piątek, 12 sierpnia 2022

Dopóki wiatr rozwiewa włosy



Świat
Wabi kolorami
podsuwa nierealne obietnice
łasi się do stóp
zdobywa naiwnych
porzuca niewiernych
zastawia pułapki
tylko ptaki szybują wysoko
Czas biegnie, ucieka przede mną, nie daje się złapać. Zresztą nie tylko czas, wszystko dookoła pędzi. Niestety od tej przerwy na zakręcie nie jestem już tak szybka, nie nadążam. Często zmęczona tym pędem przystaję i zadaję sobie pytania „Po co i dokąd? Czy warto? Czy biegnę w dobrym kierunku?” Jednak jeżeli tego nie zrobię, to co mnie czeka w przyszłości? I tak kółko się zamyka. Dlaczego musimy dostosować się do tego, co nas otacza, chociaż nas to nie uszczęśliwia?
Rok temu marzyłam o spokoju. Uspokojeniu za szybko bijącego serca, spokoju biegnących nie wiadomo dokąd myśli. Po prostu o spokoju wewnętrznym.
Wypowiedziałam te słowa i zatrzymałam się dosłownie. Moje serce się wyciszyło, nogi zwolniły, myśli zaczęły krążyć wokół innych tematów.
Wszystkim wydaje się, że spokój nie jest łatwo przytulić do siebie, przygarnąć. A przecież właśnie tak powinno być. Przecież jest on wolny, trochę nawet leniwy. A ten pędziwiatr niepokój, chociaż gna do przodu, ma wielu zwolenników, którzy pozwalają mu się rozpanoszyć u siebie, a potem ponieść nie wiadomo gdzie i dokąd.
Niepokój przywiewa również niepotrzebne myśli.
Coraz częściej zaczynam myśleć o przyszłości i tym co życie mi przyniesie. Nie da się nie myśleć o przyszłości, bo myśli napływają bez pozwolenia. Przychodzą i napawają mnie niepokojem. Zaczynam się wówczas zastanawiać, jak dam sobie radę w przyszłości zdana tylko na siebie.
Spokój
Cóż to jest spokój
zapytałam kolejny raz
czy niepokój przepędza spokój
czy mogę być spokojna
kiedy serce potargane w strzępy
i ciągle łatane
na nic się zdaje

