niedziela, 9 grudnia 2018

Praskie opowieści

Powrót
Kiedy wracam do domu 
po wielu dniach 
drzewa na mojej ulicy 
są ciężkie 
od zieloności i snu 

W pustym pokoju 
tylko gliniany kogut 
wita mnie 
otwartymi skrzydłami 

W niebieskich skrzynkach 
kwiaty umierają z pragnienia 

Podlewam je 
brązowym dzbankiem 
i nagle 
wpada przez okno 
jak z nieba 
gałązka akacji 

Uciszam klucze 
dzwoniące na radosny Anioł Pański 
i idę na palcach 
otworzyć drzwi
Hillar Małgorzata
Jestem, wróciłam z mojej kolejnej podróży do Pragi. Nie spodziewałam się, że jeszcze w tym roku będę wędrować moimi ukochanymi uliczkami. Za Mariuszem Szczygłem mogę powtórzyć, że w Czechach mieszka moja dusza. To miejsce tak urokliwe i zachwycające, że przez chwilę nachodzi mnie myśl, że mogłabym tam zamieszkać. Nigdzie za granicą nie czuję się tak dobrze. Moim zdaniem jest to jedno z najwspanialszych miejsc stworzonych ręką człowieka.
Praga jest intrygującą, piękną, chociaż już leciwą kobietą, o której jednak wszyscy mówią z zachwytem. Niektórzy nawet z zazdrością. Ale żeby ją naprawdę poznać, trzeba się z nią spotkać osobiście, ale to i tak nie gwarantuje, że będziemy o niej wszystko wiedzieć. Jak każda kobieta ma swoje tajemnice, które odkrywa stopniowo. Ja byłam tam już po raz... No właśnie który? Szczerze mogę napisać, że nie wiem. Dawno temu straciłam już rachubę. I wiem, że chociaż znam ją tyle lat, to nie poznałam jej do końca i pewnie dlatego co roku staram się ja odwiedzać. I w tym roku zobaczyłam jej inną twarz. Po raz pierwszy byłam tam w Andrzejki i na początku adwentu.
Koniec listopada i początek grudnia nie wydawał się z początku ciekawym terminem.
Słyszałam, że Praga jest najpiękniejsza wiosną. Trudno temu zaprzeczyć. Można wówczas zwiedzić przepiękne, romantyczne zakątki, w których nie ma jeszcze turystów. Może więc następnym razem powinnam wybrać się tam o tej porze? Przecież takiej Pragi jeszcze nie znam.
Stolicę Czech warto odwiedzić latem, jednak ulice są wprawdzie pełne turystów, jednak wtajemniczeni znają zaciszne zaułki.
Natomiast jesień w Pradze kojarzy się z winem i winobraniem, chociaż może się to wydać dziwne. Jednak centrum miasta znajdują się winnice, z których rozciąga się piękny widok. Dla mnie jesienna Pani Praga ubrana jest w sukienkę z kolorowych liści, a na szyi ma korale z kasztanów zebranych na Wyszehradzie. I właśnie taką wczesnojesienną Pragę znam najlepiej, chociaż ta letnia także nie jest mi obca.
Ale tą późnojesienną poznałam w tym roku i jednak nie zawiodłam się. Panią Pragę można odkrywać nie tylko w utarty powszechnie sposób, a adwent jest ku temu dobrą okazją.
Późnojesienną Pragę ujrzałam ostatniego dnia listopada, czyli w Andrzejki.
Listopad w języku czeskim, podobnie jak w polskim, oznacza „miesiąc spadających liści“ – jest to czas obfitujący w mgły oraz deszcz. Pogoda nie sprzyja raczej wędrówkom po uliczkach, parkach...
Jednak jak się przekonałam towarzystwo listopadowo-grudniowej Pani Pragi, oświetlonej lampami gazowymi, sprzyja refleksji i zadumie.
Lampy gazowe, które oświetlały praskie uliczki zgasły w roku 1985. Nikt nie wierzył, że kiedyś ponownie zapłoną. Wszyscy przypuszczali, że elektryczne lampy na zawsze zastąpią gazowe oświetlenie. W Pradze jednak zagościł XXI wiek, który chociaż jest coraz nowocześniejszy, to przybyła z nim tęsknota za romantyczną poświatą lamp gazowych. Teraz Panią Pragę oświetlają coraz to nowe latarnie gazowe. Takie miękkie, ciepłe światło dodaje wieczornym wędrówkom w towarzystwie Pani Pragi szczególnej aury.
Podczas tych adwentowych spacerów nie udało się mi jednak zobaczyć wysokiej postaci w czarnym płaszczu i cylindrze na głowie, z długą bambusową tyczką w dłoni, a o której czytałam Chciałam spotkać mistrza lampiarzy, którzy w przedświątecznym czasie zapalają tradycyjne lampy. Może następnym razem?
Po takim wieczornym spacerze wąskimi uliczkami przyjemnie było usiąść w jednej z cichych i przytulnych restauracji.
praga o świcie pierwsi ludzie w łódkach
pod mostem wolno przepływają słysząc
jak w świeżym słońcu usypia astralny
orion z narosłą wewnątrz nocy ciszą

inicjacyjne dźwięki poprzez ranną
mgłę dosięgają na moście karola
kamiennych figur spoza filtrów zasłon
w otwartych oknach nad ludźmi w gondolach

wypływa brzękiem naczyń i zapachem
nasyca chłodne powietrze miesiąca
parzenie kawy mgła mija lecz od niej
trwalsze są dymy z kominów wiatr strąca

