piątek, 21 kwietnia 2023

Nie tylko do rosołu...

Zioła
Idę dróżką a tu sprzeczka
trochę ją zagłusza rzeczka
zeszły zioła się w ogrodzie
choć dotychczas żyły w zgodzie
teraz każde się przechwala
chce być lepsze od rywala

Jestem szałwia daję słowo
kwitnę w czerwcu fioletowo
kiedy gardło mocno boli
płukać można mną do woli
poty nocne to igraszka
dla mnie to jedynie fraszka

A ja krwawnik pospolity
kwieciem białym już okryty
łąki drogi polne dróżki
kładą się pod moje nóżki
lubią mnie przy tym kobiety
napar ze mnie wyśmienity
kiedy brzuszek mocno boli
wtedy napar brzuszek goi
mam też inne właściwości
kiedy jest próchnica kości
czy żołądek nie domaga
wzdęcia skurcze oraz zgaga

Mniszek jestem pospolity
jako chwast w kuchni użyty
choć dywany żółte ścielę
uporczywym jestem zielem
nikt mnie przy tym nie docenia
chociaż wspomagam trawienia
twarz i oczy pielęgnuję
przy trądziku się buntuję

A ja pokrzywa zwyczajna
wbrew wszystkiemu życiodajna
gdyby ludzie moc mą znali
chętnie by mnie uprawiali
z wirusami sobie radzę
a bakterie szybko gładzę
wyczerpanie i znużenie
dzięki mnie to szybko minie
poziom cukru też opadnie
kiedy pije się przykładnie
na żołądek i jelita
także jestem znakomita

Jestem czystka mało znana
jednak najbardziej kochana
nawet z rakiem się poradzę
wszystko co złe w środku zgładzę

Każdy chciał mieć tutaj rację
ja inaczej na to patrzę
ludzie je w zasięgu mają
lecz naprawdę ich nie znają
znalezione w Internecie 
Dzisiaj jedna z moich ulubionych przypraw, niestety trudno znaleźć ją w poezji. O innych poeci trochę piszą.... Ale ta jest pomijana. A szkoda, bo jedzenie niektórych potraw bez tej przyprawy byłoby dla mnie pozbawione smaku.
Dzisiaj opowieść o przyprawie otrzymywanej z rośliny o nazwie korzennik lekarki lub też pimenta lekarska. Hiszpańskie określenie tej przyprawy - „piementa” oznacza pieprz. Przyprawa ta została tak nazwana przez swoich odkrywców, którzy mylnie uznali ją właśnie za pieprz.
Owocem drzewa jest kulista jagoda wielkości grochu. Smak ziela to połączenie pieprzu z goździkiem, kardamonu i gałki muszkatołowej. Zapach ziela jest mocno aromatyczny, korzenny. Suszone jagody są trwałe i bardzo długo zachowują aromat, a szczególnie aromatyczna jest skórka otaczająca ziarno. Najbogatszy bukiet smakowy i zapachowy otrzymamy tuż po rozdrobnieniu, dlatego najlepiej kupować całe ziarna i rozdrabniać je bezpośrednio przed użyciem.
