Zdarzyć się mogło.
Zdarzyć się musiało.
Zdarzyło się wcześniej. Później. Bliżej. Dalej.
Zdarzyło się nie tobie.
Ocalałeś, bo byłeś pierwszy.
Ocalałeś, bo byłeś ostatni.
Bo sam. Bo ludzie. Bo w lewo. Bo w prawo.
Bo padał deszcz. Bo padał cień.
Bo panowała słoneczna pogoda.
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście szyna, hak, belka, hamulec,
framuga, zakręt, milimetr, sekunda.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
Wskutek, ponieważ, a jednak, pomimo.
Co by to było, gdyby ręka, noga,
o krok, o włos
od zbiegu okoliczności.
Więc jesteś? Prosto z uchylonej jeszcze chwili?
Sieć była jednooka, a ty przez to oko?
Nie umiem się nadziwić, namilczeć się temu.
Posłuchaj,
jak mi prędko bije twoje serce.
Wisława Szymborska
Pierwsza opowieść
Na klatce schodowej od kilku dni paliła się przepalona żarówka. Każdy z mieszkańców zauważał półmrok, ale każdy myślał to samo: ktoś inny to zgłosi.
Pani z trzeciego piętra uznała, że administracja na pewno już wie. Pan z parteru stwierdził, że to drobiazg, który załatwi któryś z sąsiadów. Młody chłopak wracający nocą z pracy przyspieszał kroku, przekonany, że nie jego to sprawa.
Aż pewnego wieczoru ktoś potknął się na schodach. Nic poważnego się nie stało, tylko strach, lekkie potłuczenie.... Następnego dnia żarówka świeciła już jasno.
Mieszkańcy przechodzili obok niej obojętnie, jakby nigdy nie było ciemno. Nikt nie powiedział na głos, że wystarczył jeden telefon. Wszyscy myśleli, że ktoś inny zrobi to za nich.
Opowieść druga
Starszy pan osunął się powoli na ławkę na przystanku. Najpierw pomyślał, że to tylko zawroty głowy, ale świat zaczął się rozmazywać. Torba wypadła mu z rąk, a on sam przechylił się na bok.
Na przystanku było kilka osób. Młoda dziewczyna spojrzała z niepokojem, po czym zerknęła na telefon - ktoś na pewno już dzwoni po pomoc - pomyślała. Mężczyzna w płaszczu poprawił szalik starszego pana, lecz zaraz się odsunął, uznając, że to wystarczy. Ktoś inny westchnął: „Pewnie słabo mu od gorąca, chce odpocząć” i odwrócił wzrok.
Czas mijał. Autobus miał przyjechać za trzy minuty. Każdy stał osobno, ale w milczeniu wszyscy liczyli na to samo — że ktoś inny zrobi ten jeden, właściwy krok. Starszy pan oddychał coraz płycej.
Dopiero gdy na przystanek dobiegła spóźniona kobieta, sytuacja się zmieniła. Zatrzymała się gwałtownie, uklękła przy nim i głośno zapytała: "czy ktoś wezwał pogotowie?" Cisza była odpowiedzią. Wtedy sama wybrała numer.
Karetka przyjechała szybko. Starszy pan odzyskał przytomność. Ludzie wsiedli do autobusu, jakby nic się nie stało. Tylko pusta ławka na przystanku jeszcze przez chwilę przypominała, jak łatwo odpowiedzialność rozprasza się między wieloma parami oczu.
Zdarzenie realne
Kilka dni temu głośno było o wydarzeniach na Dolnym Śląsku, gdzie młoda para Ukraińców w sklepie zwróciła uwagę mężczyźnie, który wcisnął się w kolejkę. Para za swoją reakcję została zaatakowana i pobita. Brutalnemu biciu i kopaniu leżącego 21-latka przyglądały się przynajmniej dwie kobiety. Żadna z nich nie zareagowała.
Hokusai mówi:
Mówi: zwracaj uwagę, zauważaj.
Mówi: rozglądaj się, bądź ciekaw.
Mówi: widzenie nie ma końca.
Mówi: ciesz się na starość.
Mówi: zmieniaj się,
stajesz się tylko bardziej sobą.
Mówi: grzęźnij, akceptuj to, powtarzaj się,
dopóki to interesujące.
Mówi: rób dalej to, co kochasz.
Mówi: módl się.
Mówi: każdy z nas jest dzieckiem,
każdy z nas jest stary,
każdy z nas ma ciało.
