sobota, 21 września 2024

Taki mamy klimat...?

 

Jesień już
Jesień już …
a nabrzmiałe pełnią lata
astry
podnoszą głowy
w poszukiwaniu słońca
jesień już …
a liście wciąż czekają
na rozmarzone nici
babiego lata
jesień już …
a ja tęsknię
za muzyką polnych świerszczy
i tylko deszcz realista
przypomina wszystkim
że smutek musi
przeplatać radość. 
Tegoroczny Pan Wrzesień przyniósł nam przeplatankę lata z jesienią. Po upalnym tygodniach w nocy temperatura nagle spadała, a  królewna Lato rozpłakała się rzęsiście. Dlaczego jednak tak mocno płakała przez kilka dni, zalewając świat potokami łez? Może czuła, że jej panowanie powoli się kończy i nadchodzi jej rudowłosa siostra Jesień. Może nagromadziło się ich zbyt dużo przez te wszystkie letnie miesiące, gdy nie uroniła ich wiele? Kto to wie?   
Zdawało się, że w ciągu jednej nocy w piątek 13-go Pani Lato odeszła, ustępując wyjątkowo wcześnie miejsca królewnie Jesieni. Może właśnie także ona dołączyła do swojej płowowłosej siostry i postanowiła powitać nas deszczem, tak przecież przez wszystkich wyczekiwanym. 
Nic więc dziwnego, że z nieba spadło na ziemię tyle deszczu, skoro obie siostry rzewnie płakały. Pani Lato dlatego, że odchodzi, a Jesień aby nadrobić zaległości, które zrobiła jej siostra. 
Koniec panowania królewny Lata wydawał się w tym roku tak niespodziewany, jak zawsze bywa nadejście najstarszej z sióstr Zimy. Królewna Jesień nadeszła zbyt szybko, a może przygnał ją do nas Wiatr Pędziwiatr, który doszedł do wniosku, że Pani Lato przesadziła z intensywnością ciepła i braku opadów? 
Niestety obie siostry w ostatnich dniach wylały zbyt dużo łez. 
A może płaczą nad tym jak cywilizacja zmieniła nasz klimat?
Ktoś kiedyś powiedział: "taki mamy klimat". Ale czy on sam taki się stał?  
Z roku na rok mamy coraz więcej dni bezopadowych. Podnosi się też średnia temperatura. A jak już pojawią się wyczekiwane deszcze, to występują one w formie skumulowanej, intensywnej. W jedną godzinę może wtedy spaść tyle deszczu, co w ciągu całego miesiąca 
W związku z obserwowanymi zmianami klimatu, tego typu zjawiska będą występować coraz częściej i wpływać negatywnie na nasze życie, otoczenie, wiele dziedzin gospodarki 
Badania wskazują, że globalne ocieplenie będzie sprzyjało występowaniu długookresowych epizodów suszy i ponadnormatywnych opadów deszczu. Skutkiem równoczesnego wzrostu intensywności opadów oraz pogłębiającej się suszy hydrologicznej będzie rosnąca liczba powodzi.
Bezpośrednią konsekwencją zmiany klimatu w Polsce są malejące zasoby wodne. W ostatnich latach średnie roczne stany wody dorzecza Wisły i Odry wciąż maleją. I niestety ta tendencja się pogłębia. Ostatnio poziom wody w Wiśle był dramatycznie niski. 
Cóż mogę jeszcze napisać na ten temat? Chyba tylko to, że po raz kolejny nie chciałabym przeżywać lęku przed powodzią, odczuwać jej skutków... 
Melodia smutku
Nieustanne krople deszczu
komponują melodię smutku
wdzierają się w zalęknione serce
tworząc realne głosy niepokoju
w ciemności rodzą nowe lęki
i ożywiają te istniejące
spadają szarymi dźwiękami
na dach mojego domu
a może na dach serca
próbuję się bronić
przywołując wiosnę
i zapamiętane kadry
przecież nie mogę przemoknąć …
może deszcz
chce oczyścić moje myśli
a ja boję się zatonięcia … 
Po paru dniach córki króla Słońce uspokoiły się.  Poczułam ulgę. Ale czy tak do końca?
Ostatecznie Pani Jesień przestałą ronić łzy i pokazała, że to jest jej czas panowania i jej płowowłosa siostra powinna już wrócić do pałacu króla Słońce. 
Co roku zachwycam się rudowłosą Jesienią. Bo tak naprawdę potrafi ona nas zauroczyć swoim malarskim, ogrodniczym, tkackim...  talentem. Bo tak naprawdę Pani Jesień ma wiele talentów. 
Zanim opuści pałac króla Słońce siada przy krosnach i tka nowe sukienki, płaszcze, peleryny.... Wszystko to w ciepłych kolorach, które potem będą błyszczeć w promieniach słońca. Potem pracowicie nawleka koraliki nie tylko z jarzębiny na niteczki. Bo jakże mogłaby wędrować przez świat bez korali?  Przy okazji z niteczek babiego lata tka delikatne siateczki, które zawiesza na gałęziach, między łodygami kwiatów... tylko po to aby potem zawiesić na nich błyszczące perełki rosy, osiadającej mgły, deszczu...  Królewna Jesień jest też zdolną malarką, która w swojej palecie ma przede wszystkim brąz, czerwień, złoto. Można znaleźć tam pomarańczowy, kasztanowy, miedziany... Na początku swojego panowania lubi otulać świat wszystkim co ciepłe, kolorowe, optymistyczne.... Jednak czy ten optymizm jeszcze do nas szybko powróci?
Padający ostatnio obficie deszcz i towarzyszący mu wiejący wiatr wcześnie zerwali liście z gałęzi drzew, przygnali chłód, którego tak do końca trudno się już pozbyć. Optymistycznie pomalowane liście opadały już ze smutkiem. Miały nadzieję, że jeszcze pozachwycają świat. Ale i one są bezradne wobec tego, co dzieje się dookoła. 
Mam jednak nadzieję, że słonecznie i kolorowa królewna Jesień będzie nam panowała jeszcze długo, aby także z uśmiechem zaprosić nas spacer. Może  dopiero pod koniec listopada zarzuci na ramiona płaszcz uszyty z szaro-burego koloru. 
Teraz potrzebujemy dużo ciepła, optymizmu...
JESIENNA ROZMOWA
Rozmawiam z tobą ziemio rodzinna
okryta płaszczem jesiennych liści
osiadających wraz z okruchami
mojego dojrzałego życia
wierna przyjaciółko
czekająca cierpliwie na moje TAK
które kiedyś pozwoli mi zatonąć w twojej miłości
czekasz
a ja dojrzewam każdego dnia
zostawiam ślady i pocałunki
coraz wolniej smakuję życie
zastygam w trawach na łące
i szybuję z wiatrem
zrywając kolejne nici babiego lata
wiersze Basia Wójcik








niedziela, 15 września 2024

Nie tylko wspomnienie wakacji....

