Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania woda, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania woda, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 lipca 2023

W oczekiwaniu na deszcz

Opowieść napisana jeszcze w czerwcu, przed niespodziewaną przerwą. Nie zdążyłam jej opublikować. Ale nadal jest bardzo aktualna.

Woda
Kropla deszczu mi spadła na rękę,
utoczona z Gangesu i Nilu,
z wniebowziętego szronu na wąsikach foki,
z wody rozbitych dzbanów w miastach Ys i Tyr.
Na moim wskazującym palcu
Morze Kaspijskie jest morzem otwartym
a Pacyfik potulnie wpływa do Rudawy
tej samej, co fruwała chmurką nad Paryżem
w roku siedemset sześćdziesiątym czwartym
siódmego maja o trzeciej nad ranem.
Nie starczy ust do wymówienia
przelotnych imion twoich, wodo.
Musiałbym cię nazwać we wszystkich językach
wypowiadając naraz wszystkie samogłoski
i jednocześnie milczeć - dla jeziora,
które nie doczekało jakiejkolwiek nazwy
i nie ma go na ziemi - jako i na niebie
gwiazdy odbitej w nim.
Ktoś tonął, ktoś o ciebie wołał umierając.
Było to dawno i było to wczoraj.
Domy gasiłaś, domy porywałaś
jak drzewa, lasy jak miasta.
Byłaś w chrzcielnicach i wannach kurtyzan.
w pocałunkach, całunach.
Gryząc kamienie, karmiąc tęcze.
W pocie i rosie piramid, bzów.
Jakie to lekkie w kropli deszczu.
Jak delikatnie dotyka mnie świat.
Cokolwiek gdziekolwiek kiedykolwiek się działo
spisane jest na wodzie babel.
Wisława Szymborska
Moje myśli najczęściej krążą teraz wokół porządnego, długotrwałego deszczu, którego nie było już tak dawno, a który jest tak bardzo potrzebny. Były gwałtowne, przelotne burze, które tylko wyrządiły więcej szkód, a wody przyniosły niewiele. 
Wczoraj kładłam się z nadzieją spać, że w  nocy i w dzień trochę chociaż pokropi (zgodnie z prognozą pogody obejrzaną lub wysłuchaną na kilku stacjach telewizyjnych i radiowych). Niestety nie spadła ani jedna kropelka deszczu, nie zawiał nawet lekki wiaterek. Wszystko zastygło w oczekiwaniu na jakąkolwiek, nawet na najdrobniejszą zmianę. Niestety nic się nie zmieniło. No prawie. Ptaki nie śpiewają już tak radośnie jak wcześniej, a jedynie szukają wody. Na szczęście są ludzie, którzy o nich myślą i wystawiają im pojemniki z wodą. Nie zawsze to jednak wystarczy. Idąc do pracy często widzę ptaki, które padły bez wody.
Podobnie ma się sytuacja z roślinami, drzewami ich liście, informują, że mamy już jesień.
Co będzie dalej?
Modlitwa o deszcz
Królu, Boże Abrahama,
w Tobie moc i dobroć sama.
Wejrzyj na to ludzkie plemię
a deszcz żyzny daj na ziemię.
Niechaj zna lud prawowierny,
żeś jest Pan Bóg miłosierny.
A my Cię za ten dar wielki
wielbić będziemy na czas wszelki.
Woda. Można o niej pisać i pisać, a nawet lać całe strumienie. Dzisiaj tylko kropelka opowieści, którą mogłabym napisać :)))
Tak bardzo jest nam potrzebna do życia. Bez niej wszystko zamiera, przestaje funkcjonować.
Woda towarzyszy człowiekowi od zawsze. Z jednej strony jest traktujemy ją niczym życiodajny cud, ale z drugiej jako niebezpieczny żywioł. Do dzisiaj budzi w nas sprzeczne emocje zarówno podziw, zachwyt, jak i lęk, grozę. Dla nas najbardziej znaną historią o potędze wody i bezsilności człowieka jest ta o wielkim potopie w przypowieści o arce Noego.
Woda jest jednym z żywiołów, które od zarania dziejów towarzyszyły człowiekowi w doli i niedoli. W kulturze europejskiej wymieniana jest obok ognia, powietrza i ziemi. W tradycji chińskiej istnieje z kolei 5 żywiołów, z których jeden stanowi woda, a pozostałe to ogień, drewno, metal, ziemia. W Japonii jest wymieniana jako żywioł obok ziemi, ognia, powietrza i pioruna.
W wielu legendach czy systemach religijnych woda pojawia się w kontekście stworzenia świata. Na przykład święte księgi hinduizmu (Wedy) wyjaśniają, że wszyscy mieszkańcy Ziemi wyłonili się z pierwotnego morza.
