sobota, 11 lipca 2026

Tam, gdzie płynie tęsknota

RZEKA
Lubię wieczorem siąść nad rzeki brzegiem,
Mając nad głową bezmiary niebiosów,
Biegnąć myślami za jej wiecznym biegiem
I słuchać duszą jej tajemnych głosów,
Bo wtedy twarz swą wychylają z ciemnic
Prawdy strzeżone pieczęcią tajemnic.

Oto mej duszy opowiada rzeka,
Że niema czasu i niema przestrzeni,
Że choć jej fala płynie i ucieka
I wiecznym ruchem przy brzegach się pieni,
O każdej chwili i o każdej dobie
Jest w jednem miejscu i trwa sama w sobie.

W szmerze jej fali dzwoniącej odjazdy
Słyszę swą duszą wszystkie głosy świata:
Ptaka, tygrysa, człowieka i gwiazdy,
Śmieje się szczęście i jęczy zatrata
I w tem rozpięciu głosów niezmierzonem
Wszystko jest jednym, wiekuistym tonem.

Taka jest bowiem prawda wszechistnienia,
Że jak tęsknota mieści się w tęsknocie,
Tak nic nie mija i choć formy zmienia
Trwa samo w sobie, wieczne w swej istocie
I tak niezmienne jest jako ta rzeka,
Choć każda falą ku morzu ucieka.
Henryk Zbierzchowski 
Dawno nie pisałam o książce, którą przeczytałam. Czytam ich dużo, ale jakoś ostatnio żadna nie wywarła na mnie aż takiego wrażenia, aby poświęcić jej moją opowieść. 
Ale w końcu się taka pojawiła. Tą niezwykłą pozycją, jest "Śmierć pięknych saren" którą napisał Ota Pavel.
Dopiero po jej przeczytaniu trafiłam na informację, że Mariusz Szczygieł mówił o niej, że jest „najbardziej antydepresyjna książką na świecie”.
Z początku zabrzmiało to trochę zaskakująco zwłaszcza, że wcześniej poznałam okoliczności, w jakich powstała. Ota Pavel to czechosłowacki korespondent sportowy, a także autor reportaży i opowiadań. Był synem Żyda i katolickiej Czeszki. Jako dziecko był świadkiem holokaustu. Ta trauma z dzieciństwa sprawiła, że w wieku 34 lat zapadł na chorobę psychiczną, a jedną z form terapii było spisanie swoich wspomnień. Niestety, nie pomogło mu to pokonać choroby.
Ale po zastanowieniu przyznaję rację Mariuszowi Szczygłowi. Ota Pavel  pozostawił nam niezwykłą i wzruszającą książkę. Pięknie łączy w niej humor, mądrość, nostalgię, smutek i nadzieję. To książka, którą czyta się jak stare rodzinne wspomnienie. Wspomnienie, do którego wraca się myślami w spokojne, leniwe popołudnie. Jest w niej ciepło dzieciństwa, bliskość domu, wakacje.... Po prostu świat, który był prostszy, wolniejszy, bardziej oswojony... To opowieść o codzienności, drobnych radościach i chwilach, które dziś wydają się tak odległe, że niemal nieprawdopodobne. Jednak mimo to trwają w pamięci jak jasne czasem wyblakłe fotografie.
Autor prowadzi czytelnika ścieżkami wspomnień bez pośpiechu. Każda historia jest niczym opowieść snuta przy rodzinnym stole z uśmiechem i lekkim wzruszeniem. Widać tu świat oglądany oczami dziecka. Świat pełen zachwytu nad przyrodą, nad ludźmi, nad drobnymi cudami codzienności... Nad tym wszystkim co wtedy było oczywiste, a co dziś budzi tęsknotę.
Najbardziej zapada w pamięć postać ojca. Jest ona barwna, pełna energii i wiary w życie. To człowiek obdarzony fantazją, humorem i niegasnącym optymizmem. Pełen miłości do handlu, wędkowania i rodzinnych wypraw. Człowiek, który potrafi nadać sens nawet najzwyklejszym dniom. Jest kimś, kto swoją obecnością potrafi rozjaśnić świat, wywołać uśmiech a nawet śmiech.
Ota Pavel pisze prostym, gawędziarskim językiem, który sprawił, że poczułam się zaproszona do tego wspólnego wspominania.
Dużą rolę w książce odgrywa natura. Jakże bliska, żywa. Las i rzeka są przestrzenią wolności, przygody, dziecięcej beztroski, harmonii... To właśnie tam rodzą się najpiękniejsze wspomnienia. 
Dla mnie to wszystko było, ale i nadal jest symbolem utraconej prostoty i niewinności. Czegoś czystego i kruchego, co na zawsze zapisało się nie tylko w sercu autora. Bo wędrując przez sielankowe obrazy czeskosłowackich rzek, lasów i miasteczek poczułam w sobie spokój, czułość i tęsknotę. Jakby czas na chwilę się zatrzymał, a ja znowu byłam w dawnej Czechosłowacji, chociaż późniejszej niż w opowieści autora. Każde zdanie niosło ze sobą nostalgię. To jednak nie był ból straty, ale świadomość, że takie chwile zdarzają się tylko raz i pozostaną już wyłącznie w pamięci. To także tęsknota za  tą dawną beztroską i niewinnością, któryc nie da się już odzyskać.
Spróbuj opiewać okaleczony świat.

