piątek, 11 czerwca 2021

Przypowieść o maku

obrazy Basi Wójcik
obrazy Basi Wójcik
Przypowieść o maku

Na ziarn­ku maku stoi mały dom,
Pie­ski szcze­ka­ją na księ­życ ma­ko­wy
I ni­g­dy jesz­cze tym ma­ko­wym psom,
Że jest świat więk­szy, nie przy­szło do gło­wy.

Zie­mia to ziarn­ko - na­praw­dę nie wię­cej,
A inne ziarn­ka - pla­ne­ty i gwiaz­dy.
A choć ich bę­dzie chy­ba sto ty­się­cy,
Do­mek z ogro­dem może stać na każ­dej.

Wszyst­ko w ma­ków­ce. Mak ro­śnie w ogro­dzie,
Dzie­ci bie­ga­ją i mak się ko­ły­sze.
A wie­czo­ra­mi, o księ­ży­ca wscho­dzie
Psy gdzieś szcze­ka­ją, to gło­śniej, to ci­szej.
CZESŁAW MIŁOSZ
Maki... Któż z nas nie pamięta ich z dzieciństwa ( no może nie tylko)?  Jednym z najpiękniejszych  i niezapomnianych widoków zapamiętanych z dzieciństwa są pola z kwitnącymi makami i chabrami... Maki upiększają pola i łąki, kiedy dumnie wystawiają do słońca swoje delikatne, czerwone główki. Jeżeli towarzyszą im błękitne chabry, to przenoszą mnie do moich ukochanych obrazów impresjonistów. Szkoda, że w rzeczywistości takich widoków jest coraz mniej na naszych ścieżkach. 
Ja właśnie mogę je ostatnio podziwiać na miejskich łąkach. 
Ale stop. Dzisiaj  ma być tylko o makach.
Mak lekarski pojawił się już w pierwszym tysiącleciu p.n.e., a jego uprawa zdumiewająco szybko rozprzestrzeniła się w Egipcie, Italii i Arabii. Potem uprawa maku dotarła dalej na wschód, do Iranu, Indii i Chin.
Wzmianka o maku pojawiła się w opowieści o Helenie Trojańskiej. Makówki są obecne w mitologii greckiej jako symbol boga snu Hypnose i jego brata Tanatosa – boga śmierci. Natomiast Morfeusz, bóg marzeń sennych, syn Hypnose,  przedstawiany jest w wieńcu z maków. Według legendy, mak podarowała ludziom bogini Demeter.
Mak miał także porastać zbocza Cypru – wyspy Afrodyty i znajdować się pod postacią makówek w koronie boga Dionizosa, który po hucznej zabawie oferował biesiadnikom kilka godzin zasłużonego odpoczynku.
Wierzono też, że rośnie nad brzegami rzeki zapomnienia Lete, która stanowi granicę pomiędzy  krainą życia i wiecznego snu.
Starożytna Grecja znana była z upraw maku. Współczesne greckie miasto Sikon nazywane było dawniej Makon, czyli miastem maku.
Potem uprawy przeniosły się do Europy.
Brytyjski badacz historii maku, biochemik Thomas Roberts twierdzi, że roślina ta była uprawiana najpierw w zachodniej części Morza Śródziemnego; Następnie pola makowe pojawiły się w Szwajcarii, Włoszech, Niemczech
Natomiast w Polsce ślady obecności maku pochodzą z epoki żelaza.
POLNY MAK
Czerwienią sukni, słodką czernią
Cieszysz me oczy, maku polny
Wśród traw, wśród zboża złotych kłosów
Gdzieś zagubiony, ale wolny

Niezwykłej barwy odmiennością
Owadów wabisz regimenty
Poranną wonią i świeżością
Zmieniasz dzień zwykły w uśmiechnięty
znalezione w Internecie
W słowiańskiej tradycji ludowej mak był rośliną pozwalającą na przekroczenie granicy między życiem i śmiercią. Dlatego bardzo długo potrawy z jego dodatkiem spożywano w czasie styp pogrzebowych oraz chrztu obrzędowego. Na Kresach podawano kutię - obtłuczoną pszenicę z dodatkiem miodu i maku. W ten sposób symbolicznie łączono przeszłość z przyszłością i podkreślano przemijanie ziemskiego czasu.
Na Rusi jego ziarna wkładano do kieszeni zmarłych i obsypywano groby tych, których podejrzewano o wampiryzm. Z kolei obsianie nimi granicy pola miało zabezpieczać gospodarstwo przed zarazą, a obsypanie makiem obejścia w dzień św. Łucji i Bożego Narodzenia – chronić ludzi i zwierzęta przed odwiedzinami zmarłych.
Mak był także symbolem płodności. Na Żmudzi, w Kurlandii i na Litwie w trakcie wesela smarowano usta panny młodej miodem (aby była słodka i uległa) i obsypywano ją owsem, jęczmieniem, bobem i makiem. Mówiono przy tym: będziesz li wierną mężowi i dobrą gospodynią, nie uczujesz niedostatku i obfitości doznasz.
W legendach chrześcijańskich kwiaty maku miały wyrosnąć w miejscach, gdzie spadły krople krwi ukrzyżowanego Chrystusa.
Makówki rzeźbione na kościelnych ławach mogą oznaczać – jak twierdzi Władysław Kopaliński – zmartwychwstanie.
Wyróżnia się kilka rodzajów maku. Najbardziej znany jest mak niebieski, który wykorzystuje się w celach kulinarnych. Nie należy go mylić z makiem lekarskim, z którego wytwarza się opium. Rzadko spotykanym rodzajem maku jest delikatniejszy w smaku mak biały, który jest niezastąpionym składnikiem słynnych poznańskich rogali marcińskich. Z kolei mak polny ma zastosowanie w medycynie ludowej i kosmetyce.
kwiat maku
mak cały w ogniu skąpany
przybrał już odświętną szatę
kwiat zakochany w czerwieni
dumny choć nóżkę ma cienką