Z kolei według mitologii Słowian przed powstaniem świata istniało tylko niebo i morze.
W mitach starożytnej Grecji przez rzekę Styks musiała przeprawić się każda dusza, by trafić do krainy umarłych.  
Egipcjanie przenosili zmarłych na zachodni brzeg Nilu, tam gdzie zachodzi słońce. 
Do dziś żywe są pogrzebowe rytuały Hindusów, którzy na brzegach swoich świętych rzek urządzali miejsca kremacji zwłok, a proch trafiał wprost do wód Gangesu, co pozwalało zmarłemu dostąpić wiecznej szczęśliwości.
Afrykańczycy wierzyli, że dusza przeprawia się promem, którego przewoźnik pobiera opłatę w muszelkach. Dobrzy ludzie trafiają na drugi brzeg szybko i bez przeszkód, natomiast źli wypadają z promu i muszą płynąć wpław.
W dawnych wyobrażeniach rosyjskich zmarły przekraczał rzekę Zabyt (Zapomnienie), by po 40 dniach zapomnieć o wszystkim.
Woda była zatem symbolem przejścia ze świata żywych do świata zmarłych.
Woda często jest symbolem oczyszczenia duchowego.
Szczególne znaczenie ma obmycie się w rzece dokonane w wyjątkowych okolicznościach. Według wierzeń słowiańskich nabraniu mocy witalnych sprzyjała kąpiel w noc wigilijną, w Wielkanoc, gdy uderzy pierwszy wiosenny piorun, w wigilię św. Jana. Wówczas woda miała niezwykłą moc.
W Judei mieszkańcy przychodzili do św. Jana i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swoje grzechy. Do dzisiaj zatem woda w religii chrześcijańskiej jest związana z obrzędem chrztu. Poprzez zanurzenie w wodzie lub pokropieniu nią człowiek zostaje oczyszczony z grzechu.
W islamie, tuż przed modlitwą, wierni poddawani są rytuałowi ablucji. Ciało jest obmywane w ściśle określony sposób.
Hinduizm bardzo duże znaczenie przywiązuje do rzeki Ganges, w której należy się zanurzyć, aby oczyścić się duchowo.
Tradycje starochińskie nakazują, by państwo młodzi odbyli wspólną kąpiel przed obrzędami weselnymi.
Woda w polskiej kulturze ludowej, ale także w wielu innych kulturach na świecie, ma moc życiodajną i życie podtrzymującą. Jest używana jako siła oczyszczająca ze wszelkiego zła. Szczególnie często wykorzystuje się ją podczas wiosennych obrzędów. Jest obecna podczas topienia Marzanny, gdy zabiera ze sobą pozostałości zimy. Również podczas poniedziałkowych śmigusowych zabaw, symbolizuje oczyszczanie po zimie. ale również zapewnienie zdrowia.
Dobre zdrowie i brak chorób miała zapewniać zwłaszcza żywa woda. Określenie to oznacza wodę ze źródła, wodę płynącą rzeką lub strumieniem. Woda stojąca, w stawie, jeziorze, a tym bardziej ta w kałuży, była wodą brudną pozbawioną siły dawania zdrowia. Tę żywą wodę wykorzystywano do wszelkich czynności obrzędowych.
Rytualnych kąpieli dokonywano w trakcie najważniejszych momentach życia. Zaraz po narodzeniu, noworodka obmywano, co było czynnością nie tylko praktyczną, ale też symboliczną. A następujący niedługo potem chrzest oczyszczał je z grzechu pierworodnego.
Podobnie myto ciało po śmierci. Woda  zbierała na siebie niebezpieczeństwo, jakie niosło obcowanie z zaświatami. Należało ją wylać tylko po zachodzie słońca, najlepiej poza ogród lub w rogu, gdzie nikt nie chodzi.
Ablucje praktykowane były również w obrzędach weselnych. Po opuszczeniu przez pannę młodą rodzinnego domu, wylewano dwa wiaderka wody, a po ślubie młodej żonie dawano pić. Wszystkie te zabiegi miały zapewnić nowożeńcom potomstwo i szczęście w gospodarstwie. Dziewczyna miała też być przez to dobrą żoną. Natomiast aby nie była ospała, to po przenosinach oblewano jej oczy wodą
Szczególną moc ma woda święcona w kościele. Do tej pory używa się jej do poświęcenia domu dla ochrony przed siłami przyrody, bydła dla zdrowia i płodności, pól, aby rodziły jak najwięcej. W tych zwyczajach przenikają się stare wierzenia związane z kultem natury oraz chrześcijańskie.
Woda
Szklanym łukiem drżą fontanny, źródła skalane dźwięczą,
pluszczą krople: jedna, druga, trzecia, czwarta, piąta, szósta...
