sobota, 5 lutego 2022

Bajki Małej Dziewczynki i nie tylko

A może

Zobacz znów pada śnieg
może białymi płatkami zasłoni
każdą szarość świata
może przytuli i ogarnie
skołatane myśli niespokojne
a może ukołysze serce zbyt zatroskane
a może to nie śniegu nam potrzeba
tylko ciszy zatopionej w błękicie
która na palcach dyskretnie
wsunie się w zakamarki duszy
by ciepłą falą dobroci
osuszyć łzy niepokorne
nie rezygnuj
szepcze wiatr w nagich konarach drzew
z wiarą że za moment zakwitną młode pąki
przecież jest gdzieś słońce
igrające z jutrzenką poranka
i jest gdzieś okruch wolnego serca
utkanego z nieśmiertelnej miłości.
Zimą biały, bajkowy świat za oknem pojawia się już coraz rzadziej. Szare zakamarki, które najchętniej zobaczylibyśmy przykryte puszystą pierzynką, zazwyczaj o tej porze są w pełni odkryte.
Także i w naszym życiu są takie zakamarki, które opatulilibyśmy białą kołderką.
Jednak nasze codzienne życie często nie jest bajką.
Najczęstsze słyszane zdanie - „żyli długo i szczęśliwie…” - nie zawsze się sprawdza.  W dzieciństwie Mała Dziewczynka wierzyła w to szczęśliwe zakończenie. Teraz, gdy „trochę” podrosła, zaczyna zmieniać zdanie, gdy zderza się z nieubłagalną prozą życia. Ale czasem można liczyć na przebłysk szczęścia. Przecież tak niewiele do tego potrzeba: rodzina siedząca razem przy stole, ciepłe kubki w dłoniach, kwiaty kwitnące w ogrodzie…
Tak naprawdę  szczęście z natury rzeczy jest banalne. Nasze życie składa się z małych chwil i właśnie dla takich codziennych radości warto żyć.
A jaka jest bajka Małej Dziewczynki?
Czasem wydaje się, że jest księżniczką z Baśni Andersena. Ktoś podłożył jej groch, który czasem ją ugniata i jest przyczyną niepokoju. Wystarczy jedno małe ziarenko, które ją uwiera, denerwuje.  Niestety nie potrafi się go pozbyć. Wręcz przeciwnie, czasem sama dokłada sobie kolejne ziarenko, a do dnia dzisiejszego uzbierała się już spora miarka.
Nic w tym dziwnego, przecież  Mała Dziewczynka jest też Kopciuszkiem, który mozolnie oddziela ziarnka grochu od popiołu i czasem przez nieuwagę(?) odkłada go pod własną miękką poduszkę. A może zwyczajne Mała Dziewczynka jest przewrażliwiona i wszystko jej przeszkadza?
A przecież jak mówi miś o małym(?) rozumku Kubuś Puchatek – to co jest najważniejsze i do szczęścia potrzebne, to mieć przyjaciół i miodek do jedzenia.
To takie proste... Wystarczy, aby ciemny miód płynął nawet kropla po kropli, ale nieprzerwanie, a przyjaciele pamiętali i Mała Dziewczynka będzie zadowolona.
Grochu nie potrzebuje, chociaż czasem lubi go zjeść.
Piękno
Nigdy nie szukałam piękna
było od zawsze pod ręką
budziło mnie swym dotykiem
zaczarowanym w słoneczny promyk
zbierałam go rankiem z rosą
na łące, która miała tysiące jego imion
inni mówili, że go nie widzą
a ja im nie wierzyłam
bo przecież było wszędzie
dostrzegalne dla serca i oczu
jeśli nawet nie umiałam go nazwać
zasiane niewidzialną ręką
dla mnie i dla ciebie
byś nie upadł w drodze