Czarny bez
W oceanie łez
Na dnie piaszczystym
Kwitnie czarny bez
Z łodygami w kolorze przeźroczystym

Za dnia jest piękny tak
Że pragnie go podziwiać świat cały
Lecz nocą jest na opak
Robi się brzydki i mały

Tylko złudzenie i świateł gra
Czynią go pięknym w ciągu dnia
Gdy się zmienia doby pora
Jest sztywny jak kawał pnia

Taka jest już jego natura
Oszukuje wszystkich
I nikt tu nic nie wskóra
znalezione w Internecie
Dzisiaj opowieść o krzaku rosnącym kiedyś tuż za płotem w moim ogrodzie. Dla mnie to jednak przede wszystkim zapach wakacji u Dziadków, zapach lata.
Bez czarny, dziki bez  to gatunek rośliny z rodziny piżmaczkowatych. Inne ciekawe nazwy tego krzaku to bez lekarski, bez pospolity, bzowina, bzina, buzina, hyczka, baźnik, bess, best, bestek, bez apteczny, bez aptekarski, bez biały, bez dziki, bzowina czarna, bzowki, côrny bez, flider, gołębia pokrzywa, hebz, holunder, hyćka, kaszka... . Sporo tych określeń. Jest to gatunek szeroko rozprzestrzeniony w Europie i w Azji. Rośnie także w północnej części Afryki. Gatunek został introdukowany w Ameryce Północnej. W Polsce jest bardzo pospolity. Lubi gleby żyzne, wilgotne, bogate w azot. Miejsce najlepsze do rozwoju to półcień, choć znosi także miejsca dobrze nasłonecznione. Rośnie w środowisku synantropijnym, bierze udział w regeneracji lasu.
W Europie czarny bez określano także mianem „chłopskiej apteczki” lub „apteczki Pana Boga”.
Celtowie i Germanie wierzyli, że krzew jest siedliskiem bogów, czarodziejek, elfów. Jednak także czarta. złych mocy, demonów oraz duchów zmarłych, którzy powrócili by mścić się na żyjących. Każde przejście obok tej rośliny mogło skończyć się tragicznie, zwłaszcza nocą. 
Dla Celtów jednak bez czarny był krzewem świętym, symbolem nieskończoności życia. W kalendarzu druidów roślina ta była trzynastym i ostatnim drzewem roku. Kończyła rok, symbolizując śmierć, ale i odrodzenie.
Również Germanie otaczali czarny bez szczególną czcią i składali mu ofiary z chleba, mleka i piwa. Niemiecka nazwa tego krzewu „holunder”, nawiązuje do bogini Holdy, matki bogów, opiekunki ogniska domowego, patronki ludzi i roślin, która łączyła w sobie dobroć Matki Ziemi i promienność niebiańskiego światła.
Starożytni Rzymianie wiązali czarny bez ze śmiercią. Jej kwiatami ozdabiali trumny. Zapewne dlatego, że zapach kwiatów bzu jest bardzo intensywny i ukrywał odór ciał zmarłych.
Prasłowianie wiedzieli, że bez chroni przeziębieniem, gorączką, wierzyli, że dzieci nie będą chorować, jeśli będą przebywać pod krzewem bzu.
W mitologii Słowian czarny bez był uznawany za święte drzewo duchów podziemia i przypisywano mu zdolność pośredniczenia pomiędzy światem żywych i zmarłych.
Słowianie wierzyli, że miejsce w którym rośnie czarny bez ma szczególną moc. Dlatego matki kładły chore dzieci pod krzewem, wierząc w ich uleczenie.
Jednak, gdy krzew usychał, było to zapowiedzią suszy na polach.
Kobieta, która wychodziła za mąż w posagu otrzymywała dwa krzewy bzu i musiała je zasadzić przy domu i stodole. Wierzono bowiem, że w czarnym bzie mieszka stróż domowy zapewniający szczęście i zdrowie. Wierzono również, że czarny bez zawieszony nad drzwiami i oknami strzeże przed złymi mocami, zabezpiecza przed niebezpiecznymi czarami i uderzeniem pioruna. Rosnące w pobliżu domostwa krzewy zapewniały gospodarstwu pomyślność. Kobieta ciężarna całująca drzewo miała zapewnić dobre życie swojemu nienarodzonemu jeszcze dziecku. Czarodziejskie moce tkwiące w tej roślinie miały też strzec przed pokusą zdrady małżeńskiej.
Ale z drugiej strony chcąc pozyskać dary tego krzewu należało odprawić rytuał przepraszania. W żadnym wypadku nie wolno było go wyciąć. Wierzono bowiem, że w jego korzeniach żyje wąż, strażnik świata podziemnego. Wedle śląskiego zwyczaju przed odłamaniem gałązki należało złożyć dłonie, uklęknąć przed rośliną i poprosić ją o wybaczenie słowami: Pani bzowino, daj mi trochę swego drzewa, a ja Ci dam trochę mego, gdy w lesie wyrośnie. Tylko wdowom i sierotom można było ścinać dziki bez.
Niestety chrześcijaństwo wyparło obrzędy pogańskie, w tym kult tego krzewu. Twierdzono, że w konarach mieszka diabeł, że właśnie na bzie powiesił się Judasz, a czarownice używały go do rzucania uroków.
I tak czarny bez z krzewu obrzędowego stał się niepożądany.
Nawiązaniem do czarnego bzu i Judasza jest rozwijający się na krzewie grzyb o nazwie potocznej judaszowe uszy, czy też uszak bzowy.
czarny bez
czarny bez
rósł w kącie ogrodu
troszkę zaniedbany
krzaczek bzu czarnego