Białe nimfy leżą w muszlach malowanych tęczą,
zamykają mrące oczy, otwierają tęskne usta...
Mdlejąc na jedwabnych blaskach, w zielonym pomroku,
wyciągają srebrne ręce nie wiadomo gdzie i czemu?
Może patrzy z góry, z dołu, może stoi z boku
dumny władca pluszczącego, tęczowego wód haremu?
Zadźwięczała dysonansem słodkiej wody żałość pusta...
pluszcza krople: jedna, druga, trzecia, czwarta, piąta, szósta...
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Przez tysiące lat dostęp do wody pitnej był warunkiem koniecznym do założenia miasta lub osady. Nic więc dziwnego, że nieważne do jakiego zakątka świata dotrzemy, to wszędzie tam woda jest ważnym symbolem i wiąże się z nią wiele obrzędów. W kulturze ludowej woda miała magiczne właściwości, dzięki którym stawała się niezbędnym elementem wielu rytuałów.
Święcenie wody, jak i sama woda spełniała bardzo istotną rolę podczas Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy.
Ludzie od zawsze wiedzą, że woda jest bezcenną cieczą, która daje życie wszystkim życia.
W licznych legendach i mitach jest mowa o tym, ze wodę można ułaskawić, przekonując do siebie istoty, które w niej mieszkają.
Brak wody, czyli suszę interpretowano w wielu kulturach jako wyraz gniewu bogów. Stąd tańce i inne obrzędy mające ich przebłagać i wyprosić deszcz.
Płynąca woda rzeki symbolizuje przemijanie, upływający czas, a więc życiową wędrówkę. Ma swój początek  w źródle i koniec, gdy uchodzi do bezmiaru oceanu.
Skoro w wielu kulturach i religiach rzeki mają charakter szczególny, często sakralny, wydawałoby się, iż powinny cieszyć się one czcią i poszanowaniem. Tymczasem na ogół są najbardziej zdegradowanymi elementami środowiska.
Do współczesnych ludzi, przyzwyczajonych do wygód, jej symbolika może już nie przemawia tak jak do poprzednich pokoleń.
Zwyczajna woda. Ale przecież wystarczy tylko wybrać się na wędrówkę. I wówczas wszystkie znaczenie wody daje znać o sobie. Uświadamiamy to sobie, gdy spragnieni nachylamy się nad strumieniem, potokiem...
O wodzie mogłabym  napisać jeszcze wiele. O jej znaczeniu na przestrzeni wieków, w różnych zakątkach i kulturach świata. Jedno jest pewne. Woda to żywioł, bez którego nie mogłoby istnieć życie na Ziemi.
Właśnie teraz wyraźnie widać jak bardzo jest cenna. Teraz widzę co dzieje się, gdy jej brakuje. Ptaki bezskutecznie poszukują kałuży, rosy na trawie. Drzewa przypominają swoją barwą jesienne klimaty. Trawniki- już ich nie ma, pozostała po nich wyłącznie kupka siana, na którym bezskutecznie szuka się rano migających diamencików rosy. Kwiaty ze zwisającymi smutno główkami nie uśmiechają się jak zwykle do słoneczka i nie kuszą swoimi kolorami i zapachem.
Ja też cierpiałam bardzo jak ostatnio wyłączyli mi wodę.
Marzę o ciepłym deszczu i rosie na trawie
Czy tak dużo pragnę.... Jednak czy można walczyć z naturą?
Czekam na długotrwały deszcz.
Podobnie jak wczoraj dzisiejszy dzień także przywitał mnie ciemnymi deszczowymi chmurami. Niestety na zapowiedziach skończyło się.
Wczoraj wszystko zamarło w oczekiwaniu na deszcz. Panująca dookoła cisza dosłownie dzwoniła w uszach. Ptaki nie śpiewały, wiatr nie szeleścił wśród drzew.....
Dzisiaj było zupełnie inaczej. Ptaki świergotały od samego rana, wiatr rozwiewał włosy, zapraszał liście do tańca...
Niestety pomimo tych zabiegów nie spadła kropelka deszczu. Chmury deszczowe rozeszły się. Jedno co dobre, to to, że ochłodziło się. 
Kiedy spadnie deszczyk i zostanie z nami na dłużej? Pewnie nieprędko, prognozy mówią tylko o kolejnym ociepleniu. Straszne to...
O deszczu
Ciebie, Boże, lud Twój wzywa!
Grozi głodem oschła niwa.
Niecił tylko Pan chmurom rzecze,
A obfity deszcz pociecze.
Wzrusz się dla nas, Ojcze miły,
Dzieci Twe Cię obstąpiły.
Jeżeliśmy łaski godni,
Masz chleb w ręce, a my głodni.
Karpiński Franciszek

