sobota, 31 stycznia 2026

Między płomieniem a ekranem

Początek lutego to czas zawieszenia. Zima jeszcze trwa, dzień dopiero zaczyna się wydłużać, a wiosna pozostaje obietnicą.
Głęboko w szafie z godnością odpoczywają gromnice
zmęczone życiem staruszki z kroplami zastygłego wosku
opowiadają sobie historie z dawnych lat
czytając wzajemnie w woskowych sercach
w tych sercach nadal pomrukują uciszone pioruny
oddalone choroby i niebezpieczne zasadzki
drzemią dobre chwile komunijnych obietnic i marzeń dziecięcych
budzą się chrzcielne kąpiele nowych pokoleń
zaklęte w modlitwie dłonie umierających rozpływają się w mglistych obrazach
niejedna łza tęsknoty spada
gdy nabożnie wyciągam moje gromnice ze starej szafy
w której przechowuję najcenniejsze wspomnienia
skarby moje i tych co nauczyli mnie kochać gromnice.
Drugiego lutego, jak co roku zapalę świecę. Nie tą największą. Nie najnowszą. Ale tą starą, kapiącą na dłoń, pamiętającą dłonie ośmioletniej Małej Dziewczynki, inne zimy, inne drogi do domu. To przecież święto Matki Boskiej Gromnicznej, czyli Ofiarowania Pańskiego, obchodzone w Kościele od IV wieku. Upamiętnia ono przyniesienie Jezusa do świątyni i słowa Symeona: 

"Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu
w pokoju, według Twojego słowa.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
któreś przygotował wobec wszystkich narodów:
światło na oświecenie pogan
i chwałę ludu Twego, Izraela".
 