liście nad rzeką więc wszystko jest w ruchu
stopy na schodach zegary i woda
ożywa kamień na siatkach podsłuchów
tańczyć próbują czyjeś słowa
Wojciech Wencel
Następnego dnia nie miałam jednak problemu z rozpoczęciem dnia wcześnie rano. Świt to chyba jedyna pora, kiedy bez względu na porę roku Most Karola, można mieć wyłącznie dla siebie. Potem aż do późna spacerują tu tysiące turystów z całego świata.
Jednak późną jesienią wszystko dookoła otula jeszcze puchowa pierzynka utkana z mgły, która nie pozwala nawet dostrzec rzeźb na moście, zwłaszcza mojej ulubionej św. Jana Nepomucena, znajdującej się na środku mostu. Jednak za sprawą Wiatru, przyjaciela Pani Jesieni, powoli wyłaniają się postacie świętych, które pilnują drogi na zamek. Niestety świt blaknie, a Wiatr przy pomocy Króla Słońce zaczyna rozwiewać mgłę. Zamek na hradczańskim wzgórzu stopniowo zaczyna się wyłaniać i za chwilę zacznie jak każdego dnia górować nad miastem, przywołując kolejnych turystów, którzy zmierzają już ku niemu przez Most Karola. Ja jednak kończę tutaj wędrówkę, bo odkąd po raz pierwszy poznałam Panią Pragę, to wizyty na zamku nie zaczynam z dołu. Chociaż ten pierwszy raz zrobiłam ten błąd i miała na to wpływ nie tylko wspinaczka pod górę. Zdecydowanie wolę schodzić podziwiając piękne widoki w dole, a przede wszystkim moje ukochane czerwone dachy.
Ale dość, o mojej Pani Pradze mogłabym pisać w nieskończoność. W przyszłym roku na pewno pojawi się moje kolejne praskie opowieści.
Najważniejsze, że ta krótka zmiana miejsca wyciszyła i uspokoiła mnie na chwilę. Wróciłam pełna pięknych widoków, pogody ducha, spokoju....
Skończył się wyjazd, zaczyna się codzienne życie.
MIASTO
Ciemną nocą, po schodach uliczek,
Po gorących Mostu kamieniach,
Pełen piwa łeb niosę w chmurach
I gitarę i pustkę w kieszeniach...
Żegnam się z Miastem, które stało się moje,
Jego wieże, jego drogi - kroki moje.
Żegnam się z Miastem, jego Mostem, gdzie wieczorem
Spadały gwiazdy monet za muzykę.
Nazbierałem po całym Mieście
Sprawy ważne i te, nic nie warte:
Ot, w podeszwach dziury na wylot,
Bicie dzwonów, bramy otwarte...
Żegnam się z Miastem...
Gwiazdy w rzece- tu się zaczyna
I tu kończy opowieść moja.
Chciałbym dzisiaj, jak wtedy wieczorem
Siedzieć z Tobą na Moście Karola.
Żegnam się z Miastem...
KRZYSZTOF JURKIEWICZ

środa, 28 listopada 2018

Ucieczka od jesieni

Zapłakana jesień
Jesień zimna zapłakana wiatrem wieje deszczem szlocha
narzeka że odejść musi bo jej w przecież nikt nie kocha
Samotna i opuszczona biedna nie ma się gdzie schronić
a za progiem zima czeka by rywalkę stąd przegonić

Sroki skrzeczą dzięcioł stuka wróble gdzieś się pochowały
lisy uciekły do nory jak by zimno przewidziały
Na dębie wiewiórka ruda wyjście do dziupli maskuje
słonko skryło się za chmury ziemia do snu się szykuje

Płaszczem liści się okryła i czeka na puszek biały
który śniegiem jak kołderką wnet okryje drzewa skały
A ja patrzę na te zmiany i po cichu myślę sobie
czy to jesień czy to zima ja po prostu lubię obie
Renia Sobik
W Polsce robiło się szaro, zimno, wilgotno….
Dlatego zrobiłam sobie dobrej herbatki z małym co nieco, usiadłam w ulubionym fotelu i przeniosłam się do miejsc, gdzie było leniwe, ale nie upalne późne babie lato. Plaże i górskie ścieżki już opustoszały, ptaki spokojnie buszowały po łąkach, koty ziewały na ławkach, psy spały spokojnie w swoich budach, miejscowi oddychali z ulgą po wakacyjnym szaleństwie.
W tej słonecznej, leniwej atmosferze moje kłopoty stały się mniej realne i odległe, a ja miałam wrażenie, że unoszę się nad ziemią. Roznosiła mnie energia, a jednocześnie byłam spokojna. Wszystko było takie swojskie. Poczułam tę samą beztroskę, co w dzieciństwie. Miałam wrażenie, że wróciłam do siebie samej sprzed lat, gdy potrafiłam odsuwać na bok problemy i celebrować przyjemne chwile. Taki magiczny czas.
Zrozumiałam, że to poczucie szczęścia miałam cały czas w zasięgu ręki i wcale nie musiałam za nim gonić. Wystarczyło się tylko zatrzymać i zacząć zauważać to, co wokół.
Chcę się nauczyć znów tak żyć, chociaż wiem, że nie będzie łatwo. Patrzę przez okno na moje zabiegane miasto i proszę mojego Aniołka, żeby mi się mimo wszystko udało.
I właśnie tak spoglądając z góry na otaczający mnie świat wymyśliłam bajkę.
Bajka, ale czy o mnie…?
Była sobie dziewczyna, co nie chciała chodzić w garsonkach, białych bluzkach i szpilkach.
Chciała tylko jedynie:
- poznać sekret ziemi,
- umieć upiec chleb w glinianym piecu,
- zbierać owoce i warzywa z ogródka,
- nazwać grzyby w lesie
- ukraść kurce jajko,
- nosić gumowe buty,
- zasadzić własne drzewa i krzewy i obserwować jak rosną,
- patrzeć na płynące leniwie obłoki po niebie,
- mieć ręce upaprane ziemią,
- zimą być odciętą od świata i palić w piecu,
- wiosną, sadzić rośliny i patrzeć, jak ich pąki nabierają życia,
- hodować pachnącą lawendę,
- wędrować przez wrzosowiska,
- chodzić boso po zroszonej poranną rosą łące,
- wieczorem usiąść przy ciepłym piecu i lampie naftowej
- mimo bolących pleców i nie tylko być szczęśliwą,
- mieć sprawne obie ręce, aby grać w piłkę,
- zrozumieć, że ma dużo czasu dla siebie i innych,
- jak co roku pojechać do miasteczka swojego dzieciństwa,
- znowu wędrować ukochanymi złotymi praskimi ulicami.....
Mogłabym tak wymieniać bez końca
Dlaczego więc nadal tkwię w hałaśliwym mieście, gdzie wszystko pędzi naprzód?
Tu życie ze sobą nie jest już dodatkiem do kariery, pracy czy miejskiego zgiełku. Tu staje się sensem i celem samym w sobie. Relacje z ludźmi, z sąsiadami, są bardziej intensywne i głębokie niż w mieście.
Należy zajrzeć w głąb siebie i odkryć talenty i zdolności. Czy umiesz wybudować piec, posadzić zioła, czy sama sobie wystarczasz….
Tyle drzwi trzeba zamknąć. Kilka innych otworzyć: ziemię kupić, załatwić wszystkie papiery, dom przysposobić do życia, znaleźć sposób, żeby na wsi z głodu nie uschnąć ...
Czy warto czekać do emerytury na spełnienie tych marzeń? Najpierw trzeba jednak na nią sobie zapracować….