okiem spogląda ukrytym
tuż za powiekami płatków
syty w odcienie czerwieni
mruga do bławatków modrych

kwiat piękny acz nader skromny
co rzadko w ogrodach bywa
bezbronny w swojej delikatności
króluje przy polnych drogach
znalezione w Internecie
Właściwości maku najczęściej wykorzystuje się w kuchni.
trudno sobie wyobrazić wigilijny stół bez maku. Wieczerza składa się z postnych potraw, z których jedno z nich obowiązkowo musi zawierać mak. Roślina ta miała bowiem dla naszych przodków szczególne znaczenie.
W Wigilię Bożego Narodzenia najczęściej podawano kluski i łamańce z makiem. Na Kresach zwyczajowo spożywano kutię, którą według tamtejszych wierzeń Matka Boska jadła w dniu narodzin Jezusa. W powszechnym mniemaniu spożywały ją także dusze zmarłych, dlatego część potrawy pozostawiano przez całe święta w specjalnie wyznaczonym miejscu. Garść kutii rzucano też ku niebu, aby zapobiec urokom w kolejnym roku.
Cierpiącym na bezsenność proponowano napój z makowych ziaren. Ponadto z suszonych główek, tzw. maczku polnego, i syropu cukrowego warzono miksturę rozpuszczaną później w szklance osłodzonej, gorącej wody. Zapobiegała ona chorobom gardła i miała działanie przeciwkaszlowe. Na problemy ze wzrokiem zalecano mak utarty z szafranem i ugotowanym żółtkiem, a przeciw podagrze – napój makowy na bazie ziaren i niewieściego mleka. Jednocześnie przestrzegano przed nadmiernym spożyciem opium, które po początkowej fazie wesołości miało powodować ociężałość, lenistwo, zmysłów tępość i ospałość.
Grecy mieli osobne słowo na zabójczy mlecz makowy – opion. Stąd oczywiście łacińskie i współczesne opium.
Opium dodawano w Atenach skazańcom do kielicha cykuty. Miało łagodzić cierpienia, a zarazem wzmacniać trujące działanie napoju.
bajka o maku
Był sobie raz Mak
w czerwonym kubraku
zielonymi dłońmi
chciał zatrzymać
kawałek lata.

Wymyślił Mak zaklęcia
na pochwycenie lata
bał się tylko
głośno je wykrzyknąć
prosto w oczy łąki.

I szeptał Mak zaklęcia
przez wszystkie dni lata
aż rozszumiały się sucho
w jesiennej makówce.
znalezione w Internecie
Skutki działania maku są  różne, w zależności od tego, czy używamy jego nasion, czy korzeni. Mamy do czynienia z rośliną o podwójnej naturze: raz uśmierza ból, kiedy indziej usypia, a nawet zabija. Jej nasenne właściwości są tak silne" - pisał Pliniusz Starszy w I wieku n.e. - „że jeżeli się weźmie zbyt dużą dawkę, można umrzeć we śnie", Uzyskiwany z makówek sok nazywa się opium.
Mak jest bogaty w komplet witamin A, D, E, C. Jest również doskonałym źródłem wapnia. Mak zawiera także dużo żelaza, miedzi, manganu, magnezu, fosforu i cynku.
Z niebieskich ziaren maku leczniczego wytłacza się olej makowy, który  reguluje pracę nerek i wątroby, a także przyśpiesza gojenie się ran. Wszystko dzięki zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych.
I na koniec.
Szczególne miejsce we frazeologii zajęła makówka jako określenie głowy, najczęściej tępej (Hej, Gerwazy, daj gwintówkę, niechaj strącę tę makówkę).
Mamy też figę z makiem, wraz z charakterystycznym gestem kciuka – dającym do zrozumienia rozmówcy, że czegokolwiek się spodziewa, raczej od nas nie dostanie. 
O dwojgu pasujących do siebie ludzi mówimy, że znaleźli się jak w korcu maku. Przecież  w worku maku ziarenek miliony, zatem odnaleźć się wśród nich, to nie lada sztuka.
O drobnym, gęstym, odręcznym piśmie mówimy, że jest pisane maczkiem.
Rozbijać w drobny mak- na bardzo drobne części.
Cicho jak makiem zasiał. Sianie malutkich, leciutkich ziarenek wymaga bezwietrznej, zatem cichej pogody. I to była właśnie ta wiedza, której nie miała baba, a której dziad jej nie ujawnił :)))
Makowa panienka (kto jeszcze ją pamięta z Dobranocki?)
Stoi w polu makowa panienka,
Strojna w czerwoną sukienkę.
Nie ma żadnego okienka,
By podziwiano jej urodę.
Stoi wśród łanu pszenicy
W swej zwiewnej, czerwonej spódnicy.
Główką czarną potrząsa,
Strzepując kropelki rosy.
Tuż obok, żuczek podkręca wąsa,
Cóż to?- on jest bosy!
Bucików biedny nie ma.
Jak zatańczy z panienką makową?
Ona- otoczona kłosami dwoma!
Nie chce za męża żuczka.
Odwróciła swą główkę makową,
Więc odszedł- z panią Żukową.
Irena Góra

