niedziela, 13 stycznia 2019

Opowieść o styczniu

Kiedy Nowy Rok witamy to miesiące odliczamy:
Styczeń chłodem wszystkich studzi las, zwierzęta oraz ludzi.
Luty mrozem jest podkuty, trzeba nosić ciepłe buty.
Marzec miesza w garncu pogody, czasami jest słońce, czasami chłody.
Kwiecień na drzewach liście rozwija, gdy ciepła wiosna temu sprzyja.
Maj to miesiąc jest wzorowy świat się staje kolorowy.
Czerwiec w ciepłych barwach chodzi, bo wakacji czas nadchodzi.
Lipiec słońcem pięknym nęci, by do ruchu nas zachęcić.
Sierpień kosz owoców wnosi, byśmy wszyscy byli zdrowsi.
Wrzesień - już wakacji minął czas, więc przedszkole wita nas!
Październik w kolorowych liściach hasa i do parku nas zaprasza.
Listopad gubi liście z drzew, wieje wiatr i pada deszcz.
Grudzień wita nas Świętami, a Mikołaj prezentami.
znalezione w Internecie
Kilkanaście dni temu rozpoczął się pierwszy miesiąc roku. Także i ja postanowiłam rozpocząć cykl opowieści o miesiącach. Uważam, że warto napisać o tym, co każdy miesiąc znaczył kiedyś w przeszłości i może dobrze skorzystać z tego też dzisiaj.
Zaczynam więc snuć opowieści od stycznia.
Styczeń to pierwszy miesiąc nowego roku. Mimo przynależności do nowego cyklu rocznego miesiąc ten w sposób wyraźny łączy się jeszcze z poprzednim rokiem. Rozpoczęte w dniu zimowego przesilenia Szczodre Gody nie kończą się wraz z początkiem stycznia, lecz trwają jeszcze niespełna tydzień (do 6 stycznia). Jeszcze przez cały miesiąc dawni Słowianie mogli spodziewać się wizyty kolędników. Styczeń kończy się mniej więcej przed połową zimy, tuż przed przypadającymi na początek lutego gromnicznymi rytuałami zamawiania ciepła.
Dlaczego pierwszy miesiąc roku nazywamy styczniem? Jakie nazwy utrzymały się nie tylko na słowiańskiej ziemi?
Współcześnie nazwę styczeń wyjaśnia się je z dwoma hipotezami. Pierwsza z nich ma związek ze stykiem, czyli czasem przejściowym między jednym a drugim rokiem. Druga hipoteza wskazuje na związek nazwy tego miesiąca z tykami, czyli wycinanymi w tym miesiącu kawałkami drewna, które mogły być wykorzystane w przyszłości przy uprawie lnu i konopi bądź roślin strączkowych. Ściętym drewnem było można też ogrzać się podczas mroźnych zimowych wieczorów. Wśród słowiańskich mniejszości etnicznych adekwatna nazwa miesiąca funkcjonuje wśród Kaszubów – stëcznik.
Podobne wyjaśnienia etymologiczne wiążą się z innymi słowiańskimi nazwami: chorwackim siječanj oraz ukraińskim січень.
Wśród niektórych narodów słowiańskich nazwa pierwszego miesiąca roku wiąże się z niskimi temperaturami. Przykładem tego typu jest czeski lednik, który przez jakiś czas utrzymywał się nawet w staropolszczyźnie jako alternatywna nazwa stycznia. Wyraz ten należy kojarzyć z lodem – często zamarzającymi w tym miesiącu stawami, jeziorami... . Nazwa lednik znana jest również Słoweńcom, z kolei Białorusini pierwszy miesiąc zwykli określać jako студзень  – od przymiotnika znaczącego "'zimny, mroźny".
Natomiast łacińska nazwa stycznia - Janus pochodzi od imienia rzymskiego boga Janusa. Janus był władcą panującym w Lacjum, gdzie znalazł schronienie Saturn po wypędzeniu z niebios. Za tę gościnę król został obdarzony boskością i darem widzenia tego co było i będzie. Był przedstawiany jako bóstwo z dwoma obliczami zwróconymi w przeciwne strony - przeszłość i przyszłość. Ofiary składano mu w pierwszy dzień roku i wtedy, gdy rozpoczynano nowe, ważne przedsięwzięcia. Był on bowiem przede wszystkim opiekunem początku wszystkiego. 

Styczeń
Nowy Rok zawitał wreszcie
stary sobie poszedł.
Co tam rośnie w mrozach stycznia?
Dzień rośnie po trosze!
Wróbelkowi serce rośnie,
że wiosny doczeka,
chociaż jeszcze droga do niej
mroźna i daleka.
Rosną w styczniu zaspy śniegu,
że wóz w nich ugrzęźnie
a na szybach rosną srebrne
liście i gałęzie.
Więc na inne pory roku,
nie patrzy zazdrośnie
mroźny styczeń: bo w nim także
mnóstwo rzeczy rośnie!
Jerzy Ficowski
Wierzono, że w styczniu dobrze jest rozpoczynać nowe przedsięwzięcia, szczególnie te, które trzeba prowadzić powoli, przez długi czas, cierpliwie czekając na owoce swojego trudu.
Przez wiele wieków właśnie w tym miesiącu wmurowywano kamienie węgielne pod gmachy użyteczności publicznej, kościoły czy fabryki. Uważano, że władcy koronowani w styczniu będą panować wyjątkowo długo z pożytkiem dla kraju i jego mieszkańców, a urzędnicy państwowi powołani w tym czasie na wysokie stanowiska sprawdzą się na nich.
Parom stającym w tym czasie na ślubnym kobiercu wróżono wiele lat wspólnego, pracowitego życia, które przyniesie duży dobrobyt rodzinie, którą właśnie założyli.
Styczeń sprzyjał nabywaniu nieruchomości i dóbr trwałych. Kupione w tym czasie miały wielką szansę, żeby pozostawać w rękach właściciela, a potem jego spadkobierców przez długie lata.
Pierwszy miesiąc roku był również owocny dla tych, którzy oddawali się pracy intelektualnej i w ogóle poszukiwali mądrości.
Styczeń nie był jednak dobrym miesiącem na rozpoczynanie procesów sądowych, gdyż ciągnęły się w nieskończoność. Również rozpoczęta po Nowym Roku podróż mogła niespodziewanie przedłużyć się.
Do talizmanów, które miały wyjątkową moc w tym miesiącu, należały klejnoty Saturna - onyksy, zielone malachity, zwane klejnotami mędrców, oraz czerwony rubin.
Za liczbę stycznia uznawano szóstkę. Stąd też za wyjątkowo pomyślne uważano soboty oraz 6, 16 i 26 dzień miesiąca.
W styczniu
Niebo zaciągnięte w szarawej zasłonie,
rok leniwie brodzi w styczniowych kałużach,
z gęstych mgieł o świcie wstaje blady promień,
przed zmierzchem przybywa jasność dnia nieduża.