Światem zaczęła rządzić jesień,
Topi go w żółci i czerwieni,
A ja tak pragnę czemu nie wiem,
Uciec pociągiem od jesieni.

Uciec pociągiem od przyjaciół,
Wrogów, rachunków, telefonów.
Nie trzeba długo się namyślać,
Wystarczy tylko wybiec z domu ... i.

Wsiąść do pociągu byle jakiego,
Nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet,
Ściskając w ręku kamyk zielony,
Patrzeć jak wszystko zostaje w tyle. 

W taką podróż chcę wyruszyć,
Gdy podły nastrój i pogoda
Zostawić łóżko, ciebie, szafę,
Niczego mi nie będzie szkoda.

Zegary staną niepotrzebne,
Pogubię wszystkie kalendarze.
W taką podróż chcę wyruszyć,
Tylko czy kiedyś się odważę?


I tak sobie myślę, że chyba już niedługo się odważę.... 

poniedziałek, 19 listopada 2018

Myśli w odcieniach szarości

SZARA GODZINA
Szare niebo za oknem.
Szare drzewa w sadzie.
Szary deszcz się na wszystkim
szarą mgiełką kładzie.
Szary piesek pod piecem
krótką pali fajkę
i szaremu kotkowi
prawi długą bajkę
o małej, szarej myszce,
która siedzi w norze
i wcale w ten dzień słotny
na dwór wyjść nie może.
Ewa Szelburg-Zarembina

anemiczny, apatyczny, banalny, bez polotu, bez wyrazu, bezbarwny, bezpłciowy, blady, byle jaki, cichy, ciemnawy, codzienny, czarno-biały, deszczowy, dżdżysty, gołębi, grafitowy, jeden z wielu, jednakowy, jednostajny, ledwie widoczny, lichy, maluczki, mało urozmaicony, mało wyrazisty, mało znaczący, mdły, melancholijny, mglisty, mgławy, miałki, mierny, mizerny, monotonny, mroczny, mysi, nachmurzony, nieatrakcyjny, nieciekawy, nieczysty, nieefektowny, nieinteresujący, niejasny, niemrawy, nienadzwyczajny, nieokreślony, niepozorny, nieskomplikowany, niespecjalny, nieszczególny, nieszczęśliwy, nieśmiały, nietreściwy, nietrudny, nieurozmaicony, nieważny, niewydarzony, niewymyślny, niewyraźny, niewyróżniający się, niewyszukany, niewyzywający, niezajmujący, niezdecydowany, niezłożony, niezmienny, nijaki, normalny, nudny, nużący, obojętny, ocieniony, ołowiany, osowiały, otępiały, papierowy, płytki, pobrudzony, pochmurny, pod zdechłym psem, podrzędny, pogrążony w mroku, ponury, popielaty, pospolity, pośledni, powalany, powierzchowny, powszechny, powszedni, powściągliwy, prosty, prozaiczny, przeciętny, przyciemniony, przygaszony, przygnębiony, przyziemny, pusty, rozmazany, rutynowy, siwy, skromny, smętny, smutny, , spłowiały, spospoliciały, spowszedniały, stalowy, stały, standardowy, statystyczny, stereotypowy, szablonowy, szeregowy, sztampowy, średni, tani, , tradycyjny, truistyczny, trywialny, tuzinkowy, typowy, ubogi, ubrudzony, umiarkowany, uśredniony, utarty, utytłany, uwalany, wyblakły, wypłowiały, wyświechtany, wytarty, zabrudzony, zachmurzony, zacieniony, zamazany, zamglony, zanieczyszczony, zaplamiony, zasmarowany, zasmucony, zbielały, zdawkowy, zgaszony, zgnębiony, zgrzebny, ziemisty, zmatowiały, zwyczajny, zwykły....

