A przecie mi żal
o było - nie wróci i szaty rozdzierać, by próżno.
Cóż każda epoka ma własny porządek i ład ...
A przecież mi żal, że tu w drzwiach nie pojawi się Puszkin
tak chętnie bym dziś choć na kwadrans na koniak z nim wpadł.
Dziś już nie musimy piechotą się wlec na spotkanie
I tyle jest aut i rakiety unoszą nas w dal...
A przecież mi żal, że po Moskwie nie suną już sanie,
I nie ma już sań, i nie będzie już nigdy, a żal!
Przyjmuję pojętny mój wiek, mego stwórcę i mistrza,
Ten trzeźwy mój wiek, doświadczony mój wiek pragnę czcić...
A przecież mi żal, że jak dawniej śnią nam się bożyszcza
I jakoś tak jest, że gotowiśmy czołem im bić.
No cóż, nie na darmo zwycięstwem nasz wiek się uświetnił,
I wszystko już jest - cicha przystań, non-iron i wikt...
A przecież mi żal, że nad naszym zwycięstwem niejednym
Górują cokoły , na których nie stoi już nikt.
Co było nie wróci; wychodzę wieczorem na spacer
I nagle spojrzałem na Arbat i ach, co za gość! -
Rżą konie u sań, Aleksander Siergiejewicz przechadza się,
Ach, głowę bym dał, że już jutro wydarzy się coś!
Bułat Okudżawa
Ostatnio było mi smutno, pusto, nijako… Ot taka chandra powiedziałby każdy. Ale czy zwykła? Brakowało mi energii do działania, nie mogła znaleźć sobie miejsca, zajęcia, nic mi nie wychodziło. Byle słowo doprowadzało mnie do łez. Niestety panująca dookoła sytuacja tylko to pogłębiała i nic nie wskazywało na to, aby miało być lepiej. Myślę, że utknęłam w martwym punkcie i wszelkie próby zrobienia kroku naprzód kończyły się niepowodzeniem. Nie chciało mi się wierzyć (i nadal nie chce), że nagle stanie się cud i wszystko potoczy się zwariowanym, ale normalnym torem.
Wcześniej czasem też zdarzało mi się mieć pretensje do losu, o to, że urodziłam się o dobre kilka lat za późno. A może o całą epokę? Czy gdybym urodziła się w innych czasach to moje życie wyglądałoby inaczej, lepiej, łatwiej…?
Możliwe, ale z drugiej strony mogłabym trafić dużo gorzej.
Każdy pewnie powie, że nie ma co narzekać i w końcu wziąć się w garść. Nie można przecież tak zamartwiać się. Łatwo powiedzie patrząc na to co dzieje się dookoła.
Dopóki ziemia kręci się,
Dopóki jest tak, czy siak,
Panie, ofiaruj każdemu z nas,
Czego mu w życiu brak:
Mędrcowi darować głowę racz,
Tchórzowi dać konia chciej
Sypnij grosza szczęściarzom
I mnie w opiece swej miej
Sypnij grosza szczęściarzom
I mnie w opiece swej miej
Dopóki ziemia kręci się,
O panie, daj nam znak,
Władzy spragnionym uczyń,
By władza im poszła w smak
Hojnych puść między żebraków,
Niech się poczują lżej!
Daj kainowi skruchę,
I mnie w opiece swej miej
Daj kainowi skruchę,
I mnie w opiece swej miej
Ja wiem, że ty wszystko możesz,
Wierzę w twą moc i gest,
Jak wierzy żołnierz zabity,
Że w siódmym niebie jest
Jak zmysł każdy chłonie z wiarą
Twój ledwie słyszalny głos,
Jak wszyscy wierzymy w ciebie,
Nie wiedząc, co niesie los
Jak wszyscy wierzymy w ciebie,
Nie wiedząc, co niesie los
Bułat Okudżawa
W ostatnim tygodniu na parapecie mojego okna przysiadło kilka gołąbków pocztowych i wesoło zagruchało. Od razu zrobiło mi się lżej na sercu i w duszy. To dobrze, że ktoś tam w wirtualnym świecie jeszcze o mnie pamięta, myśli i przesyła ciepłe słowa. To poprawiło mój nastrój.
Pomogło mi nawet, jak zwróciłam się z prośbą do mojego Anioła Stróża.
Dość często odczuwam potrzebę modlitwy. Może to nie jest dobre słowo. Nie lubię bowiem tych oklepanych formułek, które wypowiadamy automatycznie, nie zwracając uwagi na ich sens i zazwyczaj odlatujemy myślami gdzieś indziej. Zresztą prawdę powiedziawszy nie zawsze ze wszystkimi słowami popularnych modlitw się zgadzam.
Zawsze podobała mi się pierwsza modlitwa Ani na Zielonym Wzgórzu. Może właśnie tak powinniśmy się zwracać do Czuwającego nad nami? Może powinna to być rozmowa, monolog, słowa płynące prosto z nas...
Najchętniej tak jak Ania poszłabym sama na migającą kolorami łąkę lub do dużego lasu, gdzie patrzyłabym na błyszczące pomiędzy gałęziami drzew błękitne niebo.
I co bym powiedziała?
Na pewno podziękowałabym za to co najważniejsze. Dopiero potem bym prosiła.
Proszę przyjdź, wskaż mi odpowiednią drogę, aby tak cały czas nie błądziła. Przyjdź i podaj mi rękę....Tylko Ty znasz me przeznaczenie, a ja "biedna zagubiona owieczka" błąkam się po świecie z garstką wspomnień i marzeń. Ale z Twoją pomocą odnajdę drogę, pozbędę się lęków, odnajdę siebie. Wiem że gdzieś na krańcu świata jest sens każdego z nas.
Piosenka o nadziei...
Wesołych trąbek słychać granie -
Natężam ucha, równam krok,
A słowa same, jak motyle,
Spływają z warg i lecą w mrok.
Któż nam gorącą piosenkę przysłał,
Choć ziąb i rzeką płynie kra ?