Korzennik lekarski to wiecznie zielone drzewo, osiągające wysokość do 10 m. W warunkach naturalnych występuje w Ameryce Środkowej i na Jamajce. Jest uprawiane także w Indiach, Afryce i na Madagaskarze. Surowcem wykorzystywanym w zielarstwie jest właśnie owoc korzennika lekarskiego, czyli jagoda o kulistym kształcie. Dojrzewający owoc początkowo jest zielony, a ostatecznie staje się brunatny. Gdy owoce zaczynają lekko dojrzewać zrywa się je i suszy. Ciemno-bure owoce mają chropowatą powierzchnię i kulisty kształt. Czasem rzeczywiście mniejsze, zasuszone owoce łatwo pomylić z pieprzem. Ale ich zapach jest jednak niepowtarzalny. 
W przeciwności do pieprzu czarnego, historia wykorzystania tej rośliny jako przyprawy nie sięga czasów starożytnych, ale czasów już prawie nowożytnych.
Pierwsze europejskie wspomnienie o tej przyprawie pochodzi z dziennika Krzysztofa Kolumba, który w 1492r. po dotarciu do Ameryki opisał, drzewo pieprzowe, czyli jeden powodów jego morskiej wyprawy. Niestety po porównaniu owoców drzewa z prawdziwym pieprzem, okazało się, że jest to zupełnie inny gatunek.
Rdzenni mieszkańcy Ameryki stosowali te czarne kuleczki obok wanilii i chilli do wyrobu pitnej czekolady.
Już w 1509 r. założono plantacje korzennika na Jamajce, które istnieją po dziś dzień. Początkowo aromatyczne jagody tej rośliny były wysyłane tylko na dwór hiszpański.
Kilka lat później roślina ta została określona jako Piper Tabasci przez hiszpańskiego botanika i lekarza Francisco Hernándeza de Toledo. 
Karol Linneusz opisal tę roślinę jako Myrtus Pimenta. Współczesna botaniczna nazwa tej rośliny brzmi Pimenta dioica.Nazwa pimenta pochodzi z hiszpańskiego słowa pimientia oznaczającego pieprz. 
Inne znane mniej lub bardziej nazwy to: pieprz z Jamajki, pieprz angielski, pieprz pachnący, piment, pieprz goździkowy, owoce amomka, nowe korzenie.
Anglicy nazwali go „allspice”, co oznacza przyprawę-wszystko, uważali bowiem, że jest ona mieszaniną wielu przypraw (cynamonu, gorczycy, gałki muszkatołowej, goździków, pieprzu). Z tego powodu w języku niemieckim określa się ją mianem „Viergewürz”. Ciekawe tylko, które cztery zioła? 
Dzięki temu posiada ona wszechstronne zastosowanie w kuchni – może być dodawana do potraw tłustych i ciężkich, lekkich oraz do deserów. 
Przyprawa ta była i nadal jest bardzo popularna w Anglii i najprawdopodobniej z tego kraju  trafiła do Polski. I zapewne dlatego przez Polaków nazwana została zielem angielskim.
Aktualnie ziele angielskie jest popularne w całej Europe. Jego wszechstronne właściwości wykorzystywane są głównie w przemyśle spożywczym. 
W kociołkach bigos grzano; w słowach wydać trudno
Bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną;
Słów tylko brzęk usłyszy i rymów porządek,
Ale treści ich miejski nie pojmie żołądek.
Aby cenić litewskie pieśni i potrawy,
Trzeba mieć zdrowie, na wsi żyć, wracać z obławy.