dziś
odkrywam je po raz kolejny
przez drugiego człowieka
co nie zwątpił
w jego istnienie.
Kiedyś Małej Dziewczynce zrobiło ciepło na sercu, gdy Miła Bratnia Duszyczka napisała, że panuje u niej atmosfera z Zielonego Wzgórza. Rudą Anią Mała Dziewczynka nie jest, ale zawsze chciała nią być. Marzyła, aby znaleźć się w tamtym czasach.
Dlatego dawno temu wpadła na pomysł, aby stworzyć sobie swój własny świat z XIXw. - w tym zabieganym, zwariowanym, coraz bardziej technicznym XXI wieku.
A przecież dzięki tym licznym elektronicznym wynalazkom, mającym niby to ułatwić nam życie, powinno być łatwiej, wygodniej. Internet, telefon, roboty domowe… to wszystko miało nam tylko zaoszczędzić czas. Jest wprost przeciwnie. Kupujemy coraz to lepsze rzeczy, wynajmujemy pomoce domowe, które wykonują za nas pewne czynności, a czasu dla innych nam brakuje. Dlaczego tak jest? Może mamy za dużo?  Wszystko robimy zamiast…
♥ jak spotykamy się, to tylko na chwilkę, a każdy z nas patrzy na zegarek, myśli o tym co musi jeszcze zrobić, zamiast skupić się na rozmówcy i poświęcić mu tyle uwagi, na ile zasługuje i cieszyć się ze spotkania
♥ bezmyślnie siedzimy przed TV, zamiast przeczytać dobrą książkę lub zaprosić bratnia duszyczkę na pogaduchy, wysyłając z okna umówiony znak
♥ godzinami wędrujemy w wirtualnym świecie, zamiast pójść na spacer, spojrzeć na realnie otaczający nas świat, wtopić się w naturę
♥ mówimy „ptak” zamiast szpak, wróbel, kawka; „drzewo” zamiast dąb, klon, akacja….
Ale nie o tym dzisiaj. Miało być dalej o rudej Ani. 
No właśnie... Ania z Zielonego Wzgórza, czy Anne z Zielonych Szczytów?
Profanacja? Zdeptane dzieciństwo? Dla Małej Dziewczynki w pewnym sensie na pewno tak. 
Ania z Zielonego Wzgórza to przecież czas beztroskiego dzieciństwa. Książka, która zawładnęła dosłownie sercem Małej Dziewczynki. Czy teraz będzie w stanie zamienić słowo Wzgórze na Szczyty? 
Autorka nowego przekładu Anna Bańkowska we wstępie do książki pisze: Zabiłam Anię, zburzyłam Zielone Wzgórze i pozbawiłam je pokoiku na facjatce. Proszę jednak o łagodny wymiar kary, zważywszy na to, że ktoś kiedyś musiał się podjąć tego niewdzięcznego zadania (...) Oddając Czytelniczkom i Czytelnikom nowy przekład jednej z najbardziej kultowych powieści, jestem świadoma "zdrady" popełnianej wobec pokolenia ich matek i babć, do których zresztą zaliczam też siebie. Tak jest - razem z wydawcą tego przekładu doszliśmy do wniosku, że w czasach, kiedy wszystkie dzieci wiedzą, że żadna mała Kanadyjka nie ma na imię Ania, Janka czy Zosia, a żaden Kanadyjczyk nie nazywa się Mateusz czy Karolek, pora przywrócić wszystkim, nie tylko wybranym (jak w poprzednich przekładach), bohaterkom i bohaterom książki ich prawdziwe imiona, nazwom geograficznym na Wyspie Księcia Edwarda zaś ich oryginalne brzmienie.
Lucy Maud Montgomery ubolewała w swoich wierszach i dziennikach, że "gabels" jest źle tłumaczone.
Uznałam, że wola autorki jest najważniejsza, a obowiązkiem tłumacza jest ją uszanować. Ponadto dowiedziałam się, że w Kanadzie, w tym na Wyspie Księcia Edwarda, domy z kilkoma szczytami są bardzo popularne, więc nazwa "Zielone Szczyty" jest jak najbardziej właściwa.
Powieść L. M. Montgomery pierwszy raz została przetłumaczona w roku 1911 przez Rozalię Bernsteinową i do tej pory raczej żaden z tłumaczy nie odszedł tak radykalnie od pierwszego tłumaczenia.
Pierwotne tłumaczenie starszemu pokoleniu bardzo mocno wrosło w świadomość ludzi i pewnie oni są negatywnie nastawieni do nowego przekładu.
Oczywiście, Mała Dziewczynka rozumie, że przekłady się starzeją, a język ewoluuje. Dzisiaj wiemy więcej o świecie, o kulturze, o dziełach i autorach. Dzięki rozwijającej się technologii, o której w ubiegłym wieku nie mieliśmy pojęcia, mamy dostęp do wszechstronnej wiedzy. Dlaczego zatem z niej nie skorzystać? Przecież współczesna młodzież nie zrozumie np. słowa facjatka.  Ale żeby było aż tak źle jak piszą na tej STRONIE.
To wystarczyło, że Mała Dziewczynka na pewno nie przeczyta nowego tłumaczenia, a tym bardziej nie będzie tego cytować:))) 
Mała Dziewczynka zastanawia się też, co na takie tłumaczenie powiedziałaby ruda Ania. Czy jej wrażliwa, romantyczna i poetycka dusza by to zaakceptowała? Polska Ania pewnie nie. Zdaniem Małej Dziewczynki może lepszy byłby tytuł Ania z Zielonej Górki? Przecież często u niej w rodzinie mówiło się "jest na górce". To brzmi trochę lepiej, ale nie tak jak Wzgórze.
Mała Dziewczynka pozostanie przy starej wersji.

Jak napisał klasyk:
Dobre tłumaczenie jest jak kobieta:
Jak piękna, to nie wierna
Jak wierna, to nie piękna

Zresztą, to nie miała być opowieść o wierności tłumaczeń. Może innym razem? Ale kiedy? Jest tyle opowieści czekających w kolejce:))))
Fascynacja
Kilka kropel deszczu
w miłosnych objęciach światła
zawisło na nieboskłonie
lukiem siedmiu barw
oderwanych od ziemi
biegnę za cudem natury
nie bacząc na krzewy i ciernie
potykam się o grudy i wyboje,
tracę oddech w zmęczonych płucach
wyciągam rozpaczliwie ręce
wydaje mi się że jest blisko
wtem
znika niespodziewanie
kolejna tęcza niespełnionych marzeń.
wiersze Barbara Wójcik

PS. Nie doczytałam tej cytowanej strony. Po paru zdaniach zamknęłam ją. Nie miałam tyle cierpliwości. Ale dziękuję Rivulet za dobrnięcie do  końca i tą informację.