Mówi: każdy z nas się boi.
Mówi: każdy z nas musi znaleźć sposób na życie z lękiem.
Mówi: wszystko żyje –
muszle, budynki, ludzie, ryby, góry, drzewa.
Drewno żyje.
Woda żyje.
Wszystko ma swoje własne życie.
Wszystko żyje w nas.
Mówi: żyj ze światem w tobie.
Mówi: nie ma znaczenia, czy rysujesz, czy piszesz książki.
Nie ma znaczenia, czy piłujesz drewno, czy łapiesz ryby.
Nie ma znaczenia, czy siedzisz w domu
i wpatrujesz się w mrówki na werandzie lub cienie drzew i traw w swoim ogrodzie.
Ważne, że ci zależy.
Ważne, że czujesz.
Ważne, że zauważasz.
Ważne, że poprzez ciebie żyje życie.
Zadowolenie to życie żyjące przez ciebie.
Radość to życie żyjące przez ciebie.
Satysfakcja i siła
to życie żyjące przez ciebie.
Spokój to życie żyjące przez ciebie.
Mówi: nie bój się.
Nie bój się.
Patrz, czuj, daj życiu wziąć się za rękę.
Daj życiu żyć przez ciebie.
Oba wymyślone przeze mnie opowiadania i to prawdziwe zdarzenie ukazują zjawisko coraz częściej pojawiającej się we współczesnym świecie rozproszonej odpowiedzialności. Uświadomiły mi one, jak łatwo ludzie ignorują problem, gdy wydaje im się, że ktoś inny zareaguje. Im większa grupa świadków, tym mniejsze prawdopodobieństwo, iż ktoś poczuje się zobowiązany do działania. Rozproszona odpowiedzialność staje się poważnym problemem społecznym, ponieważ prowadzi do bierności mimo świadomości potrzeby reakcji.
Oczywiście czasem zwykła reakcja, gotowość do działania mogą wiązać się z ryzykiem. Czy jednak powinniśmy bać się takich konsekwencji? Co zatem robić?
Jednak pewne zachowania są niezbędne. Wszyscy powinniśmy czuć się odpowiedzialni za bezpieczeństwo i dobro osób wokół nas, zamiast zakładać, że zareaguje ktoś inny. I to sytuacjach całkiem "banalnych" jak wymiana żarówki, czy w tych poważniejszych.
Współczesny świat, pełen pośpiechu, technologii i anonimowości, sprzyja obserwowaniu problemów z dystansu. Coraz częściej ludzie zakładają, iż odpowiedzialność spoczywa na innych. Taka postawa może prowadzić do poważnych konsekwencji, ponieważ nawet drobne zaniedbania lub chwile obojętności mogą stać się niebezpieczne.
Rozproszona odpowiedzialność osłabia solidarność i poczucie wspólnoty. Brak osobistego zaangażowania sprzyja obojętności, która z czasem może stać się normą społeczną. Zjawisko to uświadomiło mi, jak silny wpływ na decyzje mają inni obecni. Każdy liczy na to, że ktoś inny podejmie działanie.
Zrozumiałam, że jednym z najskuteczniejszych sposobów przełamania rozproszonej odpowiedzialności jest zwrócenie się do konkretnej osoby. Kiedy odpowiedzialność zostaje jasno wskazana, przestaje być „niczyja” i staje się osobista. W tłumie ludzie często nie reagują nie dlatego, że nie chcą pomóc, lecz dlatego, że nikt nie czuje się wyraźnie zobowiązany.
Zwrócenie się bezpośrednio do jednej osoby likwiduje poczucie anonimowości i niepewności. W takiej sytuacji trudniej jest udawać, że problem nas nie dotyczy, ponieważ odpowiedzialność zostaje nazwana i przypisana. Uświadomiło mi to, jak wielkie znaczenie ma jasna decyzja i konkretne działanie, nawet wśród wielu biernych obserwatorów.
Rozproszona odpowiedzialność nie zawsze wynika z obojętności, lecz często z braku wyraźnego sygnału do działania. Wystarczy jednak, by jedna osoba przerwała ciszę i wskazała kierunek działania, aby mechanizm bierności został przełamany. Dzięki temu odpowiedzialność przestaje się rozpraszać, a zaczyna prowadzić do realnego działania.