Przecież i bez tych przypraw potrawą nie lada
Jest bigos, bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa.
Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,
Która, wedle przysłowia, sama idzie w usta;
Zamknięta w kotle, łonem wilgotnym okrywa
Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa;
I praży się, aż ogień wszystkie z niej wyciśnie
Soki żywne, aż z brzegów naczynia war pryśnie
I powietrze dokoła zionie aromatem.

Bigos już gotów. Strzelcy z trzykrotnym wiwatem,
Zbrojni łyżkami, biegą i bodą naczynie,
Miedź grzmi, dym bucha, bigos jak kamfora ginie,
Zniknął, uleciał; tylko w czeluściach saganów
Wre para, jak w kraterze zagasłych wulkanów.
Adam Mickiewicz 
Dla mnie osobiście obok soli i pieprzu jest jedną z podstawowych przypraw.
Ziele angielskie może być używane zarówno do dań mięsnych jak i słodkich deserów.
Jednak przede wszystkim wykorzystywane jest do przyprawiania zup, wędlin, potraw z ryb i fasoli, marynat, sosów oraz konserw. Moim zdaniem idealnie pasuje do zup, ogórków konserwowych, marynat do mięsa. 
Niektórzy dodają ziele angielskie do różnych sałatek warzywnych, sosów, kompotów owocowych, grzanego wina oraz ketchupów. Na bazie tego zioła w niektórych krajach produkuje się również likiery. 
Ziele angielskie stanowi także główny składnik sosu barbecie. 
Jednak ze względu na swój silny aromat przyprawa powinna być stosowana w umiarkowanych ilościach. Ale ja się do tego raczej nie stosuję. Ziele angielskie dodaje się na początku przygotowywania potrawy. Najczęściej stosuje się całe ziarna, jednak w przypadku niektórych potraw zdecydowanie korzystniej dodać zmieloną przyprawę. Sproszkowane ziele angielskie doskonale ponoć smakuje w przypadku ciast, kremów do ciast oraz naleśników.
Właściwie obowiązuje jedna zasada. Jeśli potrawa wymaga długiego i wolnego gotowania oraz gdy przygotowujemy marynaty i kiszonki, to dodajemy całe ziarna. Sproszkowane ziele to doskonały dodatek to sosów, kiełbas, ryb, wypieków i likierów.
Sproszkowane owoce są składnikiem wielu mieszanek przyprawowych m.in. curry. Piment jest pospolitą przyprawą na Bliskim Wschodzie.
Całe suszone ziele angielskie będzie utrzymywać się bardzo długo, kiedy znajduje się poza zasięgiem światła w szczelnym zamknięciu. Zmielona przyprawa traci swój smak dosyć szybko.
Korzennik lekarski, jak też nazwa wskazuje, jest rośliną leczniczą. Owoce zawierają dużo olejków eterycznych, oraz eugenol, cukier, żywicę, garbniki, kwas gallusowy i kwas jabłkowy. 
Ze względu na zawartość eugenolu ziele angielskie poprawia trawienie. Jest pomocne w leczeniu niestrawności, skurczów jelit, bólów brzucha i zaparć. Ziarenka dodane do potraw w rozsądnych ilościach wykazują działanie rozkurczowe w stosunku do mięśni gładkich oraz pobudzają procesy trawienne. Dlatego przyprawa powinna być stosowana przy ciężkostrawnych i tłustych potrawach. 
Ziele angielskie należy spożywać z umiarem, gdyż mogą wystąpić dolegliwości pokarmowe. Może też podrażnić skórę i rozszerzyć naczynia krwionośne, zwiększając przepływ krwi. 
Jednak z drugiej strony wykonany z ziela angielskiego napar wykorzystywany może być do przemywania skóry dotkniętej wypryskami i trądzikiem. Jest szczególnie przydatny przy łojotoku oraz nadmiernej potliwości.
W XVIII wieku ziele angielskie stosowane było przez rosyjskich żołnierzy jako dezodorant. Wkładali oni owoce do butów, w celu pozbycia się nieprzyjemnego zapachu.
Taniny w zielu angielskim zapewniają łagodne znieczulenie, a do tego właściwości rozgrzewające, sprawiają, że jest to popularny domowy środek na  bóle stawów i bóle mięśni.
Owoce rośliny działają też odkażająco, co jest szczególnie pomocne w początkowych objawach bólu gardła oraz kataru. Wówczas ziele angielskie najlepiej dodać w niewielkich ilościach do rozgrzewających herbatek. 
Naparem można także płukać gardo i jamę ustną, co przynosi ulgę w stanach zapalnych i pomaga przy nieprzyjemnym zapachu z ust. Picie mleka z naparzonymi owocami ziela angielskiego i miodem wspomaga organizm przy przeziębieniu i grypie.
Ponadto badania wskazują na antyneuralgiczne, przeciwbólowe, przeciwbakteryjne oraz antyoksydacyjne właściwości przyprawy.
Ziele angielskie stanowi źródło błonnika i węglowodanów, a także magnezu, potasu, żelaza, miedzi, czy wapnia. 
Pomaga też w przyswajaniu witamin grupy B oraz selenu.
Olejki eteryczne ziela angielskiego są  również wykorzystywane w przemyśle kosmetycznym i perfumeryjnym. 
Dla mnie jednak najważniejszy jest w zupach. 
ROSÓŁ
Halinka w niedzielę
jak każe tradycja
na obiad gotuje
kulinarny specjał.

Ale by się znalazł
na niedzielnym stole
muszą być wymogi
techniczne spełnione.

Trzeba zdobyć mięso
z kury lub kurczaka
do tego włoszczyzna
też nie byle jaka.

Cebula, pieprz, seler
por, angielskie ziele
pietruszka, marchewka
czosnku nie za wiele.

Wszystko do jednego
garnka się pakuje
i na małym ogniu
pięć godzin gotuje.

Pośpiech nie wskazany
gdy chcesz na talerzu
mieć eliksir, który
każdą z chorób leczył.