środa, 2 lutego 2022

Szczególny dzień w roku

Dziś są moje wirtualne urodziny
Nie chce mi się wierzyć, że piszę tyle lat.
Dziś są moje urodziny
Może ktoś napisze,
Może wpadnie ktoś
Za życzliwe każde słowo
Dziękuję

Właśnie mijają cztery lata od kiedy tutaj pojawiły się Szumiące Zielone Stronki (chociaż tak naprawdę piszę już 16 lat. Wcześniej na zlikwidowanych stronach WP. O tym zapewne pamiętają jeszcze Jola i Anna) 
Ktoś kiedyś o moich stronkach napisał:
To inny jakby świat. To szumiący blog ciepłym wiatrem. Delikatny, pachnący ogrodem, marzycielski. Tam czuje się świat dzieciństwa, świat marzeń i bajek. Nastrojowość. I za ten niepowtarzalny klimat warto tu bywać.
Ciekawe, czy inni też tak myślą? Przecież niektóre tematy, choćby ten ostatni, nie cieszą się zainteresowaniem. 
Piszę przede wszystkim dla siebie i życzę sama sobie spokojnych, ciepłych myśli, abym umiała cieszyć się każdą najmniejszą rzeczą, tak jak potrafią, to dzieci.
Zawsze jednak to miłe, jak ktoś jeszcze to czyta, dobre słowo zostawia... Tak rzadko teraz poświęcamy czas drugiej osobie. Miłe słowa są przecież jak anioły, które stawiają nas na nogi, kiedy nasze skrzydła zapomniały jak się lata. Tak właśnie działają na mnie każde ciepłe słowa. Zwłaszcza ostatnio. 
Szkoda tylko, że czasem osoby, do których się przywiązuję nagle znikają. Może nie warto się przywiązywać? Ale jak to zrobić?
Datę rozpoczęcia pisania wybrałam nieprzypadkowo. Drugi lutego. Dzień szczególnie mi bliski. 
Drugiego lutego swoje imieniny i urodziny obchodziła moja Babcia, a którą straciłam jako kilkuletnie dziecko. Czyli zdecydowanie zbyt wcześnie. Tego dnia w sposób szczególny myślę o niej, gdy zapalam świecę.  Wiem, że byłaby zadowolona, gdyby wiedziała, że jako prawie jedyna celebruję święto Matki Boskiej Gromnicznej. Ale jak mogłoby być inaczej? Wszak tą tradycję odziedziczyłam po kobietach z mojej rodziny.  Dla mnie ma ono wyraz sentymentalny. Bardzo zresztą lubię to święto obchodzone 2 lutego.
Gromniczna
Śnieg padał dużymi płatkami
zamieć wdzierała się przez otwarte wrota
wicher wył wilczym głosem
podchodziła nienawiść
pod wiejskie zagrody
opakowana w nowoczesność
i w białych rękawiczkach
tylko ślepia złowrogie
przypominały o wilkach

a Gromniczna z gromnicą
bezradna i bosa
rozrzucała diamentowe łzy
kolejny raz wezwana na ratunek
niepewna czy światło gromnicy
odpędzi wilki
które noszą ludzkie imiona.
Basia Wójcik
Od dawna wierzono i nadal się wierzy, że tego dnia Maryja chodzi po polach ze świecą i strzeże oziminy, wskazuje drogę zabłąkanym i chroni ich przed niebezpieczeństwami, zwłaszcza przed mrozem i zamieciami śnieżnymi. 
Dzisiaj już tylko nieliczni wiedzą, że 2 lutego przypada jedno z najdawniejszych świąt chrześcijańskich - święto Ofiarowania Pańskiego. W Jerozolimie było obchodzone już w IV w.
Zgodnie z prawem mojżeszowym każde pierworodne dziecko płci męskiej należało w czterdziestym dniu po narodzeniu zanieść do świątyni i wykupić, jako należące do Boga, za symboliczną opłatą. Z obrzędem przedstawienia i wykupu pierworodnego syna łączył się obrzęd oczyszczenia, któremu musiała poddać się każda matka w sześć tygodni po urodzeniu dziecka. Dlatego to ściśle umiejscowione w kalendarzu święto dawniej nazywało się też świętem Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny i kończyło okres Bożego Narodzenia. My jednak znamy je pod ludową nazwą święta Matki Boskiej Gromnicznej. W tym dniu podczas nabożeństw święci się duże woskowe świece, zwane gromnicami.
W Europie Święto Ofiarowania, poświęcone Chrystusowi, stało się powszechne w VII stuleciu.
Od X w. upowszechnił się obrzęd poświęcania świec, których płomień symbolizuje Jezusa. Upamiętnia przybycie Maryi i Józefa wraz z Dzieciątkiem Jezus do świątyni w Jerozolimie. Jednakże w Polsce, ze względu na kult, jakim obdarzano Matkę Boską, obchodzi się ten dzień głównie jako Jej święto.
Najczęściej to gospodyni zabierała do kościoła ozdobioną wstążkami i kwiatami gromnicę, aby ją poświęcić.
Podczas nabożeństwa bacznie obserwowano płomień świecy. Skwiercząca gromnica miała zwiastować burzowy rok, a gdy wosk z niej obficie kapał to oznaczało, że zima będzie jeszcze długo trwała. Po skończonej mszy, gromnicę z tym poświęconym ogniem starano się donieść do domu. Wierzono, że zgaśnięcie po drodze świecy przynosi nieszczęście, a nawet śmierć domownika. "Kto płomień zachowa, albo komu trzy krople wosku na rękę padną, ten szczęśliwą ma wróżbę”. Ja zawsze starałam się donieść palącą świecę do domu. Wierzę bowiem, że gdy uda się mi donieść płonącą świecę do domu, to rok będzie pomyślny.
A krople zawsze spadały mi na rękę, bo moja świeca jest stara. Teraz to już takie niekapki.
Dawniej gromnice wyrabiano w domu z własnego wosku pszczelnego. Wosk uzyskiwano poprzez przetapianie zużytych plastrów pszczelich. Był on substancją naturalną mającą zdrowotne właściwości. Dzisiaj kupujemy gotowe, wykonane fabrycznie z parafiny.
O Panno prześliczna, gromniczna!
Pod ogień Twój święcony,
wiszący nad woskiem gromnic,
przez las kolący i wyjące wilki,
idę bez wszelkiej obrony:
Nie módl się, ani się przyczyniaj,
ale tylko wspomnij!
Ty, coś rodziła Dziecię bez ognia i dachu,
a przez ucieczkę uszła od zamachu
i potem całe życie wyczekała w lęku
na Syna mękę...
Ty, coś chodziła między śmiertelnymi,
najbliższa ziemi i najdalsza ziemi,
mnie, płomienia szukająca w białych świecach,
od napadu zbójeckiego nie chroń,
ale mi gromnice dalekie w jutrznię
wyraźną rozniecaj,
nad mgłą szronu, nad zawisną między
chałupami sanną,
...I nie módl się, Najświętsza Panno,
Gwiazdo szczęśliwego, krótkiego konania,
nie módl się, Zorzo łask, nie osłaniaj,
tylko wspomnij!
Kazimiera Iłłakowiczówna 
Po powrocie gospodarz z gromnicą w ręku obchodził całe gospodarstwo. Kreślił płomieniem znak krzyża na drzwiach, oknach, a potem przyklękał na każdym progu. Szedł do obory i chlewika, aby pobłogosławić świecą bydło i trzodę. Kawałek gromnicy obciętej od spodu dawano psu, by dobrze pilnował obejścia.
Od płomienia gromnicy zapalano wszystkie domowe ognie w kuchni, w piecach i w lampce oliwnej przed świętym obrazem. Dym ze zgaszonej gromnicy starano się wchłaniać w siebie jako ochronę przed bólem gardła.
Następnie kładziono ją na honorowym miejscu, jakim był tzw. „święty róg izby”, obok obrazu Matki Bożej.
Na Gromniczną jest prześliczna sanna.
Przelata lasami z archaniołami Maryja Panna
Już gromnice – wilcze świece w chaszczach.
Podróżnych i sanie Maryja ochrania
Niebieskim płaszczem.
Po ogień Twój święcony
Wiszący nad woskiem gromnic,
Przez las kolący i wyjące wilki,
Idę bez wszelkiej obrony (…)
Kazimiera Iłłakowiczówna