sobota, 5 czerwca 2021

Myśli nie tylko o przyjaźni

Szczelina
Jesteś
nawet gdy cię nie ma 
przez moje serce
przebiega głęboka szczelina
o barwie jaśniejszej niż biel wiosennych stokrotek
zbieranych z pierwszą rosą
by utrwalić piękno
którego nie sposób wypowiedzieć
więc pozostawiam ukrytą bruzdę
która każdego dnia
rozświetla moje życie
blaskiem nieznajomym dotąd
zaniosę go Chrystusowi
z naszego kościoła
by ocalił to czego strzegę
przed pyłem codzienności
Basia Wójcik
Znowu moja szuflada wspomnień jest uchylona. Czy to ja ją otworzyłam, aby ciekawe teraźniejszości skrzaty przeszłości wyjrzały ciekawie na świat? Nie pamiętam.
Ale wiem dlaczego tak się stało. Właśnie mija kolejna smutna rocznica przypominająca o osobie, którą znałam zbyt krótko. Tym razem okrągła.
Jak każdego roku zatem wspomnienia powracają jak bumerang rzucony w otchłań życia. Czy powinnam go schwytać, czy też pozwolić mu uderzyć w teraźniejszość i zapomnieć na chwilę o dzisiaj? Jednak jak zwykle poddaję się nostalgii po dniach spędzonych na pogoni za światem. Powroty bywają czasem oczyszczające, prowadzą mnie w moją naiwność tamtych lat. Wtedy żyło się każdą chwilą, każdym zapachem czy dźwiękiem.
Czy straciłam już poczucie nieskończoności i przemijania?
Zbyt często zapominam, gdzie przebiega granica dzieląca mnie od tamtych chwil.
Ponownie wyruszam w codzienny spacer mojej samotności.
Od zawsze byłam tak naprawdę kimś innym. Uciekałam co dnia goniona przez dziecięcą ciekawość. Mój świat zamykał się w przestrzeni ogrodów dziadków. Tam były wszystkie moje myśli i pragnienia. Wracam ponownie do tej tajemnicy, podchodzę cicho do ogrodzenia, aby nie spłoszyć Ich żyjących z drugiej strony. Wiele razy zadawałam sobie pytanie – gdzie oni teraz są?
Nie słyszę już prawie ich głosów czy szumu wiatru pośród tamtych drzew.
Magia czasu minionego pozwoliła na spotkanie z nimi. Nieśmiało i niepewnie drżącą ręką otwieram furtkę, która wtedy była dla mnie tak ważna. Dziadkowie z zaciekawieniem spoglądają na mnie. Czuję, że odnalazłem siebie, tamtą dziewczynkę, jestem w domu…
Przyjaźń
Nie szafuj słowem - przyjaźń
bo ono znaczy wiele,
znajomych pełno dokoła,
nieliczni to przyjaciele.
Życie razów nie szczędzi,
kark pochylają cierpienia,
ten co pomoże powstać,
wart miana przyjaciela.
Toczysz swój głaz pod górę,
on spada prawie na szczycie,
trzeba zaczynać od nowa
to syzyfowe życie.
Człowiek naprawdę życzliwy
- nie w chwale i brzęku mamony -
poda swą rękę pomocną
z kawałkiem chleba na dłoni.
Poda swe mocne ramię
i plecy prostować pomoże,
wesprze cię słowem i czynem,
na nim polegać możesz.
Kto szczęście z tobą podzieli
i losu zawiłe koleje,
tak w dobrej jak i złej dobie
na pewno jest przyjacielem.
Nie szafuj więc słowem - przyjaźń,
bo ono znaczy zbyt wiele,
znajomych pełno dokoła,
- nieliczni to przyjaciele.
Krystyna Kunigiel-Jabłońska
Jak wspomniałam mija kolejna smutna rocznica. Nie chce mi się wierzyć, że to już tyle lat nie ma mojej Babci.  Osoby, która chyba kochała mnie najbardziej na świecie i dziś byłaby zapewne moim najlepszym przyjacielem.
Przyjacielem….
Chyba każdy miał w dzieciństwie najlepszego, pierwszego przyjaciela...takiego jeszcze z "piaskownicy". Ja mam taką przyjaciółkę, chociaż nie z „piaskownicy”. To wspomnienie jest jednym z moich najsympatyczniejszych z okresu mojej wczesnej młodości…. Pamiętam dzień, w którym się poznałyśmy, jakże mogłabym go zapomnieć, chociaż minęło już ponad ...lat. Poznałyśmy się, gdy obie stałyśmy samotnie na korytarzu, czekając na pierwsze zajęcia. Nie wiem co mną kierowało, że podeszłam właśnie do niej, a przecież obok było jeszcze kilka osób w podobnej sytuacji.
Agnieszka… Imienniczka mojej zmarłej babci. Miała długie ciemne włosy zielone oczy i tajemniczy uśmiech…  Teraz myślę, że przyciągnął mnie do niej jakiś magnez, przeznaczenie…. Bo gdybym znała jej wszystkie cechy charakteru, to pewnie nigdy bym nie wybrała jej świadomie. A przecież zostałyśmy przyjaciółkami, pomimo różnic w naszych usposobieniach. Każda z nas jak przystało na rogaciznę, miała swój charakterek. Jednak przez te lata przyzwyczaiłyśmy się do naszych wad, które nas czasem zapewne denerwowały.
Dla mnie jednak ona była najważniejsza. Liczył się  czas który mogłyśmy spędzać. Wspólna nauka, wspólne wyjazdy, wspólne spacery, gotowanie….
Gdy byłyśmy razem nie ważne były dla mnie inne osoby. Z nią było troszkę chyba inaczej, jednak wiedziałam, że zawsze mogę na nią liczyć.
Jednak więź jaka wytworzyła się pomiędzy nami była i jest wyjątkowa.
Obecnie nasz kontakt nie jest tak intensywny. Jednak wiem, że nadal jestem dla niej kimś ważnym. I w każdej chwili mogę naniej polegać.
Wczoraj na chybił trafił otworzyłam moją Księgę Myśli i trafiłam na słowa Herberta:
ŻYCIE BEZ PRZYJACIÓŁ JEST ŚMIERCIĄ BEZ ŚWIADKA.
Może to natchnęło mnie do tych przemyśleń...
Przyjaźń
Czeka na mnie na końcu ulicy
i na początku
moknie w strumieniach deszczu
i moich łez
zasypia na rąbku poduszki
by nie spłoszyć snów o bliskości
wyciąga dłonie których rozmiar mieści każdorazowo 
ból mego serca
Basia Wójcik
Jak zwykle dzięki jednej małej dygresji odpłynęłam w innym kierunku. Miało być o Babci.... Ale przecież już tyle o niej pisałam. I jeszcze kiedyś znowu napiszę.
Czas zamknąć szufladę z przeszłością. Jednak nie na długo… Wkrótce znowu tu powrócę. Szufladę wspomnień otworzę, gdy znowu nadejdzie czas następnych porządków lub kiedy będę potrzebowała ogrzać się ich ciepłem i kolorem. Najważniejsze, że pozostaną tam na zawsze, na przekór temu, co w realnym życiu mija bezpowrotnie.