Rosół tak przyrządzić
potrafi Halinka
toteż u smakoszy
chęć byłaby wielka.

Dlatego nie zdradzę
gdzie ta pani mieszka
gdyż do jej specjału
tylko dla mnie ścieżka.
znalezione w Internecie

piątek, 14 kwietnia 2023

Nie tylko wiosenne wzruszenia

Skończyły się zimowe miesiące. Mamy kwiecień. Jakiś czas zapukała do moich drzwi zapukała królewna Wiosna w żółto-zielonej sukience utkanej z nadziei. Tylko po co? Wszak nadzieja zgasła. Nie sądziłam, że początek kwietnia mi ją tak szybko odbierze. Jeszcze nie mogę uwierzyć, w to wszystko. 
Jednak w życiu jest właśnie tak jak w tym miesiącu. Cóż  kwiecień plecień. Czasem najmłodsza córka króla Słońce chowa się w pałacu ojca i pozwala ponownie spojrzeć na świat swojej najstarszej siostrze. Wówczas robi się zimno, smutno, deszczowo... Tak jak dzisiaj  Nie zawsze jest pięknie, miło, kolorowo, wiosennie. Jak czytałam dla wielu kwietniowe święta również wiążą się ze smutnymi wspomnieniami i mimo to wiosenna nadzieja nadal gości w ich sercu.  
Przyszła wiosna
Przyszła wiosna na podwórko,
Zagląda do sieni:
-Dalej, grabie i łopaty,
Do roboty w ziemi!
Jak się mamy, pani miotło,
Czeka cię robota,
Nie chcę ja mieć na podwórku
Odrobiny błota!
Przyszła wiosna do ogródka,
Patrzy pod opłotki;
-Ruszajcie no z ziemi prędzej,
Mlecze i stokrotki.
Będą teraz ciepłe noce,
Jak i ciepłe dzionki,
Okrywajcie się kwiatami,
Grusze i jabłonki!
Chodzi wiosna po podwórku
I porządki czyni.
Będzie pięknie, bo z tej wiosny
Dobra gospodyni.
Hanna Ożogowska
Z dnia nadzień na szczęście te pobyty Pani Wiosny u ojca są coraz krótsze i rzadsze, a przechadzki po polach, łąkach, parkach, ogrodach dłuższe. Tam, gdzie pada jasny wzrok Pani Wiosny natura budzi się do życia.
Na drzewach rozwijają się pąki, kwiaty wychylają ciekawie główki, ptaki radośnie śpiewają, słońce coraz cieplej grzeje. Codziennie budzi się coś nowego do życia. Natura rozkwita całym swym bogactwem. Dostrzegamy to wszystko i mimo wszystko umiemy się cieszyć tymi chwilami. Wszyscy lubimy Wiosnę i każdego roku o tej porze czekamy na nią niecierpliwie. A im lat nam przybywa, tym bardziej do niej tęsknimy, chociaż coraz częściej odbiera nam nadzieję. 
Mimo wszystko chcemy dać się porwać jej delikatnym powiewom.
Zawsze rozczula mnie Wiosna, w tym roku szczególnie silnie.
Wiosna zazwyczaj przywraca światu zapachy i barwy, wita orzeźwiającymi porankami. Cieplej robi się na duszy, gdy przychodzi taka świeża, pełna nadziei, optymizmu i niewinności.
Jednak Wiosna to także czas pracy w ogrodzie i na balkonie. Każdy ogród, balkon, podobnie jak wszystko dookoła, po okresie zimowego spoczynku potrzebuje odświeżenia i uporządkowania. I te prace lubię najbardziej. Przyroda jednak nie uznaje spóźnień i wszystko musi być zrobione w swoim czasie, aby później prawie do zimy cieszyć nas swoim widokiem. W tym roku, po zeszłorocznym remoncie, tworzę mój balkonowy ogród od zera. Jeszcze dzisiaj na wspomnienie mojego wieloletniego kwietnego skrawka ziemi łezka kręci się w oku, a złość delikatnie kłuje. Tyle lat pracy zostało zniweczone. Najbardziej żal mi wieloletnich pelargonii - kilkadziesiąt razy prawnuczek, tych co hodowała moja prababcia, wieloletniej lawendy, no i mojej ukochanej rudbekii, która podobnie jak niezapominajki i nieodłączne panienki, przez lata sama zadomowiła się w każdej skrzynce, doniczce.   
