sobota, 21 marca 2026

Nici, których nie da się rozsupłać

To już prawie trzy lata. Trzy lata to wystarczająco długo, by nauczyć się oddychać na nowo, ale wciąż za krótko, by przestać liczyć czas od tamtego dnia. Nadal zdarza mi się myśleć o Tobie w czasie teraźniejszym, jakbyś była gdzieś obok i tylko na chwilę wyszła do innego pokoju. 
Do dziś pamiętam moment trzy lata temu przed świętami, w którym wszystko się rozpadło. Myśli rozsypały się jak drobinki szkła, a ja nie potrafiłam ich pozbierać i właściwie nadal nie potrafię tego zrobić do końca. Wiadomość była spodziewana, a jednak niewiarygodna. Człowiek do ostatniej chwili wierzy, że los się pomyli, że cofnie się o krok. Fala pustki uderzyła nagle, a ja poczułam się opuszczona, jakby ktoś zabrał ze świata stały punkt odniesienia.
Przez długi czas rzeczywistość była nierealna, obca, pozbawiona sensu. Dni mijały, święta przyszły i odeszły, a ja funkcjonowałam jakby obok siebie. Potrzebowałam czasu, by myśli znów zaczęły tworzyć jakąkolwiek całość. Jednak już nigdy nie były takie same.
Żałoba zmienia nie tylko tych, którzy tracą najbliższą rodzinę. Przyjaciele także zostają nią dotknięci. Czasem na całe życie.
Ty również zostaniesz we mnie na zawsze. Może dlatego, że prawdziwa przyjaźń nie zna czasu przeszłego.
List z nieba
Nie pytam czego ci potrzeba
wiem lepiej od ciebie
przecież bywam w twoim domu
siadam w ulubionym fotelu
i przyglądam się ludziom,
nie chcę ci przeszkadzać
tyle masz przecież do zrobienia
więc milczę
bezgłośnie podpowiadam ci jak żyć,
wiem kiedy rozmawiasz ze mną
lubię te rozmowy od zawsze,
posiedzę tu jeszcze trochę
a potem
wrócę na niebiańskie polany
i nadal będziemy rozmawiać
nie martw się
wiem czego ci potrzeba…
Nasza historia zaczęła się zwyczajnie pierwszego dnia na studiach. Jedyne dwie samotne dziewczyny, które trafiły na siebie idealnie w tym samym momencie. Inni przyszli na studia przynajmniej z jedną znajomą osobą.
Byłyśmy inne. Ty otwarta, spontaniczna, pełna ciepła. Ja zamknięta, poukładana, milcząca. Tak jak Słońce i Księżyc.  O tym już pisałam TUTAJ.
Jednak nigdy nie padło między nami złe słowo. Może właśnie dlatego, że umiałyśmy się słuchać, akceptować....
A próby zmieniania siebie nawzajem? To pytanie nasuwa się naturalnie, bo chociaż obie urodziłyśmy w rogatym znaku zodiaku, ale każda w innym. Cóż starałyśmy raczej  dostosowywać się do siebie nawzajem...   
Imponowałaś mi swoją wiedzą, ciekawością świata, lekkością bycia. Zawsze miałaś czas, zawsze dobre słowo, zawsze potrafiłaś dodać odwagi. Nigdy nie miałam siostry, ale Ty nią byłaś. 
Nadal myślę o nas jak o dwóch puzzlach. Każda z nas była inna, ale razem tworzyłyśmy obraz, który miał sens. Ale i o tym pisałam TUTAJ.
Nauka
Uczę się żyć bez Ciebie
choć trudna to nauka
nazywać rzeczy od nowa
i ciągle iść pod wiatr
uczę się cierpliwości
zadanej mi kiedyś przez Ciebie
zatrzymuję się zbyt często
i spoglądam w niebo z nadzieją
że znów zobaczę Twój uśmiech
w białej burzy obłoków.
Nie jestem niewiernym Tomaszem
ale nauka nie jest łatwa
