czwartek, 1 stycznia 2026

Na brzegu styczniowego poranka

Stary Rok wyszedł. Zamknął za sobą drzwi cicho, niemal niepostrzeżenie. Wszyscy bowiem z nadzieją wypatrywali już tego, który nadchodził. Nikt więc nie zwracał już na niego uwagi. Zabrał swoje ciężkie walizki pełne radości i łez, spokoju i zamętu, słów wypowiedzianych i tych przemilczanych. Był już naprawdę zmęczony. Jak każdego jednak Sylwestra zostawił za sobą kawałek przytrzaśniętego drzwiami płaszcza, niczym wspomnienie tego, co minęło. Zawsze mu wówczas za to dziękuję, bo nie wierzę, że robi to przez przypadek. Staruszek Czas dobrze wie, że trudno mi jest żegnać przeszłość, chociaż nie zawsze jest ona kolorowa. Z kawałków tych płaszczy mogłabym już uszyć jeden porządny, ale niestety jak powszechnie wiadomo mam dwie lewe ręce...
ZAPROSZENIE
Rozlewam ciszę do kubków poranka
delikatny aromat
błądzi pod sufitem serca
ustawiam w rzędzie moje oczekiwanie
na ciebie
i na ciebie
i jeszcze na ciebie

serce rozrasta się do rozmiarów olbrzyma
wypchane czekaniem
wspomnieniami
pragnieniem
wdycha aromat miłości ukrytej
w każdym opuszczonym kąciku