piątek, 28 maja 2021

Majowo, ogrodowo....

Żyj intensywnie

Nie trać czasu
Nie narzekaj
Żyj intensywnie
Chwytaj te chwile, co zbyt ulotne są
Na innych się nie oglądaj
Przed Tobą wciąż tyle dróg
To, co wczoraj - dziś nieważne
Ważne, że żyć umiesz znów
Gotowa jesteś na wszystko,
Co do Twych stóp rzuci los
I pamiętaj, że wciąż jeszcze masz szansę by zrobić coś
Nie trać czasu na smutki i zmartwienia.
Nie narzekaj i od siebie zacznij zmieniać świat!
Żyj intensywnie.
Chwytaj te chwile, co zbyt ulotne są
Rozkoszuj się małym szczęściem
Wielki apetyt na życie miej
Niech się stanie wyzwaniem dla Ciebie jutrzejszy dzień!
Zarażaj ludzi uśmiechem
Nawet gdy powodów do radości brak
A przeszkody pokonuj zamiast wciąż omijać je!
Nie trać czasu na smutki i zmartwienia
Nie narzekaj i od siebie zacznij zmieniać świat!
Żyj intensywnie
Chwytaj te chwile, co zbyt ulotne są!
Nie trać czasu, spełniaj swe marzenia
Nie narzekaj i przed siebie biegnij z całych sił
Żyj intensywnie
Chwytaj te chwile, co zbyt ulotne są
Na drobne nie rozmieniaj się
Możesz mieć wszystko czego chcesz
A wszystkie Twe czarne myśli w złote będą zmieniać się!
Nie trać czasu na smutki i zmartwienia
Nie narzekaj i od siebie zacznij zmieniać świat!
Żyj intensywnie
Chwytaj te chwile, co zbyt ulotne są
Nie trać czasu, spełniaj swe marzenia
Nie narzekaj i przed siebie biegnij z całych sił
Żyj intensywnie
Chwytaj te chwile, bo zbyt ulotne są
Kasia Cerekwicka
Dziś poranne słońce wyraźnie kontrastowało z moim nastrojem. Powolnymi kroczkami Wiosna zbliża się do  końca maja, do mojego kolejnego roku pisania i zaraz potem do moich imienin.
Tak, tak właśnie mija kolejna rocznica mojej bytności za Zielonych Szumiących Stronkach. Piętnaście lat temu zaczęłam pisać na WP. Ale wiadomo, trzeba było się stamtąd ewakuować. Ale dzięki temu mogę świętować dwa razy:)))
Nie chce mi się wierzyć, że to już tyle lat.
Do tego moje imieniny. W tym roku niczego nie urządzam. Jednak zapraszam na początku przyszłego tygodnia. Tortu i ciasteczek nie będzie, ale na pewno znajdzie się ciepłe słowo.
Imieniny... Trochę mi szkoda, że teraz zazwyczaj ludzie nie obchodzą  imienin, nie mają czasu, aby się spotkać. Niektórzy maja jeszcze obawy. Rozumiem, ale trochę szkoda, bo przez ten ostatni rok nie spotykaliśmy się. A przecież teraz większość jest już zaszczepiona przynajmniej jeden raz.
Z drugiej strony teraz nikt praktycznie nie obchodzi imienin. Trochę mi tego szkoda. Dobrze jeszcze pamiętam spotkania rodzinne, do których czasem tęsknię.
Na szczęście są tacy, którzy nigdy nie zawodzą.
Maleńkie szczęście
Maleńkie szczęście
biały obłok zesłany z nieba
w różowym posłaniu
uśmiech którego Anioł nie mógłby się powstydzić 
wyciąga rączkę
z przesłaniem miłości
wyrażonej w najprostszy sposób
zamknięty w tajemnicy
rodzącej się ciągle i na nowo
byśmy mogli wierzyć
że miłość nie da się zamknąć
w czasie i przestrzeni
bo szczęście
musi się uśmiechać
w obłoku lekko stąpającym po ziemi
by nie zbudzić
najpiękniejszego snu
drzemiącego w ziarnku oczekiwań.
Basia Wójcik     
W słoneczne majowe popołudnie będę chodzić boso po trawie w moim ogrodzie i sama będę sobie składać życzenia. Tym razem nie będzie życzeń, które tak naprawdę są radami i pouczeniami, a które nigdy nie sprawiały mi przyjemności. Może jakiś ptaszek zaśpiewa mi w prezencie piosenkę, biedronka połaskocze w rękę, a kolorowy motyl szepnie coś miłego do ucha? Wiem, że jak co roku zakwitnie dla mnie róża w moim ogrodzie, a może i jaśmin u sąsiadów pospieszy się z życzeniami.
Chciałabym, aby ten dzień nadszedł i aby nie minął w mgnieniu oka. Aby pozostawił mnie na dłużej ukrytą w moim ogrodzie bez żadnych zakłóceń.
W moim ogrodzie będę jak zawsze spokojna i wyciszona.  To moje miejsce. Bez pośpiechu, chaosu, stresu. Ten czas spędzony sam na sam z moim ogrodem jest moim magicznym czasem, godziną czarów, a niekiedy jedynym ratunkiem, kiedy dookoła wszystko zaczyna iść nie tak. Wiem dobrze, że spokój przychodzi zazwyczaj od wewnątrz, a nie pocztą, ani przez sms.