Przez wieki czcimy zimową Panienkę, która w literaturze i malarstwie przedstawiana jest często w towarzystwie wilków. Zwierzęta jednak boją się światła zapalonej świecy, z którą  Maryja wędruje zaśnieżonymi ścieżkami i polami. Przemierza leśne dróżki i górskie szlaki. Jedynie ona i wilki, bo wszystko inne śpi przykryte puszystą, białą kołderką. Zmierza do wiejskich chat, aby ustrzec je przed zbliżającym się niebezpieczeństwem.
Wiara w to, że poświęcona gromnica chroni przed wilkami wzięła się z legendy, według której Matka Boska ocaliła małego wilczka przed rozsierdzonymi chłopami i uczyniła go swoim sługą. Uratowane stworzenie stało się Jej oddane i posłuszne. Odtąd Maryja broniła ludzi przed wilkami, ale i wilki przed ludźmi.
Luty nazywany jest wilczym miesiącem. To czas, gdy wilki rozpoczynają ruję i są szczególnie niebezpieczne. Strach przed napaścią tych zwierząt paraliżował ludzi, więc uciekano się do różnych sposobów ochrony. Kiedy zimą słychać było wycie wilków wypalano płomieniem gromnicy krzyże na pomieszczeniach, w których były domowe zwierzęta. Często w zimową podróż, zwłaszcza przez las, zabierano gromnicę, gdyż wierzono, że jej blask zniechęci wilki do ataku.
Matka Boża Gromniczna i lutowy wilk
Szła Najświętsza przez bór Panienka,
miała płaszcz błękitny,
białą sukienkę.
I szło wilczysko chytre,
przyczajone, przemarznięte,
za Panną Świętą.
Wilka szukali z kłonicami,
jak go znajdą, kości mu połamią:
zeżarł zeszłej zimy cielę białe,
prześliczne,
w samą Gromniczną!
Spotykają chłopi świętą Podróżną,
Pozdejmowali czapki, patrzą
- na próżno.
„ Wybacz nam, Pani wspaniała,
czyś wilka gdzie nie widziała?"
„Anim go szukała, ani go wydam,
patrzcie lepiej po sercach,
to się wam przyda,
bo tam to właśnie,
a nie śród leśnych ścieżyn,
wilk leży!"
Poszły rosłe chłopiska milcząc
do chałup.
ogląda się Panienka po śniegu białym,
ogląda się wszędzie,
aż spod płaszcza Jej milczkiem
wylazł łeb wilczy.