Wierzę jednak, że niedługo pierwsze kwiaty uśmiechną się do mnie i złagodzą ten ból. Sama nadzieja to za mało. Muszę włożyć znowu wiele wysiłku i cierpliwości, aby to osiągnąć.  To pozwala zająć na chwilę myśli...
Nie mogę jednak zapomnieć o odpoczynku, aby może choć na chwilę spróbować mimo wszystko zachwycić się światem dookoła.
Przypomina mi się obraz Williama McTaggarta "Wiosna". Zapamiętałam ten obraz, bo bardzo lubię impresjonistów, a William McTaggart wyraźnie pozostawał pod ich wpływem. Obraz jest pełen spokoju, optymizmu, dziecięcej beztroski. Przypomina pogodną pocztówkę z wakacji mojego dzieciństwa. Patrząc na ten obraz można na chwilę zapomnieć o biegnącej do przodu codzienność, która nie zważa na to, co nas spotyka, zatrzymać się i odpocząć. Ale czy na pewno? Obraz przedstawia dwie dziewczynki, zapewne lubiące spędzać razem czas. Jednak i ten obraz powoduje, że łza kreci się w oku na wspomnienie właśnie dwóch dziewczyn sprzed... lat.   
Wiosna w ogródku
Grabie i łopaty zimą spały w szopie
Wiadomo , że wtedy grządek nikt nie kopie.
Nagle przyszła wiosna na dwór je wygnała,
Kiedy pracowały, ona planowała.
Tu i tam zieleń dam. Szaro-bure zniknie.
Ani się obejrzysz jak wszystko rozkwitnie.
W zielonym ogrodzie będą rosły drzewa,
Kwiaty będą kwitnąć, ptaki będą śpiewać.
Słońce grzać zaczęło z coraz większą mocą.
Grabie i łopaty męczą się i pocą.
Taczki i konewki także się zwijają
Wszyscy pani wiośnie dzielnie pomagają.
Tu i tam zieleń dam. Szaro-bure zniknie.
Ani się obejrzysz jak wszystko rozkwitnie.
W zielonym ogrodzie będą rosły drzewa,
Kwiaty będą kwitnąć, ptaki będą śpiewać.
znalezione w Internecie
Nie tylko porusza mnie niosąca nadzieję budząca się do życia natura. Wzruszam się przy czytaniu książek, oglądaniu filmów... Także niektórzy bohaterowie historii pisanych przez życie wywołują u mnie podobne emocje.
Pamiętam, że wiele lat temu bardzo przeżywałam zakończenia filmów "Tacy byliśmy", "Skrzypek na dachu", "Doktor Żywago", "Love Story", „Skazani na Shawshank"..... Mogłabym tak jeszcze wymieniać i wymieniać. 
Dziś tylko o moim pierwszym i jednym z ostatnich wzruszeniu.
Doskonale pamiętam jednak pierwszy film, który mnie poruszył do łez. Długo nie mogłam otrząsnąć się po obejrzeniu tej historii. Jest to film z 1974 roku "Zapamiętaj imię swoje", który opowiada o losach Zinaidy Worobiowej i jej syna. W 1943 roku Zinaida Worobiowa i jej kilkuletni syn Gieńka trafiają do obozu w koncentracyjnego, gdzie zostają rozdzieleni. Wcześniej jednak matka poucza syna, aby zapamiętał swoje imię. Mimo, że są rozdzieleni Zinaida jak tylko może pomaga synowi, podrzucając mu gorące ziemniaki.
