Kiedy wracam do domu
po wielu dniach
drzewa na mojej ulicy
są ciężkie
od zieloności i snu
W pustym pokoju
tylko gliniany kogut
wita mnie
otwartymi skrzydłami
W niebieskich skrzynkach
kwiaty umierają z pragnienia
Podlewam je
brązowym dzbankiem
i nagle
wpada przez okno
jak z nieba
gałązka akacji
Uciszam klucze
dzwoniące na radosny Anioł Pański
i idę na palcach
otworzyć drzwi
Hillar Małgorzata
Jestem, wróciłam z mojej kolejnej podróży do Pragi. Nie spodziewałam się, że jeszcze w tym roku będę wędrować moimi ukochanymi uliczkami. Za Mariuszem Szczygłem mogę powtórzyć, że w Czechach mieszka moja dusza. To miejsce tak urokliwe i zachwycające, że przez chwilę nachodzi mnie myśl, że mogłabym tam zamieszkać. Nigdzie za granicą nie czuję się tak dobrze. Moim zdaniem jest to jedno z najwspanialszych miejsc stworzonych ręką człowieka.
Praga jest intrygującą, piękną, chociaż już leciwą kobietą, o której jednak wszyscy mówią z zachwytem. Niektórzy nawet z zazdrością. Ale żeby ją naprawdę poznać, trzeba się z nią spotkać osobiście, ale to i tak nie gwarantuje, że będziemy o niej wszystko wiedzieć. Jak każda kobieta ma swoje tajemnice, które odkrywa stopniowo. Ja byłam tam już po raz... No właśnie który? Szczerze mogę napisać, że nie wiem. Dawno temu straciłam już rachubę. I wiem, że chociaż znam ją tyle lat, to nie poznałam jej do końca i pewnie dlatego co roku staram się ja odwiedzać. I w tym roku zobaczyłam jej inną twarz. Po raz pierwszy byłam tam w Andrzejki i na początku adwentu.
Koniec listopada i początek grudnia nie wydawał się z początku ciekawym terminem.
Słyszałam, że Praga jest najpiękniejsza wiosną. Trudno temu zaprzeczyć. Można wówczas zwiedzić przepiękne, romantyczne zakątki, w których nie ma jeszcze turystów. Może więc następnym razem powinnam wybrać się tam o tej porze? Przecież takiej Pragi jeszcze nie znam.
Stolicę Czech warto odwiedzić latem, jednak ulice są wprawdzie pełne turystów, jednak wtajemniczeni znają zaciszne zaułki.
Natomiast jesień w Pradze kojarzy się z winem i winobraniem, chociaż może się to wydać dziwne. Jednak centrum miasta znajdują się winnice, z których rozciąga się piękny widok. Dla mnie jesienna Pani Praga ubrana jest w sukienkę z kolorowych liści, a na szyi ma korale z kasztanów zebranych na Wyszehradzie. I właśnie taką wczesnojesienną Pragę znam najlepiej, chociaż ta letnia także nie jest mi obca.
Ale tą późnojesienną poznałam w tym roku i jednak nie zawiodłam się. Panią Pragę można odkrywać nie tylko w utarty powszechnie sposób, a adwent jest ku temu dobrą okazją.
Późnojesienną Pragę ujrzałam ostatniego dnia listopada, czyli w Andrzejki.
Listopad w języku czeskim, podobnie jak w polskim, oznacza „miesiąc spadających liści“ – jest to czas obfitujący w mgły oraz deszcz. Pogoda nie sprzyja raczej wędrówkom po uliczkach, parkach...
Jednak jak się przekonałam towarzystwo listopadowo-grudniowej Pani Pragi, oświetlonej lampami gazowymi, sprzyja refleksji i zadumie.
Lampy gazowe, które oświetlały praskie uliczki zgasły w roku 1985. Nikt nie wierzył, że kiedyś ponownie zapłoną. Wszyscy przypuszczali, że elektryczne lampy na zawsze zastąpią gazowe oświetlenie. W Pradze jednak zagościł XXI wiek, który chociaż jest coraz nowocześniejszy, to przybyła z nim tęsknota za romantyczną poświatą lamp gazowych. Teraz Panią Pragę oświetlają coraz to nowe latarnie gazowe. Takie miękkie, ciepłe światło dodaje wieczornym wędrówkom w towarzystwie Pani Pragi szczególnej aury.