"A tuś mi, łowco jagniąt bezbronnych!
Katom cię wydać byłabym skłonna,
tylko że nad twą wilczą niedolą
serce mnie boli.
Skoroś sam znalazł moją opiekę,
zostań już przy mnie,
bo gdzie uciekniesz?
Będziesz mi za to roztropnie służył
zimą w podróży".
Odtąd chodzi wilk
Z Matką Najświętszą wiernie
przez śniegi puste,
zawiane ściernie,
pełniąc wśród nocy mrocznych
i długich
różne posługi
A kiedy jasną gromnicą świeci
Panna Przeczysta
pośród zamieci,
tuż i Gromniczny Wilk
za swą Panią
jarzy ślepiami
Kazimiera Iłłakowiczówna
Światło świecy towarzyszyło człowiekowi przez całe życie. Jest ono obecne w najważniejszych dla nas wydarzeniach, od chrztu aż do śmierci. Chociaż tak naprawdę świeca chrzcielna i świeca gromniczna to dwie różne świece.
W czasie chrztu matka chrzestna trzyma zapaloną świecę nad dzieckiem. Potem ta świeca pali się w czasie pierwszej Komunii świętej. Jest także obecna podczas ślubu. 
Gromnicę zapalono przed obrazem Matki Boskiej w każde maryjne święto. Natomiast  podczas gwałtownych burz stawiano zapaloną świecę w oknie od strony nadciągającej nawałnicy. Wcześniej obchodzono z nią dom dookoła, aby nieszczęście do nie miało do niego dostępu.
W obrzędach pogrzebowych światło świecy miało prowadzić duszę zmarłego w zaświaty. 
Wierzono i czasem jeszcze się wierzy, że tym światłem lżej człowiekowi umierać. Płomień świecy jest jakby przedłużeniem tchnienia człowieka u bram wieczności. Człowiek w tej trudnej dla siebie chwili staje się spokojniejszy, znika gorycz przeżytych lat, zapomina o doznanych krzywdach i upokorzeniach. Świeca zapewniała lekką i spokojną śmierć. 
Gdy życie nasze dobiegnie do końca,
Gdy Bóg ostatnie godziny policzy,
Niech nam zaświeci, jak promienie słońca,
Światło gromnicy.

Gdy nasze czoło pot śmiertelny zrosi,
Gdy nasze łoże obstąpią szatani,
Twojej obrony niech każdy uprosi
– Gromniczna Pani!

Kiedy nad nami zawisną czarne chmury,
Gdy na wsze strony lecą błyskawice,
Gdy ciemność straszna od dołu do góry:
Święćmy gromnice!

Matko Najświętsza!
My nędzni grzesznicy,
Pod Twoją obronę się uciekamy,
Przed Twym obrazem, przy świetle gromnicy,
Ciebie błagamy!

Tyś jasna gwiazda na morzu żywota,
Pokus się o Cię rozbiją bałwany!
Kto się ucieka do Cię, Matko złota,
Jest wysłuchany.

Bądź nam Matką w życiu i przy zgonie,
Niech Twoja łaska zawsze nam przyświeca,
Niech nasza miłość ku Tobie zapłonie
Jako gromnica!
Józef Strug
W sztuce ludowej Matka Boska Gromniczna przedstawiana jest nie tylko z wilkiem ale i z koszykiem lub leżącym u jej stóp gniazdem ze skowronkami. W tym dniu ponoć Matka Boża chodzi po polach, pilnuje ozimin, żeby nie wymarzły. Wierzono tego dnia po raz pierwszy mimo mrozu powinien odezwać się skowronek. Wszak 2 lutego, to połowa zimy i ukryty w ziemi robak odwraca się w drugą stronę, sposobiąc się w ten sposób do wyjścia z kryjówki:))) 
Z nadejściem Maryi Gromnicznej wypatrywało się już bowiem wiosny. Tradycja ta może być związana z dawnym celtyckim świętem Imbolc, przypadającym na początek lutego, a poświęconym bogini wiosny. Palono wtedy ogniska i próbowano przyspieszyć powrót słońca.
Czy ktoś już słyszał przedwiosenne śpiewy ptaków????
Święto Matki Boskiej Gromnicznej kończy karnawał, czyli wiejskie zapusty i cały okres świąt Bożego Narodzenia. Tego dnia po raz ostatni śpiewamy kolędy.
Z ciężkim sercem rozstajemy się choinką, zdejmujemy z niej ozdoby. Ale gdyby nie to, to w grudniu nie cieszylibyśmy się z niej ponownie. 
Jest to czas przełomu religijnego, gdyż zbliżał się Wielki Post, a w ludowym kalendarzu rolniczym także wegetacyjnego. 
Toteż z pogodą tego dnia wiązano przepowiednie meteorologiczne i wróżby agrarne na cały rok.
Pamiętaj, że Gromnica, to już zimy połowica, ale żadna też nowina, gdy dopiero się zaczyna
Gdy na Gromnice roztaje, rzadkie będą urodzaje.
Gdy w Gromnice pięknie wszędzie, tedy dobra wiosna będzie.
Gdy w Gromniczną jest ładnie, dużo śniegu jeszcze spadnie.
Gdy w Gromnicę z dachów ciecze, zima jeszcze się przewlecze.
Gromniczna pogodna, będzie jesień dorodna.
Kiedy Gromniczna zimę traci, to Święty Maciej (24.02) ją wzbogaci.
Kiedy w Gromniczną gęś chodzi po wodzie, to będzie na Wielkanoc chodzić po lodzie.
Na Gromnicę - masz zimy połowicę.
Jak słońce jasno świeci na Gromnice, to przyjdą wielkie mrozy i śnieżyce.
Jaka Gromniczna bracie, taki Święty Maciej (24.02).
Gdy jasne słońce w dzień gromniczny będzie, więcej niż przedtem śniegu spadnie wszędzie.
Gromnice w śniegu, wiosna jest w biegu, lecz gdy pogoda, dla wiosny zawoda.
Jak na Matkę Gromniczną, tak na Święty Józef (19.03).
Jak suche i jasne Gromnice, przyjdą jeszcze śnieżyce.
Jasna Gromnica - zła orędownica.
Kiedy na Gromniczną mróz, zładuj sanie, szykuj wóz.
Maria pogodna, będzie jesień dorodna.
Na Gromniczną Pan Bóg daje, czasem mróz, czasem roztaje.
Na Oczyszczenie Marii Panny, zbliża się koniec sanny.
Ciekawa jestem, które przysłowie się sprawdzi? Cóż, na to musimy trochę poczekać. Ale może i wiosna już za progiem?
Gromniczna gaździna
Pośród nocy cichej ,
W sukience płótnianej,
Ku wioszczynie lichej
Idzie niebios Pani.