Krople rosy
Moje szczęście biegnie wiejską drogą
strząsa krople rosy o poranku
zanurza głowę w trawach o świcie
podnosi z ziemi odrobinki piasku
nawołuje ptaki w nieznanym języku
rozmawia ze mną o codzienności
budzi mnie każdego dnia
słonecznym łaskotaniem powiek
moje zwyczajne szczęście.
Basia Wójcik i jej wszystkie obrazy

Nie spodziewam się nic innego. Nie chcę, aby oczekiwania mną zawładnęły. To prawda, że czasem z czekania można czerpać przyjemność. Moim zdaniem nie należy jednak zbyt wiele się spodziewać z góry. Niektórzy zbyt często spodziewają się najgorszego lub najlepszego. Jedno i drugie nie jest dobre. Nic nie działa tak paraliżująco jak czekanie. A nadzieja… to czasem straszna rzecz. Sprawia, że żyjemy w innym miejscu i czasie, które tak faktycznie nie istnieje. Ten, kto czeka jest pasywny, zależny od sytuacji i innych ludzi. Życie złożone jest jednak z czekania... Wciąż czekamy na coś lub na kogoś. Tyle jest niespełnionych życzeń i miłych niespodzianek.
Ja jednak nie przepadam za niespodziankami. Jestem niecierpliwa i nie lubię czekania. To moja największa wada, że tracę cierpliwość, jeżeli ktoś się spóźnia. Przecież można całe życie czekać i się nie doczekać. A jeśli czeka się na kogoś lub na coś ważnego, to czas potrafi się niemiłosiernie dłużyć.
Zgadzam się z Małgorzatą Linde, że błogosławieni, którzy na nic nie czekają, albowiem nie doznają rozczarowania Chociaż przyznam, że  takie czekanie na weekend, wyjazd może być całkiem przyjemne. I tu przyznam rację Ani z mojej ulubionej książki, że oczekiwanie, że coś miłego się wydarzy, to niemal połowa przyjemności.
A może jednak w wazonie pojawi się  pachnący bukiet lub w mój szary smutek wedrze się kolorowy, rajski ptak, który weźmie mnie na swoje skrzydła i uniesie daleko stąd. Mogłabym wówczas zamknąć moje żale w kufrze i żyć dalej, podchodząc do wszystkiego z radośniejszym sercem. Chciałabym pozbyć się pozy Kłapouchego. Jestem chyba trochę podobna do tego osiołka, trochę, bo o wiele częściej jest opanowany i rozsądny. Jednak najbardziej zachwyca mnie, że pomimo swojego smętnego nastroju, czasem się uśmiechnie, wówczas ten uśmiech jest najpiękniejszy. Dlaczego zatem chciałabym się pozbyć jego pozy?  Czy rzeczywiście jest mi z tym aż tak źle?
Przecież w moim ogrodzie zawsze jestem szczęśliwa i wolna, a godziny tam spędzone zawsze płyną spokojnym strumieniem. Jednak czy dojrzałam do czegoś więcej niż ziemia i szpadel?
Ogród, ziemia… uczą spokoju i czekania. Mówi się, że tak jak w przyrodzie cykle się zmieniają i wszystko co dobre zawsze powraca. Po zimie zawsze jest wiosna. Niczego nie da się przyspieszyć, zwłaszcza problemów i smuteczków.  Kwiat rozwija swój pąk też dopiero wtedy, gdy będzie na to gotowy. Może i tak będzie z moimi radościami?
Jestem piasku ziarenkiem w klepsydrze,
Zabłąkaną łódeczką wśród raf,
Kroplą deszczu,
Trzciną myślącą wśród traw
...ale jestem!
Jestem iskrą i wiatru powiewem
smugą światła , co biegnie do gwiazd,
jestem chwilą , która prześcignąć chce czas
...ale jestem!
Ucha nadstawiam : słucham jak gra,
Muzyka we mnie, w muzyce - ja!
Nim wielka cisza pochłonie mnie,
Pragnę wyśpiewać , wyśpiewać ,że:

Trzeba żyć naprawdę ,
żeby oszukać czas.
Trzeba żyć najpiękniej,
Żyje się tylko raz.
Trzeba żyć w zachwycie:
Marzyć , kochać i śnić.
Trzeba czas oszukać,
Żeby naprawdę żyć..."
Magdalena Maria Czapińska

piątek, 21 maja 2021

Majowe nostalgie


Tych lat straconych lat
Już nam nie odda nikt
Nikt nam nie odda pięknych
Nocy ani dni
Tych zmierzchów pełnych barw
I tych wiosennych burz
Gdy wiatr zgina drzewa
Gdy wiruje złoty kurz
Najcichszych kilku chwil
Nim ptaki zbudził świt
I gwiazd które spadły w dół
Nie odda nam już nikt

