Jak wiersze czytać
Siądź z książką na fontanny krawędzi kamiennej,
Połóż przy sobie uschły kwiat, pożółkłe listy,
Wstążkę i mandolinę, instrument piosenny.
I kiedy słońce kończyć będzie bieg swój dzienny,
Najsłodszy ranek szczęścia przypomnij świetlisty
I wieczór najsmutniejszych łez, gdy ametysty
Niebios zlewały na cię zmierzch bólem brzemienny.
I gdy dwie łzy upadną na kwiat, listy, wstążkę,
Oparłszy skroń na dłoni, otwórz cicho książkę,
A zrozumiesz, co znaczą słowa: zmierzch, żal, smutki.
I gdy podniesiesz czoło po zadumie długiej,
Zaznacz tę stronę modrym kwiatem niezabudki
I nigdy już nie czytaj jej w życiu raz drugi.
Leopold Staff
Za oknem szaro, buro z lekkimi plamkami śniegu. Po prostu nieciekawie. Zaraz więc wyciągam z kredensu swoją skorupkę, parzę kolejną herbatkę i sięgam po moją książkę.
Naszły mnie jednak refleksje na temat czytelnictwa. Niedawno przeczytałam coś interesującego. Z niektórych badań wynika, że internauci są grupą, która częściej kupuje książki, niż reszta społeczeństwa. Wbrew utartym opiniom, stanowią oni zbiorowość ponadprzeciętnie zainteresowaną tradycyjną książką.
Dlaczego jednak jako całe społeczeństwo czytamy tak mało??
Z jednej strony książki są coraz droższe. Z drugiej książka została zepchnięta na drugi plan, przez telewizję i komputer. Trudno zachęcić dzieci i dorosłych do czytania, a przecież książka jest bardzo ważna w rozwoju dziecka i w życiu dorosłego człowieka. Dostarcza wielu estetycznych wrażeń, rozwija wyobraźnię twórczą. Jest źródłem wielu przeżyć, kształtuje postawy. Jeżeli dziecko nie pozna wartości książek i nie będzie miało nawyku czytania w przyszłości.
Do dziś bardzo mile, a wręcz z wielkim sentymentem, wspominam wieczorne chwile, kiedy jako dziecko słuchałam bajek czytanych mi przez mamę. Potem ja czytałam jak najwięcej mojemu bratankowi Kajtkowi (chociaż nawiasem mówiąc jak tylko coś mu się spodobało, to słuchał tego na okrągło, aż do znudzenia. Miał też dużą satysfakcję, gdy po raz setny prosił mnie o pewną książeczkę, a ja z udawanym oburzeniem mówiłam "znowu").
Niestety, wielu współczesnych rodziców zaprzestało czytać dzieciom książki i wspólnie oglądać kolorowe ilustracje. Codzienny pośpiech, ogrom obowiązków nie sprzyjają tej formie spędzania czasu z dzieckiem.
A przecież kontakt z książką wzbogaca słownictwo, rozwija wyobraźnię, poszerza naszą wiedzę o świecie. Książki wzbogacają nas wewnętrznie, rozszerzają świat naszych uczuć i myśli, torują drogę w głąb psychiki. Słowo pisane dociera do ludzkich serc.
Ostatnio moje lektury znowu stały się monotematyczne. Czytałam albo kryminały, albo powieści obyczajowe.
Jednak ostatnio dostałam po raz pierwszy od mojej koleżanki do przeczytania książkę. Książkę tą czytałam bardzo dawno temu, ale postanowiłam przypomnieć sobie niektóre fragmenty. Właśnie dobrnęłam do ostatniej strony.
Cień wiatru, książka która bardzo popularna była jakiś czas temu, to zupełnie inna powieść, niż te które zazwyczaj czytamy. Książka jest spora, ma ponad 500 stron. Nie mam jednak uczucia, jakby była przegadana. Nie nudziłam się ani przez chwilę ani wcześniej, ani teraz.
Zapewne wiele osób zna tą książkę. Ale...
Głównym bohaterem powieści Carlosa Zafóna jest Daniel – syn księgarza, półsierota. Jego pasją są książki. Gdy chłopiec kończy 10 lat, ojciec prowadzi go do ukrytego w sercu Barcelony Cmentarzyska Zapomnianych Książek.
Cmentarzysko to pomieszczenie z krętymi korytarzami pomiędzy wysokimi regałami z książkami. Setki, tysiące książek…., a spośród nich Daniel, zgodnie z rodzinną tradycją, ma „zaadoptować” jedną książkę i uratować ją od zapomnienia. Spośród tysięcy książek wybiera „Cień wiatru”, napisany przez tajemniczego Juliana Caraxa. Nie wie jeszcze, że powieść ta zawładnie całym jego życiem i wpłynie bezpośrednio na jego losy.
Tak zaczyna się ta powieść, pełna zaułków, tajemnych przejść, wąskich uliczek Barcelony osnutych mgłą tajemnicy.
Wchodząc, kartka po kartce, w głąb powieści "Cień wiatru", zanurzałam się w przeszłość, w zaczarowany świat dzieciństwa, tajemniczych zakamarków, ciemnych strychów pełnych zakurzonych, zapomnianych książek z ich bohaterami czekającymi często całe lata na powołanie ich z powrotem do życia.
Niestety nie da się jej przeczytać jednym tchem.
Ta książka kilka lat temu wciągnęła mnie bez reszty i i długo po jej przeczytaniu krążyłam po ulicach Barcelony. I teraz zastanawiam się - Ciekawe, jaka książka gdzieś tam na mnie jeszcze czeka?
Ponowna lektura tej książki spowodowała, że znowu zaczęłam zastanawiać się nad książkami i ich rolą w naszym życiu.