choć niepożądany
jednak tylko jego
wybrał słowik szary

aby przez maj cały
wyśpiewywać czary

prawdziwy artysta
nie lubi poklasku
woli śpiewać w cieniu
niż na scenie – w blasku
znalezione w Internecie
Na szczęście te niedobre czasy dla bzu minęły dzisiaj za medycyną ludową, liczne prace naukowe potwierdzają zdolności lecznicze bzu.
Od wieków czarny bez był wykorzystywany jako środek leczniczy. Znaleziska archeologiczne dowodzą, że już przed wieloma wiekami ludzie posiadali wiedzę na temat wykorzystania owoców, liści i gałęzi czarnego bzu.
Grecki lekarz Hipokrates nazywał go jako  swoją podręczną apteczkę. W swoich dziełach zawarł dokładny opis botaniczny tej rośliny oraz informacje na temat jej leczniczego działania. Zalecał czarny bez jako środek na przeczyszczenie, lek moczopędny oraz łagodzący schorzenia ginekologiczne.
Natomiast rzymski lekarz Dioskurides w swoim dziele  zamieścił wiele receptur na bazie tej rośliny. Zalecał  wyciągi z liści na trudno gojące się rany i ukąszenia węży, wywary z korzeni czarnego bzu przeciwko opuchlinie wodnej, a napoje z kwiatów jako leki obniżające gorączkę.
O czarnym pisał też Pliniusz Starszy. Uzdrawiające właściwości tego krzaku opisywała Hildegarda von Bingen:
(…) kora skrobana na dół sprawia przeczyszczenie. Kora skrobana do góry sprawia wymioty, skrobana w obu kierunkach daje jednocześnie oba skutki. Kwiat bzu stosuje się przede wszystkim jako środek napotny w chorobach gorączkowych. (…) doby jest również jako środek czyszczący krew. Może być bez obawy podawany dzieciom oraz kobietom karmiącym, u których zwiększa wydzielanie mleka. (…) Reguluje pracę kiszek. Jednak zbyt duże dawki mogą wywołać wymioty. 
Bardzo szczegółowy opis.
Współcześnie potwierdzono, że bez czarny ma wiele właściwości leczniczych. 
Owoce bzu zawierają garbniki, pektyny, witaminę A, C, B1, B2, antocyjany, kwasy organiczne, żelazo, potas, sód, wapń. Zawierają również sambunigrynę, trujący związek, który rozpada się pod wpływem wysokiej temperatury. Dlatego należy spożywać je  tylko dobrze dojrzałe i przetworzone. Owoce bzu czarnego mają właściwości przeczyszczające, napotne, moczopędne, przeciwgorączkowe, przeciwbólowe, odtruwające.  Czarny jest pomocny przy przeziębieniu, infekcjach bakteryjnych i wirusowych, a nawet infekcjach spowodowanych przez drożdże.
Dzięki właściwościom przeciwzapalnym i przeciwbólowym pomaga też przy bólach zębów czy migrenach. Wpływa również na gospodarkę cukrową organizmu i wspomaga leczenie cukrzycy. Chroni naczynia krwionośne i serce. Działa korzystnie na wzrok. Chroni wątrobę w stanach zapalnych. Zmniejsza chorobowe zmiany w trzustce.
Owoce bzu czarnego stanowią doskonały pokarm dla dzikiego ptactwa. Zupełnie inaczej na te owoce reaguje ptactwo domowe: papugi, pawie i drób. Dla nich są bardzo trujące, podobnie jak kwiaty bzu dla indyków.
W dawnych czasach bez czarny był doskonałym barwnikiem. Każda jego część barwiła. Kora i korzenie bzu nadawały wełnie kolor czarny, liście barwiły tkaniny na ciemną zieleń, natomiast owoce na kolor purpurowy lub niebieski. W czasach starożytnych, w Rzymie, z gotowanych w winie owoców uzyskiwano farbę do włosów.
Bez czarny można wykorzystywać w walce z mszycami i gąsienicami motyli. Wystarczy sporządzić wywar z liści i pryskać nim zaatakowane rośliny. Również nornice i myszy polne nie przepadają za zapachem tego wywaru. Jeśli natomiast wyłożymy świeże gałązki w krecie nory to jest szansa na wyprowadzenie się tych zwierząt. Również w walce z komarami warto użyć naparu zrobionego ze świeżych liści, a następnie posmarować skórę na odsłoniętych częściach ciała.
Czarny bez jest zdrową i smaczną rośliną, której zastosowań  jest naprawdę bardzo wiele. 
Czarny bez
Kremowobiałe kwiaty
snują jasne myśli
by latu ręką wiosny
powpinać grona korali.

Purpurę w czarne perły
jesiennym winem
sok leje w misy
w kuchni zajęty zbiorem.

W butelkach dojrzały
z triumfem koloru
zdobi lica zimy
mistrz kwiatu i owocu.
Aleksandra Baltissen

poniedziałek, 9 września 2024

Jestem...

WRZESIEŃ
Wrześniowy
dzwonek żwawo
otwiera drzwi
szkoły i  barwnych opowieści
znów spadają
dojrzałe kasztany
a nić babiego
lata plącze wspomnienia
w kielichach
kwiatów ubarwionych jesienią
strojne motyle
napawają się obfitością nektaru
rozkrzyczane
sroki przerywają ciszę poranka
zatopioną w
krajobrazie spadających liści
z kanapką w
ręku biegnie czyjś anioł stróż
żeby zdążyć na
pierwszą lekcję