Tych lat nie odda nikt
Tych lat nie odda nikt
Nie powracajmy już do tamtych nocy ani dni
Uciszmy w sercu żal
Wyrzućmy nagły gniew
Witajmy muzyki dźwięk
I nocnych ptaków śpiew
Tych lat idących lat
Już nam nie weźmie nikt
Nikt nie zabierze pięknych nocy ani dni
Tych zmierzchów pełnych barw
I tych wiosennych burz
Gdy wiatr zgina drzewa
Gdy wiruje złoty kurz

Najcichszych kilku chwil
Nim ptaki zbudzi świt
I gwiazd które lecą w dół
Nie weźmie nam już nikt
Nie weźmie nam już nikt
Nie weźmie nam już nikt…
Irena Santor
Wspomnienia znowu zapukały do moich drzwi na ostatnim piętrze i chyba planują u mnie dłuższą majówkę.  Przeszłość nie chce odejść. Dobrze jej tutaj. Ma tutaj swoje miejsce w szufladzie i wie, że tylko tutaj może liczyć na gościnę. Kto inny poświęci jej choć chwilkę w tym pędzącym do przodu świecie? Tylko ja…  A przecież te dni już minęły i nie wrócą. I czy warto odwracać głowę. Zwyczaj zatapiania się w przeszłości często odsuwa mnie od codzienności.
Czy nie powinnam tak jak inni zająć się teraźniejszością i przyszłością?  Przecież obrazy z przeszłości pojawiają się tylko na chwilę, aby przez moment zabłysnąć drobiazgiem. Potem jednak równie szybko znikają.
Dlatego czasem boję się znajomych zapachów, dźwięków, twarzy…, które kojarzą mi się z pierwszymi latami życia. Ogarnia mnie wówczas poczucie dotkliwej straty, które sprawia, że czuję się jeszcze bardziej samotna. Po co więc wracam do tamtych bezpiecznych, niekończących się, dni które spędziłam w Domu i u Dziadków. Dlaczego moje myśli biegną znowu do mojej Letniej Wakacyjnej Przystani? Przecież tam praktycznie już nikogo nie ma. Ostatnia nitka łącząca mnie z tym światem jest już bardzo cieniutka, ale najważniejsze, że jest, że nikt jej nie przerwał. Cieszę się, że jeszcze mogę się jej uchwycić. Nie chcę nawet myśleć o tym, że kiedyś ta nitka może się urwać definitywnie. Dlatego będę tam wracać. 
Czas biegnie tam swoim rytmem. Nikt się tak nie spieszy, nie stresuje, tym, że jeszcze jest coś do zrobienia. Wszystko co można zrobić dzisiaj – robione jest dzisiaj, a jeśli się nie uda – bez problemu zostawia się na jutro. Wierzę, że niedługo chociaż przez chwilę znowu będę mogła pożyć w takim tempie.
Jednak czas nie zawsze jest z nami uczciwy. Podczas miłych chwil biegnie niczym struś pędziwiatr, natomiast, gdy jest nudno, smutno wlecze się niemiłosiernie. Godzina radości trwa tyle co minuta smutku, nudy….
Bez z mojego ogrodu 
Wczesnym świtem
wtuliłam zmęczoną twarz w kiście bzu
omdlewającego pod ciężarem poranka
mokre płatki pachnących zachwytów
wpłynęły cicho w głąb serca
jego bicie
poruszyło ciężkie grona uczuć
zapisanych w nim od zawsze
stary krzak bzu otulił mnie zapachem
wypielęgnowanym miłością Ojca
od dziesięciu lat
podlewającego niebieskie ogrody
swoim wiekuistym byciem
abym ja mogła
przytulać każdej wiosny
kwitnący bzowy bez
karmiony moją tęsknotą.
Basia Wójcik
Amerykanie o stanach przygnębienia mówią "blue devils" - niebieskie diabły, i kto wiej może w tym określeniu kryje się część prawdy. Może przyczyną tego stanu są nieprzyjazne, niezbadane siły? Przed wynalezieniem pigułek szczęścia ludzie ratowali się przed przygnębieniem przystosowywaniem swojego otoczenia w taki sposób, aby emanowało z niego jak najwięcej pozytywnej energii.
W czasach renesansu i średniowiecza uważano, że w dobry nastrój wprawia kolor czerwony i złoty. W późniejszym okresie za barwę przynoszącą radość uznawano kolory słoneczne, wszystkie odcienie żółci, a także pomarańczowy. Podobne stanowisko zajmują współcześni psychologowie. Dobrą energię można więc czerpać z żółtej sukienki, ścian pokoju, pościeli czy zasłon. Cóż... kiedyś w dzieciństwie miałam pokój pomalowany na pomarańczowo, z zasłonkami w maki, które do dziś pamiętam i muszę przyznać, że energia rozpierała mnie aż za bardzo. Dlatego potem w szkole średniej miałam już zielone ściany.
Dawniej za przedmioty poprawiające nastrój uważano obrazy przedstawiające mitologiczne sceny - wyspy szczęśliwe, Arkadię, nimfy w orszaku Apollina czy Dionizosa, bukiety pięknych kwiatów z piwoniami i rozkwitłymi różami na czele. Humor poprawiano sobie także pijąc kawę, herbatę czy czekoladę z porcelanowych filiżanek zdobionych motywem wschodzącej jutrzenki, tańczących nimf czy pięknymi końmi. I to jest prawda. Nic tak nie mi poprawia nastroju, jak dobra, gorąca herbata z ukochanej filiżanki.
Stan przygnębienia może oznaczać też, że przepływ energii w domu, w pracy nie jest korzystny. Można więc zmienić ustawienie mebli. Brigitte Bardot, kiedy miała napady smutku, które nazywała oryginalnie "kring-krong", robiła przemeblowanie w domu. Czasem trwało to przez cały dzień, jednak nie przestawała, dopóki nie poczuła, że pomieszczenie stało się dla niej przyjazne. Wtedy przygnębienie mijało i nie powracało przez jakiś czas.
Dzisiaj panuje przekonanie, że najwięcej pozytywnej energii dają rośliny, przede wszystkim kwiaty rosnące w doniczkach, które nawet w zimne i szare zimowe i jesienne dni przywodzą
na myśl słoneczny.
Czy to bez w wiośnie
czy wiosna w bzie zaklęta
budzi nadzieję każdego ranka
opowiadając cudne baśnie
o ziemi i o niebie
o życiu kołysanym przez liliowe gałęzie
w ramionach wiatru bzem pachnącego
w bzowych promieniach słońca
oczarowanego cudem życia...
Basia Wójcik
Astrologowie od wieków próbowali znaleźć zapachy, które mogą pomóc ludziom w stanach przygnębienia. Ich dobór przyporządkowali znakom zodiaku. Osoby urodzone w znaku Koziorożca (to właśnie ja), mające wyjątkową skłonność do smuteczków, powinny im zapobiegać, obcując z aromatem żywicy drzew iglastych. - np. jodły, cisu i cedru. Nieodporny na smutki Wodnik może im zaradzić, wąchając lewkonie, fiołki i rozmaryn. Rozchwiane emocjonalnie Ryby rozluźni i rozweseli zapach roślin i owoców wodnych - np. melona, a także jaśminu.
Według włoskiej uczonej Marii Immacolaty Maciotti, ludzie dla poprawienia nastroju powinni często obcować z zapachem bzu. Woń kwiatów tej rośliny ma bowiem posiadać niezwykłą moc pobudzania pozytywnej energii, radości życia i wiary we własne siły.
RWANIE BZU
Narwali bzu, naszarpali
Nadarli go, natargali
Nanieśli świeżego, mokrego,
Białego i tego bzowego.