Kwiatom sen o wiośnie daleki jest jeszcze,
lecz świergot sikorek weselej pobrzmiewa,
choć słońca krąg śmielszy, chłód przenika dreszczem,
sklepy rozpoczęły zimową wyprzedaż.

Przyleciały gile czerwone, jak jabłka,
siadły na gałęziach, skubią jarzębinę,
tyle dni przed nami w szalikach i czapkach,
ale za to każdy nosi twoje imię... :-)
Ewa Pilipczuk

Przysłowia związane ze styczniem:
Styczeń rok stary z nowym styka, czasem zimnem do kości przenika, czasem w błocie utyka.
Kiedy styczeń najmroźniejszy, wtedy roczek najpłodniejszy.
Gdy w styczniu mrozy i śniegi, będą stodoły po brzegi, gdy styczeń mrozów nie daje, prowadzi nieurodzaje.
Jeżeli pszczoła w styczniu z ula wylatuje, rzadko pomyślny rok nam obiecuje.
Gdy styczeń zamglony, marzec zaśnieżony.
Gdy w styczniu deszcz leje, złe robi nadzieje.
Jak styczeń zachlapany, to lipiec zapłakany.
Gdy w styczniu woda huczy, to na wiosnę mróz dokuczy.
Kiedy styczeń mokry trzyma, zwykle bywa długa zima.
Kiedy w styczniu rośnie trawa, licha w lecie jest potrawa.
Kiedy w styczniu lato, w lecie zima za to.
Gdy styczeń jasny i biały, w lecie bywają upały.
Styczeń mrozem trzeszczeć musi, wtedy chłopa plon przydusi.
Gdy Makary pogodny, cały styczeń chłodny (2.01.)
Na Trzech Króli słońce świeci, wiosna do nas pędem leci
Weronika chustkę zrzuci - wiosna od nas się odwróci (13.01.)
Gdy na Małgorzaty mróz, jeszcze długo nie pojedzie wóz (18.01.)
Na Świętego Pawła połowa zimy przepadła (25.01.)
Urodzaje da rola, gdy deszcz leje w Karola (28.01.)
Św. Marcin lody gładzi, gdy ich nie ma - to je sadzi (30.01.)
Nowy Rok (1.01) pogodny, zbiór będzie dorodny.
Gdy słońce przygrzewa na Jana Dobrego (10.01), spodziewać się można lata pogodnego.
Kiedy ptaki w styczniu śpiewają, to im w maju dzioby zamarzają.
Fabian i Sebastian (20.01) gdy mróz dadzą, srogą zimę przyprowadzą.

niedziela, 6 stycznia 2019

Myśli o przemijaniu

Lubię ten smutek
który przyczyny nie ma
ale się snuje za mną 
wszędzie,
niby cień cienia
na pozór bez znaczenia
zanim w piosenkę się zamieni.

Wszystko to
co ulotne, nie nazwane:
nagły dreszcz, okruch zdarzeń,
okamgnienie...
Zbieram i chowam gdzieś

w kieszeni serca,
by ocalić, zapamiętać.

Jest takie szczęście
które się znikąd bierze
po prostu jest
jak powietrze
Nigdy nie pytam
czy jutro też tu będzie?
Tylko je wdycham
tak jak tlen.

Wszystko to
co przemija nieuchronnie:
strzępy snów, magię
i urodę chwili...
Zbieram i chowam gdzieś
w kieszeni serca,
by najpiękniej zapamiętać.

Lubię ten smutek
który przyczyny nie ma
ale wciąż każe za czymś tęsknić
bo gdy się zjawia
gdy dam mu dojść do słowa
czasem w poezję
się... zamienia.
Magda Czapińska
Nowy Rok przywitaliśmy hucznie, tańcząc, pijąc i wiwatując całą noc. Temu staremu, mijającemu, nie poświęcaliśmy już żadnej uwagi. To swoisty symbol tego, jak nasze społeczeństwo traktuje starość.
Przemijanie - to słowo teraz najczęściej błąka się po zakamarkach mojej duszy i mojej głowy. Mimo przyjaznych słów nie jestem jeszcze gotowa z pełnym optymizmem spojrzeć w przód. Staram się nie oglądać za siebie, ale są rzeczy, sytuacje, które mimowolnie wywołują wspomnienia.
Kiedy umierają znajome osoby, czujemy wewnętrzną pustkę, samotność i tęsknotę. Zwłaszcza, że nagle dom za ścianą opustoszał. Widzimy że coś się skończyło, że coś uleciało, że bezpowrotnie coś straciliśmy. W takich momentach wyruszamy w świat wspomnień.
Po pewnym czasie z uświadamiamy sobie konieczność zachodzących zmian, zdajemy sobie sprawę, że wszystko, przemija, że nic nie trwa wiecznie, że zawsze coś będzie się kończyło. 
Ja jednak nie jestem w stanie temu zaradzić. To jest silniejsze ode mnie, jednak z drugiej strony nie chciałabym zapomnieć. To przecież było ważne.  Patrzę bowiem na otaczający mnie świat dookoła i dziwię się, że tak szybko przeszedł nad tym wszystkim do porządku codziennego życia. Każdy zatopił się we własnych sprawach, problemach… Czyżbym to ja nie miała swoich obowiązków?
Sądzę jednak, że poczucie przemijania zachodzi nas, atakuje gdzieś z podświadomości i jeśli trafia na odpowiednią chwilę potrafi zawładnąć nami, nawet na dłuższy czas. 
Może rzeczywiście zbyt rozczulam się nad sobą, co jednak mam zrobić? Jednak życie jest podobne do rwącej rzeki, bo wszystko co się w niej pokazuje od razu znika. Może więc poczekać na jej brzegu?
Chcę zaakceptować przemijanie i z rozczuleniem przyglądać się moim zmarszczkom. Niestety dookoła panuje moda na młodość i brak szacunku dla starości, do której jeszcze mi daleko.
A przecież starość nie jest przestępstwem. Jednak dzisiaj najważniejsze są zachcianki dzieci, opinie nastolatków, potrzeby młodych.
Wiedza dziadków, kiedyś tak ceniona, jest dla młodych wnuków nieciekawa, nieprzydatna.