wytłumacz mi sens słowa
którego nie doświadczam
Powinnam powyganiać te wszystkie przytłaczające mnie myśli. Przecież nie lubię tego wewnętrznego niepokoju, który wychodzi po cichu na powierzchnię. Tak, wiem, nie ma sensu martwić się na zapas, tylko jak to zrobić, żeby tego nie robić?
Pracuję w firmie jakich wiele, gdzie przede wszystkim rządzi pieniądz i młodość. Ja też muszę być młoda. Nikogo nie obchodzi, że ludzie mający po 20 lat są dyletantami, a osoby mające pewien bagaż doświadczeń są mądrzejsze, bardziej odpowiedzialne i zaangażowane.
Niestety swoją wartość muszę potwierdzać nie tylko tym co wiem i potrafię, ale także tym jak wyglądam, jakie mam poglądy… Gdzie mądre, pracowite osoby, ale powoli starzejące się znajdą nową pracę?
Chciałabym jednak tego co wydaje się nierealne. Chciałabym mieć zapewnioną pracę, aby nie lękać się każdego nadchodzącego dnia i zarabiać tyle, żeby czuć się finansowo bezpiecznie. Nie chcę z utęsknieniem czekać na koniec każdego miesiąca i przeliczać każdej wydanej złotówki. Na szczęście nie jest jeszcze tak źle. Mogę sobie pozwolić jeszcze na małe szaleństwa dla przyjemności. Jednak to rozwarstwienie społeczeństwa, jakie obserwuję dookoła napawa mnie lękiem.
Zbliżająca się powoli emerytura jest jednak jak odległy żaglowiec, który właśnie wyłonił się zza horyzontu i zmierza w moją stronę, nie zważając na burze, wysokie fale, a czasem brak wiatru. Powoli, ale systematycznie płynie w moim kierunku. Może się wydawać, że jest jeszcze daleko, ale się zbliża.
Przystań spokoju
Idę spokojnie szlakiem
przetartym przez ciebie
chwytam w ręce twój oddech
i biciem twojego serca
odmierzam swój czas
zgarniam najpiękniejsze słowa
otulające mój sen
pod powiekami zamykam twój obraz
trwający w wiecznym oczekiwaniu
na najmniejszy ruch
rozwiewający jak zawsze
mroki zwyczajnych dni
nie ma już smutku
i ręce wędrują bezpiecznie
ku przystaniom najprawdziwszego spokoju
odkrywanego wciąż
w najpiękniejszym spojrzeniu
którego nie muszę się lękać.
Ale dość tych myśli. Przecież Pani Lato przebudziła się na dobre. Jest gorąco i beztrosko. Falują jeszcze niektóre nieskoszone pola zbóż może jeszcze z makami i chabrami….
Zapach lata uskrzydlił mnie, a niepokojące odfrunęły.
Przez następne dni jako czarownica polatam sobie w chmurach. 
Wszyscy lubią najbardziej błękit bezchmurnego nieba. Jednak ja jestem inna i lubię dostrzec poszarpane kłaczki obłogów.  Z tej perspektywy nad chmurami, mogę zupełnie inaczej spojrzeć na  ten mój kawałek świata. Jest on zawsze: jasny, przejrzysty, słoneczny, ciepły, optymistyczny.
Zapominam na chwilę, że w codziennym życiu istnieją jakieś problemy, chociażby ciągnący się nieustająco od początku roku remont elewacji. Kto czytał, ten wie. Kto nie zna tematu to zapraszam TUTAJ i TUTAJ. Nawiasem pisząc teraz panowie spiłowali położony wiosną nierówny styropian i sobie poszli. Wszystkie resztki walają się po balkonie. Najgorzej jest z tymi drobinkami, których jest mnóstwo i które przy każdym podmuchu wchodzą do mieszkania. Sprzątanie? Syzyfowa praca. I znowu wyjdę na jędzę w spółdzielni. Na cóż... Ale zazwyczaj osiągam to, co chcę. Koniec. Przecież chcę odfrunąć od tych problemów.
A więc... Pofruwam sobie (na miotle?) nad chmurami. Jest tylko pędzący ze mną wiatr i słońce. Potem, gdy już wyląduję, to pobiegnę boso po nieskoszonej, mokrej od rosy trawie w moim ogrodzie. Po chwili jednak w promieniach wschodzącego słońca rosa opuści źdźbła traw i znowu stanie się zielonym niebem.