Nadziei amatorski zespół,
Co pod batutą serca gra!
W latach pożegnań, w ciężkiej dobie,
Żelazny deszcz tysiącem strug
Zacinał ostro w nasze twarze
I w karki bezlitośnie tłukł.
Kiedy ochrypną już dowódcy,
Kto u żołnierzy posłuch ma?
Nadziei amatorski zespół,
Co pod batutą serca gra!
Pogięte trąby i puzony,
Pękł doboszowi w bębnie szew,
Flecista drutem flet obwiązał,
Lecz każdy pręży się jak lew!
Łatany strój, instrument kiepski,
Lecz kto najwięcej zbiera braw?
Nadziei amatorski zespół,
Co pod batutą serca gra!
Bułat Okudżawa
Dlaczego?
Boję się tego słowa
wdziera się w moje serce
jak nieproszony gość
wykrada spokój i burzy porządek
złodziej myśli dobrych
wichrzyciel dotychczasowych nadziei
wlewa truciznę w dzban mojego serca
i podsuwa złe myśli
dlaczego tak?
dlaczego inaczej?
dlaczego źle?
ciągłe dlaczego
powracają z siłą intruza
która szarpie moją wiarę
wystawiając ją na nową próbę
nie spytam - dlaczego?
by nie zniszczyć resztek nadziei.
Basia Wójcik
Czasem los zsyła na nas jakieś trudne doświadczenie. Najlepiej wówczas to postarać się nie poddać i wykorzystać tą sytuację jak najlepiej. Jak jednak znaleźć dobrą stronę, gdy wali się świat? Gdy człowiek zostaje zdany tylko na siebie i swoje towarzystwo.
Najchętniej zawołałabym "dlaczego mnie to spotkało? To niesprawiedliwe".
Myśl, że w podobnej sytuacji jest wiele osób, że wszystko jest po coś, też nie pomaga.
Wiadomo jednak, że czasu się nie cofnie. Muszę nauczyć się czekać. Zrozumieć, że nie tylko mój świat wywrócił się do góry nogami. Trzeba umieć spojrzeć do przodu i spokojnie poczekać, aż życie znowu bezpiecznymi torami potoczy się do przodu.
Można oczywiście robić plany, co zrobię, gdy to nareszcie się skończy. Ale z drugiej strony przypominam sobie tak często powtarzane przez moją mamę słowa "Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość". Może więc nie planować. Co zatem robić?
Wszyscy mówią, że trzeba uśmiechać się, żartować... Ale jak to robić, gdy dookoła słyszę "Naprawdę musisz chodzić do pracy? Nie możesz pracować zdalnie? Naprawdę? Współczuję. Nie mogę wyobrazić sobie teraz wyjścia z domu". Tak, wszyscy krewni, znajomi siedzą w domu i nie muszą wychodzić z domu (o przepraszam... Marysiu podziwiam Cię i przytulam zdalnie, ale ciepło i serdecznie)
Z mojego kalendarza zniknęły też wszystkie zaplanowane ważne sprawy: okulistka, dentystka, fryzjerka.... Nie musiałam ich odwoływać. Same wyskoczyły z terminarza. Teraz wszystko przez telefon. Ale jak to zrobić w przypadku właśnie tych wyżej wymienionych?
Kalendarz na najbliższe tygodnie pusty. Wszystko przeniesione na później, ale czy na pewno? Czy jest mi lżej? Chyba nie. Wolałabym mieć zapełnione te dni. Chociaż z drugiej strony przecież wówczas narzekam, że nie nadążam. Jak zatem jest lepiej? Jakaś taka dziwna jestem. Trudno mnie zadowolić. I tak źle i tak niedobrze. Najważniejsze, to starać się nie poddawać i starać się nadążyć za rzeczywistością. Bo przecież życie toczy się dalej...
A życie toczy się dalej.
Nie czeka na płaczące serca,
Nie ogląda się za siebie.
Po prostu gna gdzie zapragnie.
Ucieka tak szybko
Nie stając na chwilę.
Nie myśli o zbłąkanych,
Nie daje wskazówek.
Życie odbiera znaki.
Zostawia bez pomocy.
Biegnie lekko
I nigdy się nie męczy.
Próbuję zwolnić,
Złapać oddech,
Lecz ono pcha mnie dalej.
Nie zważa na smutek,
Na ból i cierpienie.
Po prostu ciągnie mnie za sobą
Pozostawiając niezmywalne ślady.
Ślady krwi i łez...
Może kiedyś się zmęczy...
Wtedy to będzie koniec!
znalezione w Internecie
Może zająć się pisaniem, aby uspokoić myśli? Od dawna Jola (szkoda, że masz problem z dodawaniem komentarzy) namawia mnie na napisanie książki. Przecież pisanie jest dla mnie taką terapią. Zapomnieniem i oderwaniem od rzeczywistości. Ale żeby od razu książka? Czy te moje zielone, szumiące stronki nie wystarczą?
Książki jednak uwielbiam. Przecież wychowałam się w czasach, gdy czytanie było częścią życia, przyjemnością i wyzwaniem. Tak wyzwaniem. Może jest to niewyobrażalne dla dzisiejszego czytelnika, ale kiedyś książki kupowało się spod lady, gdy były doskonałym towarem wymiennym. Zdobycie kolejnego tomu było naprawdę dużym sukcesem i powodem do dumy.
Ale wracając do pisania. Oczywiście nade wszystko kocham zwykłe tradycyjne książki. Teraz jednak chyba lepiej i wygodniej jest pisać w sieci. No chyba, że znalazłaby się jakaś dobra dusza i całą tą książką się zajęła?
Ale czy nakład się rozejdzie? Bo kto mnie czyta? Niewiele osób. Cieszę się, jak jest kilkanaście komentarzy. Są strony dużo bardziej popularne. Szkoda więc chyba czasu, papieru, drzew.... Najlepsze książki już przecież napisano. I nimi teraz powinniśmy się bez obawy zarażać.
Książka
Książko, przyjaciółko wierna, miła
Tyś mnie wprowadziła w piękny świat bajkowy.