Może te moje zaklęcia pomogły? Bo ostatnio popadało u mnie przez kilka godzin.  Ale czy to wystarczy wysuszonej, spragnionej ziemi?

piątek, 23 lipca 2021

Myśli nie tylko o końcu świata

Koniec świata

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.
W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.
A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.
Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.
Czesław Miłosz
Latem często leżymy na plaży, łące, górskiej polanie i zamiast śledzić wzrokiem przepływające chmury, czytamy w telefonie wiadomości ze świata.
A tam tylko wojny, terroryzm, zanieczyszczenie środowiska, klęski żywiołowe…
Ostatnie wydarzenia na świecie znowu uaktywniły dyskusje na temat końca świata, którym co jakiś czas jesteśmy straszeni. Pamiętam  jak dużo na ten temat się mówiło, gdy miał nadejść rok 2000.
Dla wielu znakami zbliżającego się końca są coraz liczniejsze kataklizmy: huragany, trzęsienia ziemi, powodzie, pożary… Nie bez znaczenia są rewolucje, zamieszki, przemoc… obserwowane w praktycznie każdym zakątku świata. Do tego dochodzi jeszcze efekt cieplarniany, który może nam zagrozić…
Niebezpieczeństwo zagłady jest całkiem realne. Niebezpieczne są ruchy sejsmiczne, wulkany, które mogą być pobudzone właśnie przez wstrząsy tektoniczne. Zagrożeniem są też elektrownie atomowe.
Świat zdaniem niektórych stoi dziś na krawędzi cywilizacyjnego zagrożenia. Natura często wystawia naszą planetę na ciężką próbę. Jednak  sami mieszkańcy Ziemi dążą do samozagłady.
Woda
Kropla deszczu mi spadła na rękę,
utoczona z Gangesu i Nilu,

z wniebowziętego szronu na wąsikach foki,
z wody rozbitych dzbanów w miastach Ys i Tyr.

Na moim wskazującym palcu
Morze Kaspijskie jest morzem otwartym

a Pacyfik potulnie wpływa do Rudawy
tej samej, co fruwała chmurką nad Paryżem

w roku siedemset sześćdziesiątym czwartym
siódmego maja o trzeciej nad ranem.

Nie starczy ust do wymówienia
przelotnych imion twoich, wodo.

Musiałbym cię nazwać we wszystkich językach
wypowiadając naraz wszystkie samogłoski

i jednocześnie milczeć - dla jeziora,
które nie doczekało jakiejkolwiek nazwy

i nie ma go na ziemi - jako i na niebie
gwiazdy odbitej w nim.

Ktoś tonął, ktoś o ciebie wołał umierając.
Było to dawno i było to wczoraj.

Domy gasiłaś, domy porywałaś
jak drzewa, lasy jak miasta.

Byłaś w chrzcielnicach i wannach kurtyzan.
w pocałunkach, całunach.

Gryząc kamienie, karmiąc tęcze.
W pocie i rosie piramid, bzów.

Jakie to lekkie w kropli deszczu.
Jak delikatnie dotyka mnie świat.

Cokolwiek gdziekolwiek kiedykolwiek się działo
spisane jest na wodzie babel.
Wisława Szymborska
Jest nas coraz więcej, a na przykład pitnej wody nam nie przybywa. Jest raczej odwrotnie. Wodę zabiera nam susza wywołana ociepleniem klimatu. A kolejka potrzebujących jest  coraz dłuższa, a stojący w niej chcą żyć na coraz wyższym poziomie.  Produkcja każdej rzeczy, której używamy, którą nosimy, wymaga użycia wody.   Woda potrzebna jest nie tylko do utrzymania elektrowni i elektrociepłowni w ciągłym ruchu. Przemysł węglowy pochłania 70% całkowitego poboru wody w naszym kraju. Ale każdy już wie, co dalej się dzieje.
Problemem jest nie tylko brakująca woda. Jej gwałtowny nadmiar  również wywołuje gwałtowne katastrofy.
Może kiedyś napiszę o tym więcej
Koniec świata to temat, który od zawsze intrygował ludzi, . Zazwyczaj budzi grozę, ale z drugiej strony w magiczny sposób przyciąga do siebie. Każde pokolenie chce poznać dalsze losy Ziemi po której stąpa każdego dnia. Ludzie chcą poznać prawdę o tym jak zakończy się ich egzystencja i w jakim czasie to nastąpi. Chociaż ja osobiście nie chciałabym tego wiedzieć. 
Dla wielu koniec świata jest tematem niepojętym, którego nie da się ogarnąć. Dlatego ludzie zastanawiają się nad tym jak to właściwie ma wyglądać.
Myśl o końcu świata towarzyszy ludzkości od zarania dziejów. Wizję apokalipsy zawiera w swoich mitach i dogmatach każda kultura i każda religia.
Któż z nas nie słyszał o przepowiedniach królowej Saby, wizjach Nostradamusa, 
objawieniach Fatimskich. Najstarsza księga chrześcijaństwa - Biblia - zawiera wiele proroctw dotyczących sądnego dnia i końca świata.
Czy ktoś jeszcze pamięta 21 grudnia 2012 roku? Ja pamiętam, bo była to wigilia moich urodzin i nie chciało mi się wierzyć, że go nie dożyję, bo dzień wcześniej zgodnie z kalendarzem Majów miał nastąpić koniec świata.
Może rację ma Miłosz, że koniec świata staje się już, teraz…. Ludzie często nie zdają sobie z tego sprawy, czekają bowiem na „trzęsienie ziemi”. Dla wielu oznaką zbliżającego się końca świata są kataklizmy, podobne do tego, które ostatnio nawiedziły Niemcy i kraje Beneluxu.
Jednak koniec świata dla każdego z nas występuje codziennie bo nasza droga ma swój kres, tylko nie wiemy kiedy on nastąpi. I dobrze. Chociaż jestem czarownicą, nigdy tak naprawdę nie chciałam poznać mojej przyszłości. Nie chcę wiedzieć co będzie za…. Dlatego wolę myśleć o moim dniu dzisiejszym, który niestety nie jest pozbawiony swoich własnych codziennych smuteczków. Te dalsze z kraju i ze świata też mnie przytłaczają.  Jednak zaglądając tutaj staram się  o nich nie myśleć. Choć na chwilę pragnę znaleźć się w innym świecie. Problemy i smutki są zawsze, ale gdzieś pomiędzy tym wszystkim powinno być miejsce na uśmiech i ciepłe słowo.
Dziś jeszcze przede mną tyle dnia do przeżycia, tyle mam nadzieję pięknych chwil do zapamiętania  i „czasem tylko” spojrzę jak to mam w zwyczaju za siebie…
Schyłek wieku
Miał być lepszy od zeszłych nasz XX wiek,
Już tego dowieść nie zdąży,
lata ma policzone,
krok chwiejny,
oddech krótki.

