piątek, 10 września 2021

Myśli pachnące lawendą

Lawenda, to zapach letniego wieczoru,
z powiewami wiatru tańczy po ogrodzie,
w sąsiedztwie goryczka, szarosrebrny piołun,
wiesiołek, co tylko o zmierzchu przychodzi.

Po upalnych nocach miłością pisanych
zanurzymy zmysły w fioletowej ciszy,
czar nieśmiałych kwiatów sprawi, że nad ranem
wyszeptane słowa na pewno usłyszysz.

Uwiłam bukiecik, na zimę zasuszę
pośród zawieruch garstkę letnich wspomnień,
odnajdziemy w sobie żar czerwcowych wzruszeń,
gdy ci przygotuję lawendową kąpiel. 
Ewa Pilipczuk
Kwitnące lawendowe pole, zwłaszcza o zachodzie słońca,  to jeden z najpiękniejszych obrazów, które namalowała natura.
Mówimy – lawenda, myślimy – Prowansja.
Niektórzy marzą o tym, aby kiedyś pojechać do Prowansji i zatopić się w pachnącym, fioletowym polu.
Co jednak wiemy o tej roślinie?
Słowo “lawenda” pochodzi ze średniowiecza. Jednak sama roślina była znana już Rzymianom, którzy używali jej do kąpieli i do prania odzieży. Nazwa ”lawenda” pochodzi od łacińskiego czasownika “lava”  czyli “kapiel”.  Rzymianie określali nim pachnącą kąpiel z dodatkiem kwiatów lawendy. Lubiący rozkosze ciała Rzymianie hojnie dodawali ją do kąpieli. Kąpiel lawendowa, którą tak ukochali Rzymianie, uspokajała (i nadal uspakaja).
Grecki lekarz wojskowy Dioskorides, który żył w Rzymie w czasach Nerona uważał, że zapach lawendy przewyższa wszystkie znane mu pachnidła.
W starożytności wykorzystywano ją też do opatrywania wojowników. Przyłożenie do rany lawendowych kwiatów zabezpieczało przed wdaniem się zakażenia, rana szybciej się zabliźniała. Rzymianie używali jej też do odkażania pokoi oraz w formie kadzidła podczas duchowych rytuałów.
Według przekazów biblijnych, Maryja nacierała lawendą szaty, aby uchronić je przed zagnieżdżaniem się insektów. Chciała też nadać im zapach czystości.
LAWENDOWE WZGÓRZA
Sennie malowana droga bez drogowskazów
na płótnie rozciągniętym
pomiędzy wczoraj i jutro,
prowadzi tylko w jedno miejsce,
na lawendowe wzgórza.

Ciepły wiatr wypełnia przestrzeń
od horyzontu po horyzont naznaczoną,
tęsknotą w kolorze lawendy.

