piątek, 17 listopada 2023

Przez kuchenne okno

Widok z okna
Rząd drzew rośnie przy mojej ulicy.
Wiatr szarpie ich gałęzie jak struny.
Zwołuje szarugi jesienne.
Wygrywa melodie deszczowe, rzewne.

Zmęczone liście jak ptaki odfruwają
Konary drzew nagie zostawiają.
To smutny widok.
Jedynie oczy cieszą kolorowe
pryzmy liści.

Coraz mniej słonecznych, ciepłych dni.
Przyroda szykuje się do zimy.
Przez czarne chmury starają się przebić
promyki słońca.
Rozjaśnić szarość przestrzeni
i rozgrzać nasze serca.
znalezione w Internecie
Często piszę, że lubię siedzieć przy oknie i spoglądać na świat za nim.
Tkałam już opowieść o widoku z balkonu w moim Domu. Można to przeczytać TUTAJ. 
Przy oknie zawsze snują się w zwolnionym tempie moje myśli Zimowe, Sierpniowe, Poranne... 
W tygodniu zawsze siedzę przy moim kuchennym oknie i patrzę z góry na biegnący świat. Nie ukrywam, że lubię obserwować toczące się życie za oknem. A nie jest on monotonny. Widok zmienia się wraz z porami roku, dnia... Zależy także od kuchennego okna...
Rano, gdy inni jeszcze śpią słyszę świergot ptaków, szum przejeżdżających nielicznych samochodów i pociągów.
Popijając poranna herbatę patrzę jak świat powoli budzi się do życia.
Wieczorem obraz się zmienia. Często mogę podziwiać różnokolorowe zachody słońca nad dachami miasta. Codziennie malowane są inne, niepowtarzalne obrazy. Raz na tle błękitnego nieba widać jak chmury powoli od bladego różu, przechodzą w ciepły pomarańcz lub nawet czerwień. Piękny widok... Mogłabym tak siedzieć i wpatrywać się w zmieniające kolory. Patrzeć jak zapada zmrok, jak zaświecają się gwiazdy i księżyc. Jest mi tak dobrze... Kocham to moje kuchenne okno. Przy nim moje myśli uspakajają się, nie pędzą jak szalone. Wyciszam się... 
Kocham siedzieć przy każdym kuchennym oknie. 
Widok z okna
Widokiem z okna oczy nacieszę
W dzień deszczowy i słoneczny
Na wschodzącym słońcu wzrok zawieszę
Widok ten jest bajeczny

Gdy świt nas wita z rana
Nowy dzień zwiastuje
Gdy księżyc mówi - dobranoc psze pana
I przez noc z gwiazdami obcuje

Gdy niebieska wstęga niebo przecina
W jednej chwili wszystko rozświetla
Gdy deszcz przy okiennicy zacina
I gdy na niebie zorzy pętla