PRZEMIJANIE
Szła starość
z kromką chleba w kieszeni
w łachmany przyodziana,
niosła na plecach całe życie,
szła wolno, spracowana.
Życie do ziemi ją przygniatało,
gdzieś kromkę chleba zgubiła,
spragniona, głodna
z życiem na plecach,
prawie na wpół nie żyła.
Usiadła pod drzewem
na skraju lasu,
wiatr czesał jej siwe włosy,
a z jarzębiny na brudne policzki,
spływały krople rosy.
I była znowu młodą dziewczyną,
czarne włosy miała
i biegła boso polną ścieżyną,
śmiała się i płakała.
Zasnęła błogo pod jarzębiną,
dalej już iść nie chciała,
a życie poszło polną ścieżyną,
ona pod drzewem została.
znalezione w Internecie
Całe życie walczymy o lepszy status majątkowy, dom, samochód, awans... Wiele chwil przecieka nam niepostrzeżenie przez palce.
Im bardziej się starzejemy, tym szybciej lecą nam lata. A może po prostu coraz mniej uważniej przeżywamy kolejne dni. Popadamy w rutynę. Uważności powinniśmy uczyć się od dzieci. To właśnie one posiadają umiejętność uważnego przeżywania każdej, nawet najbardziej ulotnej chwili. Jednak z wiekiem ją tracimy. Z wiekiem trudniej nam się zachwycić, zadziwić. Może dlatego mamy tyle wspaniałych wspomnień z dzieciństwa.
Patrzę na moich bratanków jak potrafią zająć się czymś nieistotnym. Jak robią to uważnie, całą sobą, potrafiąc zatopić się w takiej chwili. Świat dookoła ze swoimi problemami nie istnieje dla nich.
A ja w tym czasie zrobiłam kilka rzeczy naraz.
My dorośli mamy mnóstwo obowiązków, które jednocześnie nam o sobie przypominają. Dlatego ciągle się spieszymy i żyjemy z ciągłymi wyrzutami sumienia, że nie dajemy sobie z wszystkim radę tak dobrze, jakbyśmy tego chcieli... Myślimy, że życie gdzieś nam umyka…
Może zatem zamiast "chwytać kilka srok za ogon" lepiej zdecydować się na powolne życie i cieszyć się każdą chwilą, drobiazgiem....

Oczami dziecka patrzę na świat
Nieważne ile teraz mam lat
Zachowam w sobie wśród życia burz
To małe dziecko co chłonie cud

Bo cudem jest świat z milionem barw ciemnych i jasnych
Cudem jest dzień, każdy człowiek, jego gest, cudem jest
Bo cudem jest świat z milionem barw ciemnych i jasnych
Cudem jest dzień, każdy człowiek cudem jest

Ciemność znam dobrze
Szłam wzdłuż jej ścian
Szukając światła, okruchu dnia
Lecz nie znalazłam
Dalej tęskniłam
I w końcu życie swe odmieniłam

Bo cudem jest świat z milionem barw ciemnych i jasnych
Cudem jest dzień, każdy człowiek, jego gest, cudem jest
Bo cudem jest świat z milionem barw ciemnych i jasnych
Cudem jest dzień, każdy człowiek cudem jest

Oczami dziecka popatrz na świat
Nieważne ile teraz masz lat
Zachowaj w sobie wśród życia burz
To małe dziecko co chłonie cud

Bo cudem jest świat z milionem barw ciemnych i jasnych
Cudem jest dzień, każdy człowiek, jego gest, cudem jest
Bo cudem jest świat z milionem barw ciemnych i jasnych
Cudem jest dzień, każdy człowiek cudem jest
Stanisława Celińska