Po wyzwoleniu słaby i chory Gieńka trafia do polskiego domu dziecka. Tam jedna z nauczycielek, Halina Truszczyńska, postanawia go adoptować. Dla małego Eugeniusza Truszczyńskiego nastają szczęśliwe dni. Przybrana matka wychowuje go jak własnego syna. Chłopiec kończy szkołę, potem trafia do marynarki handlowej.
Przez ten czas Zinaida Worobiowa szuka syna. Po latach starań matka i syn odnajdują się. On jest oficerem polskiej marynarki handlowej, ona mieszka w Mińsku. Od tej pory Eugeniusz będzie miał dwie matki, dwa domy. Bo kogo miałby wybrać?
Scenariusz filmu powstał na podstawie autentycznych wydarzeń. Niezwykła historia inżyniera Eugeniusza Gruszczyńskiego i jego rosyjskiej matki została tylko nieznacznie zmieniona.
Gdy tak dzisiaj myślę o filmie "Zapamiętaj imię swoje", to sądzę, że mimo upływu lat niektóre sceny również i dziś mogą mnie wzruszać do łez.
Łzy
Podaj mi płaszcz - - - deszcz pada...
koniec z pogodą, niestety...
To nie deszcz? Nie, to łzy spadły
z jakiejś dalekiej planety...
Pawlikowska-Jasnorzewska Maria
A co mnie naprawdę poruszyło ostatnio? Chociaż było to już jakiś czas temu. 
To „Droga do przebaczenia”, która opowiada historię, która mogła się wydarzyć wszędzie.
W pewien wieczór rodzina Learnerów wraca ze szkolnego koncertu, na którym grał nastoletni Josh.
Po drodze zatrzymują się na stacji benzynowej. Ta jedna, przypadkowa decyzja zmieni ich życie na zawsze...
Przejeżdżający obok samochód potrąca śmiertelnie stojącego przy drodze, zamyślonego nastolatka.
Sprawca ucieka. Pogrążony w rozpaczy ojciec postanawia za wszelką cenę odnaleźć zabójcę syna. Mocne, silne uderzenie na samym początku opowieści do końca trzymało mnie w swoich ramionach. Przed oczami miałam bowiem mojego nastoletniego bratanka.
Śmierć dziecka to zawsze tragedia dla najbliższych. A szczególnie, gdy ginie ono nagle, bez żadnego ostrzeżenia i bez pożegnania. Jeszcze wczoraj byliśmy dumni z jego osiągnięć, umiejętności.... A już następnego dnia nie możemy się pogodzić z jego odejściem.
Ze śmiercią syna nie może się pogodzić Ethan. Gdy w końcu spotyka sprawcę wypadku podejmuje decyzję, która w pierwszej chwili mnie zaskakuje. Jednak potem zaczynam go rozumieć.
To tylko dwie historie, które mnie poruszyły, pierwsza i ostatnia. A między nimi było ich tak wiele.
Nie wiem jednak, czy teraz, po latach nadal po policzkach płynęłaby mi łza. Tyle już przecież w moim życiu przeżyłam, widziałam.... Jednak chyba tak do końca się nie uodporniłam na nasz często brutalny świat. A chyba najbardziej poruszają mnie łzy dziecka.
A nadal wzruszają mnie zapachy, smaki, widoki.... Zwłaszcza teraz, gdy serce krwawi, a dusza płacze po utraconej nadziei. 
Łzy ukrywane
Znam smak łez
lepiej niż myślisz
i nie powiem ci
jaką mają barwę rankiem
a jaką wieczorem
ukrywane przed światem
rzeźbią głębokie bruzdy w sercu
których nie wygładzi nigdy
żaden promyk słońca
są takie łzy
przez które widać ocean bólu
i tylko one są moje
ukryję je między rzęsami
dziwnych pragnień
by nikt nie odgadł ich smaku
bo niewiele jest rzeczy tak własnych
jak łzy
ukryte między rzęsami marzeń
których treści nie możesz
odgadnąć.
Basia Wójcik