Wtedy poznałam Kopciuszka i Śnieżkę,
I krasnoludków wesołe rozmowy.
Dziewczynkę z zapałkami pana Andersena,
co marzła samotna w mroźny dzień zimowy
A gdy urosłam - przez morza i lądy
Tyś mnie prowadziła po szerokim świecie,
Przeżywałaś ze mną rozliczne przygody.
Pomnażałaś wiedzę, kraju urodę dałaś mi poznać
I miłość przyrody budziłaś we mnie.
Uczyłaś szanować wszystko co żyje.
A w ciemne wieczory, gdy cisza dokoła,
Na gwiazd miliony patrzyłam w zachwycie
Zadając pytanie - czy i tam są ludzie?
Czy jakieś inne istoty rozumne,
Prowadzą podobne do naszego życie.
Na wiele pytań dałaś mi odpowiedź,
I tyle podróży z tobą odbywałam.
Z tobą zwierzęta, ptaki i rośliny
I dalekie kraje poznawałam.
Choć już siwizna włosy przyprószyła.
Zawsze jesteś ze mną przyjaciółko miła.
Janina Gałczyńska
Chciałeś szumieć jak drzewo
gnać po niebie jak młody wiatr
dzisiaj nisko jest niebo
że aż trzeba się schylać
Chociaż runął ci świat
wiosna przyjdzie i tak
Jeśli zrobiłeś błąd
to cię młodość rozgrzeszy
jeśli przestałeś już wierzyć w to
Czas nas uczy nadziei
Chociaż runął ci świat
wiosna przyjdzie i tak
Choć runął nasz dotychczasowy świat, Pani Wiosna przyszła i pięknie rozkwita dookoła.
Mimo zamkniętych granic jak co roku przyleciały do nas ptaki.
W tym roku magnolie zakwitły wyjątkowo późno, zresztą jak wszystko dookoła, a ich bladoróżowe płatki spadały mi pod nogi z każdym podmuchem wiatru, kiedy szłam pustą ulicą do sklepu.
Wystarczyła ta odrobina wiosennego słońca, widok kwitnących żonkili i tulipanów, rozwijających się zielonych listków… To wszystko wystarczyło, aby na chwilę odpłynęły wszystkie smuteczki, abym mogła cieszyć się tym co dookoła. Mogłam uśmiechnąć się razem ze słonkiem... Mogłam przez chwilę cieszyć się dniem dzisiejszym i nie martwić tym co będzie... Przez chwilę poczułam się częścią tego piękna, które mnie otaczało.
Trawa wabiła mnie soczystą zielenią, chciałabym przysiąść na chwilkę, ale niestety... Nie przeszkadzałoby mi, że ziemia jest wilgotna, ale...
Ten kolorowy zapach Pani Wiosny, uświadamia mi, że jestem tylko małym punkcikiem tego co mnie otacza. Jestem zieloną gałązką, którą silniejszy wiatr może złamać. Jednak mimo tej kruchości nadal staram się być zielona, pełna wiary i nadziei.
Wiosna zazwyczaj kojarzy się z nadzieją, początkiem nowego życia. Wszystko budzi się z długiego snu i życie nabiera wówczas intensywniejszego koloru. Ciepło, słońce, zieleń...To pozwala patrzeć mi na świat z większym optymizmem. Wiosna zawsze mnie rozpromieni. W tym roku jednak sprawia, że najbardziej musi mi wystarczyć to moje zielone mieszkanie.
Małe mieszkanko
na Bożym Świecie,
zielony fotel, zielone drzwi,
za oknem słońce
wesoło świeci,
wieczorem księżyc wesoło lśni.
To zielone mieszkanie,
panowie i panie.
na starej fotografii śpi...
Drugie mieszkanie,
mieszkanie z miedzi,
miedziany fotel, miedziane drzwi,
za stołem żonka wesoło bredzi,
a jej kochanek wesoło drwi.
To miedziane mieszkanie,
panowie i panie,
ma zdartej fotografii śpi...
Trzecie mieszkanie,
mieszkanie czarne,
fotele czarne i czarne drzwi,
poranki parne i noce parne,
a dni już nie ma.
Bo po co dni?
To ostatnie mieszkanie,
panowie i panie,
najbardziej odpowiada mi...
Agnieszka Osiecka
Chyba podobnie jest u mnie. Staram się jednak walczyć z tym czarnym kolorem, który ostatnio najczęściej u mnie gości.
Przecież Pani Wiosna niesie ze sobą wszystko co najpiękniejsze, najbardziej kolorowe. A moje mieszkanie jest jasne i pełne zieleni. Tłumaczę sobie, że trzeba myśleć pozytywnie. Że wszystko, co najlepsze chociaż jeszcze się nie wydarzyło, to wkrótce jeszcze się wydarzy.
"Nadzieja jest rodzajem szczęścia i, być może, jedynym szczęściem, na jakie świat może sobie pozwolić."
Samuel Johnson
Jednak jak napisała Prowincjonalna Bibliotekarka, to nadzieja jest jak marchewka przed osiołkiem. Tak się idzie i idzie, a ona dynda przed nosem. A człek wpatrzony w marchewkę nic innego nie widzi. Nawet stosu marchewek po lewej stronie
Jednak Pan Czas nie przejmuje się tym , co dzieje się dookoła. Zatem życie, niezależnie od naszych dramatów, toczy się dalej. Bo toczyć się musi, niezależnie od tego, co się wydarzyło. Zawsze coś się kończy, coś zaczyna, chociaż trudno jest się nam z tym pogodzić.
W normalnym świecie nie można nacisnąć klawisza "nowa gra". (...) Rzeczywistość właśnie na tym polega, że nie można się cofnąć i zacząć grać od nowa.
Éric-Emmanuel Schmitt
Ja jednak chętnie nacisnęłabym taki klawisz
Rzeczywistość wymaga,
żeby i o tym powiedzieć:
życie toczy się dalej.
Robi to pod Kannami i pod Borodino
i na Kosowym Polu i w Guernice.
