Wróciłam z kolejnego majowego wyjazdu do Małego
Miasteczka. Tak wiem, przecież byłam tam dopiero w kwietniu... Jednak nie
mogłam sobie odpuścić tego „imieninowego”, który już chyba stał się tradycją. I
tak naprawdę dobrze mi z tym terminem i z tym miejscem.
A może chciałam uciec od tego co dookoła? Gdy świat
traci równowagę, a wiadomości przynoszą tylko niepokój, chciałam znaleźć się w
miejscu, w którym czas płynie wolniej, a problemy świata zdają się być
odleglejsze. Coraz częściej właśnie takich miejsc coraz bardziej dziś
potrzebuję. Takich, w których można choć na chwilę przestać myśleć o tym, co
dzieje się dookoła, co martwi, niepokoi...
I takim właśnie zakątkiem jest dla mnie Małe Miasteczko.
Konwaliowe serca
Silne własną nieśmiałością
skrywają niezmierzone piękno
w cieniu starych drzew
dzwonią cichutko dzwoneczkami pokory
na zwyczajnych nutach wspomnień
kierują nasze umęczone ciała
ku sobie wodząc upojnym zapachem
bez słów niepotrzebnych każą uklęknąć
kto chce być bliżej
musi zgiąć kark i skłonić głowę
trzeba się pochylić nisko
by zrozumieć naprawdę....
prapremiera wiersza
"Znowu Małe Miasteczko? Nie chcesz zobaczyć czegoś
nowego? Czy to nie jest za bardzo powtarzalne, nudne...?"
Mała Dziewczynka od lat słyszy te pytania, ale chyba już
ich nie słucha. Nie przejmuje się nimi...
Oczywiście są miejsca, które się zwiedza. Ale dla Małej
Dziewczynki są też takie, do których się wraca. I to nie po to, aby zobaczyć
coś nowego. Chociaż na nowości patrzy z ciekawością. Wraca przede wszystkim aby
znów odnaleźć dawne ścieżki, poczuć, jak to jest, gdy czas płynie wolniej.
W Małym Miasteczku dni mają bowiem swój własny rytm. Na
przykład wtorkowe i piątkowe poranki zaczynają się na targu, gdzie można kupić
prawie wszystko. A każdego popołudnia życie zwalnia, nie tak jak w dużym
mieście.
Tym razem było podobnie jak wcześniej, ale nie
identycznie. Są stałe punkty: spacer znanymi ulicami, chwila nad jeziorem,
spokojne poranki bez pośpiechu, rozmowy, które mają czas się wydarzyć...
Ważne jest też to wrażenie, że nic nie trzeba. Można, ale nie trzeba...
Było jezioro. To samo, a jednak inne. W maju jest
bardziej żywe, rozgadane... W kwietniu było jeszcze ciche, milczące. Tylko
ptaki o poranku śpiewem witały dzień. W maju domy odbijały się w wodzie
jakby bardziej wyraźnie. Może dlatego, że w kwietniu wiatr cały czas marszczył
taflę jeziora... Teraz po gładkiej wodzie kręciły się kaczki, jak zawsze
kolorowe, głośne, starające się przekrzyczeć. Zupełnie nie przejmowały się, że
Mała Dziewczynka chciała chwili ciszy.
Były też łabędzie. Tym razem trzy. Jeszcze rok temu był
jeden, ten, który jeszcze wcześniej został sam po stracie brata. A wcześniej
zaginęli ich rodzice. Mała Dziewczynka pamięta, że wtedy trudno jej było o nich
myśleć. Teraz widok był inny. Lżejszy, bardziej optymistyczny...
Pierwsze maki w ogrodach już kwitną.Przenoszą nas w świat dzieciństwa, które choć dawno
minęło,to jednak pozostało w obrazach, zapachach i w sercu...
Czerwienią maków znaczone
nasze zwykłe życiowe wędrówki
naprzemiennie dotykające kłosów i chwastów
w promieniach słońca i majowych kroplach deszczu
szukające pocieszenia...
Była też nasza Polna Dróżka. Zielona, lekko nierówna, z
makami, które od razu przyciągają wzrok i z kilkoma chabrami, które trzeba
uważnie poszukać. Przeszłam ją znowu bez pośpiechu. Tak po prostu bez planu,
bez potrzeby dojścia gdziekolwiek.
Nie robiłam nic spektakularnego. Raczej zbierałam drobne
rzeczy: kilka zdań, które zostaną na dłużej, obrazy, które pewnie wrócą za
jakiś czas, zwykłą obecność kogoś dawno niewidzianego. I znowu okazało się, że
to wystarcza.
To właśnie daje mi zazwyczaj Małe Miasteczko. Może nie
ucieczkę od świata, ale jego spokojniejszą, bardziej harmonijną wersję.
Pozwoliło mi oderwać się od codziennego pośpiechu i na chwilę wsłuchać się we
własne myśli.
Małe Miasteczko zakwitło majem
jakby chciało rzucić pod stopy Małej Dziewczynki
całe piękno zaczarowanych chwil
pod dotykiem maja zakwitły imieninowe upominki
ukryte w krzakach dzikiej róży
pod starym klasztorem ten sam co kiedyś jaśmin
czaruje zapachem wspomnień ciągle dobrych
suną kaczki i łabędzie po gładkiej tafli jeziora
wprost pod deszcz kwitnących akacji
słodkie grona upajają wonią czasów minionych
zakorzenionych głęboko w sercu...
znów jest maj taki jak kiedyś
świat niczym z bajki stroi się w najpiękniejsze suknie
oddycham powietrzem tamtych lat
a obok mnie na starej znajomej ławce
pojawia się korowód ukochanych postaci
rozmawiamy bez słów a potem
wstajemy razem z ławki bo maki i chabry
wołają nas na kolejny spacer naszą drogą...
prapremiera wiersza
wiersze Basia Wójcik
Chciałabym, aby ten spokój i cisza, które tam znalazłam,
zostały ze mną na dłużej.
Ale czy to możliwe?
Przecież dobrze wiem, że jak zawsze po powrocie szara
codzienność szybko upomni się o swoje miejsce. I że trudno będzie zatrzymać w
sobie ten spokojny rytm na dłużej.
Powrót wyglądał dokładnie tak, jak zawsze. Po
przekroczeniu progu mieszkania od razu pojawiła się czekająca szara
codzienność. I niestety coraz mniej „tam”, a coraz więcej „tu”. Wszystko
czekało. Obowiązki, sprawy do załatwienia, tempo, które raczej nie zwolni tylko
dlatego, że ja bym chciała.
Zdaję sobie sprawę, że spokój Małego Miasteczka nie
przeniesie się w całości do mojej codzienności. Ale coś jednak zostanie.
Przecież wszystko upycham do mojej szuflady.
Chyba właśnie po to zbieram te wszystkie obrazy, zapachy,
rozmowy i chwile, aby mieć do czego wracać wtedy, gdy codzienność znowu zacznie
przytłaczać. Żeby przypominały mi, że istnieje też ten inny świat, w którym nie
tylko można żyć spokojniej, wolniej...
A pędzącej rzeczywistości nie zatrzymam. Ale może nabiorę
większego dystansu? Może łatwiejsze będzie „odpuszczę to”? Może nie wszystko
będzie musiało być zrobione od razu? Jednak znając naturę Małej Dziewczynki...
Dziękuję za wcześniejsze życzenia imieninowe
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy pozostawiony ślad