przesuwają się
zamglone korowody
zdarzeń postaci
i darów…
ulotna pamięci
coraz krótsza jak dni jesienne
nie pozwól
zapomnieć…
Jestem...
Wróciłam z mojego Miasteczka. Tym razem udało się mi być w nim drugi raz w roku. W zeszłym roku również miałam takie plany, ale los wytyczył dla mnie całkiem inną drogę...Drogę? To nawet nie była
ścieżka, a tylko ławeczka na zakręcie, na której całe lato sobie posiedziałam.
Wróciłam, ale już tęsknię. Jak dobrze byłoby, gdyby można było zatrzymać czas i opóźnić chwilę wyjazdu i powrotu do Domu.
Wspomnienia jednak pozostaną. Jak zawsze nazbierałam cały ich woreczek. 
Najważniejsze, że znowu spotkałam bliskie mi osoby. A nawet niespodziewanie również te, które widziałam jeszcze w czasach podstawówki... Kto wie czy i kiedy nasze drogi ponownie się przetną. Zawsze jednak będę pamiętać to niezwykłe spotkanie.
Jakże ciekawi ludzie mieszkają w moim Miasteczku. Tacy inni, spokojniejsi, powolniejsi i cisi... Ale jakże gościnni, zainteresowani drugim człowiekiem... Nie to co w dużym mieście.
Jechałam do Miasteczka szybkim pociągiem. Za oknem piękne widoki. Niestety tylko ja je podziwiałam. Podróżujący ze mną skupieni byli na swoich komórkach, laptopach... Nie dostrzegali mijanego świata za oknem. A przecież jest on taki piękny. 
Każdego dnia biegniemy coraz szybciej i szybciej. Czasem nawet już nie wiadomo po co i dokąd. Nadmiar obowiązków nas przytłacza. Ale i tak bierzemy na swoje barki coraz więcej i więcej. Pracujemy ponad siły, wciąż brakuje nam czasu, nie nadążamy... Byle tylko szybciej, dalej, wyżej... Nie rozmawiamy. Tracimy z oczu naturalne priorytety...  Dla mnie czasem jest to za szybko. Niestety czasem trzeba dotrzymać wszystkim kroku. Dla mnie nie jest to proste. Czasem nie daję po prostu rady. Najchętniej chciałabym na chwilę zatopić się w tym dawnym, wolniejszym świecie... Kto go jeszcze pamięta?

CHWILA
Zawsze jest jedna i niepowtarzalna
zauroczenie życiem tu i teraz
jedno spojrzenie i jedna myśl
powietrze przesycone pięknem
unosi marzenia nad wodą
zamykam ten moment w dłoniach
zamykam go w sercu...

Snujące się dookoła pajęczyny przywołały wspomnienia i tęsknotę za Miasteczkiem.
Powszechnie wiadomo, że bardziej niż odkrywanie nowych Mała Dziewczynka lubi odwiedzać miejsca związane z przeszłością. Często spotyka się z różnymi zmianami. Zmieniają się ulice, budynki, parki, sklepy... Części z nich już niestety nie ma. Ale te które przetrwały próbę czasu, wywołują wzruszenie, czasem nawet łezkę na policzku.
Mała Dziewczynka z uwagą obserwuje zmiany, które wniosły do wyglądu, historii Miasteczka kolejne pokolenia. Niektóre z tych miejsc zyskały po latach uśpienia dodatkowe znaczenie. Na ten widok Mała Dziewczynka zawsze się uśmiecha. Z drugiej strony znikają miejsca, kiedyś bliskie sercu. Musiały ustąpić miejsca marketom, parkingom... To boli...
Małe Miasteczko pełne jest wspomnień, które wywołują różne emocje.
Ludzie, dźwięki, zapachy, widoki przenoszą zawsze Małą Dziewczynkę w tamte, dla niektórych odległe, nieznane czasy. Wtedy wszystko wydawało się możliwe.
Jak zawsze wzruszenie i radość towarzyszyły Małej Dziewczynce podczas podróży sentymentalnej. Ale też smutek...
Jakże chętnie przysiadłaby na ganku działki i posłuchała opowieści Dziadków z dawnych lat. Zapewne zrobiłaby wiele zdjęć... Jakże żałuje, że dawniej nie robiono ich tylu....
Jednak coraz częściej  czuje się w Miasteczku anonimowa. Kiedyś w małych wioskach, miasteczkach wszyscy się znali, w pewien sposób byli ze sobą spokrewnieni... Tak było też w Miasteczku Dziadków. Prawie wszyscy znali Dziadka... A teraz?

ŚWIT
Rozpływa się mrok cichutko
blednieje granatowa firana nieba
nieśmiało i ostrożnie świt zstępuje na ziemię
bawi się koralikami rosy
zapala kolejne pochodnie dnia
budzi słońce i otwiera kwiatom kielichy
wkrada się w śpiące serca z nową nadzieją...

Niewiele miejsca zostało już na tą opowieść... Zatem króciutko o porannych i wieczornych chwilach...
Król Słońce zjawiał się każdego dnia punktualnie na swoim posterunku, przeglądał w jeziorze, aby potem bezlitośnie świecić w oczy siedzącej na ławeczce Małej Dziewczynce. Mała Dziewczynka chłonęła cały piękny, otaczający ją świat. Kiedy znowu tutaj wrócę? Siedziała, myślała, wędrowałam po wspomnieniach i nie miała ochoty wstać. Najchętniej zostałaby w tym miejscu na dłużej.
Pani Jesień zaczynała już powlekać świat miedzią. Kwietna łąka zachwycała jednak nadal letnią paletą barw i zapachów. Ktoś powiedziałby, że czasem wychylał się z niej chwast. Jednak czy dla Małej Dziewczynki rzeczywiście był pasożytem?
Słychać było brzęczenie pszczół uwijających się wśród kwiatów, cykanie świerszczy.... Wszystko pachniało dookoła, przypominając dawne letnie wakacje u Dziadków.

ZMIERZCH
Doczekał się swojej chwili
rozkłada olbrzymi płaszcz
i zasłania niepokorne słońce
osiada na drzewach bezszelestnie
i zarządza ciszą wszechświata…

Wieczorem powietrze pachniało lasem, jeziorem... Po prostu wakacjami. A rozgwieżdżone niebo wyglądało niesamowicie. Mała Dziewczynka na chwilę wstrzymała oddech. Wydawało się jej, że gwiazd jest tysiące. Było ich o wiele więcej niż w dużym mieście. Także świeciły o wiele jaśniej.
Zanim zasnęła przez otwarte okno słuchała późno letniego koncertu świerszczy. Nie potrafiłaby chyba zasnąć w
zupełnej ciszy. Chociaż z drugiej strony w hałasie także nie jest w stanie spać. A w małym Miasteczku sen przytulał ją wieczorem nie wiadomo kiedy.
Mała Dziewczynka przez te dni uspokoiła się, wyciszyła....
WDZIĘCZNOŚĆ
Wdzięczność jest pamięcią serca
a serce wiele pomieści
z dawnych pokładów wydobywa zapomniane
przywraca blask wyblakłym zdarzeniom
nieustannie przywodzi poszarzałe fotografie
i gładzi zmarszczki na uśmiechniętej twarzy
czasem ukrywa się pod piekącą powieką
by łzą spłynąć na wspomnienia
które nie chcą umierać...
wiersze Basia Wójcik
Dzisiaj zamykam oczy wracam myślami do minionych dni.  Wspomnienia jeszcze są kolorowe, żywe. Jednak z dnia na dzień powoli blakną przysłaniane przez szarą codzienność. Jednak wiem, że są niezniszczalne, że zawsze ze mną zostaną. Uśmiecham się do nich. Czuję ciepło, ale i łzę na policzku. Dookoła jest czas teraźniejszy.
W moich myślach nadal szumi ten dawny czas. Odrobinę senny, bardziej spokojny, gdzie wszystko jest prostsze....
Mała Dziewczynka czasem niczym piórko dmuchawca unosi się nad ziemią.
Koniec. Codzienność puka do okna. Jak znalazła mnie tak wysoko?
Chowam wspomnienia do woreczka. Zamykam szufladę. Nie chcę, aby rozwiał je wiatr lub przysłoniła mgła....