Jednym słowem SZARY czyli, barwa uzyskana przez połączenie bieli i czerni.
Szarość symbolizuje monotonię, pospolitość w przeciwieństwie do barwności, koloru, które kojarzone są z barwami czystymi. Dlatego potocznie szarość oznacza brak koloru, nijakość. Także niektórych ludzi nazywa się "szarą myszką".

Szara myszka
Jedna szara myszka mała
Drugiej w uszko wyszeptała:
Kolorową chcę być myszką,
Szary kolor to nie wszystko.
Szary ogon, szare uszka,
Szary puszek i poduszka,
Szary myszor i myszątka...
Strasznie szaro w naszych domkach.
Pójdę, bo poszukać muszę
Z kolorową farbą puszek.
Pomaluję sobie uszka,
Nosek, ogon i poduszkę.
A gdy świat się z kolorowi,
Wszyscy będą tęsknić znowu
Za najszarszą z szarych myszek
Co to o niej wiersz ten piszę.
Sylwek Szweda
Jaka jest "szara myszka"?
Nudna, niepozorna, bojaźliwa, często samotna. Niepotrafiąca i niechcąca wyrażać siebie i swoich życiowych przekonań.
Nie wyróżnia się, nie zabiera głosu (przecież i tak nikt by jej nie usłyszał), jest spokojna, zamknięta w sobie, środek sali, ulicy zdecydowanie nie jest dla niej. To ktoś niepewny siebie, ktoś kto nie zna własnej wartości i nie wierzy, że może kierować swoim życiem. Boi się tego, co ludzie powiedzą, pomyślą. Często ulega wpływom i choć ma własne zdanie, to nie ujawnia go z obawy przed reakcją innych.
Szarą myszą zostaje często osoba nietypowa lub po prostu niepopularna, która nie potrafi się przebić na tle znajomych ze swoimi zainteresowaniami, poglądami czy stylem bycia. Woli podporządkować się reszcie lub być zupełnie obok niej.
"Nie lubię się wyróżniać" - to jej motto i tym samym sposób na życie. Szara myszka woli nie zwracać swoją osobą uwagi, niepotrzebnego zamieszania.
Szara myszka stara się innym nie zaprzątać głowy, nawet jeśli ma problemy i naprawdę potrzebuje pomocy innych. Mało kto zwraca na nią uwagę, bo przecież jest jak powietrze. Nawet jak jest, to i tak jej nie ma. I co czasem bardzo niedobre – tak chce być traktowana. Bywa też tak, że w głębi duszy chciałaby zaistnieć w danym kręgu osób, ale niestety nieśmiałość czy inne powody im to uniemożliwiają. Czasem „szare myszki” same usuwają się na boczny tor, o którym każdy zapomniał i do którego nikt nie zagląda.
Dla mnie "szara myszka” to trochę denerwujące wyrażenie. Fakt, chociaż nikogo nie obraża, ale niesie w sobie coś nie do końca pozytywnego. Odbiera się owej osobie jakiegokolwiek „kolorytu”, tym samym czyniąc ją „niczym”.
A przecież tak nie jest. Wiem to dobrze. Sama przez całe życie jestem taką szarą myszką. Były jednak takie chwile, gdy starałam się je ubarwić, a raczej nie życie, tylko ubiór... W liceum nosiłam kolorowe słoneczno - landrynkowe swetry zrobione jeszcze przez moją Babcię. Na studiach do wszystkiego nosiłam czerwone dodatki: rękawiczki, czapki, torebki......
Jednak w środku cały czas dominował i dominuje kolor szary.
Czasem więc zadaję sobie pytanie : co ja tutaj robię?
Żyję przecież w XXI wieku, w dobie cyfryzacji, nowych technologii.... Świat to globalna wioska, gdzie skraca się dystans między ludźmi. Niestety wiąże się to również z wyścigiem szczurów, z samotnością, z walką o własne dobra, o siebie samego, o swoje poglądy. Czasem mi się wydaje, że nie mam predyspozycji do tego, aby sobie w tym świecie poradzić. Przecież z taką osobowością można się zagubić w takiej rzeczywistości.
Mały szary człowiek
taki szary jak poniedziałek po niedzieli
szary jak szara mysz na szarym polu
dowolnie sortowany magazynowany
i sprzedawany hurtownie oraz krążący
w obiegu detalicznie jako jeden z detali
detal właściwie zbędny o wiele bardziej
zbędny od cyfry pod która jest zapisany
zapłonął wielką miłością.
Elżbieta Wojnowska
Co jednak, jeżeli właśnie owa „szarość” jest sposobem na normalne życie i przezwyciężenie przeciwności losu?
Często szare myszki radzą sobie lepiej niż inni! Strategia „bycia szarą myszką” daje czasem przewagę i święty spokój. Nikt się jej nie obawia, nie czuje w niej konkurencji. jej nie dotyczy walka o stołki, wielkie podboje, ale i związane z tym wielkie upadki. Ona w tym czasie spokojnie może robić swoje.