Pomocna dłoń
I każda droga wiedzie w ciemne strony,
Dobrze, gdy ktoś staje tuż obok i trwa,
Podając dłoń jak most zwodzony.
Nie pyta czemu i nie szuka nagrody,
Choć sam ma w sercu nieraz swoje burze,
Mostem staje się przez rwące wody,
Jak Anioł na skrzydłach ciągnie cię ku górze.
A gdy już staniesz mocno znów na ziemi,
I w sercu znajdziesz dawną moc nadziei,
Pamiętaj - dobro wraca swymi ścieżkami
Do tych, co rękę dali w chwilach beznadziei.
Anna Turek
Często wystarczy jeden krok i jedna osoba, by zmienić bieg wydarzeń. Uważam, że świadomość tego problemu może być pierwszym krokiem do bardziej odpowiedzialnych postaw. To indywidualna decyzja i odwaga w działaniu są w stanie przerwać mechanizm obojętności. Prawdziwa odpowiedzialność zaczyna się wtedy, gdy ktoś przestaje myśleć: „ktoś inny” i mówi: „to ja to zrobię”.



Wiersz W. Szymborskiej - piękny.
OdpowiedzUsuńRozproszona odpowiedzialność - poważny problem, na dodatek atakuje z dwóch stron - osobistej jak w opisanych przypadkach i urzędowej - wiele instytucji jest tak spętana przepisami, że często nie podejmuje żadnej akcji.
W takich przypadkach staram się coś zrobić, ale też nie jestem święta.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam :)
Piękny wiersz, im jestem starsza tym bardziej rozumiem twórczość p. Szymborskiej, tak niewiele słów, a tyle znaczeń.
OdpowiedzUsuńJeśli chcemy pomóc przy wypadku, trzeba wyznaczyć konkretną osobę żeby wykonała telefon.
Ismeno, moc serdeczności przesyłam.
Wszystko to prawda, dlatego nie czekamy aż ktoś cos zrobi, sami łapiemy za telefon, pytamy czy pomóc i nawet gdy taka potrzeba nie zachodzi, to lepiej zapytać, niż przejść obojętnie.
OdpowiedzUsuńPrzepiękny wiersz. A nawiązując do sytuacji z Wrocławia, to może się bały, że same oberwą. Dużo to trzeba, żeby taki bandzior wyżył się na Polaku.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)*
Bardzo ważny temat poruszyłaś, Ismeno. Dla mnie taka rozproszona odpowiedzialność ociera się trochę o tak potępianą dziś znieczulicę, choć mam świadomość, że z pewnością działania człowieka w tych dwóch różnych sytuacjach nie mają takiego samego podłoża intencyjnego. Ale są równie niewskazane i tak samo niepożądane i nieodpowiednie.
OdpowiedzUsuńSerdecznie Cię pozdrawiam!
Zgadzam się z innymi komentującymi, że temat jest niezwykle ważny i potrzebny :) Nigdy nie wiemy, ile tak naprawdę mamy czasu na reakcję, nieraz liczy się każda minuta! Lepiej w takiej sytuacji okazać gotowość do działania, oczywiście robiąc wszystko rozsądnie i bezpiecznie na ile to możliwe.
OdpowiedzUsuńZawsze jak dzwoniłam po pogotowie, to w głowie miałam mętlik, a serce chciało z żeber wyskoczyć, ale bez względu na sytuację trzeba wziąć się w garść i działać :)
Serdecznie pozdrawiam :))
Pokręcone przepisy sprawiają że często boimy się reagować. „ kąt” wygrywa, „ ofiara” ponosi przykre konsekwencje. Taka niesprawiedliwość sprawia, że wolimy się „ nie mieszać”. Trudne tematy, lepiej nie będzie, świat się zaciska w pętlach beznadziejności! BasiaW
OdpowiedzUsuńW gruncie rzeczy notka nie wymaga komentarza…
OdpowiedzUsuńTego się uczy strażaków na kursach, policjantów pewnie też. Powinno się uczyć takich rzeczy dzieci w szkole. Zobaczymy, może kiedyś. A narazie? Starajmy się jak najlepiej sami.
OdpowiedzUsuńCześć Isameno! Wiem już, że jeśli sam czegoś nie zrobię to nikt inny tego nie wykona, choć kilka razy się już zdziwiłem. I to na plus. Mam nadzieję, że takich ludzi będzie więcej, że nie damy się znieczulicy.
OdpowiedzUsuńMiłej niedzieli!