sobota, 24 sierpnia 2024

Już za parę dni...

Przed urlopem
W wierszach powiewa już jesiennie,
tchnie melancholią, żal się tli.
Ja jestem jeszcze przed urlopem,
czekaj przygodo, otwórz drzwi!
Wyjadę w góry, jak co roku,
odbiorę swoje dary losu.
Coś mi się w życiu też należy,
bo monotonnie żyć nie sposób.
Stanę na szczycie nad doliną,
może dopadnie mnie tam wena?
Chętnie nakarmię sielskim widokiem
tęsknotę przekazaną w genach.
Najbardziej w świecie lubię góry,
gdzie cuda-niewidy tkwią co krok.
Już mam ochotę niewątpliwą,
spędzić tam urlop znów za rok.
Zejdę w dolinę łagodnym stokiem
i do potoczka grosik wrzucę.
Spieniona woda go poniesie,
na pewno w góry jeszcze wrócę!
znalezione w Internecie
Już za parę dni, za dni parę..... Jednak w góry nie wyjadę. Trochę tego żałuję, bo dawno tam nie byłam i muszę przyznać, że nawet tęsknie za ich widokiem. Kiedyś co roku starałam się spędzić w górach przynajmniej parę dni. Czasem zastanawiam się dlaczego to się zmieniło? Może powinnam to zmienić? Jednak urlopu nie można rozciągnąć. A przecież są też inne miejsca, które chcę odwiedzić, do których tęskni moje serce. Muszę więc wybierać. I wybrałabym.... . 
Jednak i w tym roku nie pojadę na południe, do miasta w którym jestem zakochana od lat. Nie będę wędrować pięknymi, starymi uliczkami, spoglądać z góry na czerwone dachy złotych kamieniczek, uśmiechać się o poranku do przeglądającego się w rzece króla Słońce...
Dlaczego tam nie pojadę, choć moje serce się tam wyrywa? Cóż... Z różnych względów muszę to odłożyć i poczekać na bardziej sprzyjające okoliczności.
Teraz muszę dotrwać do mojego urlopu. Jak mam to jednak zrobić?
Niektórym osobom przed urlopem trudno jest się skupić w pracy, dlatego odkładają niektóre sprawy na później. Mając w perspektywie urlop są w pracy na zasadzie „dotrwania”, są już oderwani od rzeczywistości zawodowej. Przyjmują stoicką postawę Scarlett O’Hary „pomyślę o tym jutro”,  czyli „zrobię to po urlopie”.
Ja jednak w tym przypadku nie jestem Scarlett.
Mając w perspektywie wypoczynek staram się zmobilizować, aby możliwie ze wszystkim zdążyć. Na urlopie chcę mieć „wolną głowę” i w spokoju odpoczywać. Znam siebie i wiem, że niezałatwione sprawy będą zaprzątać moje myśli.
Najchętniej chciałabym odciąć się od obowiązków służbowych, wyjechać gdzieś, gdzie nie ma dostępu do Internetu, a zasięg
telefonu komórkowego jest ograniczony. Tylko czy w dzisiejszych czasach to się jeszcze udaje? Telefon można wyłączyć, ale czy każdy szef to zrozumie?
Na wakacje ruszać czas
Za dni kilka –o tej porze
będę witać polskie morze.
Bo najbardziej mi się marzy
żeby bawić się na plaży.

A ja chciałbym dotknąć chmury
i dlatego jadę w góry.
Razem z mamą, razem z tatą
w górach lubię spędzać lato.

Ja na morze nie mam czasu.
Wolę jechać het- do lasu.
I tam z dziadkiem zbierać grzyby
albo w rzece łowić ryby.

Dla mnie to najlepsza pora
żeby wskoczyć do jeziora.
Nie chcę w upał chodzić w góry.
Wolę jechać na Mazury.

Morze, góry, las i rzeka;
Wszystko to już na nas czeka.
Bo zaczęło się już lato
Jedźmy mamo, jedźmy tato.
B. Szelągowska
Mam koleżankę, która telefon komórkowy ma od kilku lat. Życie, a raczej praca zmusiły ją do tego. Wcześniej bez telefonu czuła się dobrze, nie czuła jego braku. Czasem jej nawet zazdrościłam, chociaż czasem byłam trochę zła na nią, gdy byłyśmy umówione na spotkanie. A dodam, że koleżanka mieszka w czeskiej Pradze. Umawiałyśmy się więc przeważnie
tydzień wcześniej mailowo, z tym, że ona miała Internet tylko w pracy. A do naszego spotkania przecież jeszcze wiele mogło się zmienić.
Jednak STOP. znowu odbiegam od tematu...
Niestety pracownicy coraz częściej za dużo myślą o pracy przed urlopem, ale i w jego trakcie. Błogie lenistwo i oderwanie się od pracy jest coraz trudniejsze nie tylko przed wakacjami, lecz także w ciągu nich.
Dla wielu mało realne jest “niemyślenie o pracy”. Nie jesteśmy robotami z przyciskiem, który w trakcie urlopu można przełączyć tylko na “tryb wakacyjny”. Każdemu z nas zdarza się w ciągu odpoczynku pomyśleć o pracy.
Jednak takie myślenie o pracy, to coś, co poza brzydką pogodą czy nieciekawym towarzystwem, może skutecznie zepsuć urlop. Wierzę więc, że odpocznę, wyciszę się. Moje szare komórki, moje ciało, moja dusza potrzebują wypoczynku. Mam nadzieje, że na urlopie uda mi się zwolnić, zdjąć część ciężaru przygniatającego moje ramiona…
Już cieszą mnie dni, które spędzę w moim ulubionym miejscu. Wiem, że będą one inne niż te zwykłe. Będę mogła sobie pozwolić na coś innego niż normalnego codziennego dnia. Oderwę się od wszystkich znanych rzeczy. Znajdę czas na spojrzenie dookoła, na piękny świat. Już tęsknię, za dniami, kiedy nic nie musi być zaplanowane, gdy nie trzeba nigdzie gonić. I może telefon z pracy nie zadzwoni...
Teraz jednak muszę się tylko spakować, załatwić to co konieczne i w drogę...
W drogę! Żegnajcie, chłopcy!
W drogę! Już na mnie czas!
Dokąd poniosą oczy ...
W drogę!(...)
W drogę! Bez drogowskazów!
W drogę! Po własny los.
"Kłamiesz!" powiedzieć światu -
W drogę!(...)
W drogę! Żegnajcie, chłopcy!
W drogę! Już na mnie czas!
Słońce dla wszystkich wschodzi.
W drogę!
Czerwone Gitary