Już zbyt wiele się stało,
co się stać nie miało,
a to, co miało nadejść,
nie nadeszło.

Miało się mieć ku wiośnie
i szczęściu między nami.

Strach miał opuścić góry i doliny.
Prawda szybciej od kłamstwa
miała dobiegać do celu.

Miało się kilka nieszczęść
nie przydarzać już,
na przykład wojna
i głód, i tak dalej.

W poważaniu być miała
bezbronność bezbronnych,
ufność i tym podobne.

Kto chciał cieszyć się światem,
ten staje przed zadaniem
nie do wykonania.

Głupota nie jest śmieszna.
Mądrość nie jest wesoła.
Nadzieja
to już nie jest ta młoda dziewczyna
et caetera, niestety.

Bóg miał nareszcie uwierzyć w człowieka
dobrego i silnego,
ale dobry i silny
to ciągle jeszcze dwóch ludzi.

Jak żyć-spytał mnie w liście ktoś,
kogo ja zamierzałam spytać
o to samo.

Znowu i tak jak zawsze,
co widać powyżej,
nie ma pytań pilniejszych
od pytań naiwnych.
Wisława Szymborska

sobota, 11 kwietnia 2026

Tam, skąd wieje kwietniowy wiatr

 Tekst napisany wcześniej i zaplanowany do opublikowania. Bo.... 

Jest miasteczko, co nad rzeczką
Wśród ogrodów śpi
Monotonnie w tym miasteczku
Przemijają dni

Dzień podobny do dnia
Tydzień do tygodnia
Wolnym krokiem po uliczkach spaceruje czas
Śmigających przez stacyjkę parowozów świst
Jest jak z innej ziemi głos, jak w obcej mowie list
Początek kwietnia ma w sobie coś szczególnego. Pani Wiosna już się prawie u nas rozgościła. Królewna Zima wyraźnie się poddała. Ale wiadomo, kwiecień plecień...
Powietrze pachnie inaczej niż w marcu, ziemia oddycha wilgocią, a wiatr… Wiatr jak co roku przynosi ze sobą coś więcej niż tylko chłód. Przynosi świeży, wiosenny powiew. I przynosi wspomnienia...
Nie wiem, skąd one się biorą. Może z zapachu mokrych chodników po nocnym deszczu. Może z zielonych pąków na drzewach, rozkwitających kwiatów, śpiewu ptaków... A może z ciszy, która pojawia się w człowieku nagle, bez zapowiedzi. 
A tak naprawdę ciekawskie wspomnienia  wyglądają ze swojej szuflady. Na początku tylko 
podążają wzrokiem za Małą Dziewczynką, rozglądaja się po mieszkaniu. Jeszcze nie chce się im opuścić swojego ciepłego miejsca. 
A Mała Dziewczynka dobrze wie, co będzie dalej. Najpierw pojawia się drobna myśl. Prawie niezauważalna, która rozkwita w jej głowie. A potem nagle, gdy wspomnienia opuszczają szufladę i otulają ją niczym ciepłym szalem, robi się z tej drobnej myśli tęsknota. I wtedy jak zawsze wraca Małe Miasteczko. 
Mała Dziewczynka nie ma wyjścia. Siada jak zawsze w fotelu, zamyka oczy, aby choć na chwilę zobaczyć je znowu.
Może to dziwne, ale wspomnienia z dzieciństwa dawniej były dla niej bardziej odległe, wypłowiałe, mniej wyraźne niż obecnie. Pewnie dlatego, że teraz są one naprawdę ważne.
Mała Dziewczynka widzi znajome ulice, którymi kiedyś chodziła bez zastanowienia. Domy, które mijała setki razy. Drzewa przy jeziorze, które szumiały nawet wtedy, gdy nie było wiatru. Ławki, na których można było usiąść i patrzeć na wodę tak długo, aż myśli same się uspokajały.
Mała Dziewczynka bardzo lubiła i nadal lubi te spacery. Ale nie takie zaplanowane, z wyraźnym początkiem i końcem. Lecz te zwyczajne, kiedy wychodzi się z domu i pozwala nogom iść tam, gdzie same chcą. 
A bardzo często prowadziły nad jezioro. Na planty.
Ścieżka biegła dookoła wody. Nie należało się spieszyć. Mała Dziewczynka potrafiła chodzić tam długo, słuchając własnych kroków na alejce, plusku fal przy brzegu, kwakania różnokolorowych kaczuszek... 
Czasami przychodziła bardzo wcześnie. Jeszcze zanim Miasteczko naprawdę się obudziło. Nad jeziorem unosiła się wtedy delikatna mgła, a woda była tak spokojna, że wyglądała jak wielkie lustro. I w tym lustrze odbijało się niebo, drzewa, dachy domów, klasztor... Po prostu całe Małe Miasteczko. Przeglądał się w nim także król Słońce. 
Nad tym jeziorem dla Małej Dziewczynki są najpiękniejsze wschody słońca. Każdego dnia inne, zachwycające....
Zachody też mają  tam swój własny urok. Król Słońce powoli chowa się za domami, a Małe Miasteczko zwalnia zdecydowanie szybciej niż w większych miastach. Ludzie wracają do domów, na ulicach robi się spokojniej, ptaki milkną, a woda znów zamienia się w lustro. W tym lustrze przegląda się wszystko. Niebo. Drzewa. Całe Małe Miasteczko. 
Świat burzliwą rzeką
Huczy gdzieś daleko
Żebyż głos ten dotarł chociaż raz
Jest miasteczko
Nad niewielką rzeczką
W tym miasteczku ludzie dotąd śpią