To wszystko widokiem z okna zwane
Tak bliskie, a tak niepoznane
To wszystko mogę podziwiać
Okno niczego nie będzie ukrywać
znalezione w Internecie
W swoim życiu Mała Dziewczynka spoglądała przez wiele okien kuchennych. Pierwsze było w domu Dziadków, gdzie mieszkała wielopokoleniowa rodzina. Dziadkowie, rodzina stryja, rodzina Małej Dziewczynki. Ale kuchnia była tylko jedna. Mała Dziewczynka dokładnie nie pamięta kuchni i jej okien, bo spędzała tam mało czasu.
A widok z tego okna musiał być piękny. Można było z niego patrzeć na duży ogród, gdzie rosły róże, piwonie, floksy i piękne żółte omiegi wschodnie, które przede wszystkim z tym ogrodem kojarzą się Małej Dziewczynce.
Z tego kuchennego okna zapewne często wyglądała mama Małej Dziewczynki, aby sprawdzić czy jej córeczka grzecznie bawi się w piaskownicy, a może siedzi na końcu ogrodu na drewnianej ławeczce majdając nogami. Niestety musiała prawie nieustannie patrzeć przez okno, bo Mała Dziewczynka miała różne pomysły, które nie zawsze były najmądrzejsze... Mieszkający po drugiej stronie alejki sąsiedzi zakładali się nie o to kiedy kilkuletnia Mała Dziewczynka pokona płot, ale jak szybko to zrobi. Bo to, że znajdzie się na alejce i będzie starała się odkrywać nowy świat, było pewne. Tak, tak już jako przedszkolak Mała Dziewczynka była wszystkiego ciekawa, chciała wszystkiego dotknąć, spróbować, zobaczyć...   
Może właśnie dlatego kuchnia w nowym domu miała okno, które wychodziło na uliczkę. Mama Małej Dziewczynki mogła również tam przez nie wyglądać, kiedy zajmowała się przygotowaniem obiadu, kolacji... Na tej osiedlowej uliczce, pomiędzy domami Mała Dziewczynka, jej brat i mieszkający obok chłopcy grali w piłkę, badmintona, kapsle... Jak przychodziły dalej mieszkające koleżanki, to skakały przez gumę lub skakankę. Mama jednak z kuchennego okna miała oko na Małą Dziewczynkę. Bo jak Mała Dziewczynka oddalała się z domu, to zazwyczaj coś się jej przytrafiło. Ale to już temat na inną opowieść...
Teraz przez to kuchenne okno lubi spoglądać Mała Dziewczynka, jak tylko jest w Domu rodzinnym. Robiąc śniadanie, gotując obiad, a nawet parząc herbatę lubi spoglądać przez to okno. Co prawda przez lata za oknem wiele się zmieniło. Wokół drzewa i krzewy bardzo się rozrosły, dlatego czasem zasłaniają domy, przy których rosły od małego przez tyle lat. Niestety, niektórych już nie ma, bo za bardzo się rozrosły, albo po prostu nie przeżyły. Jeden świerk usechł, ale nie doczekał się na wycięcie. Mocny powiew powalił go latem. Jego brat, rosnący obok ze smutkiem na to patrzył. Również Mała Dziewczynka ze smutkiem spogląda teraz na tego samotnika.
Jeżeli tylko Mała Dziewczynka otworzy kuchenne okno, a robi to często gotując, to do kuchni wdziera się odgłos przejeżdżających często pociągów. Chyba bez tego dźwięku, prawie każdy widok dla Małej Dziewczynki byłby w pewien sposób niekompletny. 
Przez to kuchenne okno można dostrzec dawno niewidziane twarze, które teraz rzadko pojawiają się na uliczce. Zdecydowanie częściej Mała Dziewczynka widzi te nowe dla niej sylwetki. Nie ma co jednak się temu dziwić. Lata mijają, jedni się rodzą, inni odchodzą zazwyczaj po cichu. I najczęściej latem uświadamiamy sobie, że kogoś brakuje...
Mała Dziewczynka cieszy się jednak, gdy te znane od lat postacie nadal przechodzą pod oknem kuchennym. 

Okno
Wyjrzalem przez okno o brzasku
i zobaczyłem młodą jabłonkę
przezroczystą w jasności.
A kiedy wyjrzałem znowu o brzasku
stała tam wielka jabłoń obciążona owocem.
Więc dużo lat pewnie minęło
ale nic nie pamiętam co zdarzyło się we śnie
Czesław Miłosz