Podczas tych adwentowych spacerów nie udało się mi jednak zobaczyć wysokiej postaci w czarnym płaszczu i cylindrze na głowie, z długą bambusową tyczką w dłoni, a o której czytałam Chciałam spotkać mistrza lampiarzy, którzy w przedświątecznym czasie zapalają tradycyjne lampy. Może następnym razem?
Po takim wieczornym spacerze wąskimi uliczkami przyjemnie było usiąść w jednej z cichych i przytulnych restauracji.
praga o świcie pierwsi ludzie w łódkach
pod mostem wolno przepływają słysząc
jak w świeżym słońcu usypia astralny
orion z narosłą wewnątrz nocy ciszą
inicjacyjne dźwięki poprzez ranną
mgłę dosięgają na moście karola
kamiennych figur spoza filtrów zasłon
w otwartych oknach nad ludźmi w gondolach
wypływa brzękiem naczyń i zapachem
nasyca chłodne powietrze miesiąca
parzenie kawy mgła mija lecz od niej
trwalsze są dymy z kominów wiatr strąca
liście nad rzeką więc wszystko jest w ruchu
stopy na schodach zegary i woda
ożywa kamień na siatkach podsłuchów
tańczyć próbują czyjeś słowa
Wojciech Wencel
Następnego dnia nie miałam jednak problemu z rozpoczęciem dnia wcześnie rano. Świt to chyba jedyna pora, kiedy bez względu na porę roku Most Karola, można mieć wyłącznie dla siebie. Potem aż do późna spacerują tu tysiące turystów z całego świata.
Jednak późną jesienią wszystko dookoła otula jeszcze puchowa pierzynka utkana z mgły, która nie pozwala nawet dostrzec rzeźb na moście, zwłaszcza mojej ulubionej św. Jana Nepomucena, znajdującej się na środku mostu. Jednak za sprawą Wiatru, przyjaciela Pani Jesieni, powoli wyłaniają się postacie świętych, które pilnują drogi na zamek. Niestety świt blaknie, a Wiatr przy pomocy Króla Słońce zaczyna rozwiewać mgłę. Zamek na hradczańskim wzgórzu stopniowo zaczyna się wyłaniać i za chwilę zacznie jak każdego dnia górować nad miastem, przywołując kolejnych turystów, którzy zmierzają już ku niemu przez Most Karola. Ja jednak kończę tutaj wędrówkę, bo odkąd po raz pierwszy poznałam Panią Pragę, to wizyty na zamku nie zaczynam z dołu. Chociaż ten pierwszy raz zrobiłam ten błąd i miała na to wpływ nie tylko wspinaczka pod górę. Zdecydowanie wolę schodzić podziwiając piękne widoki w dole, a przede wszystkim moje ukochane czerwone dachy.
Ale dość, o mojej Pani Pradze mogłabym pisać w nieskończoność. W przyszłym roku na pewno pojawi się moje kolejne praskie opowieści.
Najważniejsze, że ta krótka zmiana miejsca wyciszyła i uspokoiła mnie na chwilę. Wróciłam pełna pięknych widoków, pogody ducha, spokoju....
Skończył się wyjazd, zaczyna się codzienne życie.
MIASTO
Ciemną nocą, po schodach uliczek,
Po gorących Mostu kamieniach,
Pełen piwa łeb niosę w chmurach
I gitarę i pustkę w kieszeniach...
Żegnam się z Miastem, które stało się moje,
Jego wieże, jego drogi - kroki moje.
Żegnam się z Miastem, jego Mostem, gdzie wieczorem
Spadały gwiazdy monet za muzykę.
Nazbierałem po całym Mieście
Sprawy ważne i te, nic nie warte:
Ot, w podeszwach dziury na wylot,
Bicie dzwonów, bramy otwarte...
Żegnam się z Miastem...
Gwiazdy w rzece- tu się zaczyna
I tu kończy opowieść moja.
Chciałbym dzisiaj, jak wtedy wieczorem
Siedzieć z Tobą na Moście Karola.
Żegnam się z Miastem...
KRZYSZTOF JURKIEWICZ




