Rano mleczarz w okno puka
Słońce czeka w drzwiach
Żeby wpłynąć złotą strugą
Pod blaszany dach
Czasem jednak Mała Dziewczynka wybierała inną drogę. Tę, którą Babcia zawsze nazywała Naszą Dróżką. Nie była szeroka ani szczególnie ważna w Małym Miasteczku. Leżała tuż za nim, trochę na uboczu. A jednak dla Małej Dziewczynki była i jest wyjątkowa. Ścieżka najpierw łagodnie wspina się pod górę, wijąc się między polami, które miejscami sięgają ponad jej wzrost. Idzie się jakby zagłębieniem, otoczonym na wysokości oczu makami, chabrami i kłosami zbóż. Na samym szczycie rozpościera się szeroki widok również na pogwizdujące pociągi.  
Ta ścieżka również na zawsze pozostaje w pamięci. Mała Dziewczynka za każdym razem, gdy jest w Małym Miasteczku, wędruje nią, wspomina, słucha wiejącego tam nieustannie wiatru i wciąż zachwyca się tymi, przestrzeniami...
Wspomnienia ciepło otulają Mała Dziewczynkę. Jest jej tak dobrze.
Ale tą ciszę przerywa delikatnie Anioł Stróż, który ma cierpliwość do wspomnień i do tęsknoty, która wraca do Małej Dziewczynki nie tylko z wiosennym wiatrem.
— Znowu myślisz o Małym Miasteczku — mówi spokojnie.
— Tak.
— Tęsknisz.
— Trochę.
— Tylko trochę?
— Dobrze wiesz, że trochę bardziej.
Przez chwilę jest cicho.
— A najbardziej za czym tęsknisz? — pyta w końcu Anioł Stróż.
Mała Dziewczynka zastanawia się przez chwilę.
— Za spacerami.
— Nad jeziorem?
— Nad jeziorem też… ale chyba najbardziej za Naszą Dróżką.
— Dlaczego właśnie za nią?
— Bo tam było najciszej.
Anioł Stróż milczy przez chwilę, jakby przyglądał się tym wspomnieniom razem z nią.
— Wiesz — mówi w końcu — takie miejsca nigdy nie znikają.
— Nawet jeśli zmieniają się z czasem?
— Nawet wtedy.
— Dlaczego?
— Bo najważniejsza część została w tobie. Możesz tam także pojechać - mówi  Anioł Stróż.
— Naprawdę? Ale przecież teraz jestem...
— To minie. Będzie dobrze.
— Może rzeczywiście tam pojadę, jak....
— Czasem wystarczy uwierzyć. Warto spakować tęsknotę do kieszeni i podążyć za nią.
Mała Dziewczynka wie, że Anioł Stróż ma rację. Ale czy zdąży przygotować się do wyjazdu w tak krótkim czasie?  Czy poradzi sobie? Przecież... Ale może da radę? Nigdy nie była tam w kwietniu, albo tego już nie pamięta... Może w końcu uda się jej zobaczyć złote, pachnące pola rzepakowe. Co roku się na nie spóźnia o kilka, chociaż z roku na rok przyjeżdża coraz wcześniej....
W południowym skwarze
Drzemią sklepikarze
Szaro i niepostrzeżenie mija pracy czas
Trzeba skopać w swym ogródku pod lewkonie grunt
Potem brydż u aptekarza po pięć groszy punkt