Było też wakacyjne kuchenne okno w domu Dziadków. Przez nie często patrzyła Babcia, aby sprawdzić, czy jej wnuki czasem pojawią się w zasięgu wzroku. Przy tym oknie, jak nie było Dziadka, uwielbiała siadać Mała Dziewczynka. Z przyjemnością pałaszowała upieczone przez Babcię maślane bułeczki, słuchała jej opowieści, równocześnie wyglądała przez okno patrząc na pobliskie drzewa, dom... Starała się też usłyszeć, między opowieściami Babci, odgłos jadących w oddali pociągów. Wtedy w pobliżu przejeżdżały jeszcze pociągi ciągnione przez prawdziwe lokomotywy parowe. Natomiast  opowieści Babci były zawsze ciekawe. Można było się w nie zasłuchać. Babcia każdą potrafiła w szczególny dla siebie sposób ubawić, uatrakcyjnić...  Jedna z nich dotyczyła właśnie tego kuchennego okna. Babcia opowiadała, że kiedyś, jak przy stole usiadł młody wówczas Wujek, to wskazując na okno powiedziała: "zobacz jaka fajna babka". Wujek od razu się poderwał i wyglądając przez okno starał się dojrzeć atrakcyjną dziewczynę. A Babcia miała na myśli stojącą na parapecie świeżo upieczoną babkę drożdżową.  
I za tym właśnie oknem Mała Dziewczynka tęskni najbardziej. Jednak powrotu do tego mieszkania, okna nie ma... Jedyne co, to czasem jak jest w Miasteczku, może z tęsknotą spojrzeć w to okno, gdzie od lat mieszka już inna rodzina. 
Pierwsze, należące wyłącznie tylko do Małej Dziewczynki, było nietypowe. Po pierwsze w kuchni na początku nie było żadnego okna. Mała Dziewczynka jednak okno musiała mieć. Zatem należało je wykuć. I tak powstało okno, przez które można było spoglądać do... sąsiedniego pokoju. Tak, tak, kiedyś tak właśnie budowano. Ale dzięki temu oknu, przez kilka lat Mała Dziewczynka nie dusiła się w swojej kuchni i mogła spoglądać przed siebie na zdecydowanie większą od kuchni przestrzeń. Dlaczego zatem zdecydowała się na to mieszkanie? Cóż... W tym przypadku nie miała wyboru.
Dlatego kolejne kuchenne okno Mała Dziewczynka wybrała już świadomie, kierując się swoimi preferencjami. 
Teraz siedząc przy oknie Mała Dziewczynka pijąc poranną herbatę, jedząc śniadanie, obiad, kolację, albo tylko tak po prostu spogląda przez nie z góry na świat. W szczególności są to jadące poza miasto lub właśnie przyjeżdżające do niego pociągi lub czasem autobusy. Po południu lub wieczorem, w zależności od pory roku, patrzy jak ponad dachami kończy swoją codzienną wędrówkę król Słońce. Warto patrzeć na ten wielobarwny spektakl, bo król Słońce zazwyczaj zachodzi mało dyskretnie. Czasami zakończeniu dnia towarzyszy pomruk burzy. Wówczas niebo za oknem rozświetla błyskawica. Również ten spektakl należy do zachwycających, chociaż czasem budzących obawę.
Patrząc przez okno Małej Dziewczynce wydaje się, że ktoś na chwilę wcisnął przycisk pauzy. Jest tak dobrze... 
Przez ten czas korzysta z paru minut spokoju, ciszy, nie spieszy się... Stara się uważnie przeżywać te spokojne, bez pośpiechu chwile. Chce jaj najbardziej skorzystać z tych kilku chwil odpoczynku duszy i ciała. Okno oddziela bezpieczne, znane, po prostu jej miejsce od tego co , od tego co nieznane, pełne niespodzianek... A tego Mała Dziewczynka nie lubi. 
Chciałaby na dłużej tak trwać, aby tryb samolotowy był włączony przynajmniej godzinę każdego dnia. Mała Dziewczynka czuje się wówczas spokojnie i bezpiecznie jak głaskany kot. Stara się cieszyć tymi cichymi, zatrzymanymi chwilami swego życia. Każdemu powinno być pisane takie miejsce. Trzeba tylko je znaleźć wśród milionów innych. Należy być jednak uważnym je wybierając.
Niestety po niecałym kwadransie pędzące życie znowu przypomina sobie o Małej Dziewczynce i ponownie włącza taśmę, aby znów wrzucić ją w wir codzienności... 
Widok z okna
Lubię ciszę wieczorną mojego balkonu,
wesołe ćmy tańczące przy lampie w ogrodzie;
lubię gwiazdy, co złotem nad dachami płoną
i odbicie księżyca w granatowej wodzie.
Lubię tajemną ciemność wzgórza z modrzewiami,
szum wiatru wśród gałęzi, zapach ściętej trawy;
jarzębinę, co ze mną dzieli się myślami,
siwego brzegu pejzaż zamglony i łzawy.
Lubię to moje miejsce - bożym planowaniem
przeznaczone, nadane - w cudnym kątku ziemi.
W serce serdecznym piórem zostało wpisane -
widok z okna się w świata widzenie przemienił.
Strug Renata