Jest stacja benzynowa
na małym palcu w Jerycho,
są świeżo malowane
pod Białą Górą ławeczki.
Kursują listy
z Pearl Harbour do Hastings,
przejeżdża wóz meblowy
pod okiem lwa z Cheronei,
a do rozkwitłych sadów w pobliżu Verdun
nadciąga tylko front atmosferyczny.
Tak wiele jest Wszystkiego,
że Nic jest całkiem nieźle zasłonięte.
Z jachtów pod Akcjum
dochodzi muzyka
i na pokładach w słońcu pary tańczą.
Tyle ciągle się dzieje,
że musi dziać się wszędzie.
Gdzie kamień na kamieniu,
tam wózek z lodami
oblężony przez dzieci.
Gdzie Hiroszima
tam znów Hiroszima
i wyrób wielu rzeczy
do codziennego użytku.
Nie bez powabów jest ten straszny świat,
nie bez poranków,
dla których warto się zbudzić.
Na polach Maciejowic
trawa jest zielona
a w trawie, jak to w trawie,
przezroczysta rosa.
Może nie miejsc innych jak pobojowiska,
te jeszcze pamiętane,
te już zapomniane,
lasy brzozowe i lasy cedrowe,
śniegi i piaski, tęczujące bagna
i jary czarnej klęski,
gdzie w nagłej potrzebie
kuca się dziś pod krzaczkiem.
Jaki stąd płynie morał - chyba żaden.
To, co naprawdę płynie, to krew szybko schnąca
i zawsze jakieś rzeki, jakieś chmury.
Na tragicznych przełęczach
wiatr zrywa z głów kapelusze
i nie ma na to rady -
śmieszy nas ten widok.
WISŁAWA SZYMBORSKA
W Wielki Czwartek
Śpimy jak zwykle w czwartkową noc
nieświadomi zbliżającej się chwili
nie podejrzewamy nawet
że ktoś może być sam
nie chce się nam czuwać
bo dobrze nam w swoim świecie
bezpieczni
że ktoś pokona za nas
dolinę ciemności
spokojni
że nie musimy podbiegać
z rozłożoną chustą poświęcenia
nie żądają od nas odwagi
więc zapominamy
że nasze miejsce jest pod Krzyżem
i przesypiamy kolejną
Noc Miłości.
dźwigasz Chryste
ogromny krzyż
cierpień świata.
za Tobą idą
chorzy smutni i opuszczeni
niewidzialna dobroć
pozwala im
przez łzy smutku
odnajdywać sens życia
daj nam młodym i zdrowym
radość
odnajdywania Ciebie
w sercu drugiego człowieka
spraw
by żaden krzyż
nie był zbyt ciężki
dla osłabionych ramion.
Dziś pod Krzyż przyszły
wszystkie smutki świata
cisną się w zapłakanych oczach
słabym głosem wyrywają ze zranionych serc
jadą na inwalidzkich wózkach
popychają krzywdę zdrady
rzucają niedawne oszczerstwa
przekrzykują zapach alkoholu
i rozpychają się gwałtem nienawiści...
A ramiona Krzyża
w delikatnym uścisku
przygarniają przyniesione kamienie i głazy
by przemienić je w diamenty
błyszczące w promieniach zachodzącego słońca.
Już cisza
i dzieją się pod Krzyżem rzeczy niepojęte
które rozumie się jedynie
u stóp Krzyża...
obrazy i wiersze Basia Wójcik
KONIEC ŚWIATA
Gdy już koniec świata,
gdy się wszystko wali,
gdy nie ma ratunku,
gdy gwiazdy spadają,
gdy musimy umrzeć
albo krzywdy znosić,
gdy prześladowania bez sensu spadają,
gdy wszystko się kończy. ...
"nawet włos z głowy nie może wam zginąć:"
- radosną tę prawdę.
aż nieprawdopodobną
z poczuciem humoru Chrystus nam przekazał.
Zechciejcie utrzymać
beztroskę i mądrość, i swobodę ducha ...
Pracujcie w spokoju.
chleb swój zgodnie jedzcie,
nie martwcie się zbytnio,
nie wpatrujcie w konflikt,
miłość zachowajcie.
Mimo końca świata
nie zgubcie fantazji ...
ks. Roman Indrzejczyk
Ostatnie wydarzenia wszystkim dają nam wiele do myślenia. Nikt z nas nie jest przygotowany na to, że nagle, niespodziewanie przychodzi jedna chwila, jedna wiadomość, która wszystko zmienia..... Nasze plany, zamiary pryskają niczym bańka mydlana. Cała nasza radość zostaje zgaszona.
Od kilkunastu dni mam wyłączoną możliwość cieszenia się moim Domem i ogrodem.
Smutek przysiadł obok mnie. Nawet nie starałam się z nim walczyć, tylko opadłam z sił. Teraz siedzę sobie w kąciku, a Smutek przytula się do mnie.
Nie wiem gdzie zapodziała się ta pełna zieleni i nostalgicznie szumiących myśli istota? Pojawił się Smutek, o którym już dawno chciałam zapomnieć.
Wokół Smutek. W jednej chwili rozsypało się to co wydawało się silne i miało jeszcze trwać.
Kolor szary i deszcz rozgościł się dookoła.
Od rana niebo za moim oknem płacze deszczem... A może to tylko w mojej wyobraźni? Krople stukają o parapet, spływają leniwie po szybach, starają się mnie uśpić, wyciszyć.
Zastanawiam się, czy cały świat zamilkł i zaczął się wsłuchiwać w tą muzykę za oknem, a po jego twarzy popłynęły łzy z początku pojedyncze, potem zaczęło ich przybywać, aż w końcu świat zaniósł się nieutulonym płaczem. Może już czas zatrzymać się i dokładnie obejrzeć się dookoła?