É muito triste quando acontece agressões, o homem só busca violência, Ismene desejo um ótimo domingo bjs.
OdpowiedzUsuńWitaj Kochana Ismeno :-)
OdpowiedzUsuńPoruszyłaś bardzo potrzebny temat ...
Rozproszona odpowiedzialność to jedno z najbardziej podstępnych zjawisk społecznych.
W sytuacjach, które budzą nasz niepokój, często zakładamy, że ktoś inny zareaguje. Ktoś inny zwróci uwagę, pomoże, zgłosi problem, stanie w obronie osoby, która doświadcza krzywdy. Im więcej świadków, tym częściej każdy z nich czuje się mniej odpowiedzialny.
W efekcie nie dzieje się nic.
Nie reagujemy na przemoc słowną, wykluczanie, niesprawiedliwe traktowanie czy zachowania przekraczające granice. Nie dlatego, że się zgadzamy. Często dlatego, że czekamy na ruch innych.
A przecież zmiana zaczyna się od pojedynczej osoby, która powie:
„To nie jest w porządku.”
„Czy mogę pomóc?”
„Nie zgadzam się na takie zachowanie.”
Brak reakcji również jest komunikatem. Czasami bywa odczytywany jako przyzwolenie.
Cieszę się, że nie jestem osobą pasywną, i zawsze reaguję (oczywiście często mimo strachu).
Nie daję przyzwolenia na otaczające zło.
Sierpniowe pozdrowienia! :-))
chyba każdy z nas choć raz znalazł się w sytuacji, gdzie pomyślał „ktoś inny zareaguje”. Najbardziej uderza mnie to, że czasem nie chodzi nawet o brak empatii, tylko o tę dziwną chwilę zawahania, kiedy człowiek czeka na sygnał od innych. Z drugiej strony łatwo mówić o odwadze, kiedy patrzy się na wszystko z boku, a w realnej sytuacji dochodzi strach i niepewność.
OdpowiedzUsuńPiękny wiersz <3
OdpowiedzUsuńWażny temat. Odpowiedzialność, empatia, uważność, wrażliwość na drugiego człowieka...
OdpowiedzUsuńPrzypomniała mi się sytuacja z centrum handlowego, w którym byłem na zakupach z moją Mamą. Jedliśmy obiad akurat, gdy obok na ziemię osunął się mężczyzna. Mimo tego, że wtedy jeszcze byłem bardziej zamknięty w sobie i nieśmiały podszedłem i spytałem czy wszystko w porządku. Po chwili dołączyła pani, która była wyraźnie po wypiciu alkoholu i zaczęła mnie odganiać, mówiąc, że jej kolega zaraz do siebie dojdzie. Odszedłem kawałek dalej, jednak obserwowałem jeszcze sytuację. Po chwili zjawili się ochroniarze, jeszcze inni ludzie i zabrali tą dwójkę chyba na zaplecze, gdzie potem dołączyli policjanci. Sytuacja była stresująca dla mnie, bo początkowo myślałem, że ten mężczyzna może mieć na przykład udar (bo mówił niewyraźnie po wypitym alkoholu).
OdpowiedzUsuńKsiążki to dla mnie źródło wiedzy, piękna, a czasem zwykła rozrywka. Zależy od dnia i chęci. Książka o samurajach godna polecenia, a te Murakamiego to jeszcze mocniej. :)
Pozdrawiam!
Mozaika Rzeczywistości.
Jeżeli chodzi o zadzwonienie na przysłowiowe „911”, to myślę, że tutaj robi to niemal każdy — ja również dzwoniłem kilka razy. Zdarzało się nawet, że dyspozytor od razu informował mnie, iż służby już wiedzą o zdarzeniu i pomoc została wysłana.
OdpowiedzUsuńCo do fizycznej interwencji, miałbym jednak spore obawy. Zdarzały się przypadki, że tzw. „dobry Samarytanin”, czyli osoba, która próbowała pomóc ofierze albo rozdzielić bójkę, sama została dotkliwie pobita, a nawet straciła życie. Co gorsza, istnieje tu tyle różnych oszustw i prowokacji, że ludzie coraz bardziej boją się angażować.
Pamiętam historię kobiety, która przewróciła się na parkingu i nie mogła wstać. Starsza pani siedząca w samochodzie nie podeszła, żeby jej pomóc. Zamiast tego zadzwoniła pod numer 911, ponieważ obawiała się, że może to być upozorowane zdarzenie mające na celu zwabienie i obrabowanie osoby, która zechce udzielić pomocy. Smutne, ale niestety takie sytuacje naprawdę się zdarzają.