piątek, 10 listopada 2023

Zaczęło się od Bacha...

Co można powiedzieć o dwudziestopięcioletniej dziewczynie, która umarła? Że była śliczna. I piekielnie inteligentna. Że kochała Mozarta i Bacha. I Beatlesów. I mnie. Kiedyś, kiedy sypnęła mi jeden po drugim nazwiskami tych facetów od muzyki, zapytałem, w jakim ich ustawia porządku, a ona odpowiedziała ze śmiechem: ,.Alfabetycznym”. Wtedy ja też się śmiałem. A teraz siedzę i zastanawiam się, czy mnie ustawiała wedle imienia - w takim wypadku byłbym tuż za Mozartem - czy nazwiska - wtedy tkwiłbym gdzieś między Bachem a Beatlesami. 
Erich Segal, Love Story
Ostatnio znowu zetknęłam się z tym cytatem. I to dało mi do myślenie. Jakiś czas temu pisałam TUTAJ  trochę o muzyce, ale nie wspomniałam o tej, która również wywarła na mnie duży wpływ. Nie można jednak było wszystkiego zmieścić w jednej opowieści. Powinna jeszcze powstać kolejna i kolejna. Od dłuższego czasu chciałam utkać krótką opowieść o muzyce klasycznej. Krótką, bo dla wielu jest ona zbyt trudna i mało osób jej słucha. A może tylko się im tak wydaje, bo tak naprawdę nigdy nie wsłuchali się w muzykę klasyczną? 
Czas zatem na drugą opowieść.
Dawno temu był czas, kiedy Mała Dziewczynka tkwiła gdzieś między Mozartem, Bachem a Beatlesami. Stop. Zła kolejność. Wszak "wszystko" zaczęło się od Bacha. 
Zacznij od Bacha
Gdy musisz wstać,
choć tulisz tak pod głową obłoczek snu
i słów tyle znasz
uczonych cicho przez noc,
a tu dzień wstaje już kolorowo, witaj!
Gdy musisz wstać,
bo słońce już zawiesza
na szczytach wież
poranny swój szal i rusza
cień w długi marsz,
wokół drzew krząta się
ptaków rzesza, witaj!
Zacznij od Bacha,
nim słońce po dachach
zeskoczy, jak kot po nocy ćmej...
I zacznij od Bacha,
gdy w progu się waha
ktoś, kto winien wejść, a może nie...
Gdy musisz wstać,
choć tulisz tak pod głową obłoczek snu
i słów tyle znasz
uczonych cicho przez noc,
a tu dzień wstaje już kolorowo, witaj!
Gdy musisz wstać,
bo słońce już zawiesza
na szczytach wież
poranny swój szal i rusza
cień w długi marsz,
wokół drzew krząta się
ptaków rzesza, witaj!
Zacznij od Bacha,
nim słońce po dachach
zeskoczy, jak kot po nocy ćmej...
I zacznij od Bacha,
gdy w progu się waha
ktoś, kto winien wejść, a może nie...
W muzyce Bacha Mała Dziewczynka zakochała się w latach studenckich, w ubiegłym wieku. A stało się to na koncercie w kościele św. Tomasza w Lipsku. 
Mała Dziewczynka zakochała się w muzyce poważnej siedząc w jednej z ławek tego gotyckiego kościoła, patrząc na ołtarz główny i słuchając granej na organach muzyki Jana Sebastiana Bacha. Panująca tam wówczas atmosfera, przede wszystkim dzięki rozbrzmiewającej muzyce, była dla Małej Dziewczynki czymś niesamowitym, niespotykanym, niepowtarzalnym..... wszechogarniającym. Patrząc z perspektywy czasu Mała Dziewczynka żałuje tylko, że nie udało się jej wówczas usłyszeć Thomanerchor, czyli jednego z najstarszych chłopięcych chórów w Niemczech. Wówczas na pewno dostałaby skrzydeł i pofrunęła pod samo sklepienie. A tak, jak tylko usłyszała niespodziewanie pierwsze organowe takty, siedziała wbita w ławkę i niemając odwagi ruszyć się z miejsca. Czuła jakby grał sam Jan Sebastian Bach. A może rzeczywiście czasem nadal gra nieprzerwanie od 300 lat, od 1723, kiedy został organistą i opiekunem chóru w kościele. Jak muzyka umilkła nastała cisza, a Mała Dziewczynka czuła, że duch sławnego organisty jeszcze unosi się dookoła. Jakby co chciał sprawdzić, jakie wrażenie wywarł na obecnych. A wrażenie dla Małej Dziewczynki było naprawdę piorunujące. Do dzisiaj z tego wyjazdu najbardziej pamięta ten koncert. Na zawsze zapadł jej w serce.