Pamiętaj o długich dniach czerwca
i o poziomkach, kroplach wina rosé.
O pokrzywach, które metodycznie zarastały
opuszczone domostwa wygnanych.

Musisz opiewać okaleczony świat.

Patrzyłeś na eleganckie jachty i okręty;
jeden z nich miał przed sobą długą podróż,
na inny czekała tylko słona nicość.
Widziałeś uchodźców, którzy szli donikąd,
słyszałeś oprawców, którzy radośnie śpiewali.

Powinieneś opiewać okaleczony świat.

Pamiętaj o chwilach, kiedy byliście razem
w białym pokoju i firanka poruszyła się.
Wróć myślą do koncertu, kiedy wybuchła muzyka.
Jesienią zbierałeś żołędzie w parku
a liście wirowały nad bliznami ziemi.

Opiewaj okaleczony świat

i szare piórko, zgubione przez drozda,
i delikatne światło, które błądzi i znika
i powraca.
Adam Zagajewski
I chociaż opowieść wypełnia ciepło i humor, to w tle pojawiają się również chwile smutne i dramatyczne, które przypominają, że świat dzieciństwa nie był całkowicie wolny od cierpienia. Autor wspomina o doświadczeniach trudnych, naznaczonych historią i losem, ale czyni to z taką delikatnością, że nawet te bolesne fragmenty nie odbierają książce jej jasnego tonu. A może właśnie obecność tych dramatów sprawia, że wspomnienia stają się bardziej autentyczne, prawdziwe, realne? Bo tak jak w naszym życiu obok radości pojawia się czasem lęk, a obok beztroski także chwile niepewności.
Jednak nad całą opowieścią unosi się przede wszystkim tęsknota. Tęsknota nie tylko za własnym dzieciństwem, lecz za światem, który bezpowrotnie przeminął. Tęsknota za czasem, gdy relacje były bliższe, a rytm życia wyznaczały pory roku, nie pośpiech i obowiązki.
Czytając te wspomnienia miałam wrażenie, że starałam się uchwycić coś ulotnego, dawno już utraconego. Przez cały czas lektury otulała mnie nostalgia, niczym ciche westchnienie nad tym, jak szybko przemija to, co najpiękniejsze.
Ta tęsknota rodzi się także z kontrastu między przeszłością a teraźniejszością. Im bardziej współczesny świat wydaje się pośpieszny i pełen niepokoju, tym silniej odczuwa się pragnienie powrotu do tamtej ciszy, do prostych rozmów i wspólnych wypraw nad rzekę, do lasu... Wspomnienia z dzieciństwa mają w sobie coś bezpiecznego i niezmiennego. Są tak jakby schronieniem, do którego można wrócić, gdy codzienność staje się zbyt wymagająca.
Ota Pavel pokazuje, że przeszłość nie wraca, ale może trwać w opowieści, naszej pamięci Dzięki temu książka zostawia po sobie łagodną, kojącą tęsknotę za dawnymi czasami, za bliskością ludzi i natury, za dzieciństwem... Wszystko to żyje już tylko we wspomnieniach.
To książka, która długo wybrzmiewa w ciszy po ostatniej stronie, zmuszając do refleksji nad pamięcią i kruchością ludzkiego szczęścia.
"Śmierć pięknych saren" to obraz świata, do którego nie da się wrócić, ale który można jeszcze raz przeżyć. Można ocalić jego najpiękniejsze chwile otwierając książkę i pozwalając sobie na chwilę zadumy.
Dar
Dzień taki szczęśliwy,
Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
Co przydarzyło się złego zapomniałem.
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem, kim jestem.
Nie czułem w ciele żadnego bólu.
Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.
Czesław Miłosz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy pozostawiony ślad