Szare myszki swoim usposobieniem chronią siebie przed niepowodzeniami, bólem... „Szare myszki” swoim usposobieniem chronią same siebie przed złem, niepowodzeniami, wstydem, czy bólem. Maskują jak kameleon. Przystosowują do otoczenia, ale jednocześnie nie tracąc przy tym własnego ja.
Swoją wiedzę czy przemyślenia wolą zachować dla siebie.
Szara myszka także ubiór traktuje nieraz jako sprawę indywidualną, często w sprzeczności z panującą modą. . Bywa, że prezentuje wyjątkowo oryginalny styl czy sposób bycia.
Przypominają wszystkim „szczurom w wyścigu”, że czasami łatwiej być „szarym i zwyczajnym”, niż „szalonym i kolorowym”.
Czasem zaskakują, gdy zdejmują maski i ukazują prawdziwą naturę.
Przecież znamy tez powiedzenie "rządzić się jak szara gęś" lub " szarogęsić się ". Czyli rządzić się, nie licząc się z nikim ani z niczym, narzucać wszystkim swoją wolę, postępować samowolnie, komenderować kimś, nie oglądać się na innych, wprowadzać własne porządki, nie licząc się z innymi.
Jest też "szara eminencja" czyli ktoś, kto sprawuje realną władzę, pozostając w cieniu. Za Jerzym Bralczykiem można przytoczyć, że "Eminentia" to "dostojność", taki jest tytuł kardynała. Szarą eminencją nazywano kardynała Richelieu, a także jego zaufanego, kapucyna ojca Józefa. Nazywając tak kogoś, wskazujemy, że nie do końca spełnia on warunki szarości. Szara eminencja nie pozostaje w zupełnym cieniu.
Dlaczego jednak koniec jest szary? Mówi się, że ktoś siedzi na szarym końcu, albo przybiegł na metę na szarym końcu, czyli jest ostatni. Podczas uczt i biesiad, które polska szlachta uwielbiała, najdostojniejsi goście zajmowali najlepsze, pierwsze miejsca przy stole. Magnaci gustowali w pięknych szatach, szczególnie lubili te w kolorze karmazynowym. Barwnik do uzyskiwania takiego koloru był rzadki, drogi, więc na takie ubrania stać było tylko osoby bardzo zamożne. Im biedniejszy szlachcic, tym dalsze zajmował miejsce, a jego strój był bardziej szary. Na końcu stołu siadała drobna szlachta, zwana szarakami w przeciwieństwie do karmazynów. Na ucztach też stoły bogatych szlachciców przykrywane był białymi obrusami, gdyż były bardzo drogie, a miejsca końcowe - dla najbiedniejszych - zwykłym szarym płótnem. I tak koniec stołu rzeczywiście i dosłownie był bardziej szary niż jego środek
I jeszcze kolejna ciekawostka. W starożytnym teatrze rzymskim kolory symbolizowały funkcję aktora w przedstawieniu. I tak starcy ubierani byli na biało, czyli w kolor żałobny, młodzi mężczyźni – w purpurę, natomiast złodzieje i oszuści na szaro – stąd powiedzenie „zrobić kogoś na szaro”.
Zwłaszcza teraz kolor szary jest modny tej jesieni .Kolor szary rządzi na ulicach całego świata. Jest to jeden z ulubionych kolorów Diora. Kolor szary nie musi być monotonny i nudny. Jest kolorem ponadczasowym i świetnie sprawdza się w każdej sytuacji. Często szary mylnie jest określany jako kolor nijaki. Jest wiele odcieni szarości i dzięki odpowiedniemu połączeniu szarości możemy stworzyć bardzo wyrazistą stylizację.
Szary kolor opanowuje miasta i wioski. Nie boi się konkurencji. Ani kolorowych, ani błyszczących dodatków
A w Polsce jest szczególnie modny. Polska jest w czołówce państw z naszej części Europy, w których pracuje się bez umowy.
Czy zatem warto być modnym i zrobić się na szaro?
Szara godzina.
Jesienną porą, o szarej godzinie,
Nic tak nie lubię jak ogień w kominie.
Widok tych jego złocistych płomieni
Coraz to zmiennych światełek i cieni,
Kiedy na pokój padają wśród zmroku,
Pełen jest dla mnie dziwnego uroku...
I lubię śledzić iskierek tysiące,
I porównywać je z dolą mą własną,
Z snami co były jak one błyszczące,
A dziś, jak one, blednieją i gasną...
I tak mi wieczór jak chwilka przeminie,
Ot patrząc sobie na ogień w kominie.
A gdy już tylko na czarnem polanie,
Garstka popiołu lub węgli zostanie,
Nie wiem dlaczego, tlejące te szczątki,
Zdają się dla mnie być drogie pamiątki,
Niby odblaski wspomnienia lat dawnych,
Chwil często smutnych, czasami zabawnych...
A gdy tak siedzę, i tęsknię, i marzę,
Myślą wracając w rodzinne zacisze,
Widząc pomarłe od dawna już twarze,
Słuchając głosów, co już nie usłyszę,
Nieraz mi wolno po licu łza spłynie,
Ot, patrząc sobie na ogień w kominie...
Szembekowa