"Zacznij od Bacha”. Napisałam, że "wszystko" zaczęło się od Bacha. "Wszystko" czyli muzyka poważna. Wcześniej była bowiem nastoletnia:
Beatlemania story
Wracam czasem do szczenięcych lat
Do tych paru zdartych płyt
Gdzieś tam stoi McCartney'a grat
Stary że aż wstyd
Choć cholerny ziąb
Sierżant Pepper śpi
Gitarzyści tłuką szkło
Muzyczka w nich się tli
Beatlemania story ile to już lat
Gryfy gitar jeszcze lśnią choć ekran zbladł
Beatlemania story wspomnień anioł stróż
Zmarszczki czasu liczy srebrny kurz
Żółta łódź podwodna w porcie już
Wolno usiadł jumbo jet
I fantasmagorii miękki plusz
Rozmył się jak deszcz
Tylko głupiec wie
W czyje wierzyć łzy
Komu dobrze komu źle
Muzyczka w nim się tli
Beatlemania story ile to już lat
Gryfy gitar jeszcze lśnią choć ekran zbladł
Beatlemania story wspomnień anioł stróż
Zmarszczki czasu liczy srebrny kurz
Beatlemania story ile to już lat
Gryfy gitar jeszcze lśnią choć ekran zbladł
Beatlemania story wspomnień anioł stróż
Zmarszczki czasu liczy srebrny kurz
Zanim pojawiła się muzyka poważna Mała Dziewczynka, jak większość nastolatków w jej wieku, była zafascynowana Beatlesami. No może nie większość... To były czasy, gdy młodzież była podzielona na fanów Rolling Stonesów i Beatlesów. Zwolennicy Beatlesów podzielili się na tych, którzy faworyzowali Lennona i tych, którzy woleli McCartneya. W tej rywalizacji wygrywał zazwyczaj Lennon, zwłaszcza po swojej tragicznej śmierci.
Matt Schichter z Kanady nakręcił nawet dokument „Lennon czy McCartney?”. Osoby ze świata filmu i muzyki odpowiadało na to "proste" pytanie.  
Wyniki ankiety były następujące: John Lennon 282, Paul McCartney 196, George Harrison 15, Ringo Starr 4.
W świecie Małej Dziewczynki  było podobnie. Większość jej koleżanek była zachwycona Lennonem. Natomiast Mała Dziewczynka wolała McCartneya. Na okrągło słuchała: "Oh! Darling", "Michelle", "Hey Jude", “Eleanor Rigby”, "Yesterday", "Ob-La-Di, Ob-La-Da","Let It Be", „Love Me Do”.... Jednak utwory Lennona również rozbrzmiewały w jej pokoju. 
Lennon czy McCartney? To była jednak dobra rywalizacja, bez złośliwości, pogardy, hejtu....
Mała Dziewczynka wraz z najlepszą w tym czasie podwórkową koleżanką zbierała wszystkie materiały dotyczące zespołu. Potem wklejały je do swoich zeszytów (Mała Dziewczynka do dzisiaj ma taki u siebie). Na z trudem wówczas  kupionych radiomagnetofonach nagrywały piosenki z radia. 
Mała Dziewczynka od godziny osiemnastej z wypiekami na twarzy siedziała z uchem przyłożonym do radia i czekała, aż w Trójce jak każdego dnia popłynie kolejna piosenka jej ulubionego zespołu. Z uchem przyłożonym do radia, ale z palcem na przycisku "nagrywaj". Wówczas dosłownie nic nie było w stanie odciągnąć jej od radia. Dosłownie nic. 
Jednak dla Małej Dziewczynki tak naprawdę każdy z Beatlesów był zdolny, ciekawy, godny zainteresowania. Tworzyli dla niej świetną grupę i tylko grając razem warci byli słuchania. A potem, cóż... Ich twórczość nie była już tak słuchana przez Małą Dziewczynkę. Oczywiście pojawiły się utwory godne uwagi, jak "Imagine" Lennona, które  zachwycało.  Jednak Mała Dziewczynka już z takim zainteresowaniem nie słuchała tej "pobeatlesowej" twórczości. 
Piosenka o Mozarcie
Mozart po strunach przebiera,
struna muśnięta wibruje i drga.
Mozart ojczyzny dla nut nie wybiera -
żyje po prostu, to znaczy, że gra.
Ach, to nieważne, co będzie, a zresztą -
losy i ciosy ukryte za mgłą...
Niechże pan starań nie szczędzi, Maestro,
niechże do czoła przyłoży pan dłoń!