wtorek, 1 stycznia 2019

Noworoczne myśli

 Nowy Rok
Kiedy nadchodzi Nowy Rok
Żegnamy stary Rok
I wspominamy najlepsze chwile
Chwile smutku i rozpaczy
Chwile radości i miłości
Kiedy stary rok przemija
Każdy z nas staje cię starczy o jeden Rok
Każdy się zastanawia jaką nowinę niesie Nowy Rok
Myślą że szczęście
Toast wznoszą życzenia wypowiadają
Wspaniałą radością
Szampanem popijają
Aby szczęściu dobrze się wiodło
Aby szczęście o nas nigdy nie zapomniało
Bawią się do samego ranna
Aby nie przespać całego rocznego ranna
Sobiech Piotr
Nawet się nie obejrzeliśmy, a minął kolejny rok w naszym życiu. Znowu otworzyliśmy drzwi, aby Nowy Rok mógł rozgościć się w naszym domu. Jednak dla mnie ta zmiana w kalendarzu jest prawie niezauważalna. To zapewne dlatego, że mój zegarek zdecydowanie zwolnił i pokazuje inną godzinę niż wszystkie pozostałe. To nie jest czas, w którym powinnam się zatrzymać. Od dawna nie biegnę już tak szybko za uciekającym światem. Niestety moje liczne starania przynoszą niewielki skutek. Może, jak sądzą inni, powinnam bardziej się postarać? Ale co oni mogą o tym wiedzieć? Nie zdają sobie bowiem dokładnie sprawy z mojej sytuacji. A przecież często napotykamy przeszkody, które z jakiś powodów nie da pokonać. I tak jest w ze mną.
Każdy może przyznać, że w naszym życiu są sprawy, na które nie mamy żadnego wpływu, są zupełnie od nas niezależne. Dlatego niektóre dni, tygodnie, a nawet miesiące upływają bez mojego udziału. Tak właśnie jest teraz ze mną.
Dla większości z nas moment wyrwania ostatniej kartki z kalendarza wydaje się magiczny. Jakby zmiana daty, roku w cudowny sposób miała przynieść upragnione zmiany w życiu. Potrzebujemy takich symbolicznych, granicznych momentów w życiu. Nowy Rok ma nas motywować, abyśmy zaczęli działać jeszcze skuteczniej. A przecież pierwszego stycznia jesteśmy nadal tacy sami. Po sylwestrowej nocy jak co roku wracamy do domu i starych przyzwyczajeń.
Często nadzieje wiążące się z nowym rokiem pryskają dlatego, że zbyt dużo nadziei pokładamy w działaniu losu czy przeznaczenia, a zbyt małą odpowiedzialność bierzemy za swoje własne działania
W Nowym Roku mam zatem tylko jedno życzenie: niech znajdzie się dobry zegarmistrz, który naprawi mój zegarek, abym już nie pozostawała tak bardzo w tyle. Co nie znaczy, że się spóźniam. Zawsze, nawet do przesady,  jestem punktualna, ale życie stale ucieka mi coraz szybciej.

Zegarmistrz Światła
A kiedy przyjdzie także po mnie,
Zegarmistrz Światła purpurowy,
by mi zabełtać błękit w głowie,
To będę jasny i gotowy.

Spłyną przeze mnie dni na przestrzał,
Zgasną podłogi i powietrza,
Na wszystko jeszcze raz popatrzę,
I pójdę, nie wiem gdzie – na zawsze.
Tadeusz Woźniak

No nie całkiem. Chciałabym, aby zegarmistrz zabrał mnie tam, gdzie zegary nadążają i nie spóźniają się.
Czy tak właśnie będzie w roku, który niedługo w Chinach zaczynie się pod panowaniem Świni?
No nie wiem….
Prognoza dla Konia (dla mnie) na 2019 rok pokazuje, że los mu sprzyja. Wokół Konia będzie panować pozytywna atmosfera i można się spodziewać, że rok Świni będzie całkiem dobrym okresem w jego życiu.
Świnia jest przyjaznym i hojnym znakiem, a do tego pracowitym i bardzo towarzyskim. Świnia nienawidzi konfliktów bardziej niż czegokolwiek innego. To wszystko dobrze wpływa na mentalność Konia. Jednak z punku widzenia Świni jest to czasem trudny związek, ale nie zawsze rozsądek bierze górę.
Koń powinien w tym roku pamiętać, że szukając drogi do sukcesu, nie powinien zapominać o otaczających go ludziach. Oni też są ważną częścią życia.
Prognoza dla Konia wskazuje, że 2019 rok będzie lepszy niż poprzedni. Co prawda, droga do sukcesu nie będzie dla Konia łatwa. Ostatecznie jednak Koń będzie zadowolony ze swoich tegorocznych dokonań. Jego siła i zaangażowanie zostaną w końcu docenione.
Koń powinien jednak uważać, by nie brać na swoje barki zbyt wielu zobowiązań. Może w ten sposób zniszczyć swoją szansę na spełnienie marzeń.
Jestem Ognistym Koniem, a rok 2019 jest pod opieką Świni z żywiołu Ziemi.
Więź, jaka łączy Ogień i Ziemię jest tak silna, że potrafią przetrwać kryzysy. Ogień, chociaż Ziemia czasami wydaje się mu nudna, potrzebuje jej energii.
Spokój i opanowanie Ziemi daje Ogniowi siłę i podstawy do działania oraz aktywności. Ziemia potrafi ustabilizować twórczą energię Ognia i zamienić ją w konkretne korzyści. Ogień potrzebuje wrażliwości Ziemi. Ziemia potrafi też wskazać Ogniowi kierunek jego aktywności, gasząc czasami jego słomiany zapał.
Dlatego postaram się zmobilizować, aby pod koniec roku móc przyznać, że kończący się rok był faktycznie lepszy od poprzedniego. A mój zegarek nie będzie się już biec do przodu za wszystkimi. Nie chciałabym pozostawać w tyle. Ale z drugiej strony przecież nie lubię pędzić, ale nie lubię też spóźnialskich
Zegary
Tiknął-taknął zegar stary:
„Prześcignęły mnie zegary,
bo ja z winy złej sprężyny
spóźniam się o pół godziny.”
„Tik-tak-tak! – odpowie budzik. –
Niepotrzebnie się pan trudzi,
bo mój dzwonek wieści dzionek
jeszcze wcześniej niż skowronek.”
Władysław Broniewski

niedziela, 23 grudnia 2018

Przedświątecznie




DLACZEGO JEST ŚWIĘTO BOŻEGO NARODZENIA?
Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia?
Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdę na niebie?
Dlaczego śpiewamy kolędy?
Dlatego, żeby się nauczyć miłości do Pana Jezusa.
Dlatego, żeby podawać sobie ręce.
Dlatego, żeby uśmiechać się do siebie.
Dlatego, żeby sobie przebaczać
ks. Jan Twardowski