Fiolet pól miesza się bezwstydnie z błękitem nieba,
przenikają się, łączą lubieżnie
w palety niespotykanych odcieni światła.
Zrodzony melanż, infiltruje powietrze, skórę,
oddaje ciepło nieograniczonej przestrzeni.
znalezione w Internecie
Natomiast grecki pisarz Pliniusz Starszy zalecał lawendę przy zaburzeniach nerek, żołądka i miesiączkowania.  
Jednak w ziemskim życiu sacrum zazwyczaj miesza się z profanum. Zatem lawendę doceniali nie tylko święci. Panny lekkich obyczajów nacierały ciało olejkiem lawendowym, bo wiedziały, że jej zapach wycisza, uspokaja i hamuje agresję.
Bukiet lawendy zawieszony przy łóżku miał wzbudzać namiętność i przyśpieszać krążenie. Zresztą Rzymianie faktycznie kąpali się w lawendzie, perfumowali nią włosy, ciała, a nawet posłania i sztandary wojskowe. Z kolei Paracelsus i Hildegarda von Bingen zalecali lawendę przy nerwicach jako środek uspokajający.
W średniowieczu lawenda była początkowo uprawiana w ogrodach klasztornych jako roślina lecznicza. W tym czasie na północny Morza Śródziemnego pojawiły się po raz pierwszy znane nam dziś lawendowe uprawy. Największy rozkwit nastąpił oczywiście we Francji. Rozpowszechniła się wtedy legenda, że lawenda jest rośliną, której sadzonkę Adam i Ewa zabrali z ogrodu Eden.
Lawenda była jedną z ulubionych roślin leczniczych, którą zalecała chorym i cierpiącym słynna średniowieczna benedyktynka św. Hildegarda z Bingen. Proponowała jej kwiaty dla złagodzenia niepokojów ducha, w lękach, dla wzmocnienia całego organizmu i dla usprawnienia pracy mózgu.
Kiedy Henryk VIII rozwiązał klasztory, lawenda trafiła do angielskich ogródków domowych i pałacowych.
Elżbieta I Tudor, córka Henryka VIII, leczyła swoje migreny herbatą z dodatkiem kwiatów lawendy. Efekt musiał być naprawdę zadowalający, bo królowa kazała zakładać plantacje lawendy.
Intensywny fioletowy kolor
Intensywny zapach
Usypiający
Lawenda zachwyca
Lawenda uspokaja
Ma moc
Gdyby tak być
Jak lawenda
Być lawendowym
Być na 100 procent
Nie na pół gwizdka
Pozwolić się zasuszyć
Dać się powiesić na ganku
I położyć się pod
Poduszką
Na dobry
Twardy sen
Ireneusz Leończy
Wraz z rozwojem wiedzy o destylacji olejków eterycznych, lawenda stała się podstawą przemysłu perfumeryjnego.
Nie zapomniano jednak o jej leczniczych właściwościach. Według legendy olejek lawendowy miał uchronić przed epidemią cholery mieszkańców słynącego z produkcji perfum miasta Grasse.
Do dzisiaj olejek lawendowy ma najszersze zastosowanie spośród wszystkich olejków eterycznych
Od najdawniejszych czasów lawenda jest ceniona za wspaniały zapach oraz właściwości lecznicze.
Z wonnych kwiatów nadal wyrabia się mydła, perfumy i olejki lawendowe.
Produkcja kosmetyków i farmacja były ściśle powiązane. Uważano bowiem, że brzydkie zapachy niosą chorobę, natomiast piękne działają kojąco, a wręcz leczniczo. Z tego właśnie powodu np. w XVIII w., podczas prowansalskiej epidemii dżumy, ludzie masowo palili lawendę, pragnąc wypędzić chorobę.
Zapach lawendy odstrasza też mole, komary i meszki.
Lawendowe pola
pachną aż tu czuję,
fiołkowym spojrzeniem
uśmiech wyczarują…

taki lekki, ciepły
w odcieniach radości
by zawsze gdyś smutny
zapukał …zagościł

w Twoim sercu, w myślach
w dziennych poczynaniach
układał, co dobre
zdobywał uznania…

***
Nikt by nie przypuszczał,
że kwiaty tak mogą
otuchą napełniać,
słać się życia drogą…
znalezione w Internecie
Lawendowe kosmetyki dobrze jest zastosować na noc. Ich zapach nie jest pobudzający, wręcz przeciwnie wycisza i koi zmysły, a to ułatwia zasypianie. Lawenda nie tylko uspakaja i kołysze do snu, ale też przegania smutki
 Mało kto wie, że lawenda bardzo często gości w naszej kuchni. Lawenda wchodzi w skład mieszanki ziół prowansalskich (tego nie wiedziałam, bo w mojej torebce tych ziół lawendy jako składnika nie ma. Może kupuję nie takie jak trzeba:(((.  Ktoś zna takie z lawendą?)  Dlatego lawendę można stosować jako zamiennik lub w towarzystwie rozmarynu, tymianku, cząbru, oregano, majeranku, estragon, a nawet mięty 
Lawenda jest rośliną miododajną. Miód lawendowy zaliczany jest do jednego z najszlachetniejszych. Jest  ceniony ze względu na walory smakowe i prozdrowotne.
Lawendę można także dodawać do wielu potraw jako ozdobę.
Kogo z nas nie zachwyca lawenda? Bo jak tu nie kochać lawendy? Zniewala nas przecież kolorem kwiatów, kolorem, otula zapachem... 
Lawendowe wzgórza,
ciepłe, miękkie i delikatne jak oddech.
Płochliwe od poranka, ulotniejsze od mgły,
z każdym spojrzeniem mienią się inną barwą.
Zmieniają jak kameleon od lawendy po purpurę,
od delikatnego różu po karmazynową czerwień,
od porannego błękitu po oceaniczny granat.