Kto nas przytuli i pocieszy? Kto pomoże znowu zebrać siły, aby ponownie zacząć "normalnie" żyć?
zza zamkniętych drzwi
tęsknię za Tobą
odkąd drzwi Twojego mieszkania
zamknęły się przed człowiekiem
który zapomniał o miłości
nie umiem przejść
przez zamknięte drzwi
więc zostawiam moje serce
po tamtej stronie
blisko Ciebie
byś mógł mnie przytulić
ilekroć tego zapragnę.
Basia Wójcik
Ale przecież życie będzie toczyć się dalej wraz obracającym się kołem czasu. Kończy się jeden cykl i zaraz zaczyna się drugi. Czas biegnie nieprzerwanie, raz wolniej, potem znowu szybciej. Podobnie jak kot najpierw przeciąga się po przebudzeniu, potem znowu zwija się w kłębuszek i wszystko spowalnia, aby znowu rozpocząć wszystko od początku. Czas nigdy nie płynie prosto do przodu. Zatacza koło. Wszystko co kiedyś się zaczęło musi się skończyć, To co się kiedyś wydarzyło, znowu kiedyś się wydarzy.
Tak, życie musi dalej toczyć się własnym torem.
Może za chwilę znowu będę się cieszyć drobnostkami, nadal będę podążać drogą mojego życia, czując pod stopami ziemię. Już niedługo będę zwracać uwagę, że świeci słońce, niebo się rozjaśnia, a dookoła panuje Wiosna.
Powróci energia i chęć do życia. Znowu będę chciała coś zrobić, coś zmienić.
Przecież rozkwitająca dookoła natura niezmiennie budzi w nas ogromny apetyt na życie i zapał na zmiany.
Wiosna otula nas płaszczem kwiatów - niech trwa jak najdłużej... Także w naszej duszy.
Pieśń nadziei
Rozpięty między niebem
i łanem pól
poczerniały od wichrów i burz
spoglądasz w dal cierpliwie
wiejską drogą
idzie człowiek Twoja tęsknota.
już serce bije niepokojem
już podnosisz zmęczony wzrok
jest tak blisko
na wyciągnięcie przybitej dłoni
odszedł
sam
kamienistą drogą
gwoździe znów kaleczą
święty krzyż
tylko skowronek
śpiewa pieśń nadziei.
Basia Wójcik
Cóż jest życie?
Życie to przemiana materii (...)
to ścigłe i niepochwytne zwierzę. (...)
Mijanie to mijanie się ze światłem,
to mijanie się z człowiekiem.
Mijanie to żal prędki.
Julian Przyboś
I tak jest ze mną. Przeglądałam ostatnio album ze zdjęciami. To przypomniało mi o upływie czasu i o tym, że Kajtek i Kuba nie są już dziećmi. Ze względu na to, co dzieje się dookoła dawno ich nie widziałam. Czy zobaczę ich w święta?
Na samą myśl o tym poczułam ukłucie w sercu, ciężar na duszy. Zamknęłam oczy i wróciłam do rozmowy z Kajtkiem sprzed kilku lat.
- Ciociu, jestem już prawie dorosły – powiedział Kajtek
– Jaki dorosły? – zdziwiłam się
– Przecież jestem już nastolatkiem. Nie jestem już dzieckiem - odparł i wyszedł z pokoju, a ja poczułam się taka stara.
Dotychczas uważałam się za osobę w średnim wieku, chociaż z duszą i sercem znacznie młodszym Nie zwracałam uwagi na kolejne lata, które nieubłaganie lądowały na moich plecach i lekko srebrzyły pojedyncze włosy.
Wówczas podobnie jak dzisiaj usiadłam w fotelu i zaczęłam przeglądać jeszcze nie tak stare zdjęcia. Był tam mały Kajtek w stroju karnawałowym. Łezka zakręciła się mi w oku. To ujęcie najlepiej pokazuje, jak jest podobny do swojej babci. Dalej Kajtek otoczony misiami i wszystkimi pluszakami. I to, gdy przytulają się z Kubą do swojego taty... Kiedy to było?
Jak to się stało, że tak szybko dorośli? Przecież nie tak dawno woziłam ich w wózeczku, czytałem bajki, razem budowaliśmy konstrukcje z klocków, graliśmy w piłkę…Teraz jest jeszcze drobny, delikatny. Jednak niedługo pewnie będzie wyższy ode mnie, a jak kopie piłkę, to lepiej uciekać z bramki.
Chciałabym im pokazać miejsca, w których jako dziecko byłam szczęśliwa. Chcę aby każdy z nich był dobrym człowiekiem. Ufnym i uczciwym, ale nie dającym się wykorzystać. Dobrym, ale nie litościwym. Samodzielnym, ale nie samolubnym. Kochającym życie, a nie zakochanym w sobie. Dzielącym się z innymi, a nie egoistą. Otwartym na świat i jego zmienność, a nie przywiązanym do utartych ścieżek.
Tak, za chwilę Kajtek będzie dorosły. Powoli zaczyna się przekonywać, że świat nie jest tylko czarny i biały. Chociaż z trudem przyjął do wiadomości, że są jeszcze różne odcienie szarości.
Kubuś jest jeszcze nastolatkiem, który jednak też za jakiś czas wydorośleje. Już jako kilkulatek na pytanie kim będzie odpowiadał - mężczyzną.
Cieszę się jednak, że mamy dobry kontakt ze sobą, wspólne zainteresowania, tematy do rozmów... Jednak te dawne czasy minęły i już nie wrócą.
Jak mi ręce urosną,
jak mi nogi urosną,
jak już będę dorosła
i wysoka jak sosna,
to zostanę, zostanę, zostanę...
no, kim?
To na pewno zostanę lekarzem!
Przyjdę w białym fartuchu,
mamie zajrzę do ucha,
tatę klepnę po brzuchu,
powiem: ,,Trzyma j się, zuchu!",
i zapiszę, zapiszę, zapiszę...
no, co?
I zapiszę paskudne lekarstwo!
Co mi płacze i krzyki!
Będę robić zastrzyki!
Będę strasznie się trudzić!
A jak już mi się znudzi,
to zostanę, zostanę, zostanę... no, kim?
To zostanę okrutnym piratem!