Gdzieś na ostatniej już, na ostatniej
stacji szepniemy: musiało tak być...
Ale zgorszenie ojczyzny odwiecznej
to nie bożyszcze, by czołem mu bić...
Ach, to nieważne, co będzie, a zresztą -
losy i ciosy ukryte za mgłą...
Niechże pan wytrwa w nadziei, Maestro,
niechże do czoła przyłoży pan dłoń!

Młodość wnet pierzcha, bo ma te nawyki;
chwila - i stos już dogasa, a w nim
Frak atłasowy, sadzone trzewiki,
biała peruczka rozwieje się w dym.
Ach, to nieważne, co będzie, z resztą -
Niechże pan nie dba o resztę, Maestro.
niechże do czoła przyłoży pan dłoń!
Bułat Okudżawa
A Mozart? Ze swoją "Eine kleine Nachtmusik", a także  "Rondo alla Turca", czy też "Weselm Figara", był tak pomiędzy Czajkowskim, Dworzakiem, Straussami, Chopinem, Vivaldim.... Każdy z nich stworzył utwory, które Mała Dziewczynka słuchała na okrągło.  
A ten naj? Nie wiem. Przecież nie wymieniłam wszystkich. Zresztą jakie to ma znaczenie, kto z muzyki popularnej, czy też klasycznej jest lepszy? Najważniejsze, że potrafił stworzyć coś niesamowitego, co poruszyło i nadal porusza serce Małej Dziewczynki.

