sobota, 28 marca 2026

Cisza, która prowadzi do radości

W marcu wstaję wcześniej niż zimą. Świat jeszcze śpi, w dole tylko mkną w dal pociągi. Parzę herbatę. Piję powoli i patrzę przez okno ponad dachami domów.
Wiem, że to jeszcze wcześnie na tą opowieść, ale....
Zanim pierwszy promień słońca wpadł do mojego mieszkania, wiedziałam, że nadchodzi Wielkanoc. Wszak pierwsze palmy już zielenią i złocą się w wazonie. Zapach wiosny rozchodzi się dookoła. W sercu czuję znajome oczekiwanie.
Nadchodzące dni nie są jak każde inne... To dni, który pachną świeżością wiosny, pieczeniem ciasta, wanilii, kolorami pisanek...
Są także cichymi chwilami zadumy.
MOJE TRIDUUM SACRUM
Od lat się uczę Triduum Sacrum
ciągle na nowo
przemierzam z pokorą trzy dni święte
z każdym rokiem inaczej
zasiadam w czwartek do Ostatniej Wieczerzy
by skosztować ducha zapowiadanej Ofiary
potem wędruję w piątek pod Krzyż
wiem że mnie przygarnie jaką jestem
a gdy nadejdzie cisza wielkiej soboty
wśród hortensji i białych tulipanów
będę czekać wytrwale
aż zmartwychwstanie Miłość
bym mogła znów iść dalej...
Każdy krok w tym czasie przypomina mi, że zanim będzie radość, musi być cisza, zaduma i głębsze spojrzenie na to, co w moim życiu naprawdę ważne. 
Wielkanoc to dla mnie więcej niż święto jednego dnia. To przypomnienie, że życie potrafi się odrodzić, nawet gdy wydaje się ciężkie i szare.
W marcu wszystko prowadzi ku Wielkanocy. Każdy dzień Wielkiego Postu ma w sobie nutę oczekiwania. Zdejmuję ostatnie zimowe ozdoby, wycieram kurz półek, porządkuję nie tylko przestrzeń, ale i myśli. W tym czasie nawet cisza ma inny smak. Głębszy, bardziej uważny.
W wazonie stają pierwsze kocie gałązki. Miękkie i puszyste bazie, delikatne wspomnienie z dzieciństwa... Dotykam ich i czuję, jak bardzo to święto zakorzenione jest w prostych gestach. W święceniu palm, przynoszeniu do domu zieleni, sprzątaniu, malowaniu jajek....
Przychodzi Triduum Paschalne. Czas najważniejszych i najbardziej poruszających dni w całym roku liturgicznym. Te trzy dni nie są jedynie pamiątką wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat. To jedna, wielka tajemnica miłości Boga do człowieka. Tajemnica rozciągnięta w czasie od wieczoru Wielkiego Czwartku aż po świt Zmartwychwstania.
To czas, w którym liturgia prowadzi nas krok po kroku przez Wieczernik, Golgotę i pusty grób, abyśmy nie byli tylko widzami, lecz uczestnikami zbawczych wydarzeń.
Zatrzymujemy się głębiej niż zwykle, by spojrzeć w głąb siebie i zrozumieć sens ofiary, ciszy oraz nadziei. To dni, które wyciszają codzienny pośpiech i zapraszają do prawdziwej refleksji nad życiem, przemijaniem i odrodzeniem.
W Wielki Czwartek
Śpimy jak zwykle
w czwartkową noc
nieświadomi zbliżającej się chwili
nie podejrzewamy nawet
że ktoś może być sam
nie chce się nam czuwać
bo dobrze nam w swoim świecie
bezpieczni
że ktoś pokona za nas
dolinę ciemności
spokojni
że nie musimy podbiegać
z rozłożoną chustą poświęcenia
nie żądają od nas odwagi
więc zapominamy że nasze miejsce
jest pod Krzyżem
i przesypiamy kolejną
noc Miłości. 