piątek, 9 listopada 2018

Już listopad

 Łzy jesiennego deszczu
Łzy jesiennego deszczu
smutno po szybie spływają
za kim tak bardzo tęsknią
po kim tak głośno łkają
Dlaczego ich łez strugi
szukają pocieszenia
gdzie znajdzie upust rozpacz
gdzie cel ich przeznaczenia
Już wiedzą że to ziemia
spragniona ich obecności
nasycić chce swe łono
marząc o ich bliskości 
Znalezione w Internecie
Takie ciepłe dni, całe w złocie lejącym się z nieba odchodzą. Czasami chciałabym dogonić króla Słońce i zagościć w jego pałacu. Pewnie teraz spotkałabym tam jego córki Wiosnę i Lato. Nie musiałabym więc marznąć i moknąć. Niestety nie dostałam zaproszenia i teraz musi mi wystarczyć listopadowa Pani Jesień. Zaczynam tęsknić za królewną Lalo i naszą wspólną krzątaniną w ogrodzie w towarzystwie króla Słońce. Tymczasem od dawna panuje już Jesień, która skraca dni,wydłuża noce.
Kto bowiem lubi listopadową królewnę Jesień? 
Przecież ona:

  • wywołuje tęsknotę, za czyś co nie wróci,
  • zrzuca ostatnie żółto-brązowe liście,
  • ubiera szaro-bury płaszcz i kalosze,
  • skraca dzień,
  • jest humorzasta lub ponura
  • bywa szara i chmurna,
  • jest pełna  lęków i niepokoju
  • zawodzi wędrując po polach,
  • płacze i jej łzy robią kałuże i plączą się po okularach,
  • przeszywa zimnem,
  • przywiewa wspomnienia
  • i wywraca parasolki,

Listopadowa królewna Jesień jest smutna, ale z drugiej strony bywa piękna, bo to także:

  • szeleszczące pod nogami liście,
  • pejzaże malowane ciepłymi barwami
  • kropie deszczu, rytmicznie stukające w parapet,
  • nostalgia pukająca do okien,
  • czas gorącej her­ba­ty,
  • jabłka, gruszki, orzechy smakujące fantastycznie
  • wieczory z książką i płonącą świecą, 
  • wygodny fotel i ciepły koc,
  • jesienne zamyślenie

Jesienny wiatr przywiewa wspomnienia, które krążą powoli, zbliżają się i wprawiają w nostalgię, kiedy się za nadto zbliżą. Ale także w tych dniach sami z własnej woli wspominamy. Listopad to dobry moment na zamyślenie, także nad własnym życiem, nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Jest to jednak przede wszystkim czas wspomnień o tych, co już odeszli, o tym co już nie wróci. Zwłaszcza, że w pierwszej połowie listopada odeszły bliskie mi sercu osoby. Dlatego teraz moje myśli uciekają w przeszłość. Niestety ten listopadowy nastrój ma na mnie duży wpływ. Trudno mi znowu twardo stanąć na ziemi.
Dla tych
którzy odeszli
w nieznany świat, 
płomień na wietrze
kołysze wiatr. 
Dla nich tyle kwiatów
pod cmentarnym murem
i niebo jesienne 
u góry.Dla nich 
harcerskie warty
i chorągiewek gromada, 
i dla nich ten dzień - 
pierwszy dzień
listopada. 
D. Gellnerowa
Listopadowy chłód wdziera się do domu i serca.
Za chwilę wiatr znowu dmuchnie i wszystko ze sobą zabierze. Chciałabym te wspomnienia ocalić od zapomnienia. 
Wszystko dookoła tak szybko biegnie, czas tak szybko ucieka.
W powietrzu unosi się wilgoć i zapach liści. Na szczęście królewna Jesień litościwie zostawiła jeszcze niektóre na drzewach, aby nagie gałęzie nie zasmucały swoim widokiem. 
Już wczoraj... Niebo było szaro-matowe. Król Słońce niestety znowu nie miał ochoty wędrówkę po niebie. Za to mgła unosiła się nad ziemią. Im bliżej południa, tym bardziej podnosiła się do góry , zmieniając się w pojedyncze smugi, które oplatały drzewa, latarnie...., aby w końcu dać się porwać wiatrowi i odpłynąć w dal. Tak, wiatr-włóczęga unosi wszystko na swoich barkach, zmieniając krajobraz dookoła. Ale Jesień, to czas zmian... Zmiana czasu, zmiana pogody, nieustanne przemijanie...
Jesienny wiatr
Wiatr jesienią ma robotę 
w nocy i za dnia. 
Ciągle strąca liście złote 
i przed siebie gna. 
I nasiona drzew bez liku 
nosi tu i tam. 
Kiedy spoczniesz już, wietrzyku? 
Powiedz, powiedz nam! 
Po zielonym wielkim lesie 
wiatr piosenki dzieci niesie. 
Aż się dziwią stare drzewa 
Kto was tak nauczył śpiewać?
Hanna Ożogowska
Przemija ciepła i złota Jesień. Opustoszały już sady, jeszcze niedawno pełne jabłek, śliwek i gruszek. Ale drzewom ulżyło, nie muszą już dźwigać ciężarów. Z utęsknieniem czekają na białą Zimę niosącą sen i odpoczynek, aby potem w pełni sił powitać kolorową Wiosnę i pracowite Lato. Ale do ich przyjścia jeszcze daleko. Na razie jest zapłakana Jesień. Na szczęście wieczorem światła lamp pokonują i ocieplają ten jesienny nastrój.
Ale dam radę…. Życie musi toczyć się dalej. 
Przecież kapryśna Jesień przeminie… I to wszystko, czego w niej nie lubimy także minie…
Jak wszystko…

poniedziałek, 29 października 2018

Prawie listopadowo


Czasem Dorośli od nas odchodzą daleko
I odtąd ich już nigdy nie spotkamy więcej.
Ich obraz trwa w lusterku twej łzy pod powieką.
Obejmują powietrze – wyciągnięte ręce.

Z każdym dniem zacierają się twarze w pamięci,
Głosy tych, co odeszli, są coraz to cichsze,

Jak liście, kiedy nagle wiatr nimi zakręci,

Tak oni odlatują od nas w Wielkim Wichrze.
Nagle widzisz, że nie ma tamtej ani w kiosku,
U której kupowałeś komiks z przygód Klossa.
Patrzą na ławki w parku – dochodzisz do wniosku,
Że znikła gdzieś staruszka głowa siwowłosa.
Pytasz o nich…
Na czole Dorosłych zaduma:

- Pani z kiosku umarła…
- Staruszek też umarł…
Co znaczy słowo umarł?
Czym jest śmierć?
Podróżą
Z biletem bezpowrotnym, który każdy ma raz…
Dorośli na ten temat nie chcą mówić dużo.
Śmieć to jest nieobecność
W wielu miejscach naraz.
Ryszard Marek Groński„Bardzo trudne pytania”
Nadchodzą dla wszystkich dni wspomnień, zadumy. Tyle kupimy kwiatów, zapalimy zniczy, tyle modlitw i myśli pofrunie w stronę nieba.
Wzeszłym roku pierwszy listopada był wyjątkowo słoneczny. Może i tym razem niebo nie będzie płakało nad unoszącymi się duszami i aniołami. A królewna Jesień specjalnie na ten dzień przystroi się w czerwono – brązową sukienkę poprzetykaną złotymi promykami słońca. Cały świat będzie płonął, nie tylko od zapalonych zniczy. 
Szczególnie wieczorem wszystko będzie migotać w zapadających ciemnościach nieskończonością jasnych płomyków, wyrazów pamięci o zmarłych, które żywi pozostawili po sobie. 
W zeszłym roku w czerwonych promieniach zachodzącego słońca, największego płonącego znicza, w stronę nieba unosiła się ognista łuna unosząc ze sobą smugi wspomnień. Cały świat płonął, nie tylko od barw malowanych przez jesienną królewnę. 
O zmierzchu było tutaj już cicho. 
Nagrobki, krzyże, pomniki w tym niesamowitym, stale zmieniającym się świetle rzucały na ścieżki długie cienie, po których bezszelestnie przemykali zamyśleni ludzie, aby za chwilę przysiąść obok grobu i zadumać się, pomodlić za tych, których już nie ma.  Zapewne podobnie jak ja, chcieli w ten szczególny dzień w roku z nimi jeszcze ten jeden raz porozmawiać. Czasem cicho szeptali między sobą, przywołując najbliższych, patrząc wyryty w kamieniu napis.  
Cicho spadają liście
kołysane listopadowym wiatrem
falują w przestworzach
karmione bladymi promykami słońca
razem z nimi

sfruwają na ziemię

niewypowiedziane słowa miłości

czyjś uścisk dłoni i spojrzenie oczu

zapomniane gesty

które ożywają mgiełką

na wilgotnych powiekach

chciałoby się kogoś objąć

i powiedzieć to samo raz jeszcze

ale krople deszczu

zagłuszają słowa

a może niebo zabiera je w przestworza..
. 
Basia Wójcik
A jak będzie za kilka dni?
W tym roku na początku października byłam w rodzinnych stronach mojej mamy. 
Odwiedziłam mały, ale jakże zadbany cmentarz. Niektóre, starsze groby były porośnięte cieniutką warstwą mchu, ale to tylko dodawało im uroku. 
Zachodzące nad jeziorem słońce przywołało jesienny zmrok, który rozświetlony blaskiem palących się zniczy, zacierał granice między światem tych, co odeszli i tych, którzy ciągle tu są i o nich pamiętają. Właśnie te tysiące migoczących płomyczków nie pozwala dotrzeć na czas nocy.
Smutek wypełnił moją duszę na wspomnienie bliskich, którzy odeszli, a przecież tak niedawno jeszcze byli wśród nas.
Przy grobie moich dziadków obudziło się moje sumienie. Zdałam sobie sprawę, że ostatni raz byłam tutaj dawno temu i trochę zrobiło mi się przykro. Przecież na mojej drodze pojawiły się przeszkody, które to uniemożliwiły. Przecież nie należę do osób, które tylko raz w roku spełniają ten obowiązek, sądząc, że tym sposobem będą miały spokój na cały rok?  Cmentarz zaliczony i teraz z czystym sumieniem usiąść z myślą, że spełniło się swój katolicki obowiązek...
A może rzeczywiście nie jestem inna od wszystkich? 
Czy zmarłym potrzebny jest ten jeden dzień w roku, gdy cmentarz płonie tysiącami zniczy, a groby uginają się pod ciężarem kwiatów? 
Czy nie wystarczy po prostu wspominanie i pamięć o bliskich, rozmowa o nich podczas rodzinnych spotkań, codzienna modlitwa….? Co tak naprawdę jest ważne? 
Idąc przez cmentarz mamy przecież świadomość, że pod każdym imieniem wypisanym na zimnych nagrobnych tablicach kryje się czyjeś życie. Jednak, czy o wszystkich się pamięta? Dużo jest grobów, na których nikt nie zapali lampki, nikt nie przyklęknie i nikt nie odmówi modlitwy….
W Zaduszki
Tu jest pamięć i tutaj świeczka. 
Tutaj napis i kwiat pozostanie. 
Ale zmarły gdzie indziej mieszka
na wieczne odpoczywanie. 

ale dla nich są wysokie, jasne światy. 

Zapal świeczkę.

Westchnij. 

Pacierz zmów. 

Odejdź pełen jasności skrzydlatej.
Joanna Kulmowa 

niedziela, 21 października 2018

Październikowo

Zanurzyłam się głęboko w jesieni —
w pustym parku zbudzonym nad ranem,
ułożyłam na żwirowej alei
z martwych liści Twoje imię kochane.

Już za chwile
wstanie słońce,
zliże z liści
na śniadanie
krople rosy
— brylantami się rozświecą.
Na dzień dobry
zgodnym chórem
zawtórują ptaki, które
nie zdążyły
i już nigdy nie odlecą.

Zanurzyłam się głęboko w jesieni,
brzoza płaczem zaniosła się niemym,
gdy radosna wkładałam na głowę
welon mgły, sięgający do ziemi.