piątek, 3 listopada 2023

Dwa oblicza Pani Jesieni

Pani Jesień
Przeszedł sobie dawno
śliczny, złoty wrzesień...
Teraz nam październik
Dała pani jesień...
Słono takie śpiące,
Coraz później wstaje,
Ptaszki odlatują,
hen, w dalekie kraje.
W cieniu, pod drzewami
Cicho śpią kasztany,
każdy błyszczy pięknie,
niby malowany.
Zofia Dąbrowska
Pan Październik także już od odszedł.
Pani Jesień zadomowiła się u nas na dobre. Niestety jak zwykle bywa kapryśna i niestała. Na szczęście jednak jak do tej pory rzadko roni łzy.
W tym roku często jest wesoła, a świat obdarza ciepłym uśmiechem. Ma sukienkę utkaną ciepłych barw, które błyszczą w promieniach słońca. Na szyi ma nieodłączne korale z jarzębiny. Jest zdolną malarką, która w swojej palecie ma przede wszystkim brąz, czerwień i złoto. Cały świat otulony jest dzięki niej złocistymi kolorami.
Urocza złota Pani Jesień potrafi zachwycić, wlać radość w nasze serce. Cieszy nas ciepłymi kolorami, słońcem, kwiatami w wazonie, jesiennymi zapachami i smakami przywołującymi wspomnienia.
Kolorowe liście szeleszczą pod stopami, powietrze pachnie deszczem i dymem palonych ognisk, kasztany lśnią w słońcu...
Czasami chce być trochę tajemnicza i melancholijna, sięga po jasny kolor szary i otula drzewa, krzewy, domy i ogrody poranną mgłą. Ale ta jesienna królewna jest dla nas dobra, złoto-kasztanowa, szumiąca przyjaźnie, a przede wszystkim szczodra. Tak, Pani Jesień jest najbogatsza w kolory, zapachy i smaki. W darze niesie nam najwięcej prezentów. Ma najwięcej do zaoferowania. Rumiane jabłka, soczyste gruszki, słodkie śliwki, orzechy włoskie, grzyby, uśmiechnięte dynie, pieczone ziemniaki, pomidory, papryka, winogrona, żurawina a nawet kwaśne jeżyny... Nie należy zapominać o tym, że zachwycają nas wrzosy, jarzębina, astry, chryzantemy..... Lista mogłaby być jeszcze długa.
Za Anią z Zielonego Wzgórza mogę powtórzyć: „Jakże się cieszę, że żyję na świecie, w którym istnieje październik! Jakież to byłoby okropne, gdyby natychmiast po wrześniu następował listopad!"
Tak, Pani Jesień  najpiękniejsza jest w październiku, gdy przeważa kolor złoty, pomarańczowy, czerwony... Wówczas jest prawdziwą czarodziejka, zwłaszcza gdy w wędrówce towarzyszy nam jej ojciec, król Słońce. Spacer razem z nimi należy do prawdziwych przyjemności. Świat jest ciepły, kolorowy...
Z takich chwil czerpię energię i dobre myśli na szaro-bure zimne dni.
Królewnę Jesień lubię też za to, że przegania letni upał.  Bo jak pisał Francis Scott Fitzgerald: „Życie zaczyna się dopiero jesienią, kiedy robi się chłodniej.”
Każda z córek króla Słońce jest na swój sposób urokliwa, każda potrafi czarować swoimi kolorami i nastojami,  niepowtarzalnością. Każda ma też swoje wady. Ma je także Pani Jesieni.
Bo z drugiej strony jej dobry, optymistyczny nastrój szybko mija.
Listopad i listonosz
Jest listopad czarny, trochę złoty,
mokre lustro trzyma w ręku ziemia.
W oknie domu płacze żal tęsknoty:
Nie ma listów! Listonosza nie ma!
Już nie przyjdzie ni we dnie, ni w nocy,
złote płatki zawiały mu oczy,
wiatr mu torbę otworzył przemocą,
list za listem po drodze się toczy!
Listonosza zasypały liście,
serc i trąbek złocista ulewa!
ach i przepadł w zamęcie i świście
list, liść biały z kochanego drzewa!...