Dziś niewiele osób pamięta, dlaczego ten dzień był tak ważny. Dla większości to zwykła data w kalendarzu. A przecież dawniej 
gromnica była jednym z najważniejszych przedmiotów w  domu. Wierzono, że jej płomień chroni przed burzą, mrozem, chorobą i nagłą śmiercią. Zapalano ją podczas nawałnic, przy konających, a także wtedy, gdy rodziło się dziecko. Na belkach stropu często rysowano znak krzyża okopconym knotem na ochronę domu i obejścia.
Luty nazywano wilczym miesiącem. To był czas największego głodu i strachu — zarówno ludzi, jak i zwierząt. Według ludowych podań Matka Boska Gromniczna chodziła nocą po polach, pilnując ozimin i odpędzając wilki od ludzkich siedzib. Często przedstawiano ją z zapaloną świecą, osłaniającą ludzi i zwierzęta przed niebezpieczeństwem.
Ale o tym już pisałam TUTAJ
Dla mnie ten dzień od zawsze miał jeszcze jeden wymiar. Drugiego lutego swoje urodziny i imieniny obchodziła Babcia Domowa. Gdy zapalam gromnicę, myślę o niej, a także o tym, jak wiele znaczeń może zmieścić się w jednym płomieniu.
Zapalenie świecy to dla mnie nie przesąd, a raczej gest pamięci. Chwila, w której człowiek zwalnia i przypomina sobie, skąd jest.
Początek lutego to także czas rozstań. Drugiego lutego definitywnie znikają choinki, ozdoby świąteczne, milkną kolędy, kończy się czas Bożego Narodzenia. Jest w tym lekki żal, ale i zrozumienie, że nic nie trwa wiecznie. Gdyby święta były cały rok, przestałyby być wyjątkowe. Jest więc zgoda na ten rytm rzeczy, na naturalne następstwo świąt i zwyczajności, które porządkuje nasze życie.
Święto Matki Bożej Gromnicznej od zawsze jest takim momentem przejścia.
Lubię ten moment. Jeszcze nie wiosna, ale już nie święta. Czas, w którym można spojrzeć spokojniej na to, co było, i na to, co dopiero przyjdzie. Bez dużych planów, bez postanowień. Wystarczy cicha nadzieja, że to, co nie tylko pod ziemią i śniegiem, znowu się obudzi.
Słowa
Dobre słowa
poszybowały z podmuchem wiatru
białe ptaki
wtopione w błękit zwyczajnych dni
zanoszą codzienne wieści
bez nich wszystko byłoby inne
zwyczajność sprawia
że bliskość nie rani
nie zagraża cudzemu szczęściu
na zbudowanych gniazdach przyjaźni
osiadają słowa
tysiące słów
o barwie szczerości
utkanej na tych samych falach odbioru
co nie zakłócają cudzego spokoju
trwaj
w tej samej codzienności
by dobre słowa
niczym ptaki
szybowały do drugich serc
Drugiego lutego są też moje wirtualne urodziny. Trudno mi uwierzyć, że piszę tutaj 8 lat Jednak tak naprawdę piszę już 20 lat. Wcześniej 12 lat na zlikwidowanych stronach WP. Ale o tym zapewne pamięta jeszcze tylko Jola. Przez przez ten czas tyle myśli znalazło swoje miejsce w słowach wysyłanych w przestrzeń bez gwarancji odpowiedzi. Pisanie stało się cotygodniowym nawykiem, nawet wtedy, gdy nie było pewne, czy po drugiej stronie ktoś naprawdę jest.
A zatem w poniedziałek kolejne wirtualne urodziny. Bez świeczek i tortu. Zamiast tego jest ekran, migający kursor i chwila zawieszenia. Cisza teraz panująca dookoła wydaje się dłuższa niż zwykle, jakby wszystko miało zacząć się dopiero po kliknięciu „opublikuj”. Nie ma zapachu ciasta... Jest jednak nadzieja, że za chwilę ktoś po drugiej stronie ekranu pamięta. Może ktoś napisze? Może ktoś wpadnie na moment, zostawi krótkie „pamiętam”, kilka życzliwych słów, znak obecności. Czasem dla niektórych znaczą one więcej, niż mogłoby się wydawać. To potrzeba bycia zauważonym. 
A ja? Za każde życzliwe słowo czuję wdzięczność, bo każde z nich potwierdza, że te lata nie minęły bez śladu. Że to pisanie nie rozpływa się w pustce. Że ktoś czytał, ktoś się zatrzymał, ktoś wracał. Świętuję więc po cichu, między jednym zdaniem a drugim, ciesząc się każdą obecnością, która choć na chwilę zdecyduje się tu zatrzymać i zostać.
Każdy komentarz, każda myśl zostawiona nawet w biegu, działa jak mały płomień, który nie ogrzeje całego świata, ale potrafi rozjaśnić chwilę.
I wtedy myślę, że choć znaczenie starej gromnicy jest głęboko religijne, a nowoczesny ekran należy do zupełnie innego porządku, oba mogą stać się dla człowieka znakiem obecności i pamięci. Pomagają przetrwać ciemniejszy moment roku. Żeby zaznaczyć obecność. Żeby powiedzieć: jestem, pamiętam, widzę. Oczywiście każde z nich na swój sposób.
Iskierki radości
Widziałam radość w twoich oczach
dwie błyszczące iskierki
w których odbija się płomień świecy
tak cieszą się ludzie
dla których wiatr to szum za oknem
a płatki śniegu to baśniowe dary
oczekiwanie – spełnienie
i znów oczekiwanie
jak muśnięcie – dotyk czyjegoś serca
o barwie świeżego śniegu
radość jak ptak
przycupnęła na świerku
zapalonymi lampionami dobrych myśli
potem usiadła na ramieniu
by pozostać w domu
w którym będzie jej ciepło
bo radość często puka
w otwarte drzwi
i zagląda do oczu
w których odbija się zawsze błękitne niebo. 
wiersze Basia Wójcik
I może właśnie o to w tym wszystkim chodzi, aby w czasie zawieszenia nie zgubić drobnych znaków, które pozwalają iść dalej. Wystarczy jedno małe światło, dosłownie iskierka aby nie zgubić drogi. 
Bo niezależnie od epoki człowiek wciąż szuka światła, które nie musi rozpraszać całej ciemności. Wystarczy, że pomoże przetrwać noc.
Reszta przyjdzie sama, gdy człowiek pozwoli sobie na chwilę uważności i pamięci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy pozostawiony ślad