środa, 14 sierpnia 2024

Nie tylko spoglądając w niebo...

Przyniosę Ci najpiękniejszy bukiet Wniebowzięta Zielarko
pozbieram zioła i kwiaty rozrzucone po polskich łąkach
może uda mi się uchronić krople rosy i pajęcze nici
i zapach Ci przyniosę ten niezwykły
będziemy obie milczeć
bo słowa są zbędne
popatrzę tylko jak przytulasz moje zioła
w które powtykałam wszystkie smutki i radości
przyniosę Ci najpiękniejszy bukiet Maryjo
byś miała w niebie skrawek naszej zmęczonej ziemi
przyniosę Ci najpiękniejsze zioła Matko, Miriam, Mario
przyniosę Ci najpiękniejszy bukiet/ bo z mojej wioski…
Basia Wójcik
Powszechnie wiadomo, że bardzo lubię sierpień z jego świętami.
Od kilku lat o tej porze piszę o święcie Wniebowzięcia Matki Boskiej, czyli popularnej święcie Matki Boskiej Zielnej. Nie zapominam, że to także czas spadających gwiazd, zwanych także "łzami św. Wawrzyńca".
Niewiele osób jeszcze pamięta, że to taki niezwykły czas. A młodzi chyba nawet nie wiedzą o nim.  
Przeważnie w mieście ludzie nie niosą  już "pierwocin ziemi" do pobłogosławienia. Nie dziękują Matce Naturze za dary, którymi nas obdarowała. Powiem, a raczej napiszę, że nie tylko ich nie doceniają, ale i nie szanują...
Jak dobrze, że  w mojej malutkiej miejskiej parafii jeszcze zachował się zwyczaj święcenia tego, co urosło, zakwitło....
Może to już mało popularne, ale ten dzień i ten sierpniowy czas są dla mnie ważne. Zresztą nie tylko to święto... Czasem  myślę, że chyba w poprzednim życiu byłam „praktykującą poganką”? Może? Chyba raczej na pewno, ale o tym później… Może...
Uroczystość Wniebowzięcia NMP należy do najstarszych świąt maryjnych w Kościele. Obchodzono go już w V wieku. Jednak chyba tak do końca nie rozstrzygnięto, czy Maryja umarła i potem została wzięta do Nieba, czy też przeszła do chwały Bożej zasypiając.
Niektórzy starali się odpowiedzieć na te pytania. I ich wyobraźnia podpowiadała różne rozwiązania.
Z czasem opowieści te ubarwiono szeregiem legend i cudów.
W Piśmie Świętym nie znajdziemy informacji o tym, co działo się z Matką Bożą po Zesłaniu Ducha Świętego.
Po raz ostatni jest właśnie wspominana, gdy trwała na modlitwie z Apostołami w Wieczerniku. Jednak na temat dalszych Jej losów nic więcej tam nie zapisano.
Zgodnie z życzeniem wyrażonym przez Jezusa, Jan wziął Maryję pod swoją opiekę, traktując jak matkę. Według apokryfów Matka Boża zamieszkała w małym domu na górze Syjon tuż pod Jerozolimą. Według innych opowieści zamieszkała w Efezie. Nie sposób również powiedzieć, jak długo jeszcze przebywała na Ziemi. Jedna hipoteza mówi, że mogło to być nawet ponad 20 lat. Inna, że mogła przejść do wieczności już wkrótce po Pięćdziesiątnicy.
Wedle jednego z apokryfów Maryja w cudowny sposób zostaje uprzedzona o swojej śmierci. Umiera w Jerozolimie, zostaje złożona do grobu, a jakiś czas później jej ciało zostaje jednak wzięte do Nieba. Gdy Apostołowie otwierają grób, znajdują w nim jedynie świeże kwiaty. Stąd właśnie w Polsce mówi się, że 15 sierpnia przypada Święto Matki Boskiej Zielnej.
Łezki Matki Boskiej
Czy ty wiesz, Mario z przydrożnej kaplicy
Jak nasz lud każdą Łezkę Twoją liczy?
i jak uroczo wcielić cię potrafi.
w łąkowej drżączki posrebrzane trawki!
Jak to dziurawiec, lek wśród ludu znany
– jako „dzwoneczki Przenajświętszej Panny”…
Lnica z łodyżką swoją nitkowan
– „Lenkiem Maryi” – kwitnie całe lato!