piątek, 7 kwietnia 2023

Nie tylko o wyższości Świąt....

Zanim
Zanim postawisz na stole
wielkanocnego baranka
zauważ
chorego i opuszczonego Człowieka
który modli się z Chrystusem w Ogrójcu
zanim usłyszysz
głos rezurekcyjnych dzwonów
spójrz na zmęczonego człowieka
w którym Chrystus dźwiga swój krzyż
zanim uwielbisz
Zmartwychwstałego Króla
pochyl głowę
przed najmniejszym z małych
jeśli to uczynisz
powiedz
DZIĘKI CI PANIE,
ŻE ZMARTWYCHWSTAŁEŚ.
Basia Wójcikczy 
Wielkimi krokami nadchodzą Święta Wielkanocne. Jednak oczekuję na nie inaczej niż zazwyczaj. Bo czy w tym roku jest to radość? Zdecydowanie nie. Zwłaszcza, że właśnie moja wiosenna nadzieja, o której pisałam niedawno zgasła na zawsze. Nic nie będzie już takie jak wcześniej.
Jak dobrze, że zdążyłam chociaż ten jeden jedyny raz o Tobie TUTAJ napisać parę słów.


Ponieważ jednak opowieść została już utkana kilka dni temu, a świat biegnie dalej, więc...
To nic dziwnego, że każde święta są inne, nawiewają do mnie różne wspomnienia, które skłaniają do przemyśleń. 
I to jak je przeżyjemy zależy tylko od nas samych. Czy ulegniemy silnym wpływom komercji panoszącej się wszędzie, gdzie tylko się obrócimy, czy też będą okazją do wspólnego przeżycia dla wszystkich całej rodziny. Zarówno dla tych najmłodszych, jak i tych najstarszych. Każde pokolenie jest ważne i nie powinno być na drugim planie. Dzięki seniorom nasze tradycje i zwyczaje, nie tylko te wielkanocne, nadal są obecne w naszym życiu. Natomiast dzieci, zwłaszcza te najmniejsze, często chętnie chłoną te dla nich najciekawsze, ale potrafią swoimi spostrzeżeniami skłonić nas do refleksji.
Nigdy nie zapomnę jak mój kilkuletni wówczas bratanek w kościele na cały głos spytał "dlaczego krzyż zakryty jest tą szmatą?". Albo podczas święcenia koszyczków, gdy ksiądz prosił o grosik na tacę, spojrzał na monetę, którą mu dałam i stwierdził głośno "przecież to nie jest grosik". 
Dzieci do bólu potrafią być szczere. 
Mała Dziewczynka też taka była. Do dziś krążą o tym liczne legendy. Jedna opowiada o tym, gdy podczas kryzysu przyszła do jej Babci sąsiadka i spytała, czy potrzebujemy jajek. Babcia oczywiście powiedziała, że tak, bo akurat jej się skończyły. A co na to Mała Dziewczynka? "Babciu, przecież w lodówce masz ich całą paletę".  A Babcia nie wiedziała, gdzie podziać oczy. Do dzisiaj Małej Dziewczynce zdarzają się takie pełne szczerości wpadki. Ale to nie temat na dzisiaj.
W marcu przedwiośnie chłodem swym owiewa,
przez post idziemy w modlitwie, zadumie,
Maryja Panna Magnificat śpiewa,
słowa Gabryjela pokornie rozumie
– drogę wskazuje, by służyć umieć.