Nie posłucham się taty.
Będę strzelać z armaty,będę w worku pękatym
przechowywać dukaty,
będę straszną mieć brodę i pistolet... i co?
I piracką przepaskę na oku!
Co mi wiatry i burze!
Mogę trwać jak najdłużej!
Niechaj żyją podróże!
A jak nimi się znużę,
to pojadę, pojadę, pojadę... no, gdzie?
To pojadę z powrotem do mamy!
Danuta Wawilow
Czas dzieciństwa… Dlaczego dzieci tak bardzo chcą być dorosłe. Każde dziecko co chwila ma inny pomysł na swoją przyszłość, ale jedno jest niezmienne – chce być już duże.
Dzieci nie zdają sobie sprawy jak bardzo szczęśliwym i beztroskim okresem jest dzieciństwo. Szkołę i naukę wspomina się później z sentymentem, a będąc dzieckiem tak nie chce się do niej chodzić i wydaje się, że jak będziemy dorośli, to będzie lepiej.
Czy nikt z nas nie pomyślał "chciałbym znowu być dzieckiem".
Cóż, człowiek tęskni do tego czego nie ma i nie docenia tego co ma. Jak trudno jest nas zadowolić.
Tadeusz Różewicz powiedział, a może napisał: "Dzieciństwo jest jak zatarte oblicze na złotej monecie, która dźwięczy czysto". Dzieciństwa się nie zapomina. W dzieciństwie przeżyliśmy najwięcej przygód. Dzieciństwo to ciągłe odkrywanie świata.
Nam dorosłym czas dzieciństwa najczęściej kojarzy się ze szczęściem, beztroską, wspólnymi zabawami z rówieśnikami, z brakiem problemów, poczuciem bezpieczeństwa, ciepłem rodzinnym.
Ale przecież tak naprawdę się nie zmieniamy. Jesteśmy dziećmi, które nagle musiały same radzić sobie w życiu. Jednak tęsknimy za tymi latami, za graniem w piłkę, przechodzeniem przez płoty, graniem w kapsle. Tęsknimy za dzieciństwem, chociaż tak w głębi serca wiemy, ze nie było ono takie beztroskie, bez lęków...
Każdy z nas prędzej, czy później odczuje upływu czasu. Dzieje się to zazwyczaj, gdy dzieci zaczynają dorastać.
Upływ czasu, przemijanie.... Czasem żałuję minionych lat, dni, chwil.... Staram się o tym nie myśleć, ale...
Nie mogę wyrwać się z objęć przeszłości, chociaż staram się, aby każda chwila była wypełniona po brzegi. Chociaż staram się być zajęta, to i tak mgiełka nostalgii otula mnie niczym szal.
Do młodych
Stoję obok was
z bagażem życiowych doświadczeń
niby z przepustka na dalsze życie
dźwigam zeszyty
w których mnóstwo zadań czeka na rozwiązania
niosę też uśmiech
zatrzymany przed dwudziestu pięciu laty
by go postawić obok waszej radości
która iskierkami przebija się
przez zatroskanie dorosłych
myślących że wszystko za nami
wracam do was by napatrzeć się szczęściu
któremu na imię młodość
i odetchnąć radością
dla której ćwierć wieku
jest tylko chwilą istnienia
jak dobrze że
miłość jest wiecznie młoda.
Basia Wójcik
Brzoza
Zapatrzonej w chmur szkarłaty
smukłej brzozie wśród brzeziny
śnią się zwiewne, barwne szaty
zamiast strzępów pajęczyny.
Snem nasiąka kropla rosy,
chrzęści baśnią kruchy chrust.
Zamiast liści – lniane włosy,
zamiast kory – czerwień ust.
Tak niewiele chce od bytu !
Rozlistwione w zmrok i w las
smutne drzewo czeka świtu.
Ach, jak wolno płynie czas !
Gdy godziny mroczne miną,
cud się zdarzy w biały dzień
i obudzi się – dziewczyną !
Ach, jak ciąży obcy pień !
Zapatrzonej w chmur szkarłaty
smukłej brzozie wśród brzeziny
śnią się zwiewne, barwne szaty
zamiast strzępów pajęczyny.
Ty, spętany jarzmem zdarzeń,
ślepy od swych własnych złud,
nie zrozumiesz takich marzeń,
nie uwierzysz w taki cud.
Mirosław Ostrycharz
W najbliższych dniach będziemy tęsknić do spacerów po parku, lesie. Nie dane nam będzie przytulić się do drzewa.
O drzewach można pisać w nieskończoność.
Dwa lata temu rozpoczęłam cykl o drzewach.
Ostatnio snułam opowieść o dębie. Dziś bohaterką będzie brzoza.
Brzoza znana była już w starożytności.
W wierzeniach plemion germańskich, słowiańskich i nadbałtyckich brzoza uważana była za drzewo święte, symbolizowała czystość.
W starożytnym Rzymie używano jej gałązek w obrzędach związanych z obchodami świąt noworocznych, które rozpoczynały się 1 marca, a sławne rózgi liktorskie, symbol władzy najwyższych urzędników, to po prostu gałązki brzozowe owinięte rzemieniami.
Lecznicze właściwości brzozy znano już w średniowieczu, opisywali je wielcy znawcy zielarstwa tamtych czasów: św. Hildegarda z Bingen, Konrad de Megenburg i Mathiolus.
Brzoza
– drzewo święte
Stoi…
nad całą leśną gromadą wzniesiona
wysmukłością kibici i barwy powabem:
Brzoza biała ...
Tak niezwykłą urodę tego drzewa opisał Adam Mickiewicz w księdze III poematu „Pan Tadeusz”. .
Była też symbolem wiosny i odradzania się życia. Tę symbolikę przejęło chrześcijaństwo, stąd zwyczaj zdobienia jej gałązkami ołtarzy na Boże Ciało i na Zielone Świątki.
