stanie przerwać mechanizm obojętności. Prawdziwa odpowiedzialność zaczyna się wtedy, gdy ktoś przestaje myśleć: „ktoś inny” i mówi: „to ja to zrobię”.