sobota, 6 czerwca 2026

Jedna data urodzin, wspólne "dziwactwa"

Od dawna chciałam napisać o swoich dziwactwach. O tych drobnych, codziennych, które dla jednych są śmieszne, dla innych niezrozumiałe... A dla mnie są po prostu częścią mnie. 
Jednak stale to odwlekalam. Dopiero post Frau Be i "rozmowa" z nią uświadomiła mi, że nie tylko ja noszę w sobie pewien katalog osobliwości. I co najdziwniejsze jest on trochę podobny do listy Frau Be. Może dlatego, że dzień i miesiąc naszych urodzin jest ten sam... Rok jednak inny.
Uśmiechnęłam się zresztą, jak przeczytałam, że zadziwiająco wiele nas łączy. Jakby ludzie urodzeni tego samego dnia dostawali podobny zestaw przyzwyczajeń, lęków i małych natręctw. Nie wszystko jednak do siebie pasuje. I dobrze, bo wtedy wszystko byłoby nudne, przewidywalne... 
Kaczka dziwaczka
Nad rzeczką opodal krzaczka,
Mieszkała kaczka-dziwaczka,

Lecz zamiast trzymać się rzeczki,
Robiła piesze wycieczki.

Raz poszła więc do fryzjera:
"Poproszę o kilo sera!"

Tuż obok była apteka:
"Poproszę mleka pięć deka."

Z apteki poszła do praczki
Kupować pocztowe znaczki.

Gryzły się kaczki okropnie:
"A niech tę kaczkę gęś kopnie!"

Co nas różni przede wszystkim?
Frau Be ostrzy noże i maniakalnie kupuje nożyczki. Mnie już sama myśl o tym przyprawia o ból zębów.
Źle czuję się, gdy ktoś kieruje w moją stronę ostrze noża, nożyczek, pilnika.... Ich ostrzenie lub piłowanie np. paznokci przyprawia mnie o dreszcze.
Nogi, a przede wszystkim stopy, muszę mieć przykryte podczas snu, inaczej nie zasnę.
Mam mieszkanie pełne roślin, podczas gdy u niej nie ma ani jednej. Za to nie uświadczysz u mnie jakiegokolwiek zwierzęcia. No chyba, że będzie to wędrująca po oknie biedronka...
Ale dużo mnie z Frau Be łączy.
Również jem wszystko osobno. Mama opowiada, że już jako kilkuletnie dziecko najpierw jadłam surówkę, potem mięso, a na końcu to co najlepsze czyli ziemniaki. Jeśli coś ma warstwy, jem je warstwa po warstwie. Od zawsze obieram np. ptasie mleczko lub galaretkę z czekolady. Sernik zaczynam od galaretki, kruszonki, potem dopiero przychodzi kolej na masę serową. Z gołąbków najpierw jej kapustę, a potem dopiero to co w środku...
W autobusie, tramwaju muszę siedzieć w pierwszym rzędzie.
Mówię do siebie. Czasem półgłosem, czasem całkiem wyraźnie. Ale wiadomo, zawsze warto porozmawiać z inteligentnym człowiekiem:)))
Liczę schody przy wchodzeniu, ale też wagony pociągu które przejeżdżają pod moim oknem...
Przy rejestracjach samochodowych stopień trudności podnoszę. Sprawdzam, czy suma cyfr jest podzielna przez trzy, a najlepiej jeszcze przez cztery. 
Mój umysł najwyraźniej również nie znosi rzeczy niepoliczonych.
Lubię zapach książek, gazet...
Pamiętam spotkania, rozmowy, zdarzenia sprzed kilkunastu lat, ale nie pamiętam, dlaczego otworzyłam lodówkę...
Znosiła jaja na twardo
I miała czubek z kokardą,

A przy tym, na przekór kaczkom,
Czesała się wykałaczką.

Kupiła raz maczku paczkę,
By pisać list drobnym maczkiem.

Zjadając tasiemkę starą,
Mówiła, że to makaron.

A gdy połknęła dwa złote,
Mówiła, że odda potem.

Martwiły się inne kaczki:
"Co będzie z takiej dziwaczki?"
Nie cierpię ludzi przypadkiem wchodzących w kadr zdjęcia, filmu. Zdjęcia i filmy z przypadkowymi ludźmi usuwam bez litości. Chociaż czasem żal,  gdy moment na ujęcie był wyjątkowy. 
Źle działają na mnie otwarte szuflady i drzwi szaf.
Szukam okularów, gdy mam je na nosie. Z telefonem, też czasem się zdarza... Zdecydowanie nie lubię szukać czegokolwiek. Wszystko musi być na swoim miejscu. Czasem jednak coś nieświadomie przestawię, włożę do nieodpowiedniej przegródki i.... Nienawidzę szukać czegokolwiek.
Nie lubię zatem, gdy ktoś moje przedmioty przestawia, w nawet ich dotyka. Jest mi wtedy psychicznie niewygodnie.
Nie znoszę także, kiedy ktoś stoi za mną, gdy siedzę. Unikam siadania tyłem do drzwi 
Lubię porządek przestrzeni, własny układ rzeczy i święty spokój wokół nich. Ale z drugiej strony nie lubię, a wręcz nie znoszę sprzątać.
Aż wreszcie znalazł się kupiec:
"Na obiad można ją upiec!"

Pan kucharz kaczkę starannie
Piekł, jak należy, w brytfannie.

Lecz zdębiał, obiad podając,
Bo z kaczki zrobił się zając.

W dodatku cały w buraczkach,
Taka to była dziwaczka!
Jan Brzechwa 
A tak naprawdę najbardziej jednak mnie ucieszyło u Frau Be odkrycie, że ktoś naprawdę rozumie moją niechęć do ludzi przypadkiem pojawiających się na zdjęciach. 

Podobne, ale jednak nie identyczne. Jak dwie wersje tej samej dziwności. W końcu urodziłyśmy się tego samego dnia i miesiąca. I może właśnie dlatego los zostawił nam podobny szkic charakteru, który każda z nas wypełniła już po swojemu. Jednak coś wspólnego zostało. 
I właśnie te "drobne" dziwactwa  przestają wydawać się śmieszne w chwili, gdy spotyka się kogoś, kto je rozumie bez tłumaczenia.
Z wdzięcznością zatem odkryłam, że na świecie jest przynajmniej jeszcze jedna „kaczka-dziwaczka”, która patrzy na pewne rzeczy podobnie do mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy pozostawiony ślad