Wreszcie noc leniwa
Na miasteczko spływa
Noc ogromna w deszczu srebrnych gwiazd
W tym miasteczku
Wkrótce po troszeczku
Ludzie się przebudzą, żeby żyć
Jerzy Jurandot
Może to dobry moment, żeby na chwilę odetchnąć od codzienności? Krótki urlop od szarej codzienności. Zostawię za sobą troski, i domu, popatrzę na rosnącą trawę, poczuję zapach kwiatów, oprę się o drzewo… Rano przywitam słońce nad jeziorem, a wieczorem zobaczę, jak odbija się w moim Małym Miasteczku.
Samo oczekiwanie na coś dobrego jest tylko połową przyjemności. Więc jak tylko.... Jadę 

sobota, 27 lipca 2024

Nie tylko gdy gasną światła...

 Awaria świata

Nadchodzi awaria świata. Ale jeszcze drzemie
rozleniwiona w zaroślach.
Pomrukują wiolonczele rozstrojonych traw.
Już rozbrojone niebo. Błyskawica
udaje nocną lampkę. Jeszcze daleko grzmot.

Mamy nadzieję, że ominie naszą wieś.
Idziemy na piwo do pobliskiej knajpy.
Jeszcze księżyc wrzucony do rzeki.
Jeszcze nie dzieje się nic.

Zjadamy miłość. Wypluwamy pestki.
Patrzymy na złom cmentarza.
Mniej więcej umarli. Ale więcej nic.
Ewa Lipska
Ostatnia awaria systemów Microsoft dotknęła prawie nas wszystkich. Paraliż ruchu lotniczego, niedziałające banki, giełdy, media, sklepy...  Jak do tej pory była to zapewne największa awaria IT w historii.
W części miejsc dotkniętych awarią wiele czynności trzeba było robić ręcznie... I tu pojawił się problem bo nie wszyscy to potrafili. Niektórzy nie potrafili szybko podliczyć sprawnie kwoty, którą ma zapłacić klient, z drugiej strony klienci nie dysponowali gotówką bo tak można było płacić. Niektóre sklepy poszły więc na łatwiznę i ze względu na awarię całkowicie się zamknęły.
To tylko jeden z przykładów, bo można je jeszcze mnożyć.  Awaria dotknęła wiele sfer naszego życia i spowodowała całkowity chaos. Staliśmy się bezradni...
Nie ukrywam, że i mnie ona dotknęła. Pracowałam akurat zdalnie z domu. Właśnie włączyłam laptopa, a tu nagle pojawił się stresujący i wprawiający w przerażenie niebieski ekran. Już miałam biec do biura, ale okazało się, że problem jest w całej firmie. Potem przyszła informacja, że jego zakres jest globalny.
To przypomniało mi o książce, którą czytałam jakiś czas temu.
"Blackout" Marca Elsberga
To powieść opowiadająca o jednej z katastrof, które może dotknąć nasz świat. Na skutek serii awarii w europejskich elektrowniach, z każdą chwilą rośnie liczba obszarów pozbawionych prądu. Po kilku godzinach pełnym zaciemnieniem zostaje objęty niemal cały kontynent. Nikt nie wie, jaka jest przyczyna awarii, kiedy uda się z nią uporać.
Początkowo wszyscy są przekonani, że awarię uda się szybko usunąć. Jednak w miarę upływu czasu dochodzi do ogólnoświatowej paniki. Im dłużej trwa blackout, tym więcej strat i ofiar.
Nie będę jednak streszczać książki...
Z jednej z jednej strony powieść fascynuje, ale z drugiej budzi grozę. Uświadamia nam, jak bardzo nieprzygotowani i bezsilni jesteśmy w obliczu takiego scenariusza.
Zapanowałby chaos komunikacji miejskiej. Przestałyby funkcjonować szpitale, banki, sklepy, windy… Nie byłaby dostarczana woda...
Wraz z rosnącym uzależnieniem od energii elektrycznej jesteśmy coraz bardziej podatni na katastrofę.
Pisałam o tym kilka razy - ZIMOWO,  WTYCZKA
A sama pamiętam, gdy często nie było prądu.
Blackout to sytuacja, gdy nagle dochodzi do przerwy w dostawie prądu na skutek poważnej awarii, która trwa dobre kilka godzin. A przecież  krótka przerwa w dostawie prądu potrafi sparaliżować już działanie każdego gospodarstwa domowego, firmy... A co dopiero kraju.
Ostatnio poważna awaria sieci energetycznej wystąpiła 21 czerwca. Bez prądu byli mieszkańcy Czarnogóry, Bośni i Hercegowiny oraz duża część adriatyckiego wybrzeżaChorwacjii Albanii.
I niestety należy liczyć się z tym, że będą one coraz częstsze.
Awaria
Dzisiaj rano zamieszanie,
Bo zabrakło wody w kranie.