Już niedługo
przyjdą śniegi,
świat okryją.
Białym pledem zaśnie słońce,
ptaki zaczną coraz ciszej...
Z okna znów
powieje chłodem,
mróz oddechem
pełnym lodu
Twoje imię
gdzieś na szybie wypisze.
W. Jarosz
Kończy się wyjątkowo ciepły październik w tym roku. Ciepło leniwego lata czasem jeszcze wisi w powietrzu, jednak zdecydowanie przegrywa walkę z chłodem poranka, który pojawia się znów wieczorem.
Dni płyną jeden za drugim niczym suche liście opadające z drzew.
Późny październik. Wiatr dyryguje symfonią wirujących liści złotych, czerwonych, pomarańczowych... Jedyna zieleń to potężne, silne drzewa iglaste. Niebo jeszcze zachowuje głęboki czysty błękit, ale niedługo pojawią się szarości.
Zastanawiam się dlaczego niektórzy nie lubią, a wręcz obawiają się nadejścia królewny Jesieni. Ja też mogę bez namysłu wymienić za co jej nie lubię, co mi się w niej nie podoba. Jesień to nie tylko piękna pogoda i ciepłe kolory. Istnieje przecież zupełnie inne jej oblicze. Jesień oznacza koniec lata, zbliżanie się chłodu i zimy. Królewna Jesień jednak powoli usypia przyrodę, powoduje obumieranie roślin, przygotowuje nas do pory zimowej. Potrafi być szara, mglista, mokra, wietrzna i zimna. Zdarzają się więc kilkudniowe opady siąpiącego deszczu, porywistego i zimnego wiatru. Marzną ręce, nogi przemakają, wiatr szarpie parasolki.... Jesienią jak deszcz pada, to nie wiadomo kiedy skończy. A ja tak nie lubię moknąć i marznąć. Moknąć wolę wiosną lub latem gdy deszcz jest ciepły i pachnący....
Królewna Jesień przynosi nam w darze coraz krótsze dni i dłuższe noce, brak światła, nagie drzewa... Czasem zastanawiam się dlaczego zrywa liscie z drzew, odstrasza ptaki....
Jesień silniej przypomina nam też o tych co już odeszli, zaprasza na cmentarze. A my to zaproszenie przyjmujemy. Dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki powodują, że chcąc nie chcąc praktycznie pod presją społeczną idziemy na cmentarz. Przynajmniej raz w roku sprzątamy, zbieramy suche liście, wymieniamy kwiaty, zapalamy nowe znicze... Czy gdyby nie te świąteczne dni, znaleźlibyśmy czas na taką wizytę? Przecież ci co odeszli są z nami cały czas. Jednak zapominamy o nich.
Cmentarze są jednak martwymi miastami. Nie poczęstują nas tutaj ciepłą herbatą, ale nie hałasują, nie śmiecą, nie kłócą się sąsiadami... Cóż tutaj przestaje być ważne kogo masz za sąsiada. Cmentarze ożywają zwłaszcza jesienią, gdy odwiedzają je tłumy ludzi, a migoczące płomienie świec nie pozwalają im zasnąć nawet w nocy. Można tu spotkać wspomnienia wielu ludzi. A ja lubię wspominać.

W alejach smutku, wśród zieleni
Kwiaty na grobach ktoś położył.
Znicze gdzieniegdzie jeszcze dymią,
Zmarli w pamięci żywych żyją.

Ktoś tam przechodzi, a ktoś przystaje,
Czasem w kondukcie ludzie idą.
Ciszę spłoszony ptak zakłóci
Bo dom tu ptaków a nie ludzi.

Aleją smutku, wspomnienia chodzą
Chodzą, przechodzą, błądzą czasem
Nikt ich nie straszy świata hałasem.
Dobre ze złymi przechodzą czasem.

I ciągle ludzie znicze stawiają
Lub siedzą cicho gdzieś na ławeczce
Ciszę im kasztan czasem zakłóci
Gdy wiatr go z drzewa na ziemię zrzuci.

W alejach smutku jesień już widać
Kwiaty na grobach więdną powoli
A znicz wygasły na straży stoi
Ciszy cmentarza, co smutek koi.
znalezione w Internecie

Miało być jednak o Jesieni.
To prawda można jej nie lubić. Ale czy zawsze?W długie wieczory lubię zawinąć się w ciepły koc i słuchać deszczu, spadających kropli, które sprawiają, że czas zwalnia. Do tego każdą książkę lepiej lepiej się czyta, słuchając akompaniamentu wiatru i deszczu za oknem.
Lubię zapach perfum Pani Jesieni. Jesienne powietrze jest chłodne i wilgotne, ale przynosi zapach dymu płonących ognisk, który zawsze przenosi mnie zawsze w inne czasy.
Jesienią najpiękniejsze są jednak kolory. Uwielbiam spacery jesienią. Świat pomalowany jest jest ciepłymi barwami. Najlepsze spacery są wtedy kiedy tym kolorom towarzyszy jesienne słońce i błękitne niebo. Słońce nie jest już tak gorące, ale jednak dodaje nam pozytywnej energii. Niestety zimno , wiatr i deszcz wygrywają.
Dlatego cieszę się, jak już włączą ogrzewanie. Wówczas, gdy dopadnie mnie zimna i mokra pogoda, gdy wiatr targa mi włosy to szczęśliwie otwieram drzwi mojego ciepłego i suchego mieszkania. I sobie tylko patrzę przez okno jak paskudnie jest na zewnątrz. Jesienią można docenić ciepło własnego domu, aromat gorącej herbaty i czegoś słodkiego...
Wówczas królewna Jesień może sobie rozpaczać za oknem.

Zanurzać zanurzać się
w ogrody rudej jesieni
i liście zrywać kolejno
jakby godziny istnienia

Chodzić od drzewa do drzewa
od bólu i znowu do bólu
cichutko krokiem cierpienia
by wiatru nie zbudzić ze snu

I liście zrywać bez żalu
z uśmiechem ciepłym i smutnym
a mały listek ostatni
zostawić komuś i umrzeć
Edward Stachura