Pewnie przez moją dziecięcą beztroskę niejeden mieszkający tam robaczek straci życie pod moimi stopami. Jednak w tamtym momencie nie będę myślała o tym. Kto w takiej chwili myśli o czymś takim? Będę  biegać wolna jak ptak. Szkoda tylko, że nie mogę tak na dobre się rozpędzić… Zaraz bowiem pojawi się płot sąsiadów. Może więc warto znowu udać się na pola? Przecież tam jest tak pięknie. Nieskoszone łąki pełne są pachnących i puszystych rumianków, które wychylają się zza kłosów traw, nawłoci... Łąki mojego dzieciństwa. Warto byłoby zrobić sobie taki kolorowy bukiet i zanieść go do domu. Tak zrobię. Niedługo przecież moje ulubione Święto Matki Bożej Zielnej.
Dawno już nie miałam okazji położyć się na takiej łące wśród traw, aby popatrzeć w płynące puchate obłoki, 
słuchać koncertu świerszczy i innych żyjących tam stworzonek.
Promienie słońca mnie ogrzały, rozjaśniły myśli przepędziły melancholię dnia powszedniego. Cofnęłam się w przeszłość kiedy patrzyłam na wesołe zabawy bratanków w ogródku. Czasem pogoniłam za nimi wokół jedynego starego drzewka. Było mi tak dobrze, że niczego więcej nie potrzebowałam.
Dzięki takim chwilom na łonie natury oddycham i nabieram sił. Moje myśli przestają biegać jak szalone i układają się, w szufladce dla nich przeznaczonej. Sklejam te kawałki rozbieganych myśli i dopasowuje je do siebie, aby tworzyły kolorową układankę.
Zupełnie nie wiem jak mam wrócić do siedzenia przy biurku po tych kolejnych wolnych dniach. Jak mam znowu się przestawić na zwykły, szary, dzień? Jak mam znosić te wielomiesięczne niedogodności remontowe? 
A przecież już od lat staram się, aby te weekendowe powroty tak mnie nie przygnębiały. Niestety  nie potrafię nad tym zapanować, chociaż uczę się tego od lat. Kiedyś przeczytałam "Człowiek jest twardszy od stali, odporniejszy niż kamień i... delikatniejszy niż róża..."
Może coś w tym jest? Bo przecież ja taka właśnie jestem? 
Szkoda, że taki spokój wewnętrzny zwykle nie trwa długo. Jednak nasze życie nie składa się z samych sobót i niedziel. To przede wszystkim zwykłe, pracowite dni. Też je lubię, ale najbardziej w moim Domu.
Ruda Ania z Zielonego Wzgórza mawiała „Zawsze robi mi się smutno, gdy coś miłego się kończy. Co prawda zawsze można mieć nadzieję na coś jeszcze milszego, ale co do tego nigdy nie ma pewności”
Ale to nie pora na smutki. Przede mną parę spokojnych dni, z nocami spadających gwiazd, które spełniają marzenia.
Może jutro życie dla odmiany czymś pozytywnym mnie zaskoczy i znowu poczuję wiatr we włosach?

Dopóki wiatr rozwiewa włosy
Unoszona
na skrzydłach poezji
przemierzasz
nieznane lądy okryte płaszczem nadziei
otwierasz strofy marzeń
by za chwilę
nadać im kształt dzieła
spod twej ręki
wyfruwają zaklęte ptaki
które znów przycupną
pośród słów zapisanych ludzką ręką
zanurzasz się
w oceanie ciągle nowych myśli
z których łowisz korale spełnień
dopóki
wiatr rozwiewa twoje włosy
możesz zaglądać w oczy gwiazdom
i ręką kreślić tor komety
by twoje drogi
szybowały w niebiosach
których odgłos słyszysz na ziemi
dopóki
jesteś w blasku starego srebra
w szumie ocalałej muszelki
możesz powiedzieć
JESTEM.
wiersze i obrazy Basia Wójcik

15 komentarzy:

  1. Prawdę mówiąc, nie chciałabym w życiu samych sobót i niedziel. Te zwykłe dni też mają wiele uroku.
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, pozdrawiam sierpniowym wieczorem, łapiąc chwilkę spokoju i odpoczynku i myśląc o dobrych ludziach, za których Bogu dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Długo czytałam, wracałam, myślałam, analizowałam... spokój i niepokój, jak w wierszach słychać, towarzyszą mi od zawsze. Też dopadają mnie niepokojące myśli o przyszłości, ale wtedy powtarzam sobie: Jezu , Ty się tym zajmij... i dziękuję Mamie za tę prosta wiarę...A przy aktywnym życiu trzymają mnie Wnuki, najstarszy mówi: babciu, ty jesteś najlepsa i bardzo cię kocham i to wystarczy by chcieć żyć mimo ogromnego zmęczenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ismeno zapraszam Cię do wzięcia udziału w konkursie literackim. Szczegóły na moim blogu w tekście z 13.08.22.