A na koniec przypomniał mi się klasyczny eksperyment psychologiczny, znany jako „eksperyment z zadymionym pokojem”. Badana osoba wypełniała ankietę lub pisała test, gdy spod drzwi do pomieszczenia zaczynał powoli wlatywać dym. Jeśli przebywała sama, zwykle dość szybko zgłaszała problem. Jednak w innej wersji eksperymentu w pomieszczeniu znajdowało się kilka osób, z których wszystkie poza jedną były podstawionymi uczestnikami. Aktorzy zachowywali całkowity spokój i udawali, że nic się nie dzieje. W efekcie prawdziwy uczestnik również zaczynał wątpić we własną ocenę sytuacji i często przez dłuższy czas nie reagował, choć dymu było coraz więcej. Dopiero gdy zadymienie stawało się naprawdę wyraźne, decydował się zwrócić na nie uwagę lub opuścić pomieszczenie.
Eksperyment ten świetnie pokazuje, jak silny wpływ na nasze zachowanie ma reakcja — a czasem właśnie brak reakcji — innych ludzi. Często zakładamy, że skoro nikt nic nie robi, to widocznie nie ma powodu do niepokoju.
U nas jest podobnie. Chyba ludzie w całej Polsce tak się znieczulili i koniec końców nikt nie zajmie się naglącą sprawą. Tak jak u nas z tym agresywnym kloszardem, może czytałaś. Tutaj administracja dała ciała, choć telefony w tej sprawie były.
OdpowiedzUsuńPrzypomniała mi się historia, kiedy moja mama się przewróciła i rozbiła głowę o krawężnik. Na przystanku stali ludzie i nikt nie zainteresowął się, by pomóc. W końcu podszeł do mamy jakiś pijaczek, kóry zadzownił po taksówkę, by zawieść mamę na SOR. W trakcie czekania na taksówkę, mama usłyszała jak jakaś pani na przystanku stwierdziła, że :kobieta w ciąży się przewróciła". MOja mama ma brzuszek, co wygląda jakby była w ciązy. TRudno mi sobie to nawet wyobrazić! Ta pani myślała, że ciężarna się przewróciła, a mimo tego nie pomogła...
OdpowiedzUsuńPrzytoczyłaś wiersz Wisławy Szymborskiej "Wszelki wypadek" i Rogera Keyesa "Hokusai mówi" o uważności.
OdpowiedzUsuńTo bardzo dobre wybory! Zwracają naszą uwagę, jak mała jest granica między obserwatorem, a uczestnikiem danego zdarzenia. Każdy z nas powinien umieć postawić się w czyimś położeniu. Serdecznie pozdrawiam.🤗
Zdanie, że odpowiedzialność zaczyna się wtedy, gdy mówimy „ja to zrobię”, zamiast liczyć na innych, powinno być mottem dla każdego z nas.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam z działeczki:-)
Jeśli chodzi o zmianę żarówki top przez moją pierdołowatość (nie wiem, gdzie zadzwonić) i fobię społeczną (pewnie zaczęłabym, panikować) pewnie prędzej sama bym wymieniła żarówkę, niż zadzwoniła. Ale już w innych sytuacjach staram się zawsze reagować na czyjąś krzywdę, raz pomogłam mężczyźnie dojść do domu, do innego podeszliśmy jako jedyni z partnerem, gdy leżał na chodniku, przed nami parę osób go ominęło. W trudniejszej sytuacji gdzie dziecku działa się krzywda, inni dzwonili, krzyczeli, ale tylko mój partner rzucił się realnie na ratunek. Dopiero wtedy inny mężczyzna podbiegł mu pomóc. Rozumiem, że czasem ludzie się boją, czasem mierzą siły nad zamiary, ale niestety w sytuacjach gdzie pomóc mógłby każdy, też często nikt nie reaguje...
OdpowiedzUsuńLudzie wpatrzeni w ekran telefonu. Każdy z nich chce zrobić biznes na internecie, puszczając filmiki i nagrywając wszystko wkoło. Ale nie tędy droga.
OdpowiedzUsuńMnie się zdarzyło być ofiarą takiego braku reakcji, nie raz. Dlatego jestem tą, która reaguje.
OdpowiedzUsuń