Spod chusteczki krasnej
Zwisa sznur korali,
A w dłoni przejasnej
Gromnica się pali.

Wiatr śniegiem zawija,
Przestrzenią ulata,
Że się jej rozwija
Zapaska kwiaciasta.

Lśni sukienka biała
Najświętszej gaździny,
Co się dziś przebrała
W strój wiejskiej dziewczyny.

Idzie se przez pole
Do uśpionej wioski,
Osłodzić jej dolę
I ukoić troski.

Uklęknęły chaty
We śnieżnej pierzynie –
Kłonią się jak kwiaty
Swej dobrej gaździnie.

Drzewa się schylają,
Szept modlitwy płynie
I lasy witają
Świętą gospodynię.

Ona to płomieniem
Gromnicznej światłości
Ziemię w wiosnę zmieni.
Smutek w pieśń radości.

W połach dłonią szczodrą
Porozsiewa kwiaty,
Czerwone i modre
Maki i bławaty.
Antomi Lesiak

piątek, 28 stycznia 2022

Kolejna chińska opowieść

Tygrys

"Co słychać, panie tygrysie?"
"A nic. Nudzi mi się."
"Czy chciałby pan wyjść zza tych krat?"
"Pewnie. Przynajmniej bym pana zjadł."
Jan Brzechwa
Tak, wiem, nie dla wszystkich będzie to interesujące (a może się mylę?), ale skoro zaczęłam cykl, chcę go skończyć. 
Nowy rok według chińskiego kalendarza księżycowego rozpoczyna się dnia 1 lutego 2022 roku, a kończy 21 stycznia 2023. Jest to rok Tygrysa. Jak wcześniej również o tej porze pisałam chiński horoskop różni się od europejskiego tym, że znaki zmieniają się nie co miesiąc, lecz co rok. Jest ich również 12, więc co 12 lat rodzą się osoby spod tego samego znaku. Skąd to się wzięło? Przypomnę krótko.
Przed opuszczeniem Ziemi Budda zwołał wszystkie zwierzęta. Przyszło 12. W kolejności, w jakiej przybywały, Budda nazywał kolejny rok. Pierwszy przyszedł Szczur, więc najpierw był rok Szczura, potem przybyli kolejno Bawół (Wół), Tygrys, Królik (Zając), Smok, Wąż, Koń, Koza (Owca), Małpa, Kogut, Pies i Świnia. Po 12 latach, gdy znaki się wyczerpią, następuje nowy cykl w tej samej kolejności.
Właśnie kończy się rok Bawoła i do drzwi niedługo zapuka Tygrys.
Tygrys to trzeci znak chińskiego zodiaku. Jest to osobowość barwna i bardzo żywa. Wszędzie, gdzie się pojawia, budzi zainteresowanie. Nie można przejść obok niego obojętnie. Swoim zachowaniem zawsze budzi reakcję. Jest przy tym czarujący, zabawny i przyjacielski. Dlatego ludzie tak go lubią.
Tygrys lubi towarzystwo. Podczas przyjęć jest ujmujący, szybko staje się duszą towarzystwa. Kiedy jednak zabawa się skończy i nadejdzie czas pracy, to liczy się tylko ona. potrafi zatem też być apodyktyczny. nie znosi jakiegokolwiek sprzeciwu. Wszystko musi odbywać się dokładnie tak, jak zaplanował. Nie interesują go pomysły i poglądy innych osób. Ważne, żeby robili, co każe. Takie podejście czyni go doskonałym materiałem na szefa. Pod warunkiem jednak, że poczucie władzy zanadto go nie zepsuje.
Jest on odważny, autorytatywny, charyzmatyczny, dynamiczny, żądny przygód. Uwielbia współzawodnictwo oraz lubi, kiedy coś się dzieje.
Tygrys to jednak indywidualista. Jest samowystarczalny i świetnie radzi sobie w pojedynkę. Nie potrzebuje pomocy innych osób.
TYGRYSKI
Moja piżama- cała w tygrysy.
A te tygrysy straszne urwisy,
a te tygrysy nie chcą spać nocą,
fikają kozły, skaczą i psocą.

Mama się gniewa: - Spać trzeba teraz!
Wszystkie tygryski z piżamy zbiera,
chowa do szafy, na klucz zamyka,
żeby już dzisiaj nie mogły brykać.

Rano do pracy śpieszy się tato.
Otwiera szafę, wyjmuje palto.
Nagle wiatr dmuchnął, porwał tygryski,
jakby to były jesienne listki,
i z tygryskami przez okno uciekł,
i po ogródku wszystkie rozrzucił.

Trzeba tygryski zebrać z powrotem.
O, ten na kwiatku usiadł jak motyl,
ten się na nitce pajęczej kiwa,
a ten biedaczek leży w pokrzywach.
A ten na ścieżce. A ten pod listkiem.
Czy to już wszystkie? - Tak, chyba wszystkie...

Koszyk tygrysków zanoszę mamie.
Mama układa je na piżamie.
Te na rękawach, te na kieszeniach...
Ale jednego tygryska nie ma!
Nie ma w pokoju, nie ma w ogrodzie.
Mały tygrysku, gdzieś nam się podział?

Leci latawiec w górze, nad drogą,
ma kolorowy i długi ogon.
Może tygrysek chciał zwiedzić świat
i na ogonie latawca siadł?
A teraz leci, sam nie wie dokąd,
bardzo daleko, bardzo wysoko?