    OdpowiedzUsuń
  5. Różne niepokoje towarzyszą nam przez całe życie, chyba nie ma na to rady. Fajnie mają osoby, które przejmują się mniej, ale sporo jest wrażliwców i tu już jest gorzej... ale cóż... życie ;))
    Relaks i przebywanie na łonie natury to prawdziwe błogosławieństwo. Regeneruje i fizycznie i psychicznie, napełnia optymizmem i przegania smutki, przynajmniej na chwilę :))
    Wiersze cudne <3
    Ściskam najserdeczniej, Agness <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Dlatego cieszy mnie emerytura, bo choć część trosk i niepokojów odejdzie z rozkładu tygodni i miesięcy...być może dojdą inne, ale takie jest życie.
    jotka

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne wiersze napisałaś, jestem pod ogromnym wrażeniem. I po ważkie rozważania sięgnęłaś. Niejednokrotnie mam podobnie, to normalne- mamy leki, obawy, radości, sukcesy, smutki. I tak się przeplatają te chwile... Ale moje skrzydła są bardzo mocne i...posłuszne mi :) Więc znów je podnoszę i wznoszę się.... Tobie również tego życzę, chociaż wiem, ze potrafisz...
    Ściskam zapachem pachnącego wilgocią poranka...

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozumiem Twoje rozterki, które tak pięknie opisałaś. Ja z powodu mobbingu w pracy, bo trzeba było zrobić miejsce dla młodej koleżanki córki szefa odeszłam z pracy pół roku przed emeryturą. Nie dałam rady przetrwać. Też niepokoją mnie różne myśli o przyszłości, bo moje zdrowie bardzo nadszarpnięte, ale wiem, że Dobry Bóg ma dla mnie jakiś plan. I tego się trzymam. Tak pięknie piszesz i myślę, że powinnaś coś z tym zrobić. Pozdrawiam serdecznie:):):)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niepokoje i obawy podcinają nam skrzydła, nie dają spokojnie żyć i spać. Gdy coś dzieje się konkretnego w naszym życiu nie ma na to rady, ale irracjonalne niepokoje trzeba wyciszać. Nic dobrego nie przynoszą. Stajemy się więźniami własnych myśli.

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajne takie poetyckie a zarazem filozoficzne. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Znów widzę u Ciebie post czytający mi w myślach. W ten długi weekend tak cudownie wypoczęłam w spokojnym miejscu, na łonie natury. Spotkałam się z bliskimi, uspokoiłam się, wyciszyłam. Teraz znów powraca codzienność, a ja nie umiem wpaść w tę rutynę. Tez mnie męczy lęk przed przyszłością. Niepokój nic nie zmieni i lepiej go nie mieć, po prostu robić swoje, ale czasem tak trudno...

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem Ismenko! Wszystko u mnie normalnie, chociaż miałam właśnie takie niespokojne myśli i odczucia o jakich piszesz w pierwszej części wpisu. Obawy sie rozwiały, znów mogę patrzeć wprzód. A real pochłonął mnie tak bardzo, że nie miałam czasu na blogi. Te parę lat do emerytury jeszcze wytrzymasz, dasz radę. A jak nie, to jakaś "pomostówka" już Ci sie pewnie będzie należała. Ja jestem zadowolona z tego czasu, który mam do swojej dyspozycji na emeryturze (nie licząc czasu, kiedy jestem do dyspozycji dzieci, ale też to lubię). Warto mieć jakieś hobby na ten "wolny" (od pracy) czas. Serdeczności przesyłam! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wieczny niepokój jest cieniem naszego życia... Mnie też ciągle towarzyszy jakiś lęk-o rodzinę,o siebie,o zdrowie,o przyszłość... Chyba nie da się przed tym uciec.

    OdpowiedzUsuń
  14. Spokój bywa, niepokój bywa, wszystko się przeplata i zmienia. Najtrudniej zgodzić się na to co jest. Od kiedy nie maluję włosów, nie robię makijażu i paru innych rzeczy jest mi fajniej. Kiedyś myślałam, że muszę, a okazało się, że ludzie przeszli nad tym do porządku dziennego, tak po prostu :) To ja sobie narzucałam to wszystko, sama, samodzielnie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Płaszcz nadziei...pięknie i realistycznie zabrzmiało🤗
    Pozdrowionka zostawiam serdecznie dla Ciebie kochana💚🍀🌼😀

    OdpowiedzUsuń