Liści tam – rwetes, olśnienie,
Kwiecia – gąszcz, zatrzęsienie,
Pachnie kropliste po uszy
I ptak się wśród zawieruszył.

Jak rwali zacietrzewieni
W rozgardiaszu zieleni,
To się narwany więzień
Wtrzepotał, wplątał w gałęzie.

Śmiechem się bez zanosi:
A kto cię tutaj prosił?
A on, zieleń śpiewając,
Zarośla ćwierkami zanosił.

Głowę w bzy – na stracenie,
W szalejące więzienie,
W zapach, w perły i dreszcze!
Rwijcie, nieście mi jeszcze!
Julian Tuwim
W moim ogrodzie pachną teraz bzy i konwalie..... Tak one teraz są najlepsze na smuteczki.
Konwalie..... Kiedyś chyba już pisałam, że specjalnie dla jednego wiersza o tych kwiatach, kupiłam cały tomik poezji.
Taka mała, delikatna konwalia, a jak potrafi poprawić nie tylko nastrój.
Wierzę, że te majowe kwiaty spowodują, że moje smuteczki odpłyną.

piątek, 14 maja 2021

Majowe czytanie

Czytanie
„No, już na dziś dość biegania!
Niech tu nisko siądzie Hania,
Julcia z lalką wyżej trochę,
Na kolana wezmę Zochę,
Bo Zosieńka jeszcze mała.
No i będę wam czytała.
O czym chcecie?”
„Ja chcę bajkę,
Jak to kotek palił fajkę!”

„A ja chcę o szklanej górze,
Gdzie to rosną złote róże!”
„A ja chcę o jędzy babie,
Co ma malowane grabie!”
„A to ja chcę o tym smoku,
Co to pękł z jednego boku!”
„Ejże! Co wam przyjdzie z bajki?
Czy to koty palą fajki?
Na cóż by się zdały babie
Jakieś malowane grabie?
Czy kto widział złote róże?
Czy kto był na szklanej górze?
Wszak wam wiedzieć będzie miło,
Co się u nas wydarzyło.

Posłuchajcie…
W bok Kruszwicy
Żył Piast w cudnej okolicy…
Miał synaczka…”
„Wiemy! Wiemy!”
„No i chcecie?”
„Chcemy! Chcemy!”
Maria Konopnicka

Nie wyobrażam sobie mojego życia bez książek. Bez telewizji, kina tak, ale nie bez książek. Internet też mogłabym ograniczyć, ale jego odrobina jest potrzebna, zwłaszcza w obecnym świecie. Mam tylko nadzieję, że Internet nie zabije książek.  Teatr miał zabić operę, film teatr, a telewizja film. Nic takiego się jednak nie stało. Teatr istnieje, opera też, a film tym bardziej. Chociaż ostatnio nie można z nich tak w pełni korzystać. Ale z drugiej strony znowu sięgnęliśmy po książki.