Wielki Czwartek jest cichy i refleksyjny. Wspominamy Ostatnią Wieczerzę, gest umycia nóg i ustanowienie Eucharystii. W powietrzu czuć skupienie i wdzięczność, ale też zapowiedź nadchodzących wydarzeń. To wieczór pełen zadumy, w którym milkną dzwony, a serce zaczyna rozumieć, że wchodzimy w tajemnicę większą niż słowa.
Wielki Piątek jest surowy, poważny i wymagający skupienia. To dzień ciszy, postu i adoracji krzyża. W tym dniu świat naprawdę powinien zwolnić, bo staje wobec tajemnicy cierpienia i śmierci. To dzień, w którym ziemia zdaje się milknąć.
A jednak u nas, zawsze zastanawiam się dlaczego, nie jest dniem wolnym od pracy.  Jakby nasza codzienność nie zawsze potrafiła zatrzymać się tam, gdzie serce najbardziej tego potrzebuje. I rzeczywiście można pytać, dlaczego świat nie zatrzymuje się w tym dniu? Dlaczego codzienność toczy się zwyczajnie?
Wielki Piątek uczy nas, że cierpienie nie jest ostatnim słowem Boga. Że nawet w największym mroku obecna jest nadzieja, choć jeszcze jej nie widać.
W Wielki Piątek
Dziś pod Krzyż przyszły
wszystkie smutki świata
cisną się w zapłakanych oczach
słabym głosem wyrywają się ze zranionych serc
jadą na inwalidzkich wózkach
popychają krzywdę zdrady
rzucają niedawne oszczerstwa
przekrzykują zapach alkoholu
i rozpychają się gwałtem nienawiści
a ramiona Krzyża
w delikatnym uścisku
przygarniają przyniesione kamienie i głazy
by przemienić je w diamenty
błyszczące w płomieniach zachodzącego słońca.
Już cisza
i dzieją się pod Krzyżem rzeczy niepojęte
które rozumie się jedynie
u stóp Krzyż
Wielka Sobota jeszcze jest dniem ciszy. To zawieszenie między bólem a radością. Wielka Sobota pachnie jednak już świętami – chlebem, ciastem, barszczem, chrzanem i wędliną. W domach miesza się cisza oczekiwania z krzątaniną przygotowań. Koszyczek przykryty białą serwetką niesiemy ostrożnie, nie tylko po to, by wiatr jej nie zdmuchnął, lecz także dlatego, że niesiemy w nim coś więcej niż pokarmy. Niesiemy nadzieję, że po ciszy i mroku zawsze przychodzi światło. 
W sobotę na koniec jest Noc Zmartwychwstania Pańskiego, Wigilia Paschalna.
Wigilia Paschalna zaczyna się w ciszy i ciemności, gdy ogień rozprasza mrok, a światło paschału powoli wypełnia świątynię, niosąc obietnicę nowego życia. To noc czuwania i nadziei, w której serce przechodzi z ciszy Wielkiego Piątku ku radości Zmartwychwstania, czując, że po każdej ciemności naprawdę przychodzi świt.
W Wielką Sobotę
Lubię radość wielkiej soboty
przystrojonej grobami Pańskimi
w których Chrystus
spoczywa jeszcze w zapachu wiosennych kwiatów
wokół pełno
cichych modlitw i szeptów
przenikających przez biel
grobowych płócien
i wciąż to radosne oczekiwanie
na odwalony kamień
na bliskiego sercu Anioła
na spotkanie z szukającą Marią
i na dźwięk słów
nie zatrzymuj mnie
wiersze Basia Wójcik
Chwytam w dłonie drewnianą pisankę. Delikatnie ją obracam i myślę o tym, jak kruche, a jednocześnie piękne jest życie. Wielkanoc każdego roku uczy mnie, że każdy z nas może odrodzić się na nowo. W myślach, w uczuciach, w relacjach z innymi. I przede wszystkim w zdrowiu i w wędrówce przez ścieżki codzienności. O tym wszystkim sama się przekonałam.
Jednak radość nie zawsze przychodzi sama. Trzeba ją dostrzegać w drobnych gestach: w uśmiechu, w słońcu za oknem, w ciepłej herbacie pitej w ciszy poranka... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy pozostawiony ślad