Na granicy jawy i snu, chwytam jeszcze zachłannie
niknące zapachy, kolory, ciepło
i czekać będę na noc, która znów mnie powiedzie
na lawendowe wzgórza.
znalezione w Internecie

Tekst przygotowany jeszcze przed urlopem


piątek, 3 września 2021

Już za parę dni, za chwil parę

 Tyle spraw

Spowity mgłą tajemnicy
podążasz ścieżką ku słońcu
niestraszne ci bezdroża
ludzkich wad

wśród dojrzałych kłosów pszenicy
połyskują ziarna twojej dobroci
ale ty mijasz je spokojnie
jakby nie były twoimi

musisz iść dalej
przez ścieżki wichry i burze
choć dawno przekwitły jabłonie
i nie wiadomo
kto zerwał dorodne jabłka

jeszcze tyle spraw
i tyle ludzi
i tyle poplątanych dróg
słońce jest tak daleko
ale jest
zawsze jest
nawet wtedy gdy ukrywa się za chmurą.
Basia Wójcik
To moja ostatnia opowieść przed wyjazdem. Tak, tak, wiem, że wakacje się kończą. Prawie wszyscy są już po urlopach i wakacjach. Jednak dla mnie jest to najlepsza pora na wyjazd.
Mam nadzieję, że odpocznę i zapomnę o wszystkich problemach.
Zatem szykuję się powoli do wyjazdu. Nareszcie…. Pod koniec tego tygodnia moje ramiona wyjątkowo obciążone są zmęczeniem ostatnich miesięcy. Ciężko wchodzę po schodach, z trudem zasypiam, a jeszcze trudniej wstać rano. Taką mam ochotę nic nie robić, nie myśleć… Chcę nareszcie uciec od codziennego zmęczenia, drobnych, czasem  nieistotnych spraw, które pochłaniają moją energię. Czasem najtrudniejsze są właśnie dla mnie właśnie rzeczy proste, codzienne: W świecie pełnym coraz to nowych produktów czasem czuję się bezradna i zagubiona. Staram się nadążać, aby nie pozostawać w tyle. Dochodzę do wniosku, że życie jest dla tych co są na bieżąco z najnowszymi wynalazkami cywilizacji. Moje umiejętności wyniesione ze szkoły są już przestarzałe. Niedawno nawet przeczytałam, że w pewnym mieście USA dzieci nie potrzebują długopisów, bo pisanie wychodzi z mody. Zamiast tego mają uczyć się szybszego pisania na klawiaturze komputera. Co to w ogóle za pomysł?
Współczesne młode pokolenie przyzwyczajone do komputerów, komórek i zaczyna uważać odręczne pisanie za archaiczną, nikomu niepotrzebną umiejętność. Z duchem czasu postanowiły właśnie iść władze stanu Indiana w USA. Trudno mi jednak sobie wyobrazić pokolenie młodych ludzi, którzy potrafią pisać smsy z szybkością światła, ale nie umieją podpisać. Zresztą patrząc na mojego bratanka i jego kolegów dochodzę do wniosku, że dzieci nie przykładają już uwagi do charakteru pisma. Piszą nieuważnie, spieszą się, robią błędy. Teraz w świecie korektorów, nikt tego od nich nie wymaga. Czasy starannego pisania, kiedy szanowało się każdą napisaną literkę odchodzą w niepamięć… Mam tylko nadzieję, że tak szybko jego unicestwienie nie nastąpi. Zastanawiam się tylko, czy skoro uczniowie nie będą uczyli się pisać ręcznie, będą w stanie odczytać odręczne pismo. Dla mnie cała ta sprawa jest kompletnym nieporozumieniem. Może więc nie warto za wszelką cenę nadążać za wszystkim?
Teraz jednak najważniejszy jest mój urlop.
Chcę się wyspać, a przede wszystkim wyrwać się na parę dni, aby powstrzymać tą wewnętrzną gonitwę a znaleźć spokój.
Będę w moim ukochanym miasteczku siedzieć rano przy oknie, pić herbatę i patrzeć na ludzi biegnących do pracy, odprowadzających dzieci do przedszkola lub biegnących po prostu do sklepu po ciepłe bułeczki.  Będę szczęśliwa, że nigdzie nie muszę pędzić.
Chciałabym się zatrzymać. Stanąć nagle na ulicy i trwać w tym przez…..
Potem znowu przysiądę sobie na chwilkę na rynku, a najchętniej na plantach pod fontanną lub nad jeziorem i znowu będę przyglądać się wszystkim twarzom, które tylko przechodzą przez to miejsce. Mogłabym zmieniać ławki, jedną za drugą. A może po prostu nakarmię kaczki i łabędzie?
Dla mnie osobiście każda podróż, nawet w to samo miejsce co roku,  jest inna, każda z nich wnosi do mojego życia coraz to więcej radości, harmonii i spełnienia. Uwielbiam odkrywać coraz to nowe zakątki, których jeszcze nie poznałam. Jednak powrót na stare wydeptane już uliczki też jest dla mnie ogromną radością. Nie ma nic bardziej wzruszającego, niż znaleźć się w dobrze znanym zaułku, chociaż nie czeskim...