Słowianie uważali brzozę za zwiastunkę wiosny i symbol wieczności. Tradycja ludowa przypisywała brzozie magiczną moc. Uważano, że jest ona skutecznym środkiem chroniącym zabudowania i ludzi. Jej gałązkami przystrajano domy, zagrody, zatykano je na polach, by chroniły przed złem. Wierzono, że takie właściwości mają również przedmioty wykonane z brzozy. Miotła wykonana zrobiona z jej gałęzi spełniała nie tylko funkcje użytkową, lecz postawiona przed domem, miął zabezpieczać wejście przed demonami i złodziejami.
Ludowa legenda opowiada, że kiedy Święta Rodzina uciekała do Egiptu przed prześladowaniem Heroda, brzoza otuliła swoimi gałązkami uciekinierów, chroniąc ich od deszczu.
W nagrodę Stwórca dał jej delikatną, wdzięczną postać i sprawił, że w drzewo to nigdy nie uderza piorun.
Brzozę uważano za roślinę leczniczą, Cenionym napojem wzmacniającym i czyszczącym krew była "oskoła", czyli sok brzozowy, używany też przy chorobach płucnych i na porost włosów. Sok taki nazywano również "brzozownikiem" i uważano za "napój boski", służący do utrzymania siły, piękność i jędrności ciała. Zbierano go z drzew starych, co najmniej dziesięcioletnich, spuszczając go wyłącznie od strony południowej pnia. Zabiegu tego dokonywano tylko na drzewach przeznaczonych do wyrębu, w ściśle ustalony sposób, zabezpieczając jednocześnie drzewo przed uschnięciem. Sok taki zalecany był szczególnie na złą przemianę materii. Z kory brzozowej wycinano wkładki do butów, jako "skutecznie wstrzymujące poty nóg i prędko od wyczerpania uwalniające".
Brzoza znana była i ceniona od najdawniejszych czasów, nie tylko z powodu swego piękna.
Brzoza to typowe drzewo Północy, ale występuje także na południu Europy.
Obecnie w lecznictwie stosowany jest surowiec pozyskiwany z dwóch gatunków: brzozy brodawkowatej i brzozy omszonej – z rodziny brzozowatych. W Polsce rośnie 12 gatunków z tej rodziny, należących do 4 rodzajów. Rodzaj Betula liczy około 120 gatunków, w polskim środowisku naturalnym występuje
Brzoza
Brzoza nad wodą stała,
młoda, szumna i piękna
brzoza w wodę spojrzała,
i nagle - drżąca, wylękła -
chciała uciekać! uciekać!
z rozwianym, zielonym warkoczem,
i nie mogła. I zapłakała.
I nie wiedziała po czem.
Podszedłem do brzozy z nożem
i zatopiłem ostrze
w białej brzozowej korze,
chciwie wypiłem z rany
sok młody - krew brzozową,
i upadłem. I sen mnie zmorzył.
A brzoza szumiała nad głową.
Śniłem o tym, com stracił,
i o tym, do czego tęsknię,
a wtedy - o, brzozo! brzozo!
- tyś zaszumiała najpiękniej...
Obudziłem się z nożem w ręku,
świadomy krzywdy okrutnej.
W niebie mogło być jeszcze błękitniej,
ale nie mogło być smutniej.
Władysław Broniewski
Brzoza gryżyńska
W bliskości rzeki Obry leży wieś Gryżyna; o kilka staj za nią stoi kościół Św. Marcina zupełnie zrujnowany, a przy nim wznosi się niezmiernej wielkości brzoza.
Przed wielu laty zmarło tu dziecię i pochowano je na cmentarzu pod kościołem, aż pewnego dnia grabarz, co grób kopał, przybiegł do plebana dając mu znać, że to dziecię, co przed tygodniem zmarło, wciąż rączkę białą wysuwa spod mogiłki. Pleban wziął natychmiast krzyż i stulę i pobiegł zażegnać to dziwo, ale co ziemi przyrzucał, co się namodlił, nic nie pomogło, zawsze na wierzch wychodziła rączka. Nie wiedząc innej rady, kazał w dzwony uderzyć, aby się gromada zbiegła; a gdy go otoczyła kołem, odezwał się do matki zmarłego dziecięcia, aby wyjawiła tajemnicę, bo musi być tajemnica, dla której to niebożątko nie ma spokoju w grobie. Na to wezwanie matka zanosząc się od płaczu zeznała, iż jedynego synaczka psuła swymi pieszczotami, za co jej źle odpłacił, bo raz w gniewie odważył się ją uderzyć.
— Bierz więc tę rózgę — rzekł pleban — i bij rękę syna, która domaga się spełnienia ziemskiej kary.
Posłuszna rozkazowi uderzyła różdżką po rączce i oto natychmiast schowała się pod ziemię. Na tę pamiątkę ksiądz pleban zatknął ową różdżkę na grobie i wyrosła z niej ogromna brzoza, którą pokazują na przestrogę niedobrej dziatwie.
Symbolem Rosji biała brzózka jest od wieków. Nie można wyobrazić sobie rosyjskiego pola bez smukłej samotnej brzozy, albo nawet gęstego gaju. Nie można wyobrazić sobie bez brzozowych witek także rosyjskiej bani. Co więcej - bez niej nie można wyobrazić sobie Rosji.
Według lingwistów słowo brzoza (береза) pochodzi od czasownika беречь, czyli chronić. Wynika to z tego, że Słowianie uważali brzozę za dar Bogów, który chroni człowieka. Według innej wersji nazwa brzozy powstała od słowa "берегиня", czyli od imienia słowiańskiej bogini, uważanej za matkę wszystkich dobrych duchów i sił oraz symbol płodności. Dlatego też sama brzoza stałą się później symbolem dziewiczego piękna oraz kobiecości.
W słowiańskim kalendarzu ludowym brzoza zajmowała najbardziej honorowe miejsce. W owych czasach rok rozpoczynał się nie 1 stycznia, a 1 marca, i ten właśnie wiosenny miesiąc nazywał się berezeń (березень). Zresztą do dziś w języku ukraińskim marzec to właśnie березень. Brzoza pojawia się w także starosłowiańskim określeniu kwietnia - berezozoł (березозол). Słowo to jest połączeniem wyrazów береза i зол, czyli zielenieć. Dosłownie berezozoł oznacza zieleń brzozy, a więc był to miesiąc, w którym brzoza się zieleni.
