"Karta z dziejów ludzkości"
Spotkali się w święto o piątej przed kinem
Miejscowa idiotka z tutejszym kretynem.
Czy pragniesz pójść ze mną na film przebojowy?
Miejscowa kretynka odrzekła - Z ochotą,
Albowiem cię kocham, tutejszy idioto.
Więc kretyn miejscowy uśmiechnął się słodko
I poszedł do kina z tutejsza idiotką.
Na miłym macaniu spłynęła godzinka
I była szczęśliwa miejscowa kretynka.
Aż wreszcie szepnęła: - kretynie tutejszy!
Ten film, mam wrażenie, jest coraz nudniejszy.
Więc poszli na sznycel, na melbe, na winko,
Miejscowy idiota z tutejszą kretynką.
Następnie się zwarli w uścisku zmysłowym
Tutejsza idiotka z kretynem miejscowym.
W ten sposób dorobią się córki lub syna:
Idioty, idiotki, kretynki, kretyna.
By znowu się mogli spotykać przed kinem
Tutejsza idiotka z miejscowym kretynem.
Julian Tuwim
Od dawna nie chodziłam do kina na kolejne, unowocześnione wersje filmowe. Nie ważne, czy to były adaptacje polskie, czy też zagraniczne... Jednak nie dlatego, że z góry uważałam będą ona złe.
Ostatnio jednak dałam się wyciągnąć koleżance na Lalkę.
I chyba raczej nie obejrzę kolejnej ekranizacji.
Nie dlatego, że film mi się nie spodobał. Nie dlatego, że nie daję szans nowym twórcom. Po prostu dla mnie chyba najważniejsze są te pierwsze, dawne ekranizacje. Te, które pojawiły się kiedyś i które zostały w pamięci na dobre.
Może już coś straciłam i jeszcze stracę? Przecież różnych adaptacji, ekranizacji było, jest i będzie mnóstwo. Kolejne książki trafiają na ekrany, powracają znane historie, pojawiają się nowi aktorzy, nowe scenografie i nowe spojrzenie na opowieści, które przecież już znamy.
W Wielkiej Brytanii co jakiś czas powstają kolejne ekranizacje powieści Jane Austen czy też Wichrowych Wzgórz. Podobnie jak we Francji wraz z nowym pokoleniem oglądamy nową wersję Hrabiego Monte Christo.
Po co miałabym zastępować coś, co już jest dla mnie znane?
Przecież to właśnie z tymi pierwszymi filmami kojarzą mi się konkretne historie. Z określonymi twarzami aktorów, głosami, muzyką, scenografią. Z klimatem tamtych lat. Czasem nawet z własnymi wspomnieniami. Z tym, gdzie i kiedy oglądałam dany film, ile miałam wtedy lat, jakie robił na mnie wrażenie...
Może właśnie dlatego tak trudno mi zaakceptować nowe wersje. Nie oglądam ich już z takimi samymi emocjami jak kiedyś. Nie ma w nich tamtego pierwszego zachwytu, ciekawości i oczekiwania na to, co wydarzy się na ekranie. Znam już tę historię, wiem, jak wyglądają jej bohaterowie w mojej wyobraźni i trudno mi pozwolić, by ktoś zastąpił ich innymi twarzami. Być może to zwykły sentyment, ale nie widzę powodu, żeby z niego rezygnować.
Bo przecież nie zawsze chodzi o to, żeby zobaczyć historię opowiedzianą jeszcze raz. Czasami wystarczy ta jedna wersja, która na zawsze stała się tą naszą, jedyną...
O rodzinie w kinie
Rodzina poszła do kina.
Mały synek zje cukierka,
Córka się pobawi w berka.
Pośpi sobie tata trochę.
Mama spyta ciocię Zochę:
"Jakie filmy dzisiaj grają?
Czy w bufecie ciastka mają?".
Wujek jagody przyniesie,
Zerwał je przedwczoraj w lesie.