Zima zbliża się szybkimi krokami. Każdego dnia jest coraz ciemniej. Rano ciemno, popołudniu ciemno… Przez okna wpada szare światło pochmurnego dnia. Słońca prawie nie widuję. Przy takiej pogodzie nie chce się wstawać, ani wychodzić z ciepłego domu. Najgorsze jest to, że do moich urodzin dzień jest coraz krótszy. Ale ten dzień minął wczoraj. Jednak na znacznie dłuższy dzień, słońce muszę jeszcze poczekać.
A przecież grudzień to miesiąc napełniony oczekiwaniem i nadzieją. A ja właśnie czekam na nadzieję, odrobinę słońca, które wyjdzie zza ciemnych chmur a wieczorem i w nocy znowu zaświeci gwiazdka moim życiu.
Już za chwilę Święta Bożego Narodzenia. Niestety z roku na rok wzrasta liczba osób deklarujących swoją niechęć do ich obchodzenia. Dla większości czas ten nie kojarzy się z rodzinnym ciepłem i wspólnie spędzonymi chwilami, ale przede wszystkim z listą prac domowych i zakupów. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze aspekt finansowy. Dla większości z nas jest to znaczne obciążenie finansowe. Jednak czy to jest najważniejsze?
Przecież w Święta tak naprawdę nie chodzi tylko o to, jak przystroimy choinkę i co pod nią położymy, co podamy na stole…. Czy będzie bardziej oryginalnie niż u znajomych?
MAMUSIA
Święty Józef załamał ręce,
denerwują się w niebie święci,
teraz idą już nie Trzej Mędrcy,
lecz uczeni, doktorzy, docenci
Teraz wszystko całkiem inaczej,
to, co stare, odeszło, minęło,
zamiast złota niosą dolary,
zamiast kadzidła --- komputer,
zamiast mirry --- video
--- Ach te czasy --- myśli Pan Jezus ---
nawet gwiazda trochę zwariowała
ale nic się już nie zawali,
bo wciąż mamusia ta sama.
ks. Jan Twardowski
Kiedyś przecież było o wiele ubożej, a atmosfera Świąt jakże była gorąca.
Najważniejsze to spędzić ten czas w spokoju i radości z najbliższymi, którego na co dzień mamy przecież tak niewiele. Wystarczy zatrzymać się na chwilę i oderwać od szarej codzienności. Warto poczuć tą wyjątkową atmosferę, która towarzyszyła nam, gdy byliśmy dziećmi. Przecież wówczas święta były takie cudowne, chociaż choinki były przystrojone własnoręcznie robionymi ozdobami, na stole nie było tyle wyszukanych potraw, a prezenty były skromne, jednak dawane od serca. Kolędy śpiewaliśmy sami…. I to takie Święta wspominam najcieplej. Jeszcze dzisiaj chciałabym uchylić moją szufladę ze wspomnieniami prowadzącymi do tamtego świata.
Właśnie w tym okresie najbardziej tęsknię za konserwatyzmem moich dziadków i pradziadków. Nie tylko za pojęciami odpowiedzialność, kindersztuba, ale też tradycja. Istnieją tradycje, które wskazują dzieciom drogę. Jednak wielu współczesnych ludzi już się tego nie uczy. Wiodą często bezsensowne życie, które osłabia ich duszę i pozwala uciec w konsumpcję. Goniąc uciekającą cywilizacją tracą swoje naturalne zaplecze, łączność z rodziną…. Ku siłom duchowym zwracają się tylko wtedy, gdy niebezpieczeństwo zagląda im w oczy. Dziś niestety tradycja ustępuje miejsca komercji.
A przecież prawdziwa atmosfera świąt zależy tylko od nas. Wystarczy tylko trochę zwolnić i dać swoim najbliższym więcej siebie…. Może warto zaprosić tradycyjne święta do domu?
Któż z nas bowiem nie tęskni za świętami z dzieciństwa, kiedy nikt jeszcze nie używał słowa „magia świąt”
 „Magia świąt" – to określenie powtarzane jest dla mnie zbyt często. Wszyscy podkreślamy niezwykłość nadchodzących dni, obiecujemy, że będą one jak w bajce.... Magia ma otaczać nas przez cały świąteczny czas… Oczywiście święta te są niezwykłe, pozwalają nam wrócić do dzieciństwa, za którym tęsknimy, do czasów, kiedy wierzyliśmy w szczęśliwe zakończenia.
Co jednak znaczą tak naprawdę magiczne święta?
Święta to dar, który można spędzić z najbliższymi. Rodzina to jest to, co dodaje nam siły, pewności siebie. To do niej wracamy, gdy w życiu się nam nie udaje. Dzięki niej łatwiej zapominamy o smuteczkach, dostrzegamy promyk nadziei. Rozmowa z najbliższymi niczym dotkniecie czarodziejskiej różdżki rozwiewa nasze smuteczki, pozwala rozwiązać problemy. Dodatkowo świąteczna tradycja tworzy naszą tożsamość, daje poczucie bezpieczeństwa, chroni i uspakaja. Stoimy na barkach naszych przodków.
Dzięki rodzinie mamy wspomnienia, do których można wrócić. Po latach nie będziemy już pamiętać o prezentach, ale najważniejsza będzie atmosfera świąt. Przez całe życie będziemy wspominać wspólne ubieranie choinki, zapach ciasta pieczonego przez babcię, rozmowy przy stole, wyjście na pasterkę.
Faktycznie wspólne celebrowanie świąt w gronie najbliższych to dla nas coś co nas wszystkich łączy.
Nie przegapmy tych dni. Są chwile, które tylko z pozoru znaczą niewiele. Każdy dzień mija bezpowrotnie. A wśród nich jest coraz mniej takich, które warto zapamiętać i wspominać. Dlatego zwolnijmy w te grudniowe dni. One mijają, ale mogą przynieść zapowiedź lepszego jutra…
Ja jednak cieszę się na moje tradycyjne, rodzinne święta, które jak co roku przyniosą mi spokój, wyciszenie, odpoczynek, skłonią do refleksji.Jak to dobrze, że będą one w tym roku jak nakazuje nasza polska tradycja białe od śniegu.
Wierzę, że będą upływające chwile będą poprzetykane dziecięcym śmiechem i opowieściami najstarszych. Wokół będzie się roznosił zapach grzybów, kapusty…. I tylko na krótko (mam nadzieję) zakręci się łezka w oku, gdy popatrzę na puste miejsce przy stole i pomyślę o tych, których już nie ma, ale dzięki którym nasza tradycja nie zaginęła…
W KROPKI ZIELONE
Nie malujcie Matki Bożej w stajence betlejemskiej
stale tylko na niebiesko i różowo
z niebieskimi oczami
ni to ni owo
Tyle było wtedy w Betlejem złotego nieba
aniołów białych w oknie
pstrokatych pastuszków za progiem
Założę się, że ktoś świece zapalił
przed brązowym żłóbkiem
jak czerwoną lampkę przed Bogiem
Osiołek podskakiwał na czarnych kopytkach
wół seplenił w fioletowym cieniu
święty Józef rudych proroków kąpał
w srebrnym strumieniu
- Nim Ci Mamusiu - myślał Jezus - 
kupią koronę
lepiej Ci w zwykłej szarej bluzce
w kropki zielone
ks. Jan Twardowski