dlatego próbuję od nowa
uczyć się żyć bez Ciebie.
Od tego październikowego dnia nasze losy splątały się także jak nitki z dwóch całkiem różnych kłębków. Najpierw zaczęły toczyć się powoli wspólnym, jeszcze nieśmiałym  ruchem, choć każda z nas miała własny rytm. Twój kłębek rozwijał się szybko, lekko, jakby nie bał się plątania ani nagłych skrętów. Mój był bardziej zwarty, ostrożny, prowadzony według określonego, zaplanowanego porządku. A jednak jakimś cudem właśnie w tym splocie znalazłyśmy równowagę. Ty nadawałaś kierunek, ja trzymałam ciągłość. Gdy jedna z nici nagle skręcała, druga podążała za nią bez lęku, ufając, że sens objawi się później.
Z czasem splot stał się gęsty, równy, chociaż nadal rozróżnialny. Były w nim obrazy jasne jak letnie poranki i takie, które przypominały długie wieczory. Każde doświadczenie dokładało kolejny wzór. Nawet gdy nasze drogi  zaczęły iść po studiach w innym kierunku, to ten splot wciąż istniał. Nasze losy splątały się na lata i nikt nie potrafił ich rozsupłać. 
Niestety im mocniejszy węzeł, tym bardziej boli jego zerwanie.
Kiedy jeden z kłębków przestał się rozwijać, to nagle zabrakło napięcia, które nadawało sens całej konstrukcji. Nitki, które kiedyś prowadziły mnie pewnie, dziś zwisają luźno, a ja próbuję odnaleźć ich koniec. 
Z czasem jednak nauczyłam się żyć z tą luźną nicią w dłoni, nie próbując już na siłę wiązać jej z czymkolwiek innym. Pozwalam jej być taką, jaka jest: urwaną, cichą, a jednak wciąż istniejącą. Bo Twoja obecność nie zniknęła, tylko zmieniła formę. Jesteś w słowach, które czasem sama sobie powtarzam, w gestach, których się od Ciebie nauczyłam, w odwadze, po którą sięgam, gdy zaczyna mi jej brakować. Bo Ty zawsze byłaś odważna. 
I może właśnie na tym polega dalszy ciąg tej historii. Bo niektóre więzi nie kończą się wraz z odejściem, one po prostu uczą nas innego sposobu trwania. W pojedynkę, ale nie samotnie
TĘSKNOTA
Już dawno została moją siostrą
zawsze pragnęłam siostry
więc wskoczyła w tę pustkę
i zagościła w niej na stałe
najchętniej przebywa w sercu
ukryta przed ciekawskimi spojrzeniami
oplata moje myśli gąszczem wspomnień
budzi mnie rankiem każdego dnia
wydaje rozkazy i nakazy
wieczorem zasypia ze mną
po to by królować w moich snach
nie przepędzam jej
wszak zawsze chciałam mieć siostrę...
wiersze Basia Wójcik
Podchodzę do okna i patrzę na przestrzeń nad dachami, za którymi tak niedaleko mieszkałaś. Los tak pokierował, że zamieszkałaś tym razem tak blisko...
Król Słońce powoli kończy swój codzienny bieg. Światło powoli znika, dzień zamyka za sobą drzwi. W tym świetle widzę jednak na niebie obraz tamtego, naszego splotu. Ciepłego, cierpliwego, prawdziwego... Uśmiecham się, bo wiem, że choć życie próbuje rozplątać to, co zostało utkane, nie potrafi tak do końca rozplątać naszego wzoru. 
Są sploty, których nigdy do końca nie da się rozsupłać. Nici, których nie da się zastąpić innymi, choćby były podobne w dotyku czy kolorze. Ten jeden, wyjątkowy splot zostaje na zawsze. 

1 komentarz:

Dziękuję za każdy pozostawiony ślad