Niedawno natknęłam się na najnowszy raport o czytelnictwie w Polsce. Kiedyś już o tym pisałam. Nie będę się więc powtarzać, niewiele się bowiem zmieniło. Wspomnę tylko, że na zadawane od lat pytanie o czytanie w całości co najmniej jednej książki w ciągu ostatniego roku, twierdząco odpowiedziało 42% respondentów. Jest to najlepszy wynik od sześciu lat. Ale czy rzeczywiście można się tak w pełni cieszyć? W pewien sposób zostaliśmy zamknięci w domu i pewnie dlatego częściej sięgnęliśmy po książkę. 
Jednak jak wiele jest osób, które czytają książkę za książką?
Książki, a raczej ich czytanie to duża część mojego życia. Są dla mnie niczym świeże powietrze pośród zaduchu cywilizacji. Książki dają możliwość odcięcia grubą kreską problemów życia codziennego, dają niezapomniane wrażenia.
Od książek byłam, jestem i będę uzależniona, jakkolwiek czasy by się nie zmieniły. Po prostu wyniosłam to z dzieciństwa i nic tego nie zmieni.
Książka to nie tylko lekarstwo na problemy dnia codziennego. Potrafią być jak jak towarzysze podróży. Niektóre otwierają nam oczy na świat. Czasem są jak przyjaciel, który okryje ciepłym kocem, gdy za oknem szaruga niosąca melancholię. Niektóre znowu tylko przez chwilę zamącą nam w głowie i pozostawią z niczym.
PRZYJACIEL NA CAŁE ŻYCIE
Nie trzeba molem być książkowym,
grzbietu nad stołem ciągle schylać,
od kartek nie odrywać głowy
i książki w rękę brać co chwila.
Lecz w dzień powszechni czy w niedzielę
sam na sam z książką usiąść sobie,
witać się z nią jak z przyjacielem,
długo się bez niej nie móc obejść.
Nie trzeba bać się, że czasami
zmęczy nas książka albo znuży.
Bo ona chce pogadać z nami,
namówić chce nas do podróży,
pocieszyć chce, rozśmieszyć nieraz,
chce pożartować, bawić, uczyć
i kolorowych świat otwierać
czarną literą – cennym kluczem.
Hanna Łochocka
Ostatnio natknęłam się na książkę, która mnie zaskoczyła.
Przypadek spowodował, że zdecydowałam się sięgnąć po książkę Moniki Jaruzelskiej "Towarzyszka panienka".
- Mamo, to w końcu wierzysz w życie pozagrobowe?
- Wyłącznie.
- Jak to?
- Bo tu i teraz jest życie pozagrobowe. Kiedy chodzimy, jemy, oddychamy, wszystko to dzieje się poza grobem. Kiedy umieramy, trafiamy do grobu, więc możemy powiedzieć, że teraz cały czas żyjemy życiem pozagrobowym.
- Fajnie to wymyśliłaś, mamo.
- Nie ja, natura.
cytat z książki
Na początku podeszłam do niej z pewną rezerwą. Nie sądziłam, aby to była książka dla mnie. Nie wiedziałam czego się spodziewać. W końcu za namową pani z biblioteki postanowiłam po prostu sprawdzić, czy proza Moniki Jaruzelskiej mi się spodoba. I zdziwiłam się pozytywnie.
Książka okazała się autentyczna i… zwyczajna.
Na szczęście nie jest to książka o charakterze politycznym, jak się obawiałam.
Nawet muszę przyznać, że był to powrót do czasów moich dziecięcych i młodzieńczych lat.
„Towarzyszka panienka” to nie tylko opowieść o rodzinie, znajomych, przeżyciach autorki, ale przypomina też czasy, które są znane również mojemu pokoleniu.
Niespodziewane lekkie pióro i humor nadają książce specyficznego charakteru. Do tego wszystko zawarte w zwięzłej formie. Autorka porusza różne tematy, wiele bliskich każdemu z nas.
I jeśli nawet te trudne czasy były naprawdę ciężkie, to z nostalgią przypomniałam sobie obowiązkowe białe bluzki na szkolnych i granatowe spódniczki na szkolnych akademiach. Nawet uśmiechnęłam, gdy przypomniałam sobie moje zdjęcie na jednej z takich akademii, gdy wyróżniałam się ubiorem.  
Kto dzisiaj też pamięta oranżadę w proszku?
Dlatego sięgnęłam po kolejne części. 
"Rodzina" i "'Oddech" to też zbiór migawek z życia, krótkich scenek, ale z każdym rozdziałem coraz bardziej zmuszających do refleksji. Zwłaszcza ostatni tom jest bardziej poruszający i osobisty. Napisany już po śmierci ojca autorki.
W "Oddechu" Monika Jaruzelska opowiada o trudnych chwilach. O chorobie i śmierci ojca, o własnej trudnej chorobie, o uzależnieniu od papierosów, o relacji z matką...
Książka, co dla mnie jest dużym plusem składa się z krótkich rozdziałów.
Pewnie nie każdemu spodoba się poczucie humoru autorki.
Zastanawiam się też, czy wiele osób ją przeczyta, gdy na początku usłyszy nazwisko autorki. Przecież i ja musiałam zostać zachęcona. A teraz polecam ją sama.
O książkach i książeczkach
Książka to ten
Niewidzialny świat
Pełen barw
Dziecięcy, magiczny
Bez wad.
Każda historia
Choć w podtekście niezmiennym
„za górami”
Sens swój odkrywa,
Tak mało słów,
A tak wiele treści, jak często bywa.
Wystarczy ją tworzyć,
Dotknąć kruche stronice,
Poczuć zapach jej drogi przebytej,
By zanurzyć się w falach domysłów
Złudzeń,
Utopii dopiero odkrytej.
Jedna bawi
Druga uczy
Trzecia pyta,
Każda czar swój nieodparty
W wersach zamyka.
W” królestwie literatury”
Prym zgodnie wiodą,
Zapełniając półki,
Wnętrza domów zdobią.
Oczywiście każdej
Marzą się ambitne wyprawy,
Z lekka zniszczona to i żywot bardziej ciekawy…
I każdego dnia wołają do młodych
Głosem pełnym boleści:
„Czy w jednej na tysiąc głowie,
Choć tytuł się zmieści?”
Znalezione w Internecie