niedziela, 16 grudnia 2018

Nie tylko polski Adwent

Czekanie
Popatrz na psa uwiązanego przed sklepem
o swym panu myśli
i rwie się do niego
na dwóch łapach czeka
pan dla niego podwórzem łąką lasem domem
oczami za nim biegnie
i tęskni ogonem
pocałuj go w łapę
bo uczy jak na Boga czekać
ksiądz Jan Twardowski
Właśnie powoli kończy się jeden z najpiękniejszych okresów w roku. Adwent - oczekiwanie na Święta Bożego Narodzenia. Ja chyba najbardziej w roku lubię ten czas. Może dlatego, że …. lat temu właśnie w tym czasie moja mama niecierpliwie oczekiwała na moje narodziny. A ja jak przystało na koziorożca zaparłam się i powitałam świat dopiero w najdłuższą noc w roku. Ale i tak moje urodziny giną wśród przedświątecznych p rzygotowań.
Adwent przede wszystkim oznacza dla nas wszystkich radosne oczekiwanie na wigilię, Święta Bożego Narodzenia. W naszym oczekiwaniu rośnie nadzieja jak światło rozświetlające ciemności.
Szkoda tylko, że współczesny świat tak komercjalizuje ten czas i wydłuża go do początku listopada. Przez to nie przeżywamy go tak głęboko jak powinniśmy. Przyzwyczajamy się coraz bardziej do tego.
Duch Adwentu jest duchem nadziei i radosnego oczekiwania, ale nie świętowaniem z wyprzedzeniem. Przecież nie można cieszyć się Bożym Narodzeniem już od początku listopada. Adwent świętujemy przez cztery niedziele i ani dnia dłużej, jak to ostatnio ma miejsce.
Dawniej cały Adwent starano się przeżywać razem. Gromadzono się aby wspólnie odmawiać modlitwę, śpiewać pieśni adwentowe, czytano Pismo Święte, żywoty świętych…..
Katolicy wiedzą, że trzeba przed Panem stanąć z dobrymi uczynkami, dlatego podczas Adwentu starano się sobie wzajemnie pomagać. Pięknym zwyczajem była na wsi tzw. szara godzina. Pod wieczór, gdy już skończono codzienne zajęcia gospodarskie, gdy robiło się szaro, coraz ciemniej, wszyscy domownicy zbierali się w kuchni. Nie palono jeszcze lampy. Rozważano w ciszy swoje życie, zastanawiano się nad nim, nie brakowało cichej modlitwy. Starsi opowiadali dzieciom jak było dawniej, jakie były tradycje, zwyczaje…
Brakuje mi tego wszystkiego. Teraz wszystko sprowadza się do kupowania prezentów, sprzątania, zastawiania stołów jedzeniem… 
Współczesny adwent zaczyna się na długo przed religijnym Adwentem. Jego celem jest to, by jak najwięcej sprzedać, wykorzystując przy tym symbole religijne do wzmocnienia atrakcyjności oferty handlowej. A przecież w Adwencie chodzi przede wszystkim o przeżycia duchowe. Jednak tego nie ma ofercie żadnego sklepu. Nie da się kupić też czasu potrzebnego zatrzymanie się i na zadumę,
Adwent to przecież czas refleksji i radosnego oczekiwania na Święta Bożego Narodzenia. Powinien to być czas czasem pokoju, radości i wewnętrznego wyciszenia w gronie rodzinnym. Jednak niestety dla wielu z nas jest to najbardziej stresujący czas w roku związany przede wszystkim z przedświąteczną bieganiną i stresem.
Adwentowy wieniec
Adwentowy wieniec a w nim świece cztery
stają się symbolem wymownej radości
kiedy Dziecię Boże do serca zapuka
przyjąć nam go trzeba w pełnej gotowości

Zapalona świeca w niedzielny poranek
pierwszym jej promieniem serce nam ogrzeje
a kolejne znacząc niedziele Adwentu
przyniosą dla świata ukryte nadzieje