Chrystus Zmartwychwstał – zawołały dzwony
bociany brodzą po łąkach zielonych
kwiecień nas wita starym – pochwalony,
że wiosnę zsyłasz, ratujesz zgubionych
– za Papieża Polaka – bądź uwielbiony.
Basia Wójcik
W hierarchii Świąt Wielkiej Nocy przysługuje należne najważniejsze miejsce. O wyższości świąt Wielkiej Nocy nad Bożym Narodzeniem, czy też odwrotnie dyskusji jest wiele. Mogę jednak przytoczyć liczby mówiące, co faktycznie o tym myślimy. .
Wielkanoc jest obojętna co piątej pytanej osobie, podczas gdy Boże Narodzenie nie wywołuje emocji wśród 12% badanych. Odpowiedzi twierdzącej na pytanie „nie lubię Wielkanocy" udzieliło 18% zapytanych, a grudniowych świąt nie lubi tylko 12%. Odpowiedzi mogą zaskakiwać, zwłaszcza, że przygotowania Bożego Narodzenia wymagają większego wysiłku i wydatków.
Oczywiście, nie ja jedna również powiem, że  Boże Narodzenie jest wyjątkowe. To także szczególny  czas przygotowania do nich,  domowe ciepło, rodzinna atmosfera,  Takie są powszechne odczucia.
Przy nich aura Świąt Wielkiej Nocy zdecydowanie blednie. Może dlatego, że nie są one po prostu tak komercyjne jak święta Bożego Narodzenia. Moim zdaniem jednak jest to dobre, bo powinny to być święta, które przeżywamy bardziej  wewnętrznie, duchowo. 
Kiedyś było inaczej. Nikt nie wątpił w wyższość Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia. Ludzie rozumieli, że narodziny Chrystusa to warunek konieczny, acz niewystarczający chrześcijaństwa. Nadzieja zmartwychwstania dawała siły do życia pełnego trudu i znoju. Była obietnicą. Światełkiem w tunelu. Dzisiaj, kiedy dylemat być czy mieć został rozstrzygnięty na rzecz mieć, jest inaczej. Implikacje tego sięgają do wszystkich sfer naszego życia. Jest to postawa, przy której trudno osiągnąć szczęście, a tym bardziej spokój. Chcemy być młodzi, piękni, zdrowi, bogaci. W to, że jesteśmy mądrzy, nie wątpimy. Nie chcemy myśleć o śmierci, o której przypomina wielkanocny czas. Pragniemy atrakcyjniejszego życia tu i zaraz. 
Tak, Święta Zmartwychwstania Pańskiego są trudniejsze, poważniejsze dla wierzących. Nie są tak proste jak Boże Narodzenie. Nie ma się temu co dziwić, wszak oczekiwanie na narodziny zawsze są powodem do radości. Gdzie się rodzi dziecko, tam jest szczęście.
A Wielkanoc? Cóż nie jest tak popularna. Jest związana ze smutkiem, cierpieniem i śmiercią, które je poprzedzają.  Do tego w pewien sposób apostołowie, ale i zwykli ludzie są zawiedzeni, że jednak Chrystus umiera na krzyżu.
Trudno uwierzyć, że życie nie kończy się na tym, co mamy tutaj, na ziemi. A przecież jak mówił św. Paweł: "Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, daremna by była nasza wiara i daremna byłaby nasza nadzieja". 
Wielkanocny pacierz
Nie umiem być srebrnym aniołem –
ni gorejącym krzakiem –

tyle Zmartwychwstań już przeszło –
a serce mam byle jakie.
Tyle procesji z dzwonami –
tyle już Alleluja –
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włoska się buja.
Wiatr gra mi na kościach mych psalmy
jak na koślawej fujarce –
żeby choć papież spojrzał
na mnie – przez białe swe palce.
Żeby choć Matka Boska
przez chmur zabite wciąż deski –
uśmiech mi Swój zesłała
jak ptaszka we mgle niebieskiej.
I wiem, gdy łzę swoją trzymam
jak złoty kamyk z procy –
zrozumie mnie mały Baranek
z najcichszej Wielkiej Nocy.
Pyszczek położy na ręku
sumienia wywróci podszewkę –
serca mojego ocali
czerwoną chorągiewkę.
ks. Jan Twardowski
Dla mnie też Wielkanoc w pewnych aspektach pozareligijnych jest lepsza niż Boże Narodzenie 
Przede wszystkim Wielkanoc przypada na początek najpiękniejszej pory roku. Pani Wiosna wraz z sobą przynosi dłuższy dzień i nowe życie. Do życia budzi się nie tylko otaczająca nas przyroda. To zatem stwarza niepowtarzalny klimat świąt, nawet jak Królewna Zima czasem jeszcze przypomina o sobie. Na stole świątecznym pojawiają się obowiązkowo żółte tulipany, żonkile. Nie brakuje też aromatycznej rzeżuchy. 
Ponieważ należę do skowronków lubię Wielkanoc, bo świąteczne śniadanie, jak sama nazwa mówi, jest rano. Do tego jest zawsze w niedzielę, czyli dzień wolny od pracy, w przeciwieństwie do Wigilii, gdy zazwyczaj musiałam pracować. Poprzedza je także wolna sobota. Nie muszę się zatem ze wszystkim tak spieszyć. 
W Wielkanoc nie ma też obowiązku kupowania prezentów. A przyznam, że akurat bardzo tego nie lubię, gdy nie mam najmniejszego pojęcia, co daną osobę, zwłaszcza bardzo wybredną, zadowoli.
Ja sama staram się podtrzymać panujące zwyczaje, jednak z żalem dostrzegam, że dla części mojego pokolenia, a co za tym idzie również tego młodszego, nie ma to już takiego dużego znaczenia. Dla nich liczy się tylko święcenie koszyczków, śniadanie w niedzielę i śmigus dyngus... Niestety.