Mama bliska załamania:
„Co z herbatą do śniadania?”

Siostra krzyczy wniebogłosy:
„Muszę umyć tłuste włosy!”

Tata prawie nogi łamie,
Kiedy w kapciach i piżamie,

Zbiega w dół po cztery schody
Sprawdzić główny zawór wody.

A ja cicho podpowiadam:
„Może spytać u sąsiada?”.

Sąsiad ramionami wzrusza:
„U mnie w kranie także susza.”

Mama na to panikuje:
„Jak ja obiad ugotuję?”

Siostra krzyczy: „Średniowiecze!
Kąpać się będziemy w rzece!”

Tata zasypiając prawie
Wciąż mamrocze coś o kawie.

Całe szczęście, że w tej chwili
Wodę znów do rur puścili.

Mama więc do każdej miski,
Wszystkich wiader, garnków wszystkich,

Jakie tylko w kuchni miała,
Wodę, w razie czego, wlała.

Siostra niczym błyskawica
Poleciała do prysznica.

Tata przestał być niemrawy
Po wypiciu trzeciej kawy.

A ja chciałbym tylko dodać,
Że ogromna to wygoda,

Kiedy czysta woda w kranie
Jest na każde zawołanie.
Paweł Gołuch
Niestety dawno zapomnieliśmy jak żyć bez elektryczności. A młodsze pokolenie się tego nie nauczyło. Do tego jest uzależnione od Internetu. Niedawna awaria Facebooka pokazała, jak jesteśmy bezradni. Kto dzisiaj wysyła zwykłe sms-y?
Bez dostępu do Internetu nie potrafimy odnaleźć się za granicą, zapłacić za zakupy...Zapomnieliśmy, że są w życiu rzeczy, których nie można ściągnąć z Internetu.
Nie wrócimy już do nawyków z ubiegłego wieku. Zaszliśmy już za daleko w naszych relacjach z produktami gigantów technologicznych. Nie wyobrażamy już sobie bowiem życia bez Internetu, energii elektrycznej... Rozmaite urządzenia codziennie pomagają nam w różnych czynnościach. Dzisiaj za bardzo jesteśmy od nich zależni. Już doświadczamy, że gdy ich brakuje to panuje armagedon, a my jesteśmy bezradni.
Zastanawiam się jednak, czy świat nie uzależnił się zbyt bardzo od kilku prywatnych firm. Wystarczy jeden błąd i...
Może zatem warto oprócz kontaktu na Facebooku, Messengerze... mieć zapisany w zwykłym notesie czyjś numer telefonu, adres... Miejmy w szufladzie, jak to dawniej bywało parę świeczek, pudełko zapałek... A w portfelu zwykłą gotówkę. Natomiast wybierając się w podróż zabierzmy papierową mapę...
Poświęćmy na to dłuższą chwilę. Wtedy, kiedy padną serwery, elektrownie przynajmniej nie będziemy źli, bezradni...
A może czasem warto przez kilka dni pożyć tak jak TASHA TUDOR. To byłaby dla nas cenna lekcja na przyszłość. Wystarczy chociaż tylko czasem wyłączyć kabelek, bateryjkę, akumulatorek dzięki którym nasze życie podłączone jest do jakiejś tam sieci.
Kataklizm
Pachnie maciejką, naftą i serkiem,
Cipritykowscy kopią w ogrodzie,
Dreptak po wódkę idzie spacerkiem,
- Można powiedzieć, że dzień, jak codzień!

W radio referat na temat NEP-u,
Gwiździejkiewiczom skradli dwie dętki,
A Dreptak właśnie wchodzi do sklepu
I się uśmiecha do ekspedientki.

Kićkowiakowie jadą w Bieszczady,
Świstalski przysłał pocztówkę z Rytra,
Dreptak podchodzi wolno do lady
Z sakramentalnym: "Proszę półlitra!"

Od Kościobrzyckiej - Proć się wykrada,
Ratajczak nogi w miednicy trzyma
A ekspedientka ręce rozkłada
I do Dreptaka powiada: - "Nima!"

W zupie się kraulem porusza mucha,
Pies Karapystki gna za rencistką...
A Dreptak mówi: - "Coś pani głucha?
Nie chciałem wcale chleba, lecz czystą!"

Gwizdalska wlazła z trudem w bikini,
Do Serojadków Brzdęccy przyleźli...
- "Toż słyszę!" - mówi ta sprzedawczyni,
- "Ale dziś wódki nam nie dowieźli."

Pipkowski kończy współczesną powieść,
Rybkowski spuszcza synowi wały
- "Jakże tak można wódki nie dowieźć?!"
Pyta się Dreptak cały zdrętwiały.

Wilkołak zjawił się na rozstaju;
Marsjanin wyjrzał zza lewatywy...
Pierwszy raz wódki zabrakło w kraju.
Dreptak zrozumiał. I... padł nieżywy
Andrzej Waligórski