A może rzeka co płynie obok,
wzięła tygryska w podróż ze sobą?
Może ta szybka, zielona woda
już mi tygryska nigdy nie odda?

Łaciaty kocur wskoczył na okno.
- Możeś ty, kocie, tygryska połknął?
Może myślałeś, że to jest myszka,
i przez pomyłkę zjadłeś tygryska?

Aż wreszcie ... tato przychodzi z pracy.
- Czemu, córeczko, tak na mnie patrzysz?
Czemu się ze mnie obie śmiejecie?
- Bo ty tygryska masz na berecie!
Bo nasz tygrysek nigdzie nie uciekł!
Bo on z tatusiem poszedł i wrócił!

I tak się dobrze skończyło wszystko.
I dzień się kończy. Wieczór już blisko.
Wkrótce światełka w oknach zabłysną.
Spać się zachciało moim tygryskom.
JOANNA PAPUZIŃSKA
Zatem chiński rok 2022 będzie okresem pełnym aktywności oraz zmian. Niestety wiąże się to także z nieprzewidywalnością.
Lata Tygrysa są zwykle związane z niestabilnością. Tak naprawdę wszystko się może zdarzyć. Nasze wysiłki mogą doprowadzić do zaskakujących rezultatów.
Dobra wiadomość wiąże się jednak z postępem technologicznym. Wynikające z niego przemiany mogą być bardzo ważne dla świata. Być może, przy odrobinie szczęścia, w 2022 uda się znaleźć rozwiązania kilku palących problemów ludzkości.
I jaki będzie ten rok dla mnie?
Od początku chińskiego Nowego Roku 2022 Koń może wreszcie mieć nadzieję na trwałe pokonanie przeszkód odziedziczonych po 2021 roku. I całe szczęście, bo był on dla mnie, szczególnie jego końcówka, bardzo trudny. Jak dobrze, że już się kończy.
W roku 2022 Koń może zatem liczyć na doskonałe połączenie szczęścia oraz własnych talentów. Można powiedzieć, że ten rok będzie dla niego niezwykle pomyślny. 
Koń będzie miał wiele okazji na odniesienie sukcesu. Jednak za każdym razem będzie musiał odważnie sam zrobić ten pierwszy krok. Nic nie przyjdzie samo z siebie. Na szczęście Koniowi nie brakuje energii oraz pozytywnego spojrzenia na świat. Dzięki temu podejmowanie działań nie będzie dla Konia trudne, chociaż przeciwności mogą się pojawić.  Nadszedł idealny czas, aby Koń pokazał światu, na co naprawdę go stać.
Ale nie wszystko jest takie piękne. Bo jakże mogłoby być? Koń 2022 roku powinien uważać na osoby żywiące do niego urazę. Z pewnością będą one chciały zrobić coś, co przyczyni się do jego porażki. Trzeba mieć na nich baczniejszą uwagę. Różowo zatem tak do końca nie będzie.  Byle nie gorzej niż w poprzednim roku.
Gdyby tygrysy jadły irysy,
to by na świecie nie było źle,
bo każdy tygrys
irysy by gryzł,
a mięsa wcale nie.

Jakie piękne życiorysy
miały wtedy by tygrysy!
Z antylopą mógłby tygrys
iść do kina
i irysy by w tym kinie
sobie wcinał.

Mógłby sobie wziąć irysów
pełną teczkę
i wyruszyć z owieczkami
na wycieczkę.

Mógłby pójść na podwieczorek
do gazeli,
gdzie na pewno by serdecznie
go przyjęli.

Każdy kochałby tygrysy
i do wspólnej prosił misy,
i z radości każdy chodziłby na rzęsach –
gdyby tygrysy jadły irysy zamiast mięsa.

Tylko jest kwestia,
że taka bestia
straszny apetyt zazwyczaj ma –
zapas irysów
w paszczach tygrysów
zniknąłby w ciągu dnia.


W sklepach byłyby napisy:
„Brak irysów przez tygrysy”.
Człowiek musiałby w ogonku
stać i czekać,
i nie dostałby irysów
ani deka.

Mógłby pisać w książkach życzeń
i zażaleń,
i wyjść z siebie, i z powrotem
nie wejść wcale.

No a gdyby obok siebie
musiał sterczeć,
to instynkty miałby człowiek
wprost krwiożercze.

Każdy z zemsty za irysy
powygryzałby tygrysy
i ze złości nie zostawił ani kęsa –
gdyby tygrysy jadły irysy zamiast mięsa.
Wanda Chotomska

piątek, 21 stycznia 2022

Jest taki jeden dzień.....

Samotna róża na półce czeka
przywołuje me wspomnienia - z bardzo daleka,
z tamtych dni co przepłynęły jak rzeka...
a czas nie zwleka, ciągle ucieka...

Co było, to było, co może być - jest
A będzie to co będzie
Lecz zawsze to miło, że nie brak nam miejsc
Do których wracamy pamięcią...