Zaułki
Ze ścian spadają wspomnienia
z cichym łoskotem
wpadają w szczeliny posadzki

ukrywają się pod zadeptaną wycieraczką
wraz z odpryskami farby
ukazują się ludzkie tęsknoty
z zaułków życia targanego wiatrem
stare drzwi skrzypią
jakby chciały ukryć
przed ciekawskim spojrzeniem
zawartość serca
krzywią się linie jak ludzkie życiorysy
tylko promyk słońca
wydobywa ostatnie tchnienie miłości.
Basia Wójcik
Bardzo potrzebuję odpoczynku, przerwy od codzienności, obowiązków, myślenia.
Najchętniej wyjechałabym na dłużej, ale i tak się cieszę, że znowu będę wędrować po moich kochanych uliczkach.
Już nie mogę się doczekać.
Jeszcze tylko parę ostatnich listów i już za chwilę czas na pakowanie...  Szafa już otwarta, a walizka jak co roku uśmiecha się do mnie wyczekując i zachęcająco. Dobrze wie, że nie lubię się pakować. Nigdy nie wiem, czy uda mi się zabrać tylko same najpotrzebniejsze rzeczy. Do tego lato tego roku jest bardzo kapryśne. Bardzo potrzebuję odpoczynku, przerwy od codzienności, obowiązków, myślenia.
Chociaż tak naprawdę walizka już prawie spakowana, a ja czekam już tylko, na moment mojego wyjazdu do krainy za którą tak bardzo tęskniłam. 
Cóż nie pozostaje mi nic innego jak tylko porządnie się sprężyć i jak najszybciej mieć pakowanie za sobą. Perspektywa najbliższych dni jest taka zachęcająca, że warto włożyć w to trochę wysiłku…
Wędrówka
Błąkam się cieniem po starych zaułkach
zaglądam uparcie w szczeliny serca
drżącą bruzdą życia
gładzę mech na kamieniach istnienia
liczę godziny
ważę słowa
wołam umarłych jak żywych
ja
cząstka mojej wsi maleńkiej
broniącej przed śmiercią
stare chatki
wpuszczające przez dziurawe okna
stęsknione duchy przodków.
Basia Wójcik