Babcia wyjmie konfitury.
W kinie lecą same bzdury.
Rodzina się nie przejmuje,
W kinie dobrze imprezuje.
A widzowie są zdziwieni:
"Kto tu wpuścił tych jeleni?"
Po godzinie ich wygnano,
Zakaz wstępu nakazano.
Wyszła więc rodzina z kina
Pochwał za to nie otrzyma.
Żeby im nie było smutno,
Do teatru pójdą jutro.
Artur Zyskowski
Dobra ekranizacja nie musi odtwarzać książki scena po scenie. Najważniejsze jest to, czy film zachowuje emocje, temat, atmosferę i sens literackiego pierwowzoru, a jednocześnie działa jako samodzielne kino. Właśnie dlatego ekranizacje budzą tyle dyskusji: jedni oczekują pełnej zgodności z oryginałem, inni cenią twórcze decyzje reżysera. Są jednak filmy, które zachowują najważniejsze elementy książki, a jednocześnie opowiadają tę historię na swój sposób. W W rezultacie podobają się zarówno czytelnikom, jak i widzom.
Nowa ekranizacja może być bardziej współczesna, efektowna, dopracowana technicznie. Może mieć znakomitą obsadę i ogromny budżet. To wszystko jednak nie zmieni jednego: nie będzie moją pierwszą wersją tej historii, która została w mojej pamięci. A pierwsze dobre wrażenie trudno powtórzyć.
Dawne filmy mają swój rytm, sposób opowiadania, aktorów, których trudno zastąpić. Może to kwestia mojego wieku, że mam coraz większy sentyment do dawnych filmów. Tak, czas zrobił swoje... Te dawne produkcje są dla mnie czymś więcej niż tylko ekranizacjami książek. Są częścią moich wspomnień.
Dlatego raczej nie pójdę na kolejną ekranizację. Nie będę porównywała nowej wersji ze starą, nie będę zastanawiała się, kto lepiej zagrał daną postać i czy współczesna produkcja dorówna tej sprzed lat. Wolę po prostu wrócić do tamtego filmu. Do tej wersji, którą znam, lubię i z którą dana historia już na zawsze mi się kojarzy. Czasami najlepiej zostawić dobre historie tam, gdzie je pierwszy raz znaleźliśmy.
Małe kina
Najlepsze te małe kina
w rozterce i w udręce,
pluszem czerwonym jak serce.
Na dworze jeszcze widno,
a już się lampa kołysze
i cienie meandrem biegną
nad zwiastującym afiszem.
Chłopcy się drą wniebogłosy
w promieniach sztucznego światła
sprzedają papierosy,
irysy i sznurowadła.
O, już się wieczór zaczyna!
Księżyc wyciąga ręce.
Najlepsze te małe kina
w rozterce i w udręce.
króluje w budce złocistej,
więc bierzesz bilet i wchodzisz
w ciemność, gdzie śpiewa film:
szeleszczą gaje kinowe,
nareszcie inne, palmowe,
a po chodniku bezkresnym
snuje się srebrny dym.
Jakże tu miło się wtulić,
deszcz, zawieruchę przeczekać
i nic, nic nie mówić,
i trwać, i nie uciekać.
Srebrzysta struga płynie
przez umęczone serce.
Drzemiesz w tym małym kinie
jak list miłosny w kopercie:
„Ty moje śliczne śliczności!
Znów się do łóżka sam kładę.
Na jakimż spotkam cię moście?
Twój
Pluszowy Niedźwiadek”.
Wychodzisz zatumaniony,
zasnuty, zakiniony,
przez wietrzne peryferie
wędrujesz i myślisz, że
najlepsze te małe kina,
gdzie wszystko się zapomina;
że to gospoda ubogich,
którym dzień spłynął źle.
Konstanty Ildefons Gałczyński
A z kina nie rezygnuję. Chociaż tęsknię za tymi, o których pisałam TUTAJ




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy pozostawiony ślad