Szanujmy wspomnienia, smakujmy ich treść
Nauczmy się je cenić
znalezione w Internecie
Styczeń… miesiąc, w którym wspomnienia zamknięte w szufladzie starają się choć na chwilę zobaczyć światło dzienne i choć na chwilę otulić niczym szalem małą Dziewczynkę. Nie chcą cały czas tam leżeć i obrastać kurzem, który stopniowo je zagłusza i zaciera ich obraz. Wspomnienia nie chcą być wyrzucone z pamięci. I jak do tej pory skutecznie im się to udawało.
Dzięki nim mała Dziewczynka jest jak muszla znaleziona nad brzegiem morza, która nieprzerwanie szumi myślami o czasach, które bezpowrotnie minęły. Dzięki nim jej serce nadal tam jest.
Zatem od kilku dni wspomnienia ciekawie wyglądają z szuflady i ciepło uśmiechają się do małej Dziewczynki.
Dobrze wiedzą, że tęskni ona za domem Dziadków. Za szumem drzew rosnących na działce, za zapachem kwiatów, za różowymi różami pnącymi się nad wejściem do ogrodu i widokiem z kuchennego okna.
Dlatego, jak tylko pojawiła się w jej mieszkanku róża, postanowiły działać.
Nieraz jak mała Dziewczynka jest sama w domu, to wydaje się jej  że ktoś ją woła. Gdy odwraca wzrok widzi, że w fotelu z nieodłączną robótką w ręku siedzi jej Babcia i ciepło się do niej uśmiecha, patrząc swoim jasnym spojrzeniem. W drzwiach natomiast stoi Dziadek z koszem pełnym czereśni i śliwek, rozsiewając dookoła zapach wody kolońskiej.
Dziś nie ma już Dziadków małej Dziewczynki. Oboje w styczniu świętowaliby swoje kolejne imieniny i urodziny. Oboje mieliby już ponad 100 lat.
Święty Józefie z obrazka
wiszącego nad łóżkiem babci
wyblakły od spojrzeń proszących
broniący wytrwale rodziny
co modlitewnym kręgiem
otaczała Twój stary obrazek
przywróć zawierzenie tamtych lat
gdy Boża radość
wpadała przez uchylone okno
wraz ze śpiewem skowronka.
Święty Józefie
spoglądający z troską dobrego ojca
na gromadkę niesfornych dzieci
pokaż jak kochać dar życia
by nie zmarnować
żadnego dnia z Bożej hojności.
Basia Wójcik i jej obraz
W tym wierszu zmieniłabym tylko imię. Babcia często modliła się do patrona Dziadka.
Styczeń to był zdecydowanie ich miesiąc, a od kiedy pojawiła się na świecie mała Dziewczynka (ich pierwsza wnuczka)  mogli świętować jeszcze Dzień Babci i Dziadka (chociaż tak oficjalnie Dziadek miał ustanowione swoje święto dużo później). Dlaczego tak wcześnie odeszli? Dlaczego nie poczekali, aż mała Dziewczynka dorośnie i przestanie na życie patrzeć jedynie przez pryzmat zabawy. Mała Dziewczynka żałuje, że nie była na tyle mądra, aby wysłuchać ich cudownych opowieści. Teraz jej tego bardzo brakuje. Przecież Nikt poza Dziadkami nie potrafił wyczarować coś z niczego. A Babcia była już w tym mistrzynią. Doskonale wiedziała, co wystarczyło opowiedzieć, abyśmy z bratem na chwilę przestali szaleć.
A przecież wystarczyło, aby mała Dziewczynka poprosiła Dziadków i natychmiast by się snuła opowieść o tych dawnych czasach.
Ileż by teraz dała, aby zjeść ciasta swojej Babci, wysłuchać opowieści Dziadka i pośmiać się z historyjek o wujkach. Dlaczego nie można cofnąć się w czasie, aby przeżyć to jeszcze raz?
Oczywiście mała Dziewczynka wie, że tamte czasy już nie wrócą. Przecież nic dwa razy w się nie zdarza. Jednak wie jedno, że najważniejsze co pozostało po tamtych dniach to wspomnienia, które pamiętać będzie przez całe swoje życie i na pewno opowie o tym wyjątkowym dniu moim bratankom.
Niestety nasz obecny styl życia różni się od sposobu, w który żyli nasi Dziadkowie. Często młodzi ignorują to, co oni mówią. Często uważają, że ich doświadczenie i rady nie zawsze pasują do współczesnej rzeczywistości. Jednak opowieści Dziadków, jeżeli dobrze się w nie wsłuchać, często dają wspaniałą lekcję życia i historii. Kto zna tak naprawdę historię swojej rodziny sprzed np. 80 lat? 
Należy pamiętać i doceniać to, że Dziadkowie są też po to, aby snuć opowieści. Historie, dzięki którym lepiej nie tylko ich poznajemy. Dowiadujemy się więcej o naszych rodzicach i ich rodzeństwie. Odkrywamy historię i zwyczaje naszej małej ojczyzny. Opowieści te możemy przekazać dalej, aby dawne czasy, ludzie, miejsca nie zostały zapomniane.
Ludzka tęsknota
Wystarczy jeden ruch jednej ręki,
by cały stary świat legł w gruzach. 
Ale czy stare gruzy
nie przytłoczą nowego świata?

Wystarczy jedno skinienie głowy
by móc zdejmować gwiazdy
i zanurzać niebo
w oceanie pragnień.
Ale czy wtedy głos skowronka 
pozostanie taki sam jak dziś?
A jeśli stary świat musi istnieć nadal,
jeśli gwiazdy zechcą pozostać
na firmamencie nieba ?

Mimo tego
nie wygaszaj nigdy
ludzkiej tęsknoty
za tym co niedosięgłe ręką,
a co żyje w środku nas.
Basia Wójcik i jej obraz
Mała Dziewczynka teraz mogłaby w nieskończoność słuchać historii z dawnych lat. Przecież Dziadkowie tak wspaniale opowiadali.
Mała Dziewczynka chciałaby jednak wierzyć, że żyjemy w równoległych światach, że ten czas gdzieś tam jest i nigdy nie mija. Może tam jest ciągle małą Dziewczynką, która miała marzenia i cieszyła się każdą chwilą.