Odmienią czekanie adwentowej ciszy
niepojęta radość świat ogarnie cały
gdy Noc Wigilijna zapłonie ich światłem
i pobłogosławi nam Zbawiciel mały
Regina Sobik
W tym roku początek Adwentu był dla mnie inny niż zwykle. Spędziłam go w mojej ukochanej Pradze i tam zapalałam pierwszą adwentową świecę. Czeskie zwyczaje adwentowe są podobne do polskich, ale jednak inne.
Ale najpierw były tak jak u nas Andrzejki. W Czechach inaczej niż w Polsce wróżyło się z ołowiu, a nie z wosku. Niezamężne dziewczęta chodziły też potrząsać płotem, obserwując, czy ktoś nie nadchodzi. Ze strony, z której dobiegały kroki, nadejść miał w przyszłości narzeczony.
Natomiast na św. Barbarę wraz z pierwszym porannym promieniem słońca, obcinana była gałązka czereśni, która miała przynajmniej dziesięć lat. Jeżeli gałązka, zwana barbórką, rozkwitła w Wigilię Bożego Narodzenia, oznaczało to, że panna w przyszłym roku znajdzie kawalera. Jeszcze na początku XX wieku w wigilię tego święta po domach chodziły tzw. Barbórki, bose młode dziewczyny z rozpuszczonymi włosami, ubrane w białe sukienki. Grzecznym dzieciom przynosiły słodycze i owoce, te niegrzeczne zaś straszyły miotłą.
Tak jak w Polsce 6 grudnia Święty Mikołaj przynosi prezenty. Od XV wieku w miastach i na wsiach panował zwyczaj, że w wigilię dnia św. Mikołaja, 5 grudnia, organizowano pochody przypominające karnawał. Między maszkarami, które towarzyszyły św. Mikołajowi od domu do domu, nie brak było dragonów, kominiarzy, cyganów, turków, kostuchy, aniołów i diabłów. Z pochodów tych do dziś przetrwały już tylko trzy postacie: Mikołaj, anioł i diabeł, którzy odwiedzają domy i obdarowują grzeczne dzieci.
Siódmego grudnia, w dzień świętego Ambrożego, w kościołach pod wezwaniem tego świętego, przestrzegano następującego zwyczaju. Jeden z mężczyzn przebierał się za Ambrożego, w długą białą sukmanę i czarną spiczastą czapkę z twarzą okrytą welonem. W jednej ręce niósł zawiniątko ze słodyczami, w drugiej miotłę oblepioną papierem. Po zmroku Ambroży czekał na dzieci pod kościołem. Dzieci odważnie nań pokrzykiwały, za co przeganiał je dookoła kościoła. Czasem rzucił na ziemię jakieś słodycze. Ten, kto je podniósł, uderzony został miotłą.
W każdym dużym czeskim mieście na rynku stają stragany, na których w można kupić grzane wino lub trdelník (słodkie ciasto wyglądające jak wydrążony walec, zwykle z cukrem i cynamonem). W Czechach ten smakołyk jest dostępny również o innych porach roku, ale wielu kojarzy się ze świętami. Niestety ze względu na moją dietę nie mogłam go skosztować.
W czasie adwentu ludzie kupują innym jemiołę, którą trzyma się potem przez cały rok w dom
u na szczęście. Bardzo popularne są też wieńce adwentowe – nie tylko kupowane, ale coraz częściej również robione w domu.
W Wigilię z podarunkami przychodzi za to Ježíšek. Niestety, zwłaszcza w reklamach coraz częściej pojawia się Santa Claus.
Zatem i u naszych sąsiadów zaczyna dominować komercja.
Prawdziwy sens Adwentu traci na znaczeniu. Gdzie podziały się nasze słowiańskie tradycje? Czy uda się nam je zachować dla następnych pokoleń? Co stanie się z adwentem za parę lat? Czy jego magia zupełnie uleci?
Cieszę się jednak, że dane mi było poczuć atmosferę przedświątecznej Pani Pragi z jej ciepło oświetlonymi kolorowymi ulicami, jarmarkami...
Adwentowa modlitwa
W adwentowym czekaniu
gdy przycichł świat cały:
uwielbiam Cię, Jezu,
Panie godzien chwały.

Uwielbiam Cię: w myśli,
w modlitwie i w śpiewie.
Oddaję Ci, Jezu,
dziś samego siebie.

Chcę Ci przygotować
w sercu swoim drogę,
bo tęsknię za Tobą,
mym Panem i Bogiem.

Zobacz - adwentowe płoną
dla Ciebie lampiony.
Przyjdź więc Panie Jezu
i bądź uwielbiony!
Alina Paul

niedziela, 9 grudnia 2018

Praskie opowieści

Powrót
Kiedy wracam do domu 
po wielu dniach 
drzewa na mojej ulicy 
są ciężkie 
od zieloności i snu 

W pustym pokoju 
tylko gliniany kogut 
wita mnie 
otwartymi skrzydłami 

W niebieskich skrzynkach 
kwiaty umierają z pragnienia 

Podlewam je 
brązowym dzbankiem 
i nagle 
wpada przez okno 
jak z nieba 
gałązka akacji 