Czy książka może wpływać na życie?
Czy rzeczywiście książka jest w stanie zmienić nasze życie?
Czy książka jest lustrem i można w niej znaleźć tylko to, co nosimy w sobie?
Czy znamy przyjemność czytania, przekraczania pewnych drzwi, jakie otwierają się w duszy, całkowitego poddania się wyobraźni?
Czy to my wybieramy swoją książkę życia, czy ona wybiera nas? I dlaczego akurat ta książka, a nie inna?
Pytań na temat książek mogę zadawać wiele. Jednak bardziej interesujące są chyba odpowiedzi na nie.
Magia książki
Gdy mi się zdaje, że świat cały
deszcz lub wichura czapki zrywa,
sięgam po książkę. I odpływam.
Jestem gdzieś w górach lub nad wodą.
Ścigam przygodę za przygodą.
Mogę być w dżungli wśród potworów,
w kosmosie, w deszczu meteorów,
wszędzie, gdzie niesie wyobraźnia.
Taka w tej książce drzemie magia.
Ja nie narzekam, nie marudzę,
bo z książką nigdy się nie nudzę.
Marta Berowska
Wiele jest książek, które może nie wpłynęły aż tak na moje życie, ale które na pewno odegrały pewną rolę i mocno zakorzeniły się w mojej pamięci.
Z najwcześniejszego dzieciństwa pamiętam czytane mi przez mamę wierszyki Brzechwy oraz książkę „Idzie niebo ciemną nocą”. I co najdziwniejsze, bardzo, bardzo długo, bo aż do szkoły średniej, nie wiedziałam, istnieje Kubuś Puchatek lub Muminki.
Potem były oczywiście "Dzieci z Bullerbyn". Była to moja pierwsza poważna lektura szkolna. Jeszcze słyszę swój śmiech, gdy słuchałam np. o wyprawie dziewczynek na zakupy. Mama musiała mi to powtarzać kilka razy. Zawsze marzyłam, aby tak mieszkać i bawić się jak te dzieci. Może zatem warto wrócić do "Dzieci z Bullerbyn".
Ktoś mi niedawno powiedział, że przygody Lassego, Bossego, Lisy, Olego, Britty i Anny nudzą współczesne dzieci. Może dlatego, że nie miał im kto wytłumaczyć, jak się piecze pierniczki i jaka to frajda wybrać się do sklepu po kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej lub po co dziadziusiowi spirytus kamforowy…. Do tej pory na wspomnienie Bullerbyn mam ochotę złapać za kawałek sznurka, przyczepić jego końce do swojego i czyjegoś balkonu i pobawić się w "pocztę sznurkową". Ale na przywiązywanie zęba do klamki od drzwi nigdy bym się nie zdobyła.
Gdy umiałam już samodzielnie czytać od Babci dostałam komplet książek o przygodach rudej Ani. To była i jest książka, do której powracałam najczęściej. To ona pozwalała mi zapomnieć o wszelkich zmartwieniach i niepowodzeniach. Nawet filmy nakręcone na jej podstawie, nie dawały mi tyle przyjemności, co wędrówka po kartach książki.
Zresztą problem książka czy film dla mnie praktycznie nie istnieje. Zawsze wolę przeczytać książkę, a potem ostatecznie obejrzeć film. Może to dziwne, ale taka już jestem. Nawet nie pamiętam kiedy byłam w kinie. Za to podwyższam statystykę dotyczącą przeczytanych książek.
Jak każdy miłośnik książek czuję ten słodki dreszczyk obietnicy, jaką daje każda nowa książka, gdy tylko uchyli się jej okładkę. Jednak stare woluminy także mają swój urok.
Dzisiaj, kiedy znów sięgam po kolejną książkę, czuję również wdzięczność za wszystkie światy, do których mogłam zajrzeć. Za ludzi prawdziwych i tych wymyślonych, których mogłam poznać. Za emocje, które towarzyszyły mi nieraz przy lekturze.
Wierzę jednak, że choć zmienia się świat dookoła, a wraz z nim tempo naszego życia, to papierowe książki będą nadal. Przecież wciąż mają w sobie niezwykłą moc. Potrafią zatrzymać nas na chwilę, otulić ciszą, poruszyć to, co najgłębiej skrywane.
Dlatego nie przestaję szukać następnej, wyjątkowej historii. Bo każda nowa książka to obietnica, że być może znowu coś odkryję, zrozumiem, poczuję. A może znajdę tam odpowiedź na pytanie, które od dawna noszę w sobie.
Wystarczy tylko otworzyć pierwszą stronę. Reszta potoczy się sama.
Książka
Od pierwszych liter już na całe życie
co opowiada dzieje twojej ziemi
odkrywa piękne i nieznane lądy.
Od pierwszych liter już na całe życie
zawsze przy tobie kiedy ją przywołasz.
Do łez cię wzruszy Jankiem Muzykantem
a jak Pinokio - ubawi wesoła.
Będzie cię uczyć ptaków, kwiatów i ludzi,
będzie ci radzić twój wierny przyjaciel szczery.?
Zawsze przy tobie służyć ci gotowa
od pierwszej w życiu poznanej litery.
Tadeusz Kubiak
Powinniśmy ocalić książki od zapomnienia. A zatem weźmy czasem woluminy w dłoń i odkryjmy ciekawą historię. Może nawet o nas samych.



Ja również zazdrościłam dzieciom z Bullerbyn ich przygód. Jednak po jakimś czasie doszłam do wniosku, że
OdpowiedzUsuńw moim dzieciństwie też były przygody, może nie takie śmieszne, ale równie interesujące.
Pozdrawiam serdecznie :)