W drobnych wianuszkach „Zielna”
– łąk bylica pasterek drużka, młodych – powiernica –
Co sprzyja czarom i rozchmurza smętki
w wonnych, łąkowych czarach „marzymiętki”…
Gdzie skały, piargi – tam znów zanokcica –
„Włoskami Matki Boskiej”
– górski świat zachwyca –
Te wdzięczne nazwy – to trwałe dowody
– ile Słowianin sił czerpał z przyrody!
W każdym źdźble, trawce i w każdej roślinie,
która jakimiś cnotami zasłynie:
leczy czy karmi, czy też koi troski – wyśledzić umiała dusza Matki Boskiej…
Mario „Obronna” – broń naszą przyrodę –
przed niszczycielskim, zdziczałym pochodem!
Ty kochasz życie, Niepokalana.
Ave Maryja! – wszyscy – na kolana!
Maria Kownacka
Czy Maryja umarła śmiercią ludzką? Na to pytanie Kościół definitywnie nie odpowiedział. Dyskusja na ten temat toczyła się od wieków. Pierwsze cztery stulecia chrześcijaństwa raczej o tym „milczą”.  Jednak już od IV wieku na Wschodzie zaczyna się mówić o końcu ziemskiego życia Maryi w formie „zaśnięcia”. Do dziś zresztą święto Wniebowzięcia jest we wszystkich Kościołach wschodnich celebrowana jako „zaśnięcie”. Odejście Matki Bożej określono tam mianem Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny i Nieśmiertelnej Marii.
Chrześcijański Zachód zachowuje się raczej wstrzemięźliwie odnośnie problemu śmierci Maryi.
„Niepokalana Matka Boża zawsze dziewica Maryja, ukończywszy swoje ziemskie życie, została wzięta do chwały nieba z duszą i ciałem”. Jest to fragment z Konstytucji Apostolskiej Munificentissimus Deus, ogłoszonej przez Piusa XII w 1950 roku. Na mocy tego orzeczenia Wniebowzięcie Maryi jest dogmatem Kościoła katolickiego. Dogmat ten o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny pozostaje najmłodszym ogłoszonym mocą autorytetu papieża.
Jednak od razu nasuwa się pytanie, dlaczego Kościół oficjalnie i ostatecznie wypowiedział się w tej kwestii tak późno? Czy spowodowały to nowe odkrycia teologów, a może nauk przyrodniczych?
Sposób, w jaki Matka Boża odeszła z ziemskiego życia pozostaje jedną z tajemnic wiary, których nie sposób wyjaśnić w kategoriach biologii, medycyny czy też fizyki.
Zanim jednak pójdę na pola w poszukiwaniu roślin do bukietu, który jak zwykle powieszę przy drzwiach wejściowych, to najpierw spojrzę w niebo. Piękna, spokojna, a przede wszystkim rozgwieżdżona jest noc sierpniowa. Tak, w pierwszej połowie miesiąca gwiazdy są szczególnie aktywne. Potrafią stworzyć niezapomniane widowisko na granatowym niebie. To wówczas przede wszystkim można zobaczyć „spadające gwiazdy”, zwane też "łzami św. Wawrzyńca". Czy i w tym roku święty jeszcze zapłacze,  że lato ma się już powoli ku końcowi? A może nad tym, że nasz świat tak się zmienia, czasem zapomina o tym co najważniejsze...? A może po prostu, aby dać nam nadzieję, że nasze marzenia się spełnią...
Matka Boska – Zielna!...
Zielna!... Ziele kwitnącego drużka,
rozmarynem pachnąca,
weselna w drobnych,
ziołowych wianuszkach!
W wianuszkach, z drobnej rutki,
w rozchodnikach złotych kwiatkach,
z wniebowziętych uśmiechem cichutkim
– wszelakiego ziela Matka…
Chronią od burzy i gromu wianuszki
Twoje zeschnięte, od nieszczęść strzeże domu
– Duch Zielnej i wniebowziętej!...
Maria Kownacka

sobota, 3 sierpnia 2024

Nie jedno ma imię....

Zioła
Idę dróżką a tu sprzeczka
trochę ją zagłusza rzeczka
zeszły zioła się w ogrodzie
choć dotychczas żyły w zgodzie
teraz każde się przechwala
chce być lepsze od rywala

Jestem szałwia daję słowo
kwitnę w czerwcu fioletowo
kiedy gardło mocno boli
płukać można mną do woli
poty nocne to igraszka
dla mnie to jedynie fraszka

A ja krwawnik pospolity
kwieciem białym już okryty
łąki drogi polne dróżki
kładą się pod moje nóżki
lubią mnie przy tym kobiety
napar ze mnie wyśmienity
kiedy brzuszek mocno boli
wtedy napar brzuszek goi
mam też inne właściwości
kiedy jest próchnica kości
czy żołądek nie domaga
wzdęcia skurcze oraz zgaga

Mniszek jestem pospolity
jako chwast w kuchni użyty
choć dywany żółte ścielę
uporczywym jestem zielem
nikt mnie przy tym nie docenia
chociaż wspomagam trawienia
twarz i oczy pielęgnuję
przy trądziku się buntuję

A ja pokrzywa zwyczajna
wbrew wszystkiemu życiodajna
gdyby ludzie moc mą znali
chętnie by mnie uprawiali
z wirusami sobie radzę
a bakterie szybko gładzę
wyczerpanie i znużenie
dzięki mnie to szybko minie
poziom cukru też opadnie
kiedy pije się przykładnie
na żołądek i jelita
także jestem znakomita

Jestem czystka mało znana
jednak najbardziej kochana
nawet z rakiem się poradzę
wszystko co złe w środku zgładzę