Uciszam klucze 
dzwoniące na radosny Anioł Pański 
i idę na palcach 
otworzyć drzwi
Hillar Małgorzata
Jestem, wróciłam z mojej kolejnej podróży do Pragi. Nie spodziewałam się, że jeszcze w tym roku będę wędrować moimi ukochanymi uliczkami. Za Mariuszem Szczygłem mogę powtórzyć, że w Czechach mieszka moja dusza. To miejsce tak urokliwe i zachwycające, że przez chwilę nachodzi mnie myśl, że mogłabym tam zamieszkać. Nigdzie za granicą nie czuję się tak dobrze. Moim zdaniem jest to jedno z najwspanialszych miejsc stworzonych ręką człowieka.
Praga jest intrygującą, piękną, chociaż już leciwą kobietą, o której jednak wszyscy mówią z zachwytem. Niektórzy nawet z zazdrością. Ale żeby ją naprawdę poznać, trzeba się z nią spotkać osobiście, ale to i tak nie gwarantuje, że będziemy o niej wszystko wiedzieć. Jak każda kobieta ma swoje tajemnice, które odkrywa stopniowo. Ja byłam tam już po raz... No właśnie który? Szczerze mogę napisać, że nie wiem. Dawno temu straciłam już rachubę. I wiem, że chociaż znam ją tyle lat, to nie poznałam jej do końca i pewnie dlatego co roku staram się ja odwiedzać. I w tym roku zobaczyłam jej inną twarz. Po raz pierwszy byłam tam w Andrzejki i na początku adwentu.
Koniec listopada i początek grudnia nie wydawał się z początku ciekawym terminem.
Słyszałam, że Praga jest najpiękniejsza wiosną. Trudno temu zaprzeczyć. Można wówczas zwiedzić przepiękne, romantyczne zakątki, w których nie ma jeszcze turystów. Może więc następnym razem powinnam wybrać się tam o tej porze? Przecież takiej Pragi jeszcze nie znam.
Stolicę Czech warto odwiedzić latem, jednak ulice są wprawdzie pełne turystów, jednak wtajemniczeni znają zaciszne zaułki.
Natomiast jesień w Pradze kojarzy się z winem i winobraniem, chociaż może się to wydać dziwne. Jednak centrum miasta znajdują się winnice, z których rozciąga się piękny widok. Dla mnie jesienna Pani Praga ubrana jest w sukienkę z kolorowych liści, a na szyi ma korale z kasztanów zebranych na Wyszehradzie. I właśnie taką wczesnojesienną Pragę znam najlepiej, chociaż ta letnia także nie jest mi obca.
Ale tą późnojesienną poznałam w tym roku i jednak nie zawiodłam się. Panią Pragę można odkrywać nie tylko w utarty powszechnie sposób, a adwent jest ku temu dobrą okazją.
Późnojesienną Pragę ujrzałam ostatniego dnia listopada, czyli w Andrzejki.
Listopad w języku czeskim, podobnie jak w polskim, oznacza „miesiąc spadających liści“ – jest to czas obfitujący w mgły oraz deszcz. Pogoda nie sprzyja raczej wędrówkom po uliczkach, parkach...
Jednak jak się przekonałam towarzystwo listopadowo-grudniowej Pani Pragi, oświetlonej lampami gazowymi, sprzyja refleksji i zadumie.
Lampy gazowe, które oświetlały praskie uliczki zgasły w roku 1985. Nikt nie wierzył, że kiedyś ponownie zapłoną. Wszyscy przypuszczali, że elektryczne lampy na zawsze zastąpią gazowe oświetlenie. W Pradze jednak zagościł XXI wiek, który chociaż jest coraz nowocześniejszy, to przybyła z nim tęsknota za romantyczną poświatą lamp gazowych. Teraz Panią Pragę oświetlają coraz to nowe latarnie gazowe. Takie miękkie, ciepłe światło dodaje wieczornym wędrówkom w towarzystwie Pani Pragi szczególnej aury.
Podczas tych adwentowych spacerów nie udało się mi jednak zobaczyć wysokiej postaci w czarnym płaszczu i cylindrze na głowie, z długą bambusową tyczką w dłoni, a o której czytałam Chciałam spotkać mistrza lampiarzy, którzy w przedświątecznym czasie zapalają tradycyjne lampy. Może następnym razem?
Po takim wieczornym spacerze wąskimi uliczkami przyjemnie było usiąść w jednej z cichych i przytulnych restauracji.
praga o świcie pierwsi ludzie w łódkach
pod mostem wolno przepływają słysząc
jak w świeżym słońcu usypia astralny
orion z narosłą wewnątrz nocy ciszą

inicjacyjne dźwięki poprzez ranną
mgłę dosięgają na moście karola
kamiennych figur spoza filtrów zasłon
w otwartych oknach nad ludźmi w gondolach

wypływa brzękiem naczyń i zapachem
nasyca chłodne powietrze miesiąca
parzenie kawy mgła mija lecz od niej
trwalsze są dymy z kominów wiatr strąca

liście nad rzeką więc wszystko jest w ruchu
stopy na schodach zegary i woda
ożywa kamień na siatkach podsłuchów
tańczyć próbują czyjeś słowa
Wojciech Wencel
Następnego dnia nie miałam jednak problemu z rozpoczęciem dnia wcześnie rano. Świt to chyba jedyna pora, kiedy bez względu na porę roku Most Karola, można mieć wyłącznie dla siebie. Potem aż do późna spacerują tu tysiące turystów z całego świata.
Jednak późną jesienią wszystko dookoła otula jeszcze puchowa pierzynka utkana z mgły, która nie pozwala nawet dostrzec rzeźb na moście, zwłaszcza mojej ulubionej św. Jana Nepomucena, znajdującej się na środku mostu. Jednak za sprawą Wiatru, przyjaciela Pani Jesieni, powoli wyłaniają się postacie świętych, które pilnują drogi na zamek. Niestety świt blaknie, a Wiatr przy pomocy Króla Słońce zaczyna rozwiewać mgłę. Zamek na hradczańskim wzgórzu stopniowo zaczyna się wyłaniać i za chwilę zacznie jak każdego dnia górować nad miastem, przywołując kolejnych turystów, którzy zmierzają już ku niemu przez Most Karola. Ja jednak kończę tutaj wędrówkę, bo odkąd po raz pierwszy poznałam Panią Pragę, to wizyty na zamku nie zaczynam z dołu. Chociaż ten pierwszy raz zrobiłam ten błąd i miała na to wpływ nie tylko wspinaczka pod górę. Zdecydowanie wolę schodzić podziwiając piękne widoki w dole, a przede wszystkim moje ukochane czerwone dachy.
Ale dość, o mojej Pani Pradze mogłabym pisać w nieskończoność. W przyszłym roku na pewno pojawi się moje kolejne praskie opowieści.
Najważniejsze, że ta krótka zmiana miejsca wyciszyła i uspokoiła mnie na chwilę. Wróciłam pełna pięknych widoków, pogody ducha, spokoju....
Skończył się wyjazd, zaczyna się codzienne życie.
MIASTO
Ciemną nocą, po schodach uliczek,
Po gorących Mostu kamieniach,
Pełen piwa łeb niosę w chmurach
I gitarę i pustkę w kieszeniach...
Żegnam się z Miastem, które stało się moje,
Jego wieże, jego drogi - kroki moje.
Żegnam się z Miastem, jego Mostem, gdzie wieczorem
Spadały gwiazdy monet za muzykę.
Nazbierałem po całym Mieście
Sprawy ważne i te, nic nie warte:
Ot, w podeszwach dziury na wylot,
Bicie dzwonów, bramy otwarte...
Żegnam się z Miastem...
Gwiazdy w rzece- tu się zaczyna
I tu kończy opowieść moja.
Chciałbym dzisiaj, jak wtedy wieczorem
Siedzieć z Tobą na Moście Karola.
Żegnam się z Miastem...
KRZYSZTOF JURKIEWICZ