stuk stuk

wejdź proszę
rozsiądź się wygodnie
wybierz kubeczek
ten który zechcesz

miłość sama dokona wyboru
Gdy tylko Stary Rok zatrzasnął za sobą drzwi, przez otwarte okno (zawsze je otwieram o północy) zajrzał Nowy Rok. Rozejrzał się, wskoczył na parapet i po chwili znalazł się w moim mieszkanku. Jeszcze nieśmiały, trochę zagubiony... Jak każdy gość, który nie wie, jak zachować się w nowym miejscu.  Trochę niepewnie postawił pierwszy krok. Spojrzał na mnie z ciekawością, jak na kogoś, kogo dopiero trzeba poznać. I ja patrzyłam z zainteresowaniem, nadzieją...
Chłopaczek nie miał przy sobie dużego bagażu. W małej walizeczce można znaleźć tylko marzenia, obietnice, zagadki...
Wierzę, że właśnie dla mnie przyniósł jednak ciszę poranka, odrobinę nieśmiałego światła...  Dla mnie to najważniejsze w tych pierwszych, styczniowych dniach. Wszyscy bowiem witają Nowy Rok hucznie. A ja nigdy nie lubiłam Sylwestra. Czekanie do północy, gdy oczy same się zamykają, zawsze sprawia, że pierwszy stycznia mam zwykle stracony. Ratuje go tylko Koncert Noworoczny z Wiednia i kilka chwil ciszy o poranku. Bo pierwszego stycznia o poranku jest wyjątkowo cicho. Miasto śpi jeszcze po nieprzespanej nocy.
Na dachach biały śnieg, na ulicy ciapa. Radio cicho mruczy, jakby bało się zakłócić spokój świtu. Winda szumi leniwie, po klatce schodowej niosą się pojedyncze, senne głosy. W dole jadą pociągi... Pod delikatnym woalem poranka kryje się świat, jeszcze senny, jeszcze cichy.
Patrzę na ten świat w dole, kubek z gorącą herbatą grzeje mi ręce.
Odwracam głowę i spoglądam ponownie na mojego gościa. I on patrzy na mnie wyczekująco, jakby pytał, czy może tu zostać, czy znajdę dla niego miejsce między tym, co było, a tym, co dopiero się wydarzy.
Po chwili zastanowienia uśmiechnęłam się do niego i zrobiłam mu miejsce. Takie jeszcze niewielkie. Nowy Rok jakby odetchnął z ulgą. Usiadł nieśmiało na brzegu mojego poranka, taki jeszcze cichy, niewinny...
I szepnął:
— Zaczynajmy powoli. Nie musisz się spieszyć.
Od dawna już nie zaczynam Nowego Roku od rewolucji. Nie robię już wielkich postanowień. Chcę po prostu czasem przestać ciągle „musieć”, spojrzeć w niebo, dookoła, ale i pod nogi. Tam przecież Mała Dziewczynka, potrafi znaleźć drobne skarby.
OPOWIEŚĆ O ZNALEZIENIU PERŁY
Znalazłam perłę
choć nie wiedziałam
że jej szukam
nic nie wskazywało drogi
trafiłam przypadkiem
leżała przysypana brudem świata
nawet nie wiedziałam
że nie ma blasku
nie wiedziałam też
że odarto ją ze wszystkiego
znalazłam ją
jak inni los szczęśliwy
przygarnęłam
nie mając pojęcia
o jej prawdziwej wartości
jestem bogata
dzięki tym co wyrzucili perłę
na składowisko niepotrzebnych rupieci
wystarczył jeden ruch serca
by zaczęła żyć nowym życiem
teraz ogrzewam ją myślami
niczym oddechem każdego dnia
bo perły żyją tylko wtedy
gdy są zanurzone w miłości
jestem bogata
nie mówię nikomu
gdzie ukrywam szkatułkę
z drogocennym klejnotem.
I chyba właśnie o to chodzi, aby częściej je zauważać. Te maleńkie drobiazgi, chwile, które nie domagają się głośno naszej uwagi. Jednak składają się na coś ważnego, istotnego w naszym życiu. Bez nich byłoby tak pusto.
To one wypełniają moje dni miękkością, przywracają oddech, przypominają, że nie wszystko trzeba osiągać, zdobywać, udowadniać... Czasem wystarczy tak po prostu być. Czy to z kubkiem gorącej herbaty patrzeć przez okno, tylko z własnymi myślami, które wreszcie nie gonią. A może na spacerze pozwolić sobie na zwolnienie kroku i dostrzeżenie czegoś, co zazwyczaj mijam -  błyszczący kamyk, ciekawy liść, odbicie słońca w kałuży. Zawsze jednak zauważam leżące na mojej drodze pieniądze:))) Ale nie o tym dzisiaj.
I może właśnie na tym polega moja mała, prywatna noworoczna "rewolucja". Bo może największą zmianą jest pozwolić sobie na brak dużych zmian. Po prostu na byciu tu, gdzie jestem. Na byciu sobą, to nic że czasem zbyt konkretną, ale i trochę pogubioną... Jednak obecną tu i teraz. Tą Małą Dziewczynką jest we mnie, która wciąż potrafi się zachwycać, znaleźć skarb tam, gdzie inni go nie zauważają.
Nowy Rok patrzy na mnie z łagodnością, jakby chciał powiedzieć, że wszystko, co naprawdę ważne i tak mnie znajdzie. Niczego nie muszę łapać na siłę, czy też wyznaczać sobie ambitnych celów.
Wiem, że ten mały chłopaczek mnie rozumie bez zbędnych słów. Chociaż dopiero przyszedł, to dobrze już wie, że moje tempo bywa zmienne, czasem chaotyczne, czasem zadziwiająco spokojne. Czuje moje wahania, moje ciche pragnienia i te wszystkie niepewności, które potrafią schować się głęboko pod uśmiechem.
- Idź swoim tempem, niczego nie musisz udowadniać.
Uśmiecham się na te słowa.
Więc kiedy tak siedzimy razem, czuję, że między nami rodzi się umowa. On obiecuje dawać mi czas. Ja obiecuję go nie marnować.
Więc pozwalam mu zostać. Robię mu więcej miejsca nie tylko dzisiaj, ale również w kolejnych dniach, tygodniach, miesiącach. W moim życiu.... Niech rozgości się powoli. Bez pośpiechu, bez huku fajerwerków.
Nowy Rok siedzi obok mnie, jeszcze trochę nieśmiały, ale już pewny, że znalazł tutaj miejsce. Wie, że nie oczekuję od niego cudów, że wystarczy mi jego spokojna obecność.
W końcu odkładam pusty kubek i spoglądam uważniej na mojego gościa. Kiwa mi głową z uśmiechem.
- Damy radę - mówi
A ja…?  Ja postaram się w tym wszystkim po prostu być. Słuchać bardziej niż planować, patrzeć częściej niż oceniać, oddychać głębiej niż gonić. Bo może właśnie życie polega też na zwykłych, szarych dniach, które dopiero z perspektywy czasu okazują się niezwykłe.
MILCZENIE
Rozumiemy się bez słów
w milczeniu wymieniamy spostrzeżenia
obiecujemy sobie wzajemną troskę
te obietnice pozwalają nam się rodzić na nowo
w rozczuleniu żegnamy się jesienią
by z radością witać się znów wiosną
kwiaty z mojego ogrodu
kwiaty z mojego życia...
wiersze Basia Wójcik
Przez chwilę patrzymy więc razem przez okno na budzący się biały świat, jeszcze cichy, niepewny...
I choć przede mną dwanaście zupełnie nowych miesięcy, nie czuję lęku. Raczej łagodną ciekawość taką, którą ma się wobec kogoś, komu postanawia się zaufać.
Zatem odpowiadam cicho, trochę już pewniej:
— No to chodź. Zaczynajmy ten rok tak, jak lubię — powoli, delikatnie, po mojemu.
I razem stawiamy pierwszy krok w stronę tego, co dopiero ma nadejść.

2 komentarze:

  1. Życzę Ci, żeby nowy rok był dla Ciebie wspaniałomyślny, żebyś wierzyła w jego dobre intencje.
    Szczęśliwego nowego roku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkiego co najlepsze Ismeno w Nowym Roku :-). Niech się dzieje... Tak pięknie opisałaś wczorajszą noc, i przejście ze starego roku, w tej kolejny. U mnie postanowień noworocznych również brak. Składając tysiące noworocznych życzeń rodzinie, bliższym czy dalszym znajomym mówię zazwyczaj: oby ten nowy rok nie był gorszy od poprzedniego. Bo jeśli w poprzednim sobie jakoś radziliśmy, to i w tym nowym damy radę prawda? :-) Pozdrawiam już styczniowo. H.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony ślad