Każdy chciał mieć tutaj rację
ja inaczej na to patrzę
ludzie je w zasięgu mają
lecz naprawdę ich nie znają
znalezione w Internecie
Dzisiaj opowieść o roślinie, której napar lubię od czasu do czasu wypić.
Krwawnik pospolity znany także jako tysiąclist, złocień krwawnik, żeniszek krwawnik, rzywnik, krwawnica, krzewnik, pokrętnik, śmietanka, trzawik, renisz, krewnik, zeniszeń, drętwik, krowewnik, złotnia, rannik, sierpnik, stolist, strzelisty korzeń, ziele stolarzy, polny chmiel, trwa o tysiącu liści, rycerski krwawnik, ziele na żołnierskie razy... Ciekawe czy to już wszystkie?
Łacińska nazwa tej rośliny to Achillea millefolium i pochodzi od samego Achillesa. Według legendy centaur Chiron podarował Achillesowi ziele, aby wykorzystał je podczas Wojny Trojańskiej do leczenia ran swoich i żołnierzy. Nawet w  Iliadzie Homer opisuje jak Achilles przykłada do ran wojownika kwitnące ziele krwawnika.
Nazwa gatunkowa natomiast nawiązuje do formy liścia i pochodzi od słowa łacińskiego millefolium – tysiąclistny.
Krwawnik panoszy się praktycznie wszędzie. W Polsce można go praktycznie spotkać na każdym kroku. Rośnie w Europie i Azji. Do Ameryki został przewieziony w czasach kolonialnych. Roślinę można również spotkać w Indiach, Chinach, Australii i Nowej Zelandii. Nic dziwnego, łatwo bowiem się rozprzestrzenia. Porasta łąki, miedze, pastwiska, rowy, przydroża, zarośla, ale również ugory i skraje lasów. Krwawnik jest chyba dobrze przygotowany do coraz częstszych susz i postępującego pustynnienia krajobrazu.
Krwawnik w słowiańskich wierzeniach uważany był za ziele przynoszące szczęście w małżeństwie. Ziele zawieszone nad łóżkiem w noc poślubną zapewniało trwałą miłość. Podobnie dział kwiat dodany do bukietu panny młodej.
Noszony przez kobiety ciężarne chronił przed urokiem i zapewniał łatwy poród. Natomiast ziele krwawnika w kołysce chroniło dziecko od złych mocy.
Krwawnik rozrzucony u progu domu, posadzony w ogrodzie chronił przed złymi energiami....
W Skandynawii noszono go jako amulet, który gwarantował miłość. Tą najprawdziwszą i wieczną. Zdarzało się, że chronił także przed trollami.
Przeciwkrwotoczne właściwości  krwawnika pospolitego znane było już w czasach starożytnych.
O leczniczym działaniu krwawnika pomocnego w leczeniu hemoroidów wspominał już Hipokrates. Natomiast Dioskurydes zalecał go w walce z chorobą wrzodową.
Rzymski botanik Piliniusz Starszy  opisał szczegółowo w swojej książce, jak Etruskowie wykorzystywali roślinę do leczenia siebie i swojego bydła.
Krwawnik pojawia się także w medycynie chińskiej i hinduskiej.
Na pierwsze wzmianki drukowane na temat krwawnika natknięto się w dziele z 1554 r., którego autorem był flamandzki botanik Carolus Clusius.
Już w XIX w. krwawnik często porównywano do rumianku. „Zauważono jednak, że krwawnik oddziałuje silniej stymulująco na procesy trawienne, pobudza wydzielanie soków, poprawia trawienie; natomiast rumianek silniej oddziałuje uspokajająco na układ nerwowy. Oba surowce działają rozkurczowo na mięśnie gładkie”
Sebastian Kneipp pisał że kobiety uniknęłyby wielu cierpień, gdyby od czasu do czasu stosowały krwawnik.
W starych poradnikach zielarskich krwawnik nazywano „lekiem na wszystkie choroby”.
zioła dobre są na wszystko
zioła dobre są na wszystko
pewna panna ze Szczecina
w górach urlop rozpoczyna
choć przypadłość ją zawodzi
ona wciąż po górach chodzi

zbiera zioła na trawienie
w nogach czuje już mrowienie
szałwia łepek swój wychyla
jeśli gardło pannę boli
możesz płukać mną do woli

na to krwawnik pospolity
a ja jestem wyśmienity
jeśli brzuszek ciebie boli
napar szybko go wygoi

mniszek żółty dywan ścieli
czy mnie panna też doceni
ja pomagam na trawienie
zerwij proszę, chociaż jestem
tylko zielem

panna schylać się nie mogła
na wymioty ją zebrało
trasa długa uporczywa
ona ledwie żywa
toalety tu zabrakło

lepiej było w domu siedzieć
i zaradzić w takiej biedzie
znalezione w Internecie
Krwawnik, jak sama nazwa wskazuje był używany w Polsce przede wszystkim do powstrzymywania krwotoków i krwawień. Jednak wachlarz jego możliwości jest bardzo szeroki.
Młode i świeże liście krwawnika zjadano na wiosnę, aby wzmocnić i odtruć organizm. Sok z krwawnika zwiększał odporność. Liście zalecano chorującym na zapalenie wątroby, trzustki, żołądka, jelit. Młode liście rośliny krwawnika są  bogate w miedź, żelazo, witaminy A, C, K...
Dawniej dzielono się krwawnikiem również z krowami, świniami, kurami i innymi zwierzętami gospodarskimi, bo roślina pomagała pozbyć się pasożytów z przewodu pokarmowego. Wiedzą o tym młode sarenki, które zajadają się krwawnikiem, gdy zmagają się dolegliwościami żołądkowymi.
Roślina cieszy się też powodzeniem wśród ptaków.
Naukowo potwierdzono, że roślina ma działanie przeciwzapalne, bakteriobójcze oraz dobrze sobie radzi z pasożytami atakującymi organizm.
Olejkiem z krwawnika można smarować wypryski ropne, liszaje, trudno gojące się rany i owrzodzenia. Oliwa jest pomocna w leczeniu trądziku, atopowego zapalenia skóry, pokrzywki, stłuczeń...
Kiedyś krwawnik używano do usuwania piegów
Zalecany jest też przy osłabieniu organizmu, grypie, bólach reumatycznych, a nawet migrenie.
Działa również moczopędnie, wspiera detoksykację organizmu. Ma właściwości przeciwzapalne i ściągające.
Ihalacje ze świeżych kwiatów krwawnika przynoszą ulgę w katarze siennym.
Warto zatem świeże liście krwawnika dodawać do kanapek, zup, sosów, surówek... Ponoć popularnością cieszą się nalewki i napary na bazie krwawnika.
Wyczytałam, że wywar z krwawnika zwalcza skutecznie takie szkodniki, jak: gąsienice, mszyce, przędziorki, roztocza i wciornastki...
Krwawnik powinien znaleźć się w każdej domowej apteczce i nie tylko...
Między gołębiem a ornitologią
Ile jest jeszcze świętego luzu
niespodzianek z nastawionym uchem
ile tego co najprostsze a nie wyliczone
choćby różowego ślazu pospolitej bylicy białego krwawnika
orzeszków grabu i żołędzi dla dzików
ile jeszcze miejsca na modlitwę
ile miejsca na pokorę-
ile okazji na spowiedź świętą z cienkim milczeniem w gardle
ile dosłowności serca
ile komórek do wynajęcia-
pomiędzy gołębiem w słońcu – a ornitologią
pomiędzy kolorem czerwonym a pomidorowym
pomiędzy koniem jabłkowitym a jasnogniadym
pomiędzy rezedą dziewanną na żółtej nodze – a botaniką
pomiędzy świętą zasadą- a żywym sumieniem
pomiędzy tęgimi naukami o Bogu – a Bogiem
ksiądz Jan Twardowski