W dawnych pogańskich obrzędach brzoza była "drzewem majowym" - świąteczną rośliną, ściśle związaną z Zielonymi Świątkami. Na to wiosenne święto, poświęcone urodzajowi, brzozę dekorowano różnobarwnymi wstążkami i tańczono wokół niej w korowodach. Dziś ten obyczaj zaadaptował się w kulturze prawosławnej jako święto Trójcy, które obchodzone jest 50 dni po Wielkanocy. Na Trójcę do dziś domy dekoruje się gałązkami brzozy. Pęczki brzozowych witek święci się w cerkwi i pozostawia w domu do kolejnego święta. We wschodniosłowiańskiej mitologii brzoza była uznawana za drzewo święte, zwłaszcza podczas wiosennego święta Siemik (Семик), które później, jak już było wspomniane, zlało się z Zielonymi Świątkami, czyli świętem Trójcy. W czasach pogańskich podczas obchodów święta do wsi wnoszono rozkwitające drzewo, a dziewczęta zaplatały wianki z jego gałązek, aby przypodobać się przepowiadającym przyszłość rusałkom, które huśtały się na gałęziach.
Wieczorem wianki wrzucano do rzeki – wianek, który dopływał do drugiego brzegu oznaczał rychłe zamążpójście. Jeśli zatonął, przepowiadał właścicielce śmierć. Po święcie zdejmowano dekoracje z brzóz, przygotowywano kukłę symbolizującą rusałkę i obnoszono ją po całej wsi, a następnie niszczono i palono w lesie.
Według Słowian to właśnie brzoza jest Drzewem Świata. Wśród fal morza-oceanu leży rajska wyspa Bieriezań (Березань), na której rośnie słoneczna brzoza - w dół gałęziami, w górę korzeniami. Brzoza w roli Kosmicznego Drzewa występuje również u szamanów syberyjskich. Jest świętym drzewem górnych bóstw-demiurgów wielu narodów syberyjskich, m. in. u Udmurtów i Mansów.
W azjatyckiej części Rosji kult brzozy jest szeroko rozpowszechniony. Ludzie wierzyli, że w tym świętym drzewie drzemie dobry duch - patron danego terytorium i miejscowej ludności. Jakuci wybierali na miejsce kultu potężną starą brzozę, stojącą samotnie na skraju lasu lub na kurhanie. Zwracali się do niej z prośbami, ozdabiali ją barwnymi wstążeczkami i strzegli świętej brzozy jak oka w głowie. Nikomu nawet do głowy nie przychodziło skrzywdzić drzewo. Każdy wiedział i wierzył, że łamiąc jej gałąź, ściągnie się śmierć na członka rodziny, a ścięcie drzewa miało powodować śmierć całego rodu winowajcy.
Dawni wschodni i zachodni Słowianie wierzyli, że sadząc brzózkę pod oknem odstraszy się złe duchy i ochroni przed uderzeniem pioruna, a także przyniesie szczęście nowo narodzonemu dziecku. Jako ślad kultu brzozy można odczytywać również dawne słowiańskie imię Bierioza (Береза). W II poł. XIX wieku na korze brzozowej pisano prośby do leśnych duchów i przybijano do drzew.
Co ciekawe, według niektórych wierzeń słowiańskich brzoza mogła być nośnikiem i złych mocy. Zabobonów dotyczących brzozy jest wiele. Niegdyś wierzono, że paląc w piecu tylko brzozowym drewnem, ściągnie się do domu pluskwy i złe duchy, a jeśli rodzina posadzi brzozę koło domu, to małżeństwo się rozpadnie. Z kolei Białorusini wierzyli, że w smutnej brzozie, której gałęzie zwisały aż do ziemi, kryje dusza tragicznie zmarłej niewinnej dziewczyny.
Brzoza jest obecnie jednym z ważniejszych Rosji. Trudno wyobrazić sobie szerokie rosyjskie przestrzenie bez białej brzózki. To piękne drzewo ma też swoje miejsce w twórczości wybitnych rosyjskich artystów - malowano je na obrazach, pisano o nim wiersze i śpiewano piosenki. Biała brzózka - to poetycki żeński symbol, liryczny obraz wiosny, światła i dziewiczej czystości u Słowian, Na Rusi zawsze kojarzona była ze skromną piękna dziewczyną, i samą Rosję, pełną brzozowych zagajników, wielki piewca piękna przyrody Siergiej Jesienin nazywał "krainą brzozowych perkali".
Opowieść o brzozie
Mała brzózka rosła na podlaskim polu,
gdzie ziemia jałowa i wody niewiele,
zmagając się z wiatrem, kaprysem przyrody,
mimo przeciwności puściła korzenie.
Ludzie się dziwili, jak pieknie wyrosła,
zielone listeczki tańczyły na wietrze.
Zatańcz walca z wiatrem - doradziła sosna;
pomyślała wtedy, że zatańczy pięknie.
Lecz niesforny wicher szarpał drzewko młode,
powalił na ziemię, połamał gałęzie
nie bacząc na piękno i jego urodę
zostawił na polu obdarte i gołe.
Ktoś przesadził drzewo na nieznanej ziemi,
daleko od wspomnień o diabelskim wietrze,
gdzie zdawać się mogło, że słońce zaświeci,
ogrzeje listeczki, zagubione w świecie.
Trudno jest na nowo wypuścić korzenie
z daleka od ziemi, na ktorej wyrosła.
Ciągle drżała z zimna, choć świeciło slońce,
z żalu za Podlasiem smutno było brzozie.
Lecz po wielu latach ciepły wietrzyk przywiał,
zaszeleścił z cicha, pieszcząc liście drzewa.
Już złote - jesienne na nowo ożywił
i hymn o miłości przepięknie zaśpiewał.
znalezione w Internecie