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Słoneczny dzień nagle potrafi się zmienić w pochmurny i zimny wieczór. Padający deszcz i towarzyszący mu wiatr potrafią zerwać liście z gałęzi, pozostawiając drzew coraz bardziej gołe, słabo odziane na przyjście większego chłodu. Pożółkłe liście opadają wraz ze smutkiem. Dojrzała Pani Jesień potrafi być smutna i kapryśna. Sukienkę w ciepłych złoto-czerwonych kolorach zamienia na płaszcz uszyty z szaro-burego koloru. Może chce być niewidoczna we mgle, aby nikt na nią nie nakrzyczał, że jest szara, mglista, wietrzna, zimna, pełna pluchy... Że ogołaca drzewa, przepędza ptaki...
Moje prośby wciąż ma za nic i znowu wiatrem wieje, deszczem kosi. Nawet parasol nastawia przeciwko mnie.
Pogoda nie zachęca więc do spacerów. Jest zimo, szaro, mokro... Smutne wspomnienia snują się dookoła. Długie jesienne wieczory pukają do drzwi.
To także zmiana czasu, nieustanne przemijanie, melancholia, smutek, że coś się kończy... A przede wszystkim powszechnie, że jest l nielubiany Pan Listopad. Jak napisała jedna z moich ulubionych pisarek Aleksandra Marinina:
"Listopad to miesiąc najsmutniejszy, kiedy złoty urok jesieni już zniknął i nieuchronne nadejście długich, ciemnych, zimnych dni staje się oczywiste aż do bólu. Listopad to miesiąc najbardziej beznadziejny, jako że deszcz i błoto, które w marcu i kwietniu są zwiastunem ciepła i nadziei, w tym przedzimowym okresie przynoszą tylko smutek i przygnębienie."
Większość nie lubi tego miesiąca. Mówią, że Pan Listopad jest ponury, deprymujący... Czy pobudka po piątej rano może być wówczas przyjemna? Zwłaszcza, że czeka nas nie tylko droga do pracy przez kałuże w ciemnościach, ale i zmaganie się z zimnym, porywistym wiatrem.
„Ze wszystkich miesięcy najmniej lubił listopad, bo to miesiąc kurczącego się dnia, niknącego światła i niepewności, która jak sierota błąka się między jesienią a zimą.” John Verdon
Tak, to takie zawieszenie między tymi porami roku. Między złotą, kolorową, pogodną Jesienią, a białą, stateczną i spokojną Zimą, która przed świętami dostarcza nam dużo ciepła.
Listopadowa Pani Jesień nie zachęca do spacerów. Wolimy zostać w domu i dla polepszenia humoru, zaszywamy się w fotelu, z kubkiem ciepłej herbaty lub kawy, czymś słodkim, ciekawą książką...
Również miasta i miasteczka buntują się przeciwko Panu Listopadowi, gdy zmrok zapada zbyt szybko, a na dworze jest przenikliwie zimno i wilgotno. Wówczas wszystkie rozświetlają się setkami ciepłych świateł.
Listopad przychodzi
I listopad odchodzi
Z ostatnimi czerwonymi jagodami
I pierwszym śniegiem
(…)
Ogień się pali
Czajnik śpiewa
Ziemia tonie w odpoczynku
Aż do wiosny.
Clyde Watson
Nie będę już zatem powtarzać tych niemiłych słów pod adresem Pana Listopada, bo jeszcze bardziej posmutnieje i się rozpłacze. A przecież nikt tego nie chce. Można bowiem znaleźć jego pozytywne strony. Tak, tak... I on ma takie, chociaż nie zawsze je dostrzegamy.
Ja lubię listopad za mgłę, która wita mnie rano i jak wychodzę z domu, to otula niczym miękkim płaszczem. To czas spokoju, refleksji, zadumy, nostalgii, a przede wszystkim zwolnienia tempa przed grudniowym, przedświątecznym chaosem. A ja tak nie lubię tego pędzącego, niezorganizowanego świata.
Bo ten Pan Listopad tak naprawdę nie jest wcale taki zły
JESIENNE RÓŻE
Jesienne róże
strażniczki listopadowych ogrodów
przystrojone w welon porannej mgły
w diademach z brylantów rosy
trwają na przekór obietnicom zimy
w miłosnych objęciach południowego słońca
rozmawiają z zabłąkanymi liśćmi
o minionych zdarzeniach
o radości lata które zbyt szybko odeszło
dotykam lekko ich płatków
by nie uronić żadnej kropli rosy
która być może jest łzą najprawdziwszą.
Basia Wójcik